Galaktyczny smakosz

Okładka książki Galaktyczny smakosz autorstwa James White
Okładka książki Galaktyczny smakosz autorstwa James White
James White Wydawnictwo: Rebis Cykl: Szpital Kosmiczny (tom 9) Seria: Science Fiction fantasy, science fiction
308 str. 5 godz. 8 min.
Kategoria:
fantasy, science fiction
Format:
papier
Cykl:
Szpital Kosmiczny (tom 9)
Seria:
Science Fiction
Tytuł oryginału:
The Galactic Gourmet
Data wydania:
2006-01-01
Data 1. wyd. pol.:
2006-01-01
Liczba stron:
308
Czas czytania
5 godz. 8 min.
Język:
polski
ISBN:
8373018123
Tłumacz:
Radosław Kot
Gurronsevas, olbrzymi sześcionożny obcy, jest powszechnie znany jako najlepszy w Galaktyce szef kuchni. Jednak u szczytu swej kariery odkrywa, że sława, honor i armie pochlebców to za mało. Pragnie nowego wyzwania. Wyzwania na miarę wielkości swego ciała, talentu i pychy.

Tylko Szpital Kosmiczny – potężny kompleks, w którym leczą i są leczeni zarówno ludzie, jak i obcy – pozwala na realizację takich marzeń. Gurronsevas, obecnie Naczelny Dietetyk, postanowił zrobić coś, co nie udało się przed nim żadnemu kucharzowi: chce sprawić, by szpitalne jedzenie było smaczne. Tylko czy pacjenci to przeżyją?
Średnia ocen
6,8 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Galaktyczny smakosz w ulubionej księgarniiPorównywarka z najlepszymi ofertami księgarń W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl. Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki. Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oceny książki Galaktyczny smakosz

Średnia ocen
6,8 / 10
73 ocen
Twoja ocena
0 / 10

Opinie i dyskusje o książce Galaktyczny smakosz

avatar
424
252

Na półkach: , ,

Jako pomysł bardzo dobry. Coś nowego, coś świeżego. Tutaj jest ok. Ale niestety treść (tym razem autor uderzył w struny ekologiczne) jest tylko przeciętna. Ok, może już jestem zmęczony tą serią (ale w dalszym ciągu uważam za bardzo fajną i lubię),ale w tym tomie zabrakło mi trochę przysłowiowej "ikry". Końcówka zdecydowanie lepsza niż początek , ale ogólnie tylko dla fanów serii.

Jako pomysł bardzo dobry. Coś nowego, coś świeżego. Tutaj jest ok. Ale niestety treść (tym razem autor uderzył w struny ekologiczne) jest tylko przeciętna. Ok, może już jestem zmęczony tą serią (ale w dalszym ciągu uważam za bardzo fajną i lubię),ale w tym tomie zabrakło mi trochę przysłowiowej "ikry". Końcówka zdecydowanie lepsza niż początek , ale ogólnie tylko dla fanów...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
95
39

Na półkach:

Najlepsze kosmiczno-medyczne sci-fi. Świetnie się bawiłem. Dr House w kosmosie na sterydach. Cały cykl jest nieziemsko dobry.

Najlepsze kosmiczno-medyczne sci-fi. Świetnie się bawiłem. Dr House w kosmosie na sterydach. Cały cykl jest nieziemsko dobry.

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
1806
1738

Na półkach: ,

Buszując w antykwariacie natrafiłam na małą książeczkę, cienką, w czarnej niczym się nie wyróżniającej okładce. Po otwarciu autograf na wklejce. Hmm.. autora nie kojarzyłam, ale opis z tyłu był interesujący. Pod koniec lat 70 - tych nie mieliśmy zbyt wielu autorów "zachodnich". Nabyłam za kieszonkowe.
Przeczytałam i zaczęłam pożądać reszty. Przeczytałam powoli w mękach w oryginale ze 4 tomy, a potem po kilku latach, gdy wyszła po polsku reszta serii to ją nabyłam. Stoi sobie na półce, a ja czasem sięgam po nią by nostalgicznie powspominać.
Nie wszystkie tomy serii trzymają poziom, ale warto zapoznać się z każdym.

