rozwińzwiń

Memoirs of a Geisha

Okładka książki Memoirs of a Geisha autorstwa Arthur Golden
Okładka książki Memoirs of a Geisha autorstwa Arthur Golden
Arthur Golden Wydawnictwo: Vintage Ekranizacje: Wyznania gejszy (2006) literatura piękna
436 str. 7 godz. 16 min.
Kategoria:
literatura piękna
Format:
papier
Tytuł oryginału:
Memoirs of a geisha
Data wydania:
2005-11-22
Data 1. wydania:
2005-11-22
Liczba stron:
436
Czas czytania
7 godz. 16 min.
Język:
angielski
ISBN:
9780307275165
Ekranizacje:
Wyznania gejszy (2006)
A seductive and evocative epic on an intimate scale, that tells the extraordinary story of a geisha girl. Summoning up more than twenty years of Japan's most dramatic history, it uncovers a hidden world of eroticism and enchantment, exploitation and degradation. From a small fishing village in 1929, the tale moves to the glamorous and decadent heart of Kyoto in the 1930s, where a young peasant girl is sold as servant and apprentice to a renowned geisha house. She tells her story many years later from the Waldorf Astoria in New York; it exquisitely evokes another culture, a different time and the details of an extraordinary way of life. It conjures up the perfection and the ugliness of life behind rice-paper screens, where young girls learn the arts of geisha - dancing and singing, how to wind the kimono, how to walk and pour tea, and how to beguile the most powerful men.
Średnia ocen
7,7 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Memoirs of a Geisha w ulubionej księgarniiPorównywarka z najlepszymi ofertami księgarń W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl. Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki. Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Opinia społeczności i

Memoirs of a Geisha



1815 932

Oceny książki Memoirs of a Geisha

Średnia ocen
7,7 / 10
60 ocen
Twoja ocena
0 / 10

OPINIE i DYSKUSJE o książce Memoirs of a Geisha

avatar
28
12

Na półkach:

Nie potrafię obiektywnie ocenić tej książki. Jako nastolatka zakochałam się w historii z filmu. Jako dorosła kobieta zupełnie inaczej patrzę na historie z książki.

Nie potrafię obiektywnie ocenić tej książki. Jako nastolatka zakochałam się w historii z filmu. Jako dorosła kobieta zupełnie inaczej patrzę na historie z książki.

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
258
70

Na półkach: , ,

Wyznania gejszy” to prawdziwa bajeczka, ale napisana naprawdę ładnie i z ogromnym urokiem. Już od pierwszej strony wciąga czytelnika tak mocno, że trudno odłożyć książkę – po prostu musisz wiedzieć, co dalej stanie się z bohaterką.
Historia młodej Chiyo, która z biednej rybackiej wioski trafia do świata gejsz i staje się słynną Sayuri, jest pełna emocji. Cały czas szczerze kibicujemy głównej bohaterce. Trzymamy kciuki, żeby przetrwała wszystkie trudności, żeby jej się udało i żeby w końcu odnalazła szczęście. Z kolei Hatsumomo to postać, którą po prostu nienawidzimy z całego serca. Jest piękna, ale jednocześnie toksyczna, złośliwa i okrutna – idealna antagonista, która dodaje powieści mnóstwo napięcia i sprawia, że czytamy z prawdziwą pasją.
Największą zaletą książki są przepiękne, szczegółowe opisy życia gejsz i Japonii na początku XX wieku. Arthur Golden z wielką dbałością maluje ten świat: eleganckie kimona, misterne makijaże, ceremonie parzenia herbaty, tradycyjne tańce i atmosferę dzielnicy Gion. Dzięki tym opisom czytelnik naprawdę czuje klimat tamtych czasów – ich urodę, ale też surowość i skomplikowane reguły, które rządziły życiem gejsz. Te fragmenty są po prostu zachwycające i zostają w pamięci na długo.
Kolejnym dużym atutem jest to, że książkę czyta się bardzo łatwo i szybko. Język jest lekki, przyjemny i płynny, bez zbędnych komplikacji. Strony mijają niemal same, więc nawet jeśli nie masz dużo czasu, spokojnie przeczytasz ją w kilka wieczorów. To idealna lektura na relaks i oderwanie się od codzienności.

Wyznania gejszy” to prawdziwa bajeczka, ale napisana naprawdę ładnie i z ogromnym urokiem. Już od pierwszej strony wciąga czytelnika tak mocno, że trudno odłożyć książkę – po prostu musisz wiedzieć, co dalej stanie się z bohaterką.
Historia młodej Chiyo, która z biednej rybackiej wioski trafia do świata gejsz i staje się słynną Sayuri, jest pełna emocji. Cały czas szczerze...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
137
137

Na półkach: , ,

Bardzo dobrze napisana książka, poziom immersji jest niesamowity, historia jest interesująca, szybko się czyta.

Bardzo dobrze napisana książka, poziom immersji jest niesamowity, historia jest interesująca, szybko się czyta.

