Legendy Mrocznego Rycerza

Okładka książki Legendy Mrocznego Rycerza autorstwa Darwyn Cooke, Alan Grant, Kelley Puckett, James Robinson, Tim Sale
Okładka książki Legendy Mrocznego Rycerza autorstwa Darwyn Cooke, Alan Grant, Kelley Puckett, James Robinson, Tim Sale
Tim SaleAlan Grant Wydawnictwo: Mucha Comics komiksy
240 str. 4 godz. 0 min.
Kategoria:
komiksy
Format:
papier
Tytuł oryginału:
Tales of the Batman
Data wydania:
2015-08-14
Data 1. wyd. pol.:
2015-08-14
Liczba stron:
240
Czas czytania
4 godz. 0 min.
Język:
polski
ISBN:
9788361319573
Tłumacz:
Tomasz Sirodkiewicz
Batman jest ikoną kultury popularnej już od kilkudziesięciu lat. W tym czasie własne wizje wyglądu tego bohatera stworzyło wielu rysowników. Wśród nich poczesne miejsce zajmuje Tim Sale, autor rysunków do takich albumów jak Batman: Nawiedzony Rycerz; Batman: Długie Haloween czy Batman: Mroczne Zwycięstwo. W tym tomie znajdują się pierwsze komiksy Tima Sale’a o Batmanie.

Wśród nich historia o meczu rozegranym pomiędzy więźniami z Blackgate a pacjentami Azylu Arkham, opowieść o początkach kariery Calendar Mana, a także kolejne spotkanie Mrocznego Rycerza z Catwoman i z Jokerem.
Średnia ocen
6,6 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Legendy Mrocznego Rycerza w ulubionej księgarniiPorównywarka z najlepszymi ofertami księgarń W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl. Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki. Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oceny książki Legendy Mrocznego Rycerza

Średnia ocen
6,6 / 10
47 ocen
Twoja ocena
0 / 10

OPINIE i DYSKUSJE o książce Legendy Mrocznego Rycerza

avatar
4741
385

Na półkach:

Ocena dla klimatycznego, nawet poruszającego, komiksu z Cavalierem, reszta raczej meh, chociaż też jakiejś tragedii nie ma.

Ocena dla klimatycznego, nawet poruszającego, komiksu z Cavalierem, reszta raczej meh, chociaż też jakiejś tragedii nie ma.

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
1396
1347

Na półkach:

Batman jest jedną z najbardziej rozpoznawalnych postaci, nie tylko w świecie komiksu. Nie ważne czy ktoś się interesuje tą formą rozrywki czy nie, Bruce Wayne, multimilioner ratujące swe rodzinne miasto Gotham w czarno-szarym stroju z symbolem nietoperza na klacie, jest powszechnie znany. Jednak tylko osoby siedzące głęboko w komiksowym światku wiedza kim jest Tim Sale, amerykański rysownik, który z Batmanem również miał sporo do czynienia. Wydawnictwo Mucha Comics wydało w sierpniu 2015 roku album noszący zapadający w pamięć tytuł "Legendy Mrocznego Rycerza". Zawiera on pięć prac Tima Sale, z początków jego przygód z Nietoperzem. Jedne są dłuższe inne krótsze, a wszystkie opatrzone krótką notą od autora, który wspomina jak wyglądały jego pierwsze kroki na tym polu. Pozycja ciekawa nie tylko ze względu na walory estetyczne oraz, w pewnym sensie, historyczne, ale również fabularne. Trzeba przyznać, że zamieszczone tu prace trzymają w pełni ducha chyba najsłynniejszej serii animowanej o Nietoperzu Gotham, czyli "Batman the animated series". Wątpię abym rozminął się z prawdą jeśli stwierdzę, że niemal każdy laik miał z tym serialem do czynienia. Zapewne większość, tak jak ja, biegła przed ekran telewizora za każdym razem gdy Polsat emitował nowy odcinek. Cholera, nawet "Dragon Ball" mnie tak nie przyciągał jak ta "kreskówka". "Legendy Mrocznego Rycerza" pomogły mi wrócić wspomnieniami do tamtego okresu, a powodów ku temu było wiele.

Pierwsza historia o tytule "Szaleńcy w więzieniu", dotyczy przeciwników Batmana, którzy pod opieką doktora Jeremiaha Arkhama przybywają do więzienia Blackgate, mieszczącego się na niegościnnej wyspie. Pensjonariusze Arkhama lądują tam, po tym jak ośrodek szanowanego psychologa został zniszczony. Trzeba było zatem gdzieś umieścić jego pensjonariuszy na czas odbudowy zakładu, więc padło na Blackgate. Komendant więzienia nie jest z tego powodu zadowolony, gdyż nie wróży nic dobrego z połączenia bandy szaleńców z rasowymi kryminalistami i mordercami. To co jest najciekawsze w całym komiksie to przemyślenia doktora Arkhama. Stara się on przeanalizować psychikę każdego z swych podopiecznych, traktuje ich jak ludzi a nie bestie, tym samym naraża się na kpiny ze strony komendanta Blackgate. Historia świetnie pokazuje jak naiwna wiara potrafi zdziałać zarówno cuda oraz przysporzyć masy kłopotów. Jest to jeden z mocniejszych i lepszych komiksów zamieszczonych w tym albumie.

Drugi komiks nosi tytuł "Ostrza" i jest moim faworytem. To właśnie on przypomniał mi najbardziej stare komiksy z Batmanem oraz wspomniany wcześniej serial animowany. Fabuła jest tutaj skomplikowana i ma naprawdę interesujący finał. Dominującymi postaciami są, poza Mrocznym Rycerzem, Cavalier oraz Mr. Lime. Pierwszy pojawia się fizycznie niemal od razu i staje się nowym obrońcą Gotham. Walczy z przestępczością za pomocą rapiera niczym Zorro, ratuje ludzi i wyręcza Nietoperza. Drugi jet niczym duch. Ciągle się o nim mówi, czytelnik widzi ofiary jego ohydnych zbrodni, a mimo to niemal do końca nie widzimy jego twarzy. Sam Batman nie umie rozwiązać zagadki tych morderstw i Mr. Lime staje się wręcz jego obsesją. Na tym polu komiks rządzi. Genialny, ciężki klimat rasowego thrillera, tajemnicza postać i rosnący stos trupów. Po prostu mistrzostwo, do tego fenomenalnie przedstawione w rysunku zarówno od strony kreski jak i kolorów.

