Krzysztof T. Dąbrowski Graham Masterton Łukasz Orbitowski Dawid Kain Łukasz Radecki Robert Cichowlas Jacek M. Rostocki Krzysztof Maciejewski Piotr Mirski Paweł Mateja Michał Stonawski Sylwia Błach Łukasz Henel Karolina Kaczkowska Tomasz Czarny Paweł Waśkiewicz Tomasz Siwiec Jacek Piekiełko
"Linda podniosła wzrok na swego towarzysza, który zaczynał wiercić się niespokojnie w reakcji na jej bezowocne jak dotąd starania. Gdyby był żywy (w każdym razie w tradycyjny sposób),pomyślałaby, że to oznaka zniecierpliwienia. Jednak zombie nie należą przecież do najbardziej ekspresyjnych istot. Kobieta sama miała już dość."
💀💀💀
Książka, którą mam w swoich zasobach wręcz od wieków (wydana została w 2014),ale dopiero niedawno zabrałam się za jej lekturę. To znaczy, niedawno... To jedna z pierwszych przeczytanych przeze mnie pozycji w tym roku, jeszcze na samym początku stycznia, ale jakoś tak się złożyło, że nie znalazłam dotąd chwili, żeby o niej napisać. Co za tym idzie, po tych pięciu miesiącach część informacji na jej temat w mojej głowie już się zatarła... ale nie wszystkie. Zresztą, zaraz się przekonacie. 😏 Do sięgnięcia po tomik zmotywowały mnie odwiedziny u Sylwii Błach na zimowej edycji Targów Fantastyki. Nic tak nie motywuje do czytania, jak dedykacje. Przynajmniej ja tak mam, że gdy pójdę z jakimś tytułem w ciemno do podpisu, to potem do mnie krzyczy, że nadeszła jego kolej.
Nim przejdę do konkretów, jeszcze tylko napomknę, że nie będę pisać o wszystkich opowiadaniach jak zazwyczaj (jest ich aż osiemnaście!),tylko o kilku wybranych.
Różne oblicza przywdziewa horror. Może być niepokojący, odrzucający, zaskakujący, czasem groteskowy, przerysowany tak, że aż bawi. Niektórzy jego twórcy chętnie skręcają w ekstremę, inni wolą bazować na jego obrzeżach, posługując się samym niepokojącym klimatem subtelnej grozy. A gdy wrzucimy do jednego kotła kilku(nastu) autorów, to efekt może być porywający... ale też i dyskusyjny. "Oblicza grozy" to nie jest wyrównana antologia, rzadko kiedy tak się dzieje. Jest tu trochę słabszych, wręcz nijakich tekstów (wiem, że to będzie kontrowersyjna opinia, ale mimo mojej szczerej miłości do Orbitowskiego, tym razem kompletnie do mnie nie trafił),ale na ogół większość opowiadań wypadła bardzo dobrze. No i mamy też kilka perełek.
💀 Zbiór otwiera Jacek M. Rostocki i jego "Huda". I muszę przyznać, że miejska legenda Himalajów była dość zachęcającym wstępem, obiecującym sporą różnorodność tematyczną.
💀 Łukasz Radecki w "Vade-Mecum" na przykład pisał o rytuałach, w swoim niepowtarzalnym stylu, który bardzo sobie cenię. Okultystycznie, z mocną inspiracją Lovecraftem.
💀 Robert Cichowlas w "Armii ocalenia", chyba najdłuższym tekście antologii, postawił na dinozaury... i ogromne muchy. A to się zaskakująco dobrze skomponowało. 😉 Taki pulpowy miks Parku Jurajskiego i Cronenberga na sterydach.