Buszując w antykwariacie natrafiłam na małą książeczkę, cienką, w czarnej niczym się nie wyróżniającej okładce. Po otwarciu autograf na wklejce. Hmm.. autora nie kojarzyłam, ale opis z tyłu był interesujący. Pod koniec lat 70 - tych nie mieliśmy zbyt wielu autorów "zachodnich". Nabyłam za kieszonkowe.
Przeczytałam i zaczęłam pożądać reszty. Przeczytałam powoli w mękach w...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

171 użytkowników ma tytuł Galaktyczny smakosz na półkach głównych
  • 111
  • 60
54 użytkowników ma tytuł Galaktyczny smakosz na półkach dodatkowych
  • 38
  • 4
  • 4
  • 3
  • 2
  • 1
  • 1
  • 1

Tagi i tematy do książki Galaktyczny smakosz

Inne książki autora

Okładka książki Rakietowe szlaki. Tom 1. Antologia klasycznej SF Brian W. Aldiss, Barrington J. Bayley, Dmitrij Bilenkin, Gordon R. Dickson, Alexander Jablokov, Cyril M. Kornbluth, Tuli Kupferberg, Henry Kuttner, R.A. Lafferty, Ursula K. Le Guin, Jurij Nagibin, Robert Sheckley, Theodore Sturgeon, William Tenn, John Varley, Ilja Warszawski, Ian Watson, James White, Gene Wolfe, Robert Zacks, Roger Zelazny
Ocena 7,5
Rakietowe szlaki. Tom 1. Antologia klasycznej SF Brian W. Aldiss, Barrington J. Bayley, Dmitrij Bilenkin, Gordon R. Dickson, Alexander Jablokov, Cyril M. Kornbluth, Tuli Kupferberg, Henry Kuttner, R.A. Lafferty, Ursula K. Le Guin, Jurij Nagibin, Robert Sheckley, Theodore Sturgeon, William Tenn, John Varley, Ilja Warszawski, Ian Watson, James White, Gene Wolfe, Robert Zacks, Roger Zelazny
James White
James White
Urodził się i całe życie ( poza kilkuletnim pobytem w Kanadzie) spędził w Belfaście. Pracował jako rzecznik prasowy miejscowej wytwórni sprzętu lotniczego Short Brothers, pisarstwo było jego hobby. Całe życie zmagał się z cukrzyca, to było powodem wcześniejszego przejścia na emeryturę. Miał bardzo słaby wzrok, używał do pisania specjalnej maszyny do pisania.Debiutował na łamach "Astounding Science Fiction". Największą popularność przyniósł mu cykl powieści o medycynie kosmicznej. Autor cyklu opowiadań i powieści o przygodach lekarzy pracujących w Szpitalu Kosmicznym. Cykl ten jest jednym z pierwszych z gatunku space opera. James White był także współwydawcą czasopism "SLANT" i "HYPHEN".
Zobacz stronę autora