Trzecia opowieść jest trochę bardziej przyziemna, ale również ciekawa. Zatytułowana "Nieudacznicy" odnosi się do mniej znanych złoczyńców Gotham, którzy postanawiają to zmienić, a przy okazji zarobić. W całą tą zawieruchę pakują się dwaj inni bohaterowie - złodziej o ksywie Chancer oraz ścigający go Nimrod, który ma z gościem poważne, osobiste porachunki. Fabuła jest tutaj lekko zakręcona, choć nie tak skomplikowana jak w "Ostrzach". Ciekawie wypada parka nowych postaci, trochę odmienna od mrocznych antagonistów i protagonistów Ghotam. Zresztą już na początku jest powiedziane, że pochodzą oni z Teksasu, co idealnie wpasowuje się w kanwę całej fabuły.

Na samym końcu mamy dwa bardzo króciutkie komiksy. Pierwszy to "Mroczny Rycerz na randce" z udziałem Catwoman. Jest dobry, ale jakość niespecjalnie przypadł mi do gustu. Jedynie ostatni kadr komiksu zapadł mi na długo w pamięci. Drugi to "Noc po nocy", gdzie mamy bardzo krótkie starcie z Jokerem. Ot taki smaczek, ładnie narysowany, ale jakoś niespecjalnie interesujący. Z drugiej strony jego zakończenie można tłumaczyć sobie dwojako. Na samym końcu zamieszczono galerię okładek wykonanych przez Tima Sale. Są rewelacyjne, choć gdybym miał wybrać tylko jedną z nich do powieszenia na ścianie w dużym formacie, to bezapelacyjnie byłaby to okładka do 72 zeszytu Batgirl. Prawdziwe arcydzieło.

"Legendy Mrocznego Rycerza" to bardzo ważna pozycja na rynku komiksowym w Polsce. Zarówno dla laika jak i znawcy. Ten pierwszy może się czegoś ciekawego dowiedzieć o samym Batmanie jak i jednym z ważniejszych rysowników pracujących nad tą postacią, ten drugi po prostu musi mieć go w swej kolekcji. Lektura ta jest wartościowa i bardzo pouczająca. Zawiera w sobie nie mały kawałek historii o procesie ewolucji przygód Mrocznego Rycerza. Dlatego koniecznie trzeba przeczytać ten album choć raz.

Batman jest jedną z najbardziej rozpoznawalnych postaci, nie tylko w świecie komiksu. Nie ważne czy ktoś się interesuje tą formą rozrywki czy nie, Bruce Wayne, multimilioner ratujące swe rodzinne miasto Gotham w czarno-szarym stroju z symbolem nietoperza na klacie, jest powszechnie znany. Jednak tylko osoby siedzące głęboko w komiksowym światku wiedza kim jest Tim Sale,...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
1822
1283

Na półkach:

Całkiem przyjemna lektura

Całkiem przyjemna lektura

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

70 użytkowników ma tytuł Legendy Mrocznego Rycerza na półkach głównych
  • 53
  • 17
40 użytkowników ma tytuł Legendy Mrocznego Rycerza na półkach dodatkowych
  • 20
  • 10
  • 3
  • 2
  • 2
  • 1
  • 1
  • 1

Tagi i tematy do książki Legendy Mrocznego Rycerza

Inne książki autora

Okładka książki Pogromcy Nieznanego muszą zginąć! Jeph Loeb, Tim Sale
Ocena 5,7
Pogromcy Nieznanego muszą zginąć! Jeph Loeb, Tim Sale
Okładka książki Catwoman. Rzymskie wakacje Jeph Loeb, Tim Sale
Ocena 7,3
Catwoman. Rzymskie wakacje Jeph Loeb, Tim Sale
Okładka książki Superman na wszystkie pory roku Jeph Loeb, Tim Sale
Ocena 7,8
Superman na wszystkie pory roku Jeph Loeb, Tim Sale
Okładka książki Billi 99 Sarah Byam, Tim Sale, José Villarrubia
Ocena 6,5
Billi 99 Sarah Byam, Tim Sale, José Villarrubia
Okładka książki Batman: Mroczne zwycięstwo Jeph Loeb, Tim Sale
Ocena 8,1
Batman: Mroczne zwycięstwo Jeph Loeb, Tim Sale
Okładka książki Batman: Nawiedzony Rycerz Jeph Loeb, Tim Sale
Ocena 7,4
Batman: Nawiedzony Rycerz Jeph Loeb, Tim Sale
Okładka książki Batman: Długie Halloween Jeph Loeb, Tim Sale
Ocena 8,2
Batman: Długie Halloween Jeph Loeb, Tim Sale

