rozwińzwiń

Pejzaż moralny. W jaki sposób nauka może określać wartości

Okładka książki Pejzaż moralny. W jaki sposób nauka może określać wartości autora Sam Harris, 9788361710073
Okładka książki Pejzaż moralny. W jaki sposób nauka może określać wartości
Sam Harris Wydawnictwo: CiS filozofia, etyka
400 str. 6 godz. 40 min.
Kategoria:
filozofia, etyka
Format:
papier
Tytuł oryginału:
The Moral Landscape: How Science Can Determine Human Values
Data wydania:
2012-10-25
Data 1. wyd. pol.:
2012-10-25
Data 1. wydania:
2010-10-01
Liczba stron:
400
Czas czytania
6 godz. 40 min.
Język:
polski
ISBN:
9788361710073
Tłumacz:
Piotr J. Szwajcer
Średnia ocen

7,3 7,3 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Pejzaż moralny. W jaki sposób nauka może określać wartości w ulubionej księgarnii

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Opinia społeczności i

Pejzaż moralny. W jaki sposób nauka może określać wartości



książek na półce przeczytane 401 napisanych opinii 190

Oceny książki Pejzaż moralny. W jaki sposób nauka może określać wartości

Średnia ocen
7,3 / 10
69 ocen
Twoja ocena
0 / 10

OPINIE i DYSKUSJE o książce Pejzaż moralny. W jaki sposób nauka może określać wartości

avatar
0
0

Na półkach:

Morality is a domain that is on the minds of philosophers. It is peculiar, then, to read a book that aims to answer difficult philosophical questions... without even engaging with philosophical problems! It is apparent that Sam Harris doesn't know any literature on the subject. Had he read books about ethics, we would be aware of the many issues and questions that a proper account of morality has to include. And maybe we would give the answers in the book, or he wouldn't even have written it.
The view of morality as presented in the book can be called a naive, folk, or "common sense" theory of morality. But it is certainly not what is expected from a serious approach to this difficult topic.

Morality is a domain that is on the minds of philosophers. It is peculiar, then, to read a book that aims to answer difficult philosophical questions... without even engaging with philosophical problems! It is apparent that Sam Harris doesn't know any literature on the subject. Had he read books about ethics, we would be aware of the many issues and questions that a proper...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
135
135

Na półkach: ,

Idealnie Harris zamyka gębę wszystkim religijnym fanatykom którzy wytykają ateizmowi brak podstaw moralnych. Po tej książce wierzący zmienili swój trump card dla ateistów z moralności na świadomość. Oczywiście nie zgadzam się z Harrisem że pejzaż moralny jest obiektywny i potrafi doprowadzić do prawdziwego dobra i zła. Wydaję mi się że Harris zamiast próbować wciskać czytelnikowi tą obiektywność powinien od razu powiedzieć że dobro i zło to są zmyślone koncepty i wymyślił je Zaratustra i ateiści powini w szukaniu gór na pejzażu posługiwać się dobrobytem (wellbeing) jako narzędziem stworzonym w nie obiektywnie dobrym celu utworzenia konkretnej wizji rzeczywistości opartej na nauce. Naprawdę nie wiem po chuj tak się trzyma tego obiektywizmu. Na pewno wadliwe arcydzieło, ale jednak arcydzieło.

Idealnie Harris zamyka gębę wszystkim religijnym fanatykom którzy wytykają ateizmowi brak podstaw moralnych. Po tej książce wierzący zmienili swój trump card dla ateistów z moralności na świadomość. Oczywiście nie zgadzam się z Harrisem że pejzaż moralny jest obiektywny i potrafi doprowadzić do prawdziwego dobra i zła. Wydaję mi się że Harris zamiast próbować wciskać...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
491
336

Na półkach: , , , ,

Muszę przyznać, że miałam pewien dysonans czytając tę książkę. Z jednej strony Harris powołuje się na badania naukowe (książka jest bardzo bogato opatrzona w przypisy - jakież było moje zdziwienie, kiedy trafiłam na "Posłowie", a Kindle pokazywał dopiero 60% całości),a z drugiej sam przyznaje, że na poparcie swojej decyzji o wyborze "dobrobytu" jako naczelnej wartości nie ma danych empirycznych.
Generalnie na poziomie emocjonalnym "dobrobyt" jednostki do mnie przemawia, ale nie da się ukryć, że Harris wybrał go arbitralnie.
Jak pisałam, w "Pejzażu moralnym" znajdziemy liczne odniesienia do badań dotyczących przede wszystkich aktywności i funkcji różnych obszarów mózgu. Jest to bardzo ciekawe i skłania do refleksji nad tym, kim w ogóle jesteśmy i co nami kieruje. Jednocześnie odniosłam wrażenie, że kuleje strona filozoficzna tej książki. Autor nie omówił w uporządkowany sposób różnych podejść do etyki - a oprócz utylitaryzmu istnieją przecież inne systemy etyczne (z którymi można się nie zgadzać, ale moim zdaniem powinny one zostać choćby pokrótce omówione).
Irytowało mnie trochę to, że główną tezę książki powtórzone w niej jakiś milion razy. Może jest to mile widziane na amerykańskim rynku wydawniczym (do tej pory spotkałam się z tą manierą właśnie w przypadku książek made in USA),ale nawet średnio ogarniętemu czytelnikowi nie trzeba chyba powtarzać w każdym rozdziale tej samej myśli.
Podobała mi się natomiast sama koncepcja pejzażu moralnego - choć nie tak łatwo obiektywnie odróżnić w nim wzgórza i doliny.

