rozwiń zwiń

Podrzyj, wyrzuć, zacznij jeszcze raz. Postpunk 1978-1984

Okładka książki Podrzyj, wyrzuć, zacznij jeszcze raz. Postpunk 1978-1984
Simon Reynolds Wydawnictwo: muzyka
512 str. 8 godz. 32 min.
Kategoria:
muzyka
Format:
papier
Tytuł oryginału:
Rip it Up and Start Again: Postpunk 1978-1984
Data wydania:
2015-02-20
Data 1. wyd. pol.:
2015-02-20
Data 1. wydania:
2005-04-01
Liczba stron:
512
Czas czytania
8 godz. 32 min.
Język:
polski
ISBN:
9788364682179
Tłumacz:
Jakub Bożek
Średnia ocen

                8,3 8,3 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Podrzyj, wyrzuć, zacznij jeszcze raz. Postpunk 1978-1984 w ulubionej księgarni i

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów), „Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oceny książki Podrzyj, wyrzuć, zacznij jeszcze raz. Postpunk 1978-1984

Średnia ocen
8,3 / 10
92 ocen
Twoja ocena
0 / 10

Opinia

avatar
265
41

Na półkach:

Wszystko fajnie, ale polska wersja tej książki to tłumaczenie wydania amerykańskiego z 2006 roku, skróconego i uszczuplonego o kilka rozdziałów względem wydania angielskiego z 2005 roku. W wydaniu angielskim jest aż 26 rozdziałów, w wydaniu polskim... 22! Tym samym polscy czytelnicy zostali pozbawieni możliwości poczytania np. nowojorskim no wave, scenie San Francisco i drugiej fali industrialu. Wstyd i hańba, Krytyko Polityczna. Dobrze, że można bez problemu kupić angielską wersję.

Wszystko fajnie, ale polska wersja tej książki to tłumaczenie wydania amerykańskiego z 2006 roku, skróconego i uszczuplonego o kilka rozdziałów względem wydania angielskiego z 2005 roku. W wydaniu angielskim jest aż 26 rozdziałów, w wydaniu polskim... 22! Tym samym polscy czytelnicy zostali pozbawieni możliwości poczytania np. nowojorskim no wave, scenie San Francisco i...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

353 użytkowników ma tytuł Podrzyj, wyrzuć, zacznij jeszcze raz. Postpunk 1978-1984 na półkach głównych
  • 228
  • 116
  • 9
86 użytkowników ma tytuł Podrzyj, wyrzuć, zacznij jeszcze raz. Postpunk 1978-1984 na półkach dodatkowych
  • 50
  • 18
  • 6
  • 5
  • 3
  • 2
  • 2

Tagi i tematy do książki Podrzyj, wyrzuć, zacznij jeszcze raz. Postpunk 1978-1984

Inne książki autora

Simon Reynolds
Simon Reynolds
Simon Reynolds – krytyk muzyczny, pisał między innymi dla „Melody Maker”, „NME”, „The Wire” i „The New York Times”. Autor wielu książek o historii popkultury, między innymi: The Sex Revolts, Energy Flash i Retromanii.
Zobacz stronę autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

