rozwińzwiń

Nasza wojna. Europa Środkowo-Wschodnia 1917-1923. Tom II. Narody

Okładka książki Nasza wojna. Europa Środkowo-Wschodnia 1917-1923. Tom II. Narody autora Włodzimierz Borodziej, Maciej Górny, 9788328009400
Okładka książki Nasza wojna. Europa Środkowo-Wschodnia 1917-1923. Tom II. Narody
Maciej GórnyWłodzimierz Borodziej Wydawnictwo: W.A.B. Cykl: Nasza wojna (tom 2) historia
622 str. 10 godz. 22 min.
Kategoria:
historia
Format:
papier
Cykl:
Nasza wojna (tom 2)
Data wydania:
2018-10-03
Data 1. wyd. pol.:
2018-10-03
Liczba stron:
622
Czas czytania
10 godz. 22 min.
Język:
polski
ISBN:
9788328009400
Średnia ocen

7,1 7,1 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Nasza wojna. Europa Środkowo-Wschodnia 1917-1923. Tom II. Narody w ulubionej księgarnii

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oceny książki Nasza wojna. Europa Środkowo-Wschodnia 1917-1923. Tom II. Narody

Średnia ocen
7,1 / 10
39 ocen
Twoja ocena
0 / 10

OPINIE i DYSKUSJE o książce Nasza wojna. Europa Środkowo-Wschodnia 1917-1923. Tom II. Narody

avatar
83
50

Na półkach:

Książki - tom I i II - w sposób ciekawy przybliżają zmagania wojenne żołnierzy oraz życie ludności cywilnej na ziemiach polskich i Europy w czasie I Wojny Światowej. Ukazują one także zmiany jakie zachodziły w wyniku działań wojennych w świadomości poszczególnych narodów i w samych państwach. Mogą one stanowić ciekawe uzupełnienie wiedzy historycznej tamtych lat. Osobiście polecam.

Książki - tom I i II - w sposób ciekawy przybliżają zmagania wojenne żołnierzy oraz życie ludności cywilnej na ziemiach polskich i Europy w czasie I Wojny Światowej. Ukazują one także zmiany jakie zachodziły w wyniku działań wojennych w świadomości poszczególnych narodów i w samych państwach. Mogą one stanowić ciekawe uzupełnienie wiedzy historycznej tamtych lat. Osobiście...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
1026
1025

Na półkach:

Imperia wykrwawiły się w Wielkiej Wojnie a pod wpływem powstałego chaosu i powiązanych z nim zachodzących prądów historycznych i przemian ustrojowych na geopolitycznej mapie Europy nastąpiły zmiany, które doprowadziły, do coraz silniejszych i efektywnych dążeń narodowościowych i narodowowyzwoleńczych. Niemożliwym było to jednak bez kolejnych potyczek i wojen, nie mniej dramatycznych od tych, jakie niedawno przetoczyły się przez Europę w trakcie I Wojny Światowej...

I na tym skupia się drugi tom "Naszej Wojny" - znów skoncentrowany bardzo na pierwiastku ludzkim, na zobrazowaniu doświadczeń zwykłych obywateli, miast i miasteczek, wsi, kobiet i dzieci, żołnierzy, przedstawicieli mniejszości etnicznych zamieszkujących sporne tereny, przez które przelewała się lawina przemocy i niesprawiedliwości. A wszystko to ponownie na tle wielkiej światowej polityki i interesów mocarstw, których konsekwencje odcisnęły się niezatartym śladem na przestrzeni kolejnych dekad historii Europy i świata.

Polecam wszystkim pasjonatom historii, podanej w sposób przejrzysty i obrazowy, i lekko na przekór ogólnikom serwowanym w publikacjach stricte podręcznikowych!

