Kapelusz cały w czereśniach

Okładka książki Kapelusz cały w czereśniach autorstwa Oriana Fallaci
Okładka książki Kapelusz cały w czereśniach autorstwa Oriana Fallaci
Oriana Fallaci Wydawnictwo: Wydawnictwo Literackie biografia, autobiografia, pamiętnik
828 str. 13 godz. 48 min.
Kategoria:
biografia, autobiografia, pamiętnik
Format:
papier
Tytuł oryginału:
Un cappello pieno di ciliege. Una saga
Data wydania:
2012-09-01
Data 1. wyd. pol.:
2012-09-01
Liczba stron:
828
Czas czytania
13 godz. 48 min.
Język:
polski
ISBN:
9788308048719
Tłumacz:
Jarosław Mikołajewski, Monika Woźniak
Prości chłopi i arystokraci, awanturnicy i asceci, bohaterowie i odstępcy, artyści i rewolucjoniści – saga rodu z Toskanii, którego członkowie nie bali się ulegać swoim namiętnościom i pasjom.

Ta historia bierze swój początek w malutkiej wiosce Panzano, położonej na malowniczych wzgórzach nieopodal Florencji. AD 1773 Carlo Fallaci, dwudziestoletni syn najemnego rolnika szykuje się do wyruszenia do Wirginii, by tam sadzić oliwki i winorośl. Pomysł nie byle kogo, bo samego Thomasa Jeffersona. Przekorny los jednak zechce inaczej i Carlo zostanie w domu, a dzięki temu historia potoczy się, jak się potoczyła: Caterina, rogata dusza, pewnego dnia założy kapelusz pełen czereśni i poślubi tego, kto nauczy ją czytać i pisać; żeglarz Francesco dostanie się do islamskiej niewoli; Stanisław zginie w powstaniu krakowskim w 1846 roku; Antonio nie zostanie księdzem gdyż zakocha się w Anastasii, lecz ostatecznie poślubi jej córkę; rzeźbiarz Giobatta weźmie udział w krwawych bitwach pod Curtatone i pod Montanarą nieprawa córka hiszpańskiego granda w straszliwym sztormie straci aż czterech synów, a młodziutka baletnica po urodzeniu nieślubnego dziecka ucieknie z Włoch i w San Francisco poprowadzi dom publiczny… I dzięki wszystkim tym splotom okoliczności pewnego dnia na świat przyjdzie Oriana Fallaci. Lecz zanim to się stanie, na ponad dziewięciuset stronach tej powieści z zapartych tchem śledzić będziemy niesamowite i burzliwe dzieje jej przodków oraz równie burzliwą historię Włoch czasów Napoleona, Garibaldiego, Wiktora Emanuela II.

Kapelusz cały w czereśniach to ostatnia, wydana już pośmiertnie, książka Oriany Fallaci, jednej z najważniejszych i najodważniejszych publicystek XX wieku. Praca nad tą wielopokoleniową sagą i jednocześnie autobiografią zajęła pisarce 10 lat. Poszukiwania w archiwach, księgach metrykalnych, spisach katastralnych, wszelkiego rodzaju rejestrach oraz drobiazgowe lektury z historii wielu dziedzin pozwoliły jej stworzyć powieść, która daje się czytać także jako porywająca historia mody, obyczaju, medycyny, sztuki, kuchni, a nawet rolnictwa i botaniki kilku epok. Nic dziwnego, że książka odniosła wielki sukces: we Włoszech sprzedano pół miliona egzemplarzy.
Średnia ocen
8,1 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Kapelusz cały w czereśniach w ulubionej księgarniiPorównywarka z najlepszymi ofertami księgarń W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl. Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki. Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oficjalne recenzje książki Kapelusz cały w czereśniach i



1411
159
87

Opinia społeczności książki Kapelusz cały w czereśniachi



Książki 4906 Opinie 1346

Oceny książki Kapelusz cały w czereśniach

Średnia ocen
8,1 / 10
549 ocen
Twoja ocena
0 / 10

Opinie i dyskusje o książce Kapelusz cały w czereśniach

avatar
1070
754

Na półkach:

Już dawno tak nudnej ksiażki nie miałam w rękach,tego nie da się czytać,LC nie zawsze jest pomocne bo patrząc na ranking to punktacja powyżej 8 mówi , że książka bardzo dobra,ale niestety szkoda czasu

Już dawno tak nudnej ksiażki nie miałam w rękach,tego nie da się czytać,LC nie zawsze jest pomocne bo patrząc na ranking to punktacja powyżej 8 mówi , że książka bardzo dobra,ale niestety szkoda czasu

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
49
49

Na półkach:

Wybitne dzieło, wyjątkowe!!! 800 stron arcydzieła! Zawsze podziwiałam Orianę, wybitną włoską dziennikarkę. Odważna, nieposkromiona, niepokorna o piórze ostrym niczym sztylet. Nikogo i niczego się nie bała. Dzięki tej powieści rozumiem, dlaczego taka była, skąd wzięła się jej odwaga i jak splotły się losy jej rodziny we Włoszech (jest też polski akcent, bardzo zresztą ciekawy). Moja ulubiona część sagi, to pierwsza część. Petarda! W życiu nie przeczytałam czegoś tak dobrego, wzruszającego do głębi, przeszywająco- romantycznego i przerażająco smutnego...To nie jest łatwa lektura, ale wartościowa. Czytanie jej, to spojrzenie w głąb siebie...POLECAM!!!

