rozwińzwiń

Rzeź wołyńska. Pamięć piekła

Okładka książki Rzeź wołyńska. Pamięć piekła autorstwa Aleksander Ławski
Okładka książki Rzeź wołyńska. Pamięć piekła autorstwa Aleksander Ławski
Aleksander Ławski Wydawnictwo: Novae Res reportaż
208 str. 3 godz. 28 min.
Kategoria:
reportaż
Format:
papier
Data wydania:
2014-10-10
Data 1. wyd. pol.:
2014-10-10
Liczba stron:
208
Czas czytania
3 godz. 28 min.
Język:
polski
ISBN:
9788379423316
Czy pamięć o dokonanym dawno temu ludobójstwie pozwoli dziś ułożyć relacje z ukraińskimi sąsiadami? Czy nie stanie się przeszkodą w pomocy tym, których przodkowie pomagali Polakom?
Czy wystarczy wspomnienie tych, którzy zapłacili za to własnym życiem?

II wojna światowa. Józef, syn polskiego legionisty, kończy gimnazjum, przeżywa pierwszą miłość i pierwsze nadzieje.

Jednak wojna i narastające nastroje nacjonalistyczne nie sprzyjają realizacji młodzieńczych planów. Romantyczna sceneria zmysłowej inicjacji dwojga młodych kochanków myli – w tle rozgrywa się bowiem rzeź wołyńska.

Mordy na mieszkańcach polskich wiosek dokonywane przez bandy UPA, odwetowe akcje Armii Krajowej, tragiczny pochód przez Ziemię Wołyńską – wszystko to na zawsze naznaczy losy głównego bohatera, który dziś, prowokowany do zwierzeń, snuje swą przynoszącą ulgę opowieść.
Średnia ocen
5,2 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Rzeź wołyńska. Pamięć piekła w ulubionej księgarniiPorównywarka z najlepszymi ofertami księgarń W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl. Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki. Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oceny książki Rzeź wołyńska. Pamięć piekła

Średnia ocen
5,2 / 10
16 ocen
Twoja ocena
0 / 10

OPINIE i DYSKUSJE o książce Rzeź wołyńska. Pamięć piekła

avatar
355
174

Na półkach:

Książkę A. Ławskiego (R. Glejzera) czyta się dobrze. Lektura jest łatwa i przyjemna, a więc można poręczny tomik zabrać w daleką podróż pociągiem lub autobusem, albo jeszcze lepiej - poczytać sobie przed snem. Taka silnie spopularyzowana poprzez beletrystykę prawdziwa historia ma swoje mocne strony – może ktoś przeczytawszy pracę A. Ławskiego zainteresuje się tym wydarzeniem i sięgnie po bardziej naukowe opracowania dotyczące Rzezi Wołyńskiej. Wysoko oceniam pracę redakcji – żadne błędy nie rzuciły mi się w oczy. Bardzo ładna, przyciągająca wzrok, jest również ilustracja na okładce książki. Książka choć w miękkiej okładce i z klejonymi stronami, daje wrażenie solidności wydania.
Trochę krytycznie oceniam sam koniec książki. W pewnym miejscu pracy wątki zaczęły się jakby wyciszać, aż do ostatniego zdania. Ale i tak nie wiemy, jak poradził sobie p. Józef z chorobą, i jak swoje sprawy sercowe unormował pierwszy narrator. Dla mnie zakończenie pozostawiało pewien niedosyt, ale może to celowy zabieg autora? Może nastąpi ciąg dalszy Rzezi Wołyńskiej?
(https://historia.org.pl/2015/04/26/rzez-wolynska-pamiec-piekla-a-lawski-recenzja/)

Książkę A. Ławskiego (R. Glejzera) czyta się dobrze. Lektura jest łatwa i przyjemna, a więc można poręczny tomik zabrać w daleką podróż pociągiem lub autobusem, albo jeszcze lepiej - poczytać sobie przed snem. Taka silnie spopularyzowana poprzez beletrystykę prawdziwa historia ma swoje mocne strony – może ktoś przeczytawszy pracę A. Ławskiego zainteresuje się tym...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
465
306

Na półkach:

Po samym tytule oczekiwałem czegoś innego. a więcej się dowiedziałem o polowaniach na dziki i bażanty...

Po samym tytule oczekiwałem czegoś innego. a więcej się dowiedziałem o polowaniach na dziki i bażanty...

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
1049
964

Na półkach: , , ,

Muszę przyznać, iż jestem rozczarowana książką. Spodziewałam się czegoś, co głęboko zapadnie mi w psychikę, a tymczasem czuję wielki niedosyt. Książki, które nawiązują do rzezi wołyńskiej są mi niezwykle bliskie z tego względu, że tam zostali pomordowani moi przodkowie przez Bandy UPA. Tym bardziej z wielkim zaciekawieniem sięgam po książki w tym temacie.

Kiedy zobaczyłam okładkę książki, a zwłaszcza jej tytuł, pomyślałam - koniecznie muszę przeczytać - może dowiem się czegoś nowego. Jednakże już przeczytawszy niniejszą pozycję zastanawiam się czy, aby na pewno tytuł jest adekwatny do treści powieści? Oprócz tego, że mamy trochę wspominek o Wołyniu, to reszta powieści opowiada o karierze bohatera w Ludowym Wojsku, a całość przeplatana jest wątkiem łowieckim, który nie ma nic wspólnego z tytułem i który ewidentnie nie pasuje do tej książki.

Czytelnik sięgając po książkę, nie ma ochoty czytać o życiu autora, czy też o karierze Józefa. Czytelnik sięgając po tę książkę, pragnie zastać brutalnej i prawdziwej wiedzy na temat tego, co bandy UPA dokonali na Polakach, do jak makabrycznych rzeczy byli w stanie się posunąć, by zniszczyć każdego naszego rodaka. To jest temat o którym powinno się mówić, o tym nie można zapomnieć.

