rozwińzwiń

Deadman Wonderland Volume 2

Okładka książki Deadman Wonderland Volume 2 autora Jinsei Kataoka, 1427817421
Okładka książki Deadman Wonderland Volume 2
Jinsei Kataoka Wydawnictwo: Tokyopop Cykl: Deadman Wonderland (tom 2) komiksy
208 str. 3 godz. 28 min.
Kategoria:
komiksy
Format:
papier
Cykl:
Deadman Wonderland (tom 2)
Tytuł oryginału:
デッドマン・ワンダーランド 2
Liczba stron:
208
Czas czytania
3 godz. 28 min.
Język:
angielski
ISBN:
1427817421
Średnia ocen

8,3 8,3 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Deadman Wonderland Volume 2 w ulubionej księgarnii

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oceny książki Deadman Wonderland Volume 2

Średnia ocen
8,3 / 10
6 ocen
Twoja ocena
0 / 10

OPINIE i DYSKUSJE o książce Deadman Wonderland Volume 2

avatar
264
257

Na półkach: , , ,

Ocena zbiorcza dla tomów #1-#5:

Przy okazji uruchomienia dodruków na życzenie przez Waneko, zaopatrzyłam się w serię „Deadman Wonderland”. Dopiero teraz znalazłam trochę czasu, by wziąć się za czytanie. Historia stworzona przez Jinseia Kataokę i zilustrowana przez Kazumę Kondō wciągnęła mnie tak bardzo, że prędko pochłonęłam pierwsze pięć tomów. Czyli w zasadzie wszystkie te, które doczekały się ekranizacji.

Klasa Ganty Igarashiego została zabita przez przerażającego czerwonego człowieka. Pozostały przy życiu nastolatek prędko trafił przed oblicze sądu pod zarzutem masowego mordu i skazany na śmierć. Chłopiec trafia do Deadman Wonderland – najbardziej nietypowego więzienia zbudowanego w Tokio po olbrzymim trzęsieniu ziemi. Przestępcy każdego dnia walczą tutaj o punkty, występując w niebezpiecznych przedstawieniach przed nieświadomymi niczego odwiedzającymi. Gdy Ganta miesza się w coraz dziwniejsze wypadki, dowiaduje się, że Czerwony może znajdować się gdzieś na terenie DW… Wycieczka do sekretnego bloku G wciąga go do świata Deadmenów – niezwykłych ludzi, których najgroźniejszą bronią jest ich własna krew. Horror rozgrywający się na arenach pod powierzchnią to wyłącznie początek kłopotów…

Naprawdę podobała mi się ta opowieść. Już w wersji animowanej odebrałam ją jako intrygującą, choć w założeniach prostą historię o walce o sprawiedliwość i wolność. Nie umniejszam przy tym złożoności narracji, czy zwrotom akcji, bo tych jest naprawdę sporo, co dodatkowo napędza całą fabułę. Klimat jest naprawdę gęsty – głównie za sprawą bohaterów, którzy mają mocno namieszane w głowie, a ich przerażająca przeszłość mogłaby sama w sobie robić za niezły spin-off. Sceny walki trochę nie dorównały moim oczekiwaniom, jednak paradoksalnie wcale nie stanowią one głównego trzonu akcji. Pozostaje pytanie: jak dużo wycięto przy adaptacji? Niewiele (choć szkoda, że niektóre sceny czy postaci się nie pojawiły),za to dołożono o wiele więcej. Zdziwiło mnie przy tym, że manga jest dużo bardziej… wulgarna. Bohaterowie naprawdę nie przebierają w słowach. Ostatecznie warto zapoznać się i z wersją papierową, i animowaną.

Które wątki w tych pięciu tomach moim zdaniem najbardziej zapadają w pamięć? Cóż, dla zaznajomionych z tytułem może nie stanowić zaskoczenia moje wskazanie na historię Sowy oraz tę Hibany. Pierwsza ze wspomnianych to niewątpliwie najbardziej poruszająca z opowieści, która realnie podbija kilkukrotnie wartość „Deadman Wonderalnd”. Tragedia goniąca tragedię, szaleństwo, nadzieja, a do tego stworzenie tajnej organizacji pośród Deadmanów. Sowa naprawdę potrafi skraść serce, zafascynować i pogrążyć w rozpaczy – świetnie przemyślany bohater z nieco banalną, acz w gruncie rzeczy poruszającą przeszłością. Z drugiej strony mamy siedmioletnią Hibanę w oddziale kosiarzy. Kompletnie sprany łeb, przerażające backstory, bezwzględność, niepohamowana psychopatka zamknięta w ciele drobnej dziewczynki. Naprawdę potrafi to wzbudzić ciarki. Do tego stopnia, że nawet zagłębiając się w przyczyny jej zachowania, trudno znaleźć pełne zrozumienie.

Warstwa wizualna wypada udanie. Styl jest zgrabny, bohaterowie wyraziści. Szczerze mówiąc, nieco brakuje mi dynamiki w scenach walki. Trwają one dość krótko, pozostawiają bez zachwytu, trudno odczuć w nich istniejące zagrożenie, co powinno być jednak kluczowe. Dużo lepiej wypadają sceny statyczne, które miejscami potrafią wzbudzić czyste obrzydzenie, w co bardziej brutalnych momentów. Dość miłym akcentem są również dodatkowe plansze o charakterze komicznym, czy choćby ciekawostki dotyczące funkcjonowania DW.

„Deadman Wonderland” kompletnie mnie porwał. Wprost nie mogę się doczekać sięgnięcia po kolejne części. Za pierwsze pięć części przyznaję średnią 8/10 (z podkreśleniem, że tom 1. otrzymuje siedem punktów, a 5. aż dziewięć). Jeśli lubicie horrory, które są nieco bardziej brutalne i oferują przy tym ciekawą historię, być może będzie to naprawdę dobry wybór.

