Mrówki w płonącym ognisku

Okładka książki Mrówki w płonącym ognisku autora Teresa Oleś-Owczarkowa, 9788375956177
Okładka książki Mrówki w płonącym ognisku
Teresa Oleś-Owczarkowa Wydawnictwo: Wydawnictwo M literatura piękna
252 str. 4 godz. 12 min.
Kategoria:
literatura piękna
Format:
papier
Data wydania:
2013-08-19
Data 1. wyd. pol.:
2013-08-19
Liczba stron:
252
Czas czytania
4 godz. 12 min.
Język:
polski
ISBN:
9788375956177
Średnia ocen

6,0 6,0 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Mrówki w płonącym ognisku w ulubionej księgarnii

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Opinia społeczności i

Mrówki w płonącym ognisku



książek na półce przeczytane 8235 napisanych opinii 3785

Oceny książki Mrówki w płonącym ognisku

Średnia ocen
6,0 / 10
45 ocen
Twoja ocena
0 / 10

OPINIE i DYSKUSJE o książce Mrówki w płonącym ognisku

avatar
1924
1923

Na półkach:

Moją uwagę przyciągnął nie tylko ten kogut i koń z wozem w tle, symbole życia wiejskiego, które jest bliskie mojemu sercu, bo cudowny, a z obecnej perspektywy wręcz magiczny, czas dzieciństwa spędziłam na pałuckiej wsi (kto jeszcze pamięta te nazwy regionalne?),ale przede wszystkim zdanie umieszczone na tylnej okładce: "Metafora symbolicznego obrazu życia na ziemi". Nie bardzo mogłam sobie złożyć te dwa skojarzenia tak, by pasowały do siebie – wieś jako metafora, a życie jej mieszkańców zamknięte w symbolice tytułowych mrówek w ognisku. Nie tak na nią patrzyłam i nie w tym kontekście ją zapamiętałam.
Do tej książki nie zdawałam sobie nawet sprawy, jakim bezcennym skarbem dysponuję i że to właśnie on daje mi siłę i radość życia.
Wieś zapamiętałam raczej taką, jaką powoli odsłaniała autorka, pozwalając mi wejść w jej świat dzieciństwa spędzonego u babci. Jakże podobnego do mojego, chwilami identycznego. Łącznie z gwarą, którą corocznie, po powrocie do szkoły we wrześniu, nauczyciele próbowali ze mnie wykorzenić. Siła, z jaką te obrazy mnie ogarnęły, wciągnęły emocjonalnie i zatopiły w ciepłych wspomnieniach, zdziwiła mnie samą. Były momenty, w których wybiegałam myślami przed szereg zdań, zastanawiając się, czy główna bohaterka, Terenia, też tak, jak ja, biegała do sadu po cudze jabłka, chociaż własne były za oknem, bała się gęsi (bardzo się bała!),a pajda chleba z masłem posypana cukrem smakowała jak nigdy i nigdzie. Opowieść chłonęłam, jak gąbka, każde zdanie obracałam w myślach, jak stary przedmiot wyjęty po latach z zakurzonych zakamarków pamięci, przypominając sobie miejsca i ludzi, którzy dawno odeszli, każdy obraz przykładałam do serca, odkurzając i rozpoznając zapomniane emocje. Miałam wtedy ochotę na rozmowę pozatekstową z autorką, na wydobycie zdarzeń, których opowieść nie zawarła z różnych względów, na szczegóły i drobiazgi dopełniające całości, na które tutaj nie było miejsca lub kontekstu. I mogłabym tak czytać tę opowieść o życiu wiejskim oglądanym oczami małej Tereski, gdyby nie coraz częściej pojawiające się frazy tekstu Teresy dorosłej, zaburzające płynność snutych wspomnień. Przynajmniej tak mi się wydawało na początku. Byłam nawet oburzona, że autorka swoimi wtrąceniami przerywa mi moją niemalże euforyczną, pełną rozrzewnienia wędrówkę w przeszłość. Jednak z czasem zrozumiałam, że to nie ona sama w sobie jest główną bohaterką, że życie w powojennej wsi, jej mieszkańców i ich skomplikowanych przez wojnę losów, ukorzenione w tradycji i obyczajach, oparte na więzach rodzinnych i dziedziczonych wartościach, w którym wyznacznikiem obowiązującego prawa było sumienie, a środek ciężkości ustanowiony przez Boga wyznaczał kierunek, skąd się pochodzi, kim się jest i dokąd zmierza, był tylko bazą do ważnych rozważań i przemyśleń. Kontrastem niegdysiejszej prostoty życia dawniejszych pokoleń dla współczesnego społeczeństwa doby Internetu. Rzeczywistości, w której sumienie zastąpiono kodeksami prawa ludzkiego, w której na budowanie kontaktów wirtualnych przeznacza się więcej czasu niż na tworzenie więzi rodzinnych, intymne rozmowy z bliskimi zastąpiono terapeutycznymi godzinami kupowanymi w gabinetach psychologów, potrzebę bycia utożsamia się z potrzebą posiadania, otwartość na innych zamknięciem się w sobie w obawie przed zranieniem, a dziecko w rodzinie traktowane jest coraz częściej, jak zbędny balast, który najlepiej zagłodzić, zatłuc, zabić.
Obraz tego, jak było i jak jest.
Bardzo zmienny na przestrzeni wieków. Niestety na niekorzyść ludzkości, bo zmierzającej ku samozagładzie. Ludzkości podobnej do społeczeństwa mrówek w ognisku próbującego w nim przeżyć. I o ile do tej pory to się udawało, bo przed trawiącą siłą ognia życia chroniły dziedziczone z pokolenia na pokolenie wartości, tak pięknie ukazane przez autorkę w zwyczajnym życiu wiejskim, o tyle współczesnego człowieka pozbawionego korzeni i punktu odniesienia, ten ogień może spalić.
I spala coraz częściej i więcej.
Ta nietypowa opowieść o dzieciństwie, na poły wspomnieniowa, na poły filozoficzna, którą autorka nazwała wędrowaniem do miejsca, skąd kiedyś wyruszyła, by móc poznać cel swojej drogi, gęsto przetykana zamyśleniami, przemyśleniami, wątpliwościami, rozważaniami, wnioskami, a przede wszystkim pytaniami o sens, cel i jakość życia człowieka współczesnego oraz o jego tożsamość, jest próbą zwrócenia uwagi tych, którzy jeszcze nie zatracili się we współczesnym świecie, chociaż zdążyli zamknąć i schować kuferek z posagiem, w który wyposażyło ich dzieciństwo. Zapomniany skarb, który warto w sobie ponownie odkryć, odkurzyć i przypomnieć skąd się pochodzi, dokąd zmierza i co włoży się do kuferka następnym pokoleniom. Zdolność słyszenia sumienia czy niedoskonały kodeks cywilny? Silne i bliskie relacje z najbliższymi czy uzależniające kontakty z osobami wirtualnymi? Empatię czy zdolność manipulowania innymi? Wrażliwość czy chęć uciszania jej alkoholem, narkotykami, lekami? Altruizm czy egoizm istnienia?
Jego zawartość przesądzi o ognioodporności naszych dzieci.
O ile dożyją wieku dorosłego…
naostrzuksiazki.pl