Liczyłam, że książka będzie bardzo emocjonująca, a zastałam nudną, nic nie wartą powieść. Język, którym posługuje się autor zostawia wiele do życzenia, widać, że jest amatorski. Nie zastałam w tej książce makabrycznych scen, przyprawiających mnie o dreszcze, czy też wyciskających łez z oczu. Zastałam, że się tak wyrażę nudną jak flaki z olejem powieść, nic nie wnoszącą do mojego życia.

"Przytulili się do siebie, całował jej ciało, pieścił jej młode piersi, kochali się."

Kiedy miejsce miała rzeź wołyńska, moja babcia była małą dziewczynką, której udało się ją przeżyć. Opowiadając po wielu latach o losach swoich bliskich, człowiek odczuwał sobą każdą tą scenę, która wnosiła do serca wiele cierpienia, wręcz przeżywał ją razem z nią.

Jedno jest pewne. Ludzie, którym udało się przeżyć te tragiczne wydarzenia, już na zawsze w swej psychice będą miały obraz tamtych dni. Tego nie da się wymazać, tego nie da się zapomnieć, z tym trzeba żyć.

"Oczekiwanie jak przed walką. Nie wiadomo, jak się ona potoczy, nikt nie myśli, czy przeżyje. Każdy z nas stracił rodzinę i bliskich. Ludzie są bardzo zdeterminowani. Nie ma mowy o strachu, jest chęć zemsty na mordercach. Nie będzie żadnej litości."

Reasumując Rzeź Wołyńska. Pamięć piekła to powieść, która niewiele ma wspólnego z tytułem. Jest mi niezmiernie przykro, że muszę dać tak niską ocenę, ale niestety na inną moim zdaniem nie zasługuje. Spodziewałam się wielu emocji podczas czytania, a tymczasem otrzymałam pozbawioną uczuć, wręcz oschłą historię z życia samego autora przeplataną opowieściami o karierze i życiu intymnym pana Józefa. Szczerze odradzam zasięgnięcia po tę pozycję.

czytaninka.blogspot.com

Muszę przyznać, iż jestem rozczarowana książką. Spodziewałam się czegoś, co głęboko zapadnie mi w psychikę, a tymczasem czuję wielki niedosyt. Książki, które nawiązują do rzezi wołyńskiej są mi niezwykle bliskie z tego względu, że tam zostali pomordowani moi przodkowie przez Bandy UPA. Tym bardziej z wielkim zaciekawieniem sięgam po książki w tym temacie.

Kiedy zobaczyłam...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

56 użytkowników ma tytuł Rzeź wołyńska. Pamięć piekła na półkach głównych
  • 33
  • 22
  • 1
12 użytkowników ma tytuł Rzeź wołyńska. Pamięć piekła na półkach dodatkowych
  • 6
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1