Ocena zbiorcza dla tomów #1-#5:

Przy okazji uruchomienia dodruków na życzenie przez Waneko, zaopatrzyłam się w serię „Deadman Wonderland”. Dopiero teraz znalazłam trochę czasu, by wziąć się za czytanie. Historia stworzona przez Jinseia Kataokę i zilustrowana przez Kazumę Kondō wciągnęła mnie tak bardzo, że prędko pochłonęłam pierwsze pięć tomów. Czyli w zasadzie wszystkie...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
784
95

Na półkach:

Arcykrwawe i arcygenialne! W tym tomie główny bohater dowie się więcej o swojej nowej mocy. Zostanie do tego zmuszony biorąc udział w pojedynku w ramach Corpse Festival. Okazuje się, że nie jest jedynym, który potrafi wykorzystywać do walki własną krew. Zaczynamy coraz bardziej domyślać się kim jest tajemniczy Czerwony, który zmasakrował kolegów Ganty. Poznamy kolejne chore zasady panujące w Deadman Wonderland. Akcja w tej mandze pędzi w szalonym tempie. Jeden wątek goni drugi. Na pewno nikt nie będzie się nudził także podczas czytania trzeciego tomu.

Arcykrwawe i arcygenialne! W tym tomie główny bohater dowie się więcej o swojej nowej mocy. Zostanie do tego zmuszony biorąc udział w pojedynku w ramach Corpse Festival. Okazuje się, że nie jest jedynym, który potrafi wykorzystywać do walki własną krew. Zaczynamy coraz bardziej domyślać się kim jest tajemniczy Czerwony, który zmasakrował kolegów Ganty. Poznamy kolejne chore...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
947
943

Na półkach:

Świetna Manga, fabuła od początku zaskakuje I wciąga przez co nie mogę oderwać się od czytania. Jestem szczerze ciekaw jak dalej się to potoczy, co autor nam zaprezentuje i jak rozwinie cały świat Przedstawiony. Zapraszam też na swojego bloga https://okonapopkulture.blogspot.com/

Świetna Manga, fabuła od początku zaskakuje I wciąga przez co nie mogę oderwać się od czytania. Jestem szczerze ciekaw jak dalej się to potoczy, co autor nam zaprezentuje i jak rozwinie cały świat Przedstawiony. Zapraszam też na swojego bloga https://okonapopkulture.blogspot.com/

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

230 użytkowników ma tytuł Deadman Wonderland Volume 2 na półkach głównych
  • 201
  • 29
159 użytkowników ma tytuł Deadman Wonderland Volume 2 na półkach dodatkowych
  • 78
  • 34
  • 20
  • 10
  • 6
  • 4
  • 4
  • 3

Inne książki autora

Okładka książki Deadman Wonderland #13 Jinsei Kataoka, Kazuma Kondou
Ocena 7,3
Deadman Wonderland #13 Jinsei Kataoka, Kazuma Kondou
Okładka książki Deadman Wonderland #12 Jinsei Kataoka, Kazuma Kondou
Ocena 7,5
Deadman Wonderland #12 Jinsei Kataoka, Kazuma Kondou
Okładka książki Deadman Wonderland #11 Jinsei Kataoka, Kazuma Kondou
Ocena 7,4
Deadman Wonderland #11 Jinsei Kataoka, Kazuma Kondou
Okładka książki Deadman Wonderland #10 Jinsei Kataoka, Kazuma Kondou
Ocena 7,4
Deadman Wonderland #10 Jinsei Kataoka, Kazuma Kondou
Okładka książki Livingstone, Vol. 1 Jinsei Kataoka, Tomohiro Maekawa
Ocena 0,0
Livingstone, Vol. 1 Jinsei Kataoka, Tomohiro Maekawa
Okładka książki Deadman Wonderland #9 Jinsei Kataoka, Kazuma Kondou
Ocena 7,4
Deadman Wonderland #9 Jinsei Kataoka, Kazuma Kondou
Okładka książki Deadman Wonderland #8 Jinsei Kataoka, Kazuma Kondou
Ocena 7,4
Deadman Wonderland #8 Jinsei Kataoka, Kazuma Kondou