Muszę przyznać, że miałam pewien dysonans czytając tę książkę. Z jednej strony Harris powołuje się na badania naukowe (książka jest bardzo bogato opatrzona w przypisy - jakież było moje zdziwienie, kiedy trafiłam na "Posłowie", a Kindle pokazywał dopiero 60% całości),a z drugiej sam przyznaje, że na poparcie swojej decyzji o wyborze "dobrobytu" jako naczelnej wartości nie...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

523 użytkowników ma tytuł Pejzaż moralny. W jaki sposób nauka może określać wartości na półkach głównych
  • 404
  • 105
  • 14
61 użytkowników ma tytuł Pejzaż moralny. W jaki sposób nauka może określać wartości na półkach dodatkowych
  • 33
  • 10
  • 5
  • 4
  • 3
  • 3
  • 3

Tagi i tematy do książki Pejzaż moralny. W jaki sposób nauka może określać wartości

Inne książki autora

Sam Harris
Sam Harris
pisarz amerykański, autor książek "The End of Faith" (2004),"Letter to a Christian Nation" (2006) oraz " The Moral Landscape " (2010),"Lying" ( 2011),"Free Will" (2012) oraz licznych esejów opublikowanych w New Stesman, Nature, The Washington Post, Edge, The New York Times, Newsweek. Założyciel i członek The Reason Project.
Zobacz stronę autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Istota człowieczeństwa. Co sprawia że jesteśmy wyjątkowi Michael Gazzaniga
Istota człowieczeństwa. Co sprawia że jesteśmy wyjątkowi
Michael Gazzaniga
Dobra książka, porównywalna do pisarstwa Sapolsky'ego, może tylko troszkę gorsza ;) Podobny temat, również wciągająco, interesująco napisana. Również ze szczyptą humoru (choć troszeczkę mniejszą). Kolejna książka o mózgu i znowu trochę inna. Powtarzające się w książkach przypadki podjęte z trochę innej strony (i to jest fascynujące). Przyczynia się do rozwiązania zagadki dlaczego jesteśmy ludźmi, dlaczego zaszliśmy trochę dalej niż zwierzęta itp. I właściwie nie wiem co mogę jeszcze o niej powiedzieć - jest to dużo treści ale ciężko ją przywołać z pamięci ;) Tak czy inaczej książkę polecam, to jedna z tych lepszych :) Przy okazji niektórych cytatów jeszcze coś dodam: "Czy możesz sobie wyobrazić świat, w którym nikt nie kłamie? To byłoby straszne. Czy naprawdę chciałbyś znać odpowiedź na pytanie: "Cześć, jak się dzisiaj czujesz?", albo usłyszeć: "Zauważyłam, że te dwa kilogramy, których ci ostatnio przybyło, poszły ci w podbródek"?" (pdf. str.166) - taki mały przykład humoru ;) Ad.str.173 i opisany tam eksperyment moralny: Dobra, przyznaję - też bym sobie przydzielił atrakcyjniejsze zadanie, ale wcześniej też rzuciłbym monetą (i przydzielił je sobie bez względu na wynik) :D Tak myślę przynajmniej ;) "Przyglądając się środowisku, w jakim ewoluowali nasi przodkowie, Haidt zwraca uwagę na fakt, że gdyby nasze mechanizmy formułowania sądów moralnych były skonstruowane w taki sposób, aby zawsze dokonywać trafnych ocen, pociągałoby to za sobą katastrofalne skutki, ponieważ w pewnych sytuacjach bralibyśmy stronę naszych wrogów, występując przeciwko przyjaciołom i rodzinie." (pdf.str.235) - to ciekawe spostrzeżenie, o którym nie myślałem! Ale ma to sens. Ale ludzie też są różni, ja właśnie mam tendencję do sprawiedliwych ocen :P (co też może być wadą w tym kontekście). W mniej-więcej tym samym miejscu książki jest też o roli plotki (jako regulatora),noo mnóstwo ciekawych informacji! "Czystość Przekonanie, że "nieskażone jedzenie jest dobre", doprowadziło do powstania wielu religijnych rytuałów i zakazów dotyczących jedzenia. Intuicyjne przekonanie, że "nieskażone ciało jest dobre", przyczyniło się do tego, iż pewne praktyki seksualne albo sam seks są uważane za nieprzyzwoite i nieczyste." (pdf.str.251) - mamy proste rozwiązanie kwestii "nieczystości", teraz wydaje mi się tak proste, że aż wstyd, że sam na to nie wpadłem :P Jak najbardziej to też ma sens. "Interakcje z osobami, które wyrażają niewiele pozytywnych emocji i nie reagują na sygnały emocjonalne, prowadzą do wzrostu aktywności sercowo-naczyniowej u ich partnerów społecznych. Jeśli więc spędzasz czas w towarzystwie kogoś, kto tłumi swoją ekspresję emocjonalną, to zachowanie tej osoby podnosi ciśnienie nie tylko jej samej, ale także Tobie." (pdf. str. 307) - kolejny powód dla którego nie jestem zbyt lubiany :P (jak i pewnie inni nieneurotypowi...). "Nadaktywny podsystem detektywistyczny w połączeniu z