Tagi i tematy do książki Rzeź wołyńska. Pamięć piekła

Inne książki autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Obserwator. Pogranicze polsko-ukraińskie w krwawych latach 1939–1947. Pożogi, ucieczki, przesiedlenia, echa Wołynia Józef Mroczkowski
Obserwator. Pogranicze polsko-ukraińskie w krwawych latach 1939–1947. Pożogi, ucieczki, przesiedlenia, echa Wołynia
Józef Mroczkowski
Uwielbiam dzienniki! Zwłaszcza z lat okupacji. Najlepiej osób nieznanych, cichych bohaterów dnia codziennego, ale jednocześnie reprezentatywnych dla określonej grupy społecznej. Dostarczają mi nie tyle wiedzy o tamtych czasach i ludziach próbujących je przeżyć, bo taką mogę zdobyć z książek historycznych, ile intensywnych emocji przekazywanych na bieżąco, na żywo. Niezmąconych upływem czasu i niezatartych słabością pamięci tak, jak w przypadku spisywanych wspomnień po latach. Takie pośrednie uczestnictwo w tam i wtedy nabiera dla mnie bardzo realnego wymiaru na płaszczyźnie emocjonalnej. Niemalże fizycznego dotyku ówczesnych realiów. Takie „żywe” lektury uczą mnie pokory i oduczają ocen postaw i zachowań ludzi zmagających się z wojenną rzeczywistością. Poznałam ją już oczami dziecka, czytając "Pamiętnik Dawida Rubinowicza" czy "Pamiętnik i inne pisma z getta" – lekarza, pedagoga i Żyda uwięzionego w getcie, Janusza Korczaka. Tym razem miałam przed sobą okupację widzianą oczami katolickiego księdza. Wikariusza w oleszyckim kościele. W niewielkiej miejscowości niedaleko Lubaczowa, której położenie geograficzne odnalazłam na dołączonej mapce, bardzo pomocnej w wędrówce po okolicznych wsiach i miastach. Już sama historia drogi publikacji dziennika była bardzo ciekawa. Być może nie dane byłoby mi go poznać, gdyby nie konkurs ogłoszony przez Ośrodek Karta skierowany do uczniów szkół średnich. A ponieważ od połowy lat 90. zapiski księdza "zaczęły krążyć w formie kserokopii w Oleszycach i okolicy", uczennice lubaczowskiego liceum wraz z opiekunem odczytali kronikę z rękopisu i posłali końcowy fragment na konkurs. Obecna publikacja po raz pierwszy zawiera całościowo tekst kroniki oleszyckiej. Tyle dowiedziałam się z pierwszego rozdziału Od Karty. O samym księdzu i miejscowości dopiero w Posłowiu. Niewielkim miasteczku położonym w newralgicznym punkcie blisko ukraińskiej granicy (dziś w województwie podkarpackim, a w okresie międzywojennym we lwowskim),a przez to będącej polem walki, dosłownie i w przenośni, dla ścierających się wówczas politycznych interesów Niemiec i ZSRR. Przygranicznej miejscowości zróżnicowanej pod względem narodowościowym, religijnym i ekonomicznym, której mieszkańcy przeżyli okupację najpierw sowiecką, potem niemiecką, a na koniec socjalistyczne umacnianie się władzy ludowej. Czas wzajemnych mordów, walki zbrojnej i ideologicznej o umysły lub dusze, grabieży, pacyfikacji, wysiedleń w okresie okupacji, ale i czasu niespokojnego, równie niebezpiecznego i niepewnego, na długo po zakończeniu II wojny światowej. Tym samym jest dokumentem i rzadkim świadectwem zachodzących przemian na wschodnich terenach przygranicznych widzianych od strony ich zwykłych mieszkańców. Pojęcia „dziennik” użyłam świadomie, mimo że tak naprawdę była to kronika parafialna. Jednak nie miała ona nic ze swoich założeń, bo autor, świadomy wyjątkowości czasów, w których przyszło mu żyć, tak uzasadnił to odstępstwo od formy – "Kronika powinna notować tylko zwięzłe, suche fakty zaszłe w danej miejscowości – ta księga ma raczej charakter pamiętnikarski, podaje nawet szczegóły wydarzeń, wnika w idee, przyczyny i wyciąga często wnioski. Dzieje się tak dlatego, że są to czasy i wydarzenia wyjątkowe, pomysły i wielce bezprzykładne, nieraz trudne do uwierzenia, i nieprawdopodobne. Szkoda by więc było, aby one przepaść miały w niepamięć potomnych, skoro istnieją chęci po temu, aby je utrwalić na piśmie. Czynię więc zadość mej powinności plotkarskiej snując […] baśń wydarzeń lokalnych, skrojonych może banalnie, lecz mieszczących w sobie fakty na miarę historyczną". I to wszystko było w tej kronice, a dla mnie dzienniku spisywanym na bieżąco. Czasami dzień po dniu, czasami z kilkudniowymi lub dłuższymi przerwami, w postaci obszernej notatki lub lakonicznego, krótkiego zdania, obejmujące lata od września 1939 do sierpnia 1947 roku. Było w nim samo życie. Samych duchownych (autora, proboszcza i ich przełożonych),wiernych Kościoła katolickiego, ale i Żydów, Ukraińców i pozostałych Polaków innych religii. Opisy zmian w ich postawach i przekonaniach ideologicznych zachodzących i zmieniających się w zależności od rozwoju sytuacji politycznej i aktualnego okupanta; sytuacji demograficznej od, jak sam ujął to filozoficznie autor, posługując się łaciną, "exodus judeorum" do "exodus ukrainorum"; postawy moralnej odnotowując – "Gruchnęła wieść, że w Oleszycach jest już jedenaście dziwek zarażonych wenerycznie" ; psychicznej kondycji ludności pisząc – "Nad narodem zapanował niepodzielnie strach. Jest to tak silne uczucie, że niektórym odejmuje władzę woli i zdrowej decyzji", a także swojej, prosząc Boga "o jedno: aby mi odebrał wrażliwość i czucie ludzkie, aby mnie uczynił kamieniem nieczułym na te potworne zdarzenia, na które patrzeć muszę". Ten ostatni aspekt odczułam najbardziej. Wiele w