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Istota Zła Aya Kanno
Istota Zła
Aya Kanno
Edit: Istotę zła wspominałam na tyle dobrze, że postanowiłam ją sobie powtórzyć, mając już dużo większe doświadczenie z mangą niż za pierwszym razem. Tym razem niedokładności, zwłaszcza na początku, w anatomii bohaterów trochę biły po oczach. I tak jak nienaturalne wychudzenie postaci można zakwalifikować do "indywidualnego stylu autorki", tak brak zaznaczenia pewnych mięśni czy - rozdział 3 się kłania - zupełny brak mięśni brzucha, ścięgien szyi czy zaznaczonych stawów utrudniał odbiór. Lubię się czepiać, wiem. Fabułę za to odebrałam o niebo lepiej. Akcja kręci się wokół światowej klasy przestępcy, Zena, który właściwie robi co mu się podoba, okazjonalnie dobierając sobie wspólnika dla zabawy. Szybko pojawia się wątek tajemniczej przeszłości i utraty wspomnień, a całość dzieje się na tle okupowanego kraju zdominowanego przez wojskowy porządek i rasizm. Pierwszy rozdział nie był już taki niezrozumiały jak za pierwszym czytaniem. Mamy tam długi flashback, ale bez oznaczonego początku. Był też moment plot-twistu, który już nie wiem czy był genialny, czy sztuczny... Trochę tego i tego, chyba. Aya Kanno umie robić wodę z mógzu. Kolejne marudzenie dotyczy niekonsekwencji czasowych, które samo wydawnictwo wypunktowało w przypisach. Przy drugim czytaniu i dokładnej analizie stwierdzam: autorka tk namieszała, że nie umiem ogarnąć czy były większe nieścisłości niż zaokrąglenia 22->20 albo 13->dekada. Średni spoiler: Pewne postaci mające według tekstu chyba coś koło 40+,30+ wyglądają na 20+. W fabule są modyfikacje genetyczne, które pięknie to wyjaśniają. Pewna postać zwraca nawet uwagę, że dany bohater po 10 latach nic się nie zmienił... Koniec spoilerów. Koniec końców, pogubiłam się z tymi latami. Może i jest dobrze, ale nie zamierzam z notatnikiem wertować. Jedna gwiazdka w dół. Końcówka dobra, krwawa. Waneko wydało tę mangę w formacie 2w1, przez co czytelnik dostaje w łapki grubiutką 350-stronnicową cegiełkę. Okładka miękka, obwoluta z nadrukiem. Projekt obwoluty w porządku, grzbiet nieco bez polotu, ale pasuje. Klejenie dobre, tomik wytrzymuje rozginanie przy czytaniu. Jedynie się przyczepię, że za mało mocnej, intensywnej czerni, co przy takiej tematyce odbiera sporo uroku. Wina autorki, wina papieru, wina drukarni, wina Tuska - nie wiem. Brakowało. Cena przystepna - niewątpliwie mniej niż byłoby za wydanie dwutomowe.
Rai - awatar Rai
ocenił na79 lat temu
Deadman Wonderland #1 Jinsei Kataoka
Deadman Wonderland #1
Jinsei Kataoka Kazuma Kondou
Ocena zbiorcza dla tomów #1-#5: Przy okazji uruchomienia dodruków na życzenie przez Waneko, zaopatrzyłam się w serię „Deadman Wonderland”. Dopiero teraz znalazłam trochę czasu, by wziąć się za czytanie. Historia stworzona przez Jinseia Kataokę i zilustrowana przez Kazumę Kondō wciągnęła mnie tak bardzo, że prędko pochłonęłam pierwsze pięć tomów. Czyli w zasadzie wszystkie te, które doczekały się ekranizacji. Klasa Ganty Igarashiego została zabita przez przerażającego czerwonego człowieka. Pozostały przy życiu nastolatek prędko trafił przed oblicze sądu pod zarzutem masowego mordu i skazany na śmierć. Chłopiec trafia do Deadman Wonderland – najbardziej nietypowego więzienia zbudowanego w Tokio po olbrzymim trzęsieniu ziemi. Przestępcy każdego dnia walczą tutaj o punkty, występując w niebezpiecznych przedstawieniach przed nieświadomymi niczego odwiedzającymi. Gdy Ganta miesza się w coraz dziwniejsze wypadki, dowiaduje się, że Czerwony może znajdować się gdzieś na terenie DW… Wycieczka do sekretnego bloku G wciąga go do świata Deadmenów – niezwykłych ludzi, których najgroźniejszą bronią jest ich własna krew. Horror rozgrywający się na arenach pod powierzchnią to wyłącznie początek kłopotów… Naprawdę podobała mi się ta opowieść. Już w wersji animowanej odebrałam ją jako intrygującą, choć w założeniach prostą historię o walce o sprawiedliwość i wolność. Nie umniejszam przy tym złożoności narracji, czy zwrotom akcji, bo tych jest naprawdę sporo, co dodatkowo napędza całą fabułę. Klimat jest naprawdę gęsty – głównie za sprawą bohaterów, którzy mają mocno namieszane w głowie, a ich przerażająca przeszłość mogłaby sama w sobie robić za niezły spin-off. Sceny walki trochę nie dorównały moim oczekiwaniom, jednak paradoksalnie wcale nie stanowią one głównego trzonu akcji. Pozostaje pytanie: jak dużo wycięto przy adaptacji? Niewiele (choć szkoda, że niektóre sceny czy postaci się nie pojawiły),za to dołożono o wiele więcej. Zdziwiło mnie przy tym, że manga jest dużo bardziej… wulgarna. Bohaterowie naprawdę nie przebierają w słowach. Ostatecznie warto zapoznać się i z wersją papierową, i animowaną. Które wątki w tych pięciu tomach moim zdaniem najbardziej zapadają w pamięć? Cóż, dla zaznajomionych z tytułem może nie stanowić zaskoczenia moje wskazanie na historię Sowy oraz tę Hibany. Pierwsza ze wspomnianych to niewątpliwie najbardziej poruszająca z opowieści, która realnie podbija kilkukrotnie wartość „Deadman Wonderalnd”. Tragedia goniąca tragedię, szaleństwo, nadzieja, a do tego stworzenie tajnej organizacji pośród Deadmanów. Sowa naprawdę potrafi skraść serce, zafascynować i pogrążyć w rozpaczy – świetnie przemyślany bohater z nieco banalną, acz w gruncie rzeczy poruszającą przeszłością. Z drugiej strony mamy siedmioletnią Hibanę w oddziale kosiarzy. Kompletnie sprany łeb, przerażające backstory, bezwzględność, niepohamowana