(2014)
Polscy dziennikarze wojenni – radiowi, prasowi, telewizyjni – fotoreporter i operator, urodzeni w drugiej połowie XX wieku, głównie w latach 60. i 70., dzielą się swoimi doświadczeniami z wyjazdów do byłej Jugosławii, na Bliski Wschód, Kaukaz, do Czarnej Afryki i Afganistanu, oraz innych miejsc.
Relacjonowali konflikt rozgrywające się w latach 90. i dwutysięcznych, goniąc Zachód i kształtując krajowe standardy. Wyjąwszy Ryszarda Kapuścińskiego (1932-2007),można ich uznać za pionierów polskiego dziennikarstwa wojennego*. Opowiadają o tym, jak wyglądała ich praca na początku, kiedy zostali rzuceni na głęboką wodę, o ograniczeniach technicznych i topniejących budżetach. O doświadczeniach trudnych i traumatycznych, lęku i zagrożeniu życia, relacjach między redakcjami, kolegami po fachu, wzajemnej pomocy oraz rywalizacji, stresie i stosunkach rodzinnych. Powracają dwa kamienie milowe: rok ‘89, upadek komuny – kiedy otwarto granice i wszystko się zaczęło, oraz 11 września [2001], zamach na WTC, skutkujący masowymi wyjazdami do krajów objętych interwencją wojsk Koalicji: Afganistanu i Iraku.
Teksty mają różną formę – większość to wywiady i rozmowy. Prowadzone w nieformalnej, koleżeńskiej atmosferze, mają wyraźnie swobodny charakter – co jest ich wadą i zaletą. Czyta się je bardzo przyjemnie, niezależnie od wagi poruszanych tematów, nie są jednak dostatecznie pogłębione. Brakuje detali: dat, nazwisk, szerszego kontekstu. Niektóre realizowano w duecie, inne w cztery oczy. Odbiorcy nieznającemu dziennikarskiego żargonu, niezaznajomionemu z podstawami pracy reportera, będzie brakowało informacji dotyczących tzw. kuchni, które są dla rozmawiających oczywiste.
Wypowiedzi są subiektywne, co do pewnych kwestii rozbieżne, ale na ogół zbliżone, podzielające zapatrywania na własną pracę, jej charakter, cele i obowiązki. Równie podobnie, wybrzmiewają w kwestiach wielkiej polityki (choć sądy te są często bardzo uproszczone).
Od reszty, odstaje nieco tekst o Baterze, który w dużym stopniu dotyczy korzeni i lat młodzieńczych. Jeśli ktoś nie zna tych faktów z innych źródeł, będzie czytał z zaciekawieniem, jednak reportaż powinien być dłuższy, traktować szerzej o tym co działo w strefach konfliktu, pracy dla radia i kolejnych stacji. Tu, i w kilku innych miejscach, wkradły się pewne błędy merytoryczne.
Literacko, książka nie jest wybitna**, ale wypada przyzwoicie. Oferuje informacje często pomijane, nieobecne w oficjalnych relacjach, za to żywo dyskutowane w terenie, na gorąco, w zaciszu redakcji i zaufanym gronie. A także takie, które odbierają korespondentom spokój, które woleliby zapomnieć. W rozmowach powracają te same nazwiska, kolegów i koleżanek z branży, te same anegdoty, pojawiające się także w podobnych tytułach***.
Jeśli kogoś ciekawi, jak wygląda pozyskiwanie informacji w terenie, gospodarowanie czasem, kontakty z fikserami i dobór tematów, co w pracy korespondentów jest trudne, za co kochają swoją pracę, książka przypadnie mu do gustu.