A hipopotamy żywcem się ugotowały Jack Kerouac
A hipopotamy żywcem się ugotowały
Jack Kerouac William S. Burroughs
Wiele grup ma historię założycielską, często urastającą do miary legendy. W przypadku bitników (beat generation) jest nią zabójstwo z 1944, kiedy Lucien Carr rani sztyletem swego kochanka – Davida Kammerera, a ciało wrzuca do rzeki. I o tym właśnie są „A hipopotamy żywcem się ugotowały”, choć opowieść o morderstwie nie stanowi głównego punktu książki. To powieść o Stanach Zjednoczonych I połowy lat 40., tuż przed zakończeniem II wojny światowej. Kiedy w Polsce mówi się o pokoleniu Współczesności, we Francji – ruchu egzystencjalistów, w USA w latach 50. pełną parą działają już bitnicy. Burroughs i Kerouac kreślą interesujący portret nowojorskiej bohemy artystycznej. To środowisko skupiające osoby kontrowersyjne żyjące na marginesie społecznym, mimo że tworzące centrum kultury. Kiedy w Ameryce kwitł konsumpcjonizm, oni odrzucali ten styl życia. Ćpali i handlowali narkotykami, podróżowali, pili w barach i spelunach. Byli wśród nich geje, lesbijki i biseksualiści. Uważali się za straconą część społeczeństwa – zdegenerowaną, cyniczną, ale szczerą. I chyba właśnie ta ostatnia cecha sprawiła, że bitnicy zapisali się złotymi zgłoskami w historii kultury amerykańskiej. Warto zwrócić uwagę na nazwę pokolenia – bitnicy, która pochodzi od beat, które ma wiele znaczeń. Przede wszystkim to pokonywać, ale też – beaten, czyli być pokonanym. Dalej – walić, rozbijać się o coś. Słowo jest także związane z sercem, trzepotaniem skrzydłami, wybijaniem taktu, a także trzepaniem dywanu czy rozbełtywaniem jajka. Termin dosyć szeroki, a jednak wydaje się, że wszystkie znaczenia są trafne. Z jednej strony bitnicy uważali się za margines społeczny, więc pasują wszystkie te rzeczy powszechne, niskie, a z drugiej – byli przecież pisarzami. Społeczeństwo ich pokonywało i sami się temu poddawali, ale również to oni współtworzyli kulturę. Ciekawa jest też historia maszynopisu – autorzy po napisaniu tekstu nie byli jeszcze sławni. Nikt nie chciał wydać książki jako nudnej, bez akcji. W końcu i Carr sprzeciwiał się publikacji w trakcie swego życia. Premierę „A hipopotamy” miały dopiero w 2009, pół wieku po napisaniu. W „A hipopotamy…” najbardziej zainteresowała mnie jedna scena – ta, w której Phill i Barbara dyskutowali o społeczeństwie ostatecznym. Wg nich miało ono polegać na tym, że każdy będzie artystą. I czy powoli nie zbliżamy się do takiego stanu rzeczy? Współcześnie niektórzy pomstują na to, że tworzyć/pisać/malować itd. może każdy, nawet jeśli, zdaniem pomstujących, nie ma talentu. Nowoczesne narzędzia typu internet w tym znacząco pomagają. Zakończę zdaniem, które najlepiej opisuje i książkę, i autorów - "Iść w otchłań - Piekła? Nieba? To nam wszystko jedno" ["Podróż" Ch. Baudelaire'a].
snaky_reads - awatar snaky_reads
ocenił na 8 9 miesięcy temu
Joy Division od środka. Nieznane przyjemności Peter Hook
Joy Division od środka. Nieznane przyjemności
Peter Hook