Moją uwagę przyciągnął nie tylko ten kogut i koń z wozem w tle, symbole życia wiejskiego, które jest bliskie mojemu sercu, bo cudowny, a z obecnej perspektywy wręcz magiczny, czas dzieciństwa spędziłam na pałuckiej wsi (kto jeszcze pamięta te nazwy regionalne?),ale przede wszystkim zdanie umieszczone na tylnej okładce: "Metafora symbolicznego obrazu życia na ziemi"....

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
43
32

Na półkach: ,

Opowieść zawarta w tej książce nie porwała mnie, ale klimat wsi ludzi tam mieszkających i zaskakujących zdarzeń. Sprawia, że chętnie przeniósł bym się w tamte czasy na kilka dni odciąć się od zgiełku miasta, i ponownie zobaczyć gwiazdy w pełnym ich blasku.

Opowieść zawarta w tej książce nie porwała mnie, ale klimat wsi ludzi tam mieszkających i zaskakujących zdarzeń. Sprawia, że chętnie przeniósł bym się w tamte czasy na kilka dni odciąć się od zgiełku miasta, i ponownie zobaczyć gwiazdy w pełnym ich blasku.

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
116
37

Na półkach:

Po przeczytaniu czuje się trochę rozczarowana. Jak dla mnie, za wiele monotonnych opisów okolic, a za mało konkretnej fabuły i akcji. Szkoda, bo temat mógł zostać ujęty ciekawiej. Tyle, że to moja opinia, a każdy ma swój gust i warto aby sam przeczytał i ocenił.

Po przeczytaniu czuje się trochę rozczarowana. Jak dla mnie, za wiele monotonnych opisów okolic, a za mało konkretnej fabuły i akcji. Szkoda, bo temat mógł zostać ujęty ciekawiej. Tyle, że to moja opinia, a każdy ma swój gust i warto aby sam przeczytał i ocenił.

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

76 użytkowników ma tytuł Mrówki w płonącym ognisku na półkach głównych
  • 57
  • 19
42 użytkowników ma tytuł Mrówki w płonącym ognisku na półkach dodatkowych
  • 24
  • 5
  • 4
  • 3
  • 2
  • 2
  • 1
  • 1

