Shogun

Okładka książki Shogun autora James Clavell, 9788379980802
Okładka książki Shogun
James Clavell Wydawnictwo: Vis-á-Vis/Etiuda Cykl: Saga Azjatycka (tom 1) powieść historyczna
1136 str. 18 godz. 56 min.
Kategoria:
powieść historyczna
Format:
papier
Cykl:
Saga Azjatycka (tom 1)
Tytuł oryginału:
Shōgun
Data wydania:
2008-01-01
Data 1. wyd. pol.:
2008-01-01
Liczba stron:
1136
Czas czytania
18 godz. 56 min.
Język:
polski
ISBN:
9788379980802
Tłumacz:
Małgorzata Grabowska, Andrzej Grabowski
Średnia ocen

8,3 8,3 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Shogun w ulubionej księgarnii

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Opinia społeczności i

Shogun



książek na półce przeczytane 10119 napisanych opinii 1132

Oceny książki Shogun

Średnia ocen
8,3 / 10
604 ocen
Twoja ocena
0 / 10

OPINIE i DYSKUSJE o książce Shogun

avatar
36
13

Na półkach:

Shogun to powieść monumentalna nie tylko z uwagi na swą objętość, lecz również na swoją treść. Pięknie opowiedziana historia, która zawiera w sobie praktycznie wszystko: miłość, śmierć, oddanie, łzy, śmiech, honor, polityczne utarczki, intrygę... tajemnicę. Godna polecenia lektura.
Niemniej odejmuję 2 punkty z oceny, gdyż zakończenie nie zachwyca, jakby na autorze ktoś wywarł nacisk by jak najszybciej to skończyć. Oczywiście nie twierdzę, że zakończenie jest słabe, niemniej jednak nie zaspokoiło moich oczekiwań.
Nie chcę robić spoilerów osobom, które Shoguna nie czytały, więc na tym swoją opinię zakończę. 😊

Shogun to powieść monumentalna nie tylko z uwagi na swą objętość, lecz również na swoją treść. Pięknie opowiedziana historia, która zawiera w sobie praktycznie wszystko: miłość, śmierć, oddanie, łzy, śmiech, honor, polityczne utarczki, intrygę... tajemnicę. Godna polecenia lektura.
Niemniej odejmuję 2 punkty z oceny, gdyż zakończenie nie zachwyca, jakby na autorze ktoś...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
772
473

Na półkach:

Powieścią „Shogun”, a właściwie twórczością Jamesa Clavella, zainteresowałam się poprzez zrealizowany przez Disney serial stanowiący świetną adaptację tytułu. Piękne stroje oraz scenografie, a także całkiem niezła gra aktorska sprawiły, że sięgnęłam po materiał źródłowy i muszę przyznać, że serial stanowi całkiem niezłe odwzorowanie powieści, dodając wartości właśnie w wymiarze pokazania przedstawionego w książce świata.

Jest to powieść ukazująca realia XVII-wiecznej Japonii ewangelizowanej przez dwie wrogie sobie frakcje chrześcijan. W tle narasta konflikt polityczny związany z sukcesją szogunatu (najwyższa pozycja wojskowa, stojąca nawet ponad władzą cesarską).
Główny bohater, Anglik, którego moralność możemy postawić w szarej strefie, sympatyzuje z oczywistych powodów z protestantami i opiera się jakiejkolwiek możliwości współpracy z Portugalczykami. W związku z jego zaawansowaną wiedzą nawigatorską oraz znajomością nowoczesnej broni staje się cennym narzędziem jednego z daimyō (pan feudalny),który zarzeka się, że jego celem nie jest przejęcie władzy.

To tak w skrócie o fabule. Co do samej powieści nie mam zbyt wielu zastrzeżeń. Podobała mi się droga przebyta przez bohatera w kierunku poznawania obyczajów i języka japońskiego, która wyjątkowo udała się autorowi. Muszę jednak przyznać, że problematyczni w powieściach Clavella są bohaterowie. Kierujący się własnymi interesami, nie wzbudzają zbytniej sympatii, w związku z czym czytelnik może obojętnie przejść obok spotykających ich tragedii. Problem miałam także z zakończeniem. Podobnie jak w „Królu szczurów”, jest ono niemal urywane i nie prowadzi do żadnego konkretnego wniosku. Zupełnie jakby opowieść nie kończyła się w tym miejscu, ale po prostu zamykała narrację w najbardziej do tego dogodnym momencie, pozostawiając bohatera z mało sprzyjającymi perspektywami.
Ogólnie powieść tę mogę polecić, przestrzegam jednak, że jest to raczej obszerna książka; tak jak jednym spodoba się od samego początku, tak drugim już po pierwszym rozdziale wyda się zapowiedzią straconego czasu.