Imperia wykrwawiły się w Wielkiej Wojnie a pod wpływem powstałego chaosu i powiązanych z nim zachodzących prądów historycznych i przemian ustrojowych na geopolitycznej mapie Europy nastąpiły zmiany, które doprowadziły, do coraz silniejszych i efektywnych dążeń narodowościowych i narodowowyzwoleńczych. Niemożliwym było to jednak bez kolejnych potyczek i wojen, nie mniej...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
729
688

Na półkach:

Pisane z takim znawstwem, że ręce i nogi opadają. „Przed cesarsko-królewskim sądem zabójca Franciszka Ferdynanda nie okazał skruchy. Żałował jedynie śmierci małżonki arcyksięcia. Mimo to sąd uznał go za niepełnoletniego i skazał na "tylko" 20 lat ciężkich prac przymusowych.” (s. 5) Otóż nie „prac przymusowych” a więzienia, po za tym sąd nie miał co „uznawać”, urodzony 25 lipca 1894 w chwili zamachu miał poniżej 20 lat, a wedle § 52 austriackiego Kodeksu Karnego „Kiedy przy zbrodni, na którą kara śmierci jest postanowiona, zachodzą okoliczności łagodzące, wówczas sędzia wyda wprawdzie wyrok, odpowiedni ustawie, atoliż oraz w dalszej mierze zachować się będzie winien wedle przepisów, co do postępowania wydanych. Wszakże jeźliby zbrodniarz w czasie popełnienia zbrodni nie doszedł był jeszcze lat dwudziestu wieku swego, orzec należy, zamiast kary śmierci lub więzienia na całe życie, karę ciężkiego więzienia od lat dziesięciu do dwudziestu.” („Powszechna ustawa karna austryacka z 27 maja 1852 z późniejszymi ustawami i rozporządzeniami, tudzież orzeczeniami c. k. Trybunału najwyższego. Cz. 1. O zbrodniach paragrafy 1 – 232” Kraków 1880 s. 52)
Sprawą gardłową było zarówno morderstwo (§ 136 „Za każde dokonane morderstwo należy karać śmiercią tak bezpośredniego mordercę, jak tego, kto go do niego najął, bezpośrednio do wykonania morderstwa sam rękę przyłożył, lub czynnie współdziałał”) jak i zdrada stanu („Zbrodnię zdrady stanu popełnia, kto przedsiębierze czyn: a) przez który miałaby ponieść szkodę osoba cesarza na ciele, zdrowiu lub wolności, albo byłaby narażona na niebezpieczeństwo, albo przez który powstałaby przeszkoda w wykonywaniu jego praw rządzenia; albo cokolwiekby zmierzało: b) do gwałtownej zmiany formy rządu; albo c) oderwania części od całości państwa lub obszaru krajów cesarstwa austrjackiego, albo do sprowadzenia lub powiększenia z zewnątrz niebezpieczeństwa dla państwa, albo do buntu i wojny domowej wewnątrz, czy to dzieje się jawnie, czy potajemnie, przez jednostki czy przez związki, przez knowanie, nawoływanie, zachęcanie, nakłanianie słowem, pismem, drukiem lub rycinami, przez poradę lub własne czyny, z bronią w ręku lub bez broni, przez powierzanie tajemnic lub zamysłów do tego celu wiodących, przez podburzanie, werbowanie, szpiegowanie, wspieranie albo przez jakąkolwiekbądź inną do tego zmierzającą czynność, chociażby nawet nie odniosła skutku.” § 59. „Za zbrodnię tę należy skazać na karę śmierci: a) każdego, kto stał się winnym jednego z czynów wymienionych w § 58 lit. a, chociażby nawet czyn ten nie odniósł skutku; b) sprawców, podżegaczy, przywódców i wszystkie osoby, które bezpośrednio współdziałały w zamierzonej zdradzie stanu w sposób w § 58 lit. b i c podany.”) Zwracam uwagę na „chociażby nawet nie odniosło skutku”.

Słownictwo niekonsekwentne, dwukrotnie są „watażkowie”, ośmiokrotnie „warlordowie”.