Tagi i tematy do książki Mrówki w płonącym ognisku

Inne książki autora

Teresa Oleś-Owczarkowa
Teresa Oleś-Owczarkowa
Psycholog. Mieszka w Krakowie. "Rauska" to jej debiut, wcześniej pisywała i drukowała w prasie wiersze i fragmenty prozy („Źródło”, „Gość Niedzielny” i „Lamelli”).
Zobacz stronę autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Single Meredith Goldstein
Single
Meredith Goldstein
Czegóż to ja nie oczekiwałam po tej książce, sugerując się tytułem! Miałam nadzieję wejść w życie osób samych (ale nie samotnych!) z wyboru, ze skłonnością do monogamii seryjnej, czyli bez stałego partnera i podpatrzeć ich „hajlajf” w barwnej sferze towarzyskiej. Tyle że moje bardzo zawężone pojęcie singla różniło się diametralnie od tego, co autorka miała na myśli. Dla niej singlem był każdy, kto przybył na ślub Matta z Beth Eleanor Evans, którą "przyjaciele – z racji inicjałów – nazywali Bee", bez osoby towarzyszącej. A to wcale, ale to wcale, nie oznaczało, że poza weselem byli sami. Chociaż to ostatnie z kolei nie oznaczało, że byli związani z ludzkim partnerem. Przewrotność i zwodniczość zakresów pojęciowych w tej historii zmieniała się wraz z poznawaniem kolejnych jej głównych bohaterów. Joego, mężczyzny po czterdziestce, właściciela firmy wyposażającej restauracje i wujka panny młodej, związanego z Sarah, która go… drażniła. Można było więc być singlem emocjonalnym w związku fizycznym. Roba, pracownika uniwersyteckiej biblioteki, od lat zakochanego w Bee i od tych samych lat utrzymującego "sekretny, pasywno-agresywny romans z jej przyjaciółką", który niespełnioną miłość przelał na… psa. Tak zakręcony świat człowieczych uczuć musiał skończyć się na prostym do kochania zwierzaku. Hannah, druhna Bee, specjalistka od castingu żyjąca w świecie filmu i przenosząca go na życie, emocjonalnie związana z Tomem, który fizycznie już do niej nie należał, chociaż cały czas miała nadzieję, że mężczyzna zrozumie swój błąd i wróci w jej szeroko otwarte ramiona. Najlepiej na kolanach, która to wizja ewoluowała w fantazję na temat odrzucenia i zemsty, możliwą do zrealizowania na organizowanym ślubie. Postawa między być z nim, czy nie być i właściwie w obu przypadkach bez sprecyzowanej odpowiedzi na pytanie – po co i czego ty właściwie dziewczyno od życia chcesz? Vicki, projektantki wnętrz, przyjaciółki panny młodej, oczarowanej miłością bohaterów z cyklu "Kwiaty na poddaszu" V. C. Andrews i poszukującej jej w kolejnych partnerach, a znajdującej tylko rozczarowanie, a ostatecznie… depresję. Stałą partnerkę życia karmioną antydepresantami i naświetlaną lampą solarną. I wreszcie Phila, przypadkowego uczestnika wesela, oddelegowanego na nie przez własną matkę, która była przyjaciółką przyszłej teściowej Bee. Mężczyznę uzależnionego emocjonalnie od rodzicielki, co nie pozwalało mu na tworzenie udanych związków z innymi kobietami. Każdy z tych bohaterów przybył na ślub z bagażem życiowych doświadczeń, określonych nastawień, z góry zaplanowanych zachowań i pielęgnowanych uprzedzeń, mających tragikomiczny wpływ na kierunek toczących się wydarzeń, których prędkość wzrastała wraz z ilością pitego alkoholu i zażywanych środków dopingujących. Świadomie lub nie. Ich skutki były katastrofalne, ale jak się potem okazało, koniecznie właśnie takie, by zmienić sposób myślenia i postrzegania własnej sytuacji przez bohaterów oraz w ostateczności pryzmat patrzenia na życie i przyszłość każdego z nich. Całość historii, która toczyła się wokół przygotowań weselnych, a potem już na samym przyjęciu, została opowiedziana przez każdego z pięciu singli, tworząc jedną, zazębiającą się wydarzeniami oraz postaciami i przenikającą się wątkami, spójną, jednolitą całość. Dzięki temu wiedziałam, co czują i co myślą wszyscy bohaterowie o sobie nawzajem, jak zmienia się ich nastawienie i jak ulęgają przemianom ich poglądy i postawy, tworzące barwny kalejdoskop zachowań, nadający akcji coraz szybszego tempa. Miałam wiele okazji do uśmiechu i śmiechu! To właśnie humor wynikający z sytuacji komicznych, lapsusów językowych, złośliwych komentarzy i dwuznacznych zdarzeń, nadawał powieści komediowy charakter. Jednak pod tą warstwą dobrej zabawy, autorka ukryła prawdziwy sens – tak naprawdę każdy człowiek jest przez większość życia singlem. Fizycznie, psychicznie lub mentalnie. W większości przypadków na własne życzenie, szczęśliwym tylko bywając. I pomyśleć – lekka, przyjemna komedia, po której zrobiło się mi tak jakoś smutno. naostrzuksiazki.pl
Maria Akida - awatar Maria Akida
oceniła na64 lata temu
Sztuka uprawiania róż z kolcami Margaret Dilloway
Sztuka uprawiania róż z kolcami
Margaret Dilloway