💀 Tomasz Siwiec w opowiadaniu "Rozumiesz, skarbeńku?" poruszył dość przyziemną tematykę męża tyrana (no bo kawa musi być gorąca, jak to tak inaczej...),katowanej przezeń żony i sposobności do małej, słodkiej zemsty za lata ucisku... I ciekawie zgrał się przy tym z Tomaszem Czarnym, bo u Siwca tekst otwiera cytat z "Łzy cieniów minionych" Kata, a u Czarnego, w jego "Nieczasie" padają słowa "Idę cmentarną aleją jak w starej piosence TSA". Jeden i drugi kawałek jest nieocenionym klasykiem, ale dla mnie, personalnie, "51" ma jeszcze większe znaczenie sentymentalne i specjalne miejsce w moim sercu. Często wykonywałam ten utwór na karaoke, może nawet kiedyś zbiorę się na odwagę i podzielę się z Wami swoim wykonem. No, a poza tym, to w "Nieczasie" występuje też nawiązanie do Alicji w Krainie Czarów, a ja uwielbiam wszelkie niebanalne wariacje na temat tego motywu, tak jak na przykład było to u Sapkowskiego w "Złotym popołudniu". Samo opowiadanie to zlepek surrealistycznych wizji kobiety w powypadkowej śpiączce.
💀 Na szczególne wyróżnienie zasługuje też Jacek Piekiełko i "Twoje martwe skronie", z całą swoją psychologiczną głębią i obłędem. Nie tylko przez to, że jestem oddaną fanką Larsa von Triera. Cała historia księdza Wojciecha Aderskiego miała dla mnie silny vibe "Sues Dei" Kuby Ćwieka, choć oczywiście powieść ta wyszła wiele lat później od "Oblicz grozy". I nie chodzi też o sam wątek duchowości, ale to już będziecie musieli sami przeczytać i przekonać się na własnej skórze.
Całkiem miłym zwieńczeniem była dla mnie również "Noc Wendigo" Grahama Mastertona. Dobrze wykorzystany motyw, chociaż muszę przyznać, że wolę Grahama w innym wydaniu. Niby co Masteron, to Masteron, ale nasi twórcy bardziej mnie urzekli i na ich tle wypadł miałko.
💀 I chociaż wymienione wyżej opowiadania naprawdę do mnie trafiły, wszystko blednie w obliczu wielkiej trójcy, do której zaraz przejdę. Pół żartem, pół serio. Gdybym miała wybrać ulubione opowiadanie z tego zbioru - nie potrafiłabym, bo mam trzy. 😉 Nikogo, kto jakkolwiek dłużej śledzi moje wpisy nie powinna dziwić obecność Dawida Kaina na podium. Dla mnie był to absolutny pewniak i "Jak szelest liści w jesienną noc" spełniło wysokie oczekiwania ze sporą nawiązką. Jednak absolutny prym wiodą w tej antologii panie, bo dwa pozostałe sloty zapełniły Karolina Kaczkowska i Sylwia Błach, których też raczej nikomu nie muszę przedstawiać. Nawet zgrały się tematycznie, bo "Zombie love" (oczko w stronę Łukasza Rzadkowskiego z @iminfectedpl) i "Adam i Ewa" bazują na dość podobnych motywach i obydwa były kusząco odpychające, w ten szalenie pożądany sposób. Obrzydzenie i fascynacja idące ze sobą w idealnie harmonizującej parze. Nie mogłam się oderwać. Czapki z głów, po prostu. Jestem urzeczona. Destrukcja wbiła się pod skórę niczym tusz i nie daje o sobie zapomnieć.
Generalnie "Oblicza grozy" to ciekawy przegląd polskiej sceny horroru. Jak już parokrotnie wcześniej wspomniałam, jest różnorodnie – mamy gore, weird fiction, surrealizm, horror psychologiczny, wszystko czego dusza potrzebuje. Niektóre teksty mogłyby mieć więcej przestrzeni na rozwój, inne – mniej zbędnych opisów. Mimo wszystko, uważam że dla fanów polskiego horroru to pozycja obowiązkowa. Dla tych, którzy dopiero zaczynają przygodę z grozą – może niekoniecznie najlepszy start, bo poziom bywa nierówny, ale też fajna baza. Kto co lubi w zasadzie. Podsumowując: warto dla kilku perełek, ale czy całość wciągnie Cię bez reszty? To już zależy od tego, które oblicze grozy jest Twoim ulubionym...