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Hulk: Szary Jeph Loeb
Hulk: Szary
Jeph Loeb Tim Sale Matt Hollingsworth
Jeśli chodzi o fabułę komiksu, to w wielu swoich aspektach jest ona dość prosta. Potrafi być jednak angażująca i satysfakcjonująca. Na kolejnych stronach autor w naprawdę niezłym stylu zobrazował bowiem początek konfliktu z generałem Rossem, wpływ bycia Hulkiem na psychikę Bannera oraz to jak jego ukochana łagodziła jego szalone alter ego. W kolejnych rozdziałach Jeph Loeb serwuje więc bardzo przemyślaną i należycie zbalansowaną mieszankę emocji, dramaturgii i akcji. Miłośnicy komiksu superbohaterskiego ze stajni Marvela na pewno nie będą mieć tutaj powodów do narzekania na nudę. Szczególnie fanom powinna spodobać się zobrazowana (szerzej nieznana) konfrontacja szarego bohatera z Iron Manem (w bardzo klasycznym wydaniu). O ile scenariusz potrafi zachwycić naprawdę sporą grupę odbiorców, to już tak „kolorowo” nie jest w przypadku oprawy rysunkowej. Tim Sale postawił tutaj na mocno specyficzny klasyczny (pulpowy) kreskówkowy styl. Najbardziej przejawia się on w projektach postaci na czele z tytułowym Hulkiem, który przypomina Frankensteina. Jeśli jednak ktoś jest fanem takiej komiksowej formy, to będzie on potrafił docenić to, jak rysunki świetnie uzupełniają treść. Ponadto wielcy fani marki zauważą, że rysunki artysty są wielkim hołdem dla oryginalnego projektu Hulka Jacka Kirby’ego. https://popkulturowykociolek.pl/ecenzja-komiksu-hulk-szary/
PopKulturowy - awatar PopKulturowy
ocenił na84 lata temu
Kryzys tożsamości Brad Meltzer
Kryzys tożsamości
Brad Meltzer Rags Morales Alex Sinclair Michael Bair
Wpadłem ostatnio mocno. W wir nowości, w permanentne śledzenie zapowiedzi, gorączkowe planowanie zakupów. Jakże łatwo się w tym zagubić, czytać średnie i średnie plus nowości, zapomnieć o tym, że są jeszcze Ważne Komiksy do przeczytania. Czasem jednak się udaje po nie sięgnąć, w dużym stopniu za sprawą warszawskiej Biblioteki Komiksowo. Toteż złapałem ostatnio “Kryzys tożsamości”, często wymieniany jako jeden z bardziej wartościowych komiksów ze stajni DC. Jego wyjątkowość ma polegać na tym co zwykle, czyli na Świeżym Podejściu do Superbohaterów, na uczłowieczeniu ich, pokazaniu bardziej obyczajowych dramatów i wyzwań. Jednak na początku wita nas ohydna kreska. Dobra, jestem uprzedzony trochę. Jest szczegółowa, dynamiczna, zrozumiała, to po prostu ta kiczowata, pstrokata kreska superhero lat dziewięćdziesiątych, której szczerze nie znoszę. Na tym tle nie ma pozytywnych zaskoczeń. Na poziomie scenariusza, cholera, są. Wszystko zaczyna się od tajemniczej śmierci żony jednego z mniej znanych superbohaterów, po której rozpoczyna się śledztwo (również wewnętrzne),budzi się nieufność, ale i strach o bliskich, których przecież nikt nie ma prawa mieć na celowniku, temu w końcu ma służyć ukrywanie tożsamości. To dość tragiczna historia, która zaiste z innej perspektywy patrzy na instytucję superbohaterów. Mimo ogromnej gwardii postaci, komiks ma w sobie ogrom intymności, opiera się w dużym stopniu na (zaskakująco wiarygodnych) dialogach. Widzimy tu bohaterów rozdartych, bohaterów złych, pogrążonych w żałobie, przerażonych. Widzimy żywe, przyziemne relacje. Pojawiają się tu też zaskakująco ponure, szokujące, ciężkie tematy i rozwiązania fabularne. Ktoś może powiedzieć, że próbują na siłę szokować, ale mną na pewnym poziomie ten komiks autentycznie wstrząsnął. A na pewnym wzruszył. Jest to też w końcu na pewnym poziomie naprawdę przyzwoity i sprawnie poprowadzony kryminał. To historia intensywna emocjonalnie, pełna żalu, przestrzeni na przemyślenia, opowiedziana z wyczuciem i delikatnością. Zapraszam na Instagram: @traczytanko
Krzysztof Traczyk - awatar Krzysztof Traczyk
ocenił na81 rok temu
Batman: Narodziny Demona Dennis O'Neil
Batman: Narodziny Demona
Dennis O'Neil Tom Grindberg Mike W. Barr Norm Breyfogle Jerry Bingham
GŁOWA DEMONA - CZĘŚĆ 3 Batman: Narodziny Demona - Część 3: opowiadanie z 1992 roku autorstwa amerykańskiego pisarza komiksów Dennisa O'Neila (m.in.: "Batman"). Ostatnia część trylogii poświęcona Ras'owi Al-Ghulowi ("Narodziny Demona"),to doskonałe zwieńczenie, a zarazem podsumowanie tego znakomicie wykreowanego czarnego charakteru. Głowa Demona to postać wyrastająca ponad przeciętność w galerii łotrów Batmana. Żyjący od czterech stuleci dzięki kąpielom w Jamach Łazarza, przywódca Ligi Asasynów stanowi wzorowy model arcywroga dla Mrocznego Rycerza. To również jedna z niewielu postaci, która zarazem potrafi stać się jego sprzymierzeńcem. Dennis O'Neil oddał wielbicielom DC wielką przysługę przywracając Batmanowi jego mroczny charakter, który mocno ucierpiał od kiedy zaczęły pojawiać się u jego boku takie postacie jak Robin, czy Batgirl (oczywiście w zależności od danej historii). Między innymi posłużyła temu kreacja w 1971, właśnie takiej postaci jak Ra's Al-Ghul: wroga, a niekiedy sprzymierzeńca, posiadającego logiczne motywy działania oraz dorównującego Mrocznemu Rycerzowi zarówno sprawnością fizyczną, jak i inteligencją. A teraz ciekawostka: Ra's Al-Ghul aka Głowa Demona, jak dotąd dwukrotnie pojawił się na dużym ekranie: - "The Dark Knight Rises" reż. Ch.Nolan 2012r. - "Batman Begins" reż. Ch.Nolan 2005r. A w rolę wcielił się Liam Neeson (m.in.: "Schindler's List").
Książkoman_LC - awatar Książkoman_LC
ocenił na107 lat temu
Superman: Czerwony syn Mark Millar
Superman: Czerwony syn
Mark Millar Kilian Plunkett Dave Johnson