Oto książka, która latami spoglądała na mnie z wyrzutem, a ja - mimo gorących zapewnień znajomej - bałam się po nią sięgnąć, by nie doznać w takiej chwili nic poza kolejnym rozczarowaniem. Tak długo niepotrzebnie odwlekałam tę podróż. A może to właśnie dzięki temu trafiłam na wyjątkowy moment, by móc w pełni cieszyć się jej treścią? Może czytając ją w szpitalu zyskała inny wymiar? Filtrujemy treści przez własne doświadczenia, emocje czy tego chcemy czy nie, a co też niesie niebagatelny wpływ na walory czytanego tekstu. Książka staje się pocieszeniem w chwilach zwątpienia, książka potrafi odciągnąć uwagę od problemów, czasem daje słodką satysfakcję jak po zjedzeniu ciastka. "Sztuka uprawiania róż z kolcami" w pierwszej chwili wydawała się być lekką opowiastką o zamiłowaniu do pielęgnacji kwiatów, w toku zyskiwała coraz większy potencjał na dramat chorego człowieka. Jest tutaj wszystkiego po trochu, jak w życiu, podróż nie jest jednostajna i nie odbywa się jednym torem. Bohaterka wiedzie życie dyktowane pobytami w szpitalu, uciążliwymi dializami i oczekiwaniem. Nie da się tego zepchnąć na margines, chociaż pasja do hodowli róż i tworzenia nowych odmian zdaje się przyćmiewać tę niewygodną prawdę. Zawodowo Galilee Garner to zasadnicza nauczycielka biologii w prywatnej szkole, która nie chce iść na ustępstwa. Jest świadoma, iż wymagania względem uczniów owocują sukcesami w dalszej edukacji. Nie chce rezygnować z czegokolwiek ze względu na swój stan, nie daje forów innym, nawet przyjaciółce Darze. Taka już jest, bezkompromisowa. Na pewno nie można jej odmówić pasji w działaniu. Jest oschła, trzyma ludzi na dystans i myślę, że to charakterystyczne dla tych, którzy zmagają się z bólem na co dzień, bo ten zdecydowanie nas osłabia zarówno fizycznie jak psychicznie. (...) "Sztuka uprawiania..." jest ciekawa również z tego powodu, iż przedstawiana obecnie sytuacja staje się skomplikowana przez podesłanie do rodziny na kilka miesięcy Riley. Trzydziestosześcioletnia kobieta, żyjąca wedle ustalonego schematu zyskuje kolejny obowiązek. Pogubiona nastolatka nie może być tym, co uwzniośli jej życie, prawda? Uczymy się przez całe życie właśnie dzięki ludziom, którzy stają na naszej drodze. I to właśnie dzięki obecności Riley nasza bohaterka może pewne sytuacje i zachowania siostry poddać ponownej głębszej analizie i mimo iż dostrzega niesprawiedliwość w ocenie to nadal będzie ją uważać za nieodpowiedzialną. Z przyjemnością śledzi się poczynania bohaterów, którzy nie są nachalni wobec siebie, co czyni fabułę spowolnioną, jednocześnie lekko kreślącą zawiłości powstające między nimi. George Morton - nowy nauczyciel, który pojawia się w tym samym czasie w szkole, gdy przybywa siostrzenica Gal i wcale nie zamierza jej we wszystkim przytakiwać. Mark Walters - starszy pacjent, który zyskuje pierwszeństwo w kolejce po przeszczep nerki, co powoduje ogromny sprzeciw bohaterki na taką niesprawiedliwość. Do tego dr O'Malley, która wydaje się być jej nieprzychylna i działa jakby z zamiarem pozbawienia jej ratunku. Różne zdarzenia, nawet te związane z hodowlą róż i dzieleniem się swoją wiedzą pokazują, ze czasem zostajemy oszukani przez tych, którym zawierzamy. Ale Margaret Dilloway wskazuje też drugą dobrą stronę natury ludzkiej, bo przecież gdy trzeba to potrafimy się jednoczyć, zawsze ktoś przy nas jest, wystarczy poprosić i przyjąć pomoc. "Sztuka uprawiania róż z kolcami" to wyważona historia, z której nie wylewa się żal i rozpacz, a cierpienie jest okraszone słońcem i tym szczególnym promieniem płynącym od ludzi. Całość: https://nakanapie.pl/recenzje/pielegnacja-roz-pielegnacja-ludzkich-serc-sztuka-uprawiania-roz-z-kolcami
Aksamitt - awatar Aksamitt
ocenił na810 miesięcy temu
W kajdankach namiętności Piotr Kołodziejczak
W kajdankach namiętności
Piotr Kołodziejczak
Książka Piotra Kołodziejczaka "W kajdankach namiętności" zostawia po sobie niepokój. Pewnie dlatego, że zakończenie nie jest standardowe, nie jest to rozwiązanie zagadki, jakie występuje w większości zagadek kryminalnych. Jak skończyłam czytać, przyszło mi na myśl jedno zdanie: ale to pokręcone... Powieść zaczyna się trywialnie, jednak po pewnym czasie zaczyna się istna 'Gra o tron'. Poznajesz kogoś, jego marzenia, historię i łup. Poznajesz kolejną osobę i ... łup. Jeszcze i łup. Zagadkowe morderstwa przewijają się na tle opisywanych licznie najróżniejszych sytuacji międzyludzkich, zwłaszcza ze sfery damsko-męskiej. Taki obraz współczesnego, szarego i zmęczonego świata, gdzie każdy szuka kawałka swojego szczęścia. Jedni go znajdują, inni szukają dalej, natomiast niektórym wystarczają namiastki. Kochankowie, zdrady, miłość prostytutki, plastikowa miłość, różnorodność zaskakująca, ale zdąży się poznać po trochu każdą z nich. Ile ludzi, tyle możliwości, ale do każdej z nich prowadzi jedno uczucie - miłość, które spada zazwyczaj niespodziewanie i wiąże swoimi kajdankami, kajdankami namiętności. Jest to moja pierwsza przeczytana książka Piotra Kołodziejczaka i myślę, że nie ostatnia. Chciałabym poznać inne pomysły autora, bo w tej książce pomysł na powieść był raczej nietuzinkowy. Ciekawa więc jestem innych. Kryminał w rezultacie wprowadza w dziwny nastrój, możliwe, że swoje robi takie, a nie inne rozwikłanie zagadki, ale również i opis przedstawionej szarej rzeczywistości, który był dla mnie nieco przytłaczający. Na szczęście co jakiś czas całość tego smutnego świata rozświetlały akcenty humorystyczne. Na końcu ze zdziwieniem stwierdziłam, że pomimo niespodziewanego zakończenia całość jest spójna. I pozostawia po sobie niepokój, bo czytelnik zaczyna się zastanawiać nad prawdopodobieństwem wydarzeń, które wyglądają dość realnie. Jakich? Przeczytajcie sami. Recenzja również na moim blogu: http://impresje-naili.blogspot.com/2015/06/piotr-koodziejczak-w-kajdankach.html