Oryginalny wpis:
https://www.instagram.com/p/DJ8SMvxtfJY/?img_index=1
OPINIE i DYSKUSJE o książce Horror na Roztoczu. Koszmar spoza granicy snów
Koszmar przekraczający senną jawę.
Od pewnego czasu informujemy Was, co nowego dzieje się w projekcie „Horror na Roztoczu” jednak dla tych osób, które jeszcze nie zdecydowały się na przeczytanie pierwszej książki wydanej pod tym samym tytułem przygotowaliśmy specjalną recenzję.
Swój egzemplarz „Horroru na Roztoczu” zakupiłem podczas jej premiery zorganizowanej w ramach „Biesiad Literackich” w Książnicy Zamojskiej. Autorzy zainteresowali mnie nie samą tematyką książki, ale bardziej formą jej tworzenia oraz ogromem prac nad całym projektem związanym z wydawaniem autorskiej książki. Tematyka może zainteresować miłośników Stefana Dardy, który jako pierwszy przetarł drogę powieści grozy osadzonej na pięknym, ale niebezpiecznym roztoczu. Sami autorzy projektu przyznali, że proza Dardy wpłynęła na ich własną publikację. Czemu jednak mnie bardziej zainteresowała forma książki?
„Horror na Roztoczu” jest zbiorem 17 opowiadań stworzonych przez 11 autorów i 13 ilustratorów. Wszystkie historie oraz grafiki są oparte na koszmarach inicjatora projektu Łukasza Kiełbasę. To właśnie on stworzył kompletne zapiski swoich snów i oddał je autorom (w większości debiutantom) do ubrania w słowa. Jak to wszystko wyszło?
Książkę zaczyna opowieść wpleciona między opowiadania. W tzw. intro bohater odnajduje tytułową książkę i dowiaduje się coraz więcej robiąc nam smak na resztę publikacji.
Recenzja książki to nie praca magisterska, dlatego nie będę pokrótce opisywał Wam każdego opowiadania. Minęłoby to się z celem tym bardziej, że prace nie są specjalnie długie ani wielowątkowe. Większość prac są napisane schludnym, całkiem przyjemnym do czytania językiem. Czasami aż trudno uwierzyć, że niektóre opowiadania zostały napisane przez innych autorów. Tematyka jest bardzo różnorodna od opowiadań podchodzących pod dreszczowiec po mutanty i potwory schowane w ciemności. Jak dla mnie najbardziej wybijającymi się opowiadaniami są „Szambo”, „Pająk”, „Z pamiętnika Kamerzysty”, „Willa Zapomnienia” i „Świadomość”. Osobiście jednak sądzę, że czasami opowiadania są ciut za krótkie nie wszystkie pomysły zostały do końca przez to wykorzystane. Uważam także, że przy niektórych pracach autorzy projektu mogliby dać trochę większą swobodę debiutantom, co do kreowania fabuły. Senny koszmar często jest odpowiedni do stworzenia pierwszego pomysłu, ale nie zawsze nadaje się od początku do końca na całą historię.
W samym „Horrorze na Roztoczu” jednak najbladziej brakuje mi samego roztocza. W części opowiadań zostały użyte nazwy miast i ulic jednakże nic po za tym.
Patrząc jednak na piękną okładkę ciekawy projekt oraz całkiem równy poziom prac „Horror na Roztoczu” uważam za lekturę wartą do przeczytania. Najbardziej jednak zachęcam by brać udział w licznych spotkaniach autorskich z inicjatorami projektu są one zawsze bardzo ciekawe oraz pozwalają spojrzeć na przeczytaną książkę z innego punktu.
Samą książkę można także porównać do takiej publikacji jak „Nowe Idzie” wydawnictwa Powergraph.
Harnaś
Koszmar przekraczający senną jawę.