dzienniku, pomimo narracji zewnętrznej przechodzącej w pierwszoosobową, gdy do głosu dochodziły emocje i osobiste poglądy – opinii, krytyki, ocen, podsumowań moralnych z przytaczanymi nazwiskami konkretnych osób i niejednokrotnie podbudowanych niechęcią, jeśli nie nienawiścią rasową, którą odczytywałam w takich sformułowaniach – "bezczelne plugawe Żydy" lub narodowościową – "tym mętom na imię Ukraińcy". Dzisiaj bulwersującymi i bardzo niepoprawnymi politycznie. Jednak mimo tego nastawienia miłosierdzie brało górę, każąc pochować zamordowaną przez swoich Ukrainkę czy żołnierza na polecenie „rusko-polskiego” dowództwa. Jednak to, co wyłaniało się najwyraźniej i najsilniej z tego dziennika to chaos, niepewność, zagrożenie, strach, lęk i śmierć. Ta ostatnia wszechobecna. Jej powszechność i powszedniość przytłaczały mnie. A mimo to, ksiądz już w czasie powojennego „pokoju” napisał – "Obecnie w Oleszycach jest tak ciężko i denerwująco, że cała sześcioletnia okupacja wrogów wypada łaskawiej". Do takiego wniosku skłoniły go "wciąż świeże objawy wojennego zbrutalizowania, zdziczenia i gwałtu" oraz obrzydliwe metody umacniania się władzy ludowej – używając ówczesnej nomenklatury propagandy socjalistycznej. Nie wiem, co było gorsze dla księdza i współczesnych mu ludzi – wojna czy czasy „pokoju”, zwłaszcza że autor działał w strukturach AK i był systematycznie inwigilowany oraz nękany przez SB. Nic dziwnego, że zmarł nagle. Nie wytrzymało serce. Zabił go lęk, chociaż mało o nim pisał. Najczęściej w odniesieniu do innych i bardzo ogólnie – "Takiego lęku nie znają czasy pokoju!" Pozostało po nim cenne świadectwo świadka skrajnie trudnych, ekstremalnych czasów, a dla mnie jedna myśl wyniesiona z tej pożogi zła – znaczenie poczucia bezpieczeństwa, o którego nieocenionej wartości tak łatwo zapominam w moich czasach pokoju. Od 1989 roku już bez dwuznaczności cudzysłowu. naostrzuksiazki.pl
Maria Akida - awatar Maria Akida
oceniła na75 lat temu
Most. Tajna operacja przerzutu Żydów. Moskwa-Warszawa-Israel Dariusz Wilczak
Most. Tajna operacja przerzutu Żydów. Moskwa-Warszawa-Israel
Dariusz Wilczak
Kupując tę książkę spodziewałam się zapierającej dech w piersi historii tajnych negocjacji, akcji służb specjalnych i Bóg wie, czego jeszcze. Tak sugeruje tytuł: "Most.Tajna operacja przerzutu Żydów. Moska-Warszawa-Izrael" oraz opis zachęcający do zakupu. Treść nie jest zgodna z tytułem. Informacje, które można przeczytać w książce nie są tajne, ale są ciekawe. Moja ocena tego reportażu (bo tak chyba można to nazwać) jest bardzo dobra. Trochę relacji z rozmów z Bagsikiem i Gąsiorowskim, którzy jako właściciele ART-B współfinansowali operację Most, ponadto pochodzenie jednostki GROM (choć dzisiejsze tłumaczenie skrótu, który można znaleźć w internecie odbiega od tego początkowego),opis jawnych działań politycznych, które miały na celu pomoc w aliji. Potem historie kilku rodzin, które powróciły z terenów Rosji do Izraela. Trochę mało dla mnie było informacji o sytuacji w ZSRR w latach osiemdziesiątych, gdy jednocześnie wzmagał się antysemityzm i tendencje do ujawniania swojego pochodzenia żydowskiego wraz z powoływaniem do życia różnych organizacji społecznych, kulturalnych pielęgnujących kulturę żydowską itp. Historia biblijnego narodu wybranego jest niezwykle ciekawa, choć bardzo bolesna. Z zainteresowaniem wczytałam się w historie osób, które powróciły do Izraela. Jak przebiega adaptacja, lub jej brak. Można wywnioskować, że rosyjski komunizm niemal wytrzebił poczucie przynależności narodowej, spowodował zapomnienie kultury, zasad religijnych, znajomości pism, świąt... Prawie im się to udało. W momencie, gdy tliła się ostatnia iskierka, sytuacja polityczna zmieniła się tak, że Rosja pozwoliła im wyjechać, by budować na nowo swój kraj, który po wielu latach odzyskał niepodległość. "Pocieszajcie, pocieszajcie mój lud, mówi wasz Bóg! Mówcie do serca Jeruzalemu i wołajcie na nie, że dopełniła się jego niewola, że odpuszczona jest jego wina, bo orzymało z ręki Pana podwójną karę za wszystkie swoje grzechy". (Księga Izajasza 40,1)
RWR - awatar RWR
ocenił na85 lat temu
Dzieci Hitlera. Losy urodzonych w Lebensborn Dorothee Schmitz-Köster
Dzieci Hitlera. Losy urodzonych w Lebensborn
Dorothee Schmitz-Köster Tristan Vankann
„Dzieci Hitlera. Losy urodzonych w Lebensborn”. Niemiecka instytucja Lebensborn zwana „źródłem życia” została utworzona 1939 roku na mocy rozkazu Reichsführer-SS Heinricha Himmlera. Była ośrodkiem owianym złą sławą, piętnem i bezgranicznym milczeniem. Poprzez odpowiednią selekcję, miała przyczynić się do demograficznego wzrostu „aryjskiej rasy”. Jako instytucja, działała wręcz idealnie, posiadała własny urząd stanu cywilnego, archiwizowała metryki, wszelkiego rodzaju formularze dotyczące opinii matki, dziecka czy dalszej rodziny. Bardzo mocno chroniła anonimowość ojca dziecka, gdzie w akcie urodzenia wpisywano jedynie „ojciec dziecka uznał ojcostwo urzędowym dokumentem”. Metryka Lebensbornu opatrzona była swastyką, co w przyszłości uniemożliwiało zdobycie „normalnego” i prawnego dokumentu potwierdzającego urodzenie czy tożsamość. . Dzieci, które nie spełniały kryteriów selekcji, zakwalifikowane zostały jako „życie niegodne życia”, odsyłane do szpitali, a