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

28302 użytkowników ma tytuł Memoirs of a Geisha na półkach głównych
  • 19 932
  • 8 136
  • 234
5489 użytkowników ma tytuł Memoirs of a Geisha na półkach dodatkowych
  • 3 700
  • 1 276
  • 167
  • 117
  • 80
  • 78
  • 71

Inne książki autora

Arthur Golden
Arthur Golden
Amerykański pisarz, literaturoznawca, historyk sztuki i japonista. Ukończył Harvard College, ze specjalizacją w historii sztuki japońskiej, oraz Columbia University, gdzie uzyskał dyplom z historii Japonii. Jego opublikowana w 1997 roku debiutancka powieść, Wyznania gejszy, efekt dziesięciu lat pracy, odniosła ogromny sukces na całym świecie. Przez ponad dwa lata utrzymywała się w czołówce światowych list bestsellerów. W 2005 roku do kin weszła wyreżyserowana przez Roba Marshalla ekranizacja powieści Goldena, która należy już do klasyki filmowych opowieści o miłości.
Zobacz stronę autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Pachnidło. Historia pewnego mordercy Patrick Süskind
Pachnidło. Historia pewnego mordercy
Patrick Süskind
Książka wciąga już od samego początku - napisana jest językiem dość lekkim, choć przy tym bynajmniej nie przesadnie prostym. Historia pozbawionego wszelkiej moralności, a jednocześnie wyjątkowo obdarzonego olfaktorycznie Jana Baptysty Grenouille'a jest dla autora także sposobem na krytykę podatnego na manipulacje i ceniącego pozory społeczeństwa. Powieść ukazuje nie tylko to, do czego może prowadzić geniusz bez moralności, ale również to, że nawet spełnienie się wszystkich ludzkich dążeń niekoniecznie prowadzi do szczęścia. --- > matka Grenouille'a, kobieta jeszcze młoda, ledwo dwudziestopięcioletnia, która całkiem ładnie jeszcze wyglądała, miała w ustach jeszcze prawie wszystkie zęby, a na głowie jeszcze nieco włosów, zaś poza podagrą, syfilisem i lekkimi suchotami nie cierpiała na żadną poważniejszą chorobę > Prawdopodobnie niemowlęta nie pachną, pomyślał, tak to musi być. Niemowlę, jeżeli jest utrzymane w czystości, nie pachnie, bo też i nie mówi, nie chodzi i nie pisze. Te rzeczy przychodzą dopiero z wiekiem. > Albo ten obłęd szybkości! (...) Po co? Czy to ma być dobrze, że w tydzień można zajechać do Lyonu? Komu na tym zależy? Komu to służy? > Być wielkim alembikiem, który zalewa świat własnej produkcji destylatami - oto o czym marzył Grenouille. > Nigdy w życiu jeszcze nie czuł się tak bezpieczny - a już zwłaszcza w brzuchu matki. > Najpierw zrobił sobie zapach niepozorności, zapach kogoś, kto się nie rzuca w oczy, mysioszary strój zapachowy na co dzień, gdzie wprawdzie obecna jeszcze była serowo-kwaśna woń ludzka, ale uzewnętrzniała się tylko jak gdyby przez grubą warstwę lnianej i wełnianej odzieży, włożonej na wyschłą skórę starca. Tak pachnąc mógł się swobodnie poruszać wśród ludzi.
trivelt - awatar trivelt
ocenił na825 dni temu
Nostalgia anioła Alice Sebold
Nostalgia anioła
Alice Sebold
Powieść „Nostalgia anioła” zaczyna się bardzo tragicznym zdarzeniem – zabójstwo czternastoletniej Susie nie jest ani przypadkowe ani delikatne. Tym większe robi wrażenie, że dowiadujemy się o jego szczegółach z ust samej dziewczynki. Narratorka po śmierci trafia do nieba i stamtąd może obserwować jak jej zabójca zaciera ślady zbrodni, żeby zmylić policyjne śledztwo. Widzi też jak jej zaginięcie wpływa na najbliższą rodzinę i przyjaciół. Susie już nigdy nie dorośnie, pozostanie tam - w zaświatach - jako czternastoletnia dziewczynka, której życiowe marzenia nigdy się nie zrealizują. I taka będzie jej opowieść. Językiem nastolatki i z wrażliwością nastolatki będzie snuła osobistą relację o tym, co zapamiętała z własnego krótkiego życia i o tym, co po jej śmierci dzieje się wśród najbliższych, których musiała opuścić. Jednak w powieści Alice Sebold to nie Susie i niebo - w którym dziewczynka się znalazła - są w centrum uwagi czytelników. Najważniejsze stają się przeżycia osób, które muszą poradzić sobie z bólem i traumą, które czekają na ujęcie sprawcy i odnalezienie ciała córki oraz siostry. W rodzinie pojawia się "Syndrom Chodzącej Śmierci". "Polega on na tym, że ludzie widzą zmarłą osobę i nikogo więcej." (s.61) Autorka w bardzo przejmujący sposób ukazuje, jak śmierć dziewczynki wpływa na życie całej jej rodziny i zmienia je nieodwracalnie. „Nostalgia anioła” to historia o bólu, cierpieniu, stracie i próbie ratowania oraz odbudowania rodzinnego życia będącego w kompletnej rozsypce. To opowieść o smutku i żałobie, z którymi trzeba nauczyć się żyć. Ale to również pełna ciepła historia o nadziei przezwyciężającej rozpacz. Ta powieść, nie tylko smuci i wzrusza, ale też momentami bawi, a przede wszystkim