naszą potrzebą wyjaśniania i skłonnością do myślenia teleologicznego stanowi podstawę kreacjonizmu. Próbując wyjaśnić, dlaczego istniejemy, nasz nadaktywny podsystem detektywistyczny zakłada, że musi być w to zamieszany jakiś "Ktoś". Myślenie teleologiczne podpowiada nam, że za naszym istnieniem musi się kryć czyjś celowy zamysł, a poszukiwaną przyczyną są pragnienia, zamiary i zachowania tego Kogoś. Innymi słowy, zostaliśmy celowo zaprojektowani przez jakąś Istotę." (pdf.str.434-435) - oto jak prawdopodobnie człowiek wymyślił Boga ;) Ale fajnie by było gdyby naprawdę to wszystko miało jakiś głębszy cel ;) (czytana/słuchana: 8-20.05.2025) 5/5 [7/10]
lex - awatar lex
ocenił na710 miesięcy temu
Neuronauka o podstawach człowieczeństwa Vilayanur Ramachandran
Neuronauka o podstawach człowieczeństwa
Vilayanur Ramachandran
Bardzo dobra książka. Odrobinę może gorsza od M. Sapolsky'ego, odrobinę lepsza od M. Gazzaniga i dużo lepsza od P. Churchland ;) tak sobie może porównam dla siebie, bo im więcej tych książek czytam, tym ciężej ocenić je inaczej niż w stosunku do siebie nawzajem ;) Tu też są ciekawe przypadki, też z odrobiną humoru i wciągająco napisane. łatwo było mi się skupić na treści i nie odpływałem myślami. Autor porusza tu tematy fantomowych kończyn (i skąd się mogą brać a także jak można sobie pomóc!),synestezji, autyzmu, języka... Trochę różnych tematów, które znów coś ciekawego mówią o neurologii, mózgu i naszym człowieczeństwie ;) Taki przykład humoru: "Niuanse metaforyki w sztuce indyjskiej nie trafiały do zachodnich historyków sztuki. Pewien znakomity bard, dziewiętnastowieczny naturalista i pisarz Sir George Christopher Molesworth Birdwood uważał sztukę indyjską jedynie za rzemiosło i szczególnie zniesmaczał go fakt, że wielu bogów ma mnóstwo ramion (co symbolizuje ich liczne boskie atrybuty). Największą ikonę sztuki indyjskiej – tańczącego Śiwę-Nataradźę,(…) – określał jako wieloręką potworność. Ciekawe, że nie miał takiego samego zdania na temat aniołów przedstawianych przez sztukę renesansową (dzieci ze skrzydłami wyrastającymi im z ramion),które w oczach Hindusów mogą być takimi samymi potwornościami. Jako lekarz mógłbym dodać, że nadmiarowe ramiona czasem się zdarzają (stanowiły żelazny punkt pokazów wybryków natury na jarmarkach w dawnych czasach),ale zupełnie nie do pomyślenia jest, by człowiekowi wyrosły skrzydła." (pdf.str. 218) :D I taka ciekawostka: "W wyjaśnieniu objawów występujących u transseksualistów, tak jak w przypadku somatoparafrenii, mogą nam pomóc zaburzenia czy niedopasowanie w obrębie SPL (płat ciemieniowy górny)." (pdf.str. 280) (czytana/słuchana: 20-22.05.2025) 5/5 [8/10]
lex - awatar lex
ocenił na810 miesięcy temu
Bonobo i ateista. W poszukiwaniu humanizmu wśród naczelnych Frans de Waal
Bonobo i ateista. W poszukiwaniu humanizmu wśród naczelnych
Frans de Waal
Chciałem dowiedzieć się czegoś o tajemniczym gatunku małp Bonobo. A tutaj o Bonobo było akurat najmniej. Autor ciągle wraca i opisuje „Ogród rozkoszy ziemskich” Hieronima Boscha. Jest o słoniach szympansach a o Bonobo jak na lekarstwo. Bonobo to jedna z gałęzi ewolucji człowieka i zdecydowanie to są człekokształtne najbliższe ludziom. Bonobo praktycznie nie wykazują agresji w odróżnieniu od Szympansów które w rzeczywistości są bezwzględne i brutalne. Coraz więcej też głosów, że Bonobo niewłaściwie są nazywane szympansem karłowatym. Żyją na wolności wyłącznie w Kongo i są kimś można by rzec w rodzaju człowieka pierwotnego. Badacze zakładają, że Bonobo mają swój język (niestety jeszcze nie rozszyfrowany) a nawet podejrzewa się je o posiadanie religii i wierzeń do czego prawa wydaje się roszczą sobie wyłącznie ludzie. Autor prof. Frans de Waal jest zadeklarowanym ateistą jednak jak na osobę wykształconą przystało potrafi wyrażać swoje poglądy nie obrażając tych o innych przekonaniach. Wręcz ubolewa, że w zasadzie ateizm ma do zaoferowania jedynie walkę z religią. Nie zgadza się z tym, że nauka i religia się zwalczają. Twierdzi odwrotnie, że religia i nauka zawsze się wspierały i współistniały. Zresztą coraz częściej w dzisiejszych czasach nauka opiera się na wierze. Bo co mają nam do zaoferowania fizycy teoretyczni poza teorią w którą można wierzyć lub nie?
WiTdonWiTo - awatar WiTdonWiTo
ocenił na72 miesiące temu