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toOd pewnego czasu informujemy Was, co nowego dzieje się w projekcie „Horror na Roztoczu” jednak dla tych osób, które jeszcze nie zdecydowały się na przeczytanie pierwszej książki wydanej pod tym samym tytułem przygotowaliśmy specjalną recenzję.
Swój egzemplarz „Horroru na Roztoczu” zakupiłem podczas jej premiery zorganizowanej w ramach...
Zazwyczaj bywa tak, że historie przedstawione w podobnych antologiach są na różnym poziomie, obok opowiadań niezbyt udanych pojawiają się przysłowiowe perełki. Z "Horrorem na Roztoczu" jest inaczej, historie w nim zaprezentowane są naprawdę dobre, a także niepokojące i sugestywne. Jeśli szukacie walających się po podłodze flaków i skapującej z sufitu krwi to... nie są to historie dla Was. Gore tutaj jest naprawdę mało, wszystko jest zbudowane na solidnej atmosferze grozy, oddziałującej nie tylko na bohaterów poszczególnych opowiadań, ale również na czytelnika. Dziwne zachowanie mieszkańców miasteczek, tajemnicze i otoczone niepokojącą aurą budynki, trudne do wytłumaczenia zjawiska – strach to broń, która umiejętnie wykorzystana, dosięgnie każdego, bez względu na to, jak odważny i pewny siebie się wydaje.
Całość na: http://wiedzma-czyta.blogspot.com/2014/08/antologia-horror-na-roztoczu-koszmar.html
Zazwyczaj bywa tak, że historie przedstawione w podobnych antologiach są na różnym poziomie, obok opowiadań niezbyt udanych pojawiają się przysłowiowe perełki. Z "Horrorem na Roztoczu" jest inaczej, historie w nim zaprezentowane są naprawdę dobre, a także niepokojące i sugestywne. Jeśli szukacie walających się po podłodze flaków i skapującej z sufitu krwi to... nie są to...
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toNietypowy projekt - opowiadania oparte na koszmarach. Jeden pomysłodawca, jedenaścioro autorów, ilustratorzy. Senny horror przyobleczony w słowa, które wcisną przerażenie wraz z krzykiem z powrotem do gardła.
Na wstępie chciałem podziękować nowej Pani administrator jednego z patronów projektu, portalu Czytanie Nie Boli - sumiennie przeczytała wiadomości z ponad roku i dotrzymując słowa rozwiązała zaległy konkurs. W ten właśnie sposób tajemniczy tomik trafił w moje ręce.
Książka wydana po crowdfundingowej zbiórce przenosi nas na tytułowe Roztocze.
Stephen King często umiejscawia fabułę w małych miasteczka rodzimego Maine.
H.P. Lovecraft miał tajemniczą, lesistą Nową Anglię z jej purytanami, przesądami, dawnymi indiańskimi wierzeniami i miastami o specyficznej architekturze.
Łukasz Kiełbasa wyprawił nas przy wsparciu autorów na Roztocze - pełne mrocznych lasów, opustoszałych miasteczek pogranicza o dziwnie brzmiących nazwach. Z jednej strony - strach pomyśleć, że wszystkie te historie naprawdę ktoś przeżywał śpiąc, z drugiej - umiejscowienie silnie oddziałuje na słowiańską fantazję, w końcu w naszej mitologii jest mnóstwo niesamowitości. Sama atmosfera regionu odgrywa bardzo ważną rolę w opisanych historiach.
Konstrukcyjnie nie jest to zwykły zbiór opowiadań, gdyż przeplecione są one okruchami historii, które splatają je w całość, w opowieść o młodym człowieku człowieku, który podczas porządkowania strychu znajduje dziwną książkę - Horror na Roztoczu właśnie.
Kolejnym elementem wyraźnie wskazującym na poetykę snu jako najważniejszy wątek jest specyficzna logika - lub właściwie jej brak. Podobnie jak we śnie, choćbyśmy chcieli, nie dostaniemy jasnej odpowiedzi na pytania...