zmusza do refleksji. Chociaż głównym wątkiem książki jest śmierć Susie, to utwór jest pochwałą życia. Motyw obserwowania doczesnego życia z zaświatów i uczynienie narratorką nastoletnią dziewczynkę był niewątpliwie interesującym zabiegiem fabularnym. Historia barbarzyńskiej przemocy, której doznała Susan jest wstrząsająca i odwołuje się do dramatycznych zdarzeń z życia samej pisarki. Świadomość tego nie może jednak przesłonić faktu, że niektóre pomysły fabularne (szczególnie zakończenie wątku zabójcy) zastosowane przez Alice Sebold są - delikatnie mówiąc - zaskakująco naiwne. Na podstawie powieści w 2009 roku powstał film w reżyserii słynnego Petera Jacksona, do którego Brian Eno stworzył rewelacyjną ścieżkę dźwiękową. Po premierze obraz zdobył nominacje do Oscara oraz Złotych Globów (obie za rolę drugoplanową). Moim zdaniem reżyser zbyt mocno wyeksponował w ekranizacji wątki baśniowe i w efekcie stworzył dosyć naiwną i melodramatczną opowiastkę w stylu kina familijnego. 🪻Przeczytane w ramach wyzwania marcowego 2026: książka, która została sfilmowana (8).
Iwona ISD - awatar Iwona ISD
ocenił na622 dni temu
Coco Cristina Sánchez-Andrade
Coco
Cristina Sánchez-Andrade
Dobry portret psychologiczny pisany bardzo oszczędnym językiem. Myślę, że to specjalny zabieg, aby oddać chłód emocjonalny bohaterki. Na początku trochę irytujący, potem muszę przyznać, że książka mnie wciągnęła. Nie jest to biografia, bardziej w dużej mierze zmyślona lub podkolorowana historia Coco. Dużo ostrych smaczków, mało opisów. Przeskakiwanie po scenach z jej życia. Czasem chronologia się gubi. Niemniej jednak przedstawienie bardzo złożonej psychiki projektantki wyszło nieźle. Zastanawiałam się, na ile jest prawdziwy ten portret, gdyż zobrazowano kobietę bardzo okrutną, kapryśną i krzywdzącą ludzi, zwłaszcza najbliższych. Nie pozwalającą sobie na uczucia, wręcz uciekającą przed nimi. Tępiła tez wszelką uczuciowość u osób, którymi się otaczała. Przewrotna, złośliwa i okrutna. Nadpobudliwa, chorobliwie pracowita. Z jedynym celem, aby wymazać ze swojego życiorysu swoją przeszłość, swoje dzieciństwo, swoje niskie pochodzenie. Aby mieć świat u stóp. Nienawidziła środowiska, z którego wyszła oraz tego, do którego aspirowała. Nienawidziła siebie. Zalękniona, samotna i bardzo nieszczęśliwa. Czy naprawdę taka była? Książkę czyta się bardzo szybko i przyjemnie, poza niezbyt trafionym i co chwilę powracającym motywem z kulą (to faktycznie irytuje). Jest dynamiczna i ciekawie kreśli psychikę osoby owładniętej żądzą sukcesu za wszelką cenę. Ciekawy opis czasów i środowiska (znane nazwiska socjety paryskiej i nie tylko). Na ile prawdziwa jest historia choroby psychicznej Coco? Na ile to wszystko jest prawdą, a co zostało wyolbrzymione dla dodania "rumieńców" książce? Tego można dowiedzieć się chyba tylko konfrontując tę pozycję z jedną z wielu lub kilkoma biografiami Coco Chanel. A prawda zapewne jak zawsze leży gdzieś pośrodku. Nie żałuję dwóch wieczorów poświęconych na jej przeczytanie. Wciągnęła mnie i pozwoliła zapomnieć o pandemii, zimnie za oknem i innych sprawach od których chciałam uciec w ten weekend.
Edyta - awatar Edyta
oceniła na65 lat temu
Zaklinacz koni Nicholas Evans
Zaklinacz koni
Nicholas Evans
Moim zadaniem ta historia byłaby lepsza, gdyby opowiadała o naprawieniu tego wszystkiego bez jednoczesnego ranienia innej postaci. Rozumiem Grace, Pielgrzyma i Roberta. Ich zachowania, reakcje i obawy. Niezwykle podobało mi sie prowadzenie ich odnowy w sposób spokojny i łagodny. Żałuję, że ich historia nie była jedynym wątkiem tej książki. Jednak nie potrafię zrozumieć matki, Annie jest dla mnie niewdzięczna, niezrozumiana (w głównej mierze przez siebie). Rozumiem jej ból po stratach, ale nigdy nie będę w stanie zrozumieć jej "sposobu" na uzdrowienie siebie. Mogła być silną i jednocześnie zranioną postacią. Jednak ten paskudny romans, ktory niby ją uratował, próba powrotu do człowieka, który robił dla niej tyle i próba "połączenia" rodziny na nowo po tym jak zaszła z innym typem.. nie, po prostu nie. Oglądałam film wielokrotnie jak byłam młodsza i wtedy tego tak nie odczuwałam, teraz niestety nie jestem w stanie przejść obojętnie obok tego całego "romansu". Czuję odrazę do tej kobiety. Tom z kolei jest postacią, z którą również mam problem. Stoik, który ma rękę do zranionych dusz.. i gdyby to skończyło się tutaj - byłoby idealne. Jednak musieli dołożyć bezsensowną relację i nadmierną reakcje. Ta książka mogła być tak dobra i rozumiem, że dla wielu właśnie taka jest. Dla mnie niestety nie, są momenty, które uwielbiam, ale są również te, których nie potrafię zrozumieć.
Kinga - awatar Kinga