psychopatka zamknięta w ciele drobnej dziewczynki. Naprawdę potrafi to wzbudzić ciarki. Do tego stopnia, że nawet zagłębiając się w przyczyny jej zachowania, trudno znaleźć pełne zrozumienie. Warstwa wizualna wypada udanie. Styl jest zgrabny, bohaterowie wyraziści. Szczerze mówiąc, nieco brakuje mi dynamiki w scenach walki. Trwają one dość krótko, pozostawiają bez zachwytu, trudno odczuć w nich istniejące zagrożenie, co powinno być jednak kluczowe. Dużo lepiej wypadają sceny statyczne, które miejscami potrafią wzbudzić czyste obrzydzenie, w co bardziej brutalnych momentów. Dość miłym akcentem są również dodatkowe plansze o charakterze komicznym, czy choćby ciekawostki dotyczące funkcjonowania DW. „Deadman Wonderland” kompletnie mnie porwał. Wprost nie mogę się doczekać sięgnięcia po kolejne części. Za pierwsze pięć części przyznaję średnią 8/10 (z podkreśleniem, że tom 1. otrzymuje siedem punktów, a 5. aż dziewięć). Jeśli lubicie horrory, które są nieco bardziej brutalne i oferują przy tym ciekawą historię, być może będzie to naprawdę dobry wybór.
KrukNagrobny - awatar KrukNagrobny
ocenił na76 miesięcy temu
Deadman Wonderland #3 Jinsei Kataoka
Deadman Wonderland #3
Jinsei Kataoka Kazuma Kondou
Ocena zbiorcza dla tomów #1-#5: Przy okazji uruchomienia dodruków na życzenie przez Waneko, zaopatrzyłam się w serię „Deadman Wonderland”. Dopiero teraz znalazłam trochę czasu, by wziąć się za czytanie. Historia stworzona przez Jinseia Kataokę i zilustrowana przez Kazumę Kondō wciągnęła mnie tak bardzo, że prędko pochłonęłam pierwsze pięć tomów. Czyli w zasadzie wszystkie te, które doczekały się ekranizacji. Klasa Ganty Igarashiego została zabita przez przerażającego czerwonego człowieka. Pozostały przy życiu nastolatek prędko trafił przed oblicze sądu pod zarzutem masowego mordu i skazany na śmierć. Chłopiec trafia do Deadman Wonderland – najbardziej nietypowego więzienia zbudowanego w Tokio po olbrzymim trzęsieniu ziemi. Przestępcy każdego dnia walczą tutaj o punkty, występując w niebezpiecznych przedstawieniach przed nieświadomymi niczego odwiedzającymi. Gdy Ganta miesza się w coraz dziwniejsze wypadki, dowiaduje się, że Czerwony może znajdować się gdzieś na terenie DW… Wycieczka do sekretnego bloku G wciąga go do świata Deadmenów – niezwykłych ludzi, których najgroźniejszą bronią jest ich własna krew. Horror rozgrywający się na arenach pod powierzchnią to wyłącznie początek kłopotów… Naprawdę podobała mi się ta opowieść. Już w wersji animowanej odebrałam ją jako intrygującą, choć w założeniach prostą historię o walce o sprawiedliwość i wolność. Nie umniejszam przy tym złożoności narracji, czy zwrotom akcji, bo tych jest naprawdę sporo, co dodatkowo napędza całą fabułę. Klimat jest naprawdę gęsty – głównie za sprawą bohaterów, którzy mają mocno namieszane w głowie, a ich przerażająca przeszłość mogłaby sama w sobie robić za niezły spin-off. Sceny walki trochę nie dorównały moim oczekiwaniom, jednak paradoksalnie wcale nie stanowią one głównego trzonu akcji. Pozostaje pytanie: jak dużo wycięto przy adaptacji? Niewiele (choć szkoda, że niektóre sceny czy postaci się nie pojawiły),za to dołożono o wiele więcej. Zdziwiło mnie przy tym, że manga jest dużo bardziej… wulgarna. Bohaterowie naprawdę nie przebierają w słowach. Ostatecznie warto zapoznać się i z wersją papierową, i animowaną. Które wątki w tych pięciu tomach moim zdaniem najbardziej zapadają w pamięć? Cóż, dla zaznajomionych z tytułem może nie stanowić zaskoczenia moje wskazanie na historię Sowy oraz tę Hibany. Pierwsza ze wspomnianych to niewątpliwie najbardziej poruszająca z opowieści, która realnie podbija kilkukrotnie wartość „Deadman Wonderalnd”. Tragedia goniąca tragedię, szaleństwo, nadzieja, a do tego stworzenie tajnej organizacji pośród Deadmanów. Sowa naprawdę potrafi skraść serce, zafascynować i pogrążyć w rozpaczy – świetnie przemyślany bohater z nieco banalną, acz w gruncie rzeczy poruszającą przeszłością. Z drugiej strony mamy siedmioletnią Hibanę w oddziale kosiarzy. Kompletnie sprany łeb, przerażające backstory, bezwzględność, niepohamowana psychopatka zamknięta w ciele drobnej dziewczynki. Naprawdę potrafi to wzbudzić ciarki. Do tego stopnia, że nawet zagłębiając się w przyczyny jej zachowania, trudno znaleźć pełne zrozumienie. Warstwa wizualna wypada udanie. Styl jest zgrabny, bohaterowie wyraziści. Szczerze mówiąc, nieco brakuje mi dynamiki w scenach walki. Trwają one dość krótko, pozostawiają bez zachwytu, trudno odczuć w nich istniejące zagrożenie, co powinno być jednak kluczowe. Dużo lepiej wypadają sceny statyczne, które miejscami potrafią wzbudzić czyste obrzydzenie, w co bardziej brutalnych momentów. Dość miłym akcentem są również dodatkowe plansze o charakterze komicznym, czy choćby ciekawostki dotyczące funkcjonowania DW. „Deadman Wonderland” kompletnie mnie porwał. Wprost nie mogę się doczekać sięgnięcia po kolejne części. Za pierwsze pięć części przyznaję średnią 8/10 (z podkreśleniem, że tom 1. otrzymuje siedem punktów, a 5. aż dziewięć). Jeśli lubicie horrory, które są nieco bardziej brutalne i oferują przy tym ciekawą historię, być może będzie to naprawdę dobry wybór.
KrukNagrobny - awatar KrukNagrobny
ocenił na86 miesięcy temu
All You Need Is Kill 2 Takeshi Obata
All You Need Is Kill 2
Takeshi Obata Hiroshi Sakurazaka