Interesują mnie alternatywne światy i historie typu „co by było gdyby”, dlatego po Czerwonego Syna sięgnąłem z dużą ciekawością. Na co dzień nie jestem wielkim fanem Supermana, ale sam koncept tej opowieści mnie kupił. Mark Millar — twórca znany m.in. z The Ultimates czy Kick-Ass — wziął na warsztat ikonę amerykańskiej popkultury i postawił ją w zupełnie innym kontekście historycznym. Tutaj Kal-El nie ląduje w Kansas, lecz w ZSRR i dorasta w realiach radzieckiego systemu. To odwrócenie mitu Supermana jest sercem tej historii. Zamiast symbolu amerykańskiego snu dostajemy symbol potęgi komunizmu. Ten zabieg otwiera pole do wielu ciekawych rozważań politycznych i ideologicznych. Fabularnie to naprawdę solidna opowieść, z kilkoma twistami, które potrafią zaskoczyć. Podobało mi się, jak Millar bawi się znanymi postaciami z uniwersum DC. Wonder Woman, Brainiac czy przede wszystkim Lex Luthor (wraz z Lois Luthor) zostali przedstawieni w odświeżony, ale logiczny sposób. Szczególnie relacja Luthora z Supermanem jest tu ciekawie rozpisana — jako starcie dwóch wizji świata, a nie tylko klasyczne dobro kontra zło. Klimat komiksu jest chłodny, momentami wręcz propagandowy w tonie — i to działa. Czuć ciężar ideologii, kontrolę, napięcie między wolnością jednostki a bezpieczeństwem zbiorowym. To nie jest typowa historia o pelerynie i ratowaniu świata, ale bardziej polityczna przypowieść o władzy i jej konsekwencjach. Jeśli chodzi o stronę wizualną, jest poprawnie. Dave Johnson i Kilian Plunkett wykonali solidną robotę, choć kreska nie wyróżnia się szczególnie na tle komiksów z początku lat 2000. Momentami ma lekko kreskówkowy charakter, co nie zawsze idealnie współgra z ciężarem tematu, ale ogólnie spełnia swoje zadanie.
CzytamDymki - awatar CzytamDymki
ocenił na71 miesiąc temu
Nowa granica Darwyn Cooke
Nowa granica
Darwyn Cooke Dave Stewart
Słodkie lata pięćdziesiąte Co jeśli cofnąć się do USA przełomu lat 50. i 60? Ameryki nieco innej, pełnej optymizmu i rozkwitu klasy średniej, a jednocześnie z wygasającą drugą czerwoną paniką. Świata, który jest jednak nieco inny od naszego, bo istnieją w nim bohaterowie, a jednocześnie dotykają ich ówczesne problemy, jak komisja McCarthy'ego. Krótko mówiąc: Darwyn Cooke oferuje nam pastisz (hołd) na srebrną erę komiksów zanurzony w realiach historycznych. Komiks jest bardzo przystępny i z racji na otrzymaną wolność artystyczną D. Cooke może nie zważając na kontinuum wykorzystywać postacie. Ta wolność wychodzi komiksowi na dobre, bo część superbohaterska zostaje bardzo skutecznie zintegrowana z ówczesnymi wydarzeniami – tymi prawdziwymi i ze świata DC. Również te wydarzenia są zintegrowane – komisja McCarthy'ego zmusiła bohaterów do odejścia na emeryturę, ujawnienia tożsamości lub się ukrycia się. Bo jak wiadomo – jeśli ukrywasz twarz, to jesteś komuchem. Jednak czasy się zmieniają i nawet dwójka rządowych superbohaterów – Wonder Woman (WW) i Superman – sama zaczyna wątpić w system. Choć trójca WW, Superman i Batman już działają, a Justice Society of America istniało w tym śmiecie (zostało rozwiązane),to historia skupia się na nowych bohaterach: na ich narodzinach i rozwoju. Na pierwszym planie mamy zatem Hala Jordana (Zieloną Latarnie),Johna Jonsa (Marsjanina) i Barry'ego Allena (Flash). To na nich skupia się historia, a raczej na pierwszej dwójce. To Hal ciągle podąża za swoim marzeniem o zostaniu pilotem i być może poleceniu w kosmos. Z kolei Marsjanin musi odnaleźć się na Ziemi, gdy odkrywa, że nie ma jak wrócić do domu. Mimo że historia najwięcej pochyla się na tej dwójce i tak naprawdę postacie nie są w niej najważniejsze, to potrafi dać każdej wystarczająco miejsca. Sceny, w których pojawia się Batman, mają znaczenie nie tylko dla głównego wątku, ale także wywołują przemianę w Mrocznym Rycerzu. Może nie każdy błyszczy, ale na pewno dostaje w podobny sposób nieco miejsca. W samym komiksie pojawiają się także nieznane większości postacie, które pozostały w srebrnej erze komiksów. W porównaniu z takim „JLA. Gwóźdź” „Nowa Granica” stara się pochylić nad całą epoką, a nie tylko do niej nawiązać. Dlatego też komiks zaczyna się na zagubionej wyspie na oceanie właśnie tak: <img src="https://cdn.nakanapie.pl/zgjn1mKdPwwVQfCIG6k6TPIVZcw=/origxorig/4f3003f6fb6cf7ef92b6af635e393193" alt="Trzy-kadrowe pojawienie się dinozaura"/> To włączenie w historię jednego z niszowych komiksów z lat 50. Jednak to, co uderza najbardziej na tej stronie, jest kadrowanie. A raczej to, że jeśli spojrzymy na większość stron, dostaniemy bardzo podobny widok – trzy kadry w układzie horyzontalnym. Możnaby zapewne napisać, że historia jest bardzo sztampowa, że ma swoje momenty i jest przyjemna, ale tak naprawdę moim zdaniem najlepszym elementem „Nowej Granicy” jest forma. Te stałe trzy kadry w myśl Eisnerowskiego tempa („Theory of Comics & Sequential Art”),pozwalają D. Cookowi niezwykle sprawnie je kontrolować. Jeden z trzech kadrów zostaje pocięty? Mamy przyspieszenie tempa. Mamy splash (jednostronicowy rysunek) tempo zwalnia. W ten sposób zmiany tempa są zwyczajnie namacalne. W drugą stronę przez stały rytm kadrów i kontrolę D. Cooke'a dużo łatwiej czuć, gdy w ramach tego potrójnego kadrowania tempo zmienia się w ich ramach. Cooke nie ogranicza się jednak tylko do tego. Czerpie on dużo inspiracji z komiksów dalekowschodnich (mang),które zaczęły inspirować zachodnich twórców najwcześniej w latach 80. Z tego powodu, mimo stylizacji komiksu na srebrną erę komiksu (1956-1970) D. Cooke może sobie pozwolić na rozszerzenie arsenału. <img src="https://cdn.nakanapie.pl/Tb4sGy-8jQr23Nt6kktuLf-5c_k=/origxorig/93d1bc792e7a585973685b6755a135bc" alt="Dwie