tam następnie poddawane badaniom zmierzającym do ich uśmiercenia. Tego typu celowa eutanazja dotyczyła dzieci z zespołem Downa, upośledzonych, z widocznymi wadami intelektualnymi i rozwojowymi. Odpowiadało to, „dostosowywaniu się do esesowskich kryteriów selekcji przyszłej elity” Trzeciej Rzeszy . W niniejszej publikacji znajdziemy dwadzieścia historii poświadczających urodzenie w Lebensborn. To opowieści ludzi już dojrzałych, którzy dopiero po latach zdecydowali się na odszukanie odpowiedzi na nurtujące ich pytania: kim jestem? kiedy się urodziłem/łam?, kim jest ojciec? Odpowiedzi wcale nie są jednoznaczne i nie przynoszą ukojenia. Nawet po latach, biologiczni rodzice nie chcą mieć kontaktu z dzieckiem. Niejednokrotnie w efekcie poszukiwań, okazywało się, że ojciec był nazistą a tym samym dziecko stawało się „własnością” SS. . Lebensborn jako „placówka opiekuńcza” przyniosła wstyd, chorobę sierocą, rozgoryczenie, permanentne milczenie. Dała jedynie wstyd i upokorzenie. Dożywotnio naznaczyła piętnem nazizmu.
Bożenka Wykurz - awatar Bożenka Wykurz
ocenił na74 lata temu
Korespondenci.pl Dorota Kowalska
Korespondenci.pl
Dorota Kowalska Wojciech Rogacin
(2014) Polscy dziennikarze wojenni – radiowi, prasowi, telewizyjni – fotoreporter i operator, urodzeni w drugiej połowie XX wieku, głównie w latach 60. i 70., dzielą się swoimi doświadczeniami z  wyjazdów do byłej Jugosławii, na Bliski Wschód, Kaukaz, do Czarnej Afryki i Afganistanu, oraz innych miejsc. Relacjonowali konflikt rozgrywające się w latach 90. i dwutysięcznych, goniąc Zachód i kształtując krajowe standardy. Wyjąwszy Ryszarda Kapuścińskiego (1932-2007),można ich uznać za pionierów polskiego dziennikarstwa wojennego*. Opowiadają o tym, jak wyglądała ich praca na początku, kiedy zostali rzuceni na głęboką wodę, o ograniczeniach technicznych i topniejących budżetach. O doświadczeniach trudnych i traumatycznych, lęku i zagrożeniu życia, relacjach między redakcjami, kolegami po fachu, wzajemnej pomocy oraz rywalizacji, stresie i stosunkach rodzinnych. Powracają dwa kamienie milowe: rok ‘89, upadek komuny – kiedy otwarto granice i wszystko się zaczęło, oraz 11 września [2001], zamach na WTC, skutkujący masowymi wyjazdami do krajów objętych interwencją wojsk Koalicji: Afganistanu i Iraku. Teksty mają różną formę – większość to wywiady i rozmowy. Prowadzone w nieformalnej, koleżeńskiej atmosferze, mają wyraźnie swobodny charakter – co jest ich wadą i zaletą. Czyta się je bardzo przyjemnie, niezależnie od wagi poruszanych tematów, nie są jednak dostatecznie pogłębione. Brakuje detali: dat, nazwisk, szerszego kontekstu. Niektóre realizowano w duecie, inne w cztery oczy. Odbiorcy nieznającemu dziennikarskiego żargonu, niezaznajomionemu z podstawami pracy reportera, będzie brakowało informacji dotyczących tzw. kuchni, które są dla rozmawiających oczywiste. Wypowiedzi są subiektywne, co do pewnych kwestii rozbieżne, ale na ogół zbliżone, podzielające zapatrywania na własną pracę, jej charakter, cele i obowiązki. Równie podobnie, wybrzmiewają w kwestiach wielkiej polityki (choć sądy te są często bardzo uproszczone). Od reszty, odstaje nieco tekst o Baterze, który w dużym stopniu dotyczy korzeni i lat młodzieńczych. Jeśli ktoś nie zna tych faktów z innych źródeł, będzie czytał z zaciekawieniem, jednak reportaż powinien być dłuższy, traktować szerzej o tym co działo w strefach konfliktu, pracy dla radia i kolejnych stacji. Tu, i w kilku innych miejscach, wkradły się pewne błędy merytoryczne. Literacko, książka nie jest wybitna**, ale wypada przyzwoicie. Oferuje informacje często pomijane, nieobecne w oficjalnych relacjach, za to żywo dyskutowane w terenie, na gorąco, w zaciszu redakcji i zaufanym gronie. A także takie, które odbierają korespondentom spokój, które woleliby zapomnieć. W rozmowach powracają te same nazwiska, kolegów i koleżanek z branży, te same anegdoty, pojawiające się także w podobnych tytułach***. Jeśli kogoś ciekawi, jak wygląda pozyskiwanie informacji w terenie, gospodarowanie czasem, kontakty z fikserami i dobór tematów, co w pracy korespondentów jest trudne, za co kochają swoją pracę, książka przypadnie mu do gustu. Obecnie, kiedy technika pozwala na przesyłanie materiałów bezpośrednio, przez naocznych świadków i strony konfliktu, dzięki internetowi i lepszym zasięgom telefonii komórkowej, upowszechnieniu smartfonów, informacje zbiera się inaczej. Zawód korespondenta nie upadł, wiele zostało po staremu, ale dziś każdy może upublicznić swoją relację, i nikt nie jest skazany na serwisy informacyjne. Książka podsumowuje pewien etap, od 1989 do ok. 2010****. „[…] chcieliśmy zebrać w jednym miejscu relacje różnych ludzi, z różnymi doświadczeniami zawodowymi, spostrzeżeniami, a przede wszystkim pokazać ciekawych dziennikarzy, operatorów, fotoreporterów, którym dane było przeżyć więcej niż innym i którzy mieli wpływ na to, jak kolejne wojny i konflikty postrzegane były przez społeczeństwo” (str. 381-382). Kulisy pracy korespondentów: gorące momenty i wyjazdowa rutyna. Ogólny odbiór: 7/10. ________________ * Gdyby Radosław Sikorski (1963) publikował w latach 80. po polsku, poszerzyłby to grono dzięki swojej korespondencji z Afganistanu. ** Mimo obróbki, wypowiedzi ustne nie będą