Dlaczego? Po co? Jakim cudem?
Czasem je dostajemy - i to co słyszymy jest na tyle przerażające, że wolelibyśmy nie wiedzieć, ale już za późno.
Spotykamy też czasem brak sekwencji przyczynowo-skutkowych, a nienaturalne zjawiska pojawiają się nagle i w sposób jakby całkiem oczywisty. Pozornie normalne sytuacje rozwijają się w tajemniczy i dziwaczny, a nawet absurdalny sposób. Spotykamy ludzkie szaleństwo, mordercze zapędy, zamknięte społeczności, straszliwą zemstę, potwory. baśnie, konsekwencje ludzkich żądz, kosmiczne zagrożenie, okrucieństwo, rozważania nad bytem, lęk przed tym, co nieznane. Wszystko, co tylko może podświadomie nas nurtować, tu swobodnie hasa po powierzchni, ponuro tratując skorupę rzeczywistości.
Wielu tu ciekawych autorów, których twórczość będę obserwował, wśród nich jeden już mi nieco znany - Marek Zychla, którego opowiadanie robi duże wrażenie, a który pojawił się m.in w Pokłosiu i mającym niedawno premierę Hardboiled.
Pisząc te słowa jestem już w trakcie lektury drugiej części. Ciekaw jestem jak historia zarówno realna projektu, jak i ta opowiadana w tle koszmarów się rozwinie i czy trzeci tom się pojawi. Czekam z niecierpliwością.
Nietypowy projekt - opowiadania oparte na koszmarach. Jeden pomysłodawca, jedenaścioro autorów, ilustratorzy. Senny horror przyobleczony w słowa, które wcisną przerażenie wraz z krzykiem z powrotem do gardła.
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toNa wstępie chciałem podziękować nowej Pani administrator jednego z patronów projektu, portalu Czytanie Nie Boli - sumiennie przeczytała wiadomości z ponad roku i...
Jako nastolatka zaczytywałam się w powieściach Grahama Mastertona, Jamesa Herberta i Clive'a Bakera. Lubiłam to oderwanie od rzeczywistości i podążanie za bohaterami horrorów, czasem dość tandetnych i mniej ciekawych, ale zawsze wciągających. Do tej pory chętnie sięgam po opowiadania i powieści grozy, poszukując w nich dreszczyku emocji, lęku, może czegoś mocno wykraczającego poza granice codzienności i zasad moralno-społecznych. Po "Horror na Roztoczu" sięgnęłam z ciekawością, spodziewając się zastrzyku adrenaliny czytelniczej i zniknięcia na chwilkę w czeluściach kart książki.
"Horror na Roztoczu" to zbiór siedemnastu opowiadań grozy. Mamy tu jedenastu autorów i trzynastu ilustratorów. Opowiadania są mocno zróżnicowane, każde o czymś innym, każde z innymi bohaterami. Zbiorowy autor to raczej zaleta antologii. Kilka opowiadań zapadło mi mocno w pamięć, ale były też takie, które mnie zwyczajnie znudziły, na szczęście takich było znacznie mniej. Te, o których pamiętam do teraz, to "Kościół", "Szambo", "Pająk" i "Świadomość".
Pierwsze trzyma nas w napięciu od początku do końca, nie opisując i nie pokazując niczego zbędnego, przez co czyta się je szybko i z zainteresowaniem, wsiąkając w klimat mrocznego, ciemnego i prawie opustoszałego miasteczka, a potem zapomnianego, budzącego lęk, starego kościoła. Kościół ponoć skrywa w swoich podziemiach tajemnicze drzwi, których nie da się otworzyć. Co jest za owymi drzwiami - nasi bohaterowie, nastoletni chłopcy - nie wiedzą, ale słyszeli różne przerażające historie, które podpowiadają, że w środku ponoć stoją trumny. Postanawiają tam wejść, ale okazuje się, że coś w bardzo dziwny sposób wpływa na ich świadomość i to, co widzą, nie jest do końca takie, jakie im się wydaje. Jako pierwsze opowiadanie antologii, "Kościół" wprowadza nas w nastrój grozy i zachęca do czytania dalszych historii.
