Życie jak w Tochigi. Na japońskiej prowincji

Okładka książki Życie jak w Tochigi. Na japońskiej prowincji autorstwa Anna Ikeda
Okładka książki Życie jak w Tochigi. Na japońskiej prowincji autorstwa Anna Ikeda
Anna Ikeda Wydawnictwo: W.A.B. Seria: Terra incognita literatura podróżnicza
320 str. 5 godz. 20 min.
Kategoria:
literatura podróżnicza
Format:
papier
Seria:
Terra incognita
Data wydania:
2012-07-11
Data 1. wyd. pol.:
2012-07-11
Liczba stron:
320
Czas czytania
5 godz. 20 min.
Język:
polski
ISBN:
9788377476598
Czy codzienność w ojczyźnie nowoczesności i wynalazku jest prostsza niż gdzie indziej? Czy łatwo znaleźć męża Japończyka? Co Japończycy określają mianem „egzotycznego ślubu"? Czym się wyróżniają japońskie trzylatki? Anna Ikeda odsłania uroki (ale i mankamenty) życia w Kraju Kwitnącej Wiśni. O braku centralnego ogrzewania, kąpieli z odzysku, rynku matrymonialnym, japońskich przedszkolach, a także o bóstwach, tradycji i stereotypach pisze Polka, która wybrała życie na Dalekim Wschodzie. Autorka nie zanudza wiadomościami encyklopedycznymi, ale żartobliwie opowiada o tym, co wypada, a czego nie wypada robić, czego oczekują Japończycy od gaijnów, czyli obcokrajowców, i co właściwie robi tam Polka. Życie jak w Tochigi to pouczająca lektura, napisana lekko, z humorem, ale też z ogromnym szacunkiem dla innej kultury.
Średnia ocen
6,7 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Życie jak w Tochigi. Na japońskiej prowincji w ulubionej księgarniiPorównywarka z najlepszymi ofertami księgarń W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl. Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki. Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oficjalne recenzje książki Życie jak w Tochigi. Na japońskiej prowincji i



Konto usunięte
Konto usunięte

Opinia społeczności książki Życie jak w Tochigi. Na japońskiej prowincjii



Książki 379 Opinie 112

Oceny książki Życie jak w Tochigi. Na japońskiej prowincji

Średnia ocen
6,7 / 10
534 ocen
Twoja ocena
0 / 10

Opinie i dyskusje o książce Życie jak w Tochigi. Na japońskiej prowincji

avatar
340
339

Na półkach:

Anna Ikeda – Życie jak w Tochigi. Na japońskiej prowincji

Japonia to kraj, który jest pierwszy na liście tych, które bardzo chciałabym odwiedzić. Dlatego też z ogromną przyjemnością sięgam po reportaże o kraju kwitnącej wiśni. Tym razem jednak trafiłam na książkę, zupełnie inną od dotychczas przeze mnie czytanych.

„Życie jak w Tochigi. Na japońskiej prowincji” to tak naprawdę zbiór różnych wydarzeń z życia autorki oraz jej przemyśleń dotyczących kulturowej odmienności, codziennego życia, wierzeń Japończyków itp. Przybliża ona czytelnikom swoją codzienność i bez owijania w bawełnę mówi o tym, co jej się nie podoba w kraju, w którym przyszło jej żyć. Aspekty, które opisuje jak np. brak ogrzewania, trudności ze znalezieniem pracy, kąpiel oszczędzająca wodę, japońskie przedszkola oraz praca w nich i wiele innych, są przybliżone czytelnikowi w sposób łatwy, lekki i wartki, przez co książkę tę czyta się szybko i przyjemnie. Liczne anegdoty z życia autorki przeplata ona z ciekawostkami z historii i kultury Japonii. Całość natomiast pięknie uzupełniają własnoręcznie zrobione fotografie.

Książkę czytało mi się bardzo dobrze i spodobało mi się to, że autorka jest szczera z odbiorcami i opisuje otaczającą ją rzeczywistość bez upiększania. Ukazuje prawdziwą Japonię i Japończyków, którzy mogą szokować Europejczyków swoim podejściem do życia oraz poglądami np. na temat przyjezdnych.

„Życie jak w Tochigi” to wyjątkowa książka, która daleka jest od stereotypów i mitów. Styl autorki może być odebrany jednak dwojako. Była to książka, którą omawiałam na prowadzonym przeze mnie Dyskusyjnym Klubie Książki i zdecydowanie podzieliła ona uczestników spotkania. Styl, przeze mnie odbierany jako lekki i przyjemny, dla niektórych był infantylny, czepialski i pozbawiony konkretów.