oceniła na716 dni temu
Stowarzyszenie umarłych poetów Nancy H. Kleinbaum
Stowarzyszenie umarłych poetów
Nancy H. Kleinbaum
(1989) [Dead Poets Society] Tekst Kleinbaum (1948-2024) opiera się na scenariuszu Thomasa Schulmana (1950). Mając to na uwadze, jego nazwisko również powinno znaleźć się na okładce, jako współautora. Nie dysponując pierwotnym scenariuszem, ciężko stwierdzić, ile tu kreatywności Kleinbaum, ale wziąwszy pod uwagę fakt, że książka i film miały swoją premierę w ‘89, a zdjęcia realizowano na przełomie ‘88 i ‘89, najpewniej bazowała tylko na dostarczonym maszynopisie i była mu wierna. Tekst który powstał, był robotą rzemieślniczą, bliższą pracy redaktorki niż pisarki. Robioną na konkretny termin. Wszelkie różnice między obrazem Petera Weira a literacką adaptacją wynikają z tego, że część materiału wyleciała w wyniku późniejszych poprawek lub podczas montażu, a doszły też improwizacje i pomysły realizowane na gorąco, które wykorzystywały rzeczywistość zastaną, np. ukształtowanie terenu*. Każdy, kto zna ścieżkę aktorską odtwórcy roli belfra, jego zdolności sceniczne, zdaje sobie sprawę, ile Keating zawdzięcza Williamsowi (ile Williamsa jest w Keatingu). Te momenty, kiedy wciela się w różne role, np. parodiuje Marlona Brando lub naśladuje spacerujących chłopaków, dialog o zdjęciu w księdze pamiątkowej, którego nie uświadczymy w książce – pochodzą od Robina Williamsa**. Książka nie urzeka poziomem literackim, nie wykorzystuje pełni potencjału literatury pięknej, magii słowa, tak hołubionej w utworze, ale oferuje to, co w filmie zostało pominięte, w pierwotnej wersji – sprzed zmian, bez ożywczych improwizacji. Niektóre zdania warto by poprawić, bo brzmią jak kalki z angielskiego, niepotrzebnie odwzorowujące oryginalny szyk zdania, ale ogólnie czyta się to dobrze, szybko i sprawnie. Tłumaczenie Pawła Laskowicza (1963) pochodzi z ‘94 i jest stale wznawiane, choć bardziej z pobudek oszczędnościowych, merkantylnych, niż wyjątkowego uznania dla jego pracy. Przekład poezji to trudna sztuka: wersja wierna zachowa sens, ale straci urodę, czar i urok (oryginalny rytm, grę słów i rymy); artystyczna wytworzy zupełnie nowy wiersz inspirowany oryginałem – w najlepszym razie odda klimat i intencje; wariant pośredni, tworzony pod presją czasu, powoła do życia hybrydy-potworki mające wady obu wariantów, ale mało zalet. I tak jest z tymi wersami, które adaptował sam tłumacz. Fragmenty sztuki i wierszy zaczerpnięte od mistrzów w swym fachu, np. tłumaczenia Snu nocy letniej, wypadają lepiej. Mając na uwadze rolę poezji, wagę słów i sztukę posługiwania się językiem, warto by dodać obszerniejsze opisy i rozbudować charakterystyki poszczególnych postaci. Poszerzyć ich obraz psychologiczny, oddać życie wewnętrzne, rozterki, relacje z rodzicami. Kleinbaum nie miała na to czasu. Wywiązała się ze swojej pracy poprawnie, przemycając jedno niedopowiedzenie (skąd Knox wziął numer Chris Noel?). Opuszczenie pewnych fragmentów wyszło filmowi na dobre, podobnie jak improwizacje Williamsa czy ewidentne zmiany, takie jak symboliczny pocałunek Overstreeta zamiast spontanicznego obłapiania, który czyni jego jego miłość bardziej niewinną. Choć bohaterowie nie są dostatecznie opisani, a w większości przypadków autorka ogranicza się do imienia i nazwiska, i jeśli nie wykażemy odrobiny dobrej woli mogą nam się mieszać, to mają do odegrania konkretne role w grupie i je realizują: Anderson – świeżak, odstawiony przez rodziców na boczny tor, niepewny swojej wartości – dzięki kolegom i Keatingowi zyskuje pewność siebie. Perry – serdeczny kolega, pogodny dzieciak o dobrym sercu, lokomotywa grupy; okazuje wsparcie i zainteresowanie, umie rozmawiać z każdym; zafascynowany aktorstwem, pod wpływem presji załamuje się i staje główną ofiarą dramatu (obok Keatinga). Overstreet – emocjonalny i spragniony miłości, gotów do poświęceń – cechuje go odwaga i nieustepliwość. Dalton – zwariowany, wierny towarzysz, wprowadza humor i motywuje kolegów. Człowiek czynu. Meeks – typ mózgowca, podobnie jak Overstreet postać pozytywna, ale przedstawiona jednostronnie. Pitts – po prostu jest, partneruje Meeksowi. (Meeks & Pitts – jednosylabowe, krótkie nazwiska – efekt komiczny był zamierzony). Cameron – poznajemy go jako dupka-panikarza, a żegnamy jako gnidę i zdrajcę; postać tragiczna, którą może tłumaczyć młody wiek i wpływy środowiska, ale decyzja jaką finalnie podejmuje, przedstawiona nie jako błąd, ale wynikająca wprost z cech charakteru i obranej postawy życiowej (oportunizmu) – skazuje go na wykluczenie, ostracyzm i hańbę. Pokątnie oczernia Keatinga, nie mając przy tym żadnych wyrzutów