Wybitne dzieło, wyjątkowe!!! 800 stron arcydzieła! Zawsze podziwiałam Orianę, wybitną włoską dziennikarkę. Odważna, nieposkromiona, niepokorna o piórze ostrym niczym sztylet. Nikogo i niczego się nie bała. Dzięki tej powieści rozumiem, dlaczego taka była, skąd wzięła się jej odwaga i jak splotły się losy jej rodziny we Włoszech (jest też polski akcent, bardzo zresztą...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
260
260

Na półkach:

Oriana Fallaci jedna z najlepszych na świecie dziennikarek i reportażystek XX wieku i początku XXI wieku postanowiła kiedyś, że napiszę historię swego rodu. Jak postanowił tak i zrobiła. Napisała. Zajęło jej to wiele lat, a saga ukazała się dopiero w dwa lata (2008) po jej śmierci.
To ponad 850 stron historii rodziny od Carla i Cathriny w połowie XVIII wieku do czasu II Wojny Światowej. To z rozmachem opisana drobiazgowo historia rodu oraz historia zjednoczenia Włoch oraz historia Europy na przestrzeni wieków. Oriana wykonała tytaniczną pracę w archiwach, by to znaleźć i przede wszystkim opisać tak pięknie. To jedna z najlepszych jeśli nie najlepsza saga rodzinna, która została opisana.
Zdaje sobie sprawę, że 850 stron może zniechęcić. Też tak pomyślałem, ale napiszę, że czytałem z wypiekami na twarzy. Jest też kilka rodzinnych wątków polskich. Ale przede wszystkim to hołd oddany rodzinie, Toskanii, Florencji i Włochom. Przepiękna opowieść.
Bardzo polecam.

Oriana Fallaci jedna z najlepszych na świecie dziennikarek i reportażystek XX wieku i początku XXI wieku postanowiła kiedyś, że napiszę historię swego rodu. Jak postanowił tak i zrobiła. Napisała. Zajęło jej to wiele lat, a saga ukazała się dopiero w dwa lata (2008) po jej śmierci.
To ponad 850 stron historii rodziny od Carla i Cathriny w połowie XVIII wieku do czasu II...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

2942 użytkowników ma tytuł Kapelusz cały w czereśniach na półkach głównych
  • 1 941
  • 923
  • 78
410 użytkowników ma tytuł Kapelusz cały w czereśniach na półkach dodatkowych
  • 296
  • 47
  • 17
  • 15
  • 13
  • 12
  • 10

Tagi i tematy do książki Kapelusz cały w czereśniach

Inne książki autora

Oriana Fallaci
Oriana Fallaci
Oriana Fallaci była florentynką mieszkającą w Nowym Jorku. Wręczając jej doktorat honoris causa w dziedzinie literatury dziekan Colu mbia College w Chicago nazwał ją "jednym z najpoczytniejszych i najbardziej uwielbianych autorów na świecie". Jako korespondent wojenny śledziła losy wszystkich konfliktów zbrojnych naszych czasów, od Wietnamu po Bliski Wschód.
Zobacz stronę autora