nigdy tak przemyślane jak forma pisemna. Wyjątkowo dobrze wypada tekst poświęcony Jagielskiemu. Dobrze czyta się też reportaż o Wiernikowskiej, choć jej wypowiedzi są absurdalne. *** Np. (zestawienie subiektywne): Wojna jest zawsze przegrana. Polscy reporterzy wojenni opowiadają o tym, czego do tej pory nie ujawniali – Honorata Zapaśnik (2019); Kruchy lód. Dziennikarze na wojnie – Anna Wojtacha (2012); Wesoły rajski ptak. Ostatnia rozmowa. Artykuły. Wywiady – Wiktor Bater, Jarema Jamrożek, Izolda Kiec (2022); Dziwny jest ten świat. Opowieść o Waldemarze Milewiczu – Honorata Zapaśnik (2021); ciekawe uwagi znalazły się też w Nowym wspaniałym Iraku (2012) reportera Gazety Wyborczej, Mariusza Zawadzkiego. **** Powstała na krótko przed datą wydania. „W Syrii [od 2011] ginęli ludzie, na Ukrainie powoli zapełniał się Majdan [2013-2014] i z każdego z tych miejsc słali swoje relacje reporterzy. Szybko znaleźliśmy rozmówców [na potrzeby planowanego artykułu] i równie szybko okazało się, że mamy problem” (str. 381) – nadmiar materiału, stąd rozwinięcie w formie książkowej. Wojciech Rogacin (1968) ma w projekcie rolę podwójną – jest zarazem bohaterem jak i autorem; Dorota Kowalska (19??) nie jeździła na wojny. • BOHATEROWIE (in order of appearance): Jacek Czarnecki (1963) [wywiad] Maria Wiernikowska (1955) [wywiad wtopiony w reportaż] Krzysztof Miller (1962-2016) [wywiad] Artur Łukaszewicz (19??) [alfabet operatora (garść monologów)] Wiktor Bater (1966-1920) [reportaż biograficzny] Radosław Kietliński (1974) [rozmowa z Wojciechem Rogacinem] Wojciech Rogacin (1968) [dziennik z wyjazdów: Kuwejt i Irak, 2003-2004] Miłada Jędrysik (19??) [wywiad] Waldemar Milewicz (1956-2004) [reportaż] Piotr Górecki (19??) [wywiad] Wojciech Jagielski (1960) [reportaż] O tym, jak bardzo obciążające są wyjazdy w strefy konfliktów, jak mocno sprzyjają uzależnieniom, świadczą przykłady Krzysztofa Millera i Wiktora Batera, których już z nami nie ma*. Ten pierwszy popełnił samobójstwo, co do drugiego, nie upubliczniono jednoznacznej informacji, ale wiele na to wskazuje. ________________ * Sylwetka Krzysztofa Millera, tekst Joanny Kinowskiej (2018): https://culture.pl/pl/tworca/krzysztof-miller Izolda Kiec, Jarema Jamrożek "Wiktor Bater. Wesoły rajski ptak". [2022] https://www.youtube.com/watch?v=lw1V_-nkCI8 • UWAGI (wyd. I z 2014): Rozdział drugi: Maria Wiernikowska. Rozmowa przy włączonym telewizorze, w tle kadry z Euromajdanu, trwają walki z milicją, media donoszą o ofiarach śmiertelnych (2013-2014). Siłą rzeczy, protesty stają się jednym z tematów wywiadu, podczas którego padają kontrowersyjne zdania: „Po krwawych zamieszkach na kijowskim Majdanie [Maria Wiernikowska] stwierdziła, że Rosja ma sporo racji, powtarzając, iż był to siłowy zamach stanu” (str. 76). Ukraińcy nie obalali rządu. Janukowycz, wbrew wcześniejszym deklaracjom, nie podpisał umowy stowarzyszeniowej z UE, czym zawiódł oczekiwania społeczne; pokojowy protest studentów skończył się milicyjnym oklepem (2013),a to tylko wzmogło negatywne nastroje (warto mieć na uwadze, że studia zaczyna się tam w wieku 17 lat – pobito zatem dzieciaki). Protestujący domagali się integracji z Zachodem: poprawy stanu materialnego, lepszych perspektyw, wyrugowania korupcji i rządów prawa. Finalnie otworzono do nich ogień, co w demokratycznych państwach się nie zdarza. „Na Ukrainie, w momencie kiedy oni wchodzą do koszar czy magazynów po broń, to już jest zalążek wojny domowej” (str. 79). Nic takiego nie miało miejsce. To jest jakaś alternatywna rzeczywistość, narracja rodem z Russia Today. Zazwyczaj takie bzdury piszą anonimowi, internetowi pieniacze i ruskie trolle. „A ci, którzy stoją w tych hełmach, z ukradzionymi, zdobytymi gdzieś być może karabinami, to co? Oni są lepsi? Bo co? Z tej strony też padały strzały” (str. 89). Były jakieś epizodyczne sytuacje użycia broni palnej przez demonstrujących, ale to formacje wierne prezydentowi strzelały do protestujących jak do kaczek. Mamy tutaj bardzo niepokojący, emocjonalny tryb przypuszczający, który nie odnosi się do faktów. „Ja na przykład to, co widzę na tym obrazie z Ukrainy [w mediach], rozumiem kompletnie inaczej, niż tłumaczą to w tej chwili moi koledzy. Bo próbują mi wcisnąć, że trwa jakaś wolnościowa walka o pokój. To samo wciskali mi przez całą komunę. Mówili, że walczymy o pokój. A to jest wojna” (str. 98). Nikt w polskich mediach tak o tym nie mówił. Ukraińcy protestowali, bo nie chcieli być dłużej lennikami Moskwy. Mieli dość Janukowycza, jego kliki i kantów, tego co działo się w milicji, w sądach, na rynku pracy. Nikt nie sposobił się do wojny. Jeśli używano siły, to aby odeprzeć ataki milicji i Berkutu – formacji specjalnej podległej MSW. Owszem, zajmowano placówki publiczne, ale były one publiczne tylko z nazwy, bo tak naprawdę były częścią systemu. A ten system nie działał na rzecz obywateli. Niektórzy protestujący byli porywani i mordowani przez służby wierne prezydentowi. Polskie media, praktycznie od początku, solidaryzowały się z Ukraińcami, i przez długi czas był to temat numer jeden. Na ogół Polacy dobrze rozumieli sytuację i nie trzeba im było niczego tłumaczyć, sami dochodzili do oczywistych wniosków. Tymczasem Wiernikowska powiela narrację Kremla, a jest