cytaty z książek autora "Flannery O'Connor"
(...) są ludzie, którzy umieją przeżyć całe życie, nie pytając o jego sens, i są inni, którzy muszą szukać przyczyn wszystkiego.
Nigdy nie myślała wiele o diable, bo uważała, że religia potrzebna jest właściwie tylko ludziom, którzy mają za mało rozumu, żeby się bez niej wystrzegać wszelkiego zła. Dla osób takich jak ona, z głową na karku, religia jest tylko okazją do spotkań towarzyskich i pośpiewania.
Moim zdaniem pisarzom pierwszy impuls daje raczej literatura aniżeli życie. Gdy wielu z nich posługuje się tym samym idiomem i przygląda się mniej więcej tej samej społeczności, każdy musi tym bardziej się pilnować, żeby nie poprzestać na sfuszerowaniu czegoś, co już przed nami zrobiono po mistrzowsku. Sama obecność Faulknera wśród nas [pisarze z Południa] w znacznej mierze określa, na co pisarz może sobie pozwolić, a na co nie.
Początkiem ludzkiej wiedzy są zmysły, a prozaik zaczyna się tam, gdzie ludzkie postrzeganie. Odwołuje się do czytelnika za pomocą zmysłów, one zaś są nieczułe na abstrakcje. Większości ludzi dużo łatwiej jest sformułować abstrakcyjną ideę niż opisać, a tym samym odtworzyć przedmiot, który widzą na własne oczy. Ale świat prozaika wypełnia materia, a właśnie jej nie cierpią powoływać do istnienia poczatkujący prozaicy. [...] Flaubert musiał stworzyć przekonywające miasteczko, żeby móc w nim umieścić Emmę.
Wszędzie, gdzie się pojawiam, pada pytanie, czy moim zdaniem uniwersytety tłamszą pisarzy. Otóż według mnie zbyt wielu autorów unika stłamszenia. Dobry nauczyciel mógłby zapobiec powstaniu niejednego bestsellera.
Posunęłabym się nawet do stwierdzenia, że autor utworu fantastycznego musi zwracać uwagę na konkretne szczegóły z jeszcze większą pedanterią niż pisarz naturalista, bo im bardziej opowiadanie wystawia na próbę łatwowierność czytelnika, tym bardziej przekonujące powinno zawierać rekwizyty.
Jego krew była wrażliwsza niż wszystko inne w nim, naznaczyła zagładą jego całego, wyjąwszy może umysł, i w rezultacie język, który co parę minut się wysuwał, żeby polizać skwarkę na wardze, wiedział więcej od niego.
Ludzie, którzy posługują się ideami, nie oceniasz ich, nie chodzą po ziemi.
Wszyscy jesteśmy potępieni - rzekła - ale niektórzy z nas zdarli łuski ze swych oczu i widzą, że nie ma nic do zobaczenia. To też zbawienie, chociaż szczególnego rodzaju.
(...) każdy ma w sobie zadatki na artystę, trzeba tylko, aby cierpienie te zadatki rozwinęło i aby człowiek te swoje możliwości urzeczywistnił.
Tym, co nie mają wozu, nie potrzeba prawa jazdy.
Ilekroć mówiono mi, że jako katoliczka nie mogę być artystką, zmuszona byłam odpowiadać, że jako katoliczki nie stać mnie niestety na to, żeby być czymś mniej niż artystką.
Nikt nie jest doskonały na tej zielonej, bożej ziemi, ani pastor, ani nikt inny. Łatwiej jest mówić ludziom, jak potworny jest grzech, jeżeli się go zna z własnego doświadczenia.
Księżyc miał twarz poważną; spoglądał ponad całym pokojem przez okno, gdzie unosił się w powietrzu nad stajnią, i można by pomyśleć, że przygląda się sam sobie w zadumie, jak młodzieniec zjawie własnej starości.
Czuł się jak człowiek, któremu dano do ręki nóż, żeby sam na sobie dokonał operacji, bo inaczej umrze.
Ksiądz często odwiedzał Guizaków i zawsze zatrzymywał się, by odwiedzić panią McIntyre i spacerowali po okolicy, a ona wskazywała mu swoje ulepszenia i słuchała jego grzechotliwej rozmowy. Nagle do pani Shortley dotarło, że ksiądz próbuje ją przekonać do sprowadzenia kolejnej polskiej rodziny. Gdyby było ich tu dwie, nie mówiono by prawie po angielsku. Murzyni zniknęliby i zostałyby dwie rodziny przeciwko panu Shortley'owi i jej samej! Zaczęła wyobrażać sobie wojnę na słowa, widzieć, jak polskie i angielskie słowa zbliżają się do siebie, pędzą naprzód, nie zdania, tylko słowa, bełkotliwe bełkotliwe bełkotliwe, wyrzucane wysoko i wrzaskliwie, pędzące naprzód, a potem zmagające się ze sobą. Widziała polskie słowa, brudne, wszechwiedzące i niereformowalne, rzucające błoto na czyste angielskie słowa, aż wszystko było równie brudne. Widziała ich wszystkich ułożonych w pokoju, wszystkie martwe, brudne słowa, ich i jej, ułożone jak nagie ciała w kronice filmowej. Boże, chroń mnie - zawołała cicho - przed cuchnącą mocą Szatana!".