Moralność mózgu. Co neuronauka mówi o moralności Patricia S. Churchland
Moralność mózgu. Co neuronauka mówi o moralności
Patricia S. Churchland
Książka niby na jeden z najbardziej interesujących mnie tematów, a jakoś tak ciężko mi wchodziła. Język wydaje się prosty i zrozumiały ale czegoś brakuje, może polotu (a może to wina tłumaczenia?). A może to chodzi o to, że autorka jest filozofką, a w książce wychodzi poza swoją dziedzinę i wychodzi to jakoś dla mnie niestrawnie... Ponadto mam wrażenie, że książka jest bardziej o zwierzętach niż ludziach, ja rozumiem że to jest w kontekście ewolucji, ale jednak brak mi tego czegoś. No Sapolsky to to nie jest ;) Ani Gazzaniga (mogę to już chyba powiedzieć, bo teraz czytam książkę tego drugiego). Temat jest ciekawy i nie nudziłem się, ale.... o, może tak powiem: nie oceniam całkiem nisko, bo coś na pewno z niej wyciągnąłem... tylko nie umiem powiedzieć co :D Na koniec jednak dwa cytaty z ciekawymi informacjami, które przykuły moja uwagę, oraz jeden dość zabawny: "Chcąc wyjaśnić różnice w usposobieniu społecznym, Tost i współpracownicy zasugerowali, że u osobników wyposażonych w allel rs53576A niestandardowe struktury i połączenia pomiędzy podwzgórzem, ciałem migdałowatym i przednią częścią zakrętu obręczy mogą zazwyczaj generować mniej pozytywne, a nawet negatywne uczucia towarzyszące interakcjom społecznym. To, co przez osoby z grupy kontrolnej uznawane jest za umiarkowanie przyjemną interakcję, taką jak rozmowa z nieznajomym w kolejce w sklepie spożywczym lub pomaganie komuś w pozbieraniu rozrzuconych artykułów spożywczych, dla nich okazuje się być nieprzyjemnym. Jest to możliwe, biorąc pod uwagę to, co wiemy na temat ważnej roli ciała migdałowatego w odczuwaniu i reakcjach lękowych, a także w pozytywnych reakcjach społecznych." (pdf.str.68) "Problem ten ilustruje włączenie przez Haidta świętości i czystości do grona cnót podstawowych. Jego pomysł jest taki, że podczas ewolucji ludzkiego mózgu religie sprzyjały dobrobytowi osób należących do grupy, które stosowały się do zasad religijnych. A zatem skłonność ta została bezpośrednio wyselekcjonowana w biologicznej ewolucji ludzkiego mózgu. Zgodnie z tym poglądem intuicje dotyczące czystości i niewinności, pierwotnie związane z jedzeniem, w sposób naturalny zostają połączone z lokalnymi obrzędami religijnymi. Jest to zarys tego, co Haidt uznaje za wrodzoną skłonność do przynależności religijnej, a co ma pomóc w wyjaśnieniu powszechności występowania religii." (pdf.str.131) - teraz to ma sens, znaczy ta "czystość" wychwalana przez religie. "Niektórzy ewangeliccy kaznodzieje twierdzą, że posiadają szczególną wiedzę na temat tego, co Jezus chce, abyśmy zrobili w sprawie kontroli broni, projektów wojskowych, premii na Wall Street i AIDS. George W. Bush, gdy był prezydentem Stanów Zjednoczonych, stwierdził, że komunikował się z Bogiem w sprawie niektórych kwestii państwowych. Wszyscy ci, którzy mówią o roszczeniach Boga, podkreślają własną wiarygodność, co sugeruje, biorąc pod uwagę ich wzajemne sprzeczności, że żaden z nich nie odbiera boskich informacji na dobrej częstotliwości." (pdf.str.218-219) :D (czytana/słuchana: 5-8.05.2025) 3+/5 [6/10]
lex - awatar lex
ocenił na610 miesięcy temu
Zmierzch przemocy. Lepsza strona naszej natury Steven Pinker
Zmierzch przemocy. Lepsza strona naszej natury
Steven Pinker
To ta - jedna z tych "naj" książek ;) Jest bardzo dobra. Ale jest to cegła na ponad 900 stron i to, na co zwracają inne opinie uwagę, czyli mnóstwo statystyk, to też prawda - to może być nieco monotonne... Jak autor zaznacza na początku: nie dało się napisać krótszej ;) i pewnie ma rację, ale... to po prostu sprawia, że nie pochłania jej się zupełnie lekko. Język jest bardzo przystępny i właściwie raczej lekki, z odrobiną humoru, ale naprawdę tak delikatną, że jest to idealne połączenie. Książkę dobrze się czyta, ale pierwszą połowę nieco lepiej niż drugą... To nie jest najlżejsza w czytaniu książka, ale treść jest bardzo dobra. Powiedzieć, że na świecie jest co raz lepiej jest łatwo, i już dawno sam to zauważyłem, ale dla nieprzekonanych autor powołuje się na olbrzymią liczbę statystyk (dlatego książka jest taka długa). Kiedy po nią sięgałem, myślałem że będzie o przestępstwach typu morderstwa i napaści, ewentualnie gwałty ale