Obecnie, kiedy technika pozwala na przesyłanie materiałów bezpośrednio, przez naocznych świadków i strony konfliktu, dzięki internetowi i lepszym zasięgom telefonii komórkowej, upowszechnieniu smartfonów, informacje zbiera się inaczej. Zawód korespondenta nie upadł, wiele zostało po staremu, ale dziś każdy może upublicznić swoją relację, i nikt nie jest skazany na serwisy informacyjne. Książka podsumowuje pewien etap, od 1989 do ok. 2010****.
„[…] chcieliśmy zebrać w jednym miejscu relacje różnych ludzi, z różnymi doświadczeniami zawodowymi, spostrzeżeniami, a przede wszystkim pokazać ciekawych dziennikarzy, operatorów, fotoreporterów, którym dane było przeżyć więcej niż innym i którzy mieli wpływ na to, jak kolejne wojny i konflikty postrzegane były przez społeczeństwo” (str. 381-382).
Kulisy pracy korespondentów: gorące momenty i wyjazdowa rutyna. Ogólny odbiór: 7/10.
________________
* Gdyby Radosław Sikorski (1963) publikował w latach 80. po polsku, poszerzyłby to grono dzięki swojej korespondencji z Afganistanu.
** Mimo obróbki, wypowiedzi ustne nie będą nigdy tak przemyślane jak forma pisemna. Wyjątkowo dobrze wypada tekst poświęcony Jagielskiemu. Dobrze czyta się też reportaż o Wiernikowskiej, choć jej wypowiedzi są absurdalne.
*** Np. (zestawienie subiektywne): Wojna jest zawsze przegrana. Polscy reporterzy wojenni opowiadają o tym, czego do tej pory nie ujawniali – Honorata Zapaśnik (2019); Kruchy lód. Dziennikarze na wojnie – Anna Wojtacha (2012); Wesoły rajski ptak. Ostatnia rozmowa. Artykuły. Wywiady – Wiktor Bater, Jarema Jamrożek, Izolda Kiec (2022); Dziwny jest ten świat. Opowieść o Waldemarze Milewiczu – Honorata Zapaśnik (2021); ciekawe uwagi znalazły się też w Nowym wspaniałym Iraku (2012) reportera Gazety Wyborczej, Mariusza Zawadzkiego.
**** Powstała na krótko przed datą wydania. „W Syrii [od 2011] ginęli ludzie, na Ukrainie powoli zapełniał się Majdan [2013-2014] i z każdego z tych miejsc słali swoje relacje reporterzy. Szybko znaleźliśmy rozmówców [na potrzeby planowanego artykułu] i równie szybko okazało się, że mamy problem” (str. 381) – nadmiar materiału, stąd rozwinięcie w formie książkowej. Wojciech Rogacin (1968) ma w projekcie rolę podwójną – jest zarazem bohaterem jak i autorem; Dorota Kowalska (19??) nie jeździła na wojny.
•
BOHATEROWIE (in order of appearance):
Jacek Czarnecki (1963) [wywiad]
Maria Wiernikowska (1955) [wywiad wtopiony w reportaż]
Krzysztof Miller (1962-2016) [wywiad]
Artur Łukaszewicz (19??) [alfabet operatora (garść monologów)]
Wiktor Bater (1966-1920) [reportaż biograficzny]
Radosław Kietliński (1974) [rozmowa z Wojciechem Rogacinem]
Wojciech Rogacin (1968) [dziennik z wyjazdów: Kuwejt i Irak, 2003-2004]
Miłada Jędrysik (19??) [wywiad]
Waldemar Milewicz (1956-2004) [reportaż]
Piotr Górecki (19??) [wywiad]
Wojciech Jagielski (1960) [reportaż]
O tym, jak bardzo obciążające są wyjazdy w strefy konfliktów, jak mocno sprzyjają uzależnieniom, świadczą przykłady Krzysztofa Millera i Wiktora Batera, których już z nami nie ma*. Ten pierwszy popełnił samobójstwo, co do drugiego, nie upubliczniono jednoznacznej informacji, ale wiele na to wskazuje.