"Szambo" i zatkane rury oraz wydobywające się z nich różne dziwne dźwięki, z pewnością zjeżą Wam włosy na głowie. Nie mogę tutaj napisać więcej bez spoilerów, więc pozostawiam to opowiadanie bez dalszych, zbędnych opisów i zachęcam do przeczytania. Tylko wstrzymajcie oddech.
Największe zniesmaczenie i wręcz odrazę, wzbudziło we mnie opowiadanie pt.: "Pająk". I mimo, że nie boję się i nie brzydzę pająków, to tutaj trudno było mi się nie skrzywić i przejść obok tekstu obojętnie. Nie zdradzę za dużo, ale powiem, że bohaterem opowiadania jest ośmioletni chłopiec, który zaprzyjaźnia się z pająkiem. Niby nic, ale pająk ten, to nie taki zwykły mały pajączek z ogródka, to zła istota, która terroryzuje chłopca i nazywając się jego przyjacielem, zmusza go do tego, by chłopiec nosił go ze sobą wszędzie... we własnych ustach. Cóż... Obrzydzenie gwarantowane. I właściwie na tym też polega dobrze napisany horror, że nie tylko leje się wokół krew i latają flaki, ale tekst potrafi w człowieku wywołać skrajne oburzenie, obrzydzenie i wstręt. A biorąc jeszcze pod uwagę końcówkę opowiadania i dość plastyczne opisy, nie zapomnicie tego opowiadania dość długo.
"Świadomość" to historia osadzona w niedalekiej przyszłości, kiedy to ludzie - by spowolnić starzenie się - na czas snu przenoszą swoją świadomość do małego urządzenia. Tak robi matka pewnego niemowlęcia. Tylko co się stanie, kiedy urządzenie zawiedzie i ta świadomość nie może wrócić? A ciało czeka i dzieją się z nim w międzyczasie paskudne rzeczy?
Jeśli chodzi o całość, to historie są dobrze skonstruowane, lekko się czytają, większość z nich wciąga i dla fana gatunku jest to z pewnością interesująca pozycja, przy której można się zrelaksować i dobrze bawić. Kilka literówek, które się po drodze trafiły, nie utrudnia czytania, jest ich niewiele, a większych błędów nie znalazłam. Styl autorów jest dobry i historie dobrze się czyta. Są to niedługie opowiadania, a książka ma trochę ponad trzysta stron. Kompletnie nie wciągnęły mnie może dwie czy trzy historie, resztę czytałam z przyjemnością.
Jeśli jednak miał to być horror, taki z krwi i kości, to nie do końca to wyszło, choć faktycznie klimat grozy na stronach książki mocno się panoszy. Znacznej większości historii "Horroru na Roztoczu" zabrakło takiego silnego trzęsienia ziemi, które by nami porządnie wstrząsnęło, choć często kończyły się one zaskakująco i mroziły krew w żyłach. Mogło być ociupinkę bardziej krwawo, nie pogardziłabym.
Dużym plusem zbioru są ilustracje - czarno-białe rysunki, klimatyczne i często przerażające, wpływające mocno na nasze wyobrażenia o danym opowiadaniu, jako że są wstępem do nich i ukazują mniej więcej, o czym będziemy czytać.
Książkę oceniam na plus, bo ciekawie spędziłam przy niej czas, a atmosfera opowiadań jest ciemna, ponura i chwilami naprawdę mroczna. Polecam fanom gatunku, horroru i powieści grozy.
Jako nastolatka zaczytywałam się w powieściach Grahama Mastertona, Jamesa Herberta i Clive'a Bakera. Lubiłam to oderwanie od rzeczywistości i podążanie za bohaterami horrorów, czasem dość tandetnych i mniej ciekawych, ale zawsze wciągających. Do tej pory chętnie sięgam po opowiadania i powieści grozy, poszukując w nich dreszczyku emocji, lęku, może czegoś mocno...