strony z biegnącym Flashem"/> Na tych dwóch stronach Flash biegnie. D. Cooke, by podkreślić jego szybkość, zachowuje trzy horyzontalne kadry, ale rozciąga je wszerz na 2 strony. Jednak jeszcze nie to jest mangowe, a 2 inne elementy. Po pierwsze przejścia kadrowe: przedstawiają one ten sam bieg, ale z innej perspektywy. Takie przejścia są rzadsze w komiksie zachodnim. O przejściach między kadrami i ich proporcjami mówi Scott McCloud w swoim „Zrozumieć komiks”. Po drugie prędkość subiektywna. Pierwszy kadr przedstawia Flasha wybiegającego z miasta. Natomiast dwa pozostałe przedstawiają nam Flasha i rozchodzące się od niego linie przedstawiającą jego subiektywną prędkość. Ten sposób przedstawiania prędkości był właśnie charakterystyczny dla mang, ale jak widać już nie. Wszystkie te elementy łączą się w jeden spójny komunikat – Flash jest szybki. Można do tego zapewne dodać narrację słowną albo smugę, ale to typowe przedstawienia prędkości. Jednak D. Cooke pokazuje coś nowego i bardziej namacalnego. Pozwala czytelnikowi bardziej odczuć szybkość Flasha, w ten sam sposób, jak pozwala odczuć tempo i rytm komiksu. Sama fabuła „Nowa Granica”, którą zostawiłem wcześniej, ma bardzo prostą, ale wielowątkową fabułę, która mocno przypomina „JLA. Następny gwóźdź” Alana Davisa, czy nawet finał „Authority” Warrena Ellisa lub początek „Avengers” Jamesa Aarona, jeśli bawić się w wyliczanki. Jak widać, nie jest to oryginalne, a komiks Alana Davisa (również pastisz na srebrną erę komiksu) jest zwyczajnie lepszą drużynówka. Jednak to nie tu leży siła „Nowej Granicy”. „Nowa Granica” jest przede wszystkim jakaś. Choć jego zbiór z „Batman. Ego” niezbyt mi się podobał, to tamtejsze historie też były bez wątpienia jakieś, z wieloma eksperymentami formalnymi. Nie jest to jednak szaleństwo „Promethei” Alana Moore’a. Lektury Eisnera i McClouda pozwoliły mi jednak tym razem bez wątpienia docenić formę „Nowej Granicy”. Jest ona też historią autora, który chciał oddać hołd komiksom czytanym za swojej młodości. Historią, która w spójny sposób integruje niszowe komiksy i bohaterów w jedną spójną narrację. Która oddaje hołd zarówno srebrnej, jak i poprzedzającej ją złotej erze. Na pewno świat magiczny został przedstawiony tu lepiej niż w „JLA. Następny gwóźdź”. Jednocześnie komiks ten ma jasny przekaz polityczny, który przekazuje już sam tytuł, a potwierdza zakończenie. To drugie przedstawia fragment przemówienia Johna Fitzgeralda Kennedy’ego (JFK),który mówi o tym, że po podboju Dzikiego Zachodu Ameryka musi odkryć nową granicę, którą może przekroczyć i zdobyć. Tym razem miałaby to być granica moralna (emancypacja kobiet i niebiałych),która jest oczywiście dużo trudniejsza. Nie bez powodu jedną z najbardziej emocjonalnych sekwencji i historii w „Nowej Granicy” jest ta Johna Henry'ego. Był on ojcem, który stracił rodzinę z rąk Ku Klux Klanu, i został mścicielem. D. Cooke nawiązuje zatem do klasycznego liberalizmu, którym często przesiąknięta jest kultura Amerykańska. Jeśli chcesz wolności, walcz o wolność dla wszystkich. Jeśli chcesz wolności, wywiązuj się ze swoich obowiązków. Jednak przede wszystkim, jeśli chcesz wolności, reaguj, gdy ktoś ją ogranicza (jak np. komisja McCarthy'ego). Fakt, że ten komiks powstał w kontekście Wojny z Terroryzmem, raczej nie jest przypadkiem. Dzięki swojej spójności „Nową Granicę” może czytać każdy bez kontekstu. Sama historia jest prosta, choć wielowątkowa, i potrafi być bardzo przyjemna. Ma naprawdę dramatyczne i emocjonujące momenty jak ten z Johnem Henrym czy finałową walkę. Jednak dzięki artyzmowi D. Cooke'a najważniejsze są tu jego eksperymenty formalne i przekaz, na które wg. McClouda mogą sobie pozwolić tylko prawdziwi geniusze. Autor „Nowej granicy” raczej do nich należał. Komiks czytany dzięki życzliwości Biblioteki na Koszykowej (Biblioteki Głównej Województwa Mazowieckiego).
Adam Słojewski - awatar Adam Słojewski
ocenił na926 dni temu
Luthor Brian Azzarello
Luthor
Brian Azzarello Lee Bermejo
Postać Supermana to w znacznej mierze symbol nadziei. Tak widzi go większość ludzi, a bohater zasłużył na takie postrzeganie swoimi czynami. Jednak czy jest to ktoś, komu można ufać w stu procentach? Co, jeśli pewnego dnia coś przestawi się w jego głowie i stwierdzi, że nie chce pomagać i wspierać, ale rządzić? Zważywszy na działania Supermana, taki scenariusz nie jest szczególnie prawdopodobny, ale czy można go odrzucić? Według Lexa Luthora – nie można. Człowiek ze Stali i jego najstarszy wróg to bardzo barwna para, a Brian Azzarello podchodzi do jej sportretowania w sposób nowatorski. W momencie powstania tego komiksu nie było jeszcze zbyt modne zadawanie takich pytań, o jakich pisałem powyżej, a sam Superman prezentował się zupełnie inaczej, bardziej „kreskówkowo”. Dlatego to, co zaproponował nam scenarzysta, było ekscytującym novum. Lex Luthor jest w tym komiksie genialnie nakreślony. Teoretycznie mamy do czynienia z altruistą, który chce wyzwolić pełny potencjał rasy ludzkiej. Uważa, że jesteśmy w stanie sięgnąć nieba i nie potrzebujemy do tego pozaziemskich inspiracji. Wspaniała motywacja. Tyle że Luthor jest przy okazji w stanie posunąć się do największego draństwa, byle swój cel osiągnąć. Brudne zagrywki są jednak wykonywane w białych rękawiczkach, rękami innych – tak, by samemu się nie pobrudzić i w razie potrzeby wszystko zamieść pod dywan. Biznesmen, któremu na sercu leży dobro innych? Tak, ale przy okazji także bezwzględny gangster, dla którego życie niewiele znaczy. Niby paradoks, ale jak się okazuje, wcale nietrudny do