Uważam, że jest to świetna historia dla osób, które szukają innego podejścia do reportażu, coś na zasadzie bloga opisującego codzienne życie w danym kraju. Jednocześnie jest to książka wartościowa pod względem merytorycznym, gdyż mimo licznych anegdot poznać można Japonię od zupełnie innej strony.

Anna Ikeda – Życie jak w Tochigi. Na japońskiej prowincji

Japonia to kraj, który jest pierwszy na liście tych, które bardzo chciałabym odwiedzić. Dlatego też z ogromną przyjemnością sięgam po reportaże o kraju kwitnącej wiśni. Tym razem jednak trafiłam na książkę, zupełnie inną od dotychczas przeze mnie czytanych.

„Życie jak w Tochigi. Na japońskiej prowincji” to tak...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
265
191

Na półkach:

Napaliłem się na tajemnice Polki w Japonii, ciekawostki i nieznane dotąd opowieści związane z codziennością w Kraju Kwitnącej Wiśni, a dostałem zlepek nieciekawych, nierównych opowieści przetykanych kiepskiej jakości dowcipem i nic nie znaczących japońskich nazw.

Napaliłem się na tajemnice Polki w Japonii, ciekawostki i nieznane dotąd opowieści związane z codziennością w Kraju Kwitnącej Wiśni, a dostałem zlepek nieciekawych, nierównych opowieści przetykanych kiepskiej jakości dowcipem i nic nie znaczących japońskich nazw.

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
109
98

Na półkach: , , ,

"Życie jak w Tochigi" to zbiór różnych historii z życia autorki na japońskiej prowincji, z dala od tak dobrze znanego przez turystów Tōkyō. Nagle okazuje się, że pociągi kursujące co pięć minut nie są normą, konbini nie ma na każdym rogu, a życie bez samochodu może być uciążliwe. Książka napisana jest lekkim i wartkim językiem, a zabawne anegdoty przeplatają się z licznymi ciekawostkami o historii i kulturze Japonii.

To, co najbardziej przypadło mi do gustu, to całkowita szczerość i brak upiększania. Autorka obnaża Japonię i Japończyków, ukazując ich prawdziwe oblicze — to, które skrupulatnie ukrywają pod płaszczykiem tatemae. Jak się okazuje, nie zawsze jest tak pięknie i kolorowo.

Jest to jedna z nielicznych pozycji na polskim rynku, która w tak bezpośredni sposób odziera Japonię z jej cukierkowego wizerunku, budowanego przez lata. Zdecydowana większość książek, zwłaszcza wydanych w tamtym okresie, opiera się na stereotypach i mitach o nieskazitelności tego kraju. Jeśli już wspominały o negatywnych aspektach, to ograniczały się głównie do tematu przepracowania.

Wielka szkoda, że przeczytałam tę książkę dopiero teraz, gdy jest już niemal niedostępna w wydaniu papierowym.

Styl autorki z pewnością nie przypadnie do gustu każdemu, ale książka jest bardzo wartościowa pod względem merytorycznym. Polecam ją przede wszystkim tym, którzy oczekują czegoś więcej niż historii o samurajach czy zachwytów w stylu "Japonia żyje w przyszłości".

"Życie jak w Tochigi" to zbiór różnych historii z życia autorki na japońskiej prowincji, z dala od tak dobrze znanego przez turystów Tōkyō. Nagle okazuje się, że pociągi kursujące co pięć minut nie są normą, konbini nie ma na każdym rogu, a życie bez samochodu może być uciążliwe. Książka napisana jest lekkim i wartkim językiem, a zabawne anegdoty przeplatają się z licznymi...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

1365 użytkowników ma tytuł Życie jak w Tochigi. Na japońskiej prowincji na półkach głównych
  • 693
  • 672
309 użytkowników ma tytuł Życie jak w Tochigi. Na japońskiej prowincji na półkach dodatkowych
  • 159
  • 54
  • 27
  • 18
  • 17
  • 14
  • 10
  • 10