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toBez klimatu
Bez klimatu
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo towww.ujrzecslowa.pl
Któż z nas w młodym wieku, jak i teraz nie miał koszmarów nocnych? Ja sama posiadałam ich parę i pamiętam o nich do dziś. Dla każdego koszmar może być czymś innym, jak i kimś innym. Gdyż koszmary nie muszą dotyczyć wyłącznie wydarzeń. Wielu autorów postanowiło stworzyć pozycję, która właśnie byłaby odzwierciedleniem koszmarów, jak im to wyszło?
Siedemnaście opowiadań składa się na tę antologię, poprzeplatana jest ilustracjami wykonanymi przez trzynastu ilustratorów. W ponad trzystu stronach, jedenaście autorów postanowiło stworzyć coś niezwykłego, mrożącego krew w żyłach swoich czytelników.
Jeżeli sięgnięcie po tę antologię, wybór najlepszych opowiadań, będzie bardzo zróżnicowany. Wszystko zależy od tego, czego oczekujecie od takiego zbioru, ja miałam nadzieję na typowe gore, które mogłoby wpłynąć na mój umysł w sposób obrzydliwy. Niestety tutaj takich sytuacji jest bardzo mało, a opowiadania oscylują wokół tematu grozy, tajemniczości, która ma wpłynąć na umysł czytelnika.
Nie mniej jednak, ja znalazłam w tym zbiorze kilka opowiadań, które przykuły moją uwagę najbardziej. Sprawiły, że miałam wielka przyjemność czytania takich wytworów wyobraźni, gdyż jakby na to nie spojrzeć, koszmary są wytworem naszych skrywanych emocji i przeczuć.
Szambo i Pająk, to moi faworyci i do tej pory nie potrafię o nich zapomnieć. Szambo to historia o pewnym małżeństwie, które przeprowadza się do domu, które jest opatrzone według sąsiadów klątwą. Jak jednak później się okazuje, klątwa nie ma tutaj za wiele wspólnego z tą historią, a coś bardziej obrzydliwego. Pająk, któż nie boi się pająków? Zapewne każda, lub większość dziewczyn, woła tatę bądź chłopaka do zadań ekstremalnych, jakimi są usunięcia tych insektów z widocznych miejsc. Ja wiem, że może nic nam nie zrobią (w końcu nie ma u nas czarnych wdów…),jednak jak pokazuje owo opowiadanie, niekiedy mogą być one niemiłosierne, chociaż początkowo się takie wydają.
Między tymi historiami znajdziemy również część łączącą owe opowiadania, które ukazują, dlaczego owy zbiór został spisany. Niezwykle stosowne zagranie w takiej antologii. Nie sposób również nie wspomnieć o ilustracjach, które są świetnym dodatkiem. Ja osobiście przepadam za takimi rzeczami w antologiach, mogą być nawet nieudolne, lecz tutaj znajdziemy dopracowane grafiki, które przed danym rozdziałem wprowadzają nas w daną tematykę.
Osoby, które mieszkają na Roztoczu, mogą mieć pewność, że będą czuli się dość nieswojo, przechadzając drogami gdzie owe wydarzenia miały miejsce. Uważam, że nawet pomimo mojej oceny, powinniście przeczytać owy zbiór, ponieważ jest dość ciekawy. Jeżeli męczą was koszmary, to możecie sprawdzić, jakie mary wychodzą ze snów autorów.
www.ujrzecslowa.pl
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toKtóż z nas w młodym wieku, jak i teraz nie miał koszmarów nocnych? Ja sama posiadałam ich parę i pamiętam o nich do dziś. Dla każdego koszmar może być czymś innym, jak i kimś innym. Gdyż koszmary nie muszą dotyczyć wyłącznie wydarzeń. Wielu autorów postanowiło stworzyć pozycję, która właśnie byłaby odzwierciedleniem koszmarów, jak im to...