pogodzenia. Ten relatywizm moralny wybrzmiewa na kartach tego komiksu w wielu scenach naprawdę mocno, co robi kolosalne wrażenie. „Luthor” ze swoim ponurym wydźwiękiem z pewnością był jedną z inspiracji filmowej interpretacji postaci Supermana autorstwa Zacka Snydera. Tam też mrok i pesymizm były podstawowymi składnikami artystycznej wizji. I raz na jakiś czas chętnie przeczytam komiks o Supermanie tego właśnie typu, pisany bardzo na poważnie, zakładający, że latający kosmita naprawdę mógłby w naszym świecie istnieć, a inni mogliby mieć wątpliwości względem jego mocy i motywacji. Jednak kluczem jest właśnie zwrot „raz na jakiś czas”. Bo mimo wszystko Superman zyskał sławę właśnie swoim altruizmem i dobrocią. Dlatego też „Luthor”, choć generalnie jest komiksem światowej klasy, stanowi dla mnie raczej odskocznię od tego, jak Supermana chcę widzieć na co dzień. Bardzo poważna w wydźwięku opowieść okraszona została godnymi tego ilustracjami. Każdy kto choć trochę interesuje się komiksem, wie w jakim stylu rysuje Lee Bermejo. Słowo klucz to „realizm”. Kolejne kadry to piękne grafiki, które tylko uprawdopodabniają w oczach czytelnika świat, w którym bohater z symbolem „S” na piersi ratuje ludzi z opresji. Przy tym scenariuszu, przy tych wszystkich trudnych pytaniach, nie można było tego narysować w innym stylu. Jakkolwiek nie patrzylibyśmy na postać Supermana, i kimkolwiek by dla nas ten bohater nie był, warto docenić klasę stworzonego przez duet Azzarello/Bermejo albumu. To jeden z tych tytułów, tytułów, które przetarły szlak dla poważniejszego podejścia do komiksu i urealnienia kolorowej opowiastki o niezniszczalnym herosie, a w mniejszej skali - zwyczajnie bardzo angażująca historia, którą warto znać. Także jeśli nie jest się fanem Człowieka ze Stali. Może w takim przypadku nawet jeszcze bardziej. Recenzja do przeczytania także na moim blogu - https://zlapany.blogspot.com/2025/08/luthor-recenzja.html
Marek Adamkiewicz - awatar Marek Adamkiewicz
ocenił na87 miesięcy temu
Trójca Matt Wagner
Trójca
Matt Wagner
Kolejna pozycja od pana Wagnera. Chciałem to przeczytać bezpośrednio po Świcie mrocznego księżyca zgodnie z chronologiczną kolejnością jednak jak sprawdzałem Matt stworzył Trójce na pare lat przed dwoma miniseriami o Batmanie składającymi się na Świt. W każdym razie zgodnie z wydarzeniami DC kolejność to Świt, a następnie Trójca. Komiks od samego początku pokazuje nam przyziemne problemy z życia kogoś z wielkimi mocami jak kontrola zbyt dobrego wzroku i słuchu, ale też oddziaływanie na inne obiekty tak kruche z perspektywy kogoś kto ma gigantyczną siłę jak moment gdy Superman próbował zmienić trajektorię wbijając się w blachy jak w masło. Dochodziła tu fizyka, siła pędu. Świetne, naprawdę świetne i potrzebne. Co do rysunków. Styl Matta subiektywnie do mnie trafia i to bardzo. Tak w Świcie jak i tutaj w Trójcy. Wiedziałem już czego mogę oczekiwać i że będzie dobrze. To jak napisana została tutaj nasza trójca. Też jest ok. Cechy charakterów, sposoby myślenia. Wszystko się zgadza i pasuje. Budującą się relacja między bohaterami, różnice w ich poglądach na takie tematy jak niesienie pomocy. Zostało to tutaj ujęte właściwie. Jedyne na co mogę zwrócić uwagę to to, że Batman Wagnera bardziej podobał mi się w Świcie mrocznego księżyca. Jednak zdaję sobie sprawę, że tam autor mógł w pełni poświęcić uwagę tej postać, a dodatkowo i co chyba jeszcze ważniejsze był już z tą postacią bardziej zaznajomiony m.in po Trójcy właśnie i mógł swoją koncepcje tej postaci dalej rozwijać. Komiks warty zaznajomienia i poświęcenia mu czasu.
Blacezard - awatar Blacezard
ocenił na78 miesięcy temu
Ludzie gniewu Ron Garney
Ludzie gniewu
Ron Garney Jason Aaron Matt Milla
PopKulturowy Kociołek: https://popkulturowykociolek.pl/recenzja-komiksu-ludzie-gniewu/ W rodzinie Rathów bezwzględność jest cechą dziedziczną. Nic więc dziwnego, że Ira Rath będący bohaterem komiksu to jeden z lepszych zawodowych zabójców. Jest on gotowy wywiązać się z każdego zlecenia (nieważne kogo by ono nie dotyczyło). Mamy więc tu do czynienia, z bohaterem którego można określić mianem psychopaty. Z zabijania uczynił on swój fach, w którym jest naprawdę dobry. Nie waha się on nawet chwili podjęcia się likwidacji własnego syna. Jest to jedno z jego ostatnich zleceń, które może zakończyć przekazywanie z pokolenia na pokolenie krwawego znamienia wypaczającego duszę. Każdy, kto zdecyduje się sięgnąć po ten komiks, musi być gotowy na dawkę wyrazistej skrajnej brutalności. W niektórych scenach może ona wręcz przekraczać pewną granicę akceptowalności dla niektórych osób. Na pewno jest więc to dzieło dla dojrzałego czytelnika o naprawdę silnych nerwach. Jeśli zaś chodzi o sam scenariusz komiksu (balansujący na pograniczu krwawego thrillera i dramatu),to nie należy od niego oczekiwać nadmiernych fabularnych zawiłości. Jest to dosyć prosta opowieść o mężczyznach rodu Rath i ich dziedzictwie przemocy przekazywanym kolejnym pokoleniom. Jason Aaron wykorzystuje te treści, jako podstawę do ukazania skomplikowanych relacji ojca i syna, które są trudne (jeśli nie niemożliwe) do naprawienia. Zanurzamy się tu więc w iście pierwotnej nienawiści, która wylewa się z każdego kadru. Na pewno tytułowi nie można odmówić niesamowitego klimatu, który potrafi być mocno angażujący i często przyprawia czytelnika o dreszcze. Całkiem dobrze wypada również główny bohater, który z czasem może być postrzegany jako bardziej złożona jednostka niż tylko bezwzględny i bezuczuciowy zabójca. Niestety album nie uniknął kilku zauważalnych błędów. Mamy to do czynienia z dosyć krótką mini serią (rodzime wydanie to jeden zamknięty album). Akcja więc bardzo szybko mknie do przodu, nie pozostawiając zbyt wiele miejsca do należytego zaprezentowania głębi pewnych wydarzeń. Dodatkowo w kilku scenach można odnieść wrażenie, jakby autor celowo podkręcił brutalność do granic możliwości, aby zaszokować odbiorcę. Jest to moim zdaniem kompletnie tutaj niepotrzebne i powoduje to tylko zepchnięcie głównego wątku na dalszy plan....