sumienia, myśląc wyłącznie o swojej dupie. (Aby go nieco rozgrzeszyć, można by dopisać kilka linijek wskazujących na wpływ rodziców, którym zwierza się z sytuacji i którzy decydują o obwinieniu Keatinga)***. Wedle scenariusza i nowelizacji Kleinbaum akcja rozgrywa się w górzystym stanie Vermont, ale w filmie nie mamy żadnej informacji o dokładnej lokalizacji: architektura i przyroda sugerują nam Nową Anglię lub nieco ogólniej: Wschodnie Wybrzeże. Film kręcono na terenie stanu Delaware, gdzie łatwiej o dobrą pogodę, ale kluczowym był neogotycki gmach St. Andrew’s School w Middletown, „grający” Akademię Welton, którego architektura nawiązuje do brytyjskich kampusów Oksford i Cambridge. Ukształtowanie terenu Delaware jest zupełnie inne niż w Vermont – nizinne, ponadto stan leży nad oceanem, na szerokości geograficznej odpowiadającej Andaluzji, południu Włoch, Grecji i Turcji, a Vermont Galicji, Lombardii i Prowansji. Z punktu widzenia logiki, realizmu, przeniesienie akcji bardziej na wschód lub południe było sensownym krokiem – szkoła położona gdzieś w dalekim, lesistym Vermoncie byłaby zanadto wyizolowana, mniej dostępna niż okolice Bostonu czy Nowego Jorku. (Najbardziej prestiżowe uniwersytety należące do Ivy League – Ligi Bluszczowej – takie jak Yale czy Harvard, których ławy zasilą absolwenci Welton, znajdują się w północnej części Wschodniego Wybrzeża, blisko Atlantyku. Z drugiej strony Dartmouth College jest w Hanoverze, miasteczku w New Hampshire, na granicy z Vermontem; Cornell również leży w głębi lądu, w małej Ithace). Nie jest istotne gdzie dokładnie znajduje się fikcyjna akademia Welton****. Z punktu widzenia amerykańskiego odbiorcy, który powinien utożsamiać się z bohaterami, to nawet lepiej, że film pomija tę informację, może byłoby korzystniej gdyby Kleinbaum również ją przemilczała. Książka króciutka, do przeczytania w dwa wieczory lub jeden leniwy dzień. Humanistyczny manifest, który broni się podwójnym przesłaniem: tym głównym, dla dorastających i zagubionych, oraz tym dla rodziców, wynikającym z tragicznego finału (śmierć Perry’ego). To z uwagi na nie warto przymknąć oko na nieskomplikowaną formę, która z punktu widzenia młodszego odbiorcy może być wręcz atutem. Jeśli młodsze generacje znajdowałyby w tej historii coś wartościowego, byłoby to bardzo krzepiące. ________________________ * Wbrew temu co piszą różni, domorośli recenzenci – książka nie jest przełożeniem filmu 1:1. Przed zakupem przeczytałem te narzekania, mimo to zdecydowałem na lekturę, licząc na wierniejszą wersję przekładu, pełniejszą listę dialogową, inną niż tekst czytany przez lektora. I nie zawiodłem się. Jeśli kogoś dręczą pewne luki fabularne, lub zastanawia zawartość tekstu z którym pracował reżyser, tekst Nancy Horowitz Kleinbaum dostarczy kilka odpowiedzi i dodatkowe sceny, w tym wersje alternatywne – kiedy to np. Knox nie ogranicza się do pocałunku, „Nuwanda” wylatuje ze szkoły, a Keating pojawia się w indiańskiej grocie i prowadzi zebranie. Oceniając tę książkę, warto mieć na uwadze, że scenariusz a produkt finalny to dwie równoległe rzeczywistości. Ze scenariusza zawsze może coś wypaść, a podczas pracy pojawią się niespodziewane kadry, improwizacje i pomysły które zrodził się pod wpływem chwili – ad hoc – w wyniku zaistniałych okoliczności. Lektura ma sens. (Usunięte sceny: https://www.youtube.com/watch?v=b_IRNN_XzPs; https://www.youtube.com/watch?v=TbYK4NKv4K0; https://www.youtube.com/watch?v=dMzJSEJyR9Q [nagrania z planu, widoczny pogrzeb Neila]). ** Co do komentarza do zdjęcia – nie ma pewności. Może została dopisany, ale znając Willamsa, idzie założyć, że po prostu nie trzymał się scenariusza. Książkowy profesor Keating to typ niepokorny, nieco egotyczny i bardziej brawurowy niż kreacja Williamsa; kładzie większy nacisk na rozbudzenie indywidualizmu, można odnieść wrażenie, że nie pojawia się to przy okazji poszczególnych tematów, ale jest celem głównym. Filmowy Keating jest bardziej stonowany, urzeka przede wszystkim ciepłem, głębią intelektualną i poprzez zdolności komiczne Robina Williamsa. *** Może kiedyś ktoś zdecyduje się na kilkuodcinkowy serial, który rozwinie wątki poszczególnych postaci. Opowie szerzej o relacjach w klasie i między różnymi rocznikami. Pokaże, że na angielskim omawia się nie tylko poezję. Istnieje jednak możliwość, że twórcy poszliby na łatwiznę i w duchu dzisiejszych czasów zmienili orientację jednego z chłopaków, np. Todda, który nadaje się do takiej modyfikacji najlepiej z całej paczki, i uczynili z jego rozterek jeden z głównych wątków, kluczowych dla finalnej metamorfozy. Nie byłoby w tym nic złego, ale jest to motyw solidnie