Książka Petera Hooka współtwórcy sukcesu Joy Division to zbiór anegdot z okresu młodości, początków powstania zespołu oraz jego rozwoju.Pokazuje 16-letnich chłopaków uwielbiających wybryki o charakterze wręcz chuligańskich, zafascynowanych ideologią punków marzących by żyć z muzyki a nie przeciętnej pracy.Ciekawym jest poznać Anglię z lat 70, w której policjanci młodocianym złodziejom sprawidliwość wymierzają pałkami w bramach.Peterk Hook ma talent do snucia opowieści i poznając historię Joy Division ma się wrażenie, że jest się wraz z nimi w brudnych salach koncertowych, gdzie szkło tłukło się kilogramami i można było stracić . Książka Hooka pokazuje również jak można żyć razem a być obok siebie. Pokazuje z jaką obojętnością członkowie grupy podchodzili do choroby Iana Curtisa , jak byli skupieni na samych sobie nie widząc tragedii jaka działa się obok. Jest swoistą odpowiedzią na pytanie jak to jest, że młodzi ludzie popełniają samobójstwo a nikt z ich otoczenia nie widzi wcześniej symptomów, które ich na tę drogę prowadzą. Strasznym się zdaje opis dnia w którym Hook dowiaduje się o śmierci przyjaciela- telefon przerwał mu obiad, ten po usłyszeniu wiadomości dalej kontynuował jedzenie i jak przyznał dopiero po latach uświadomił sobie jak on i pozostali członkowie grupy przeszli obojętnie wobec tej tragedii...
Amethis - awatar Amethis
ocenił na 7 8 miesięcy temu
Historia punk rocka. England's dreaming Jon Savage
Historia punk rocka. England's dreaming
Jon Savage
THIS IS NOT A LOVE SONG 700 stron świadectwa z chaosu czyta się jednym tchem. Warto wcześniej pojechać do współczesnego Londynu i nałożyć sobie klisze walk Frontu Narodowego i gorączki Tchatcher na współczesną metropolię zdominowaną przez kolorowe tłumy imigrantów. Warto też podczas lektury słuchać oryginalnych płyt z tamtego czasu, żeby poczuć ducha tamtego brudu i beznadziei, a zarazem niesamowitych możliwości przed wybuchem kultury przesytu, gdy narodziła się kultura - zrób to sam, co tak pięknie oddają wciąż intrygujące czarno-białe Ziny. Rozumiem też dlaczego John Lyndon nie lubi tej książki, czemu tak dobitnie dał wyraz w swojej biografii - Gniew jest energią. Mimo, że lansował się na Rimbauda ubiegłego wieku, poziom intelektualny znacznie odbiega od pierwowzoru, oczywiście że na to miano zasługuje zespół drugiej fali Crass. Johnny stał się beniaminkiem rewolucji, o czym nie chce pamiętać usiłując zawłaszczyć cały ruch swoim geniuszem. Bez opieki Virgin PIL mógłby nie powstać, ale też wytwórnia wiedziała w kogo zainwestować, co słusznie przyczyniło się do kolejnej rewolucji tym razem w brzmieniu nowej fali. Lyndon powinien być po prostu bardziej krytyczny wobec siebie i pamiętać, że na jego sukces pracowały rzesze innych, o czym słusznie przypomina autor książki Jon Savage dokonując żmudnej, niemalże kronikarskiej pracy zasługującej na uznanie. Dlatego THIS IS NOT A LOVE SONG Johnny, choćbyś bardzo tego pomnika pożądał. Masz go, spokojnie, ale w panteonie innych wizjonerów. Posuń się, egotyku. Na odrębną pochwałę zasługuje ostatnie sto stron książki składających się na dwa istotne Aneksy do pierwszego wydania oraz bardzo dobrze przygotowana bibliografia, źródła i dyskografia Pistolsów, ich członków oraz innych zespołów ruchu zarówno w U.K. jak i U.S.A.
Grozypoetyckie - awatar Grozypoetyckie
ocenił na 10 1 miesiąc temu
Cash. Autobiografia Johnny Cash
Cash. Autobiografia
Johnny Cash
