Katedra Marii Panny w Paryżu góruje nad miastem. Przebywający w niej, jednooki dzwonnik Quasimodo zostaje wybrany na króla głupców w trakcie corocznego świętowania. Młoda cyganka i sierota, Esmeralda, daje wówczas swój pokaz. Quasimodo zauracza się w niej wraz ze swoim opiekunem i duchownym, Frollem oraz Febusem, kapitanem królewskich łuczników.
„Katedra Marii Panny w Paryżu” Victora Hugo to książka, którą chciałam przeczytać od czasów szkoły podstawowej. Pamiętam, że już wtedy rozmawiałam z koleżanką na temat tej powieści, głównie w kontekście bardzo znanego musicalu, który na jej bazie powstał, rozmawiając o różnicach pomiędzy oryginałem, animacją Disney’a oraz właśnie sceniczną adaptacją. Jednak musiało minąć wiele lat, nim w końcu się do niej doczłapałam.
Efekt tego doczłapania okazał się jednak trochę niespełniający moich oczekiwań.
Po pierwsze, książka, za którą się zabrałam to XIX-wieczne tłumaczenie z domeny publicznej, z których Świat Książki z wielką chęcią korzysta. Dlatego też po pierwsze, nie jestem pewna, czy jest wierne oryginałowi i w jakim stopniu. Po drugie: starsza książka, stylizowana na język jeszcze starszy, tłumaczona w XIX wieku… cóż, to może nie proszenie się o katastrofę, ale na pewno tego typu lektura będzie trudniejsza, niż sięgnięcie po bardziej współczesne tłumaczenie.
Z racji powyższego trudno jest mi powiedzieć, czy to, co sądzę, dotyczy w pełni oryginalnej powieści Hugo, czy jednak jest to spowodowane tłumaczeniem. Zwłaszcza że w moim wydaniu (co jest również typowe dla klasyków wydawnych przez Świat Książki) nie ma ani przypisów, ani informacji o tłumaczu, ani właściwie nic, żadnego posłowia czy wytłumaczenia.
W każdym razie, mniej więcej pierwsze 100 stron powieści to w ogóle wstęp do niej, opisujący kim są bohaterowie, jak wygląda Paryż, jak wygląda katedra itd. itp. To jak najbardziej ma sens w kontekście czasów, w których została napisana, jednak dzisiaj jest to po prostu toporne pisanie. Ponadto, zwłaszcza właśnie na początku powieści, jeśli pojawiaja się jakieś sceny z postaciami to często są one niezbyt klarowne. Gdybym nie wiedziała, że Esmeralda ma zakochać się w Febusie, nie miałabym pojęcia, że to włascie wydarzyło sie w trakcie ich pierwszego spotkania. Może dla XIX-wiecznego czytelnika to takie było, ale jednak ja już nim nie jestem.
Sama psychologia bohaterów i te wielkie uczucia, jakie wzbudza Esmeralda w mężczyznach wydaje mi się też raczej uproszczona. To oczywiście ma sens, biorąc pod uwagę, że tak starsze powieści często po prostu wyglądają, jednak ponownie: widać przez to, że „Katedra Marii Panny w Paryżu” nie jest książką nową.
Gdy już przejdzie się przez te pierwsze sto stron, książka zmienia się w zaskakująco płynną i „normalną”, zważając na to, jak się zaczynała. Wówczas pojawiają się normalne sceny z bohaterami, normalne dialogi i normalna akcja. W dalszym ciągu wydają mi się one uproszczone w porównaniu do powieści bardziej współczesnych, ale ponownie, zdaje sobie sprawę z tego, że taki jest urok tego typu starszych historii.