Naila - awatar Naila
oceniła na610 lat temu
Przeczekać ten dzień Anna Maria Jaśkiewicz
Przeczekać ten dzień
Anna Maria Jaśkiewicz
Mam ogromny problem z oceną tej książki, gdyż jest bardzo nietypowa. Dziwny temat, dziwna konstrukcja, bez jakiejkolwiek akcji. Po prostu jeden facet cały czas mówi o sobie i swoim życiu. A wszystko przeplatane poezją, refleksjami o życiu i umieraniu, o różnych wartościach, do tego dylematy moralne. Karol, nauczyciel języka polskiego w liceum po śmierci żony, Marty wiedzie samotnicze życie. Pracuje jako nauczyciel języka polskiego w liceum i praca ta najwyraźniej mocno go frustruje, bo młodzież bywa trudna i niewdzięczna i można sobie żyły wypruwać a i tak ciężko coś z licealistów wykrzesać. Poza nielicznymi wyjątkami jak na przykład uczeń Wiśniewski. W dodatku Karol zapuścił się jako facet, trochę chyba zdziwaczał. Pewnego dnia orientuje się, że zaginął mu notatnik, w którym zapisuje sobie różne osobiste i zawodowe notatki. Odnajduje zeszyt w szkolnej ławce i ze zdumieniem spostrzega, że pod jedną z dat pojawił się dopisek: “śmierć”. Najpierw się przestraszył, a potem pomyślał, że może któryś z uczniów zrobił mu taki makabryczny żart. Miał też dziwny, bardzo realistyczny sen związany ze śmiercią. Zresztą temat śmierci jakoś dziwnie wokół niego krąży w różnych okolicznościach. Karol zaczyna rozważać czy może rzeczywiście zagraża mu utrata życia i w związku z tym podejmuje pewne działania, nakierowane na to aby podomykać pewne sprawy życiowe. Bywały w książce momenty, które mnie nudziły, jak choćby ogromnie długi i szczegółowy wywód Karola ( skierowany do wspomnianego już Wiśniewskiego, ucznia startującego w olimpiadzie polonistycznej) na temat grzechu pierworodnego i różnych jego interpretacji: filozoficznych, teologicznych. A jednocześnie przez cały czas intrygowało mnie pytanie: “jak to wszystko się zakończy?” Ciekawiło mnie czy główny bohater rzeczywiście umrze w dniu zaznaczonym w notatniku i o co w ogóle w tym wszystkim chodzi. Jako takiej akcji nie ma tu w ogóle. Są scenki z życia Karola w klasie podczas lekcji, w pokoju nauczycielskim, czy inne wycinki z jego życia, ale poza tym to nic się tu nie dzieje, a z drugiej strony w powietrzu cały czas wyczuwa się jakieś napięcie. Natomiast zakończenie zaskakujące, dramatyczne, wbiło mnie w fotel i mocno zdołowało. Polecam tę książkę. Jest mądra, wartościowa, ma nowatorską formę i bardzo wyróżnia się na plus od tandety jakia od dłuższego czasu zalewa księgarski rynek. Aż trudno uwierzyć, że tak młoda osoba (19 lat) wydała tak dojrzałą i dobrą książkę. Przeczytajcie koniecznie.
Agafitness - awatar Agafitness
ocenił na83 lata temu
Odzyskane życie Colombe Schneck
Odzyskane życie
Colombe Schneck
fragment miej recenzji:http://love-coffee-and-books.blogspot.com/2016/05/33odzyskane-zycie-colombe-schnech.html Zdarzenia II wojny światowej to wielka i niewybaczalna skaza na dziejach ludzkości, zagłada milionów istnień jest o tyle przerażająca, że każde z nich miało swoją historię, swoje życie, które brutalnie zostało odebrane.Nie potrafię wyobrazić sobie takiej nienawiści, która pochłonęła i zniszczyła tak wiele, złamała i zbrukała, a tych którzy przeżyli i następne pokolenia, naznaczyła swym piętnem.To naprawdę straszne, kiedy próbujemy sobie to wszystko ogarnąć rozumem, uświadomić sobie to cierpienie, szaleństwo, głód i śmierć, które spotkało jej ofiary. Colombe Schneck stara się zgłębić koleje losów małej dziewczynki, Salomei, o tym, co spotkało ją oraz inne osoby z jej rodziny, jaką cenę przyszło zapłacić tym, którzy przeżyli.Opowieść składa się z różnych przekazów, ze wspomnień, rozmów.Nie ocenia, nie osądza. Autorka sama jest matką, próbuje zrozumieć i pojąć wybory, których musieli dokonywać ludzie, gdy ważyły się ich losy, gdy śmierć była tak blisko, na wyciągnięcie ręki. Lektura tej powieści uświadamia, że takich przypadków było wiele, że to tylko mały, malutki kawałek ogromnego, przerażającego dzieła zniszczenia.Karze zastanowić się, do czego prowadzi szerzenie nienawiści wobec tego, co nie do końca jest dla nas zrozumiałe, do innych tradycji, wyglądu, sposobu bycia. Jak bardzo można zatracić się w spirali fanatyzmu, w co może przeobrazić się zło, które, pozornie nieszkodliwe, przybiera coraz groźniejsze formy. "Odzyskane życie" to również obraz tego, jak exodus przechodzili litwińscy Żydzi, należący do inteligencji kraju, masa wykształconych, zasymilowanych obywateli, których życie i egzystencja nagle zostały ograniczone do murów gett, jak odbierali zaostrzające się represje wobec nich. Poznajemy losy Rai, matki Salomei, oraz Maszy - siostry zostały wysłane do katorżniczych robót, ale ich wola przetrwania była niezłomna, siła, z jaką trzymały się życia i fakt, że nigdy nie skarżyły się na swój los są naprawdę zdumiewające. Widzimy też jak radzą sobie z dalszym życiem po 1945 r., ze statusem osób, które przeżyły i po tragicznych doświadczeniach muszą odnaleźć się w ramach normalności.
Linda - awatar Linda
oceniła na89 lat temu
Ślady krwi Jan Polkowski
Ślady krwi
Jan Polkowski