Jestem miłośniczką biografii i (jeszcze bardziej) autobiografii. Autobiografie mają to do siebie, że podczas czytania odnosi się wrażenie, że autor jest tuż obok i snuje swoje opowieści. Autobiografia to tak naprawdę informacje z "pierwszej ręki" i opowieści z perspektywy samego zainteresowanego. Co do książki Casha to przede wszystkim jest szczera. Johnny Cash otwarcie mówi o swoim uzależnieniu, problemach ze zdrowiem, nieudanym pierwszym małżeństwie i wielkiej miłości do June Carter. Bardzo ciekawie opowiada o swoim dzieciństwie, ówczesnych realiach życia na wsi, pracy na polach bawełny i relacjach rodzinnych. W całej książce przeplata wiele historii, niekoniecznie chronologicznie, raczej w zależności, co się Panu Cash przypomniało. Z jednej strony Johnny Cash przedstawia się czytelnikowi jako chłopak ze wsi, który wie czym jest ciężka pracy na roli, a z drugiej strony już jako popularny muzyk country posiadający wiele posiadłości w różnych częściach globu, korzystający z uroków podróży po całym świecie i szczycący się wizytami u kilku prezydentów Stanów Zjednoczonych. Swojskie opowieści mieszają się z tymi przeznaczonymi tylko dla nielicznych. Cash opowiada o momentach w swojej karierze, o wszystkich osobach, z którymi współpracował (ilość nazwisk jest nie do zapamiętania), o piosenkach, muzyce,telewizji i produkcjach filmowych. Jednak ze wszystkich opowieści, najbardziej zszokowały mnie te, w których Cash ledwo uszedł z życiem - a było ich całkiem sporo. Tutaj naprawdę należy przyznać,że albo miał szczęście albo Bóg nad nim czuwał (Cash otwarcie mówił o swojej wierze i zamiłowaniu do religii). Autobiografia na pewno warta przeczytania ze względu na zaskakujące opowieści i klimat stworzony przez autora.
Dominika Anastazja - awatar Dominika Anastazja
oceniła na 7 11 miesięcy temu
Listy Allen Ginsberg
Listy
Allen Ginsberg
Gdy życie jakiegoś człowieka, jego dokonania i zapatrywania, ideały, w jakie wierzył, i czyny, jakich dokonał w ich obronie, dotykają nas bezpośrednio – wtedy lektura jest czymś więcej, niżli tylko „odbębnianiem” kolejnej pozycji z listy „chcę przeczytać”. To msza. Obcowanie z bytem lepszym, moralniejszym i silniejszym w nadziei, że część jego mocy przejdzie na mnie i umożliwi (nieudolne wprawdzie i zaledwie cząstkowe) wzniesienie się ponad szare, zwyczajne i nieznaczące życie. Nie myślcie, że Allen Ginsberg to jakiś mój Buddha, Jezus czy inny idol muzyki rockowej. Od tego byli hippisi. Ale listy tego faceta po prostu powalają. Pisałem o tym już wcześniej po lekturze epistolografii Ginsberga i Jacka Kerouaca (https://lubimyczytac.pl/ksiazka/149299/listy/opinia/52025412#opinia52025412). Zdania z tamtej recenzji nie zmieniam. „Listy” nie tylko pokazały mi odczucia pewnej grupy uważnie obserwujących stan nacji Amerykanów, ale przede wszystkim dotknęły mnie emocjonalnie, wzruszyły, zadziwiły, zastanowiły. Byłem z autorem w indyjskim Benares i obmywałem owrzodzone ciało umierającego na ulicy Hindusa. Byłem pijanym winem majowym królem w komunistycznej Pradze, śpiewającym buddyjskie mantry dla tysięcy spragnionych wolności studentów. Protestowałem przeciwko wojnie w Wietnamie i negocjowałem z gangiem „Hell's Angels” w celu zapobieżenia bijatykom podczas pokojowej demonstracji. Płakałem po śmierci Jacka Kerouaca, żegnając się z najlepszym przyjacielem młodości. Walczyłem o sprawiedliwy proces dla „Ósemki z Chicago” i odmówiłem płacenia podatków państwu, które prowadziło niesprawiedliwą wojnę. Martwiłem się o uzależnionych od twardych narkotyków przyjaciół i oferowałem im domek