tematy poruszane przez autora są dużo szersze: morderstwa, konflikty zbrojne, niewolnictwo, ludobójstwo, zbrodnie z nienawiści ale też przemoc fizyczna w rodzinach, stosunek do mniejszości, zwierząt, bicia dzieci... "Trudno w to uwierzyć - wiem, że większość ludzi nie wierzy - ale natężenie przemocy od dawna maleje i dzisiaj prawdopodobnie żyjemy w najspokojniejszej epoce w dziejach naszego gatunku. Proces ten nie przebiegał bez zakłóceń, nie ograniczył poziomu przemocy do zera i nie ma gwarancji, że będzie trwał wiecznie, ale jest niepodważalny, w skali czasowej od stuleci do lat, a także we wszystkich kategoriach zjawisk, od wojen po karanie dzieci za pomocą klapsa." (pdf.str. 13) Wiele znalezionych szkieletów ujawnia, że ci ludzie zmarli w wyniku przemocy (Ötzi, Człowiek z Kennewick, Człowiek z Lindow) (odniesienie na str. 25) Bardzo mocna jest część przytaczająca fragmenty Biblii opisujące przemoc całkiem brutalnie... "Zdążając do Ziemi Obiecanej, Izraelici spotykają na swojej drodze Madianitów. Na rozkaz Boga zabijają mężczyzn, palą miasta, porywają trzody, a kobiety i dzieci biorą w niewolę. Kiedy wracają do Mojżesza, on gniewa się na nich, ponieważ oszczędzili kobiety, a część z nich nakłoniła Izraelitów do oddawania czci konkurencyjnym bogom. Każe więc swoim żołnierzom dopełnić dzieła ludobójstwa i uraczyć się gibkimi nałożnicami, które mogą gwałcić do woli: „Zabijecie więc spośród dzieci wszystkich chłopców, a spośród kobiet te, które już obcowały z mężczyzną. Jedynie wszystkie dziewczęta, które jeszcze nie obcowały z mężczyzną, zostawicie dla siebie przy życiu”. W Księdze Powtórzonego Prawa 20 i 21 Bóg przedstawia Izraelitom naczelną strategię postępowania z miastami, które nie przyjmą ich zwierzchnictwa: mężczyzn zadźgać mieczami, a kobiety i dzieci uprowadzić. Mężczyzna mógł wtedy stanąć przed następującym problemem: ponieważ właśnie zabił rodziców i braci swojej pięknej nowej niewolnicy, mogła nie być w nastroju do amorów. Bóg przewidział tę uciążliwość i podsunął następujące rozwiązanie: mężczyzna, który porwał kobietę, powinien ogolić jej głowę, obciąć paznokcie i uwięzić w swoim domu na miesiąc, żeby wypłakała sobie oczy, a potem może ją zgwałcić." (pdf.str. 31-32) "Stary Testament ukazuje świat, który dla współczesnych oczu jest wstrząsający w swoim okrucieństwie. Ludzie biorą w niewolę, gwałcą i mordują członków swojej najbliższej rodziny. Watażkowie na oślep wyrzynają cywilów, nie wyłączając dzieci. Kobiety są kupowane, sprzedawane i wykorzystywane jak zabawki seksualne. Jahwe torturuje i masakruje setki tysięcy ludzi za przypadki drobnego nieposłuszeństwa albo bez żadnego powodu. Tego rodzaju bestialstwa nie są zjawiskiem incydentalnym. Uczestniczą w nich wszystkie ważniejsze postacie Starego Testamentu, rysowane kredkami przez dzieci w szkółce niedzielnej. Ta okrutna saga ciągnie się przez tysiąclecia, od Adama i Ewy przez Noego, patriarchów, Mojżesza, Jozuego, sędziów, Saula, Dawida, Salomona i dalej. Jak wyliczył biblista Raymund Schwager, w Starym Testamencie „jest ponad 600 fragmentów wprost mówiących o tym, że narody, królowie albo pojedynczy ludzie napadają, niszczą i zabijają innych. […] Około 1000 wersetów, w których sam Jahwe pełni funkcję bezpośredniego wykonawcy brutalnej kary, wiele tekstów, w których Pan oddaje przestępcę pod miecz kata, a w ponad 100 innych fragmentach Jahwe wydaje nakaz zabijania”. Matthew White, który określa się mianem badacza przemocy i prowadzi bazę danych z szacunkową liczbą ofiar śmiertelnych większych wojen, rzezi i ludobójstw, obliczył, że liczba ofiar masowych mordów konkretnie wymienionych w Biblii wynosi 1,2 miliona. (Pomija pół miliona poległych w wojnie pomiędzy Judą i Izraelem, opisanej w Drugiej Księdze Kronik 13, ponieważ w świetle innych posiadanych przez nas informacji liczba ta wydaje się mało wiarygodna.) Gdybyśmy dodali do tego ofiary potopu, łącznie uzyskaliśmy około 20 milionów. Pocieszające jest to, że większość tych rzeczy oczywiście nigdy się nie wydarzyła. Nie ma dowodów na to, że Jahwe zalał planetę wodą i podpalał miasta, ale również historie o patriarchach, exodusie, podbojach i imperium żydowskim prawie na pewno są fikcyjne. Historycy nie znaleźli w źródłach egipskich wzmianki o odejściu miliona niewolników (co raczej nie umknęłoby