Czytelnicy Kapelusz cały w czereśniach przeczytali również

Wyznaję Jaume Cabré
Wyznaję
Jaume Cabré
Okładkowe hasło "powieść-katedra" to chyba najtrafniejsza i najbardziej wyczerpująca recenzja "Wyznaję" Cabre. Wciągająca historia, wielowątkowość i takie rozwiązania literackie (w jednym zdaniu Autor potrafi przenieść Czytelnika w zupełnie inne miejsce i czas) sprawiają, że ta powieść wymaga 200 procent uwagi i nie daje się czytać z lekkością. Mnie z przerwami zajęło wiele tygodni, żeby ją smakować, nie spieszyć się, jakby połapać wątki, z lekkością porozrzucane na prawie 800 stronach w praktycznie losowych na pierwszy rzut oka miejscach. Jakby Cabre pokazuje nam tutaj środkowy palec i mówi: ma być tak, jak napisałem i elo z chronologią, odmianą przez osoby, narratorem który wie wszystko albo nie wie nic, zabawa językami obcymi, punktem widzenia czyli dosłownie oczami, przez które aktualnie patrzymy na rozwój wydarzeń. A ty się Czytelniku orientuj, albo tam są drzwi. I gdzieś czasem kusiło, żeby z tych drzwi wyjściowych skorzystać. Faktycznie mamy tutaj paletę uczuć, postaci, wydarzeń, motywacji, ciągów przyczynowo-skutkowych, które przecinają się w sposób mniej lub bardziej oczywisty. Mamy ploty fabularne na które się nie godzimy, bohaterów których decyzje szarpią nasze nerwy (aż do ostatniej strony),balansujemy w wydawaniu werdyktów czy ktoś jest zły czy dobry, dyskutujemy z głównym bohaterem o naturze zła, miłości, naturze człowieka jako takiego. W moim przekonaniu, w takim ogólnym rozrachunku jest to powieść gorzka, cierpka, zostawiająca raczej niesmak w ustach. Jasne - traktuje o sprawach uniwersalnych etc. - ale jednak w moim przekonaniu Jaume Cabre w "Wyznaje" raczej gasi nam światło w pokoju zwanym "nadzieja na dobre życie" niż wykuwa w nim nowe okna, wpuszczając nieco więcej słońca. Muszę przyznać, że potrzebowałem czasu na wgryzienie się w ten styl, nie było to łatwe i tak subiektywnie ujmując: nie żałuję ale z drugiej strony nie sięgnę po nią ponownie. W sensie trochę szkoda mi czytelniczego czasu na takie katowanie jednej książki. Natomiast doskonale rozumiem wszystkie zachwyty nad "Wyznaję", też daję tutaj mocne 8/10.
NathanDrake - awatar NathanDrake
ocenił na827 dni temu
Dom żółwia. Zanzibar Małgorzata Szejnert
Dom żółwia. Zanzibar
Małgorzata Szejnert
(2011) Ludzie i domy Zanzibaru. Zamysł autorki (1936) był taki, aby opowiedzieć historię wyspy poprzez życiorysy osób związanych z Zanzibarem: tych, którzy tam przyszli na świat lub spędzili pokaźną część swojego życia – zawodowego i prywatnego – a także tych, dla których wyspa była główną bazą wypadową lub zaledwie jednym z odwiedzanych portów*. Przypomina duże nazwiska, które zapisały się w historii Afryki i świata, a jednocześnie ratuje od zapomnienia te mniejsze, żywe już pośród nielicznych, głównie podstarzałych krewnych, sąsiadów i lokalnych specjalistów. Przeplatają się wzajemnie, niekiedy w swych losach oddalając terytorialnie od tytułowej wyspy, zwłaszcza na początku książki (ze Stanleyem zawędrujemy aż do Konga, z Livingstone’em będziemy podróżować wzdłuż Zambezi). Dopiero od krwawej rewolucji roku ‘64, bardziej zdecydowanie trzymamy się Zanzibaru, i tok wydarzeń sprawia wrażenie istotniejszego niż losy poszczególnych bohaterów. Typowo reporterski patent opowieści o historii i przemianach politycznych poprzez skupienie na losach wybranych bohaterów, z różnych warstw społecznych, nie został tu w pełni prawidłowo wykorzystany, bo autorka skupią się również na żywotach prowadzonych poza Zanzibarem, z marginalnym związkiem z samą wyspą, w których włości sułtana znikają daleko za horyzontem... Butny Stanley i dr Livingstone to ciekawe postacie, ale pod kątem konstrukcyjnym, autorka poświęca im zbyt wiele miejsca – tak jakby była to książka na inny temat (o początkach europejskiej kolonizacji i zapełnianiu ostatnich białych plam, w środkowej i wschodniej Afryce). Opowieść rozpoczyna się stosunkowo późno, kiedy Zanzibar jest już terytorium zależnym od Omanu (tj. po 1698 r.),a kończy w roku 2010 (jak można się domyślać, w czasie ostatniej wizyty reporterki). Brakuje wprowadzenia historycznego**, kilku zdań na temat pierwotnych mieszkańców, perskiej i arabskiej kolonizacji***. Wystarczyłaby jedna strona, albo dłuższe zdanie. ______________________ * Ośrodkiem handlu niewolnikami, skąd płynęli dalej do krajów arabskich, lub trafiali na lokalne plantacje goździków. ** Krótka historia Zanzibaru: https://pl.wikipedia.org/wiki/Zanzibar_(autonomia)#cite_note-PWN-1; https://pl.wikipedia.org/wiki/Zanzibar_(wyspa) *** Gdyby tego nie pominięto, nazwa Partii Afroszyrazyjskiej (Afro-Shirazi Party),która nieprzypadkowo zawiera w sobie znajomo brzmiącą nazwę perskiego miasta, byłaby bardziej zrozumiała dla przeciętnego odbiorcy. (Odwołanie do perskiego osadnictwa pojawia się tylko raz, przy okazji opisu ruin, identyfikowanych jako pozostałość po ludności irańskiej). Skoro ruch polityczny obrał sobie taką nazwę, musi się to w jakiś sposób przekładać na autoidentyfikację części czarnych Zanzibarczyków, być elementem pewnej narracji tożsamościowej, a zatem czymś istotnym, o czym warto by napisać. Niestety temat jest niepodjęty. „The Afro-Shirazi Party (ASP) was an African nationalist and socialist Zanzibari political party formed between the mostly Shirazi Shiraz Party and the mostly African Afro Party” (https://en.wikipedia.org/wiki/Afro-Shirazi_Party). O Szirazyjczykach (Mbwera): „Modern