Tagi i tematy do książki Życie jak w Tochigi. Na japońskiej prowincji

Czytelnicy Życie jak w Tochigi. Na japońskiej prowincji przeczytali również

Made in Japan Rafał Tomański
Made in Japan
Rafał Tomański
Nieduża objętościowo książka, w dodatku podzielona na niewielkie rozdziały z licznymi ilustracjami, jest lekturą tak naprawdę na jedno posiedzenie, pomimo że rozstrzał tematyczny poruszanych zagadnień jest tak duży, iż każdy z jej fragmentów mógłby funkcjonować jako niezależny artykuł. To, co łączy wszystkie omawiane zagadnienia, to stan w jakim znalazło się Cesarstwo Japońskie po katastrofie w Fukushimie w 2011 r. Nie ma tu wiele o kulturowym dziedzictwie gejsz i samurajów, za to wiele jest krytycznego namysłu nad kondycją japońskiego społeczeństwa i japońskiej gospodarki. Z lektury książki możemy dowiedzieć się wiele o specyfice japońskich portali społecznościowych, trudnościach w tworzeniu start-upów, czy postawie przeciętnego Japończyka wobec przesiedleńców z okolic Fukushimy. Autor celnie punktuje japońskie skostnienie i brak innowacyjności oraz archaiczność pewnych struktur myślenia, które hamują wszelkie przemiany społeczne. Jednocześnie szok wywołany nieudolnością działań organów państwowych po katastrofie w 2011 r. wywołał w społeczeństwie chęć radykalnych zmian. Dziś z perspektywy czasu możemy powiedzieć, że opinia publiczna nie zdołała wymóc najbardziej trudnych reform, takich jak odejście od energii atomowej, czy zwiększenie konkurencyjności gospodarki. Horyzont spraw omawianych przez Rafała Tomańskiego jest bardzo szeroki, choć jednocześnie odnosi się wrażenie, że żadna z nich nie została mocniej przeanalizowania. Można odnieść wrażenie, że mamy do czynienia z pobieżnym przeglądem największych japońskich bolączek, które ujawniły się z zdwojoną mocą po feralnych wydarzeniach sprzed dziewięciu laty. Tomański opowiada o tych sprawach interesująco, ale raczej w formie zajawki. I jeśli pod takim względem potraktujemy tę książkę, może ona pomimo swoich mankamentów przynieść wiele frajdy. Na minus należy ocenić stronę techniczną wydania - pomimo atrakcyjnego wyglądu i dobrej jakości papieru, książka jest niezbyt solidna i zaledwie po kilku latach stania na półce i może dwukrotnej lektury, ewidentnie zaczyna się rozklejać. Nie wiem, czy miałem w ręku felerny egzemplarza, czy też ta edycja jest tak nieschludnie wydana.
Qbajot - awatar Qbajot
ocenił na65 lat temu
Powrót niedoskonały Marcin Bruczkowski
Powrót niedoskonały
Marcin Bruczkowski
Ależ bałam się czytać tę książkę tuż po "Zagubionych w Tokio", którzy mnie troszkę zniechęcili do pióra autora. A wszystko przez te jego eksperymenty literackie z gatunkami! Zrobiłam sobie nawet przerwę czytelniczą od maratonu z jego twórczością, by dać sobie czas na urośnięcie ciekawości nad zniechęceniem i dowiedzieć się, w którą stronę pójdzie pisarstwo autora? W stronę "Bezsenności w Tokio" czy "Zagubionych w Tokio"? Mój powrót, pomimo zasianego defetyzmu w tytule, okazał się może nie doskonały, ale na pewno prawie doskonały. Dlaczego „prawie” napiszę później. Zacznę od wrażeń przyjemnych. Od radości, euforii i entuzjazmu i mruczenia pod nosem – nareszcie! W końcu wróciła stara, dobra, luzacka cecha stylu narracji, którą bardzo polubiłam w debiucie, czyli bardzo charakterystyczne, gajdzinowskie poczucie humoru, komentujące wszystkie wydarzenia i zdarzenia na styku dwóch, różnych kultur – japońskiej i polskiej. Zwanych przez głównego bohatera tej powieści, Michała, szoczkami kulturowymi, pod którymi kryła się "lekka nieswojość, kiedy ludzie reagują ciut inaczej, niż się spodziewamy, kiedy nie do końca rozumiemy, dlaczego tak właśnie reagują, i zaczynamy się zastanawiać, co zrobiliśmy