rozwiń zwiń

Przewodnik po sztuce współczesnej. Dlaczego pięciolatek nie mógł tego zrobić?

Okładka książki Przewodnik po sztuce współczesnej. Dlaczego pięciolatek nie mógł tego zrobić?
Susie Hodge Wydawnictwo: Arkady sztuka
224 str. 3 godz. 44 min.
Kategoria:
sztuka
Format:
papier
Tytuł oryginału:
Why Your Five Year Old Could Not Have Done That
Data wydania:
2014-01-01
Data 1. wyd. pol.:
2014-01-01
Data 1. wydania:
2012-01-01
Liczba stron:
224
Czas czytania
3 godz. 44 min.
Język:
polski
ISBN:
9788321348315
Tłumacz:
Dorota Skalska-Stefańska
Średnia ocen

                5,9 5,9 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Przewodnik po sztuce współczesnej. Dlaczego pięciolatek nie mógł tego zrobić? w ulubionej księgarni i

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów), „Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oficjalne recenzje książki  Przewodnik po sztuce współczesnej. Dlaczego pięciolatek nie mógł tego zrobić? i



Przeczytane 756 Opinie 104 Oficjalne recenzje 32

Opinia społeczności książki  Przewodnik po sztuce współczesnej. Dlaczego pięciolatek nie mógł tego zrobić? i



Książki 1701 Opinie 1670

Oceny książki Przewodnik po sztuce współczesnej. Dlaczego pięciolatek nie mógł tego zrobić?

Średnia ocen
5,9 / 10
76 ocen
Twoja ocena
0 / 10

Opinia

avatar
171
7

Na półkach: ,

Na plus jeśli chodzi o tę pozycję- szybki przegląd artystów współczesnych, wielu z nich nie znałam, dzięki tej książce w kilku krótkich zdaniach mogłam nabrać jakiegoś pojęcia o nich, aby ich w przeszłości kojarzyć. Ktoś tutaj porównał ten przewodnik do przewodnika turystycznego, myślę że to trafne. Na plus też polecajki dzieł artystów do zgooglowania, często nie najpopularniejsze, a ciekawe do zobaczenia.
Ale
Na minus- tłumaczenia tytułów tych polecajek. Po co? Po co tłumaczka to tłumaczyła? Większość obrazów (szczególnie, że jak zaznaczyłam często są to mniej popularne dzieła danego artysty) nie ma w polskim internecie, a już na pewno nie są rozpoznawalne pod takimi tytułami, jakie wybrała tłumaczka. Książkę czytałoby się szybko, gdyby nie to że zainteresowana dodatkowymi dziełami musiałam tłumaczyć tytuł z powrotem na angielski, aby móc go wyszukać.
Druga sprawa, autorka posługuje się terminologią związaną ze sztuką, której w żadnym razie nie tłumaczy. Przy każdym opisywanym artyście odnosi się do nurtów w sztuce, których nie znałam i, ponownie, musiałam googlować.
No i trzecia i najgorsza rzecz, czyli tłumaczenia czemu dziecko nie mogłoby stworzyć danego dzieła- spoiler, pod połowa obrazów wytłumaczenie jest takie samo: może i by mogło, ale nie stworzyłoby tego z myślą o IDEI. A druga połowa mówi o tym, że dzieło jest za trudne technicznie dla dziecka. Yeah, thanks for nothing, tyle sama wymyśliłam, ale w ogóle tego nie kupuje. Moim zdaniem iluś tych artystów tworzy tak jak im się podoba, jak im w duszy zagra, bez większych rozkmin, a sens nadają im po fakcie, albo nie daj Boże, krytycy nadają go za nich.