academics reject the authenticity of the primarily Iranian origin claim, although recent genetic evidence points towards noticeable Iranian admixture. They point to the relative rarity of Iranian customs and speech, lack of documentary evidence of Shia Islam in the Muslim literature on the Swahili Coast, and instead a historic abundance of Sunni Arab-related evidence. The documentary evidence, like the archaeological, »for early Persian settlement is likewise completely lacking«”(https://en.wikipedia.org/wiki/Shirazi_people). • Językowo: 8/10 – czyta się naprawdę dobrze. Pod kątem informacyjnym: 7/10 – ciekawa. W oparciu o lekturę, można zyskać podstawy niezbędne do zrozumienia lokalnej historii i powiązania z procederem niewolnictwa (nawet pomimo braków, przemilczenia okresu sprzed arabskiej kolonizacji, oraz tego, jak ta przebiegała na przestrzeni stuleci). Napisanie książki wymagało zapoznania się z dużą ilością materiałów, odbyciem wielu rozmów, a liczne przypisy sugerują skrupulatność i rzetelne podejście. (W materiale promocyjnym wydawnictwa Znak z 2011, autorka wspomina, że kilka lat przed podjęciem tematu nie widziała nawet gdzie leży Zanzibar [https://www.youtube.com/watch?v=Ag6ctCag7ns]. Pisząc tę książkę nadrobiła zaległości z nawiązką). Konstrukcyjnie, patrząc na tekst pod względem obranej koncepcji: 5/10 – młodszemu reporterowi, bez wyrobionego nazwiska, raczej zwrócono by uwagę odnośnie zaburzonych proporcji, odejścia od tematu i pominięcia istotnego wprowadzenia historycznego. Summa summarum: 6.5 lub naciągane 7/10. Warto przeczytać (jeśli skupiamy się na walorze informacyjnym – ten jest wysoki, nawet pomimo pewnych luk; natomiast konstrukcyjnie to i owo poszło źle, wymknęło się spod kontroli, i nie jest to dobry wzór dla adeptów sztuki reportażu). • Małgorzata Szejnert*: „Podczas pierwszego nurkowania [u wybrzeży Zanzibaru], spotkałam, na głębokości mniej więcej dwudziestu metrów, dwa ogromne żółwie zielone. […] To było tak cudowne, te-te żółwie, które się poruszały jak bańki mydlane... […] żółw zielony, może złożyć jaja, tylko tam gdzie przyszedł na świat. […] I zdałam sobie sprawę, że te żółwie – jeżeli to były żółwice – które widziałam, w wodzie, to one nie mają przed sobą wielkiej szansy złożenia jaj na Zanzibarze, dlatego że, cała plaża – jest pełna ludzi, że… zabudowuje się hotelami, te hotele są otoczone murami, i właściwe jest niewielka szansa, że jeżeli żółwica przyszła tu na świat, to będzie mogła w tym miejscu złożyć jaja […]. […] zaczęłam więcej myśleć o powierzchni Zanzibaru, niż o tym co jest w wodzie. I, pojechałam przede wszystkim obejrzeć ten Zanzibar. […] Pojechałam do stolicy Zanzibaru […] i zobaczyłam tam, zdumiewające rzeczy. Zobaczyłam, stare pałace posułtańskie, zobaczyłam dom z którego Livingstone wyruszał w jedną ze swoich wypraw, i inny dom w którym złożono jego zwłoki, jak…. umarł w Afryce i trzeba go było przewieźć je do Anglii. Zobaczyłam, miejsca w których kupował koraliki Stanley […]. Zobaczyłam miejsce po dawnym targu niewolników, gdzie zbudowano katedrę anglikańską. Zobaczyłam stary letni pałac w którym wychowała się księżniczka Salme, która potem uciekła do Europy ze swoim niemieckim... kochankiem a potem mężem […]. Zobaczyłam… wielki gmach, w którym urzędował jako [francuski] konsul, w XIX wieku, polski poeta romantyczny Henryk Jabłoński. I zdałam sobie sprawę, że Zanzibar jest miejscem niezwykle ważnym dla świata. O którym my właściwe, no ja w każdym razie, prawie nic nie wiedziałam. […] Pracowałam dwa lata nad tym. Byłam trzy razy na Zanzibarze. […] I książce dałam tytuł Dom żółwia. Dlaczego Dom żółwia? Dlatego, że… przejęłam się bardzo bezdomnością tego żółwia. I zdałam se sprawę, że ta bezdomność jest… niezwykle symboliczna dla całego Zanzibaru. To była bezdomność niewolników. To była później bezdomność elit arabskich które zostały podczas rewolucji przegnane z Zanzibaru. To jest dzisiejsza bezdomność ludzi z wiosek, które są wypychane przez przemysł turystyczny. Czy ci ludzie są wypychani z tych wiosek, wioski są spychane, przez wielkie hotele, przez jakieś korporacje międzynarodowe prowadzące ten… także tak się stało, że podczas pierwszego nurkowania złowiłam temat, który […] zyskał efekt w postaci tej książki”**. _______________________ * W roku, w którym książka poszła do druku, autorka miała 75 lat. ** Małgorzata Szejnert o Zanzibarze i swojej książce "Dom żółwia" [2011] https://www.youtube.com/watch?v=Ag6ctCag7ns (spisywane ze słuchu) • ‘64: MORD ZAŁOŻYCIELSKI CZARNEGO ZANZIBARU „– Czy wiadomo, gdzie znajdują się groby? – Nie, i nikt nie dociekał. To jest Afryka” (str. 329). „Masakra Arabów na Zanzibarze – masowe egzekucje, gwałty i tortury ludności arabskiej dokonane przez bojówki Partii Afroszyrazyjskiej i Umma oraz lokalną czarnoskórą ludność podczas rewolucji na Zanzibarze w styczniu 1964 roku. Nie jest znana dokładna liczba ofiar, historycy szacują, że zginęło ok. 13–20 tys. Arabów, a tysiące kolejnych zostało wygnanych do Omanu. Zdaniem niektórych naukowców, działania te nosiły znamię ludobójstwa [przepraszam, tu są jakieś wątpliwości?]