Najnowsze artykuły
ArtykułyOd królewskich dworów do Hollywood
LubimyCzytać1
ArtykułyCrime Story: pierwsze takie wydarzenie autorskie w Polsce
LubimyCzytać2
ArtykułyWielkanoc z książką i nie tylko – czytelnicze oraz kreatywne pomysły na prezent
LubimyCzytać3
ArtykułyWielka Wiosenna Wyprzedaż w Matras.pl: tysiące książek nawet 80% taniej
LubimyCzytać2
Popularne wyszukiwania
Polecamy
Witold Hess

Pisze książki: fantasy, science fiction
Witold Hess autor książki Retrowizje w kategorii fantasy, science fiction.
Skontaktuj się z Bibliotekarzami serwisu, jeśli chcesz uzupełnić opis autora.
Skontaktuj się z Bibliotekarzami serwisu, jeśli chcesz uzupełnić opis autora.
6,6/10średnia ocena książek autora
16 przeczytało książki autora
7 chce przeczytać książki autora
0fanów autora
Zostań fanem autoraKsiążki i czasopisma
- Wszystkie
- Książki
- Czasopisma
Najnowsze opinie o książkach autora
Retrowizje Agnieszka Fulińska 
6,6

Lubię sięgać po antologie opowiadań, ponieważ każde z zawartych w nich tekstów jest inne i prezentuje odrębną wizję świata. Podobnie jest w przypadku antologii wydawnictwa Fantazmanty „Retrowizje”, w której znalazło się 9 naprawdę świetnych opowiadań. W mojej opinii kilka z nich zasługuje na szczególną uwagę.
Pierwszym z nich jest „Mysterium Cosmographicum” Agnieszki Fulińskiej. Autorka przedstawia alternatywne dzieje Francji, w której wynalazca opracowuje udaną protezę nogi. Dzięki temu sukcesowi realizuje zaawansowany projekt dla samego starzejącego się króla Ludwika. To opowiadanie wyróżnia się ciekawie skonstruowanym światem alternatywnym oraz rozwiniętą technologią, która dodaje historii wyjątkowego charakteru. Równie interesujące jest opowiadanie „Miasto dymu i popiołu” Michała Gola. Autor kreuje w nim postać wynalazcy tworzącego latające okręty dla kampanii wschodnioindyjskiej, w tle zaś ukazuje ciche machinacje gubernatora. Ważnym wątkiem jest także pokazanie wyzysku ludności tubylczej przez białych kolonizatorów, co w końcu prowadzi do buntu. Nie brak tu również klimatów przypominających gry RPG, takich jak Wolsung. Doskonałym przykładem jest opowiadanie „Wielkie Łowy” Michała Puchalskiego, w którym spotykamy sympatycznego jegomościa o imieniu Dingo. Wraz ze swoim towarzyszem – kangurem – rusza on w przygodę, by odkryć, kto buduje mechaniczne, mordujące strusie. A za wszystkim stoi naukowiec z Rzeszy.
Ogólnie antologię oceniam bardzo dobrze. Opowiadania są interesujące i wciągające, a ich niewielka liczba sprawia, że lektura nie zajmuje dużo czasu. Dodatkowo antologia jest dostępna za darmo na stronie wydawnictwa, co jest dodatkowym atutem. Czytajcie!
Retrowizje Agnieszka Fulińska 
6,6