Hollywoodzka superprodukcja „Na skraju jutro” z wiecznie młodym Tomem Cruisem w rolach głównych, powinna być znana każdemu miłośnikowi dobrego kina sci-fi. Należy jednak przypomnieć o tym, że zanim tłumy zaczęły szturmować kinowe kasy, na rynku pojawiła się stosowna manga, a jeszcze wcześniej light novelka będąca oryginalnym materiałem źródłowym danej historii. Poniższa recenzja skupi się jednak tylko na komiksowej wersji dzieła, która nie tylko nie dobiega od filmowej adaptacji, co nawet w niektórych momentach jest odrobinę lepsza. Akcja mangi przenosi czytelnika w niedaleką przyszłość, kiedy to ludzkość uwikłana w morderczą wojnę z tajemniczym najeźdźcą, stoi na krawędzi całkowitej zagłady. Mimicy spychają ziemskie siły wojskowe do całkowitej defensywy, pochłaniając dla siebie kolejne nieliczone ziemie. Decydująca walka coraz szybciej zbliża się do rejonów Japonii, których utrzymanie może być kluczowym elementem w całej wojnie. Do obrony Kraju Kwitnącej Wiśni zostaje oddelegowany specjalny zespół sił amerykańskich pod dowództwem legendarnej pośród żołnierzy Rity Vratsky. Do boju obok doświadczonych jednostek, rusza również młody i niedoświadczony Keiji Kiriya. Los nie będzie dla niego nazbyt łaskawy i w wyniku kilku nieprzewidzianych sytuacji wpada on w nieskończoną pętlę czasową, która za każdym razem kończy się tak samo – jego śmiercią. Nieustające przekleństwo może stać się również niebywałą szansą dla ludzkości, którą chłopak musi za wszelką cenę wykorzystać. Przypuszczalnie spore grono czytelników, którzy przebrną przez zaledwie kilka początkowych rozdziałów mangi, będzie miało mocne uczucie déjà vu. Nie mówię tutaj już o dość oczywistej wariacji pomysłu z filmu Dzień świstaka. Twórca oryginalnej historii (książka) czerpie z dość wielu różnych dzieł popkulturowych, dodając do nich coś od siebie i tworząc plastyczną masę, z której tworzy naprawdę udany koncept scenariuszowy. Ryousuke Takeuchi (scenarzysta mangi) biorąc pod uwagę wysoką jakość pierwotnej historii, nie może pozwolić sobie na nadmierną twórczą ingerencję w treść, dość sztywno trzymając się jasno określonych schematów. Nie oznacza to jednak, że twórca nie dodał tutaj coś od siebie, ale będzie to mały smaczek, tylko dla kogoś kto wcześniej miał okazję czytać light novelkę. Zaserwowana tutaj historia jest bardzo prosta w swoich złożeniach: wyniszczająca wojna z obcymi i jednostka, która może przechylić szalę zwycięstwa na stronę ziemian. Twórca (w tym aspekcie cały czas mowa o autorze książki) od początku do samego końca miał jasno określony plan scenariuszowy, nastawiony głównie na widowiskową akcję, bez niepotrzebnego zagłębiania się w nadmiernie skomplikowane wątki (to właśnie dzięki temu mangę tak dobrze się „pochłania”). Cała recenzja na ; https://www.popkulturowykociolek.pl/2020/03/recenzja-mangi-all-you-need-is-kill.html
PopKulturowy - awatar PopKulturowy
ocenił na76 lat temu
Hideout Masasumi Kakizaki
Hideout
Masasumi Kakizaki
Klimat, groza, szok – tego oczekuję od horroru. Oczywiście w ramach literatury grozy istnieją przeróżne podgatunki, gdzie każdy z nich rządzi się własnymi prawami, jednak u podłoża każdego z nich koniec końców i tak leżą te trzy frazy – klimat, groza, szok. Niektóre horrory serwują to w ciut bardziej subtelny sposób, operując grozą podskórną, a inne nie bawią się w ceregiele i bezpardonowo straszą czytelnika coraz bardziej makabrycznymi i przerażającymi scenami. I właśnie jedną z takich opowieści jest „Hideout” Masasumiego Kakizakiego – krótką, bardzo treściwą, przerażającą i szokującą mangą, która nie patyczkuje się z czytelnikiem, lecz bezpardonowo zasypuje go mnogością koszmarnych, a miejscami obrzydliwymi, pomysłami autora. Jednym słowem: bomba. Manga Kakizakiego zachwyca swoimi panelami – niezwykle dokładnymi i drobiazgowymi ilustracjami, na których niejednokrotnie można się zatrzymać w niemym podziwie nad kunsztem artysty – szczególnie ciekawie wypada to na tle wspomnianych makabrycznych scen, które z jednej strony obrzydzają i autentycznie przerażają, a z drugiej strony emanuje od nich jakaś hipnotyczna siła, która sprawia, że nie sposób od nich oderwać wzroku. Spokojnie mogę więc założyć stwierdzenie, że w kresce Kakizakiego jest coś obrzydliwie pięknego, jakkolwiek paradoksalnie by to nie brzmiało. Sytuacja wygląda trochę inaczej w przypadku prezentowanej fabuły. Tak jak w przypadku paneli oraz ilustracji styl Kakizakiego obfituje w dokładność i chorobliwą wręcz drobiazgowość, tak w przypadku fabuły stawia na prostotę i szok. Jednak absolutnie nie nazwałbym tego wadą, bowiem opowieść, którą prezentuje nam autor przeraża w miejscu, w którym ma przerazić, szokuje wtedy, kiedy trzeba, a przede wszystkim daje czytelnikowi nagły, acz bardzo umiejętnie podany szybki strzał adrenaliny, którego nie sposób nie docenić. Ta lekko ponad 200-stronnicowa historia zemsty, która obradza się w mrożącą krew w żyłach opowieść o przetrwaniu angażuje na każdej stronie i sprawia, że człowiek przewraca stronę za stroną. Abstrahując od faktu, że jest to niewielkich rozmiarów manga, a co za tym idzie dałoby się spokojnie przeczytać ją na jednym posiedzeniu, to sposób prowadzenia narracji oraz prezentowana fabuła sprawia, że po prostu od lektury „Hideout” nie sposób się oderwać. Historia tropikalnej wyspy i mrocznej jaskini znajdującej się w jej sercu oraz czyhającym w niej złu będzie jeszcze długo rezonować w mojej pamięci… Przerażająca historia przedstawiona w przepięknie obrzydliwy sposób i to podana w nieodkładalnej formie – czy można chcieć czegoś więcej od porządnego horroru? Odpowiedzcie sobie sami, a jeśli odpowiedzieliście przecząco to sięgajcie czym prędzej po „Hideout”. Jeśli spodobało Ci się co tu napisałem to zapraszam na mojego Instagrama (kulturiada) po więcej recenzji i ciekawostek ze świata kultury, będę niezwykle wdzięczny za każdy rodzaj wsparcia :) https://www.instagram.com/kulturiada/