PopKulturowy - awatar PopKulturowy
ocenił na62 lata temu
Catwoman. Rzymskie wakacje Jeph Loeb
Catwoman. Rzymskie wakacje
Jeph Loeb Tim Sale
Kiedy Jeph Loeb i Tim Sale za coś się zabiorą, to istnieje wielkie prawdopodobieństwo, że ich projekt zostanie dowieziony. Nie inaczej jest z albumem "Catwoman. Rzymskie wakacje". Akcja dzieje się mniej więcej w czasach "Mrocznego Zwycięstwa", ale wydaje mi się, że komiks spokojnie można czytać bez znajomości wcześniejszych dzieł duetu Loeb i Sale. To bardzo lekka historyjka, w której Catwoman wielokrotnie demonstruje swoje możliwości akrobatyczne, a robi to w jednym celu – chce dowiedzieć się prawdy o swoim pochodzeniu. W rzymskiej eskapadzie Kotce towarzyszy Riddler, który przez większą część komiksu zachowuje się jak jakiś głuptak, ale na końcu okazuje się, że tak naprawdę zręcznie kiwa Selinę. Mamy też innych gości z Gotham, co jakiś czas rzucających protagonistce tego komiksu kłody pod nogi. Lekko czuć klimat zgnilizny rodem z rodzinnego miasta Batmana, lecz ludzie odpowiedzialni za warstwę graficzną tak świetnie pokazali Rzym, że każdy, kto miał okazję odwiedzać Wieczne Miasto, bez trudu odczuje atmosferę stolicy Italii. Oczywiście trzeba było wyeksponować słynne koloseum, czy też plac świętego Piotra, z bazyliką na czele. Ocena 7 wpada z dwóch powodów: po pierwsze "Rzymskie wakacje" to nie dzieło zrobione z takim rozmachem, jak poprzednie publikacje Loeba i Sale'a. Panowie po prostu w "Długim Halloween" i w "Mrocznym Zwycięstwie" postawili poprzeczkę bardzo wysoko. Po drugie zaś, nieco rozczarował mnie wątek pewnej zakonnicy – można było go bardziej rozbudować. Generalnie jednak, komiks ten pokazuje, że Batman nie jest niezbędny w historii związanej z gothamskim światkiem, by ta po prostu się udała. To jest też kolejny komiks stricte poświęcony Kotce, obok rewelacyjnego "Catwoman. Samotne miasto", który z czystym sumieniem mogę polecić.
Dominik Sobczyk - awatar Dominik Sobczyk
ocenił na74 miesiące temu
Catwoman: Na tropie Catwoman Rick Burchett
Catwoman: Na tropie Catwoman
Rick Burchett Darwyn Cooke Cameron Stewart Ed Brubaker Lee Loughridge Matt Hollingsworth Mike Allred Brad Rader Giulia Brusco
Catwoman jest jedną z najpopularniejszych postaci bezpośrednio powiązanych z Batmanem. Jednakże doczekała się swojej regularnej serii komiksowej dopiero w 1993 r. Seria ta jest obecnie reliktem swojej epoki, kiedy to kobiety przedstawiano wyidealizowany sposób, a fabuła to głównie niezbyt pomysłowa sensacja. Trochę świeżości do komiksów z tą postacią postanowił wprowadzić Ed Brubaker, późniejszy autor znakomitej serii „Gotham Central”, w 2002 r. komiksem „Wielki Skok Seliny”. Tytuł okazał się na tyle dużym sukcesem, że ten sam scenarzysta zajął się później nową regularną serią z tą bohaterką. To właśnie komiksy o Catwoman ze scenariuszem Eda Brubakera zawiera omawiane wydanie zbiorcze. Tom rozpoczyna wspominany wcześniej „Wielki Skok Seliny”. Tytułowa bohaterka dowiaduje się o pociągowym transporcie pieniędzy należących do gangsterów. Selina zbiera więc zespół i postanawia ukraść gotówkę. Jest to typowa opowieść o skoku. Większą część komiksu zajmują przygotowania do samej akcji, by w finale ją ostatecznie przeprowadzić. Jednakże nie oznacza to, że nie ma tu żadnej intrygi. Na pociąg z pieniędzmi czyhają też inni, a w całą sprawę miesza się prywatny detektyw poszukujący Seliny. Dzięki temu akcja nie jest monotonna, a bohaterowie muszą zmagać z coraz to nowymi problemami. Przy tym też nie ma tu właściwie żadnych elementów typowych dla komiksów bohaterskich, a bohaterka nie zakłada nawet swojego kostiumu, przez co można się czuć jakby oglądało się dobry film sensacyjny. Podobały mi się tutaj drugoplanowe postacie. Najbardziej w pamięć zapada doświadczony złodziej Stark, z którym Selinę zdaje się łączyć szczere uczucie, do którego jednak żadne nie chce się przyznać. Dużą rolę też odgrywa tu detektyw Sam Bradley, który działa według swojego specyficznego kodeksu moralnego i niczym Batman ma relację z bohaterką na zasadzie wróg-sojusznik. Trochę gorzej wypada pewien młody przestępca, który pomaga bohaterom – miałem nadzieję, że bardziej go rozbudują. Za to bardzo poruszającym motywem jest trzecioplanowa postać Chantel, która jest trochę cichym bohaterem tej opowieści. Następna opowieść to tytułowa „Na tropie Catwoman”, która oryginalnie była publikowana w odcinkach łamach serii „Detective Comics” numery 759-762. Akcja rozgrywa się w tym samym czasie co początek „Wielkiego Skoku Seliny”. Głównym bohaterem jest prywatny detektyw Slam Bradley, któremu burmistrz Gotham zleca odnalezienie Seliny Kyle. Ta opowieść to z kolei kryminał noir, gdzie większą rolę odgrywa ponury klimat niż rozwiązanie zagadki. Detektyw musi mierzyć się z różnymi zbirami i w trakcie śledztwa sam zaczyna mieć wątpliwości moralne. Przy tym też sam bohater sięga często po brutalne metody, ale też gotowy jest do poświęceń. Świetna opowieść. Kolejna historia czyli „Coś na ból” to początek regularnej serii „Catwoman”. W East Endzie, dzielnicy Gotham City, dochodzi o