w tym wyjątkowo napastliwa i niemerytoryczna, choć z tego co mówi w innych miejscach, śledziła doniesienia długo i na różnych kanałach. To, że dochodzi do takich wniosków, jest wysoce niepokojące. Rozdział czwarty: w tekście pojawia się uśmiechnięty emotikon [:-)] (trzykrotnie). Gdyby nie informacja, że rozmówca się śmieje, zapisana kursywą (str. 151),można by dojść do wniosku, że to odpowiedzi mailowe (a może częściowo tak jest?). Rozdział piąty: str. 170 – „Przeprowadzili się z mamą do domu na peryferiach Warszawy” – Wiktor Bater, jako dziecko, przeniósł się do Izabelina (czyli pod Warszawę, poza granice administracyjne stolicy) [Nazwa dotyczy dwóch miejscowości: Izabelina B i C, dawniej był jeszcze Izabelin A; formalnie, z braku sensowniejszej klasyfikacji, jest to wieś, ale faktycznie duże osiedle przy Puszczy Kampinoskiej]; str. 171-173 – charakterystyka Natalii jest niespójna (sprzeczna),a do narracji wkrada się chaos; str. 177 i 178 – „Pojechał na miesiąc, został trzy, skończyły mu się pieniądze” oraz „Zarabiał tyle kasy, że wrócił do Niemiec dopiero po trzech miesiącach […]” – w pierwszym zdaniu czytelnik dowiaduje się, że po trzech miesiącach był spłukany, w drugim, że tak dobrze zarabiał, że jego pobyt przeciągnął się do trzech miesięcy; str. 182 – „do MDM-u” – albo „na MDM (Marszałkowską Dzielnicę Mieszkaniową),albo „do Hotelu MDM”. Rozdział dziewiąty: str. 333 – „Mieszkał w podwarszawskim Międzylesiu […]” – informacja jak z Radia Erewań... Milewicz miał dom w Miedzeszynie, który tak jak Międzylesie, znajduje się w warszawskim Wawrze. Oba na M. Pomylono i osiedle, i lokalizację. Rozdział dziesiąty: str. 340 – „byliśmy w Kosowie w Macedonii” – mówi Górecki, dalej jest o uchodźcach z Kosowa, zatem przebywali w Macedonii (może też być mowa o historycznym Kosowie, po macedońskiej stronie granicy, a może chodzi o jakąś wioskę?)... błąd przy spisywaniu nagrania?; str. 345 – „wychodzą kontyngenty zachodnich wojsk, rejon wraca do lat osiemdziesiątych. Wojtek Jagielski będzie tam znowu jeździł i wydawał kolejne książki” – Modlitwa o deszcz (2002) dotyczyła burzliwego okresu po ‘89, który poprzedził wymarsz wojsk sowieckich; zatem chodzi o lata 90. UWAGI TECHNICZNE: str. 137 – Brat Pitt (Brad Pitt); str. 151 – żona (żoną); str. 184 – „o mały włos [a] dał [by] się zabić” (pominięte „a” i „by”); str. 199 – as-Sadrem i As-Sadra (niekonsekwencja w formie zapisu); str. 235 – tą torbę (tu: tą torbą); str. 275-276 – „Dłużej niż od wybuchu wojny nie wyszła z domu sama” (Nie wyszła z domu sama na dłużej od wybuchu wojny? Od wybuchu wojny nie wyszła z domu sama? Dłużej nie siedziała w domu nigdy, z uwagi na wojnę?); str. 290 – patroluje (tu: kontroluje); str. 344 – nie dobrze (niedobrze?). • Dla zainteresowanych światem, słuchaczy autorskich audycji wędrujących na falach Radiostacji, Radia Jazz, Bis i Kampus, w rodzaju Masali Maxa Cegielskiego lub programów puszczanych w sobotnim paśmie TOK FM (w latach dwutysięcznych): DZIAŁ ZAGRANICZNY: https://open.spotify.com/show/7iyTVDyRmiGgNZsnU14dOs PODKAST OŚRODKA STUDIÓW WSCHODNICH NA SPOTIFY: https://open.spotify.com/show/4rlctzUjrEtXKZM8Hd8gwO KANAŁ OSW NA YT: https://www.youtube.com/@OSWOsrodekStudiowWschodnich/videos PODRÓŻ BEZ PASZPORTU: https://open.spotify.com/show/1wSVEXCW0lXN5nMP2kwrDd BRZMIENIE ŚWIATA Z LOTU DROZDA: https://open.spotify.com/show/56Bt6ZA1QTfsn8IhAeazyk PO PROSTU WSCHÓD: https://open.spotify.com/show/5xaN4ZP3IM30iotmn4vjm7 Jeśli ktoś preferuje odsłuch off-line, tutaj może pobrać mp3: https://www.podkasty.info/ (jest wyszukiwarka). Istnieje też możliwość pozyskania nagrań z YouTube poprzez https://pl.savefrom.net/172/ i przekonwertowania na mp3 programem typu Format Factory (https://www.dobreprogramy.pl/formatfactory,program,windows,6628594429368449).
Gracjan - awatar Gracjan
ocenił na73 lata temu
Niepokorny. Rozmowy z generałem Adamem Rapackim Elżbieta Sitek-Wasiak
Niepokorny. Rozmowy z generałem Adamem Rapackim
Elżbieta Sitek-Wasiak
Pierwsze zaskoczenie po kupnie z antykwariatu przez allegro to dedykacja i podpis autora, taki bonus za wydane 20 zł. Książkę polecam i to bardzo, mimo, że zawiera pewien błąd to znaczy z 6 stron się powtarza w sprawie Euro 2012, toczka w toczkę. Ale tak najważniejsze w książce to ukazanie przestępczości lat 90, transformacja ustrojowa, niszczenie przez media i polityków bardzo wielu wartościowych funkcjonariuszy co bardzo martwiło i martwi Pana Nadinspektora, problematyka wywalenia na bruk prawie 14 tys funkcjonariuszy za nawet krótki epizod w SB czy Milicji, ukazanie braku ciągłości wykorzystania funkcjonariuszy po służbie przez inne służby, sprawa podrabiania rubli, co niesie za sobą indoktrynacja i złe dowodzenie, postępowanie zgodnie z sumieniem wbrew instrukcjom i ukazanie tego, że mając nic można być szczęśliwym. Naprawdę książka jest świetna, za okładkę daje 20 punktów ekstra, za treść 40 gwiazdek. A oto dedykacja z pierwszej strony: Drogiemu Przyjacielowi Jurkowi z wyrazami szacunku, podziękowaniem za lata twórczej współpracy i najlepszych życzeń spełnienia marzeń, tylko dobrych dni. A. Rapacki Najlepsze cytaty: ,,Martwił się, że polityka coraz częściej próbuje wkraczać w sprawy policji. I że odchodzi wielu dobrych policjantów”. ,,Policjantem