Tylko ja mogę napisać swoją historię

Okładka książki Tylko ja mogę napisać swoją historię autora Oriana Fallaci, 9788380317475
Okładka książki Tylko ja mogę napisać swoją historię
Oriana Fallaci Wydawnictwo: Świat Książki reportaż
248 str. 4 godz. 8 min.
Kategoria:
reportaż
Format:
papier
Data wydania:
2017-10-25
Data 1. wyd. pol.:
2017-10-25
Data 1. wydania:
2017-09-14
Liczba stron:
248
Czas czytania
4 godz. 8 min.
Język:
polski
ISBN:
9788380317475
Średnia ocen

7,4 7,4 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Tylko ja mogę napisać swoją historię w ulubionej księgarnii

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Opinia społeczności i

Tylko ja mogę napisać swoją historię



książek na półce przeczytane 8235 napisanych opinii 3785

Oceny książki Tylko ja mogę napisać swoją historię

Średnia ocen
7,4 / 10
116 ocen
Twoja ocena
0 / 10

OPINIE i DYSKUSJE o książce Tylko ja mogę napisać swoją historię

avatar
156
7

Na półkach: ,

Ta książka jest jak list pożegnalny. Miałam wrażenie, że autorka próbuje wytłumaczyć pewne sytuacje, wybory ze swojego życia, ale bynajmniej nie oczekuje zrozumienia, bo zawsze była i pozostała panią swojego życia oraz autorką swojej historii.

Ta książka jest jak list pożegnalny. Miałam wrażenie, że autorka próbuje wytłumaczyć pewne sytuacje, wybory ze swojego życia, ale bynajmniej nie oczekuje zrozumienia, bo zawsze była i pozostała panią swojego życia oraz autorką swojej historii.

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
951
43

Na półkach: ,

"... kiedy będę umierać, tak bardzo chciałabym, żeby pozostało po mnie żywe dziecko. Przynajmniej z papieru."

" okrutna gra w wojnę, to największe polowanie, największe wyzwanie i największy zakład. Polowanie na człowieka, wyzwanie rzucone Śmierci, zakład o życie".

mało kto potrafi uwieźć mnie słowem i sprawić by świat wstrzymał oddech, jak ta mała włoszka...

"... kiedy będę umierać, tak bardzo chciałabym, żeby pozostało po mnie żywe dziecko. Przynajmniej z papieru."

" okrutna gra w wojnę, to największe polowanie, największe wyzwanie i największy zakład. Polowanie na człowieka, wyzwanie rzucone Śmierci, zakład o życie".

mało kto potrafi uwieźć mnie słowem i sprawić by świat wstrzymał oddech, jak ta mała...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
164
161

Na półkach: ,

Książka to skrót lub też podsumowanie twórczości, opinii, życia a także śmierci. Ponieważ jak sama autorka wypowiadała się kochała ona życie i nie znosiła śmierci. Dzięki skondensowaniu informacji mogłem spojrzeć zupełnie inaczej na niektóre wydarzenia.

Książka to skrót lub też podsumowanie twórczości, opinii, życia a także śmierci. Ponieważ jak sama autorka wypowiadała się kochała ona życie i nie znosiła śmierci. Dzięki skondensowaniu informacji mogłem spojrzeć zupełnie inaczej na niektóre wydarzenia.

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

317 użytkowników ma tytuł Tylko ja mogę napisać swoją historię na półkach głównych
  • 175
  • 142
65 użytkowników ma tytuł Tylko ja mogę napisać swoją historię na półkach dodatkowych
  • 44
  • 6
  • 5
  • 3
  • 2
  • 2
  • 2
  • 1

Tagi i tematy do książki Tylko ja mogę napisać swoją historię

Inne książki autora

Oriana Fallaci
Oriana Fallaci
Oriana Fallaci była florentynką mieszkającą w Nowym Jorku. Wręczając jej doktorat honoris causa w dziedzinie literatury dziekan Colu mbia College w Chicago nazwał ją "jednym z najpoczytniejszych i najbardziej uwielbianych autorów na świecie". Jako korespondent wojenny śledziła losy wszystkich konfliktów zbrojnych naszych czasów, od Wietnamu po Bliski Wschód.
Zobacz stronę autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