serii morderstw na prostytutkach. Policja działa bardzo opieszale, więc Selina Kyle zakłada ponownie kostium Catwoman, żeby odnaleźć mordercę. Opowieść ta to całkiem istotne element ewolucji postaci. W wielu komiksach była ona głównie złodziejką i awanturniczką. Tutaj jednak staję się obrończynią East Endu. Opowiada się po stronie osób nieakceptowanych przez społeczeństwo, którym zarówno policja, jak i inni superbohaterowie nie są zbyt chętni do pomocy. Tutaj już twórcy nie unikają nawiązań do szerszego uniwersum. Powraca tu Holly Robinson, koleżanka głównej bohaterki znana z komiksu „Batman – Rok pierwszy”, a sama Selina korzysta z pomocy doktor Leslie Thompkins. Nawet Batman się tu pojawia się, ale jest on jedynie postacią epizodyczną – dzięki temu nie zabiera głównej bohaterce jej opowieści. Bohaterka może tutaj odegrać rolę detektywa. Posługuje się zarówno sprytem, jak i też brutalną siłą; ale w odróżnieniu od Batmana może też korzystać ze swoich kobiecych atutów. Mam mieszane uczucia co do rozwiązania samej zagadki, bo wolałbym coś bardziej przyziemnego, ale może zostanie to jeszcze później rozwinięte. Za rysunki w tym tomie do tej pory odpowiadał Darwyn Cooke, artysta znany z historii „Batman – Ego” czy „Nowa Granica”. Jego kreska może kojarzyć się z tą znaną z serialu animowanego „Batman – The Animated Series”, gdzie kobiety są zgrabne i drobne, a mężczyźni mocno zbudowani. Jednakże udaje mu się uniknąć nadmiernej seksualizacji wyglądu postaci, co widać chociażby po projekcie nowego kostiumu Catwoman. Odrzucony tu zostaje obcisły fioletowy strój z lat 90., a zamiast tego bohaterka dostaje bardziej praktyczne czarne wdzianko. Niestety czasami odnosiłem wrażenie, że artysta za bardzo się spieszył, bo niektóre kadry wychodzą bardzo niestarannie. Tom zamyka historia „Przebrania”, gdzie to Holly Robinson rusza tropem policjanta działającego w ukryciu. W wyniku tego Selina musi bardziej zainteresować się policją działającą w East Endzie. Będzie musiała przy tym zwrócić się o pomoc do starego przyjaciela. Początek historii opowiadany jest z perspektywy Holly Robinson. Można dzięki temu dokładniej poznać jej charakter, a także przeszłość. Okazuje się ona bardziej wnikliwą obserwatorką rzeczywistości niż Catwoman, ale przy tym jednak ma pewne ograniczenia i zmaga się z własnymi demonami. Opowieść ta porusza znany już z komiksu „Batman – Rok pierwszy” problem skorumpowania policji z Gotham. Podobnie jak Człowiek-Nietoperz we wspominanym komiksie, bohaterka ma tylko paru sojuszników, którzy jej pomogą. W odróżnieniu jednak o Batmana nie boi się grać nieczysto. Tutaj też w drobnych rolach pojawiają się postacie z szerszego uniwersum. Policjant Crispus Allen jest tu miłym smaczkiem. Jednakże prawdziwym szokiem może być ostatnia strona, która zapowiada bardzo sensacyjne wydarzenia w życiu bohaterki. Tutaj już rysują Brad Rader i Cameron Stewart. Ich rysunki wydają mi się bardziej sztywne i mnie pomysłowe niż te Cooke'a. Jednakże udaje im się stworzyć parę efektownych kadrów. Tom zawiera też posłowie Kamila Śmiałkowskiego. Jest to bardzo ogólne omówienie postaci Catwoman w różnych mediach, a także krótko opisani są twórcy. Szkoda, że więcej miejsca nie poświęcono na wcześniejsze przygody bohaterki z lat 90., bo przydałoby się chociażby wyjaśnienie dlaczego jest uważana za zmarłą. Jeśli ktoś kupuje ten komiks tylko dla Batmana, to się zawiedzie. Jeśli jednak poszukuje się dobrego komiksu o Catwoman, gdzie bohaterka nie jest jedynie miłym dla wzroku elementem, to trafił w dziesiątkę. Tom przekonał mnie do tej postaci i z chęcią sięgną po kolejne.
Grzegorz_S - awatar Grzegorz_S
ocenił na85 lat temu
Skalp: Tom pierwszy Jason Aaron
Skalp: Tom pierwszy
Jason Aaron Lee Loughridge R. M. Guéra Giulia Brusco
➡️"Rezerwat Prairie Rose w Dakocie Południowej, gdzie wielkie plemię Siuksów niegdyś osiadło, by wymrzeć." Do tego miejsca po 15-stu latach wraca Dash Zły Koń. Łysy, groźny jak skurwesyn, przepełniony gniewem Indianin, z rachunkami do rozliczenia. A na dodatek - pracujący dla FBI tajny agent. Sami widzicie, że łatwo nie będzie. I nie jest. Jest brutalnie i mrocznie, cholernie ostro pod każdym względem, graficznie, słownie, sytuacyjnie i w ogóle. "Czy mi się tylko wydaje, czy wy, preriowe czarnuchy śmierdzicie jak dupsko zdechłego psa?" Plus polityczne rozgrywki w radzie plemienia, nowe kasyno w tle, zamierzchłe porachunki sprzed lat. Mieszanka idealna. ➡️Adrenalina buzuje. Okrucieństwo i notoryczne naparzanki. Strzelaniny. Praca pod przykrywką. Zdrady i niespodziewane sojusze. Bohater genialny, gorzki jak piołun, twardy jak kowadło, szybki jak strzała z łuku. I nie pęka przed nikim i niczym. ➡️Znakomicie napisany scenariusz, czyta się jak świetny kryminał, mrok x 3, bardzo ponury, niezwykle realistyczny. 260 stron w klimatach znakomitego serialu Banshee (w razie czego polecam, jak ktoś nie widział). Do tego dialogi to mistrzostwo. Jest ich wiele, są żywe, prawdziwe do bólu, mocne i gorzkie. Oł yeaaah! ➡️Znakomite retrospekcje robią robotę i wprowadzają pewien surrealizm w całej historii, która sięga dawnych, dawnych lat. Poznacie cały koszmar rezerwatów, brud, smród i ubóstwo. Nędzę i brak perspektyw. ➡️To dopiero pierwszy tom Skalpu, przede mną jeszcze cztery! Wiem jedno - ten komiks ląduje w ścisłej czołówce komiksów Uncelka, oceniony na 9/10 oraz K-UZJ (Komiksowy Uncelkowy Znak Jakości). Koniecznie!
Uncelek - awatar Uncelek
ocenił na91 rok temu

Cytaty z książki Legendy Mrocznego Rycerza

Bądź pierwszy

Dodaj cytat z książki Legendy Mrocznego Rycerza