. […] W efekcie zamordowano tysiące nieuzbrojonych arabskich cywilów. Wiele hinduskich sklepów zostało splądrowanych i spalonych, a niektórzy Hindusi (element miejscowej elity handlowej) zostali zabici. Majątki Arabów zostały wywłaszczone. Po ukierunkowanej rzezi tysiące kolejnych umieszczono w obozach, a później przymusowo deportowano do Omanu. Niszczone było również kojarzone z Arabami islamskie dziedzictwo Zanzibaru. Większość arabskich rękopisów znajdujących się w Archiwach Narodowych Zanzibaru została zniszczona. Na ulicach symbolicznie palono Korany, mimo że 98 procent populacji Zanzibaru stanowili muzułmanie. Zabijanie arabskich cywilów i grzebanie ich zwłok w masowych grobach zostały udokumentowane przez włoską ekipę realizującą w helikopterze sceny do dokumentu Africa Addio, a ta sekwencja filmu jest jedynym znanym, wizualnym udokumentowaniem zbrodni” (https://pl.wikipedia.org/wiki/Masakra_Arab%C3%B3w_na_Zanzibarze). To mogłoby być w jakimś stopniu zrozumiałe, i jednocześnie spodziewane w latach ucisku, jeszcze 150-200 lat temu, w ramach spontanicznego zrywu, w odpowiedzi na realną potrzebę wolności, dramatyczne warunki życia, brak perspektyw... w ramach realnej walki o przeżycie. Ale po zniesieniu niewolnictwa? Tuż po ogłoszeniu niepodległości? Przy proporcjach społecznych w których czarni mają miażdżącą większość i mogą sparaliżować wyspę podczas zwykłego protestu? (Co zrobił PRL po tej czystce etnicznej? Nawiązał relacje dyplomatyczne z czarnym reżimem. Ręce opadają). • To co uderza odbiorcę podczas lektury, to znajomy model historyczny, typowy dla praktycznie całej postkolonialnej Afryki. Biali usuwają się w cień, przekazują władzę autochtonom – a ci rozpoczynają bratobójcze walki lub krwawe czystki etniczne. Jak u Orwella w Folwarku zwierzęcym, następuje zamiana miejsc: samozwańczy oswobodziciele stają się kastą pasożytniczą która wprowadza zamordyzm, usuwa jednostki niewygodne, piętnuje je lub brutalnie spycha na margines – w nędzę i zapomnienie; kwitnie korupcja, nepotyzm, układy i układziki. Zamiast sukcesu gospodarczego, jest głód i klepanie biedy. Fundamentalizm religijny nie pomaga, podobnie jak kompletny brak sensownej kontroli narodzin i nieprzemyślana, źle realizowana edukacja publiczna. Zapewne byłoby dla Zanzibaru lepiej, gdyby pozostał sułtanatem związanym z Wielką Brytanią. Gdyby stopniowo dochodził do pełnej demokratyzacji, zaczynając od wprowadzenia powszechnej, darmowej i obowiązkowej edukacji. Wykształcenia wielopokoleniowych, czarnych elit, lokalnych specjalistów i świeckich społeczników, sensownego zagospodarowania zajmowanej przestrzeni, zbudowania sieci trwałych połączeń gospodarczych, i wejścia w rolę pomostu między Afryką a światem islamu. Lokalna ludność i potomkowie niewolników nie ulegli arabizacji, nie pochłonęło ich muzułmańskie dziedzictwo, a jednocześnie, paradoksalnie – zachłysnęli się islamem. I dziś, ze szkodą dla siebie, swoich matek, żon, córek i sióstr, tworzą jedną z bardziej konserwatywnych, zacofanych społeczności. _______________________ * Nawet dziś, to co jest tam architektonicznie i kulturowo najatrakcyjniejsze, to pozostałości po potomkach przybyszy z Omanu i Brytyjczykach, stawiających budynki w stylistyce muzułmańskiej. • UWAGI (wyd. 2011): str. 19 – „siódmego – ósmego” (siódmego-ósmego); str. 27 – wówczas jeszcze nie indonezyjskich, Indonezja powstanie po II wojnie światowej; str. 62 – ta ozdoba (widoczna na sąsiedniej stronie) nie wygląda jak korona, to raczej splot roślinny; str. 66 – to nie ściana, ale rozwijane tło (sugeruje to specyfika pracy w zakładzie fotograficznym, oraz lewa strona zdjęcia); str. 70 – przesiedział się (przesiedział sobie?); str. 73 – po co pada tu bezsensowna uwaga o naturze śmierci, zdanie powinno się kończyć po słowach „potwierdza tę teorię”; str. 76 – Anglika (Szkota); str. 84-85 – na fotografii widzimy słupek do cumowania, to sugeruje że patrzymy na nadbrzeże, a być może pokład jednostki, nie wnętrze pokoju, w tle jest olinowanie (na str. 374, w spisie fotografii, czytamy, że mężczyzna znajduje się na pokładzie statku Malwa!); str. 100 – Anglikiem (Brytyjczykiem/Walijczykiem); str. 113 – Arabia Saudyjska powstała dziesięć lat po śmierci Kirka; str. 168 – „Stolica Zanzibaru, Zanzibar, leży, jak wiemy, na wschodnim brzegu wyspy Ungui” – miasto znajduje na zachodnim brzegu, po drugiej stronie cieśniny jest kontynent; str. 173 – Zambii (Rodezji Północnej); str. 181 – „[…] dzieci od trzech różnych żon” (...z trzech różnych żony?); str. 199 – „Boże, zbaw Królową”, tj. God Save the Queen, Boże, chroń Królową – „zbawić” to wg słownikowej definicji „ocalić, uratować, odkupić (od potępienia wiecznego)” (https://sjp.pl/zbawić) i w tym trzecim rozumieniu używa się go najpowszechniej, „save” to najczęściej zachować, zapisać, uratować; str. 210 – nie pochodzący (niepochodzący); str. 208 – przez (przed); str. 314 – niewielką-niewielki (brzydkie powtórzenie); str. 333 – kontynuacja wypowiedzi Matyldy od kolejnego myślnika (nawet jeśli są to osobne całości, nie ma powodu by nie skleić ich w jedną). Wszystkie przypisy, umieszczone na końcu książki, oznaczone są w tekście gwiazdkami (nie numerkami) – co za idiotyczny pomysł?
Gracjan - awatar Gracjan
ocenił na69 miesięcy temu
Głosy Pamano Jaume Cabré
Głosy Pamano
Jaume Cabré