A co ja mam z tym wspólnego? Zbrodnia popełniona w marcu 1945. Dzieje mojej rodziny Sacha Batthyany
A co ja mam z tym wspólnego? Zbrodnia popełniona w marcu 1945. Dzieje mojej rodziny
Sacha Batthyany
Ciekawa acz dyskusyjna forma autoterapii Autora po objawieniu, że ciotka była hitlerowską entuzjastką zamordowania grupy Żydów w austriackim Rechnitz w marcu 1945 r., a pradziadek zatuszował taka małą zbrodnię wobec żydowskiej pary kilka miesięcy wcześniej w swym węgierskim majątku. Kolejna rzecz o tym, jak wiele jest pułapek pamięci, którą kształtując, deformujemy. „Przeszłość zdołamy pokonać tylko wtedy, jeśli będziemy bez końca przypominali to, co się wydarzyło” – to zdanie wydaje się dobrym mottem dla Batthyany’ego, potomka dwóch wielkich węgierskich rodów, bo babka de domo Esterhazy (”Bardzo dobrze” - jak mawiał Gombrowicz). No i Autor przypomina, nie kryjąc zbrodni swych rodaków, nie tylko z tamtego czasu, bo też i mało ich nie było. Pisze np. o kilkumiesięcznej obronie Budapesztu przed hordami ze Wschodu na przełomie 1944-1945 w sojuszniczym braterstwie broni tak wielbionych „bratanków” z SS i Wehrmachtem: „A co działo się z ludźmi, którzy obserwowali, jak budapesztańscy Żydzi - kobiety, dzieci i starcy, skuci ze sobą kajdankami - wpadali w lodowate nurty Dunaju? Rozstrzeliwano tylko pierwszego, który pociągał całą resztę za sobą. Dlaczego przechodnie nie zaczynali krzyczeć?”. Odpowiada mi sylwiczność tej opowieści, co robi dobrze nie tylko synapsom, ale i całej książce. Bo różne tu formy pisarskie, w tym pasjonujące pamiętniki babki oraz cudem ocalałej z Auschwitz Żydówki, córki właściciela sklepu obok jej majątku. Na losach obu kobiet rozciągnie jest cała narracja. Z jedną z nich Batthyany zdąży się jeszcze spotkać, ale…. Jest tu sporo dobrych miejsc, ale mimo wszystko, liczyłem na coś lepszego, bo do zagadnienia Holokaustu ta pozycja niewiele jednak wnosi. A ponadto kogoś tu za dużo – czyli Autora, a zwłaszcza jego psychoanalizy. Z drugiej jednak strony podoba mi się, że Autor nie oszczędza nie tylko swej rodziny - co najmniej za tchórzostwo w udzieleniu pomocy prześladowanym w czasie II wojny, choć można i należy zarzucić o wiele więcej - ale i samego siebie. „Bo wszystko zależy od tego, co człowiek sam jest gotów o sobie ujawnić. Co sam o sobie opowiada. Jaką prawdę na swój temat buduje. Którą prawdę zamierza innym przekazać, a którą woli przemilczeć”. „Moi krewni nikogo nie torturowali, do nikogo nie strzelali, nad nikim się nie znęcali. Oni byli tylko świadkami i nie reagowali, bo przestali myśleć, zapominając o własnej ludzkiej egzystencji, chociaż ze wszystkiego zdawali sobie sprawę”. Autor oskarża też i samego siebie, chyba słusznie, że wszystko, co robił dla ujawnienia gorzkiej prawdy i przekazania jej argentyńskiej rodzinie potomków ofiar - robił dla siebie samego. „Na tym polega ów tajemny pakt, zawierany przez nas, potomków, niezależnie od tego, czy jesteśmy wnukami sprawców, czy wnukami ofiar – my wszyscy czegoś dla siebie szukamy, przekopując ziemie i licząc na najcenniejszy kruszec, po czym zabieramy go sobie”. Końcówka wywarła na mnie duże wrażenie, bo na tytułowe pytanie odpowiedział bardziej niż uczciwie: „Otworzyłem mój notatnik, przeczytałem datę, którą zapisałem w hali odlotów na czystej