Podobnie konsekwentnie wyglądają wywody o najemnikach: „Päts, Ulmanis, Laidoner i Smetona [prezydent Estonii, prezydent Łotwy, naczelny wódz Estonii i prezydent Litwy] też wywalczyli niepodległość przy pomocy niemieckich "ochotników", de facto najemników. Historia tak zwanych freikorpsów w krajach bałtyckich jest mocno zmitologizowana. Widzi się ich brutalność, liczne zbrodnie wojenne, popełniane niejako mimochodem, gdzieś na łotewskiej czy litewskiej wsi (albo i w mieście, gdzie sprawa trafiała do lokalnego dodatku gazety),czyni z nich prekursorów nazizmu, zabijających niewinnych ludzi w imię wyższości rasowej.” (s. 86) Co to za „zbrodnie popełniane mimochodem” ? Przecież to wewnętrznie sprzeczne. Zaś nazizm był na tyle poplątany, że nawet nie zasługiwał na miano rasizmu. Trzeba odróżnić „ustawy norymberskie od zasad rasowych - z którymi nie miały one nic wspólnego” (Andrzej Józef Kamiński „Hitlerowskie obozy koncentracyjne” Poznań 1964 s. 96). „Wszystko to zapewne prawda, niemniej można na tę historię spojrzeć także mniej postnowocześnie.” A bardziej po polsku? I w końcu czy mit to czy prawda? „Niemcy przez kilka tygodni rzeczywiście walczyli zgodnie z kontraktem, aż do wspomnianego puczu w Libawie 16 kwietnia 1919” gdy obalili rząd Ulmanisa „i ostatecznie do klęski pod Cēsis” 23 czerwca pokonani przez połączone siły łotewsko-estońskie. „5 sierpnia 1919 roku mocarstwa zachodnie zażądały wycofania freikorpsów z krajów bałtyckich. Rząd berliński zarządził ewakuację. Najemnicy wypowiedzieli jednak posłuszeństwo i dołączyli do Zachodniej Armii Ochotniczej Bermondta-Awałowa. 11 listopada 1919 roku pod Rygą przegrali kolejną bitwę z armią łotewsko-estońską i zniknęli; przynajmniej na razie.” (s. 88)
Zatem najemnicy wywalczyli niepodległość czy trzeba było ich pokonywać, by ją wywalczyć?

Ilekroć mowa o „korpusach ochotniczych” Diabeł Morski podszeptuje by przytoczyć śpiewkę należącej do nich, cieszącej się tyleż szeroką, co złą sławą Brygady Ehrhardta:

Kamerad, reich mir die Hände,
Fest wollen zusammen wir stehn.
Man mag uns auch bekämpfen,
Der Geist soll niemals verwehn.

Towarzyszu bojów podaj dłoń,
nieugięci stańmy razem,
choćby śmieli na nas podnieść broń,
nie puścimy tego płazem.

Refren:
Hakenkreuz am Stahlhelm,
Schwarz-weiß-rotes Band,
Die Brigade Ehrhardt
Werden wir genannt. (bis)

Swastyka na hełmie,
kajzerowska szarfa,
zowią nas Brygadą Ehrhardta (bis)

Arbeiter, Arbeiter,
Wie mag es dir ergehn,
Wenn die Brigade Ehrhardt
Wird einst in Waffen stehn.

Robotnicy,
jak się macie,
z Brygadą Ehrhardta
nie wygracie.

Die Brigade Ehrhardt
Schlägt alles kurz und klein,
Wehe Dir, wehe Dir,
Du Arbeiterschwein.

Brygada Ehrhardta
obraca wszystko w perzynę,
biada ci, biada,
robotnicza świnio!

Tłum. A. J. Kamiński (op. cit. s. 124) z uzupełnieniem Piratki, ostatni wiersz pierwszej zwrotki brzmi dosłownie „Bojowy duch nie przeminie”, co zmieniam dla rymu i rytmu, sens ten sam, a co dziwniejsze żołdacy ci nie byli w stanie dla śpiewki wynaleźć nawet oryginalnej melodii, po prostu zapożyczyli ją z amerykańskiego marsza „Blue Bell”, skomponowanego w 1904.