Trzecia droga
Co jest dzieckiem wyobrażonej przyszłości i przeszłości? „Retrowizje” zabierają nas w fascynującą podróż w przeszłość, która okazuje się niezwykle przyszłościowa. Antologia może zaoferować każdemu coś po trochu. A najłatwiej wejść we wszelką fantastykę poprzez przedstawienie jej inności jako nowość: czy to przez portal fantasy, czy to organiczny rozwój. „Retrowizje” jako historie alternatywne z odrobiną fantasy historycznego, science-fiction i althistu idą tą drugą ścieżką. Najczęściej taka zmiana potrzebuje twarzy – geniusza.
Z tego powodu dwa pierwsze opowiadania bardzo ściśle trzymają się tego wzoru. Pierwsze jest o clockpunkowym dworze Ludwika XIV („Mysterium Cosmographicum”). Drugie opowiada o flogistopunkowych Holenderskich Indiach Wschodnich ("Miasto dymu i popiołu"). Same opowiadania nie były złe, znaleźć można w nich ciekawe nawiązania, realne problemy, a także zagwozdkę, czy nasze światy są takie same, czy też ktoś bawi się w Dukaja light. Jednak jest to ten sam motyw kropka w kropkę i to w dodatku zaraz po sobie.
Z tego wybija się następne opowiadanie („Homo sapiens planifacialis”),które cofa nas w czasie o tysiące, jeśli nie setki tysięcy lat. Wbrew pozorom też mamy tutaj realnie podobny motyw, choć z wybijającą do alternatywnej teraźniejszości klamrą narracyjną. Nadaje to nieco powiewu świeżości. Osobiście kojarzyło mi się to nieco z „Neandertalską paralaksą” Sawyera albo „Bobiverse” Taylora, choć to zupełnie inne opowieści. Dzięki temu opowiadaniu zainteresowałem się tematem i zajrzałem na Wikipedię. Chciałem porównać, kiedy wyginęli Neandertalczycy, ale znalazłem też sekcję reprezentacji kulturowej. Pewne cechy Neandertalczyków z innych dzieł pokrywają się i może były inspiracją. Inspiracje inspiracjami, ale lekko strawna tematyka i oryginalność tematyczna wybija na plus „Homo sapiens planifacialis” na tle poprzednich opowiadań.
Wadą historii alternatywnej w stosunku do czystej fantastyki jest to, że mniej wybacza nieścisłości. Czasem zawieszenie niewiary po prostu pęka, ale jest to bardzo subiektywne. Oczywiście może to wynikać ze zmiany i tak jest, ale zbyt ostre zmiany w porównaniu do rzeczywistości bywają niebezpieczne. Tak trochę się poczułem w „Wielkim długu” w kontekście jednej informacji, ale tylko jednej. Samo opowiadanie poza tym wyżej nadal jest nierówne. Sprawnie i interesująco przedstawia realia azteckiego podboju Europy. Plot twist na końcu był cudowny i cóż, można go interpretować na bardzo wiele sposobów. Poza tym mamy w jego ramach perfekcyjne zakpienie z powierzchowności zachodniego racjonalizmu. Jednak pójście krok dalej zrobiło się nieco absurdalne i uczyniło je trochę niesatysfakcjonującym.
W kolejnym opowiadaniu – „Świcie nad doliną” mamy w pewnym stopniu retelling „Stałem się Śmiercią. Niszczycielem światów”. Wielu zna te słowa Oppenheimera, ale nie wie, że dotyczy on opisu broni przypominającej właśnie bombę atomową. Bombę atomową ze starożytnych hinduskich tekstów. Jedyną wadą tego opowiadania jest to, że trudno zrozumieć imiona i nazwy. Głębokie zanurzenie w indyjskie realia, wprowadza głęboką defamiliaryzację. Jednak z to potrzebujemy takich retellingów więcej. Jeśli chodzi o samo zakończenie, to fajnie byłoby, gdyby na koniec nie było małej ekspozycji, tylko motywacje bohaterów zostały mocniej zarysowane i zapowiedziane w toku opowiadania. Choć możliwe, że pojawiło się, ale zostałem pokonany przez trudne imiona.
Tytuł „Pogrobowiec Boga Wi” jest naprawdę tajemniczy. Pogrobowiec to dziecko urodzone po śmierci ojca, jednak tutaj ma to chyba nieco inne znaczenie. Samo opowiadanie to ciekawy western z dość metaforyczną fabułą i trochę podobnym przekazie, co „Wielki dług”. Osobiście nie wiem, czy mi się podobało, bo było zwyczajnie dziwne.
„Wielkie łowy”
Miks tradycyjnych konfliktów szpieg vs. wielki zły (schemat z „Spirita” Eisnera chyba),Jamesa Bonda z jego gadżetami i Australijczyka. Wszystko w tym tradycyjnym sosie absurdu z papką dobrej zabawy. A wszystko z powodu (m)emu. Jedyną nieprawdopodobną rzeczą w tym opowiadaniu jest to, że Australijczycy chyba wygrywają tę wersję wojny z emu (a może tylko bitwę?).
Z kolei „Latawce nad Chang'anem” zabierają nas znów na wschód, tylko trochę dalej niż „Świt nad doliną” – do Cesarskich Chin. Niestety wieloperspektywiczność dla mnie rozbija stawkę i ostatecznie sprawia, że opowiadanie mnie znudziło. Ciągłe skakanie poza próbą wytworzenia dynamiki stara się zapewne pogłębić świat i przedstawić różne jego elementy. Czy industrializujące się Chiny z machinami latającymi nie są interesujące? Być może, ale nuda kryje ten aspekt pod swoim cieniem. Choć ewidentnie mamy ciekawy pomysł, to jego rozwinięcie lub przedstawienie również nie okazuje się angażujące. Chyba najkrótsze opowiadanie, które najmniej podobało mi się w antologii.
„Atoma”
Ciekawy retelling mitów i baśni z dodatkiem skojarzeń z „Pioruna kulistego” Cixin Liu. Tutaj to znajomość mitu o Prometeuszu i chęć poznania jego przekształcenia napędza zainteresowanie. Największą wadą jest główny bohater. Zniekształcenie imienia i jednoczesne udawanie, że to ktoś kogo znamy, nie jest moim ulubionym motywem. Można to porównać do tych chamskich easter eggów w filmach superbohaterskich, albo przerw na klaskanie w „Spider Manie. No way home”. Opowiadanie miało lekki przekaz egzystencjalny i motywacyjny, ale w porównaniu np. z „Wielkim długiem” wypada blado. Dla mnie słabo wybrzmiewają te wątki, ale trzeba przyznać – ciekawy retelling.
Na koniec spojrzałem z ciekawości na przypisanie gatunkowe do opowiadań na końcu antologii. Nie wiem, jak są one nadawane: przez autoidentyfikacje autorów, czy w inny sposób. Jednak dystopia dla "Atomy", post apokalipsa dla „Wielkich łowów” i dark fantasy dla „Świtu nad doliną” to coś, co wydaje mi się naciągane. Wszystko możnaby nazwać historią alternatywną albo niektóre fantasy lub SF. Jednak dla kogoś taka informacja może okazać się przydatna, by zdecydować się, co przeczytać.
Zatem jeśli kogoś interesuje historia alternatywna, to się nie zawiedzie. „Retrowizje” oferują bardzo szerokie wachlarz historii alternatywnych, a większość opowiadań czyta się przyjemnie. Jak zawsze w antologiach mamy doły i góry, ale może to też kwestia subiektywnego spojrzenia. Raczej nie należy się zrażać w tym przypadku, bo przecież nie trzeba czytać całości i można po prostu wybrać najbardziej obiecujące. Szczególnie że „Retrowizje” dostępne są za darmo.




