________________
* Sylwetka Krzysztofa Millera, tekst Joanny Kinowskiej (2018): https://culture.pl/pl/tworca/krzysztof-miller
Izolda Kiec, Jarema Jamrożek "Wiktor Bater. Wesoły rajski ptak". [2022]
https://www.youtube.com/watch?v=lw1V_-nkCI8
•
UWAGI (wyd. I z 2014):
Rozdział drugi: Maria Wiernikowska. Rozmowa przy włączonym telewizorze, w tle kadry z Euromajdanu, trwają walki z milicją, media donoszą o ofiarach śmiertelnych (2013-2014). Siłą rzeczy, protesty stają się jednym z tematów wywiadu, podczas którego padają kontrowersyjne zdania:
„Po krwawych zamieszkach na kijowskim Majdanie [Maria Wiernikowska] stwierdziła, że Rosja ma sporo racji, powtarzając, iż był to siłowy zamach stanu” (str. 76).
Ukraińcy nie obalali rządu. Janukowycz, wbrew wcześniejszym deklaracjom, nie podpisał umowy stowarzyszeniowej z UE, czym zawiódł oczekiwania społeczne; pokojowy protest studentów skończył się milicyjnym oklepem (2013),a to tylko wzmogło negatywne nastroje (warto mieć na uwadze, że studia zaczyna się tam w wieku 17 lat – pobito zatem dzieciaki). Protestujący domagali się integracji z Zachodem: poprawy stanu materialnego, lepszych perspektyw, wyrugowania korupcji i rządów prawa. Finalnie otworzono do nich ogień, co w demokratycznych państwach się nie zdarza.
„Na Ukrainie, w momencie kiedy oni wchodzą do koszar czy magazynów po broń, to już jest zalążek wojny domowej” (str. 79).
Nic takiego nie miało miejsce. To jest jakaś alternatywna rzeczywistość, narracja rodem z Russia Today. Zazwyczaj takie bzdury piszą anonimowi, internetowi pieniacze i ruskie trolle.
„A ci, którzy stoją w tych hełmach, z ukradzionymi, zdobytymi gdzieś być może karabinami, to co? Oni są lepsi? Bo co? Z tej strony też padały strzały” (str. 89).
Były jakieś epizodyczne sytuacje użycia broni palnej przez demonstrujących, ale to formacje wierne prezydentowi strzelały do protestujących jak do kaczek. Mamy tutaj bardzo niepokojący, emocjonalny tryb przypuszczający, który nie odnosi się do faktów.
„Ja na przykład to, co widzę na tym obrazie z Ukrainy [w mediach], rozumiem kompletnie inaczej, niż tłumaczą to w tej chwili moi koledzy. Bo próbują mi wcisnąć, że trwa jakaś wolnościowa walka o pokój. To samo wciskali mi przez całą komunę. Mówili, że walczymy o pokój. A to jest wojna” (str. 98).
Nikt w polskich mediach tak o tym nie mówił. Ukraińcy protestowali, bo nie chcieli być dłużej lennikami Moskwy. Mieli dość Janukowycza, jego kliki i kantów, tego co działo się w milicji, w sądach, na rynku pracy. Nikt nie sposobił się do wojny. Jeśli używano siły, to aby odeprzeć ataki milicji i Berkutu – formacji specjalnej podległej MSW. Owszem, zajmowano placówki publiczne, ale były one publiczne tylko z nazwy, bo tak naprawdę były częścią systemu. A ten system nie działał na rzecz obywateli. Niektórzy protestujący byli porywani i mordowani przez służby wierne prezydentowi.
Polskie media, praktycznie od początku, solidaryzowały się z Ukraińcami, i przez długi czas był to temat numer jeden. Na ogół Polacy dobrze rozumieli sytuację i nie trzeba im było niczego tłumaczyć, sami dochodzili do oczywistych wniosków. Tymczasem Wiernikowska powiela narrację Kremla, a jest w tym wyjątkowo napastliwa i niemerytoryczna, choć z tego co mówi w innych miejscach, śledziła doniesienia długo i na różnych kanałach. To, że dochodzi do takich wniosków, jest wysoce niepokojące.