Lubię powieści pisane przez poetów z jednego powodu – piękna języka, jakim operują. Tym chętniej sięgnęłam po ten debiut prozatorski autora znanego dotychczas tylko miłośnikom poezji. Nie odstraszyła mnie krwistość tytułu i nie zastanowiła antykomunistyczna działalność w życiorysie zakończona internowaniem poety w 1981 roku. A powinna! Bo jeśli poeta z opozycyjną przeszłością w PRL-u postanawia zmienić formę przekazu i poszerzyć tym samym krąg swoich odbiorców (poezja jest gatunkiem wymuszającym elitarność czytelników),to musi mieć ku temu poważny powód. Jak się okazało gorzki, zawarty w treści powieści, który poznawałam powoli wraz z jej głównym bohaterem. Na tym tle język narracji nie był najważniejszy, chociaż bardzo ważny. I nie dlatego, że bardzo poetycki, umiejący opisać jedno zjawisko, fakt czy wydarzenie w kilku różnych ujęciach, na parę odmiennych sposobów i wieloma różnorodnymi wyrażeniami, których zawartość z przyjemnością odkrywałam za każdym razem na nowo, ale i dlatego, że był przy tym bardzo elastyczny i zmienny. Umiejący dostosować się do wymaganej sceny, a więc i potoczny, pełen kolokwializmów, czasami gwarowy czy wulgarny, jeśli scena, czy charakter bohatera, tego wymagały. Najważniejsza jednak była przede wszystkim treść. Jej zawartość sugerował już podtytuł – przypadki Henryka Harsynowicza. Na poły biograficzne, na poły historycznie charakterystyczne dla wielu Polaków żyjących w drugiej połowie XX wieku pierwszego milenium. Nie podane jednak linearnie, bo skomplikowanego życiorysu wierzącego dziennikarza opozycjonisty w tamtych czasach i historii Polski z tamtych lat, nie można opowiedzieć prosto na kilkuset stronach kartek, ale w sposób, o którym zagubiony w odbiorze przeszłości i teraźniejszości Henryk powiedział tak – "O, już wiem, jak opisać to zjawisko. Kilka filmów wyświetlanych jednocześnie na tym samym ekranie. Niby widzę kadry z każdego z osobna, ale wszystko się trochę miesza". I dokładnie tak opowiedziane są indywidualne losy Henryka, który na skutek działalności opozycyjnej, zmuszony wyjechać wraz z rodziną do Kanady w 1983 roku, wraca do ojczyzny po ćwierćwieczu nieobecności, by przejąć spadek po ojcu i odzyskać w tym celu utracone obywatelstwo polskie. Ten cel, który wyznaczyła mu niespodziewana sytuacja, zmusił go do wędrówki po instytucjach, mających pomóc mu w zebraniu potrzebnych dokumentów do rozpoczęcia procedury ponownego stania się formalnym Polakiem. Odwiedziny Ministerstwa Spraw Wewnętrznych, Urzędu Stanu Cywilnego, szkoły podstawowej, liceum, Uniwersytetu Jagiellońskiego, parafii, Archiwum Państwowego i ZUS-u, zetknięcie się z pracującymi tam osobami – urzędnikami, nauczycielami, pracownikami obsługi, księdzem, wożącym go kierowcą, czy reprezentującym zmarłego ojca adwokatem i wieloma drugoplanowym postaciami, stały się z czasem bardzo dobrym sposobem na rozeznanie się w obecnej kondycji społeczno-gospodarczo-politycznej dawno niewidzianego kraju i na ocenę stanu świadomości własnej tożsamości Polaków. Diagnoza nie była najlepsza i najpomyślniejsza. Polska i jego naród, poznawane poprzez skomplikowane losy głównego bohatera, jego rodziny i osób, z którymi łączyły go kontakty przyjacielskie lub zawodowe, ukazane na tle zawirowań historycznych i politycznych przełomów tysiącleci, jawiły się niczym nieprzyjemna jazda rzygobusem przez te szmatławe lata – jak ujął to jeden z rozmówców Henryka. "Kapitalistyczny socjalizm nacinający socjalistyczny kapitalizm na kasę" lat osiemdziesiątych z niezmiennymi jego towarzyszami, którzy przetrwali do czasów współczesnych – "korupcja, służby, przekręty, układ zamknięty" – to skrzecząca współcześnie rzeczywistość. Ze społeczeństwem, które "buduje pomniki, układa kwietne krzyże i celebruje klęski, czci głupich samobójców i onanizuje się martyrologią…" Z pokoleniem wyalienowanych jednostek, bez świadomości narodowych wartości budujących poczucie wspólnoty, dla których "małżeństwo to skazana na bankructwo spółka seksualna żerująca na ekonomicznym niewolnictwie i moralnym upadku". Z narodem, którego "dzieci będą pochodzić z biurowców b-klasy, ich kulturowym matecznikiem będą sterylne osiedla, gdzie trudno trafić do domu, a każdy mieszkaniec bloku ma inny akcent, intonację, obyczaj, a właściwie ich nie ma. Gdzie ludzie milczą, bo gardzą sobą nawzajem. Łączy ich jedynie zawiść i nie są w stanie zaśpiewać wspólnie żadnej piosenki", oprócz skandowanego hasła – Polska dla Polaków! Pytanie tylko których, skoro "czystych Polaków nie ma. Dwieście lat siali tu wszyscy na waszych babskich zagonach". – jak mówi sarkastycznie jedna z bohaterek. Bo nie w genach polskość, ale w świadomości, we wspólnej historii, w dziedzictwie, w pielęgnowaniu przeszłości, w przekazywaniu pamięci o tych, którzy o to walczyli przez ostatnie tysiąc lat, kładąc bez wahania na szalę swoje zdrowie i życie. Smutno mi było przysłuchiwać się rozmowom i monologom bohaterów powieści, śledzić tragiczne konsekwencje ich wyborów determinujących miejsce i jakość życia, analizować stan świadomości tożsamości narodowej. Podążać śladami krwi mojego narodu… Tym bardziej smutno, że przyznawałam autorowi rację. Wystarczyło mi spojrzeć na liczne domy i okna bez biało-czerwonej flagi w dniach ostatnich świąt narodowych, które są dla mnie wizualnym wyznacznikiem świadomości