wyeksploatowany i ładowany wszędzie na siłę, nieadekwatnie do częstotliwości występowania. Akcja mogłaby zostać przesunięta w przyszłość: ‘59 to rewolucja na Kubie, rok wcześniej Sowieci wysłali na orbitę pierwszego satelitę, wprowadzono mikroczipy, pigułki antykoncepcyjne oraz pierwsze komputery drugiej generacji (np. IBM 7090). Ostatni rok dekady jest równocześnie początkiem nowego okresu – dla osób których nie ma już pośród nas, było to bardziej czytelne. Na tym tle Welton Academy zdaje się zupełnie nie pasować do nadchodzących czasów. **** Wedle książki, gdzieś pod fikcyjnym Welton, albo na jego obrzeżach – zapewne w granicach administracyjnych. Już w pierwszym zdaniu dowiaduję się, że Welton założono „[…] wśród dalekich wzgórz Vermontu […]” (str. 5),a na końcu rozdziału przeczytamy jeszcze o „[…] nowym domu [dla uczniów], odizolowanym w pięknych, ale surowych lasach Vermontu” (str. 11). Welton Academy jest konsekwentnie tłumaczona przez Pawła Laskowicza jako „Akademia Weltona”, ale nie ma pewności czy nazwa miasta Welton pochodzi od czyjegoś nazwiska. W języku angielskim „Welton” popularnym toponimem, pochodzącym z połączenia staroangielskiego well (źródło, studnia) i tun (osada, zagroda; z tun zrobiło się town – miasteczko); oznacza „miasto przy źródle”. • Gdyby dramat w reżyserii Weira nigdy nie powstał, a książka mimo to trafiła do sprzedaży – jej ocena byłaby zdecydowanie wyższa. Z uwagi na świetnie zrealizowany film, wzbogacony wyjątkową charyzmą Williamsa, książka jest oceniana źle. Film zaoferował więcej, tekst nie wykorzystał w pełni możliwości słowa pisanego. Za przesłanie, przypomnienie o tym, że każdy dzień jest cenny, a życie krótkie (memento mori),i trzeba czerpać z niego pełnymi garściami (carpe diem),w duchu epikureizmu (choć z umiarem),pochwałę przyjaźni, kreatywności i wychodzenia poza schematy (jednak z głową) – 10/10. Z uwagi na walor literacki oryginału i jakość tłumaczenia, ogólną poprawność – 6/10. Posiłkując się metodą dr J. Evansa Pritcharda, wyrysowując sobie wykres*, można dać tej mini-powieści 7/10. Dramat Schulmana pozostaje uniwersalną opowieścią o tym, co w życiu najcenniejsze: aby nie zatracić samego siebie i nie zejść na psy**. ________________________ * Str. 38-39 (rozdział V, wyd. z 2000) lub 21 minuta filmu (https://www.cda.pl/video/20135297b2) – jeśli w waszych podręcznikach do literatury ta strona również została wydarta… ;) ** Większości się nie uda. • SUBIEKTYWNIE O FILMIE Film oglądałem po raz pierwszy w późnych dziewięćdziesiątych lub na początku dwutysięcznych, w wieczornym paśmie filmowym. Byłem wówczas dzieciakiem. Zapadło mi w pamięć kilka scen: wydzieranie strony z podręcznika, palenie fajek w grocie i wizyta dziewczyn, a przede wszystkim pożegnalny hołd; wers Walta Whitmana „O kapitanie, mój kapitanie!” oraz kreacja Robina Williamsa. No i tytuł filmu, z miejsca uruchamiający ciekawość. (Być może tych seansów było więcej, może kiedyś trafiłem na niego w środku emisji?). Dopiero w tym roku, tj. 2026, u progu czterdziestki, obejrzałem go po raz kolejny*. Zakładałem, że znam tę historię, jednak fabuła wyparowała mi z neuronów i dzięki temu przyjemność z oglądania była pełna. Będąc dzieciakiem, nie wychwyciłem, że fabuła rozgrywa się w końcówce lat 50., w okresie o zupełnie innej obyczajowości, na tle której profesor Keating wnosił coś faktycznie ożywczego i atrakcyjnego dla chłopaków przeciążonych nauką, przytłoczonych oczekiwaniami rodziców, wymogami dyscypliny i ogłupiającą religijnością**. Kiedy myślałem o tym filmie i rozważałem ponowny seans, wszelkie detale umożliwiające prawidłową identyfikację czasu akcji, takie jak auta czy nieliczne sprzęty techniczne (gramofon, telefon) lub stroje młodzieży spoza Welton zupełnie znikły z mojej pamięci. Zastanawiałem się, czy to końcówka XIX stulecia, czy lata 20. lub 30. XX (!). Ładne kadry, tradycyjna architektura pośród przyjemnego, znajomego, swojskiego krajobrazu, skąpanego w jesiennych barwach Wschodniego Wybrzeża, wczesne zachody słońca i ośnieżone, skute lodem akweny, pagórki i nagie drzewa***; przekonująca gra młodych aktorów, w miarę czytelna, i dobrze poprowadzona historia, a nade wszystko: piękne przesłanie. Film, który chce się oglądać, kradnący serce, określany klasykiem – w pełni zasłużenie. (Estetyka obrazu, wspólny wysiłek reżysera, scenarzysty, aktorów, osób odpowiedzialnych za casting, montaż i oprawę muzyczną – wszystko to, wyjąwszy pewne skróty fabularne, które uwypukla książka, tworzy dzieło kultowe). Charyzmatyczny, empatyczny Keating, wzbogacony o talent komiczny Williamsa, idący pod prąd, ale tak, by nikogo nie ranić – to niemalże