Powieścią „Shogun”, a właściwie twórczością Jamesa Clavella, zainteresowałam się poprzez zrealizowany przez Disney serial stanowiący świetną adaptację tytułu. Piękne stroje oraz scenografie, a także całkiem niezła gra aktorska sprawiły, że sięgnęłam po materiał źródłowy i muszę przyznać, że serial stanowi całkiem niezłe odwzorowanie powieści, dodając wartości właśnie w...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
59
58

Na półkach:

Zacząłem od serialu na Disney+. Nigdy nie byłem fanem ani dawnych czasów, ani Japonii. Ta fabuła mnie pochłonęła. Wypożyczyłem książkę, która pomimo tego, że jest bardzo obszerna, to nie aż tak bardzo różni się od serialu. Tzn. jest sporo wątków innych lub zmienionych ale całokształt w miarę został zachowany. Przynajmniej nie na tyle, żebym żałował, że oglądałem to jeszcze za pomocą ekranu. Polecam serial i książkę, jednak chyba z zachowaniem takiej kolejności jak moja. Fajnie było mieć obraz głównych postaci i nie kreować własnego w głowie. Bardzo polecam, z pewnością przeczytam pozostałe pozycje.

Zacząłem od serialu na Disney+. Nigdy nie byłem fanem ani dawnych czasów, ani Japonii. Ta fabuła mnie pochłonęła. Wypożyczyłem książkę, która pomimo tego, że jest bardzo obszerna, to nie aż tak bardzo różni się od serialu. Tzn. jest sporo wątków innych lub zmienionych ale całokształt w miarę został zachowany. Przynajmniej nie na tyle, żebym żałował, że oglądałem to jeszcze...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

8916 użytkowników ma tytuł Shogun na półkach głównych
  • 4 382
  • 4 329
  • 205
1331 użytkowników ma tytuł Shogun na półkach dodatkowych
  • 788
  • 248
  • 84
  • 67
  • 62
  • 41
  • 41