KULTURIADA - awatar KULTURIADA
oceniła na78 miesięcy temu
All You Need Is Kill 1 Takeshi Obata
All You Need Is Kill 1
Takeshi Obata Hiroshi Sakurazaka
Hollywoodzka superprodukcja „Na skraju jutro” z wiecznie młodym Tomem Cruisem w rolach głównych, powinna być znana każdemu miłośnikowi dobrego kina sci-fi. Należy jednak przypomnieć o tym, że zanim tłumy zaczęły szturmować kinowe kasy, na rynku pojawiła się stosowna manga, a jeszcze wcześniej light novelka będąca oryginalnym materiałem źródłowym danej historii. Poniższa recenzja skupi się jednak tylko na komiksowej wersji dzieła, która nie tylko nie dobiega od filmowej adaptacji, co nawet w niektórych momentach jest odrobinę lepsza. Akcja mangi przenosi czytelnika w niedaleką przyszłość, kiedy to ludzkość uwikłana w morderczą wojnę z tajemniczym najeźdźcą, stoi na krawędzi całkowitej zagłady. Mimicy spychają ziemskie siły wojskowe do całkowitej defensywy, pochłaniając dla siebie kolejne nieliczone ziemie. Decydująca walka coraz szybciej zbliża się do rejonów Japonii, których utrzymanie może być kluczowym elementem w całej wojnie. Do obrony Kraju Kwitnącej Wiśni zostaje oddelegowany specjalny zespół sił amerykańskich pod dowództwem legendarnej pośród żołnierzy Rity Vratsky. Do boju obok doświadczonych jednostek, rusza również młody i niedoświadczony Keiji Kiriya. Los nie będzie dla niego nazbyt łaskawy i w wyniku kilku nieprzewidzianych sytuacji wpada on w nieskończoną pętlę czasową, która za każdym razem kończy się tak samo – jego śmiercią. Nieustające przekleństwo może stać się również niebywałą szansą dla ludzkości, którą chłopak musi za wszelką cenę wykorzystać. Przypuszczalnie spore grono czytelników, którzy przebrną przez zaledwie kilka początkowych rozdziałów mangi, będzie miało mocne uczucie déjà vu. Nie mówię tutaj już o dość oczywistej wariacji pomysłu z filmu Dzień świstaka. Twórca oryginalnej historii (książka) czerpie z dość wielu różnych dzieł popkulturowych, dodając do nich coś od siebie i tworząc plastyczną masę, z której tworzy naprawdę udany koncept scenariuszowy. Ryousuke Takeuchi (scenarzysta mangi) biorąc pod uwagę wysoką jakość pierwotnej historii, nie może pozwolić sobie na nadmierną twórczą ingerencję w treść, dość sztywno trzymając się jasno określonych schematów. Nie oznacza to jednak, że twórca nie dodał tutaj coś od siebie, ale będzie to mały smaczek, tylko dla kogoś kto wcześniej miał okazję czytać light novelkę. Zaserwowana tutaj historia jest bardzo prosta w swoich złożeniach: wyniszczająca wojna z obcymi i jednostka, która może przechylić szalę zwycięstwa na stronę ziemian. Twórca (w tym aspekcie cały czas mowa o autorze książki) od początku do samego końca miał jasno określony plan scenariuszowy, nastawiony głównie na widowiskową akcję, bez niepotrzebnego zagłębiania się w nadmiernie skomplikowane wątki (to właśnie dzięki temu mangę tak dobrze się „pochłania”). Cała recenzja na ; https://www.popkulturowykociolek.pl/2020/03/recenzja-mangi-all-you-need-is-kill.html
PopKulturowy - awatar PopKulturowy
ocenił na76 lat temu
Kuroko's Basket 1 Tadatoshi Fujimaki
Kuroko's Basket 1
Tadatoshi Fujimaki
Mogę zawsze zaczynać swoje deliberacje, ot ,,recenzowskie wypociny” odnośnie mang (częściowo również produkcji anime, które na ich podstawie powstają) zwanych popularnie ,,sportówkami” od następującego zdania: ,,Nie da się nie podziwiać zyskujących coraz większą popularność, nawet i wśród zatwardziałych popkulturowych nerdów japońskich komiksów i anime o sporcie i zmaganiach atletycznych, kreowanych w oparciu o ich specyficzną narrację, szczególnie jeśli robią one na odbiorcy, i to nie na jednostce, a wręcz rzeszy fanów potężne wrażenie”. Tak, będąc geekiem od tego typu sportowych treści, nie ma szans, aby nie rozkochać się w oryginalnych, zakręconych na punkcie kreowania u swoich postaci absolutu dążenia do perfekcji w sporcie i spełnienia marzenia o byciu najlepszym, treściach japońskiej popkultury, które tak fantastycznie opowiadają o sporcie. A jeśli czyta się sporo mang z tego tytułu, szczególnie jeśli najpierw oglądało się wielosezonową ich adaptację w postaci danego ,,animu”, a potem dopiero zaczęło czytać się ,,pierwowzorowe” komiksy, i potem takowe mangi się recenzuje, tym bardziej ma się ochotę na wyrażanie szacunku do ,,sportówek” np. na każdym kroku swojego tekstu recenzenckiego czy podcastu video. Jak każda rzecz, którą zrodziła popkultura, tak i sportówki mają swoje plusy oraz wady. W większości orbitują wokół bardzo dużej ilości plusów, choć trzeba zaznaczyć, że są to raczej tytuły dla określonej niszy fanów, którzy nie wymagają, cholibka!, nie wiadomo jak głębokiego, jak bardzo wielowymiarowego dzieła do doświadczania. Z perspektywy dość osobniczej, powiedziałbym mocno indywidualnej, jako część własnego, prywatnego podejścia do tego niepotrzebnie ukrywanego pod warstwą zawodowych rozgrywek atletycznych dających multum zawodnikom miliony dolarów, błysk sławy, nieustające zainteresowanie z perspektywy sponsorów a samym sponsorom właśnie jeszcze więcej nabitych do swojej zbyt dużej ,,sakiewki” sporą ilość ,,sporto-dolarów”, czystego