uwagi Egipcjan),archeolodzy nie natrafili zaś na ślady oblężeń i walk w ruinach Jerycha i sąsiednich miast z około 1200 roku p.n.e. A jeśli na przełomie II i I tysiąclecia p.n.e. istniało imperium Dawida rozciągające się od Eufratu po Morze Czerwone, to w tamtym czasie nikt tego nie zauważył. Współcześni bibliści ustalili, że Biblia jest jak Wikipedia. Przez ponad pół tysiąclecia tworzyli ją pisarze posługujący się różnymi stylami, dialektami, imionami postaci i koncepcjami Boga, a chaotyczne przeróbki pozostawiły po sobie wiele sprzeczności, powtórzeń i nieciągłości." (pdf.str. 34-35) - :D (tak obszernie sobie cytuję, bo mi się przyda również do innych dyskusji ;) ). Ale to że dziś miliony wierzących ma przecież zupełnie inną (współczesną) moralność, to też oznacza właśnie tyle, że ludzie są mniej brutalni. "Niezależnie od tego, czy Izraelici rzeczywiście dopuszczali się ludobójstw, nie ulega wątpliwości, że uważali je za dobry pomysł. Nikomu nie przychodziło do głowy, że kobieta ma prawo nie być gwałcona albo kupowana jako obiekt seksualny. Autorzy Biblii nie widzieli niczego złego w niewolnictwie bądź takich okrutnych karach, jak oślepianie, kamienowanie albo rąbanie na kawałki. Życie ludzkie nic nie znaczyło w porównaniu z bezmyślnym posłuszeństwem wobec zwyczaju i władzy." (pdf.str. 35) "(…) od XIII do XX wieku liczba zabójstw w różnych regionach Anglii obniżyła się 10-krotnie, 50-krotnie, a w niektórych przypadkach 100-krotnie - na przykład ze 110 zabójstw na 100 000 mieszkańców rocznie w XIV-wiecznym Oksfordzie do mniej niż 1 zabójstwa na 100 000 mieszkańców w Londynie z połowy XX wieku. (...) Odkrycie to obala wszelkie stereotypy o sielskiej przeszłości i zdegenerowanej teraźniejszości. W odpowiedziach na internetowy kwestionariusz, który miał sprawdzić postrzegany poziom przemocy, ludzie zgadywali, że XX-wieczna Anglia była o 14% brutalniejsza od Anglii XIV-wiecznej. W rzeczywistości była o 95% mniej brutalna." (pdf.str. 94-95) "Można przypuszczać, że w XVIII wieku idea zniesienia kary śmierci wydawałaby się lekkomyślna. Uznano by zapewne, że nie musząc się bać makabrycznej egzekucji, ludzie bez wahania mordowaliby dla zysku albo z zemsty. Dzisiaj jednak wiemy, że zniesienie kary śmierci nie tylko nie odwróciło utrzymującej się przez wiele stuleci tendencji spadkowej wskaźnika zabójstw, ale że na ogół tendencję tę przyspieszało oraz że najniższe wskaźniki zabójstw notowane są we współczesnych państwach Europy Zachodniej, z których żadne nie uśmierca ludzi. Kara śmierci jest jedną z wielu form instytucjonalnej przemocy, które niegdyś uchodziły za niezbędne do funkcjonowania społeczeństwa, ale po ich zniesieniu społeczeństwo doskonale sobie bez nich poradziło." (pdf.str. 207-208) - cóż jeszcze dodać? :) Ale tak, także takie kwestie porusza autor w książce jak choćby złagodzenie kar. Oraz niewolnictwo - nawet jeśli zdarza się nadal, to żadne państwo nie będzie mówić o tym z dumą: "Wypowiedź Kevina Balesa, prezesa stowarzyszenia Free the Slaves (…): '(…) Dzisiaj nie musimy toczyć batalii prawnej, ponieważ we wszystkich krajach prawo zakazuje niewolnictwa; nie musimy odpierać argumentu ekonomicznego, ponieważ żadna gospodarka nie opiera się na niewolnictwie (inaczej niż w XIX wieku, kiedy bez niewolników mogłyby upaść całe branże). Nie musimy też toczyć sporów moralnych, ponieważ nikt nie próbuje usprawiedliwiać niewolnictwa.'" (pdf.str. 214) A jeśli przeliczyć liczbę ofiar z uwzględnieniem współczynnika ludnościowego i pozycję, którą zajmowałoby dane wydarzenie, gdyby liczba ludności świata wynosiła tyle, ile w połowie XX wieku, to się okazuje że IIWŚ zajęłaby nie pierwsze, a dopiero 9 miejsce pod względem liczby ofiar! (tabela ze str. 260) "(…) nigdy nie było wojny między dwoma krajami demokratycznymi." (pdf.str. 364) "(…) kraje demokratyczne rzadziej toczą wojny międzypaństwowe, rzadziej pogrążają się w wojnach domowych na dużą skalę i rzadziej popełniają ludobójstwa." (pdf.str. 442) - to tak w kontekście tego czemu przeraża mnie jakikolwiek inny ustrój ;) Autor ma też coś do powiedzenia na temat terroryzmu: "Ponadto w każdym roku z wyjątkiem 1995 i 2001 więcej Amerykanów za biły pioruny, jelenie, alergia na orzeszki ziemne, użądlenia przez pszczoły i „zapalenie się lub stopienie nocnej bielizny” niż