się jest, a na takim czy innym stanowisku jedynie się bywa …”. ,,Stan wojenny pozwolił na w miarę bezkrwawe przejście do demokracji”. ,,To wielka sprawa mieć świadomość, że ma się w wokół wielu życzliwych ludzi. móc im pomagać, ale także mieć poczucie, że jeśli sam będę potrzebował pomocy to również ją od przyjaciół otrzymam”. ,,Przestępcy zajmują się wszystkim, co przynosi zyski, przerzucają się z jednej dziedziny na drugą. Jak im ukróćmy przemyt alkoholu, to wchodzą w papierosy, narkotyki, jak ich przetrzepiemy to znajdą inną działkę. Coraz śmielej działają w gospodarce, przejmują majątek narodowy, doprowadzają do upadłości uczciwe firmy”. ,,Taka wiedza jest potrzebna jeśli się chce dobrze kierować tak skomplikowanymi operacjami, wiedza od środka” ,,Lider nadaje ton, prowadzi, inspiruje. Porusza zastój, ryzykuje, wprowadza nowe. I jest zawsze ze swoimi ludźmi”. ,,Dynamiczni, z własnym pomysłem. W każdym zespole decydują liderzy i jeśli są dobrzy, to potrafią pociągnąć za sobą cały zespół, zainspirować, naenergetyzować, pokazać perspektywy. Wtedy osiągają sukcesy. Kiedy lider jest nieudolny, to może nawet najlepszą grupę wyprowadzić na manowce i zmarnować potencjał”. ,,Zasada cztery na cztery. Informacja prasowa ma stopień najniższy, (bo ma najniższy stopień wiarygodności). Informacja, którą policjant widział lub słyszał osobiście ma stopień najwyższy”. ,,Prawo powinno być jak śmierć, która nikomu nie daruje”. ,,Nieruchomości skonfiskowane mafii, (we Włoszech) przekształcane są między innymi ośrodki edukacyjne i rekreacyjne dla młodzieży, w place zabaw dla dzieci, w gospodarstwa agroturystyczne, dające zatrudnienie mieszkańcom okolicy… Czyli nie kara pozbawienia wolności jest w takich przypadkach najważniejsza … No właśnie, pozbawienie korzyści i konfiskata majątku są dla nich największą dolegliwością. Zorganizowana przestępczość to czyny popełniane dla zysku, więc tylko odebranie tego zysku jest prawdziwie dolegliwą karą. I tu mamy jedną z największych słabości naszego wymiaru sprawiedliwości”. ,,Ja nie dzielę ludzi na tych z lewicy i tych z prawicy, tylko na uczciwych i nieuczciwych, na mądrych i głupich”. ,,Tragedią policji jest to, że często ocenia się ją w kategorii sukcesu albo klęski i używa się jej do wtedy do rozgrywek politycznych. Potknięcia policjantów są wykorzystywane przez polityków, stają się okazją, żeby mówić o nieudolnych dowódcach, żądać dymisji komendantów albo ministrów, żeby dokładać rządzącym. A z kolei rządzący, żeby nie zarzucano im tolerowania nieprawidłowości, szukają kozłów ofiarnych”. ,,Zawsze uważałem, że to nie w porządku żeby zza biurka oceniać ludzi, którzy biorą udział w akcji i nadstawiają głowy”. ,,Najpierw coś zrób, pokaż, co jesteś wart, a potem możemy mówić o tym co ci się należy”. ,,Niezbędne jest także nowe spojrzenie na procesy ścigania, którego główną zasadą musi stać się dociekliwość w dochodzeniu do prawdy. Nie wynik, nie statystyka,, nie efektowne zakończenie i pokazówka, nie udowadnianie, że jak się już raz kogoś zaczęło podejrzewać, to trzeba go postawić przed sądem, lecz dochodzenie do prawdy, choćby miałą pokazać, że na przykład piewsze podejrzenia były niesłuszne. Ta zasada powinna dotyczyć zarówno prokuratorów jak i Biuro Spraw Wewnętrznych”. ,,O zabezpieczeniu przed aktami terroryzmu trzeba myśleć już na etapie inwestycyjnym”. ,,Stoi jakaś paramilitarna formacja, w dodatku nieprzeszkolona do rozwiązań siłowych, więc tylko kłopotów może narobić” (o stewardach na boisku w czasie Euro 2012). ,,Biurokracja, wiara w siłę tego, co jest na papierze, przesłania często zdrowy rozsądek”.
TomaszSadowski - awatar TomaszSadowski
ocenił na105 lat temu
Tajne akta S. Jürgen Roth
Tajne akta S.
Jürgen Roth
Tajne akta S” to nie jest kolejna powieść szpiegowska – to chłodny, momentami przerażający zapis faktów, zeznań i dokumentów z czasów katastrofy smoleńskiej, rzucających cień na fundamenty współczesnych państw demokratycznych. Głównym tematem publikacji są niejasne powiązania między rosyjskimi oligarchami, tajnymi służbami a elitami politycznymi Europy Zachodniej i Środkowej. Roth analizuje mechanizmy prania brudnych pieniędzy na masową skalę,wpływ rosyjskich interesów energetycznych na decyzje rządów europejskich oraz sieci powiązań korupcyjnych, które sprawiają, że granica między legalnym biznesem a mafią zaciera się. Rot nie boi się wymieniać nazwisk z pierwszych stron gazet. Jego ustalenia wielokrotnie kończyły się procesami sądowymi, co tylko potwierdza, że zadawał niewygodne pytania. Dla polskiego czytelnika książka może być szczególnie interesująca, ponieważ autor poświęca sporo miejsca Europie Wschodniej, analizując, jak postkomunistyczne powiązania wpłynęły na kształtowanie się nowych elit władzy. „Tajne akta S” to lektura obowiązkowa dla każdego, kto chce zrozumieć, co dzieje się za zamkniętymi drzwiami gabinetów, do których dostęp mają tylko nieliczni. To książka niewygodna, miejscami trudna, ale otwierająca oczy. Roth udowadnia, że informacja jest najpotężniejszą bronią, a milczenie elit bywa opłacone bardzo wysoką ceną.
Joanie - awatar Joanie
ocenił na63 miesiące temu

Cytaty z książki Rzeź wołyńska. Pamięć piekła

Bądź pierwszy

Dodaj cytat z książki Rzeź wołyńska. Pamięć piekła