Zjawiskowa She-Hulk. Tom 1 John Byrne 7,2

Postać She-Hulk nie została dobrze przyjęta przez czytelników, toteż aby tę sytuację odmienić, serię przejął znany rysownik John Byrne, który nadał temu tytułów zupełnie inny charakter i zrobił z tego tytułu... komedię. Choć bardziej pasuje tutaj określenie "ironia". Rewolucyjny pomysł polegał na tym, żeby zburzyć tzw. "czwartą ścianę" i ponaśmiewać się ze schematów panujacych w przemyśle komiksowym. Tym oto sposobem tytułowa bohaterka często zwraca się do czytelnika, czy też samego Johna Byrna tworzącego jej przygody i zdaje sobie doskonale sprawę z tego, że jest postacią występującą w komiksach. Przeskoki akcji przypominają natomiast trochę te, znane z kreskówek i są pomysłowe.
Pomimo tego, że na papierze wygląda to wszystko dobrze, to John Byrne bardziej skupia się na efekciarstwie niż stworzeniu dobrych historii. Jego opowieści to w większości parodie lub kopie wydarzeń z innych komiksów, które pod względem treści wypadają dość średnio. Otrzymujemy więc sporo przekalkowanych schematów i ciężkich grafomańskich wywodów, które w założeniu miały być śmieszne, a potrafią mocno zmęczyć. W zasadzie dopiero w drugiej połowie albumu komiks staje się ciekawszy, a humor bardziej wyrafinowany, co ratuje ostatecznie tę pozycję.
Tytuł ten ma jeszcze jedną ciekawą przypadłość, bo jest to chyba pierwszy komiks jaki czytałem, który został napisany z punktu widzenia kobiety i przede wszystkim dla kobiet. Nie brakuje też tutaj seksizmu, tyle że w odwróconej postaci. Mężczyźni zostali sprowadzeni w albumie bardziej do roli tła. Główna bohaterka krytykuje standardy mody i wzorce kobiecego piękna, a sama rozgląda się za przystojnymi " byczkami" o ponadprzeciętnej muskulaturze. Czasem aż musialem zerknąć czy aby na pewno ta opowieść jest pisana przez mężczyznę, bo często można w to zwątpić. Na szczęście, wraz z postępem opowieści to wrażenie trochę się rozmywa i otrzymujemy bardziej wyważoną opowieść i zdecydowanie lepszą pod kątem treści i tekstów. Choć odbywa się to niestety kosztem grafiki, bo w późniejszych rozdziałach John nie przykłada się już tak bardzo do rysunków jak w początkowej fazie opowieści, które pod tym względem wyglądają fenomenalnie.
Podsumowując, największą zaletą She-Hulk jest innowacyjny jak na okres powstania dzieła, pomysł zburzenia "czwartej ściany" i stworzenia komiksowej parodii. Parodii, która już trochę pokryła się kurzem, ale wyróżnia się za to świetnymi ilustracjami. Piękne wydanie zbiorcze jest jednak bardziej ukłonem w stronę kolekcjonerów niż pozycją dla miłośników świetnych historii, choć i pod tym względem też jest całkiem przyzwoicie, szczególnie w drugiej połowie tomu. Są też momenty, gdzie mimo upływu czasu wciąż jest jednak zabawnie, a jeden z rozdziałów o brodatym dedektywie szczególnie przypadł mi do gustu. I dla takich momentów warto wyjąć ten komiks z folii, zanim odłoży się go w bezpieczne miejsce na półce, aby tam nabierał wartości.