Czytelnicy Galaktyczny smakosz przeczytali również

Ostateczna diagnoza James White
Ostateczna diagnoza
James White
Cykl „Szpital kosmiczny” należy do moich ulubionych „pokrzepiaczy”. Nazywam je tak, ponieważ beztroska fabuła i idealistyczne podejście autora wprawiają w dobry nastrój. Wszystko dobrze się kończy, istoty z różnych światów współpracują zgodnie ze sobą, a wszelka przemoc i mroczna strona życia to przejawy degeneracji, które można wyleczyć. „Ostateczna diagnoza” to jeden z ostatnich tomów cyklu. Ponownie w szpitalu Sektora Dwunastego spotykamy znajomych bohaterów, rozwiązujących nierozwiązywalne dla innych zagadki medyczne. Takim beznadziejnym przypadkiem jest pacjent Hewlitt. Człowiek zdawałoby stuprocentowo zdrowy, lecz przekonany o swojej chorobie i trapiony drobnymi, ale utrudniającymi życie dolegliwościami. Kiedy przez przypadek jego rzeczywisty stan manifestuje się w widowiskowy, boski wręcz sposób, sytuacja zmienia się diametralnie. Na scenę wkracza mój ulubiony, owadzi doktor Prilicla, a akcja przenosi się na planetę, na której pacjent Hewlitt przebywał jako dziecko. Tak zwaną Chorą Planetę Etli. Wkrótce okazuje się, że przypadłość Hewlitta może stanowić zagrożenie dla całej Federacji, z jej nieprzebraną rzeszą zamieszkałych światów. Naiwność i idealizm świata wykreowanego przez White’a już omówiłem, ale moim zdaniem jedynie wprawia ona czytelnika w dobry nastrój. I to pomimo stosunkowo dużej schematyczności scenariusza. Poważniejszym niedociągnięciem tego tomu jest brak zachowania ciągłości opisu jednej z ras. Telfi w poprzednich książkach opisywano jako gromadę drobnych, telepatycznych żuczków żywiących się twardym promieniowaniem. W „Ostatecznej diagnozie” nagle i niespodziewanie przybierają postać półtorametrowych jaszczurów. Nie do końca rozumiem, dlaczego autor zdecydował się na tę zmianę, trudno uwierzyć także w niedopatrzenie, bo rasa ta pojawiała się na kartach książki kilkakrotnie i dość dziwne by było, gdyby nagle autor zapomniał, jak ją opisał. Poza tym jednak większych braków nie ma. Oceniam wysoko nie ze względu na literackie walory pozycji (wprawnie przetłumaczonej przez Radosława Kota),lecz dlatego, że jest to po prostu przyjemna lektura, którą szybko się czyta i która wciąga pomimo prostoty akcji. Czytałem ją wielokrotnie i przeczytam jeszcze nie raz.
meerkat - awatar meerkat
ocenił na86 lat temu
Wojna skrzydlatych Poul Anderson
Wojna skrzydlatych
Poul Anderson
“Wojna skrzydlatych” to krótka powieść SF Poula Andersona. Nie jest najlepszą książką tego autora ale w żadnym wypadku nie jest zła. Napisana pod koniec lat 50tych zeszłego wieku, ma w sobie zarówno cechy literatury typu pulp, jak i trochę bardziej “współczesnego” hard SF. Fabuła śledzi poczynania trójki rozbitków na obcej planecie, którzy utkwili z dala od wszelkich ośrodków ludzkiej cywilizacji. Pomóc im mogą jedynie tubylcy, czyli rasa tytułowych “skrzydlatych” obcych. Niestety pomiędzy obcymi trwa zażarta wojna i nie w głowie im pomaganie jakimś dziwnym przykutym do ziemi istotom. Czasu na znalezienie wyjścia z tej sytuacji, nasi bohaterowie mają niewiele, ponieważ ich zapasy żywności są ograniczone, a nic co rośnie na tej obcej planecie nie jest zdatne do spożycia przez człowieka. Jak to u Andersona bywa, mamy świetnie wykreowany świat oraz bardzo wyraziste postaci. Zarówno główni, ludzcy, bohaterowie jak i przedstawiciele obcej rasy, pomimo ograniczonych rozmiarów powieści, pokazani są w naprawde ciekawy sposób. Prawie każdy z nich ma unikalne cechy, jakieś cele, konkretne miejsce w tym co dzieje się wkoło oraz własną opinię na temat następujących wydarzeń. Nie ma tutaj postaci “papierowych”. Tak samo świat przedstawiony, planeta Diomedes, wykreowany został po mistrzowsku. Nie jestesmy zasypywani detalami, ale otrzymujemy na tyle dużo informacji, żeby zrozumieć tło historii. To w jaki sposób działa świat ma dla czytelnika sens, a zarazem też znaczenie dla fabuły. Przede wszystkim jest to miejsce ciekawe i obce, odmienne od Ziemi, co jest chyba ważne w SF. Dużo słabiej wypada sama fabuła, jest dość prostolinijna i szczerze mówiąc, oprócz kilku małych zwrotów, raczej nic wielkiego tu się nie dzieje. To właśnie fabuła nosi największe znamiona ery pulpu. Ale to nie znaczy, że książka jest przez to słaba. “Wojna skrzydlatych” to naprawdę fajne, klasyczne lekko hard (xD) SF. Szczerze mówiąc, pośród współczesnych dzieł nurtu, ze świecą szukać równie