Inne książki autora

James Clavell
James Clavell
Pisarz, scenarzysta, reżyser, bohater II wojny światowej oraz jeniec wojenny. Najbardziej znany ze swojej serii powieści osadzonych w realiach azjatyckich i ich filmowych adaptacji. Brytyjczyk urodzony w Australii, później przyjął obywatelstwo amerykańskie.
Zobacz stronę autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Egipcjanin Sinuhe Mika Waltari
Egipcjanin Sinuhe
Mika Waltari
Książkę tę mam na liście “do przeczytania” od zawsze, a zabieram się do niej jak do jeża, bo jakoś kojarzy mi się z “Faraonem”. I nie wiem co miałbym do tej ostatniej mieć, bo monument filmowy Kawalerowicza nawet mi się kiedyś jakoś podobał, a oryginału Prusa przecież nie czytałem. Odwagi więc! No więc, czy trzeba było bać się powieści Waltariego? O czym jest opowieść Egipcjanina Sihnue? Jest z pewnością opowieścią o tamtych czasach, czy raczej o naszym wyobrażeniu o tamtym Egipcie; o państwie, które czasy największej świetności ma już zdaje się za sobą, a obecnie toczone jest problemami zewnętrznymi (jak konieczność toczenia większych i mniejszych wojen z mniej lub bardziej wrogimi i agresywnymi sąsiadami) oraz wewnętrznymi (jak spiski, walka o władzę czy słabości opisywanych faraonów). W takich to czasach dzieje się opowieść Sinuhe, którego to zmienność losów i niestałość szczęścia zdaje się znamienna dla epoki. A podana jest w księgach - godnie jak u jakiego Herodota czy innego Tukidydesa. W prostym odczytaniu jest więc o ludzkim losie jako swoistym wahadle, którego ruchy są jak zyskiwanie i tracenie bogactwa, szczęście i rozpacz po nim następująca, miłość i utraty kolejnych obiektów miłości. A wydarzenia te cykliczne jak Nil wylewający i ustępujący na przemian. Może to rytmiczność rzeki wydarzenia te kreuje i napędza? Jest też - głębiej sięgając w znaczenia książki - o postprawdzie, którą tworzy się od zawsze zwalając pomniki przeszłych władców, albo skuwając podpisy na marmurowych popiersiach po to tylko, by wykuć tam imiona własnych przodków. O niezmienności wydarzeń, gdzie “nil novi sub sole”, jak miano stwierdzić za lat tysiąc i stwierdzać do dziś - przez kolejne dwa milenia. Choć inni powiadają, że właśnie “nic dwa razy się nie zdarza”... Mamy opowieść o sektach kapłańskich uzurpujących sobie prawo do władzy - nie tylko nad “rzędami dusz”, ale i nad - o zgrozo - boskim faraonem. Dziel i rządź, wychowuj młodzież i opychaj się mięsem zwierząt ofiarnych! Nie jest to jakoś znajoma narracja? W ogóle i w ten sposób można spojrzeć na tę książkę z szerszej perspektywy; w rzeczywistości jest ona - podaną pod starożytnym płaszczem (tuniką może?) - opowieścią o nas samych, nawet tych współczesnych, bowiem człowiek nie tak znów bardzo zmienił się przez kilka tysiącleci spisanych o nim opowieści; nie myli się inny wielki Klasyk mówiąc “przeszłość jest to dziś, tylko cokolwiek dalej”. Życiowa droga Sinuhe pozwala nam spenetrować granice znanego wówczas świata: Egipt, Syrię, Kretę, Jerozolimę, Teby i Babilon, kraj Hatti. Poznajemy różnice kulturowe, religijne, społeczne, a pamiętać należy, że rzetelną wiedzę o tym, co jest w innych krainach szło wóczas poznawać z opowieści podróżników lub własnoocznych obserwacji podczas własnych perygrynacji. A poza tym, czy jest to opowieść przekazująca nam prawdę historyczną? Jakoś wydaje się, że raczej dzieło historyzujące, choć nie aspirujące do ściśle naukowej dokładności w oddaniu realiów opisanego świata. Prosto pisana linijna opowieść, choć od początku zdajemy sobie sprawę, że to rodzaj wspomnień, relacjonowanych z perspektywy docierania do kresu. Bez zbędnych ozdobników, choć i sama historia życia Sinuhe jest ciekawa i interesująco tu podana. Może tylko nieco zbyt rozwlekle? Nie bez znaczenia jest powieściowy humor. Może nie samej tytułowej postaci, bo ta akurat przymiotu tego jest niemal całkowicie pozbawiona. Ale nie