Wspomnienie o Cecylii, smutnej królowej Janina Lesiak 6,2

ocenił(a) na 711 tyg. temu O tym, jak pachniał bez i śpiewały słowiki
Ta książka trafiła do mnie zupełnie przypadkowo - tak rozpoczyna się wiele opinii i relacji, więc czemu i ja nie miałabym z tego zwrotu skorzystać, zwłaszcza, że nie jest to tylko banalny sposób „zagajenia” i rozpoczęcia rozmowy z ewentualnymi czytelnikami tej skromnej oceny. Nie zaplanowałam jej (książki),bo nie mogłam tego zrobić z kilku powodów. Nie wiedziałam ani o jej istnieniu, ani o autorce i jej planach stworzenia historycznych portretów kobiet, wreszcie skłamałabym, gdybym napisała, że kiedykolwiek słyszałam o Cecylii Renacie – żonie Władysława IV, a i o nim samym, może poza informacją, że był jednym z Wazów, wiedziałam niewiele. Gdybym miała być całkiem szczerą: zajrzałam do niej, ponieważ chciałam zadecydować, czy ją zatrzymać, czy przekazać dalej. Mam nadzieję, że jej ofiarodawczyni nie rozszyfruje mojej tożsamości. Niewielki format, duża czcionka sugerowały, że może to być książka przeznaczona dla młodzieży. Myślałam tak, będąc raczej dyletantką w kwestii polskiej powieści historycznej. Moje lektury Bunscha, Kraszewskiego, czy Sienkiewicza to czasy obiektywnie dość odległe i sama już niewiele z nich pamiętam, a tak jak wiele innych osób, co wywnioskowałam na podstawie ich opinii (często negatywnych),sądziłam, że to powieść.
Swoją rekomendację tej niewielkiej książeczki rozpocznę właśnie tą ważną informacją. To nie jest powieść, ani nawet opowiadanie, więc dobrze jest od razu nastawić się na zupełnie inny rodzaj lektury. To bardzo ciekawa, niewielka forma, którą najlepiej byłoby nazwać rozbudowanym esejem historycznym. Historycznym, bo opiera się na faktach i wszystko, co dotyczy życia codziennego na dworze Władysława IV, otoczenia królowej, jej krewnych, strojów i opisywanych wydarzeń znajduje potwierdzenie w dostępnych źródłach i można czerpać z tych informacji rzetelną wiedzę o życiu w siedemnastowiecznej Polsce. Należałoby jednak zdecydowanie podkreślić jej eseistyczny charakter, bo nie tylko jest największą wartością, ale wydaje mi się, że właśnie z tego powodu: potrzeby ujawnienia prywatnej refleksji i wyobrażenia o osobistym życiu zapomnianej postaci kobiecej, ta książka powstała. Bardzo subiektywne, wręcz intymne przemyślenia autorki - Janiny Lesiak - i jej analiza domniemanej osobowości królowej Cecylii Renaty Habsburżanki stanowią o efekcie końcowym, który tak pozytywnie mnie zaskoczył.
Trzy krótkie rozdziały – trzy krótkie dni marca 1664 roku - ostatnie dni z życia żony Władysława IV, są treścią rozważań nad zaledwie 33-letnim życiem. Autorka udziela głosu Cecylii Renacie, uzupełniając go komentarzem wszechwiedzącego narratora. Poznajemy przemyślenia, refleksje, wspomnienia i senne marzenia – które mogłyby towarzyszyć oczekującej rozwiązania, ciężarnej królowej. Miała wszystko, doskonałe pochodzenie – była córką cesarza, świetne maniery, wykształcenie i obycie towarzyskie. Kochała muzykę i sztukę a to, że o małżeństwie z miłości nie mogła nawet marzyć, było wpisane w jej doskonałe koligacje. Nie była co prawda urodziwa, ale czy jej dobroć, szlachetne pochodzenie, pobożność i świadomość roli jaką ma do odegrania, a nawet podobieństwo artystycznych zamiłowań, nie mogły zrekompensować Władysławowi IV tego drobnego mankamentu jej królewskiej osoby. Niestety, sam dużo od niej starszy, chorowity, o trudnym dla otoczenia charakterze, ciągle narzekający na swoje dolegliwości, nigdy nie ukrywał, że jej nie tylko nie kocha, ale nawet nie szanuje.
„Cecylia Renata odchodzi, dołącza do korowodu Polek, Niemek, Litwinek, Węgierek, które jak cienie przesuwały się przez trony, katedry, ołtarze, królewskie łoża, w cichej posłudze kobiet, będących filarami i ofiarami dynastii” [1].
Zupełnie nie przeszkadza mi to, że historyczne informacje o królowej autorka uzupełniła o hipotetyczne przemyślenia, o jej kobiecą perspektywę, wymyśloną przez inną kobietę, która urodziła się trzysta lat później. Czy wychowana na dworze Cesarza pretendentka do bycia żoną któregoś z europejskich władców, mogła myśleć w taki sposób i czy jej wyobraźnia była rzeczywiście tak żywa i pełna subtelnych obrazów? Autorka nie szczędzi nam opisów wrażeń estetycznych Cecylii i jej przeżyć, a przy okazji jej wspomnień przywołuje kobiety, które odegrały rolę, nie tylko w jej życiu, odnotowali je historycy i kronikarze tamtych czasów. Była wśród nich macocha Eleonora Mantuańska, teściowa Anna Habsburżanka i Elżbieta – żona Zygmunta Augusta.
Ta ostatnia, a raczej jej duch, zwierza się Cecylii Renacie:
„Zostaną po nas obu nagrobki w wawelskiej kaplicy...Miną dziesięciolecia, potem wieki, a my będziemy tam spały w marmurowych sarkofagach (…) O tym jakie byłyśmy zdecyduje kronikarz. Napisze nam życiorysy, oceni uczynki, postawi krzyżyk przy pierwszej i ostatniej dacie, spinającej nasze życie jak klamerka. Nic tam jednak nie będzie na przykład o słowikach, które w czerwcowym bzie śpiewały od wczesnego zmierzchu.”[2].
Ta książka jest właśnie opowieścią o tym, jak śpiewały słowiki i jak pachniał bez w siedemnastym wieku. Właśnie tak potraktowana dała mi dużo, zupełnie nieoczekiwanej satysfakcji.
Książka zainicjowała (oczywiście drobne) poszukiwania wiadomości historycznych o epoce, które mogłyby uzupełnić moje informacje, a raczej ich brak. Zupełnym zaskoczeniem była dla mnie (jak się okazuje, historycznej profanki) wiadomość, że (co prawda krótko przez 3 lata, ale jednak) Władysław IV Waza był formalnym carem Rosji. I co wy na to?
[1] Janina Lesiak, „Wspomnienie o Cecylii, smutnej królowej”, wyd. MG, 2016, s.93.
[2] Tamże, s. 53.