solidnej pozycji. Dużo bardziej wolę prostą fabułę ale osadzoną w ciekawych i wiarygodnych ramach świata przedstawionego niż ciągnące się tomami opasłe sagi, gdzie może i jest sporo akcji, ale całość z trudem trzyma się kupy. Ciekawe jest to, że gdzieś z tej historii wypływa wniosek, że nie ma co skupiać się na różnicach pomiędzy rasami/klanami jednego gatunku, bo to tylko ogranicza a wspólne działania pozwolą na rozwój wszystkich (z małą pomocą kosmicznego kapitalizmu xD). “Wojna Skrzydlatych” to lektura na maks 2 - 3 godzinki i biorąc pod uwagę jaki daje zwrot za tak niewielką inwestycje czasu, dla fana nurtu jest strzałem w dziesiątkę. Wystawiam sześć planetolotów na dziesięć!
PsychedelicWarlord - awatar PsychedelicWarlord
ocenił na63 lata temu
STEN Chris Bunch
STEN
Chris Bunch Allan Cole
Karl Sten mógłby powiedzieć, że dopisuje mu szczęście, choć okoliczności, w których tego doświadczył, nie dają powodów do radości. Oto spóźniony powrót do dzielnicy, w której mieszka z rodzicami, ratuje mu życie, bo ktoś akurat postanowił dzielnicę poświęcić dla utrzymania tajemnicy Projektu Bravo. Tym kimś jest pan i władca Vulcaka – baron Thoresen, a Vulcam to planeta, która właściwie jest więzieniem. Nikt kto na niej pracuje nie ma szans na jej opuszczenie. Karl musi rozpocząć „dorosłe” życie i nie będzie to droga usłana różami. Wie natomiast, że z Volcana uda mu się uciec... Powieść, z przebojowym głównym bohaterem, która jednocześnie otwiera serię, skłania do pochopnego wniosku, że będzie to przewidywalna papka jakich wiele, ale to błędne założenie. Spod pióra tego duetu wyszła charakterna, awanturnicza na swój sposób opowieść o nie przerysowanym (jak choćby Stalowy Szczur) bohaterze, który zostaje uwikłany w wielką politykę, spiski i zdrady. Fabuła „łapie” swoją dynamikę, która nie ma momentów spadkowych, a opowieść jest przemyślana, logiczna i niezwykle atrakcyjna w odbiorze. Może jedynie te kilka rozdziałów ze szkolenia wojskowego – choć zabawne – nie wnoszą niczego znaczącego do fabuły, Sten nie przechodzi żadnej spektakularnej przemiany, nie staje się „innym człowiekiem”, po prostu zdobywa fach. Summa summarum doskonała rozrywka.
Krzysiek Czyżowski - awatar Krzysiek Czyżowski
ocenił na86 miesięcy temu
Księżyc Łowcy Poul Anderson
Księżyc Łowcy
Poul Anderson
Nawet mniej udana twórczość Poula Andersona jest dobra :) Jak więc wypadają jego naprawdę udane historie? O tym łatwo się przekonać, sięgając po “Księżyc Łowcy”. Tomik zawiera w sobie dwa naprawdę świetne opowiadanka: tytułowy “Księżyc łowcy” oraz “Pod postacią ciała”. Obie historie przedstawiają losy ludzkich ekspedycji na obcych planetach. Bohaterowie, członkowie tychże ekspedycji, próbują rozwikłać tajemnice zachowań rdzennych mieszkańców badanych światów. W pierwszym opowiadaniu tubylcy, to dwie rasy obcych, które prowadzą między sobą krwawe walki. W drugim, to starożytna ludzka kolonia, która straciła kontakt z resztą wszechświata, i przez setki lat, technologicznie i mentalnie cofnęła się do etapu wczesnego średniowiecza. Nie powiem za dużo o samej fabule, w przypadku tak krótkich dzieł, ciężko jest ująć coś konkretnego bez zahaczenia o spoilerowanie ;) Nadmienię tylko, że ramy fabularne są w obu opowiadaniach dość podobne, szczególnie widoczne jest to przy rozwiązaniach akcji. Według mnie w “Księżycu łowcy” zakończenie wypada lepiej, ale nie znaczy to w żadnym wypadku, że “Pod postacią ciała” jest gorszym fabularnie opowiadaniem. Jeżeli chodzi o inne aspekty opowiadań, to w obu przypadkach również wszystko wypada bardzo pozytywnie. Postaci, jak to u Andersona, są bardzo ciekawie zarysowane. Nawet w tak krótkiej formie autor jest w stanie nadać bohaterom, również pobocznym, sporo głębi i interesujących, spójnych cech charakteru. Równie wyraziście wypadają przedstawiciele “obcych” ras, szczególnie w “Księżycu łowcy” czytelnik ma możliwość zapoznania się z dość ciekawymi osobnikami. Światy przedstawione, także typowo jak na tego autora, wykreowane są fenomenalnie. Na raptem kilkudziesięciu stronach, Anderson stworzył dwa genialne tła fabularne, które mogłby spokojnie służyć jako podkład do długaśnych sag SF. W “Pod postacią ciała” świat charakteryzuje przede wszystkim jego historia, to dawne wydarzenia na skalę galaktyczną spowodowały, że rzeczy mają się tak a nie inaczej. W “Księżycu łowcy” natomiast, autor aby stworzyć interesujący, obcy świat, uczynił nietypową jego geografię, zaczynając od