Gdy 1 część „Naszej wojny” objaśnia, jak na Zachodzie obchodzą 11 listopada (jakby w Polsce było to czymś nowym a nieznanym),tu okazuje się, że „11 listopada 1918 roku, kiedy nic ważnego się nie zdarzyło” (s. 115),„w Warszawie, już od dwóch lat rządzonej przez autonomiczny polski rząd pod czujnym okiem niemieckiego gubernatora, 11 listopada 1918 roku nie wydarzyło się nic, co usprawiedliwiałoby świętowanie” (s. 321). Czyli to, co opisywał 10 lat później Stanisław Kutrzeba „Równocześnie ludność (11 listopada) rzuciła się do usuwania niemieckich władz, opanowywania budynków i instytucyj, będących w rękach niemieckich. Współdziałali czynnie żołnierze polscy, czy z polskiej organizacji wojskowej, czy z polnische Wehrmacht, legjoniści czy dowborczycy. Niemcy stracili głowę. Ludność z niesłychaną brawurą wypierała ich; krwi rozlewu unikano.” („Polska odrodzona 1914-1928” Warszawa 1928 s. 99) komuś się przyśniło?

Piłsudski poszukując sojuszników „znalazł bankruta politycznego, atamana Semena Petlurę, pokonanego w 1919 roku w kolejnych kampaniach przez Polaków i czerwonych, dowódcę resztek oddziałów zjednoczonych Ukraińskiej i Zachodnioukraińskiej Republiki Ludowej (...) z 21 na 22 kwietnia 1920 roku stanęła tajna umowa między Rzeczpospolitą Polską a Ukraińską Republiką Ludową, rzekomo reprezentowaną przez Petlurę” (s. 99),i tak dalej w tym duchu, jakby z głębokiego Peerelu ...

Warto porównać z „Spośród zapalczywych krytyk traktatu polsko-ukraińskiego zasługuje na uwagę zdanie Reszetera, autora dzieła "Rewolucja Ukraińska": "Traktat ten był całkowitym pogwałceniem odwiecznej tradycji wrogości panującej w stosunkach polsko-ukraińskich". Trudno o większy komplement!” (Paweł Zaremba „Historia dwudziestolecia” t. 1 Paryż 1981 s. 168n)

„Polacy wynegocjowali w Rydze mniej więcej tyle, ile mogli osiągnąć już w 1919 roku.” (s. 115). Jak to pogodzić z wypowiedziami z Kremla z 1919 np. takimi: „za rok Europa zapomni o walce o komunizm, albowiem cała będzie komunistyczna” (Michał Heller, Aleksander Niekricz „Utopia u władzy” wyd. Polona, Londyn 1985 t. 1 s. 100) ?

„Prasa, a także specjalne – często bogato ilustrowane – publikacje zawierały wstrząsające opisy wyjątkowo brutalnych mordów seksualnych, których niemieccy żołnierze mieli się dopuścić na Belgijkach i Francuzkach. Pisano o "żądnych krwi Hunach", a artykuły ilustrowano odpowiednimi zdjęciami (pośród których pojawiały się również wyciągnięte z gazetowych archiwów zdjęcia z pogromów w Rosji, mające przedstawiać niemieckie okrucieństwa w Belgii).” (s. 342, rewelacja bez podania źródła, a porównania do Hunów dokonał sam kajzer Wilhelm już w 1900 https://tnke.home.pl/armianiemiecka/Dokument/1900.htm)

Szkoda czasu ...

Pisane z takim znawstwem, że ręce i nogi opadają. „Przed cesarsko-królewskim sądem zabójca Franciszka Ferdynanda nie okazał skruchy. Żałował jedynie śmierci małżonki arcyksięcia. Mimo to sąd uznał go za niepełnoletniego i skazał na "tylko" 20 lat ciężkich prac przymusowych.” (s. 5) Otóż nie „prac przymusowych” a więzienia, po za tym sąd nie miał co „uznawać”, urodzony 25...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

141 użytkowników ma tytuł Nasza wojna. Europa Środkowo-Wschodnia 1917-1923. Tom II. Narody na półkach głównych
  • 98
  • 43
53 użytkowników ma tytuł Nasza wojna. Europa Środkowo-Wschodnia 1917-1923. Tom II. Narody na półkach dodatkowych
  • 32
  • 8
  • 3
  • 3
  • 2
  • 2
  • 2
  • 1

Tagi i tematy do książki Nasza wojna. Europa Środkowo-Wschodnia 1917-1923. Tom II. Narody