Rozdział czwarty: w tekście pojawia się uśmiechnięty emotikon [:-)] (trzykrotnie). Gdyby nie informacja, że rozmówca się śmieje, zapisana kursywą (str. 151),można by dojść do wniosku, że to odpowiedzi mailowe (a może częściowo tak jest?).
Rozdział piąty: str. 170 – „Przeprowadzili się z mamą do domu na peryferiach Warszawy” – Wiktor Bater, jako dziecko, przeniósł się do Izabelina (czyli pod Warszawę, poza granice administracyjne stolicy) [Nazwa dotyczy dwóch miejscowości: Izabelina B i C, dawniej był jeszcze Izabelin A; formalnie, z braku sensowniejszej klasyfikacji, jest to wieś, ale faktycznie duże osiedle przy Puszczy Kampinoskiej]; str. 171-173 – charakterystyka Natalii jest niespójna (sprzeczna),a do narracji wkrada się chaos; str. 177 i 178 – „Pojechał na miesiąc, został trzy, skończyły mu się pieniądze” oraz „Zarabiał tyle kasy, że wrócił do Niemiec dopiero po trzech miesiącach […]” – w pierwszym zdaniu czytelnik dowiaduje się, że po trzech miesiącach był spłukany, w drugim, że tak dobrze zarabiał, że jego pobyt przeciągnął się do trzech miesięcy; str. 182 – „do MDM-u” – albo „na MDM (Marszałkowską Dzielnicę Mieszkaniową),albo „do Hotelu MDM”.
Rozdział dziewiąty: str. 333 – „Mieszkał w podwarszawskim Międzylesiu […]” – informacja jak z Radia Erewań... Milewicz miał dom w Miedzeszynie, który tak jak Międzylesie, znajduje się w warszawskim Wawrze. Oba na M. Pomylono i osiedle, i lokalizację.
Rozdział dziesiąty: str. 340 – „byliśmy w Kosowie w Macedonii” – mówi Górecki, dalej jest o uchodźcach z Kosowa, zatem przebywali w Macedonii (może też być mowa o historycznym Kosowie, po macedońskiej stronie granicy, a może chodzi o jakąś wioskę?)... błąd przy spisywaniu nagrania?; str. 345 – „wychodzą kontyngenty zachodnich wojsk, rejon wraca do lat osiemdziesiątych. Wojtek Jagielski będzie tam znowu jeździł i wydawał kolejne książki” – Modlitwa o deszcz (2002) dotyczyła burzliwego okresu po ‘89, który poprzedził wymarsz wojsk sowieckich; zatem chodzi o lata 90.
UWAGI TECHNICZNE: str. 137 – Brat Pitt (Brad Pitt); str. 151 – żona (żoną); str. 184 – „o mały włos [a] dał [by] się zabić” (pominięte „a” i „by”); str. 199 – as-Sadrem i As-Sadra (niekonsekwencja w formie zapisu); str. 235 – tą torbę (tu: tą torbą); str. 275-276 – „Dłużej niż od wybuchu wojny nie wyszła z domu sama” (Nie wyszła z domu sama na dłużej od wybuchu wojny? Od wybuchu wojny nie wyszła z domu sama? Dłużej nie siedziała w domu nigdy, z uwagi na wojnę?); str. 290 – patroluje (tu: kontroluje); str. 344 – nie dobrze (niedobrze?).