A autorka pisze: no dziecko na pewno nie miałoby takich przemyśleń na temat np. granic sztuki. I call it BULLSHIT. Po pierwsze skąd wiesz, niektóre dzieci też umieją nawet myśleć? Po drugie w tych wyjaśnieniach autorka podaje, że dane dzieło zadaje pytania na temat taki i taki, ale nie wyjaśnia w jaki sposób to robi. A skąd ja mam wiedzieć, patrząc na dany bazgroł czy abstrakcję, że akurat mówi o wojnie albo o konsumpcjonizmie. Autorka w żaden sposób nie tłumaczy, jak dane dzieło wiąże się z niby postawionymi pytaniami.

Na plus jeśli chodzi o tę pozycję- szybki przegląd artystów współczesnych, wielu z nich nie znałam, dzięki tej książce w kilku krótkich zdaniach mogłam nabrać jakiegoś pojęcia o nich, aby ich w przeszłości kojarzyć. Ktoś tutaj porównał ten przewodnik do przewodnika turystycznego, myślę że to trafne. Na plus też polecajki dzieł artystów do zgooglowania, często nie...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

407 użytkowników ma tytuł Przewodnik po sztuce współczesnej. Dlaczego pięciolatek nie mógł tego zrobić? na półkach głównych
  • 292
  • 103
  • 12
59 użytkowników ma tytuł Przewodnik po sztuce współczesnej. Dlaczego pięciolatek nie mógł tego zrobić? na półkach dodatkowych
  • 29
  • 14
  • 4
  • 4
  • 3
  • 3
  • 2

Tagi i tematy do książki Przewodnik po sztuce współczesnej. Dlaczego pięciolatek nie mógł tego zrobić?