nie tak". Chociaż w przypadku tej pozycji powinnam kolejność krajów podać odwrotnie, bo tym razem akcja działa się w Polsce, do której gajdzin Michał, wrócił po 18 latach pobytu w Japonii, próbując odnaleźć się w całkowicie nowej dla niego rzeczywistości. Odmiennej i zupełnie nieznanej mu z dwóch powodów. Pierwszym był obraz PRL-u, jaki zapamiętał z lat młodości, a drugim realia Japonii, które dobrze poznał, by żyć i przeżyć na obczyźnie. Między nimi ziała gigantyczna, biała plama Polski przeobrażeń od lat 80. do 2005 roku. Polski "Wielkiej Biedy, galopującej inflacji" czyniącej z Polaków milionerów niemogących tych milionów wydać. Polski z dziurą kulturową, językową i polityczną, którą uzupełniał przyśpieszonym kursem życia, czyniąc notatki pod wszystko mówiącą nazwą „Savoir-vivre polonais”, a konkretnie tworząc praktyczny słownik peerelowsko-trzeciorzeczpospolicki, którego ośmiostronicowa lektura nie tylko wywołała mój uśmiech, ale i była swoistym zwierciadłem naszej, polskiej mentalności, w którym z rozbawieniem i ciekawością przejrzałam się. Komentarze do mnogości rodzajów wzajemnych powitań Polaków – genialne! W poznawaniu tej nowej dla Michała Polski pomagał mu Japończyk poznany pod warszawskim… mostem. Jak się potem okazało jeden z wielu outsiderów robiących wspólnie interesy. Razem próbowali spiąć to, co kosmopolici nazywają staniem w rozkroku emocjonalnym – jedną nogą w ojczyźnie, a drugą nogą w ojczyźnie przybranej, bo "jak się raz wyobcujesz na obczyźnie, będziesz obcy. Już zawsze i wszędzie". W efekcie niespokojny duch gajdzina krążył od jednego kraju do drugiego, idealizując ten, w którym akurat go nie było. Przez dokładnie takie męki adaptacyjne przechodził Michał, dla którego początkowo optymistyczny powrót do wytęsknionego kraju, nie okazał się doskonały, a powrót do Japonii jeszcze bardziej przykry, by ostatecznie dojść do zrównującego oba kraje wniosku – "Japonia. Kraj ciekawy, jak Polska. Z ludźmi przesympatycznymi i mądrymi oraz z totalnymi chamami i kretynami. Jak Polska. Z przecudownymi zabytkami i śmietnikami przelewającymi się na ulicę. Jak Polska". To wyobcowanie i samotność człowieka dużo podróżującego, a w przypadku Michała, zmaganie się "z duchami Japonii i PRL-u", autor w tej powieści zaakcentował najsilniej, przy okazji bezlitośnie wytykając nasze, Polaków, przywary. Jednak za to, z jakim inteligentnym poczuciem humoru! Nie czułam się obrażona. Wręcz przeciwnie. Dobrze się bawiłam, przyznając spostrzeżeniom Michała rację. I w tym zakresie był to dla mnie powrót do twórczości autora, doskonały! Jednak tuż przed nim dodaję jednak słowo – „prawie”. A wszystko przez te eksperymenty literackie! Tym razem nie z gatunkami, ale z charakterystycznymi cechami literatury polskiej i japońskiej, czyli rzeczywistości PRL-u ze wstawkami onirycznymi do potęgi entej. Te ostatnie moja zaprzyjaźniona młodzież skrzętnie omijała, prosząc o wytłumaczenie wytłumaczenia autora umieszczonego w poksiążkowiu. Ja czytałam, ale miałam wrażenie, że niczego nie wnosiły do fabuły, a były tylko fanaberią, do której zresztą autor ma prawo, a z której wytłumaczył się w ten sposób – "Sny zawsze mnie fascynowały i o ile w poprzednich książkach pojawiały się sporadycznie, tutaj postanowiłem ich użyć do nadania całości rytmu…[…] Wykorzystałem przy tym pewną konwencję literatury japońskiej, w której sny często łączą nasz świat – realny – ze światem fantazji, widm i czwartego wymiaru, gdzie zdarza nam się nawet śnić… czyjś sen". Bardzo ciekawe założenie, ale jego wykonanie przypominało mi próbę połączenia wody z olejem. Możliwe do zrealizowania, ale trzeba mieć nie lada moc (czytaj – talent literacki),żeby to się udało. Chociaż mogę