odcienia, jakby nieskalanego złem konsumpcjonizmu sportu, będącego w pierwotnym ujęciu instynktownym, związanym z przesuwającego grancie psycho-fizyczne danej osoby, jednym z najlepszych anime a zarazem mangą, bo to nad jej recenzjo-opinią niniejszym się pochylam, które taki rzekłbym to stanowczo ,,szacunek do archetypowej idei sportu” wyraża, oprócz pierwszego tomu ,,Kapitana Tsubasy”, którego nie tak dawno zresztą skończyłem czytać i omawiać, okazuje się być, nie inaczej!, Uniwersum Kuroko’s Basket. Tak, w końcu to tym koszykarskim tytule mowa, tytule, które w Polsce jest jednym z najbardziej poczytnych i oglądanych tworów tego nurtu, po który zaczynają sięgać osoby całkowicie nie podejrzewane o jakiekolwiek zainteresowanie anime czy mangą. I przyznam się szczerze: początkowo – co często zdarza mi się przy doświadczaniu ,,sportówek” właśnie – miałem lekkawe opory, co do tego, czy opowieść o zmaganiach koszykarzy na poziomie gimnazjalno-licealnych rozgrywek w Japonii, będzie tym kolejnym ,,sportowo-mangowo-anime” swego rodzaju strzałem w dziesiątkę, który po raz kolejny da mi motywację zarówno do pracy nad sobą, jak i do sięgania, co zabrzmi paradoksalnie, po… jeszcze większe ilości tego gatunku/nurtu wśród japońskich animacji i komiksów. Dobra moja, a może i Wy też tak macie, więc ,,dobra nasza”, że moje ,,anty-motywacje” i ,,niepotrzebne bolączki dnia zwykłego”, co do tego, czy czytanie pierwszego tomu ,,Kuroko’s Basket” będzie dobrym rozwiązaniem, mimo iż jak na razie 16 obejrzanych odcinków anime z tego Uniwersum za mną, okazały się totalnie bezpodstawne i wyczarowywane przez własną głupotę. Zresztą doświadczanie samego serialu z tego Świata, już na wstępie, okazuje się swego rodzaju nagrodą dla mnie, jako dla osoby będącej zarówno sportowcem wyczynowcem, amatorem, człowiekiem idącym przez życie m.in. przez proces sportowej (fizycznej i psychicznej sfery) samorealizacji, a także jako dla kogoś kto jest olbrzymim fanem koszykówki, szczególnie tej spod znaku najlepszej ligi Świata, NBA! A co tu dopiero pomyśleć o samej mandze z japońską koszykówką w tle. I za to kocham tego rodzaju rzeczywistości, ot wymiary sportowej rozrywki i pasji do samodoskonalenia się, bo tkwi w takich treściach, jak w mandze i anime ,,Kuroko's Basket" właśnie, tak potężna iskra. I jak to w życiu bywa skończyło się na tym, że w moim specyficznym przypadku pilot omawianego japońskiego komiksu siadł mi na gusta i guściki dość solidnie, powiedziałbym nawet iż o wiele lepiej gdybym to pierwsze z tego ,,contentu” zaczął czytać mangę właśnie, a dopiero po którymś tomie mangi zaczął oglądać anime. Co do samej opowieści Tadatoshiego Fujimakiego, dość dobrego i mającego dla konwencji ,,sportówek” dość wydatny i urokliwy w dynamice przekazywania sportowych treści sposób ich przedstawiania, mangaki, nie da się jej nie podziwiać za pomysł odpowiedniego ujęcia bezpośredniej sportowej rozrywki i tej pośredniej: ,,zakulisowości”, którą stanowią relacje tworzone przez zawodników jednej drużyny i pomiędzy przeciwnymi stronami nawzajem, a także polityczne i prywatne wątki odnoszące się do świata który sport tworzy: historia zawodników, kluby, sponsorzy, intrygi czy nawet korupcja. To, na co zwraca się w pilocie ,,Kuroko’s Basket” to szeroka dynamika ,,kreski" – z całej szaty graficznej to ona, sądzę, jest tu najrozsądniej realizowana, a nie samo ,,montowanie”, dobór kadrów, perspektywy, rodzaju ujęć. Można otworzyć tom na dowolnej stronie i nie będąc fanem tego konkretnego Uniwersum, a raczej miłośnikiem wyszukanego rysunku etc., stwierdzić: ,,O ja cię! To wygląda kapitalnie: jakby każdy rzut, każda zasłona, każda wskazówka trenera, czy dialogi na różnych polach i relacjach, tworzyły jeden iście perfekcyjny byt". Jedynie można przyczepić się to szerszych planów i rysunku/szkicu teł oraz niekiedy konturówek budujących zawodników z dość dalekiego planu. Nasz mangaka najbardziej zabrylował w owym wydaniu w samym fizycznym dynamizmie koszykówki: jego kreacje i dobór odpowiedniego nasycenia czerni, odcieni szarości i ustawienia bieli, tak aby ,,kolorystycznie” i rysunkowo na przestrzeni całości mangi okazały się one żywe, immersyjnie, dokładne, ale i pompatyczne - pobudzały ducha czytelnika do jeszcze większego, bardziej optymistycznego doświadczania tej lektury. To miała być opowieść w stylu obrazu będącego czymś nadrzędnym wobec fabuły ujętej w dymki czy kwestie narratorów. Taka też się okazała. Ów tom mogę zaliczyć do tych stricte ,,surowych” mang - ,,surowych”, czyli tego rodzaju treści, które w przypadku braku jakiegokolwiek tekstu opowiedzą się samą tylko warstwą graficzną. Mogę to podsumować następująco: ,,No Panie Fujimaki, no bracie Tadatoshi.. no nieźle!”