Inne książki autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Punkt i linia a płaszczyzna Wassily Kandinsky
Punkt i linia a płaszczyzna
Wassily Kandinsky
Jak to miło być hobbystą, czytać mądre książki i nie musieć zaliczać ich na kolokwium albo tworzyć prac na ich podstawie! Bo ten Kandinsky z Bauhausu to z jednej strony solidny podręcznik z dziedziny malarstwa i grafiki - chudy ale gęsty od treści (złoty, a skromny - jak mówi mój znajomy), a z drugiej cudny materiał do przemyśleń o sztuce współczesnej i świecie w ogóle. Do tego napisany bardzo przystępnie. Do tego mój egzemplarz biblioteczny opatrzony ołówkowymi notatkami jakiegoś pasjonata - raj! (i nie wmawiajcie mi, Obywatele, że po książkach się nie maże, bo to cud prawdziwy napotkać w starym tekście notatki mądrego czytelnika!) Podobno W. Kandinsky był zwolennikiem teorii syntezy sztuk - czyli wszystko kojarzyło Mu się ze wszystkim; malarstwo abstrakcyjne z muzyką, muzyka z matematyką, matematyka z geometrią, geometria z kolorami, kolory z dynamiką przekazu, dynamika z układem punktów, punkty z zapisem nutowym, zapis z liniami, linie z kątami i łukami, te z kolei z liryzmem i dramatyzmem, stąd już blisko do tańca; jeszcze pasywność i aktywność, gęstość, ciężar i lekkość, niebyt, zimno i gorąco, smutek i radość; dodajmy jeszcze pasywne (niebieski), aktywne (żółty) i nieme (czarny-biały) kolory - uffff! Mamy cudną teorię współczesnego malarstwa, która pewnie zatruła żywot niektórym studentom a innym laikom nieco otworzyła oczy na fenomen ciapków, bryzgów, kątów prostych i rozwartych, kwadratów Malewicza, punktów i linii, które na abstrakcyjnych dziełach wcale nie są kakofonią kolorowych przychlastów, przypadkowych zestawień, tworzonych zapewne pod wpływem substancji zakazanych. Twórco - uważaj, gdzie stawiasz kleksa, Widzu - bądź wrażliwy na kierunki linii na płaszczyźnie i wzbogacaj się nimi!
Katarzyna Anna - awatar Katarzyna Anna
oceniła na 8 1 rok temu
Patrząc Józef Czapski
Patrząc
Józef Czapski
Zbiór esejów o malarzach, malowaniu, wystawach, inspiracjach (jest tu kilka recenzji literackich: Proust, Malraux), wiele wspomnień o przyjaciołach kapistach. Teksty ułożono chronologicznie możemy więc śledzić malarską drogę samego Czapskiego: powracające nazwiska to Cézanne, Bonnard, Matisse, de Staël. Najlepsze eseje są o ludziach Czapskiemu najbliższych: piękne, wzruszające wspomnienie o Janie Cybisie, tekst o Janie Tadeuszu Potworowskim, w całym tomie jak refren powraca niezwykły, zmarły młodo Zygmunt Waliszewski. Świetnie czyta się o Bonnardzie. Bardzo interesujące uwagi o Picassie, przeżywanym zazwyczaj przez Czapskiego „na zimno”, w tym parę ciekawych anegdot, i to sugestywne podsumowanie: człowiek, który nienawidził śmierci, „który naprawdę swój wiek naznaczył”. Kilku malarzy dzięki Czapskiemu odkryłam: Chaima Soutine’a (ledwie kojarzyłam nazwisko), Nicolasa de Staëla, czy Miltona Avery – ależ bym chciała zobaczyć w galeriach. I a propos oglądania, w wydaniu, które czytałam (Kraków, Znak 2016) jest tylko kilkanaście reprodukcji, malarzy polskich i Cezanne’a; czyli trzeba czytać „Patrząc” na dwa media. Dwa razy wprawiła mnie w dumę zbieżność gustu. Niedawno oglądałam w zachwycie w Poznaniu Malczewskiego „Pejzaż z Tobiaszem”, tym silniejszym może, że niespodziewanym (nie jestem wielbicielką najbardziej znanych płócien, za dużo się na nich dzieje, mówią za głośno, w rezultacie bardziej mnie meczą niż zachwycają). Czapski pisze o Malczewskim -pejzażyście i o tym właśnie obrazie. Wskazuje też trzy swoje ulubione martwe natury; na jedną z nich, wafle, karafkę i kieliszek Lubin Baugin’a patrzę od ośmiu lat, na płóciennej reprodukcji, w domu. Ogólnie rzecz ujmując i etykiety przypinając, malarze, którymi się Czapski zachwyca to koloryści, w bardzo szerokiej definicji bo znajdzie się tu Aleksander Gierymski, czy Corot (Jean-Baptiste-Camille) obok Matisse’a albo