się mylić! Jeśli spojrzeć na doświadczenia autora, jego mentalne wymieszanie kulturowe, jego otwartość na nowe, chęć burzenia stereotypów i przekraczania barier oraz kreatywność, to być może to ja, czytelniczka, tkwię w zardzewiałych torach ustalonych podziałów. Być może mam do czynienia z nowym typem pisarza, do którego stylu trzeba się przyzwyczaić. Być może to wyobcowanie autora przekłada się również na jego twórczość – z jednej strony chętnie czytany, a z drugiej nie do końca rozumiany. (Kto się dopatrzył symboliki proroctw w snach – ręka do góry!) Czyżby fatum obcości, o którym tak wiele pisze? Na razie, posługując się językiem kulinarnym, zjadłam przepyszny sernik, z którego wydłubałam nielubiane rodzynki. naostrzuksiazki.pl
Maria Akida - awatar Maria Akida
oceniła na65 lat temu
Baśnie japońskie Royall Tyler
Baśnie japońskie
Royall Tyler
Pozycja ta zawiera zbiór baśni, o których autor dowiedział się od mieszkańców Japonii. Są one barwne, wręcz kolorowe, a przy tym śmieszne i pouczające. Sprawiają, że pobudzają naszą wyobraźnię do pracy, wpływają na ciekawość, a nawet odwołują się do naszych emocji. Płacz mężczyzny jest tutaj czymś normalnym, a wrzaski i krzyki kobiety czymś zwyczajnym. Świat magiczny przeplata się ze światem realnym w taki sposób, że od razu traktujemy oba jako jeden rzeczywisty. Jednakże baśnie bez postaci magicznych: bogów, demonów oraz zagubionych lub szukających zemsty dusz, byłyby nudne. W tej pozycji jest ich cała plejada. Są nawet oddzielne rozdziały im poświęcone: upiory, lisy (jedne z moich ulubionych),węże, demony, tengu, dzik i borsuk, żółwie i krab oraz smoki. O każdym bóstwie bądź zbłąkanej duszy po kilka baśni. Nie mamy do czynienia tylko z cesarzami, wielkimi władcami ale również z pospólstwem i ich problemami życia codziennego. Oczywiście co to byłyby za opowieści bez jakże ważnych w świecie Japonii mnichów. To właśnie głównie dzięki nim poznajemy Amidę, czy Kannona oraz w kółko wypowiadaną przez nich świętą sutrę lotosu. Więc jak można zauważyć dowiadujemy się z tych baśni doprawdy wiele. Odpowiadają one na różnorodne pytania: jak powstałych niektóre świątynie. Skąd wzięła się zemsta demonów. Jak odkryto złoża złota i skąd wziął się dym z góry Fuji. Historie o miłości bogów z śmiertelnikami. Dowiadujemy się kilku momentów z życia świętobliwych mnichów: Shoku, Seimei, Nihio. A żeby się w tym wszystkim połapać wystarczy przeczytać kilkadziesiąt pierwszych stron wyjaśniających, co, gdzie, kiedy i dlaczego, z kim, na co i po co. Religia, wierzenia, mity, legendy. Wszyściutko w jednej zgrabnej książce! Tylko pamiętajcie o jednym małym szkopule: są one tylko i wyłącznie dla dorosłych: 18+ widnieje na okładce Podsumowując: Baśnie, baśnie i baśnie!!! Cudowny świat, który poucza w jaki sposób zachowywać się wobec bogaczy, biednych i potrzebujących. Wartości moralne i społeczne przekazane w zaledwie jeden pozycji. Pamiętajcie! Kiedy staruszek poprosi Was o pomoc – może okazać się bogiem, który sowicie wynagrodzi za dobry uczynek! Więcej na: http://recenzjedevi.blogspot.com/2015/06/basnie-japonskie-royall-tyler.html Zapraszam!
DeVi - awatar DeVi
ocenił na710 lat temu
Japonia w sześciu smakach Anna Świątek
Japonia w sześciu smakach
Anna Świątek