„Głosy Pamano” Jaume Cabre to moja druga książka tego autora (po „Jaśnie Pan”),dla mnie jest bardziej ciekawa niż poprzednia, napisana w sposób niebanalny, i z tego powodu jest trudniejsza w odbiorze. Charakterystyczne dla tej książki są przeskoki czasowe, akcja rozgrywa się współcześnie, jak i w latach czterdziestych, pięćdziesiątych, czy siedemdziesiątych. Opowieść toczy się z pominięciem kolejności czasowej, w powieści czas akcji z roku 2002-go przenosi się nagle w lata siedemdziesiąte albo czterdzieste, następuje to czasami nawet w tym samym zdaniu, czy w trakcie dialogów. Dlatego też książka ta wymaga szczególnej uwagi i skupienia. Autor opisując losy swoich bohaterów ukazuje życie w Hiszpanii generała Franco, rządy ówczesnych władz, represje, prześladowania przeciwników politycznych, jak i działającą tam partyzantkę. Fabuła książki jest ciekawa i wciągająca, w powieści mamy bohaterów żyjących na przestrzeni opisanych lat. Głównym bohaterem jest nauczyciel Oriol Fontelles, żyjący w latach 40-tych, wokół niego toczy się główny wątek książki; inną postacią jest Tina Bros, postać współczesna, osoba, która próbuje rozwiązać zagadkę z przeszłości. Ciekawą osobowością jest też Elisenda Vilabru, arystokratka, żyjąca przez wszystkie lata opisane w powieści, osoba, która ma układy z władzami, i tak naprawdę to ona decyduje o większości spraw urzędowych w swojej miejscowości, jak również o losach mieszkańców tego miasteczka. A dzięki pieniądzom osoba ta osiąga swoje cele. Podsumowując książka bardzo mi się podobała; ciekawa fabuła, niepospolity styl narracji, mam nadzieje, że następna książka tego autora wywoła u mnie podobny zachwyt.
AnnaDe - awatar AnnaDe
ocenił na93 miesiące temu
Opowieść o miłości i mroku Amos Oz
Opowieść o miłości i mroku
Amos Oz
Miłość i mrok nie idą ze sobą w parze. Są jak dwa przeciwstawne bieguny, których nie można do siebie zbliżyć. Ale książce Amosa Oza udaje się ta sztuka. Tu przeciwieństwa ze sobą współgrają. Autor stworzył dzieło poruszające, w dużej części - autobiograficzne. Odmalował swoje dzieciństwo na szerokim płótnie społecznym i politycznym. Dorastanie Oza przypadło na burzliwy, powojenny czas. W przypadku narodu żydowskiego był to moment kluczowy, bo to wtedy, na forum ONZ zadecydowano o powstaniu państwa Izrael. Mały Amos dorastał w inteligenckiej rodzinie emigrantów z Europy Wschodniej, głównie z terenów dzisiejszej Litwy i Ukrainy. Ojciec autora miał zadatki na wielkiego uczonego, był gruntownie wykształcony, oczytany, znał biegle kilka języków. Mama skończyła filozofię i literaturę na Uniwersytecie w Pradze. Jednak koleje losu sprawiły, że ich życie przeminęło w przeciętności. Ojciec nie spełnił marzeń o karierze naukowej, do końca życia pracował w bibliotece uniwersyteckiej. Mama zaś poświęciła się życiu rodzinnemu. Jej wątek w "Opowieści" jest jednym z najbardziej "łamiących serce" wątków w całej książce. Fania Klausner była wrażliwą kobietą, która nigdy do końca się nie pogodziła z koniecznością życia na emigracji. Zawsze z nostalgią wspominała młodość spędzoną w Europie. Małżeństwo z Arie Klausnerem nie należało do udanych.Burzliwy okres powstania państwa Izrael, wojna z Arabami i ciągłe poczucie zagrożenia pogłębiły tylko jej melancholię. Kobieta ostatecznie zachorowała na depresję i popełniła samobójstwo osierociwszy małego Amosa w wieku zaledwie 12 i pół roku. "Opowieść o miłości i mroku" jest lustrem, w którym przegląda się sam autor, szukając swojego utraconego ja. Po śmierci matki jego ojciec ponownie się ożenił, a Amos wyprowadził się z domu i zamieszkał w kibucu. Z ojcem nigdy więcej nie rozmawiali o matce, czy o uczuciach, które im wówczas towarzyszyły. Męskie wychowanie tamtych czasów nie pozwalało na płacz, czy okazywanie emocji. Amos pochował ten rozdział w życiu na tyle głęboko, że w późniejszych latach nie był w stanie rozmawiać na ten temat ani z żoną, ani z najbliższą rodziną. "Opowieść o miłości i mroku" jest więc osobistym pamiętnikiem i świadectwem życia człowieka, którego dorastanie nastąpiło w cieniu rodzinnej tragedii. Amos Oz poruszył mnie swoją historią do głębi. Zamknął w swoim dziele nie tylko osobistą pamięć o wcześnie utraconej matce, ale też losy swoich bliskich krewnych i wreszcie - oddał atmosferę przełomowych dla swojego narodu czasów, w których przyszło mu dorastać. Zrobił to używając języka nasączonego wyjątkową wrażliwością, miłością i pięknem. Pogodził tym samym mroczny czas w którym przyszło mu dorastać, z osobą, którą stał się dużo później: wrażliwym pisarzem, który marzył o pokoju nie tylko dla Izraela.Marzył o zgodnym współistnieniu Żydów i Arabów, o końcu walk, o pogodzeniu interesów zwaśnionych stron. Szkoda, że jego świadectwo odbija się od ściany tragicznych wydarzeń współczesności.
say_book_and_enter - awatar say_book_and_enter
ocenił na94 dni temu
Nocny pociąg do Lizbony Pascal Mercier
Nocny pociąg do Lizbony
Pascal Mercier
„Nocny pociąg do Lizbony” Pascala Merciera to jedna z tych rzadkich powieści, które zamiast oferować prostą ucieczkę od rzeczywistości, zmuszają czytelnika do głębokiego zanurzenia się w samym sobie. Moja ocena to 7/10 – jest to dzieło wybitne pod względem intelektualnym, choć jego specyficzne tempo i gęstość filozoficzna mogą stanowić wyzwanie dla osób szukających wartkiej akcji. Impuls do zmiany Wszystko zaczyna się od jednego momentu, od spotkania na moście w Bernie, które wytrąca Raimunda Gregoriusa – statecznego profesora filologii klasycznej – z kolein dotychczasowego, przewidywalnego życia. Gregorius, człowiek słowa i antycznych tekstów, pod wpływem impulsu porzuca swoją szkołę i wsiada w pociąg do Lizbony. Jego przewodnikiem staje się znaleziona przypadkiem książka tajemniczego portugalskiego lekarza, Amadeu de Prado. Ta nagła rewolucja w życiu starszego człowieka jest punktem wyjścia do fascynującej podróży – nie tylko przez Europę, ale przede wszystkim przez meandry