Morandiego. Kolor, walor, wyczucie, malarska qualite, to słowa refreny. Ta uczuciowość pisania o malarstwie czasem mi przeszkadzała, wolałabym więcej konkretów, prób obiektywnego ujęcia własnego zachwytu, co i raz powracający instynkt malarski to jednak puste pojęcie. Sporo miejsca zajmuje tu też dyskusja z malarstwem abstrakcyjnym, prowadzona jednak jednostronnie. Nie wiem czy białe na białym Malewicza by mnie oszołomiło*, ale wcale nie wykluczam, bo w takiej obsesji jest coś fascynującego – (tego rysu połączenia biografii z dziełem, aspektów malarskich z pozamalarskimi, zabrakło mi mocno, ono tłumaczy młodych stojących przed tym wyblakłym białym Malewicza; no i od razu przypominają się szuflady notatek do Wielkiej Szyby Duchampa). Znakomita definicja tego czym jest malarstwo: „malarstwo i sztuka służą już nie mnie tylko, ale nam, jako język zagęszczonego przekazu przeżyć, które zwykle w nas giną niedoprowadzone do żadnej pełni (…), których zresztą nie można oceniać jako koniecznie uszlachetniających (…), łzy Hitlera w Bayreuth ” (B. - festiwal Wagnerowski; o pokrewieństwach światopoglądu romantycznego i faszyzmu fenomenalnie pisze Russell w Dziejach zachodniej filozofii). Rys mi bliski odnalazłam w Czapskim przy okazji recenzji wielkiej paryskiej wystawy polskiego romantyzmu (oraz zdziwienie oceną „Szału”, ja przywykłam patrzeć na ten obraz jak na arcydzieło, na razie jestem w kropce, muszę się otrząsnąć z oceny Czapskiego i pojechać jeszcze raz do Karkowa). Zmęczenie siermiężną polskością każe tu tęsknić autorowi za Gombrowiczem i pięknie zacytowanym Mrożkiem. (A są to twórcy zazwyczaj nieobecni w biografii duchowo-artystycznej Czapskiego. Zaznaczę też że jedyną kobietą, do której myśli/twórczości Czapski się odwołuje jest Simone Weil.) Niestety całą książkę przenika przekonanie że wierzący (albo poszukujący boga) mają bogatsze życie wewnętrzne niż racjonaliści. (Ja równie łatwo mogłabym argumentować za tezą przeciwną.) Jest w takim Czapskim coś z kaznodziei przekonanego o nieuniknionej wyższości własnego wzorca kulturowego. Najgorszy jest esej-recenzja o Malraux „Głosy milczenia”. Nastąpiło tu trudne do zniesienia nawarstwienie pustych uniesień Czapskiego i metafizycznego bełkotu Malraux, wszystkie cytaty z przytaczanej książki są okropne (wcale nie wykluczam, że sama pozycja jest dobra, ale zestawienie tych dwóch osobowości w recenzji -straszne!). Oczywiście fakt, że tak silnie to odczułam jest subiektywny i z pewnością wiąże się z osobistym doświadczeniem, moim tu i teraz, bo dziś zwyczajnie gorszy mnie agresywna religijność polskich polityków, i szalenie tęsknię za świeckim państwem. Był więc taki moment, że dojrzewało we mnie przeświadczenie, że to ostatnia książka Czapskiego jaką czytam, ale być może tak nie będzie. W posłowiu Joanna Pollakówna, odpowiedzialna za kształt zbioru, przyznaje że celowo nadała mu taką religijną wymowę. Nie podejrzewam tu żadnych niecnych intencji, ale dobrymi chęciami piekło jest wybrukowane, mnie zagęszczenie i intensywność rozważań o metafizycznych źródłach sztuki raziły jako podszyte nietolerancją i dyskryminującym racjonalistę poczuciem wyższości. * „(…)Gwiazdy skrzą się lodowato Jak stłuczony termometr: noc jest wzdłuż i w poprzek Usiana odłamkami, fajerwerkowym salutem. W dzień, kiedy niebo przypomina wapno, Sam Kazimierz nie umiałby ich spostrzec, Białych na białym tle. Właśnie dlatego Aniołów się nie widzi.(…)” Brodski, Ekloga czwarta
Agnieszka - awatar Agnieszka
oceniła na 6 5 lat temu
Sztuka i złudzenie. O psychologii przedstawienia obrazowego Ernst Hans Josef Gombrich
Sztuka i złudzenie. O psychologii przedstawienia obrazowego
Ernst Hans Josef Gombrich