tego, że akcja dzieje się tak naprawdę nie na obcej planecie, a na jednym z jej księżyców. Fanom gatunku, nie muszę chyba polecać pana Andersona, ale może ktoś jeszcze (tak jak ja),nie miał okazji przeczytać tego skromnego rozmiarem tomiku. Jeżeli tak się sprawy mają to polecam jak najszybciej nadrobić bo zawartość tej książeczki jest po prostu świetna. “Księżyc Łowcy” oferuje po prostu przyjemną lekturę, pozwalającą na jeden wieczór przenieść się do innych, fantastycznych światów. Dodam jeszcze, że tak jak w rodzimym wydaniu “Królowej powietrza i Mroku” tego samego autora, tak i tutaj, książeczka wzbogacona jest o bardzo klimatyczne ilustracje Tadeusza Łuczejko. W skali od jednego Ouranida do dziesięciu, daję siedem Ouranidów!
PsychedelicWarlord - awatar PsychedelicWarlord
ocenił na73 lata temu
Spotkanie z Heechami Frederik Pohl
Spotkanie z Heechami
Frederik Pohl
Trzeci tom i wyraźny spadek poziomu wynikający przede wszystkim z przeciętnie prowadzonych bohaterów, małej dla czytelnika stawki, Alberta i SI przywodzącej na myśl już tylko nudę oraz ekspozycję, małą świeżość w elemencie sci-fi oraz położenia wielu wątków. Robinette nie ma już toksyczności znanej z pierwszego tomu, ani nie ratuje go trauma i nowy status społeczny znany z drugiego – teraz to już tylko nieszanujący swojego zdrowia, mentalno-fizyczny staruszek. Essi, jego żona, ma więcej charakteru i virtu od niego. Nowy, zdawać by się mogło, protagonista w postaci Audee również okazuje się być jedynie dobrym przedstawicielem mieszkańca świata przedstawionego, ale bardzo przeciętnym protagonistą. Również i w jego przypadku żona okazała się mieć więcej determinacji i charakteru. Jedyne co błyszczy to Wan, którego dojrzała persona zdaje się swoją toksycznością i dziecinnością intrygować czytelnika, jak i wzbudza poczucie, że ma się do czynienia z żywą, wartą uwagi postacią. Leży również dalszy plan – terroryści to bezimienne zagrożenie i zbiorowa strzelba czechowa, zaś sami Heechowie od ludzi różnią się tylko tym, że wzruszają ramionami wydymając brzuch, a zamiast SI mają umysły zmarłych poddane transferowi umysłu. Nawet wyciągnięta z czarnej dziury Klara – to przyznam, na drodze pakującego się do tego typu obiektów Wana, który ma ku temu jasną motywację; lubię ten wątek – nie jest w stanie wszystkiego nadrobić. Do cyklu wkradła się rutyna i najwyżej przeciętne tempo. Nadrabia dopiero końcówka książki. Albert – we własnej osobie, jeżeli wiecie co mam na myśli – popada w umysłowe wyparcie, zaś do jego niezwykłego, pośmiertno-digitilizowanego świata dołącza Robinette, którego nagły zgon jest zaskakujący, ale i (nie?)zręcznie podbudowany. Transfer umysłu to wątek w sci-fi częsty, ale już rzadki w ukazywaniu go nam bezpośrednio przez protagonistów. Na tym polu autor nie wykłada się – może nie ma w bezpośrednim finale powieści na to miejsca – a obawy Robba, włącznie z jego niespodziewanymi kłopotami natury prawno-finansowej wynikającej z jego odmiennego jestestwa, są błyskotliwe. Nawet Klara przechodząca spod opieki (i vice versa) Wana, swoistego dziecka wychowanego przez wilki, prosto w łapy brzydzących się jej gatunku Heechów, sprawia, że lektura nabiera rumieńców. Podoba mi się również wykorzystanie kugelblitzów jako czarnych dziur z energii zamiast masy, gdzie z kolei ukryć mają się wrogowie Heechów, Assasyni, istoty z energii, jeszcze od nich potężniejsze. Czyżby kolejne samopowtórzenie autora w innym opakowaniu? I tak, i nie – autor podsumowuje ten motyw wypowiedzią Robinette, dla którego interakcja z Assasynami ma być dla ludzkości, tak jak w przypadku Heechów, kolejnym etapem przyśpieszonego rozwoju. Jest to i może naiwne do granic możliwości, tak jak i ludzkość błyskawicznie dościgająca Heechów w rozwoju technologicznym, ale są na tyle sprawne narratorsko szwy, że całość, z przymrużeniem oka, trzyma się kupy – słowo „logiki” wydaje mi się już niestosowne. Koniec trzeciego tomu to zakończenie otwarte, ale i dobrze sprawdzające się jako właściwe dla cyklu samego w sobie. Mam zamiłowanie do tego typu zabiegów, podobnie jak zakończeń słodko-gorzkich, choć przyznać trzeba, że wiele postaci nie doczekało się należytego domknięcia wątków. Do czwartego tomu z pewnością się zabiorę, aczkolwiek potrzebuję do tego momentu przerwy w celu nabrania dystansu do franczyzy. Jest w tym cyklu jeszcze szansa na drugie otwarcie i dlatego właśnie dam mu szansę.
Wiwchan - awatar Wiwchan
ocenił na65 lat temu