ludzkiej egzystencji. Studium duszy i historii Mercier po mistrzowsku splata dwa wątki. Z jednej strony śledzimy śledztwo Gregoriusa, który w Lizbonie odkrywa ślady życia Prado, rozmawiając z ludźmi, którzy go znali. Z drugiej – poznajemy fascynujące zapiski samego lekarza, które są sercem tej powieści. Amadeu de Prado jawi się jako postać tragiczna, uwikłana w walkę z dyktaturą Salazara, ale przede wszystkim tocząca bój o autentyczność własnego bytu. Powieść staje się dzięki temu wielowarstwowym traktatem o wolności, lojalności, samotności i o tym, jak mało wiemy o ludziach, których kochamy. Filozofia kontra dynamika „Nocny pociąg do Lizbony” to książka „powolna”. Mercier nie spieszy się, cyzeluje każde zdanie, a monologi wewnętrzne Prado zajmują całe strony. Dla czytelnika ceniącego literaturę piękną i głęboką refleksję, będzie to uczta. Jednak momentami powieść ociera się o pewną pretensjonalność, a nagromadzenie pytań retorycznych i egzystencjalnych dylematów może przytłaczać. Nie jest to thriller, mimo że wątek odkrywania tajemnic z przeszłości ma w sobie coś z kryminału; to raczej „thriller duszy”, w którym napięcie budowane jest przez odkrywanie kolejnych warstw sumienia bohatera. Podsumowanie Powieść Merciera to zaproszenie do podróży, którą każdy z nas podświadomie chce odbyć – podróży ku zrozumieniu własnych wyborów. To książka niezwykle erudycyjna, napisana z wielką kulturą języka i szacunkiem do czytelnika. Choć momentami bywa ciężka i wymaga pełnego skupienia, pozostawia w człowieku trwały ślad. To solidna siódemka dla literatury, która ma odwagę pytać o sens „opuszczenia samego siebie” i o to, czy kiedykolwiek jest za późno, by zacząć żyć naprawdę. Idealna lektura na długie wieczory, wymagająca ciszy i gotowości na trudne odpowiedzi.
Muminka - awatar Muminka
oceniła na721 dni temu
Inszallah Oriana Fallaci
Inszallah
Oriana Fallaci
Szmaciany piesek i umierająca po raz drugi Mariuccia - cóż to był za gwałt emocjonalny! Oriana musiała udowodnić, że jej kapryśne żądanie, aby nazywać ją pisarką, a nie dziennikarką, ma jakieś uzasadnienie. "Inszallah" zdecydowanie spełnił swoje zadanie w tej kwestii. Zacznę od kompozycji - całość ciągu przyczyn i skutków w akcji jest znakomicie przemyślana. Fallaci wybrała budowanie napięcia kosztem spektakularnych zwrotów akcji, mimo to czytelnik czuje niepokój i niepewność w oczekiwaniu na nieuniknione. Nieuniknione - bo powieść zamknięta została w klamrze - po spektakularnym punkcie kulminacyjnym w formie bitwy historia spokojnie powróciła do elementów wprowadzonych na samym jej początku. Nie wiem, czy nie trzeba wcześniej znać Oriany i jej stylu pisania, ale dla mnie jest on absolutnie przepiękny. Cała historia, pomimo dominującej perspektywy mężczyzn, jest niezwykle kobieca - w najlepszym tego słowa znaczeniu - niezwykle emocjonalna, w sposób, który nie mógłby zostać napisany przez mężczyznę. A właściwie, nie tylko nie przez mężczyznę - przez nikogo innego. Są wybitne i wspaniałe dzieła, których autorów można pominąć, lub o nich zapomnieć. W tym przypadku tak nie jest. Pomimo tego, że nie jest to żaden jej reportaż ani opowieść autobiograficzna, to jednak jest to książka o niej. Czujesz, że to z Tobą rozmawia Oriana. Że to ona opowiada Ci tę historię. Że to siebie samą umieściła w rozsypanych w Bejrucie chłopcach, mężczyznach, chłopcach, którzy myślą, że są mężczyznami, kobietach, starcach, zakonnicach i mordercach. Nie znam żadnego innego autora czy autorki, który w takim stopniu jak Fallaci pozostawił w swoich dziełach swój własny portret psychologiczny, swoją osobowość, swoje wkurzające kaprysy, swoje doświadczenia i mądrości. A co do mądrości - Fallaci zdecydowanie daje nam świadectwo, dzięki któremu chcemy wręcz powtórzyć za Osiecką: "Nie daj mi Boże, broń Boże, skosztować tak zwanej życiowej mądrości". Sposób w jaki Fallaci opisuje w "Inszallah" różne wydarzenia - to co człowiek przeżywa w różnych etapach swojego życia - wojna, śmierć kogoś bliskiego, zerwanie, śmierć miłości, depresja, próba samobójcza - to wszystko jest naprawdę autentyczne. Problemy rozgrywające się w głowach postaci, ich osobiste tragedie - Oriana przedstawiła je niezwykle wiarygodnie. Czytelnik, który przeżył chociaż część przedstawionych w książce sytuacji, widzi je w swoim życiu i może powiedzieć: "To rzeczywiście tak wygląda!". Niesamowita kobieta. Co do samej treści książki, zazwyczaj staram się nie zdradzać fabuły w recenzjach, ale dwie sceny w tej książce pozostawiły mnie rozdartym emocjonalnie, zalanym w łzach i przerażonym geniuszem autorki - pierwsza, to Rambo wypowiadający słowa "To jest Mariuccia. I umiera po raz drugi." Kolejna - cały ostatni akt życia Ninette. Na długo pozostaną ze mną te dwa momenty. Co do minusów - liczba postaci rzeczywiście przytłacza, Bogu dzięki za to, że Fallaci lubi krótkimi powtórzeniami przypominać o cechach i charakterystyce każdej postaci, bo naprawdę łatwo się pogubić w tym zgromadzeniu drapieżnych ptaków, koni, Sycylijczyków i zakonnic. Autorka sama chyba zauważyła, że trochę za dużo się ich pojawiło, bo mniej więcej w połowie książki, czując konieczność wytłumaczenia się z wprowadzeniu tego tłumu, leciutko przeprasza nas za to ustami (a raczej listem) Profesora. Bardzo bezpośrednie wciśnięcie samej siebie w tę historię (i jeszcze w postać Profesora!) może wydawać się trochę tanie, ale... to Oriana - wybaczam :>
Meribbaal - awatar Meribbaal
ocenił na92 lata temu