kartce w lewym rogu. Obok umieściłem pytanie: "Czy zdobyłbyś się na ukrywanie Żydów?". A pod spodem odpowiedź: +Nie+". W jednym tylko narrator mocno się myli: gdy pisze, że ze Szwajcarii (gdzie od lat mieszka) „nikogo nie deportowano”. Owszem, Szwajcarzy w czasie istnienia III Rzeszy ochoczo i lojalnie wydawali swym niemieckim kuzynom wszystkich - jak to się dziś modnie mówi, nb. nie tylko w reżymowych mediach - „nielegalnych imigrantów”. Akurat nie odbywało się to w formie nieludzkich pushbackow, tylko eleganckiego odstawiania na przejście graniczne, gdzie już czekali stęsknieni za nimi Niemcy w czarnych mundurach…. A propos. Nie jest przypadkiem, że dawne węgierskie wiezienie Kistarcsa, gdzie węgierscy naziści więzili Żydów, a potem komuniści – „wrogów ludu”, za reżymu Orbana jeszcze niedawno było, jak pisze Autor, „jednym z największych aresztów deportacyjnych Europy”. Dziś to muzeum. „Całe zło przychodzi na Węgry zawsze z zewnątrz, czy to ze strony Niemców, Rosjan czy aliantów, tak to w każdym razie jest wpajane wszystkim zwiedzającym budapesztańskie muzea. Węgry były zawsze niewinne, zawsze stawały się ofiarą” – ironizuje Batthyany. Moim zdaniem „bratankowie” w pełni zasługują dziś na niechlubne miano największych rewizjonistów historii w Europie. Widmo tzw. „Wielkich Węgier” sprzed 1920 r. (gdzie niemal 2/3 mieszkańców było innych narodowości) wciąż im kołacze w rozpalonych głowach. Nie przypadkiem w cytowanym pamiętniku babka Autora tęskni za mapą „naszego dawnego państwa od Krakowa po Triest, od Południowego Tyrolu aż po Belgrad”. Nic dziwnego, że dziś Węgrzy nie są wielkimi zwolennikami Ukrainy, zwłaszcza iż liczą na „odbicie” Zakarpacia - , a jak Św. Stefan dozwoli, to i Siedmiogrodu, Słowacji i Baczki oraz Polskiego Spisza (!) - no i pomoc pana P. z Kremla. Ale czy to dziwi u najwierniejszych sojuszników Hitlera, którzy dostarczyli największy procentowo kontyngent do krematoriów Birkenau? Generalnie polecam tym, którzy postrzegają Węgry wyłącznie jako fajny kraj niezłego wina, zupy rybackiej i świetnych łaźni (to tradycje jeszcze rzymsko-tureckie…). Kilka cytatów Szwajcaria nadaje się idealnie do tego, by zacząć od początku, by strząsnąć z siebie dawne przeżycia, bo nic w tym kraju nie przypomina ani Hitlera, ani Stalina. Rozprawialiśmy o Stalinie, holokauście i masowych grobach – podczas gdy inni spokojnie jedli sobie w południe pizzę. Czy naprawdę jesteśmy tacy czyści, jak to staramy się wirtualnie pokazać? Jak bardzo niezłomni jesteśmy? Jak niezłomny jestem ja? Kto w końcu decyduje o tym, co jest prawdziwe, a co jest fałszywe? Kto może zamienić morderstwo na samobójstwo? Moja babka napisała: "Ten, kto ma władzę". W przeciwieństwie do naszej matki Agi, która Węgier nigdy naprawdę nie opuściła, Aron nie chciał już nigdy słyszeć o Polsce, odkąd oboje w 1948 r. przybili statkiem do Argentyny.
Łukasz Starzewski - awatar Łukasz Starzewski
ocenił na62 lata temu
Korzenie nienawiści. Moja prawda o islamie Oriana Fallaci
Korzenie nienawiści. Moja prawda o islamie
Oriana Fallaci