na mojej farmie jako dobre miejsce na przejście odwyku. Koncertowałem z Bobem Dylanem, nagrywałem kawałki z Mickiem Jaggerem i dyskutowałem z Paulem McCartneyem. Byłem tam i robiłem to – i jeszcze sporo innych, fascynujących rzeczy. Jedynym poważnym mankamentem (którego jednak ze względu na obszerność tomu nijak nie dałoby się uniknąć) jest brak odpowiedzi adresatów na listy Ginsberga, brak weryfikacji jego wypowiedzi przez innych. Wydawnictwo Czarne częściowo zapełniło tę lukę innym świetnym tomem z Serii Amerykańskiej, ale na całościowe podejście do tematu przyjdzie nam pewnie jeszcze długo poczekać. Póki co: „Om mani padme hum”.
Zoltar - awatar Zoltar
ocenił na 9 5 lat temu
Ameryka Jean Baudrillard
Ameryka
Jean Baudrillard
Recenzja Rafała Księżyka z pisma „Plastik” nr 22 / 1999 r. Pierwsze przetłuma­czone na język polski, i za­razem najbardziej przy­stępne, dzieło francuskie­go socjologa, który należy do najbardziej intrygują­cych komentatorów współczesności. Z tego zapisu podróży po Amery­ce wyłania się wizja skła­dająca się na esencję my­śli Baudrillarda, która przyniosła mu miano „pe­symistycznego postmodernisty". Ameryka jest dla autora urzeczywistnioną utopią, a więc spełnionym rajem na ziemi. „Raj jest tym, czym jest; bywa posępny, monotonny i sztuczny. Ale to raj. Innego nie ma". Fundamenty myśli Baudrillarda to przekonanie o końcu, wyczerpaniu się historii: osiągnęli­śmy utopię, raj na ziemi, ale niczego to nie zmieniło, wy­czerpały się rewolucyjne energie, nic się już nie zdarzy. Fakt, iż Ameryka od fundamentów powstawała jako urze­czywistnianie utopii, jako realizacja „tego wszystkiego, o czym inni marzyli - sprawiedliwości, obfitości, prawa, bogactwa, wolności" sprawił, że „Ameryka nie jest snem ani rzeczywistością, lecz hiperrzeczywistością". Hiperrzeczywistość to rzeczywistość bardziej rze­czywista od rzeczywistości, zintensyfikowana do stanu ekstazy. Nie sposób się tu już przedrzeć do realnego. Pro­dukowana jest ona z simulakrów, elementów, które w swej nadrzeczywistej doskona­łości nie mają odniesienia do ja­kiegoś centrum czy prawdy, bo są prawdziwsze niż prawda. Wywo­łuje to nadmiar sensu, który w swym rozmnożeniu równy jest z jego brakiem. Przykładem me­dia, gdzie nadmiar informacji wy­wołuje znikanie sensu i znacze­nia. Wielość i szybkość informacji osiągnęły natężenie, które prowa­dzi już tylko do pogłębiania obo­jętności. „Ameryka" swą konstrukcją zestawiającą pustynie i metropo­lie przypomina o słynnym filmie „Koyaanisqatsi", refleksyjnie po­rządkuje i osadza w konkretnych realiach przeczucia, które zrodziły arcydzieła P.K. Dicka, gdzie boha­terowie przechodząc kolejne kręgi iluzji nadaremnie próbują dotrzeć do realności, albo obecny ostatnio na naszych ekranach „Truman Show". „To tutaj należy szukać idealnego modelu końca naszej kultury" - stwierdza apokaliptycz­nym tonem Baudrillard. [Rafał Księżyk] zapraszam na: tesinblog.wordpress.com
san-escobar - awatar san-escobar
ocenił na 9 1 rok temu

Cytaty z książki Podrzyj, wyrzuć, zacznij jeszcze raz. Postpunk 1978-1984

Więcej
Simon Reynolds Podrzyj, wyrzuć, zacznij jeszcze raz. Postpunk 1978-1984 Zobacz więcej
Simon Reynolds Podrzyj, wyrzuć, zacznij jeszcze raz. Postpunk 1978-1984 Zobacz więcej
Simon Reynolds Podrzyj, wyrzuć, zacznij jeszcze raz. Postpunk 1978-1984 Zobacz więcej
Więcej