. W całości debiutu mangi w tymże recenzowanym wydaniu ,,Kuroko’s Basket”, w jej dość awangardowo, ale i oryginalnie (także z szacunkiem do samej dyscypliny, jaką jest koszykówka: jej zasad, taktyki, dynamiki akcji etc.) kwestie fabularno-scenariuszowe, sądzę okazały się jedynie drobną niedogodnością. Nie ukrywam: apetyt na ,,więcej i lepiej” w danym tomie treści z ,,Kuroko’s…” posiadłem z powodu serialu, który jako adaptacja tejże mangi oglądam. To kwestia przyzwyczajenia, a może i odejścia od schematu najpierw oglądania ,,sportówkowego anime”, a potem czytania komiksu. Ostatecznie dostaliśmy podobnie życiową ,,sportówkę”, co do pilota mangi ,,Kapitan Tsubasa” - ,,życiową”, bo w obu przypadkach działającą jak naprawdę budzący z egzystencjalnego samorealizacyjnego letargu świetny motywator i wsparcie. I co istotne samo tło sportowo-motywacyjne nie tyczy się tu, jak w sytuacji z ,,Initial-D” czy przygód piłkarskiego geniusza Tsubasy jednej postaci, a jedynie drużyny, a najbardziej Kagamiego oraz Kuroko – dwójki niesamowitych talentów, którzy owijają sobie wokół paluszka sądzę główny trzon fabuły, który instynktownie będzie rozprowadzał ją w odpowiednich kierunkach. Sama ich obecność, kontrast, który ta dwójka tworzy nadaje, już w pierwszym jej tomie!, owej mandzie… intensywności, mimo iż można by troszku ironicznie, troszku ,,od niechcenia” rzec: przecież to tylko dwoje z kilkunastu graczy liceum Seirin, wliczając w to nietuzinkową młodą trenerkę. Drugą istotną kwestią, która ,,atakuje” w tomie dość specyficznie jest, choć to może być nieco bardziej subiektywne odczucie, to iż występuje tu całkiem spora jak na treści koszykarskie ilość wątków pobocznych, które nie dźgają fabuły, którą centralizują Kagami i Kuroko. Nie ma w tym nachalności i celowości twórcy, jakby chciał on wszystko rozciągać w tej fabule… jakby do porzygu. Fakt faktem, nie samym ,,Kuroko’s Basket” w mangach człowiek żyje. To tylko (i aż) opowieść (fikcyjna!),jednakże z prawdziwym ujęciem panujących tu, jak zresztą w naszym sportowym światku, zasad, przepisów etc… dotyczących wielu dyscyplin sportowych, w tym co logiczne jak ,,czarny chleb i czarna kawa” naszej ukochanej koszykówki. Ale, jaka to się okazała opowieść, a można to ująć prosto i następująco: przykryła swą jakością i pomysłem na oddanie realiów własnego Uniwersum, dość trudnego do przekazania ze względu na odniesienie do tego co jest sporą częścią prawdziwego życia naszej Cywilizacji, czyli sportu: wiele klasyków sci-fi, horroru, thrillera, które w mandze doświadczałem. Jest dynamicznie, konkretnie, z odpowiednią dla postaci i samej specyfiki narracji i tym japońskim ujęciu światka ,,koszykarskiego licealnego sportu", akcją, ot jej wprawnym tempem realizacji. Tak powinna wyglądać, tak być narysowana i napisana lekka, przyjemna i pasjonująca sportówka zarówno dla geeków od basketu jak i mangowych nerdów, którzy lubią sport, ale jeszcze ,,sportówek” w mandze nie czytali. Taka jak mega-dobre ,,Kuroko's Basket" no.1. Taka jest właśnie pilotowe rozdanie ,,Kuroko’s Basket”. I co istotne Tak samo jak w anime, w tej komiksowej pierwotnej wersji na starcie cyklu postaci są zabawne jak i poważne i naturalne: ich charaktery są indywidualne, dobrze przemyślane i napisane przez Fujimakiego. Wszyscy uzupełniają się wzajemnie: jeśli chodzi o swoje role w koszykarskiej rywalizacji a także współpracy w teamie, co mam na myśli w szczególności więź tworzoną w całym zespole Seirin. Nasi sportowcy nie są nudni, są sobą, kreowani są bardziej naturalnie niż ma to miejsce w lekko infantylnej mandze w porównaniu do ,,Kuroko’s Basket”: opowieści o piłkarskich przygodach Tsubasy. Trzon fabuły, o czym napomknąłem nieco wyżej ciągną na swoich barkach Kuroko i Kagami oraz trenerka Riko – podobnie jak w anime, najbardziej rzucają się oni w oczy i robią to z klasą. Mimo iż manga mija szybko, podczas lektury nie odczujemy tego, gdyż zwycięża tu specyfika oddania świata licealnej koszykówki z elementami szkolnych i prywatnych historii bohaterów. Nie odczujemy nawet jej końca – ta opowieść kończy się płynnie z zaskakującym urwaniem na pewnym pojedynku Seirin z drużyną Kise Ryoty. Jeśli tak klasowo i ze stylem ,,miód luksja" to finiszuje, to ja szukam tomu 2, i śmigiem-migiem zabieram się za jego lekturę.
karpatkadobra - awatar karpatkadobra
oceniła na97 miesięcy temu
Another t. 3 Yukito Ayatsuji
Another t. 3
Yukito Ayatsuji Hiro Kiyohara
W klasie 3C zaczyna działać klątwa. Kouichi Sakakibara stara się znaleźć jakieś wskazówki, które pozwolą zatrzymać tragiczny bieg wydarzeń. Po części mu się to udaje. Jeden z byłych nauczycieli wie coś więcej na temat wydarzeń z przeszłości. Związany z tym jest też pewien kaseta. Czas ucieka szybko, a klasa zostaje zaproszona na wycieczkę. 3 tom mangi kontynuuje wątki z poprzednich części, wprowadzając jeszcze gęstszą atmosferę i poczucie niepokoju. Nie ma tu tyle krwawych momentów jak wcześniej, gdyż postawiono bardziej na szukaniu odpowiedzi w przeszłości. Sama dynamika wydarzeń trochę ucierpiała, ale jednocześnie jest to zrozumiałe - ilość wątków poruszonych w tym tomie jest dość spora. Autor specjalnie przeciąga niektóre z historii, żeby przygotować wszystko przed wielkim finałem. Z najbardziej istotnych spraw - w końcu wychodzi na jaw, jak działa klątwa i że istnieje sposób na jej zakończenie. Rysunki są bardzo dobre. Oddają mroczny klimat historii. Kompozycja kadrów, cienie czy mimika idealnie podkreślają napięcie, które jest wszechobecne. Mimo tego, że rysunki nie są ekstra, ultra, hiper, wypas, mega szczegółowe, to moim skromnym zdaniem mają swój charakter i pasują idealnie do tego typu historii. Ten tom, gdyby nie fakt kilku kluczowych informacji, można byłoby nazwać „przejściowym”. Myślę, że manga spodoba się szczególnie tym osobom, które nie lubią, gdy historia zaczyna i kończy się w tym samym tomie. „Another” to opowieść dla tych, którzy nie boją się wejść w mroczne zakątki ludzkiej psychiki i wszechobecnej grozy. ig: multiverse_hunter
Multiverse_Hunter - awatar Multiverse_Hunter
ocenił na75 miesięcy temu

Cytaty z książki Deadman Wonderland Volume 2

Bądź pierwszy

Dodaj cytat z książki Deadman Wonderland Volume 2