zamachy terrorystyczne>' (pdf.str. 447) - ;) "Od niepamiętnych czasów rodzice porzucali, dusili, bili, topili i truli wiele ze swoich nowo narodzonych dzieci. Antropolog Laila Williamson przeprowadziła badania, z których wynika, że dzieciobójstwo było praktykowane na wszystkich kontynentach przez wszystkie rodzaje społeczeństw, od niepaństwowych gromad i osad (z których 77% akceptowało zwyczaj dzieciobójstwa) po rozwinięte cywilizacje. Do niedawna od 10% do 15% wszystkich niemowląt zabijano niedługo po urodzeniu, a w niektórych społeczeństwach odsetek ten dochodził do 50%. (…) Przebyliśmy długą drogę, zanim dotarliśmy do naszych czasów, których półkilogramowym maleństwom ratuje się życie dzięki heroicznym wysiłkom chirurgów, oczekuje się od dzieci produktywności ekonomicznej dopiero w trzeciej dekadzie życia, a za przemoc wobec dzieci uznaje się grę w zbijaka." (pdf.str. 535) - dalej jest możliwe wyjaśnienie dzieciobójstwa z perspektywy biologii ewolucyjnej i ma to sens, muszę przyznać. Fragment dotyczący homoseksualizmu jest tak fajnie napisany :D "Przemoc homofobiczna, odgórna lub oddolna, to tajemnicza pozycja w katalogu przemocy, ponieważ agresor nie odnosi z niej żadnej korzyści. Nie wchodzą w grę żadne sporne zasoby, a ponieważ homoseksualizm jest przestępstwem bez ofiar, zapobieganie mu nie zwiększa spokoju społecznego. Można by wręcz oczekiwać, że na widok homoseksualisty mężczyźni hetero pomyślą sobie: „Super, więcej kobiet dla mnie!”. Zgodnie z tą samą logiką znacznie większą zbrodnią powinno być lesbijstwo, ponieważ usuwa z puli rozrodczej dwie kobiety naraz. (…) Homofobia jest ewolucyjną zagadką, podobnie jak sam homoseksualizm. To znaczy nie ma niczego tajemniczego w homoseksualnym zachowaniu. Człowiek jest gatunkiem polimorficznie zboczonym i bez przerwy próbuje zaspokajać popęd płciowy za pomocą różnych żywych i nieżywych obiektów, które nie zwiększają jego osiągnięć rozrodczych. W wyłącznie męskich środowiskach, na przykład na statkach, w więzieniach i szkołach z internatem, ludzie często zadowalają się łatwo dostępnym obiektem, który w całej okolicy najbardziej przypomina kobiece ciało." (pdf.str. 575) - :D (tak, oczywiście dalej jest trochę poważniej ale i tutaj przemoc spada). "Mit czystego zła jest wielką przeszkodą na drodze do zrozumienia prawdziwego zła. Jako że punkt widzenia naukowca przypomina punkt widzenia sprawcy, a punkt widzenia moralisty przypomina punkt widzenia ofiary, naukowców oskarża się o to, że „usprawiedliwiają sprawcę”, „przerzucają winę na ofiarę” albo próbują zrehabilitować amoralną doktrynę, że „wszystko zrozumieć to wszystko wybaczyć” (przypomnijmy sobie, jak odpowiedział na tego rodzaju krytykę Lewis Richardson: dużo potępić to mało zrozumieć)." (pdf.str. 635) - podoba mi się odpowiedź pana Lewisa Richardsona. "Alternatywa dla mitu czystego zła brzmi następująco: większość cierpienia zadawanego ludziom przez ludzi bierze się z motywów, które znajdujemy w każdej normalnej osobie. Płynie z tego wniosek, że spadek przemocy w znacznej mierze wynika z faktu, iż ludzie kierują się tymi motywami rzadziej, w bardziej ograniczonym stopniu i w mniejszej liczbie sytuacji." (pdf.str. 724) "(…) inteligentniejsi ludzie są bardziej liberalni." (pdf.str. 838) - dlaczego wcale mnie to nie dziwi? ;) (btw. wzrost inteligencji wiąże się ze spadkiem przemocy). Ale potem jest "korelacja, która zdenerwuje lewicę, tak jak korelacja z liberalizmem zdenerwowała prawicę", więc konserwatyści też nie muszą się z góry negatywnie nastawiać :D "Niechęć do nowożytności to jeden z lejtmotywów współczesnej krytyki społecznej. (…) Co takiego dała nam technologia, mówią, oprócz alienacji, skażenia środowiska, patologii społecznych, utraty sensu życia i kultury konsumeryzmu, która niszczy naszą planetę tylko po to, żebyśmy mogli mieć domy do samodzielnego montażu, SUV-y i reality show? (…) Od lat siedemdziesiątych, kiedy romantyczna nostalgia zawędrowała pod strzechy, statystycy i historycy gromadzą fakty, które przemawiają przeciwko niej. Tytuły publikowanych przez nich książek mówią same za siebie: (…) "It’s Getting Better All the Time" , "The Good Old Days - They Were Terrible!" (…) Obrońcy nowożytności opowiadają o uciążliwościach codziennego życia przed nastaniem zamożności i technologii. Nasi