Jeśli chodzi o sam trójkąt miłosny, przyznaję, że w mojej głowie Quasimodo był bohaterem dużo bardziej sympatycznym. Fakt, on jako jedyny nie chce Esmeraldy skrzywdzić, przynajmniej w późniejszym etapie powieści, jednak tak naprawdę żaden z tych bohaterów nie jest względem tej młodej (nastoletniej!) dziewczyny fair. Przecież poznaje ona Fabusa właśnie dlatego, że Quasimodo próbuje ją porwać… Przyznam, że bardzo chętnie przeczytałabym retelling tej książki, ale opowiedziany jednak z perspektywy bardziej współczesnej, być może opowiedzianej bardziej przez pryzmat samej bohaterki i kogoś jej bliskiemu.
Przez lata ta klasyka urosła w mojej głowie do czegoś wielkiego, pięknie napisanego, ze świetnie rozpisanymi bohatermi. Spotkanie trochę zniszczyło mi te wyobrażenia. To oczywiście bez wątpienia pięknie napisana powieść, której wpływ na literaturę jest niezaprzeczalny, jednak osobiście miałam nadzieję (może złudną) na coś bardziej współczesnego w odbiorze. A jeśli miałabym komuś polecać, czy po tę książkę sięgnąć, to na pewno polecałabym szukania jej w nowszym tłumaczeniu bądź też szukania wersji z objaśnieniami i przypisami, chyba że czytelnik jest już wprawiony w czytaniu XIX-wiecznych tłumaczeń i świadomie chce sięgnąć po tego typu wersje.
OPINIE i DYSKUSJE o książce Nicholas Nickleby
Pierwsza część przygód Nicholasa Nickleby, półsieroty, którego ojciec zmarł, a matka żyje w nieco alternatywnej rzeczywistości. Z tego względu zarówno młody Nicholas, jak i jego siostra Kate, są skazani na łaskę bogatego stryja, który obiecuje znaleźć im pracę i nieodmiennie pakuje w kłopoty. Nicholas trafia do szkoły w Yorkshire, prowadzonej przez tyrana, którą szybko opuszczą, paląc za sobą mosty. Później zaczepia się w objazdowym teatrze, a żegnamy go, gdy wezwany przez przyjaciela, wraca do Londynu, by pomóc swojej siostrze. Książka dobra dla młodzieży, choć charaktery poszczególnych bohaterów bardzo irytują.
Pierwsza część przygód Nicholasa Nickleby, półsieroty, którego ojciec zmarł, a matka żyje w nieco alternatywnej rzeczywistości. Z tego względu zarówno młody Nicholas, jak i jego siostra Kate, są skazani na łaskę bogatego stryja, który obiecuje znaleźć im pracę i nieodmiennie pakuje w kłopoty. Nicholas trafia do szkoły w Yorkshire, prowadzonej przez tyrana, którą szybko...
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toTo była zdecydowanie dłuższa przygoda niż planowałem. Charles Dickens mocno rozbudował wątki poboczne i w sumie główny bohater wypadał trochę blado na tle innych charakterów (jak Harry Potter u Rowling lub Frodo u Tolkiena).
Gdyby jakiś edytor miał to dopasować pod potrzeby współczesnego czytelnika, a sama powieść była publikowana w odcinkach na jakimś portalu, to mnóstwo akapitów zostałoby wykreślonych. Naprawdę trudno było utrzymać momentami uwagę. Najtrudniejsze były chyba opisy niektórych miejsc lub monologi matki głównego bohatera.
Wiele charakterów było za to wyrazistych i będę poszukiwał dobrej ekranizacji, żeby porównać swoją wizję z wizją jakiegoś reżysera. Wiem, że powstało kilka, ale żadna nie jest łatwo dostępna.
To była zdecydowanie dłuższa przygoda niż planowałem. Charles Dickens mocno rozbudował wątki poboczne i w sumie główny bohater wypadał trochę blado na tle innych charakterów (jak Harry Potter u Rowling lub Frodo u Tolkiena).
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toGdyby jakiś edytor miał to dopasować pod potrzeby współczesnego czytelnika, a sama powieść była publikowana w odcinkach na jakimś portalu, to mnóstwo...
Książkę czytałam dosyć długo ,ale to nie ma żadnego znaczenia. Zakazdym razem kiedy po nią sięgałam byłam ciekawa dalszych przygód bohaterów. Naprawdę warto przeczytać.