ideał belfra. Pasjonata, który zaraża swoimi fascynacjami, zdobywa uwagę i serca. Pomaga przezwyciężyć słabości i rozwijać talenty, pozostając mentorem również po dzwonku. Całość angażuje emocjonalnie, budzi w człowieku to, co najlepsze. Produkcja idealna dla nastolatków, subtelnie zaszczepiająca zdrowe podejście, a jednocześnie przestroga dla przeżartych przez ambicję rodziców, którzy, skupiając się na celu, tracą z pola widzenia dziecko****. ________________________ * Przez całe dzieciństwo, kiedy nie było innych rozrywek, oglądałem pewne filmy wielokrotnie. Ilekroć leciały w telewizji, zaliczałem seans. Dziś już z rzadka decyduję się na spontaniczny re-watch – szkoda mi na to czasu. Warto zaostrzyć selekcję i nie naśladować ogółu – zamiast oglądać wtórną słabiznę, desperacko skacząc po kanałach, lepiej zobaczyć raz na jakiś czas coś dobrego. Im człowiek starszy, im więcej klasyki odhaczonej, tym głód fabularny mniejszy. Mało co wydaje się realnie wartościowe i potrzebne, a kiedy główną motywacją jest zarobek, powstają gnioty i potworki. W dorosłym życiu, przypadkowe treści, głównie rozwlekłe programy o niczym, seriale niskich lotów i wieczne powtórki nie miały już dla mnie wiele do zaoferowania – odrzuciłem telewizję bez żalu. Początkowo, jeszcze z rzadka oglądając co lepsze filmy w nocnym paśmie, po powrocie z roboty, a potem włączając odbiornik tylko na wiadomości. Po przeprowadzce telewizor trafił do szafy i tam już pozostał. ** Tragedia, Horror, Dekadencja, Perwersja (zamiast Traditon, Honor, Discpline, Exellence [Perfekcja] – czterech sztandarowych zasad akademii). Tej trawestacji w książce zabrakło. Pięknie oddaje humor i dystans, których Welton, przezywana przez chłopców Piekłem (Hellton),nie zdołała stłamsić. *** Samo ukazanie sportów drużynowych, np. wioślarstwa, mundurki i stroje luźniejsze, muzyka poważna i słuchany ukradkiem rock’n’roll, stare mury i staroświeckie wnętrza… wszystko to składa się na obraz minionej epoki, na elitarną placówkę, archaiczną na tle innych – w Stanach i na świecie. **** Męska szkoła z internatem jest na Zachodzie doświadczeniem mniejszości, a rodzicielska presja i surowa obyczajowość lat 50., w tym kary cielesne – należą już do przeszłości. Rozkruszyły je zmiany społeczne lat 60. i 70., a 80. wprowadziły kompletne poluzowanie i plastic-fantastic. Nie oznacza to jednak, że zniknęły zupełnie, np. w Korei Południowej normy edukacyjne Welton mogą wydać się zaskakująco znajome. I nie tylko tam. • UWAGI (tłum. Paweł Laskowicz, wyd. Bertelsmann Media Sp. z o.o. jako Klub Świat Książki i Rebis, Warszawa/Poznań 2000; wydanie z logo ŚK na grzbiecie, na okładce scena spoza filmu – Robin Williams stoi okrakiem na biurkach uczniów): Str. 6 – Doskonałość, jedna z czterech cnót Akademii Welton (w oryginale: Excellence); dobrany termin brzmi nieadekwatnie, co dobrze sygnalizuje definicja przygotowana przez jednego z uczniów: „Doskonałość to rezultat ciężkiej pracy […]” (str. 9) – czyli pożądany rezultat – suma doświadczenia i mądrze realizowanych starań, lepiej pasowałaby tu Perfekcja. Str. 22 – poranna toaleta ma miejsce przed śniadaniem na stołówce? W tak renomowanej szkole średniej, o tak wyśrubowanych normach obyczajowych, siedzi się w przepoconych piżamach? A może je się w pokojach? Str. 75-76 – skąd Knox Overstreet miał telefon do dziewczyny syna państwa Danburrych? Jest to dziura fabularna – można ją wyjaśnić pomocą siostry Cheta, Giny, która ma dużo do powiedzenia na temat brata. W filmie wątek urywa się zaraz po powitaniu przez głowę domu. Str. 6 – nie zapalone (niezapalone); str. 7 – nie zmącona (niezmącona); str. 10/111/151 – campusu (kampusu); str. 41 – Nie kończących (Niekończących); str. 41 – nie opętane (nieopętane); str. 48 – brak trzeciego znaku w wielokropku; str. 68 – nie dokończone (niedokończone); str. 71 – nie wtajemniczonym (niewtajemniczonym); str. 85 – nie zmieszana (niezmieszana); str. 87 – nie zauważony (niezauważony); str. 93/94 – rozdział X rozpoczyna się kontynuacją IX, nie ma żadnego uzasadnienia dla podziału sceny z wstawionym Knoxem, to nie cliffhanger; str. 94 – „cz uję” (błąd zecerski); str. 100 – nie przespanej (nieprzespanej); str. 106 – nie przeczytanych (nieprzeczytanych); str. 106/107 – nie kończących (niekończących); str. 107 – nie przeczytane (nieprzeczytane); str. 116 – nie dokończoną (niedokończoną); str. 121 – nie odśnieżoną (nieodśnieżoną). „Pittsiu” w oryginale zapewne Pittie/Pitty, i można było tak to śmiało zostawić; Stowarzyszenie Umarłych Poetów jest zapisywane tak, że tylko pierwszy człon rozpoczyna się dużą literą (!).
Gracjan - awatar Gracjan
ocenił na72 dni temu