Po zapoznaniu się z tą książką, powiedzenie : „Gadał dziad do obrazu a obraz doń ani razu” traci sens. Bo dzieła sztuki mówią a i odbiorca prowadzi z nimi ciągły dialog, wystarczy tylko znaleźć wspólny język. A nie jest to takie trudne, bo Autor uświadamia nam oczywisty fakt, że wszyscy – i artyści i widownia, podlegają tym samym prawom psychologii oraz fizjologii widzenia, czucia i innych zmysłów niezbędnych do odbioru sztuki. Autor wplata w dzieje sztuki współczesne Mu osiągnięcia psychologii i za ich pośrednictwem stara się tłumaczyć fenomen powstawania dzieła i jego odbioru przez widownię. Zarzeka się też, że to nie jest kolejny podręcznik z historii sztuki, a jednak, moim zdaniem na swój sposób historią sztuki jest. Historią dochodzenia do wniosku, że sztuka daje klucz do ukrytego świata ukrytych doznań psychicznych i lepszego poznawania siebie i otoczenia. I byłyby to doprawdy „oczywiste oczywistości”, gdyby nie piękny styl, ogromna wiedza, erudycja, jasność wyrażania się i bijące z książki jakieś nieokreślone, ciepłe poczucie humoru i sympatia do czytelnika. Jeśli Autor był takim samym wykładowcą jak pisarzem, na zajęciach musiał mieć tłumy! W trakcie przedzierania się przez gombrichową interpretację malarstwa uderzyło mnie sporo ciekawych myśli. Przede wszystkim – że człowiek nie jest w stanie pojąć tego, z czym się wcześniej nie spotkał. Więc sztuka nie rodzi się z niczego a bazuje na ciągłych powtórzeniach i twórczych interpretacjach tego, co stworzyli inni. Od lat nauka malarstwa polegała na terminowaniu u mistrzów i wieloletnim kopiowaniu - a to starych obrazów, a to z natury. Ten tom niestety nie doczekał się nowszego wydania niż z 1981 roku, ilustracje w nim zawarte są gorsze niż złe, ucięte, czarno-białe i ziarniste ale są też merytorycznie bezcenne. Okazuje się, że dawni mistrzowie pozostawili po sobie nie tylko skończone dzieła ale całą masę szkicowników, szablonów, wzorników, prób narysowania stóp, uszu, głowy, dziecięcych postaci, dorosłych sylwetek rozrysowanych na szczegółowe proporcje, zwierząt w spoczynku i w ruchu, tak, że w wielu wypadkach spore fragmenty obrazu powstawały niejako na zasadzie „kopiuj-wklej”. To tłumaczy, czemu na tak wielu starych obrazach amorki, aniołki lub Dzieciątka są podobne do siebie i puciate jakby chorowały na świnkę! Kopiuj-wklej… Co oczywiście nie znaczy, że wystarczy namazać w odpowiednich proporcjach różne kawałki ciała żeby otrzymać Monę Lisę. I nie jest prawdą, że najdawniejsza, starożytna sztuka była bardziej „prymitywna” z powodu braków warsztatowych twórców. Określona maniera to wynik niechęci do innego schematu, wymagań ducha epoki, oczekiwań odbiorców. Świadczą o tym przepiękne ponadczasowe zgodne z anatomią szkice w „brudnopisach” egipskich czy wczesnośredniowiecznych które dowodzą, że artyści od zawsze umieli „w sztukę” ale z ważnych powodów tworzyli w zrytualizowany sposób. Oczywiście zawsze rodzi się grono twórców buntujących się przeciwko schematom i starej manierze . Każde pokolenie patrzy na osiągnięcia poprzedników i czerpie z tradycji – płynie z nią lub ja obala, ale nigdy nie zdoła zniszczyć. Bo jeśli już planujemy jakiś twórczy bunt to trzeba wiedzieć z czym się nie zgadzać. Taki Constable na przykład przed malowaniem nowego obrazu starał się „zapomnieć” o jakichkolwiek wcześniejszych malowidłach. Nic z tego, nie zapomniał – ale udało Mu się stworzyć nowe, świeże, oryginalne dzieła. Bez wątpienia psychologia przybliża i tłumaczy fenomen widzenia, rozumienia, rozpoznawania znanych motywów, ukazuje jak łatwo i chętnie dajemy się omamić iluzją trzeciego wymiaru na płaskiej powierzchni, iluzją ruchu na nieruchomym płótnie, iluzją oddalenia, perspektywy, iluzją koloru zależnie od nałożonego tła. Ale jeśli chodzi o uzyskanie „przepisu na arcydzieło” – nadal go nie otrzymujemy. I to chyba dobrze, bo dzięki temu artyści wciąż muszą przeżywać twórcze męki żeby je stworzyć a odbiorcy starać się ze wszystkich sił rozpoznawać te wybuchy geniuszu.
Katarzyna Anna - awatar Katarzyna Anna
oceniła na 9 1 rok temu

Cytaty z książki Przewodnik po sztuce współczesnej. Dlaczego pięciolatek nie mógł tego zrobić?