Cytaty z książki Galaktyczny smakosz

Więcej

Gdy byłem młody, co ozna­cza bar­dzo dawne czasy, czę­sto upo­mi­na­no mnie, abym się nie bawił je­dze­niem - po­wie­dział Yaroch-​Kar.

- Też pa­mię­tam takie uwagi - za­świer­go­tał Pri­lic­la. - Jed­nak teraz, gdy je­stem duży i silny, mogę robić, co chcę.

Gur­ron­se­vas pa­trzył chwi­lę ze zdu­mie­niem na kru­che­go ob­ce­go, ale zaraz przy­łą­czył się do po­zo­sta­łych i też się ro­ze­śmiał.

Gdy byłem młody, co ozna­cza bar­dzo dawne czasy, czę­sto upo­mi­na­no mnie, abym się nie bawił je­dze­niem - po­wie­dział Yaroch-​Kar.

- Też pa­mię­tam takie uwagi - za­świer­go­tał Pri­lic­la. - Jed­nak teraz, gdy je­stem duży i silny, mogę robić, co chcę.

Gur­ron­se­vas pa­trzył chwi­lę ze zdu­mie­niem na kru­che­go ob­ce­go, ale zaraz przy­łą­czył ...

Rozwiń
James White Galaktyczny smakosz Zobacz więcej
Więcej