Książkę czytałam dosyć długo ,ale to nie ma żadnego znaczenia. Zakazdym razem kiedy po nią sięgałam byłam ciekawa dalszych przygód bohaterów. Naprawdę warto przeczytać.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to8,5/10
Nie licząc słynnej "Opowieści wigilijnej" to moja trzecia książka Dickensa, a druga powieść. Przeczytałem ją zaraz po skończeniu poprzedniej, ponieważ zakochałem się w stylu pisarskim Dickensa i już wiem, że autor ten pozostanie jednym z moich ulubionych pisarzy. Nie mogę się wręcz oderwać od świata który Dickens przedstawia w stylu niepowtarzalnym i absolutnie trafiającym prosto w moje serce (dziś jeszcze zaczynam kolejną jego powieść). Jego ironia, poczucie humoru, karykaturalne przedstawienie charakteru większości postaci, i niesamowicie trafne spostrzeżenia na temat społeczeństwa sprawiają, że każdy nieco wrażliwszy czytelnik będzie czytał jego powieści czasem śmiejąc się głośno, czasem wycierając łzę wzruszenia, a czasem śmiejąc się przez łzy. Krytyka społeczeństwa angielskiej klasy dżentelmenów XIX w. jest w gruncie rzeczy równie trafną krytyką naszego społeczeństwa, przynajmniej w kwestiach usposobień i charakterów ludzkich. Dickens umiejętnie wychwytuje ludzkie wyrachowanie i brak empatii, który często idzie w parze z "kultem pieniądza". Można powiedzieć, że podejście ludzi do pieniędzy jest motywem przewodnim całej twórczości Dickensa, i bynajmniej nie ukazuje on ludzi tylko na czarno lub biało, bowiem, jak wnioskować można, nie uważa on pieniędzy za zło, ale ludzi stawiających pieniądze jako pierwszą zasadę moralną za zdeprawowanych.
Co do samej powieści - podobała mi się bardziej niż "Dawid Copperfield", miała bardziej wartką akcję i dużo większą dawkę humoru i ironii, gdzie Copperfield był utrzymany w dużo poważniejszym tonie. Nie mniej i Copperfield miał pewne zalety, których brakowało w Nicholasie, co określiłbym jako większą dojrzałość niektórych przemyśleń. To jednak z pewnością wiązać należy z wiekiem autora, który był dużo starszy pisząc Copperfielda. (Nicholasa Nickleby zaczął pisać w wieku 26 lat).
8,5/10
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toNie licząc słynnej "Opowieści wigilijnej" to moja trzecia książka Dickensa, a druga powieść. Przeczytałem ją zaraz po skończeniu poprzedniej, ponieważ zakochałem się w stylu pisarskim Dickensa i już wiem, że autor ten pozostanie jednym z moich ulubionych pisarzy. Nie mogę się wręcz oderwać od świata który Dickens przedstawia w stylu niepowtarzalnym i absolutnie...
Tak w okolicach trzeciego tomu się już naprawdę wciągnęłam.
Tak w okolicach trzeciego tomu się już naprawdę wciągnęłam.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toRoman Karst we wstępie do mojego wydania " Nicholasa Nickleby" zasugerował mi, iż książka ta podejmie problem fatalnego systemu szkolnictwa w Anglii w czasach Dickensa. Od biedy mogę przyznać, iż sam początek tego tematu dotyczył, czyli mniej więcej pierwsze dwieście stron. Problem w tym, że książka ma stron ponad tysiąc, a szczerze mówiąc sprawa szkoły pana Squeersa była w tym wszystkim dla mnie najciekawsza. Cóż więc się działo przez pozostałe osiemset stronic?
Otóż działo się wiele, bo o ile mam pewne zarzuty wobec morału płynącego z treści, to braku atrakcji w książce autorowi zarzucić nie można. Będą spiski, bijatyki, dramaty i awantury, nawet romanse się znajdą.