„Korzenie nienawiści. Moja prawda o islamie” to książka, w której Oriana Fallaci pozostaje bezkompromisowa, bezpośrednia i boleśnie szczera. Autorka od lat znana była z otwartego pisania o islamie i z odwagą stawiała tezy, które wielu uznawało za prowokacyjne lub wręcz skandaliczne. Z dzisiejszej perspektywy trudno jednak nie zauważyć, że w licznych przewidywaniach miała rację a jej głos – choć niewygodny – okazał się proroczy. Tom ten jest zbiorem wywiadów, reportaży i esejów, w których Fallaci próbuje zrozumieć źródła przemocy, fanatyzmu i terroru przypisywanych islamowi. Zadaje pytania trudne i często niewygodne: skąd wzięła się nienawiść – najpierw wobec Żydów, a potem wobec Zachodu? Jak doszło do tego, że religia stała się usprawiedliwieniem dla śmierci i okrucieństwa? Autorka nie poprzestaje na prostych odpowiedziach lecz rozkłada zjawiska na czynniki pierwsze, dociekając ich historycznych, ideologicznych i społecznych uwarunkowań. Równolegle Fallaci nie ukrywa własnych emocji. W tekście wybrzmiewa zdumienie, niedowierzanie a chwilami gniew i wściekłość – szczere, niekontrolowane, ludzkie. To nie jest chłodna analiza akademicka lecz zapis myśli osoby, która uważnie obserwuje świat, domaga się odpowiedzi i nie pozwala rozmówcom uciekać od odpowiedzialności. Nawet jeśli momentami przeszkadza jej zachodnia perspektywa, autorka nie przestaje zadawać pytań i patrzeć rozmówcom na ręce a czasem po prostu oddaje im głos, pozwalając czytelnikowi wyrobić własne zdanie. To książka kontrowersyjna, drażniąca i wymagająca ale jednocześnie niezwykle inspirująca intelektualnie. Niezależnie od tego czy zgadzamy się z Fallaci, trudno odmówić jej odwagi, przenikliwości i uczciwości w poszukiwaniu prawdy – nawet tej brutalnej i niewygodnej. Osobiście jestem pod ogromnym wrażeniem jej bezkompromisowości i pasji. Tym bardziej boli świadomość, że tak wyrazistego, niezależnego głosu już dziś nam brakuje.
Queequeg - awatar Queequeg
ocenił na82 miesiące temu
Miasto cierni. Największy obóz dla uchodźców Ben Rawlence
Miasto cierni. Największy obóz dla uchodźców
Ben Rawlence
Ben Rawlence „Miasto cierni. Największy obóz dla uchodźców”. Mogłoby się wydawać, że palący to temat ostatniej dekady – uchodźcy, migracje, kryzys humanitarny, ale gdy przekroczymy Morze Śródziemne i wejdziemy w głąb Afryki, okaże się, że tam jest to problem mający już blisko 30 lat. Ben Rawlence w „Miastu cierni” ukazuje okrutną, szokującą i na pewno niewygodną prawdę o miejscu, które w swoim założeniu – miało pomagać tym najbardziej potrzebującym, ale koniec końców stało się istnym gettem dla tysięcy ludzi. Róg Afryki opisany przez Bena Rawlenca jest miejscem, które pewnie byśmy skojarzyli z lekcji geografii, bo wystarczyło na lekcjach słuchać i zapamiętać gdzie leży Somalia i Kenia. Pewnie jednak wiele mniej osób wie o istnieniu obozu dla uchodźców. Miejsce które miało być wybawieniem dla tysięcy istnień ludzkich przed wojną, okazuje się pułapką bez wyjścia. Historie spisane przez brytyjskiego reportera opowiadają historie tych, którym przyszło żyć na terenach Daadab, ale i jak funkcjonuje sam obóz. Ten reportaż przygnębia, bowiem wyraźnie pokazuje że na prawdziwym dobru uchodźców nikomu nie zależy, a prowizorka w postaci obozu jest tylko powierzchownym zamaskowaniem głębi problemu. Głosy mieszkańców Daadab ukazane przez Rawlenca, to ludzie którzy wiedzą o swoim położeniu, dla których celem nie zawsze jest ucieczka z obozu (chociaż i tacy są),ale po prostu oczekiwanie na pracę, narodziny dzieci… Mozaika ludzkich historii jest przerażająca, składają się na jakże przejmujący obraz biedy, głodu i terroru fundowanego przez Asz-Szabab, w Afryce. Obraz chorej polityki, niezrozumiałych decyzji, które przede wszystkim dotyka najbardziej potrzebujących. Przerażające to świadectwo życia, które nas ma szczęście omijać, a przypomina jedynie o bezwzględności polityki. Polecam 7/10