•
Dla zainteresowanych światem, słuchaczy autorskich audycji wędrujących na falach Radiostacji, Radia Jazz, Bis i Kampus, w rodzaju Masali Maxa Cegielskiego lub programów puszczanych w sobotnim paśmie TOK FM (w latach dwutysięcznych):
DZIAŁ ZAGRANICZNY:
https://open.spotify.com/show/7iyTVDyRmiGgNZsnU14dOs
PODKAST OŚRODKA STUDIÓW WSCHODNICH NA SPOTIFY:
https://open.spotify.com/show/4rlctzUjrEtXKZM8Hd8gwO
KANAŁ OSW NA YT:
https://www.youtube.com/@OSWOsrodekStudiowWschodnich/videos
PODRÓŻ BEZ PASZPORTU:
https://open.spotify.com/show/1wSVEXCW0lXN5nMP2kwrDd
BRZMIENIE ŚWIATA Z LOTU DROZDA:
https://open.spotify.com/show/56Bt6ZA1QTfsn8IhAeazyk
PO PROSTU WSCHÓD:
https://open.spotify.com/show/5xaN4ZP3IM30iotmn4vjm7
Jeśli ktoś preferuje odsłuch off-line, tutaj może pobrać mp3: https://www.podkasty.info/ (jest wyszukiwarka). Istnieje też możliwość pozyskania nagrań z YouTube poprzez https://pl.savefrom.net/172/ i przekonwertowania na mp3 programem typu Format Factory (https://www.dobreprogramy.pl/formatfactory,program,windows,6628594429368449).
OPINIE i DYSKUSJE o książce Rzeź wołyńska. Pamięć piekła
Książkę A. Ławskiego (R. Glejzera) czyta się dobrze. Lektura jest łatwa i przyjemna, a więc można poręczny tomik zabrać w daleką podróż pociągiem lub autobusem, albo jeszcze lepiej - poczytać sobie przed snem. Taka silnie spopularyzowana poprzez beletrystykę prawdziwa historia ma swoje mocne strony – może ktoś przeczytawszy pracę A. Ławskiego zainteresuje się tym wydarzeniem i sięgnie po bardziej naukowe opracowania dotyczące Rzezi Wołyńskiej. Wysoko oceniam pracę redakcji – żadne błędy nie rzuciły mi się w oczy. Bardzo ładna, przyciągająca wzrok, jest również ilustracja na okładce książki. Książka choć w miękkiej okładce i z klejonymi stronami, daje wrażenie solidności wydania.
Trochę krytycznie oceniam sam koniec książki. W pewnym miejscu pracy wątki zaczęły się jakby wyciszać, aż do ostatniego zdania. Ale i tak nie wiemy, jak poradził sobie p. Józef z chorobą, i jak swoje sprawy sercowe unormował pierwszy narrator. Dla mnie zakończenie pozostawiało pewien niedosyt, ale może to celowy zabieg autora? Może nastąpi ciąg dalszy Rzezi Wołyńskiej?
(https://historia.org.pl/2015/04/26/rzez-wolynska-pamiec-piekla-a-lawski-recenzja/)
Książkę A. Ławskiego (R. Glejzera) czyta się dobrze. Lektura jest łatwa i przyjemna, a więc można poręczny tomik zabrać w daleką podróż pociągiem lub autobusem, albo jeszcze lepiej - poczytać sobie przed snem. Taka silnie spopularyzowana poprzez beletrystykę prawdziwa historia ma swoje mocne strony – może ktoś przeczytawszy pracę A. Ławskiego zainteresuje się tym...
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toPo samym tytule oczekiwałem czegoś innego. a więcej się dowiedziałem o polowaniach na dziki i bażanty...
Po samym tytule oczekiwałem czegoś innego. a więcej się dowiedziałem o polowaniach na dziki i bażanty...
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toMuszę przyznać, iż jestem rozczarowana książką. Spodziewałam się czegoś, co głęboko zapadnie mi w psychikę, a tymczasem czuję wielki niedosyt. Książki, które nawiązują do rzezi wołyńskiej są mi niezwykle bliskie z tego względu, że tam zostali pomordowani moi przodkowie przez Bandy UPA. Tym bardziej z wielkim zaciekawieniem sięgam po książki w tym temacie.