Cytaty z książki Memoirs of a Geisha

Więcej

Marzenia są niebezpieczne: parzą niczym ogień i czasami potrafią spalić.

Marzenia są niebezpieczne: parzą niczym ogień i czasami potrafią spalić.

Arthur Golden Wyznania gejszy Zobacz więcej

Smutek to najdziwniejsze z uczuć; czyni nas bezradnymi. Jest jak okno otwarte wbrew naszej woli – przy nim można wyłącznie dygotać z zimna. Z czasem jednak otwiera się coraz rzadziej i rzadziej, aż wreszcie całkowicie stapia się z murem.

Smutek to najdziwniejsze z uczuć; czyni nas bezradnymi. Jest jak okno otwarte wbrew naszej woli – przy nim można wyłącznie dygotać z zimna. ...

Rozwiń
Arthur Golden Wyznania gejszy Zobacz więcej

Miałam wrażenie, że przyroda podziela podziela mój smutek. Czymże w końcu jest życie jak nie wiecznym sztormem, który zgarnia wszystko, co nam na chwilę dane, i zostawia na brzegu tylko nagie i poszarpane szczątki?

Miałam wrażenie, że przyroda podziela podziela mój smutek. Czymże w końcu jest życie jak nie wiecznym sztormem, który zgarnia wszystko, co n...

Rozwiń
Arthur Golden Wyznania gejszy Zobacz więcej
Więcej