zaczytanaOna - awatar zaczytanaOna
oceniła na74 lata temu
Skąd się biorą Holendrzy? Ben Coates
Skąd się biorą Holendrzy?
Ben Coates
Z racji dalszego zagłębiania się w kulturę niderlandzką i naukę języka tego kraju postanowiłam dać szansę tej pozycji, która w pierwszym odruchu przyciągnęła mnie do siebie okładką, a w drugim - zakresem tematycznym. Bo mamy tutaj rozważania na temat bogactwa Niderlandów, jego ciekawej historii, niewolnictwa, kolonializmu, imigrantów, tolerancji, narkotyków, sportu, kanałów i z grubsza wszystkiego z czym może lub nie kojarzyć się ten kraj. Pomijając jakieś pojedyncze fragmenty dotyczące np sportu i rozgrywek piłkarskich, które lekko mnie nudziły, ponieważ nie jest to zdecydowanie mój ulubiony temat, cała reszta była bardzo interesująca z różnych punktów widzenia. Nie jest to książka stricte wyczerpująca temat jakim są Niderlandy, ale poruszająca wątki, o które może się obić ktoś, to zdecyduje się na przeprowadzkę do kraju tulipanów i wiatraków. Ben Coates jako Anglik mieszkający od kilku lat w NL ma dosyć świeże podejście do różnych tematów i nie unika porównań do swojego ojczystego kraju. Dla mnie ta książka była bardzo przyjemna w odbiorze - nie za lekka, nie za ciężka, aczkolwiek czytając w oryginale momentami miałam problemy ze zrozumieniem, co bardziej skomplikowanych rzeczy, jednak jest to do przeskoczenia. Jest to fajne kompendium wiedzy dla kogoś kto planuje się przeprowadzić do NL lub też jest tak od niedawna, bo podejmuje tematy, o których czasem zapomina się wspomnieć przy okazji rozmowy o tym kraju. Jeśli wyszłaby druga część, to bez wahania bym po nią sięgnęła, żeby jeszcze bardziej zatopić się w te niderlandzkie kanały :) ///29.03.24///
Lukrecja - awatar Lukrecja
oceniła na82 lata temu
Terremoto Jarosław Mikołajewski
Terremoto
Jarosław Mikołajewski
Pierwsze, co mnie zastanowiło to to, że Terremoto jest cieniutką książeczką, jak na tak rozległy temat, jakim są trzęsienia ziemi. Niby wiem, że czasami lepiej jest krócej, żeby dać przestrzeń czytelnikowi na rozkminy. Patrząc na (raptem) te nieco ponad sto stron zadawałam sobie pytanie – jak ujął temat autor, skoro zmieścił się w tak ograniczonej przestrzeni. Dość szybko doszłam do wniosku, że pomysł Mikołajewskiego mnie nie przekonuje. Za to odniosłam wrażenie, że to właściwie nie jest książka o trzęsieniach ziemi, tylko o tym co autor o nich sądzi i dlaczego dla niego są one ważne. Miałam później nadzieję, że Mikołajewski chociaż jakoś przekona mnie do siebie i zaciekawi, mimo że ton jego przemyśleń jest poetycki, specyficzny. Pełno tu przenośni i niedopowiedzeń. Rozdziały są krótkie, bez żadnych konkretów. I niestety ale momentami zalatuje grafomanią. Ostatecznie autorowi nie udało się mnie zainteresować. Opisy skutków trzęsień ziemi nie robiły na mnie wrażenia, chociaż przecież dochodziło tam do dramatów. Zasypani ludzie, zniszczone budynki stojące od wielu pokoleń, zniszczone życia i marzenia. I ta cała bezsilność, bo w końcu kogo winić za coś, na co nie ma się wpływu? 