Kiedy zobaczyłam okładkę książki, a zwłaszcza jej tytuł, pomyślałam - koniecznie muszę przeczytać - może dowiem się czegoś nowego. Jednakże już przeczytawszy niniejszą pozycję zastanawiam się czy, aby na pewno tytuł jest adekwatny do treści powieści? Oprócz tego, że mamy trochę wspominek o Wołyniu, to reszta powieści opowiada o karierze bohatera w Ludowym Wojsku, a całość przeplatana jest wątkiem łowieckim, który nie ma nic wspólnego z tytułem i który ewidentnie nie pasuje do tej książki.
Czytelnik sięgając po książkę, nie ma ochoty czytać o życiu autora, czy też o karierze Józefa. Czytelnik sięgając po tę książkę, pragnie zastać brutalnej i prawdziwej wiedzy na temat tego, co bandy UPA dokonali na Polakach, do jak makabrycznych rzeczy byli w stanie się posunąć, by zniszczyć każdego naszego rodaka. To jest temat o którym powinno się mówić, o tym nie można zapomnieć.
Liczyłam, że książka będzie bardzo emocjonująca, a zastałam nudną, nic nie wartą powieść. Język, którym posługuje się autor zostawia wiele do życzenia, widać, że jest amatorski. Nie zastałam w tej książce makabrycznych scen, przyprawiających mnie o dreszcze, czy też wyciskających łez z oczu. Zastałam, że się tak wyrażę nudną jak flaki z olejem powieść, nic nie wnoszącą do mojego życia.
"Przytulili się do siebie, całował jej ciało, pieścił jej młode piersi, kochali się."
Kiedy miejsce miała rzeź wołyńska, moja babcia była małą dziewczynką, której udało się ją przeżyć. Opowiadając po wielu latach o losach swoich bliskich, człowiek odczuwał sobą każdą tą scenę, która wnosiła do serca wiele cierpienia, wręcz przeżywał ją razem z nią.
Jedno jest pewne. Ludzie, którym udało się przeżyć te tragiczne wydarzenia, już na zawsze w swej psychice będą miały obraz tamtych dni. Tego nie da się wymazać, tego nie da się zapomnieć, z tym trzeba żyć.
"Oczekiwanie jak przed walką. Nie wiadomo, jak się ona potoczy, nikt nie myśli, czy przeżyje. Każdy z nas stracił rodzinę i bliskich. Ludzie są bardzo zdeterminowani. Nie ma mowy o strachu, jest chęć zemsty na mordercach. Nie będzie żadnej litości."
Reasumując Rzeź Wołyńska. Pamięć piekła to powieść, która niewiele ma wspólnego z tytułem. Jest mi niezmiernie przykro, że muszę dać tak niską ocenę, ale niestety na inną moim zdaniem nie zasługuje. Spodziewałam się wielu emocji podczas czytania, a tymczasem otrzymałam pozbawioną uczuć, wręcz oschłą historię z życia samego autora przeplataną opowieściami o karierze i życiu intymnym pana Józefa. Szczerze odradzam zasięgnięcia po tę pozycję.
czytaninka.blogspot.com
Muszę przyznać, iż jestem rozczarowana książką. Spodziewałam się czegoś, co głęboko zapadnie mi w psychikę, a tymczasem czuję wielki niedosyt. Książki, które nawiązują do rzezi wołyńskiej są mi niezwykle bliskie z tego względu, że tam zostali pomordowani moi przodkowie przez Bandy UPA. Tym bardziej z wielkim zaciekawieniem sięgam po książki w tym temacie.
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toKiedy zobaczyłam...