brak jej już jego słudze - Kaptahowi, u którego przebiegłość łączy się z prostotą, a naiwność z logicznym rozumowaniem. Duet ten nie może nie przypominać pewnego zmyślnego szlachcica z Manczy i Sanczo Pansa - jego wiernego sługi. To mocna figura tej powieści. Prawda nie tylko z tej powieści: religia to zło, fanatyzm religijny - zło jeszcze większe, sekty zaś kapłanów (różnych zresztą kultów) - zło w stopniu najwyższym… Łatwo tworzy się też nowych bogów, choć trudno doń przekonuje lud, z umysłami już zatrutymi poprzednimi bóstwami. Audiobook świetnie zrealizowany i przeczytany (Marcin Popczyński),co znacząco podnosi wartość lektury, ale staram się oceniać tak, jakbym sam czytał z papieru… Po zakończeniu książki nie mam wrażenia, że oto spotkałem się z arcydziełem, ale czasu spędzonego na wysłuchaniu opowieści Sinuhe za stracony nie uważam - wprost przeciwnie. Choć mój stosunek do dzieła faluje od wzmagającego się zainteresowania do irytacji; trudno mi utrzymać jednolite zainteresowanie dość nierówną opowieścią. Nie jest to moje pierwsze spotkanie z pisarstwem Miki Waltariego (doskonały “Obcy przyszedł na farmę”) i wcale nie wykluczam jeszcze sięgnięcia po coś więcej jednego z najbardziej znanych fińskich pisarzy.
MarWinc - awatar MarWinc
ocenił na611 dni temu
Okręt Lothar-Günther Buchheim
Okręt
Lothar-Günther Buchheim
Historia rejsu pewnego u-boota oczami niemieckiego korespondenta wojennego. A więc narracja nietypowa w stosunku do wydawanych u nas książek o II wojnie światowej. Na szczęście nie jest to przygodówka ani pompatyczna historia o bohaterstwie. Powieść w realistyczny, niemal naturalistyczny sposób opisuje życie załogi niemieckie łodzi podwodnej na Atlantyku w 1941 roku. Od wyruszenia z francuskiego brzegu aż do … No właśnie, warto przeczytać do czego. Czytelnik najpierw poznaje środowisko oficerów „freikorpsu Donitza”,czyli elity niemieckiej Kriegsmarine, by potem zagłębić się w odmętach oceanu, ludzkiego potu, smrodu (także maszyn),wody, także w środowisku marynarzy i podoficerów. Wojna odarta jest z bogoojczyźnianego bohaterstwa. Należyte wykonywania obowiązków wymusza na załodze sytuacja. Muszą się starać, aby w ogóle przeżyć. Jedna trzecia okrętów podwodnych nie wracała z pierwszej misji. Życie młodzieży (dowódca był około trzydziestki, rekruci w wieku poborowym) w czasie wolnym od wacht i walki o przeżycie nie polegało na śpiewaniu pieśni patriotycznych tylko na marzeniach i wspomnieniach dotyczących pewnej oczywistej sfery życia. Łatwo się domyślić jakiej. Słownictwo dalekie było od dialogów ludzi wykształconych, tak samo zwyczaje, w tym higieniczne. Autor wskazał na dwie grupy załogantów. Marynarzy i techników-fachowców. Jedni i drudzy wywyższali się, ale tylko wewnątrz łodzi. Wojna to nie zabawa. Taki morał można wysnuć z książki. Bohaterowie mają co wspominać, ale gdy wydarzenia się rozgrywały, dużo by dali, by ich uniknąć. No i nie wszyscy wytrzymywali psychicznie, czemu trudno się dziwić. Znakomita realistyczna książka o wojnie. Jedyna wada, to zbyt mocne (i pewnie nieszczere) podkreślanie sceptycyzmu pozytywnych postaci wobec Hitlera i nazizmu. Nawet, gdyby tak było, to w 1941 roku było za wcześnie, by dawać temu wyraz. Niemcy jeszcze wówczas wygrywali. Znakomita książka (anty)wojenna. Bez lukru, patosu, patyny i hurraoptymizmu. Krew, pot i łzy. Przeczytany w ramach wyzwania marcowego – książka, która została sfilmowana.
Aguirre - awatar Aguirre
ocenił na817 dni temu
Cienka czerwona linia James Jones
Cienka czerwona linia
James Jones