💥 Jak sobie poradzić? Chyba najmocniejszy fragment tej książki to ten, w którym autor pyta jakiegoś starszawego Włocha co dalej. A on odpowiada, że kiedyś chcieli przepisać ziemię w zniszczonym mieście dzieciom. Ale teraz to sam nie wie, bo jeśli tu się osiedlą to albo zabije ich trzęsienie ziemi albo lawina. Ta krótka rozmowa zrobiła na mnie największe wrażenie, bo jest prawdziwa aż do bólu. Ludzie żyjący na terenach zagrożonych nie znają dnia ani godziny. Można coś zaplanować, gdy jest dobrze… A jeśli jest dobrze przez wiele lat, to człowiek nawet zapomina, że ziemia może się zatrząść. Zyskuje poczucie bezpieczeństwa. A później okazuje się, że nie ma bezpiecznych miejsc. I co wtedy zrobić z marzeniami? Planami? Ziemią i domami? Dziedzictwem? A co zrobić, jeśli ktoś z bliskich w trzęsieniu ziemi zginął? Jak sobie poradzić z tym, że “zabił” ich rodzinny dom? Mikołajewski jednak niespecjalnie zadaje jakiekolwiek pytania w swoich tekstach. A przynajmniej ja ich nie wyczytałam. Autor skupia się na swoich odczuciach, chociaż do napisania tej opowieści korzysta z pomocy ludzi działających tam, na miejscu tragedii. Ja wiem, że wszystko jest subiektywne, i że papier wszystko zniesie, nawet poetyckie teksty tylko silące się na obiektywizm. Ale błagam, nie wszystko, co jest o faktach, musi być reportażem i Terremoto w moim odczuciu nim nie jest. To bardziej esej. Na każdą literaturę jest miejsce, przynajmniej w teorii, bo czasami to jednak szkoda papieru. Natomiast niech książka nie udaje tego, czym nie jest. Poezja i reportaż nie do końca idą ze sobą w parze, a na pewno nie w tym przypadku.
PrzeCzytana - awatar PrzeCzytana
oceniła na68 miesięcy temu
Na wschód od zachodu Wojciech Jagielski
Na wschód od zachodu
Wojciech Jagielski
Książka absolutnie magiczna i zdecydowanie warta polecenia. Początek dość trudny do przebrnięcia ze względu na dość nietypową formę jak na reportaż. Brak jest tu bowiem typowych rozdziałów i typowego dla reportaży faktograficznego uporządkowania i osadzenia w określonych ramach czasowych. Zamiast tego dostajemy coś w rodzaju strumienia świadomości, przemieszane myśli różnych wątków z bardzo różnych czasookresów. Przez większość książki zresztą trudno się połapać w którym roku dzieją się poszczególne wydarzenia - a opisuje ona okres kilkudziesięciu długich lat. Ale taka była chyba intencja autora - ze względu na to, że jego bohaterowie są również jakby poza czasem. Przede wszystkim jest to książka o poszukiwaniu szczęścia i poszukiwaniu siebie. Dwóch głównych bohaterów - Kamal i Święty - porzucają wygodne i kłamliwe w ich przekonaniu życie człowieka Zachodu, na rzecz filozofii i religii Wschodu, mając nadzieję na odnalezienie tam własnej i prawdziwej tożsamości. Nonkonformistyczna postawa ich obu, często prowadzi ich do granic życia które, jak się okazuje, leżą bliżej absolutnego szczęścia niż mogłoby się wydawać... Jest to również książka o minimalizmie totalnym - porzucania nie tylko wszelkiego rodzaju przedmiotów dla większości ludzi Zachodu niezbędnych - ale również zrywania wszelkich relacji i z przeszłością, w tym więzów rodzinnych - na rzecz absolutnego i ostatecznego wyzwolenia od wszystkiego. Polecam sekcję cytatów ponieważ książka obfituje w bardzo wiele mądrych i filozoficznych fragmentów, które prowokują do przemyśleń na temat własnego życia i odnajdywania w nim tego co naprawdę ważne