Cytaty z książki Kapelusz cały w czereśniach

Więcej

Wszyscy ci dziadkowie, babcie, pradziadkowie, prababcie, prapradziadkowie, praprababcie, praszczury i praszczurzyce, krótko mówiąc – wszyscy ci moi rodzice stali się moimi dziećmi. Ponieważ tym razem to ja ich urodziłam, dałam, a raczej przywróciłam im życie, które wcześniej od nich dostałam.

Wszyscy ci dziadkowie, babcie, pradziadkowie, prababcie, prapradziadkowie, praprababcie, praszczury i praszczurzyce, krótko mówiąc – wszyscy...

Rozwiń
Oriana Fallaci Kapelusz cały w czereśniach Zobacz więcej

Czy trzeba to podkreślać? Nic tak nie rani, nie zatruwa, nie pognębia serce jak rozczarowanie. Bo rozczarowanie to ból zrodzony z rozwianej nadziei, porażka wynikająca ze zdradzonego zaufania, z odmiany zachowania kogoś, komu wierzyliśmy. Kiedy go doświadczasz, czujesz się oszukany, wyśmiany, upokorzony. Jesteś ofiarą nieoczekiwanej niesprawiedliwości, niezasłużonego bankructwa.

Czy trzeba to podkreślać? Nic tak nie rani, nie zatruwa, nie pognębia serce jak rozczarowanie. Bo rozczarowanie to ból zrodzony z rozwianej ...

Rozwiń
Oriana Fallaci Kapelusz cały w czereśniach Zobacz więcej

Kto poświęca się polityce w dobrej wierze, a nie dla żądzy władzy czy pragnienia sławy, kto chce realizować poprzez politykę nieosiągalne marzenie o świecie prawdziwie wolnym i sprawiedliwym, ryzykuje nie tylko więzienie czy szafot. Ryzykuje, że stanie się ofiarą nierozpoznanego oficjalnie męczeństwa, zwanego rozczarowaniem. Rozczarowanie wyjaławia. Dewastuje. Niezależnie od tego, czyjego przyczyną jest pojedyncza osoba czy cała społeczność, czy chodzi o zawiedzioną nadzieję czy niespełnioną ideę, efekt jest demoralizujący.

Kto poświęca się polityce w dobrej wierze, a nie dla żądzy władzy czy pragnienia sławy, kto chce realizować poprzez politykę nieosiągalne ma...

Rozwiń
Oriana Fallaci Kapelusz cały w czereśniach Zobacz więcej
Więcej

Video

Video