Skończyłam tę książkę z poczuciem szczęścia, miałam szczerze dość okropieństw w niej zawartych. Na dodatek to bardzo długa powieść, 500 stron tekstu. Muszę jednak przyznać – jest świetna. Dlaczego się tak umęczyłam? To przez mnóstwo drastycznych scen z okresu walk Amerykanów w kampanii na wyspie Guadalcanal w czasie II wojny światowej w 1942 roku. Czyta się jak reportaż, Autor sam tam walczył, ale zapewnia, że to fikcja literacka. Zaczyna się od desantu wojsk na plaży, potem jest morderczy marsz i trudy życia koszarowego, w ekstremalnych warunkach klimatycznych. Następnie to już walki z Japończykami. Trudno jest znieść opisy śmierci w boju kolejnych żołnierzy, także przeciwników. Szczególnie drastyczne jest umieranie na polu walki oraz zabijanie bezbronnych, poddających się Japończyków, znęcanie się nad rannymi, okradanie ich („zbieranie pamiątek”) i bezczeszczenie zwłok, w tym wyrywanie zabitym złotych zębów. Amerykańscy żołnierze w szale walki traktują życie tak jakby nie było nic warte, a Japończycy byli półludźmi. Autor pokazuje wojnę z bliska, w najdrobniejszych szczegółach. Śledzimy losy kompanii C-jak-Charlie od desantu ze statku poprzez 3 dni bitwy aż do w miarę spokojnego życia jednostki po zakończeniu działań wojennych. Tutaj szczególnie widać różne głupie zachowania żołnierzy, głównie ciągłe picie na umór oraz ambicjonalne awantury i sprzeczki. Większość żołnierzy jest negatywnie nastawiona do wojny, panuje strach, później zobojętnienie i często bezmyślne okrucieństwo wobec Japończyków. Walczący mężczyźni cieszą się z odniesienia małych ran, licząc na odesłanie z frontu gdzieś na tyły lub powrót do kraju. Widzimy rozgoryczenie żołnierzy wobec błędnych decyzji dowódców lub ich jawnej niesprawiedliwości, chore ambicje pułkownika, w tym odesłanie kapitana Steina, trafnie widzącego sytuację, a docenionego dopiero po czasie przez podkomendnych. Szczegóły bitwy, ruchy wojsk i opisy walki były dla mnie zupełnie nieciekawe. Co innego to wnikliwie odmalowane sylwetki żołnierzy i oficerów, ich charaktery i trudne stosunki między nimi. Autor pokazuje mężczyzn na wojnie, ich rywalizację, udawanie, poniżanie a przede wszystkim strach. Niestety, miałam trudności z rozróżnianiem i zapamiętywaniem żołnierzy, ze względu na ich mnogość oraz podobnie brzmiące nazwiska: Bell, Doll, Dale, Bead, Beck, Blane itp. To porywająca, wciągająca a jednocześnie prosta proza, napisana klarownym językiem, bogata w szczegóły, przemyślenia i znaczenia. Pokazuje wojnę bez patosu, z punktu widzenia zwykłych żołnierzy, którzy nie mieli pojęcia w co zostaną wplątani. Porażający i dobitny manifest przeciw wojnie. Chociaż motto książki już nie jest takie jednoznaczne. Korzystałam z audiobooka w świetnej interpretacji Adriana Perdjona. Słuchało się wspaniale. Obejrzałam też film w reżyserii Terrence’a Malicka, z 1998 roku i nie zrobił na mnie takiego wrażenia jak książka. Jest inaczej skonstruowany, mniej realistyczny, bardziej mistyczny. Nie podobało mi się zastąpienie postaci kapitana Steina innym oficerem, a już zupełnie nie pasowały mi przepiękne zdjęcia krajobrazów, chociaż rozumiem, że wojna nie powoduje ich zniknięcia. Po prostu gwiazdorski film wydał mi się mało przekonywujący, wobec wspaniałości powieści. Książka trudna emocjonalnie, ale nie żałuję tej lektury. Tym, którzy jeszcze jej nie znają i nie boją się okropieństw wojny – gorąco polecam. Cytat: „„Własność. Własność. Wszystko dla własności”. Albowiem to było to; o to tylko chodziło. Własność jednego człowieka czy innego człowieka. Jednego narodu czy innego narodu. Wszystko to zrobiono i robiono dalej w imię własności. Jakiś naród pragnął więcej własności, uważał, że jej potrzebuje i pewnie potrzebował, a jedynym sposobem jej uzyskania było odebrać ją innym narodom, które już rościły sobie do niej prawo. Po prostu na planecie nie było już własności niczyjej, to wszystko.” – s. 59
Mikila - awatar Mikila
oceniła na86 miesięcy temu
Ilion Dan Simmons
Ilion
Dan Simmons