Inne książki autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Oksfordzka historia unii polsko-litewskiej. Tom I. Powstanie i rozwój 1385–1569 Robert I. Frost
Oksfordzka historia unii polsko-litewskiej. Tom I. Powstanie i rozwój 1385–1569
Robert I. Frost
Robert Frost potrafi pisać w taki sposób, by zaciekawić czytelnika, nie umniejszając jednocześnie walorów badawczych swojej pracy. Zasługuje to na szczególne uznanie w realiach, w których różnica pomiędzy tym, co naukowe, a tym, co popularnonaukowe, staje się coraz wyraźniejsza. "Oksfordzka historia unii polsko-litewskiej" prezentuje sobą tymczasem zarówno chwytliwą, emocjonalną narrację, jak i bardzo wnikliwą analizę źródeł. Takich złotych proporcji nie udało się w moim przekonaniu zachować w sferze koncepcyjnej. Książka Frosta zatrzymuje się w połowie drogi pomiędzy opisem dziejów kolejnych unii polsko-litewskich a syntezą całej historii Polski i Litwy z okresu od Krewa do Lublina. Domyślam się, że bardzo dokładne opisy takich epizodów, jak wojna trzynastoletnia i problem inkorporacji Prus, polityka rozdawnicza polskich monarchów czy przemiany gospodarcze na polskiej wsi miały na celu zbudowanie szerokiego tła historycznego, lecz mam spore wątpliwości co do tego, czy autorowi udało się dostatecznie dobrze wytłumaczyć czytelnikowi ich faktyczne znaczenie dla losów polsko-litewskiego mariażu. Szkoda również, że książka nie zawiera podsumowania, mieszczącego w sobie najważniejsze wnioski na temat charakteru unii polsko-litewskiej. Zakładam, że przyjdzie na nie czas dopiero w potencjalnym drugim tomie, na który już teraz z dużą niecierpliwością oczekuję!
Patryk158 - awatar Patryk158
ocenił na85 miesięcy temu
Komunizm po polsku. Historia komunizacji Polski widziana z Kremla Nikołaj Iwanow
Komunizm po polsku. Historia komunizacji Polski widziana z Kremla
Nikołaj Iwanow
Na pierwszy rzut oka wydawać by się mogło, że na rynku jest sporo publikacji szeroko traktujących o procesie instalacji władzy komunistycznej w Polsce po II wojnie światowej. Wszystkie te opracowania pisane są jednak z polskiej perspektywy. Oczywiście ich autorzy szeroko przedstawiają stanowisko Stalina w sprawie Polski – bez tego pisanie bowiem o początkach PRL-u jest po prostu niemożliwe. Mając to wszystko na uwadze tym bardziej byłem ciekaw najnowszej książki prof. Nikołaja Iwanowa pod tytułem: „Komunizm po polsku. Historia komunizacji Polski widziana z Kremla”. Myślę, że osoby autora nie trzeba specjalnie przedstawiać. To uznany historyk, autor wielu dobrze przyjętych książek na czele z „Zapominanym ludobójstwem. Polacy w państwie Stalina. Operacja polska 1937-1938”. Już we wstępie Iwanow kilkukrotnie przywołuje postać prof. Krystyny Kersten i jej fundamentalne dzieło „Narodziny systemu władzy. Polska 1943-1948”. Przyznaje, że mimo upływu kilkudziesięciu lat od jego napisania, pozostaje ono niejako „utworem kanonicznym”, do którego odwołują się wszyscy historycy piszący o komunizacji Polski. Nikołaj Iwanow zdradza również cele, jakie sobie postawił pisząc książkę. Jego ambicją jest danie czytelnikowi odpowiedzi na pytania: „Na czym Stalin opierał swą koncepcję sowietyzacji Polski? Czym jego plan komunizacji najbliższego sąsiada różnił się od tradycyjnych metod bolszewickich wykorzystanych w Związku Sowieckim? Gdzie przebiegają granice samodzielności komunistów polskich?” Zastanawia się także nad tym, na ile powstałe po wojnie państwo można nazwać „polskim”? Czy historyk sprostał temu zadaniu? Sama książka jest podzielona na cztery części. Autor skupia się na wydarzeniach z lat 1943-1949. To właśnie bowiem w tym okresie – jego zdaniem – dokonał się pierwszy i najważniejszy etap „komunizacji kraju nad Wisłą”. Iwanow wychodzi od sytuacji polskich komunistów podczas II wojny. Po likwidacji KPP przez Stalina, środowisko to było całkowicie zmarginalizowane. Sam Stalin – nie wiedząc jeszcze jak potoczą się losy wojny – po prostu ich nie potrzebował. Nie zajmował się „kwestią polską”, albowiem wierzył w absolutną trwałość paktu Ribbentrop-Mołotow. Sytuacja uległa diametralnej zmianie po agresji Hitlera na ZSRR. Stalin zaczął dostrzegać, że komuniści polscy mogą być mu potrzebni. Proces ten przebiegał jednak bardzo powoli, a dynamiki nabrał dopiero po zwycięstwie pod Stalingradem. Autor bardzo często podkreśla, że Stalin nie miał jednak zaufania do komunistów krajowych. W związku z tym dużą rolę zaczęła odgrywać Wanda Wasilewska. Dyktator był nią zafascynowany, wysoko cenił jej utwory literackie. Dlatego też, obok wdowy po osławionym Feliksie Dzierżyńskim, była dla niego głównym doradcą w „kwestii polskiej”. Bardzo ciekawie brzmi teza, że likwidacja KPP i tzw. „operacja polska” przyniosła wymierną korzyść Moskwie. Polscy komuniści, wiedząc do czego zdolny jest Stalin mieli być mu jeszcze bardziej ulegli. Zdaniem autora, Stalin cierpiał na swoisty „kompleks Polski”, którego źródło tkwiło w przegranej wojnie 1920 roku. Stale też cechowała go nieufność do polskich „towarzyszy”. To dlatego Iwanow z pewnym uznaniem pisze o utworzeniu przez Gomułkę KRN – decyzji całkowicie nieuzgodnionej z Moskwą. Był to swoisty ewenement, jak bowiem możemy przeczytać w książce, komuniści ze strachu przed Moskwą nie podejmowali żadnych samodzielnych działań. Na tym tle decyzja towarzysza Wiesława to swoisty akt odwagi. Z drugiej strony, liczne donosy na Gomułkę do Moskwy (zwłaszcza ze strony Bieruta) miały być pomocą przy późniejszym jego usunięciu z partii. Niewątpliwą zaletą publikacji jest obfite korzystanie ze źródeł. Autor cytuje artykuły z sowieckiej prasy, przytacza komunikaty partyjne i stenogramy z różnych spotkań. Dużo miejsca poświęca Katyniowi, określając go „głównym czynnikiem decyzji Stalina w sprawach polskich”. Szeroko traktuje o powstaniu warszawskim. Stawia tezę, że był to swoisty „kamień milowy” do sowietyzacji naszego kraju. Po Katyniu był to kolejny etap eksterminacji polskiej elity niepodległościowej. Dla Moskwy tym cenniejszy, że dokonany obcymi rękami. Możemy przeczytać o perfidnej grze, jaką Kreml prowadził w sprawie powstania. Nikołaj Iwanow dowodzi bowiem, że Armia Czerwona miała zdobyć Warszawę już 6 sierpnia. Plany te zostały zmienione właśnie na wieść o zrywie polskiej stolicy. „Komunizm po polsku” udowadnia kłamstwa sowieckiej propagandy i cynizm charakteryzujący Kreml w sprawie Polski. To właśnie kłamstwami i nachalną propagandą posługiwała się Moskwa i polscy komuniści. Do zdobycia władzy wykorzystali siłę Armii Czerwonej i poparcie Stalina. Sfałszowane referendum ludowe i wybory – przy walnej pomocy radzieckich „doradców” – były tylko usankcjonowaniem stanu faktycznego. Reasumując, „Komunizm po polsku. Historia komunizacji Polski widziana z Kremla” to bardzo ciekawa książka traktująca o procesie sowietyzacji naszego kraju. Nikołaj Iwanow umiejętnie podchodzi do zagadnienia. Ze znawstwem opisuje kolejne etapy komunizacji