przodkowie, przypominają nam autorzy, byli zawszeni, mieli robaki i mieszkali nad piwnicami, w których gromadziły się ich odchody, a jedzenie było bez smaku, monotonne i nie zawsze dostępne. Opiekę medyczną zapewniano za pomocą piły lekarza i obcęgów dentysty. Przedstawiciele obu płci harowali od świtu do nocy, po czym pogrążali się w ciemnościach. Zima oznaczała wiele miesięcy głodu, nudy i dotkliwej samotności w gospodarstwach rolnych odciętych od świata przez śnieg. Nasi niedawni przodkowie musieli się jednak obchodzić nie tylko bez przyziemnych wygód, ale również bez wyższych i szlachetniejszych dóbr, takich jak wiedza, piękno i kontakty międzyludzkie. Do niedawna większość ludzi nigdy nie oddaliła się o więcej niż kilkanaście kilometrów od miejsca urodzenia. Nikt nie miał pojęcia o ogromie kosmosu, prehistorii cywilizacji, genealogii istot żywych, kodzie genetycznym, świecie mikroskopowym czy składnikach materii i życia. Nagrania muzyczne, książki w przystępnych cenach, natychmiastowe wiadomości ze świata, reprodukcje wybitnych dzieł sztuki czy filmy fabularne były czymś niewyobrażalnym, już nie mówiąc o tym, żeby miały się zmieścić w kieszonkowym urządzeniu. Kiedy dzieci emigrowały, ich rodzice często już nigdy ich nie widzieli, nie słyszeli ich głosów i nie poznawali swoich wnuków. Do tego wszystkiego dochodzą dary nowożytności dla samego życia: dodatkowe dekady istnienia, matki, które nie umierają przy porodzie, dzieci, które przeżywają swoje pierwsze lata na ziemi. Kiedy spaceruję po starych cmentarzach Nowej Anglii, zawsze uderza mnie obfitość maleńkich kwater grobowych i przejmujących inskrypcji. Elvina Maria, zmarła 12 lipca 1845 roku w wieku 4 lat i 9 miesięcy. „Wybaczcie tę łzę, płacze matka. Tutaj śpi uschnięty kwiatuszek”. Przy wszystkich tych powodach, dla których żaden romantyk nie wsiadłby do wehikułu czasu, nostalgik zawsze mógł wyjąć jedną kartę moralną: przemoc w świecie nowożytnym. Przynajmniej, mówił nostalgik, nasi przodkowie nie musieli się martwić o napady rabunkowe, strzelaniny w szkołach, zamachy terrorystyczne, holocausty, wojny światowe, pola śmierci, napalm, gułagi i zagładę jądrową. Żaden Boeing 747, żaden antybiotyk, żaden iPod nie jest przecież wart cierpienia, których potrafią przysporzyć światu nowoczesne społeczeństwa z ich technologiami. I właśnie w tym miejscu pozbawiona sentymentalizmu historia i statystyczne rozeznanie mogą zmienić nasze spojrzenie na nowożytność, pokazują bowiem, że nostalgia za pokojową przeszłością jest w tym kontekście największym złudzeniem. Teraz już wiemy, że tubylcze ludy (...) miały wyższe wskaźniki zgonów wojennych od notowanych podczas naszych wojen światowych. Twórcy romantycznych wizji średniowiecznej Europy pomijają dopieszczone przez rzemieślników narzędzia tortur i nie mają pojęcia o 30-krotnie wyższym ryzyku morderstwa w tamtych czasach. Stulecia, za którymi ludzie odczuwają nostalgię, były stuleciami, w których żonom cudzołożników obcinano nosy, ośmioletnie dzieci wieszano za drobne kradzieże, od rodziny więźnia żądano opłaty za rozkucie kajdan, czarownice przepiłowywano na połowę, a marynarzy chłostano do żywego mięsa. Moralne oczywistości naszej epoki, na przykład że niewolnictwo, wojna i tortury są złem, uznano by za sentymentalizm pięknoduchów, a koncepcję powszechnych praw człowieka za sprzeczność samą w sobie. Ludobójstw i zbrodni wojennych nie odnotowywano w kronikach historycznych tylko dlatego, że w tamtych czasach nikt nie dostrzegał w nich poważnego problemu. Z perspektywy prawie siedmiu dekad po wojnach światowych i ludobójstwach pierwszej połowy XX wieku widzimy, że nie były to zwiastuny jeszcze gorszego ani norma, do której świat się przystosował, lecz lokalny szczyt, z którego krzywa zjechała zygzakami w dół. Ukryte za tymi zbrodniami ideologie nie były koncepcjami wplecionymi w tkankę nowoczesności, lecz anachronizmami, które trafiły na śmietnik historii." (pdf.str. 877-879) - długi cytat ale musiałem. No. I cieszę się, że nim właśnie mogę zakończyć tą recenzję :) (czytana/słuchana: 12-21.08.2025) 5/5 [9/10]
lex - awatar lex
ocenił na97 miesięcy temu

Cytaty z książki Pejzaż moralny. W jaki sposób nauka może określać wartości

Więcej
Sam Harris Pejzaż moralny. W jaki sposób nauka może określać wartości Zobacz więcej
Więcej