Moja opinia dotyczy całej dylogii “Ilion/Olimp” i sądzę, że rozpatrywanie plusów oraz minusów tych dwóch książek ma największy sens w oparciu o wiedzę na temat całości. Rozpoczynając pisanie tej opinii czuję już, że to będzie jeden z dłuższych wywodów - rzadko która seria wzbudza we mnie jednocześnie tyle pozytywnych odczuć co i ogromnej frustracji oraz poczucia zawodu. Ale zacznijmy od samego początku. A na początku Dan Simmons obiecuje nam fascynującą przygodę science-fiction pełną tajemnic, gdzie mitologia miesza się z rzeczywistością, historia miesza z teraźniejszością, a fantastyka miesza z naukowością. Patrząc na to z dużego obrazka należy stwierdzić, że dylogia Simmonsa to dzieło monumentalne, nie tylko pod względem ilości stron do przeczytania - o niej jeszcze później napomknę kilka słów. To, co stworzył autor wymaga ogromnej erudycji, wiedzy o mitologii jak i o literaturze klasyków (chociażby Szekspir),do której tak często autor się odwołuje. W “Ilionie” śledzimy historię z trzech perspektyw - tak zwanych morawców (będących biomechanicznym stworzeniami wysłanymi niegdyś przez ludzkość w przestrzeń kosmiczną),tak zwanego scholiasty Hockenberego (wskrzeszonego naukowca mającego za zadanie obserwowanie toczącej się wojny trojańskiej na Marsie) oraz ludzi zamieszkujących Ziemię (bardzo odmienioną i z jakiegoś powodu wyludnioną). Wszystkie te wątki w pierwszym tomie śledzi się z dużym zainteresowaniem. Rozmawiające ze sobą roboty budzą sympatię, szczególnie ich filozoficzno-literackie wojownicze rozważania na temat prozy Prousta i Szekspira. Eksperyment postludzi, którzy stali się greckimi bogami i ingerują w wydarzenia odgrywanej wojny o Troję, to koncepcja szalenie odjechana, ale i niezwykle fascynująca. Również to, co doprowadziło do biologicznego upadku Ziemi i jak ileś tysięcy lat później żyją na niej ludzie, śledzi się z zaciekawieniem. “Ilion”, to światotwórstwo na najwyższym poziomie. Simmons uwielbia odwołania literackie i mamy tutaj do czynienia nie tylko z mitologią grecką, ale też wieloma różnymi klasykami literatury. Jeżeli chodzi o mitologię, jej znajomość na pewno pomaga w lekturze, by lepiej odnaleźć się w tym dlaczego dani bohaterowie zachowują się tak, a nie inaczej. Pozostałe nawiązania są raczej opcjonalne. Nie ma co jednak ukrywać, że z czasem te odwołania stają się nieco irytujące, tak jakby autor chciał podkreślić swoje oczytanie, swoją wiedzą i zamieścić tyle inspiracji ile tylko możliwe. Jest spora szansa, że umknęły mi jakieś szczegóły lub efekt “wow” przez brak zaznajomienia z klasykami. To jednak w jaki sposób Dan Simmons odtwarza mitologię zasługuje na uznanie. Większość tych pozytywów, o których piszę odnosi się raczej do pierwszej części dylogii. Stąd też taka rozbieżność w ocenach. Przejdźmy więc do rzeczy mniej przyjemnych, których nie nazwałbym nawet łyżką tylko wręcz całą chochla dziegciu w tym miodzie. Zacznijmy od tego, że autorowi zdecydowanie brakuje umiaru. Ten brak umiaru dotyczy zarówno ilości pisanych stron jak i ilości pomysłów naraz, na które wpada i które uznaje za warte wplecenie w i tak już zagmatwaną, rozbudowaną opowieść. Oba tomiszcza to dzieła monumentalne i o ile “Ilion” objętościowo jest akceptowalny, czyta się go świetnie (szczególnie poznając tajemnice przyszłości i licząc na rozwikłanie wszystkich zagadek),to “Olimp” postępuje zdecydowanie o krok za daleko - mnóstwo dłużyzn, niepotrzebnych wątków, braku parcia do meritum, rozmycia opowieści podczas gdy powinna ona zmierzać do jakiejś konkluzji. Simmons szczuje obietnicą odpowiedzi na pytania, których finalnie albo nie ma albo są one szalenie rozczarowujące. Nie wspominając już o nagminnie używanym deus ex machina. “Olimp” to miszmasz wszystkiego - fascynacji literaturą klasyczną, science fiction, horrorem, obyczajowością, mitologią. Całość jest okropnie przegadana jednocześnie nie dostarczając wiele w zamian po przewróceniu ostatnich kartek. Autor nie unika również licznych aluzji o charakterze erotycznym, nie stroni od opisów stosunków płciowych, jak i nie omieszka niejednokrotnie podkreślić jak