A jaki morał można wyciągnąć z tych dwóch tomiszczy? Receptą na sukces i szczęście w życiu jest - posiadać bogatych przyjaciół/krewnych (niepotrzebne skreślić),bogato się ożenić/wyjść za mąż, ewentualnie odnaleźć korzystny testament lub umrzeć na suchoty w wieku lat nastu, wtedy na pewno nie spotka nas już nic gorszego. Zawsze może też okazać się, że nie jesteśmy jednak biednym sierotą, ale dziedzicem fortuny, ale wtedy trzeba uważać na zazdrosnych krewnych - pamiętacie Oliwera Twista?
Książka jest moim zdaniem stanowczo zbyt rozbudowana i to w negatywny sposób, który po prostu męczy. Może zabrzmię teraz obrazoburczo, ale po przeczytaniu książki obejrzałam film animowany z 1985 roku i uważam, że w 1h 12 min zostało zawarte to, co stanowi wartość tej powieści.
Roman Karst we wstępie do mojego wydania " Nicholasa Nickleby" zasugerował mi, iż książka ta podejmie problem fatalnego systemu szkolnictwa w Anglii w czasach Dickensa. Od biedy mogę przyznać, iż sam początek tego tematu dotyczył, czyli mniej więcej pierwsze dwieście stron. Problem w tym, że książka ma stron ponad tysiąc, a szczerze mówiąc sprawa szkoły pana Squeersa była w...
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toBardzo dobra powieść i bardzo w stylu Dickensa (co między innymi czyni ją taką dobrą). Dickens to prawdopodobnie jedyny znany mi autor, który potrafi pisać z dystansem i ironicznym humorem nawet o tak smutnych, dramatycznych czy odrażających rzeczach, jakie znajdujemy w tej książce. Ale nie czyni tego bez powodu, głównym celem jego powieści jest ośmieszanie złych zachowań w społeczeństwie. Ironia, subtelna i wyrafinowana. Uwielbiam po prostu jego styl, uwielbiam!
Fabuła powieści w porównaniu do innych dzieł tego autora nie jest wybitna. Na samym początku myślałam że szkoła Dotheboys Hall będzie stanowić centrum zdarzeń, więc się rozczarowałam. Akcja obraca się wokół irytującego głównego bohatera, który jest tak cnotliwy i szlachetny, że ciężko to zdzierżyć. Ale jego gwałtowność to równoważy na szczęście. Drugim głównym bohaterem jest jego stryj Ralf Nickleby, czyli drugie wcielenie Scrooge'a, z tym że nie zmienia on swojego postępowania, a jego koniec jest dużo bardziej dramatyczny. A szkoda bo mu kibicowałam, zwłaszcza, że udowodnił, iż stać go na ludzkie uczucia (np. względem siostry Nicholasa, Kate). Prawdopodobnie najlepsza postać książki, choć antagonista i czarny charakter.
Działania postaci są psychologicznie prawdopodobne, a pisząc to mam na myśli, że bohaterowie wydają się być realni, może tylko trochę przejaskrawieni, ale to na potrzeby moralizatorskiego wydźwięku książki. Zresztą nie bardzo mi to przeszkadzało. Prawie wszyscy są interesujący.
Najbardziej słabym punktem książki jest rozwlekła i niespójna fabuła, która dzieli się na poboczne wątki jak włos na czworo. Książka jest długa i w drugim tomie zaczęła mi się już dłużyć. Mimo to polecam wszystkim, a zwłaszcza fanom Dickensa. Po prostu trzeba znać tę pozycję. Wyjątkowo dobry obraz XIX w. Londynu.
Bardzo dobra powieść i bardzo w stylu Dickensa (co między innymi czyni ją taką dobrą). Dickens to prawdopodobnie jedyny znany mi autor, który potrafi pisać z dystansem i ironicznym humorem nawet o tak smutnych, dramatycznych czy odrażających rzeczach, jakie znajdujemy w tej książce. Ale nie czyni tego bez powodu, głównym celem jego powieści jest ośmieszanie złych zachowań w...
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to