wspólnej przeszłości, jednej historii i kultury, przynależności do jednego narodu i zaciągniętego długu, ale i wdzięczności dla przodków, by stwierdzić z żalem, że wygrywa nowy model społeczeństwa konsumpcyjnego, egocentrycznego z wyalienowaną jednostką, żyjącą tu i teraz, bez świadomości skąd przychodzi i komu tę wolność zawdzięcza. Niedostrzegającą w czerwieni flagi krwi, ale czekoladę w piórach orła lansowanego przez samego Prezydenta Rzeczpospolitej Polskiej. Po tej książce jest we mnie cisza, przerażenie i wewnętrzny bunt – przecież nie może być aż tak źle!? Jeśli nawet autor nadinterpretował rzeczywistość, jeśli nawet przestraszył swoim pesymizmem, pogroził konsekwencjami, sięgnął po skrajności i zaszantażował wizją przyszłości Polski, to na pewno jest uzasadnionym bicie dzwonu na alarm. A jeśli za to biorą się już poeci (a tradycję w tej dziedzinie mamy bogatą),to coś w tym musi być. Nie mylił się wieszczący Adam Mickiewicz, może nie mylić się Jan Polkowski. Warto więc wsłuchać się w głos poety, który przemówił do nas prozą. On w tym nie ma żadnego interesu (w przeciwieństwie do polityków),poza interesem Polski i Polaków (tak różnym w znaczeniu używanym przez polityków). naostrzuksiazki.pl
Maria Akida - awatar Maria Akida
oceniła na74 lata temu
Ja i oni. Pół żartem, pół serio Jolanta Kwiatkowska
Ja i oni. Pół żartem, pół serio
Jolanta Kwiatkowska
O Jolancie Kwiatkowskiej mogę powiedzieć tylko tyle ( i AŻ tyle),że jest niesamowitą osobą. Na każde pytanie odpowiada tak specyficznie, że czasami trzeba się domyślać, co ukryła między słowami. Jest osobą bardzo bezpośrednią i zagadkową, ale jest również wyjątkowo sympatyczną, o czym miałam okazję się przekonać osobiście. Wspomniałam o niej w jednym z wcześniejszych wpisów, dzieląc się swoją opinią na temat przeczytanej innej książki "Przewrotność dobra". Ja i Oni pół żartem pół serio to powieść obyczajowa przeplatana eseistycznymi tekstami dotyczącymi życia człowieka, od momentu jego poczęcia. Fabuła powieści to życie głównej bohaterki - Krysi, oraz jej najbliższych. W dość przełomowym okresie swojego życia Krysia dowiaduje się o swoich rodzicach czegoś, co oni przez wiele lat przed nią ukrywali. Niestety informacja ta dociera do niej od osoby, która nie "informuje", a wręcz czerpie machiaweliczną satysfakcję z tego, co ma Krysi do przekazania. Życie dziewczyny wywraca się do góry nogami, ale pocieszeniem staje się opiekun obozowy, który w niedługim czasie zostaje jej mężem i ojcem dziecka. Czy aby na pewno biologicznym? Niestety małżeństwo nie wytrzymuje próby zniewolenia, jakie stosuje wobec kobiety „bardzo” kochający małżonek i życie Krysi znów zaczyna wywracać się. Jak się wywróci i co postanowi Krysia nie zdradzę, bo to nie streszczenie książki mam zamiar napisać, ale... będzie się działo... Autorka posiada bardzo specyficzny styl pisania, i chociaż w wielu miejscach musiałam kilkakrotnie powtarzać czytanie, bo niestety nie potrafiłam przeczytać tekstu z całkowitym zrozumieniem, to jednak trudno mi było się od niego oderwać. Książka nie jest typową powieścią, chociaż gdyby tak oddzielić jej wątek fabularny od wątku filozoficzno-psychologicznego, jakim są niewątpliwie rozmowy wewnętrznego JA, to powstałyby dwie książki, ale chyba zginąłby sens odbioru jaki został zaprezentowany w treści. Na przykładzie Krysi autorka zademonstrowała całą gamę wątpliwości i niezgodności jakie funduje człowiekowi otoczenie, i to nie tylko te najbliższe osoby, które decydując się na „stworzenie” nowego człowieka już od samego początku decydują o wszystkim w imię dobra, prawości i stereotypowości. Często dana osoba nie potrafi wyrwać się z tej klamry pozornego wewnętrznego bezpieczeństwa i zupełnie nieświadomie staje się więźniem egoistycznych pobudek drugiego człowieka. Myśląc o naszym życiu, od momentu jego poczęcia rzadko kiedy zastanawiamy się na tym, co by było gdybyśmy mogli sami o sobie decydować, mając już od początku świadomość własnej wartości. Wewnętrzne rozmowy, jakie prowadziło JA Krysi, JA podzielone na to JA rozsądne/mądre i JA emocjonalne mogą zaszokować niejednego czytelnika, ale mogą również spowodować, że zaczniemy się zastanawiać na tym co sami czujemy i jak w wielu przypadkach postępujemy. Nie mogę tej książki zakwalifikować do lektur lekkich, łatwych i przyjemnych, chociaż autorka ma bardzo lekkie pióro jeśli chodzi o pisanie. Potrafi wyłuskać z czytelnika tyle emocji, że trudno jest się oderwać od stron książki. I chociaż momentami irytowałam się, bo nie do końca rozumiałam, co w danym momencie chciano mi przekazać, to muszę przyznać, że trudno mi było po prostu zamknąć książkę i przestać o niej myśleć. Książka napisana jest ironicznym, żeby nie określić dość sarkastycznym językiem co powoduje, że na poważne problemy patrzymy trochę z przymrużeniem oka, zdając sobie jednak sprawę z ich powagi. Nie polecam tej książki młodym czytelniczkom, zafascynowanym powieściami obyczajowymi, w których występują wątki miłosne, czy sensacyjne. Jest to lektura dla wyrafinowanego czytelnika, który potrafi czytać nawet między wersami. Duża dawka filozofii i psychologicznego podejścia do życia zmusza czytelnika do podjęcia swoistego wyzwania jakie stawia przed nim autorka.