Polski. Obnaża cynizm i kłamstwa Moskwy. Pokazuje, że polscy komuniści – nie mając realnych wpływów w kraju – zdobycie władzy zawdzięczają tylko woli Stalina. Porównując polski komunizm z innymi reżymami stwierdza, że „zależność polskich komunistów od Moskwy była prawdopodobnie największa w porównaniu z innymi partiami komunistycznymi budującymi u siebie pod dyktando kremla system totalitarny”. Nie wacha się stwierdzić wreszcie, że „przekonania komunistyczne wyraźnie dominowały w świadomości liderów PRL, ich polskość miała znaczenie drugorzędne”. Ta lektura jest naprawdę godna uwagi.
Wojtek - awatar Wojtek
ocenił na71 rok temu
Imperium Habsburgów. Wspólnota narodów Pieter M. Judson
Imperium Habsburgów. Wspólnota narodów
Pieter M. Judson
Szkoda, że nie zapoznałam się z komentarzami dotyczącymi tej książki przed jej lekturą, bo może zabrałabym się wtedy za czytanie z innym podejściem. Po "Imperium Habsburgów" Judsona spodziewałam się historii wojenno-politycznej na przestrzeni wieków, dlatego początkowo dość negatywnie zaskoczyło mnie to, co dostałam. Autor zaczyna swoją opowieść dopiero w wieku XVIII i prowadzi czytelników przez reformy Marii Teresy i jej następców, kształtowanie się nacjonalizmów w krajach wchodzących w skład imperium, aż po I wojnę światową i upadek cesarstwa. Wojny, powstania, wielkie wydarzenia wstrząsające nie tylko imperium, ale i całą Europą, są wspomniane o tyle, o ile miały wpływ na jakąś zmianę przepisów, ale stanowią właściwie nieomówione tło. Tego mi tu bardzo brakowało, tak samo jak historii nieco dawniejszej, bo liczyłam, że książka Judsona pomoże mi uzupełnić informacje ogólne o tytułowym imperium Habsburgów. Z drugiej jednak strony nie mogę zaprzeczyć, że jak już zaakceptowałam tematy, na których skupia się autor, to czytało mi się tę książkę zaskakująco dobrze. O ile tematyka podatkowa czy ustrojowa nieszczególnie mnie zaciekawiły, to już historia kształtowania się niezależnych narodów, z jednej strony będących częścią imperium, z drugiej starających się od niego odróżnić... no, było to bardzo ciekawe :). Wiele ciekawostek było dla mnie nowością i nie wszystko okazało się tak "oczywiste", jak można by sądzić, patrząc z perspektywy czasów obecnych. Kraje, które zarzucały Wiedniowi niewystarczające szanowanie innych kultur i języków, nieraz dużo gorzej traktowały inne mniejszości, gdy uzyskały niezależność i nie dziwi, że po latach wielu tęskniło za czasami Franciszka Józefa... Patrząc całościowo, "Imperium Habsburgów" to dobra i ciekawa książka, skupiająca się jednak tylko na wybranym momencie historii i na konkretnych aspektach tego imperium, co może mijać się z oczekiwaniami wielu czytelników.
Gabi Zet - awatar Gabi Zet
ocenił na610 miesięcy temu
Tragedia wyzwolenia Frank Dikötter
Tragedia wyzwolenia
Frank Dikötter
Pierwsza (chronologicznie, a według czasu powstania druga) część Trylogii Ludowej Franka Diköttera, Holendra wykładającego w Hongkongu. Zwycięstwo komunistów w wojnie domowej, spowodowane po trochu nieudolnością narodowców, po trochu niezdecydowaniem Amerykanów, przyniosło Chinom diametralną zmianę stosunków społecznych. Resentyment wobec poprzedniej władzy oraz grupom związanym - lub tylko kojarzonym z nią - udało się zamienić w nieskończoną, samonapędzającą się falę przemocy. Wojna nie skończyła się z dnia na dzień, a prawdziwych lub wyobrażonych wrogów należało zwalczać bez ustanku w ciągu następnych lat. Właściwie nie