to dany bohater jest nakręcony i czego by to nie zrobił z tą przepiękną Heleną Trojańską. Można by na to wszystko jeszcze przymknąć oko, gdyby nie jedna ze scen w “Olimpie”, w której Simmons pokusił się o jakże bardzo potrzebną scenę stosunku seksualnego z trupem, celem przekazania DNA spermy by go (ją) ożywić. Nie żeby ten wątek ogólnie był jakkolwiek interesujący i ważny dla fabuły. Naukowość zawarta w tej dylogii to jeszcze odrębna kwestia. Z jednej strony mamy sporo naukowego słownictwa opisującego rzeczywistość, z drugiej zaś wszystko to wydaje się rzucone bez większej refleksji nad sensem. W skrócie rzecz biorąc - kwanty i fizyka kwantowa, to odpowiedź na wszystko. Wytrych, która pozwala wytłumaczyć każdą deus ex machinę, każde przechodzenie z nikąd do skądinąd, teleportacje, zamienianie się ciałami, ba nawet teleportowanie całych planet. Gdy opowieśc powinna skupić się na dwóch, trzech istotnych wątkach, to z autor nieustannie dokłada kolejne klocki - za tą pierwsza siłą stoi jescze druga, ha, a nie wiedzieliście o jeszcze trzeciej, a nagle pokażę Wam (po jakichś 1500 stronach) że istnieje jeszcze tajemniczy gracz numer cztery. Kilkaset stron “Olimpu” to w mojej ocenie cały potencjał rozmieniony na drobne i trudno mi powiedzieć, czy Simmons miał taki plan od początku, czy też po prostu odpiął wrotki w którymś momencie i już nie wiedział jak to wszystko ciekawie pozamykać. Wobec powyższego towarzyszy mi spory żal, bo koncepcyjnie wszystko było świetne, jak “Ilion” nadal oceniam bardzo wysoko, tak “Olimp” przyniósł ogromne rozczarowanie.
Witcher-Dunyain - awatar Witcher-Dunyain
ocenił na95 dni temu
Dzieci Diuny Frank Herbert
Dzieci Diuny
Frank Herbert
Cóż to była za lektura - złożona, dziwaczna, urzekająca jak i miejscami męcząca literackim stylem przywodzącym na myśl religijne święte księgi. W niektórych dialogach Herbert zalewa taką ilością metafor, ukrytych znaczeń zdań, zdań znaczących wiele rzeczy na raz, że miejscami idzie minutami siedzieć na jednej stronie i kontemplować. I jest to absolutnie cudowne, co nie znaczy, że łatwe w odbiorze. To nie jest książka z rodzaju tych zwyczajnie "fajnych", a bardziej satysfakcjonujących, jak przy rozwiązaniu serii ciężkich zagadek logicznych. Sequele zazwyczaj są bezpieczne, tutaj nie czułem tego ani na moment. Bo o ile Mesjasz Diuny jest jak coda, bardzo rozbudowany epilog części pierwszej, tak dopiero tutaj naprawdę poczułem, że jest to pełnoprawna kontynuacja. Jest to książka o tytułowych dzieciach Diuny i dosłownych jak bliźniaki Leto II i Ganima zrodzeni przez ukochaną przez Paula Fremenkę; Alia, siostra Paula urodzona przez przesiąkniętą przyprawą Jessicę; czy też mniej dosłownego Fara'dna, dawniej następcę tronu Imperium Galaktycznego, którego całe życie ukształtowała rewolta Fremenów. Każda z tych postaci jest pełnokrwista i bardzo ciekawa, a i stare wygi dostają ładne domknięcie swoich wątków. Tak jak oryginalna Diuna była dekonstrukcją motywu boskiego mesjsza, tak Dzieci pochylają się nad religijnym motywem proroka; taka trochę reversed Biblia gdyby zacząć od Nowego Testamentu, a potem przejść do Tory. W Mesjaszu widzieliśmy jak wydarzenia z końca 1 Diuny wpłynęły na ludzi, tutaj jak na całą planetę, jej ekosystem, kulturę. Herbert też mocno krytykuje zinstytucjonalizowane religie, które to błyskawicznie potrafią wypaczyć jej oryginalne założenia jak tylko jej twórca kopnie w kalendarz. Tbh to bardziej ten typ książki, że chętniej bym się z kimś o niej wymienił spostrzeżeniami i godzinami o niej gadał, niż rzucał słowa w stronę bezdusznego ekranu i pisał co o niej myślę, a myślę że tego wywodu już wystarczy. Polecam.
Skibidi_czytacz - awatar Skibidi_czytacz
ocenił na92 dni temu

Cytaty z książki Shogun

Więcej
James Clavell Shogun Zobacz więcej
James Clavell Shogun Zobacz więcej
James Clavell Shogun. Tom III Zobacz więcej
Więcej