Książka jest bardzo fajna (bez obrazy!) jak na lekturę w pociągu lub poczekalni, dla kogoś, kto chce poznać Kraj Kwitnącej Wiśni przystępnie, szczerze i kolorowo, bez pseudonaukowych analiz, ton bibliografii, "zarysowywania kontekstu historycznego" i dzielenia włosa na czworo. Główną z jej wad jest to, że... została zbyt dobrze wydana. Przez to jest jedna z najcięższych pozycji, jakie zabierałem w podróż (konkuruje z wagą aparatu fotograficznego z krótkim obiektywem). Twarde, solidne wydanie i dobra, uczciwa jakość papieru powodują też powstawanie na kartach odblasków przy czytaniu w mieszanym lub sztucznym oświetleniu. To, czemu służyć miała ta forma - czyli wysmakowany poziom zdjęć - pozostaje, niestety, jakby troszeczkę w tyle (żart autorki o tym, jak znakomitym jest fotografem odbieram jako ciepłą autoironię). Pojawiło się tutaj dużo (krzywdzących, moim zdaniem) opinii, że autorka ma rozbuchane ego. Czy piszą to jednak osoby, które doświadczyły tej głębokiej samotności i bycia zdanym wyłącznie na siebie w obcym kraju... lub mieście? Kiedy tylko to ego i dialog wewnętrzny chronią nas przed szaleństwem (tudzież zamarznięciem). Poza tym, odrobina kręgosłupa jest niezbędna do pisania w tak reportażowym stylu (patrz np. Mark Twain). Zaś reportażysta nie zawsze musi "obiektywnie" i po akademicku "mieć rację". Patrząc z innej strony, autorka, będąc atrakcyjną blondynką (173 cm wzrostu, 110/70/90),pokazuje się nam z twarzą zasłonięta włosami, albo okularami, albo na miniaturze wielkości znaczka pocztowego. Wiele osób uległoby tu tendencji do auto lansu... Czuje ból współpasażerów, gdy jej stopy cuchną tuńczykiem. Staje się żywą atrakcją turystyczną przyparta do muru przez jelonki. Tak chyba nie wygląda "przerośnięte ego"? Z trzeciej strony jednak, nawet tak miłej i uroczej dziewczynie pewnie nie oświadczyłbym się, gdyż w widać w jej postawie jak w lustrze nasze główne wady narodowe - tę subtelną nutkę chrześcijańskiego poczucia najlepszości, skłonność do cwaniactwa (gdy trzeba znaleźć miejsce w autobusie, w którym miejsc nie ma) i targowania się, w końcu nieobliczalność (wbicie się na imprezę pełną obcych mężczyzn?!;-)). Choć jestem w połowie lektury i nie wiem, czym autorka mnie jeszcze zaskoczy, zdecydowanie jednak wolę w tę podróż udać się z panią Anią, niż z jakimkolwiek ględzącym anglosasem lub (uchowaj Boże!) profesorem.
Jacek Z. - awatar Jacek Z.
ocenił na925 dni temu
W 80 dni dookoła świata (nie wyjeżdżając z Londynu) Jarek Sępek
W 80 dni dookoła świata (nie wyjeżdżając z Londynu)
Jarek Sępek
W zasadzie reportaż, chociaż ma już charakter historyczny. Na wzór Fileasa Fogga, bohatera powieści Juliusza Verne’a polski dziennikarz założył się, że w ciągu 80 dni zdobędzie nagrane próbki 80 języków … nie ruszając się z Londynu. Książka opisuje jak do tego dążył, z kim się spotykał i o jakie języki chodziło. Przy okazji autor przekazuje sporo ciekawostek na temat miasta a także nawiązuje do swojego literackiego pierwowzoru, który chociaż zapewne posiadał większe środki, lecz znacznie mniejsze możliwości techniczne potrzebne do wykonania swojego zadania. Czy mu się udało? Warto przeczytać. Moim zdaniem takie zadanie powinno być utrudnione poprzez eliminację pracowników przedstawicielstw dyplomatycznych, handlowych i korespondentów prasowych. Nie są imigrantami, nie płacą za swój pobyt i nie zawsze są w danym mieście lub państwie z wyboru. Jest to także ciekawy zapis momentu historycznego, z czasu krótko przez brexitem. Wielka Brytania nie obarcza jeszcze winą za swoją sytuację Unii Europejskiej i emigrantów z niej. Londyn jest przedstawiony jako modelowe wielokulturowe miasto bez jakiejkolwiek wzmianki, że to tylko największa spośród kilkudziesięciu takich plam w UK w morzu raczej biernej niechęci. Książkę zamyka spis języków i osób, od których autor pobrał próbki. Ostatnia pozycja należy do przedstawiciela języka angielskiego, którym jest … Michael Pallin, jeden z członków grupy Monty Pythona.
Aguirre - awatar Aguirre
ocenił na65 lat temu

Cytaty z książki Życie jak w Tochigi. Na japońskiej prowincji

Bądź pierwszy

Dodaj cytat z książki Życie jak w Tochigi. Na japońskiej prowincji