tuvok - awatar tuvok
ocenił na98 miesięcy temu
Wchodzi koń do baru Dawid Grosman
Wchodzi koń do baru
Dawid Grosman
Lektura trochę przypadkowa, bo niezaplanowana teraz, choć planowana od dawna. Wabikiem była Nagroda Bookera z 2017r. Widać, że nie wybrałam nowości, ale przecież od dawna wiadomo, że upływ czasu jest doskonalym testerem jakości literatury. Gdy przeminie moda na coś lub kogoś, emocje ostygną, sponsorzy się znudzą, dobry tekst niewiele straci. Mała rzecz wielkiego kalibru. Streszczać nie będę, albo może ciut. Rzecz dzieje się podczas jednego wieczoru. W pewnym klubie odbywa się występ, standup czy performance. Ma być śmiesznie, zabawnie, ale jest zupełnie inaczej. Ten występ okazuje się mieć inny charakter i cel. Staje się swoistą wiwisekcją, publicznym wypatroszeniem bolesnego wspomnienia. Publika oglada, słucha i ocenia. Czasem głośno komentuje w zniecierpliwieniu i złości opowieść ze sceny,która staje się dla nich ( nas?) coraz bardziej nieprzyjemna i niewygodna w odbiorze. Zarazem bardzo wciąga, kusi do pozostania do jej finalu. Część publiczności jednak się wykruszy. Znudzeni i niezadowoleni idą gdzieś indziej. [Przy okazji rodzą się pytania: czym i jaka jest dobra sztuka. Czy musi być łatwiej przyjemna, czy też powonna wywoływać dyskomfort?] Na scenie występuje mężczyzna, który opowiada splecioną z żartami historię, która sięga do jego dzieciństwa. Dużo tam przemocy, ludzkiego okrucieństwa i skrywanych przez lata tajemnic. Jest też pewne wydarzenie, właściwie dzień, którego treść staje się głównym tematem wystepu. [Przy okazji: czy można mówić o czymś bardzo trudnym wbudowując w wypowiedz niewybredne żarty? Czy śmiech pomaga czy psuje występ?] Opowieść dotyczy czernastoletniego chłopca. W czasie obozu wojskowo- szkoleniowego dowiaduje się o śmierci rodzica. Tylko że nikt nie chce zdradzić, czy chodzi o matkę, czy ojca. W czasie wielogodzinbej jazdy na miejsce pogrzebu chłopczyk walczy z myślami na temat śmierci. W wyobrażeniach żegna raz ojca, potem matkę, znowu ojca. Potem oskarża się za te mimowolne myślowe zabijanie. Nie wiadomo, czemu ma służyć tą tajemnica. Uchronić? Istotna jest postać sędziego. Trochę przymuszony do oglądania, śledzi postępy na scenie. Jaką pełni funkcję? Znan6ly z bezkompromisowości prawdopodobnie ma osądzić artystę. Tyle, że nie chodzi o noty dla występu, ale dla zachowania i decyzji z przeszłości głównego bohatera. Forma książki jest wymagająca, ale mnie się to podoba. Pływamy między wyspami pamięci, które na końcu łączy występ na scenie. Krótki tekst, a pozostawia z wieloma pytaniami. Myślę, że przyda mi się więcej czasu, żeby po wystudzeniu emocji, poukładać sobie przemyślenia. Na pytanie, czy warto przeczytać, nie muszę chyba odpowiadać.
xymenka - awatar xymenka
oceniła na95 miesięcy temu

Cytaty z książki Tylko ja mogę napisać swoją historię

Więcej
Oriana Fallaci Tylko ja mogę napisać swoją historię Zobacz więcej
Oriana Fallaci Tylko ja mogę napisać swoją historię Zobacz więcej
Oriana Fallaci Tylko ja mogę napisać swoją historię Zobacz więcej
Więcej