Ewa - awatar Ewa
oceniła na711 lat temu
Mariska z węgierskiej puszty Consilia Maria Lakotta
Mariska z węgierskiej puszty
Consilia Maria Lakotta
Jak bardzo mało wiedziałam o historii Węgier! Ta książka mi to uświadomiła. Byłam przekonana, że sięgam po powieść obyczajową, bo ta Mariska w tytule i te romantyczne stepy węgierskie. A że flaga narodowa w tle? Jakieś tło musi zawsze być. Nie doceniłam przekazu graficznego, że wątek społeczno-polityczny będzie silnie zaakcentowany w czekającej mnie historii. Historii podwójnej. Dziejów chłopskiej rodziny Vargasów i ich ojczyzny – Węgier. Nie śmiem zadecydować, które były ważniejsze. Jednak może nie o tę ważność chodziło, raczej o nierozerwalność narodu i państwa. O wzajemny wpływ na losy splecione na przestrzeni kilku dekad pierwszej połowy XIX wieku, do których ograniczył się czas akcji. Okres, w którym "królowie, hrabiowie i kler sprawują władzę nad kilkoma milionami włościan niczym bogowie!" Okrutne lata dla najniższej warstwy chłopskiej, praktycznie zniewolonej przez stojących wyżej. I wreszcie bezlitosny i poniżający moment dla Mariski i jej ukochanego Jarosa, którzy po trzynastu latach oczekiwania na hrabiowskie pozwolenie na zawarcie małżeństwa, znowu dostali odpowiedź odmowną. Jednak tym razem oboje zbuntowali się, odchodząc ze służby pana i podejmując trud pracy na swoim w odziedziczonej po ojcu karczmie. To ona była stałym punktem opowieści, wokół której toczyło się pełne cierpienia życie rozrastającej się rodziny Vargasów i hrabiostwa von Czolny. Życie bardzo skomplikowane, pogmatwane nie tylko zakazanymi związkami emocjonalnymi między członkami obu rodzin w pierwszym i drugim pokoleniu, ale również ściśle uzależnione od zmiennej i bardzo dynamicznej sytuacji politycznej Węgier aż do 1953 roku. Za życia Mariski został wywrócony odwieczny porządek społeczny. Najpierw przyszli komuniści Beli Kuna, potem prawicowa dyktatura Miklósa Horthy’ego, a potem znowu komuniści wraz z sowieckimi czołgami. Czas zakazanych mezaliansów minął, dając możliwość wżenienia się w najlepsze rody szlacheckie. Najniżsi w hierarchii społecznej, otrzymywali najwyższe stanowiska tak, jak "Laci Görös – kiedyś jeden z najuboższych w wiosce, dziś burmistrz Szeat Marton i wkrótce następca hrabiego Somogh-Czolny. To się nazywa kariera. Świat się kręci, a wraz z nim światopoglądy". – mawiał miejscowy proboszcz. Od siebie dodam – i postawy ludzkie. Zmienne, konformistyczne, bierne, zdradzieckie albo opozycyjne i wierne jednemu hasłu – Wierzę w Boga, wierzę w Ojczyznę. W tym jednym haśle zawarte było całe przesłanie powieści, bo tak naprawdę obok ludzkich losów, historii Węgier, toczył się, nie wiem, czy nie najważniejszy wątek opowieści – historia Kościoła katolickiego na Węgrzech. Dla mnie niezwykle ciekawa i, jako Polki, bulwersująca. Wyrosłam w tradycji ogromnego szacunku dla niezłomnej, jednolitej postawy Kościoła katolickiego w Polsce w czasach komunizmu. Na Węgrzech doszło do rozłamu wśród duchowieństwa. Istnieli tacy, którzy oficjalnie idąc na ustępstwa władz, głosili ewangelię moskiewskiego pochodzenia przez „kapłanów pokoju” mówiących z ambony "wypaczone tezy: tak jest, dopiero komunizm w pełni, szczerze, konsekwentnie i do końca wypełni wymagania stawiane przez Pana, zachodni kapitaliści i rzymscy papiści zafałszowali i znieważyli religię chrześcijańską – komunizm to jedyna droga reformy!" Jak takie farmazony mogły docierać do węgierskich wiernych? W Polsce nie przeszłoby to! Autorka, czyniąc Michaela, syna Mariski, kapłanem, pokazała proces błądzenia, niezdecydowania i wahania się duchownych między kompromisem a niezłomnością w walce o samostanowienie i niezależność Kościoła. Drogę bardzo niebezpieczną dla duchowieństwa i wiernych, ale i drogę krwawego testu, którego wielu nie zdawało, wielu traciło zdrowie i życie, ale też wielu przetrwało dzięki przekonaniu, że "nie ma Chrystusa i Kościoła osadzonego i zakorzenionego w czysto duchowym świecie. Musi on walczyć również o swoją ludzką substancję, ziemską strukturę, o wszystko, czym Kościół stał się w przeciągu stuleci, o pełnię swojej hierarchii, instytucje charytatywne i socjalne, o sposób przepowiadania swojej nauki – o szkoły. Wszystko to przynależy do więzi z człowieczeństwem Kościoła i Chrystusa". W dochodzeniu do tej prawdy Michael największe oparcie miał w matce. Kobiecie, która za wiarę i wskazywanie synowi prostej drogi kapłana, zmarła w więzieniu, mówiąc – "A święta Małgorzata była tu i to dużo wcześniej, zanim czerwona ścierka stała się sztandarem!" Przesłuchiwałam się tej snutej kompilacji wątków – fikcyjnym losom bohaterów, ale prawdziwemu cierpieniu narodu węgierskiego na tle faktów historycznych, coraz bardziej rozumiejąc powiedzenie – Polak Węgier dwa bratanki. Faktycznie losy naszych narodów są bardzo podobne, chociaż nie takie same. Mam wrażenie, że uczestniczyłam w niekonwencjonalnej i mądrze poprowadzonej lekcji historii Węgier, podanej w atrakcyjnej formie i ciekawej w odbiorze powieści społeczno-obyczajowej. naostrzuksiazki.pl
Maria Akida - awatar Maria Akida
oceniła na65 lat temu

Cytaty z książki Mrówki w płonącym ognisku

Bądź pierwszy

Dodaj cytat z książki Mrówki w płonącym ognisku