Beznamiętnie napisana powieść Aleksandra Ławskiego - "Rzeź wołyńska. Pamięć piekła" jest książką, która mnie rozczarowała. Są to wspomnienia emerytowanego oficera Ludowego Wojska Polskiego, wcześniej żołnierza 27. Wołyńskiej Piechoty Armii Krajowej, poźniej czynnego uczestnika Akcji Wisła - pana Józefa, przeplatane scenami rodzajowymi z polowań w czasach nam współczesnych, w których uczestniczy wraz z autorem niniejszej opowieści.
Oschły sposób opowiadania o tym, co działo się na Wołyniu, w czasach sukcesywnych rzezi dokonywanych na Polakach przez UPA, kłóci się z tym, co nasuwa wyobraźnia.
Peerelowskie dzieje pana Józefa, robiącego karierę w LWP i jego życie intymne, są nudne jak przysłowiowe flaki z olejem. Podobnie jak rozdziały dotyczące samego Aleksandra Ławskiego, czyli autora przez duże AU.
Przekonywanie czytelnika o tym jak szlachetne są polowania i jak wielkoduszni są myśliwi doprowadza mnie do mdłości. A już zestawienie mordowania ludzi i zabijania dla rozrywki zwierząt...
A tyle jest dobrych książek. Lekturę tejże powieści odradzam.
Beznamiętnie napisana powieść Aleksandra Ławskiego - "Rzeź wołyńska. Pamięć piekła" jest książką, która mnie rozczarowała. Są to wspomnienia emerytowanego oficera Ludowego Wojska Polskiego, wcześniej żołnierza 27. Wołyńskiej Piechoty Armii Krajowej, poźniej czynnego uczestnika Akcji Wisła - pana Józefa, przeplatane scenami rodzajowymi z polowań w czasach nam współczesnych,...
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toZ coraz większym zainteresowaniem sięgam do książek dotyczących problematyki stosunków polsko-ukraińskich na dawnych Kresach Wschodnich RP. Bierze się to prawdopodobnie z tego, że moi rodzice pochodzą z tamtych stron; tam się urodzili, tam spędzili dzieciństwo i młodość, tam zastała ich wojna. Nigdy jednak nie słyszałam z ich ust, jako bezpośrednich świadków, o mordach dokonywanych przez nacjonalistów ukraińskich na ludności polskiej. Owszem, mówiono o tym, ale sami tego nie doświadczyli ani oni, ani ich bliscy.
"Rzeź wołyńska" nie jest tak wstrząsająca, nie zawiera tak drastycznych opisów bestialstwa jak "Strach", ale pokazuje i uzmysławia, jak te zdarzenia sprzed ponad 70 lat tkwią głęboko w psychice i pamięci tych, którzy to przeżyli.
Autor przyjął w swej książce konwencję wspomnień, snutych podczas polowań przez Józefa Golina, urodzonego na Wołyniu, który był świadkiem mordowania mieszkańców polskich wsi, który opowiada o organizowaniu oporu przeciwko ukraińskim nacjonalistom, konieczności rozstania się z matką i braćmi, pierwszej miłości, śmierci ojca, walkach w 27 Wołyńskiej Dywizji Piechoty AK, służbie w Wojsku Polskim oraz konsekwencji, wynikających z jego przeszłości.
Wspomnienia to tylko niewielka część książki; wokół toczy się normalne życie, tak Józefa jak i współtowarzysza polowań i słuchacza wspomnień. Całość nie najgorsza, ale po tytule spodziewałam się czegoś innego. Niemniej czyta się zupełnie dobrze.
Z coraz większym zainteresowaniem sięgam do książek dotyczących problematyki stosunków polsko-ukraińskich na dawnych Kresach Wschodnich RP. Bierze się to prawdopodobnie z tego, że moi rodzice pochodzą z tamtych stron; tam się urodzili, tam spędzili dzieciństwo i młodość, tam zastała ich wojna. Nigdy jednak nie słyszałam z ich ust, jako bezpośrednich świadków, o mordach...
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to