ma tutaj niczego, co znacząco odróżniałoby terror chiński od bardziej znanego Polakom sowieckiego. Liczbowe normy osób mających zostać poddanych represjom, absurdalne zarzuty, sfałszowane dowody: jak u Sołżenicyna czy Margolina. Oczywiście nie jest to jedyne pole, na którym Chiny czerpały wzory od ZSRR. W początkowych latach istnienia ChRL północny sąsiad stanowił źródło kultury i nauki, w chińskich szkołach uczono rosyjskiego, a informacje ze świata zapewniała agencja TASS. Hasło „Dziś Związku Radzieckiego to jutro Chin” zdołało na tyle mocno zakorzenić się w świadomości dygnitarzy, że nawet wyrugowane w wyniku chińsko-radzieckiego konfliktu powróciło pod koniec lat osiemdziesiątych jako przestroga. Przy okazji przedstawiania nowych Chin nieuniknione jest zarysowanie tych, które w ówczesnych latach umierały, czy raczej były zabijane. Chiński krajobraz tworzyły tysiące przedsiębiorców: od drobnych handlarzy po wielkich biznesmenów. Ten specyficzny świat z jego zarówno pozytywnymi, jak i negatywnymi stronami przetrwał na Tajwanie oraz wśród chińskiej diaspory na całym świecie. W ChRL był natomiast bezlitośnie tępiony, by odrodzić się dopiero za sprawą Denga Xiaopinga i jego następców. Do starych Chin należały też spore grupy cudzoziemców. Niektórzy z nich odcisnęli trwale swój ślad w wyglądzie miast takich jak Szanghaj, Makau czy Qingdao, inni od pokoleń zamieszkiwali prowincję. Zmiana władzy oznaczała dla nich konieczność opuszczenia kraju oraz ryzyko utraty wolności lub życia. Z racji geograficznej bliskości nie mogłem przy opisach prześladowań religijnych oprzeć się pewnym skojarzeniom z „Milczeniem” Shusaku Endo. Siogunat Tokugawów zdawał się jednak mieć, przynajmniej w książce, więcej dystynkcji w rozumowaniu i trochę mniej parcianą retorykę. Rozdział poświęcony wojnie koreańskiej przedstawia ją klarowniej, niż zrobił to Kissinger. Ukazane są tutaj obawy Chińczyków przed ewentualną amerykańską inwazją, które nieraz przybierały postać histerii. Wojna stanowiła dla Chin niemałe obciążenie, a środki potrzebne na jej kontynuację pozyskiwano bezpośrednio od społeczeństwa, czasem z użyciem siły. Poza tym podoba mi się zaznaczenie pod koniec książki zagrożenia, które śmierć Stalina przyniosła pozycji Mao. Kolejny plus „Tragedii wyzwolenia” stanowią partyjne rozgrywki między Mao a jego dawnymi towarzyszami z czasów Długiego Marszu, w tym wzlot i upadek Gao Ganga. Obraz chińskiej rewolucji wyłaniający się z książki Diköttera różni się znacząco od tego, co w „Historii współczesnych Chin” napisał John Gittings. U Anglika lata pięćdziesiąte w uproszczeniu rysują się jako czas wytchnienia między wojną domową a rewolucją kulturalną, który mimo wad wiązał się ze stabilizacją i poprawą jakości życia. Autor „Tragedii wyzwolenia” zdecydowanie kwestionuje takie spojrzenie za pomocą danych statystycznych. Muszę uczciwie ostrzec potencjalnych czytelników, że „Tragedia wyzwolenia” wykracza szczegółowością poza ramy literatury popularnonaukowej i może nudzić. Mimo wszystko historia krzepnięcia władzy komunistów w Chinach jest tu osadzona w kontekście na tyle przejrzystym, by warto było przynajmniej spróbować się z nią zapoznać.
twujstary8 - awatar twujstary8
ocenił na89 miesięcy temu

Cytaty z książki Nasza wojna. Europa Środkowo-Wschodnia 1917-1923. Tom II. Narody

Bądź pierwszy

Dodaj cytat z książki Nasza wojna. Europa Środkowo-Wschodnia 1917-1923. Tom II. Narody


Ciekawostki historyczne