-
Artykuły
Czytamy w weekend. 10 kwietnia 2026
LubimyCzytać411 -
Artykuły
Nadciąga Gwiazdozbiór Kryminalny!
LubimyCzytać7 -
Artykuły
Wiosna z książką – kwietniowe premiery, które warto poznać
LubimyCzytać14 -
Artykuły
"Dom bestii" - jak ofiara zamienia się w kata. Akcja recenzencka do nowej książki Katarzyny Bondy!
LubimyCzytać12
forum Oficjalne Akcje i konkursy
Panie władzo, to nie ja! - wygraj książkę "Wtyczka".
Wzorowa studentka Sarie Holland zostaje zatrzymana przez policję, kiedy wyświadcza przysługę swojemu chłopakowi. Podrzuca go pod jakiś podejrzany adres na przedmieściach Filadelfii. Okazuje się, że policja urządziła tam zasadzkę. Chłopak ucieka z samochodu, nie oglądając się na Sarie, a dziewczyna zostaje z przesyłką narkotyków. Sarie nie chce go wydać, ale też nie uśmiecha się jej przyszłość w więzieniu, dlatego zgadza się na współpracę z policją. Zostaje OZI (osobowe źródło informacji - w terminologii policyjnej tajny współpracownik).
Sarie przypadkowo wplątuje się w sprawę handlu narkotykami. Opiszcie sytuację, w której - w wyniku dziwnego splotu wydarzeń - zostajecie posądzeni o, no cóź, zachowanie niezgodne z prawem. Nie szczędźcie humoru! :)
Czekamy na teksty o długości nieprzekraczającej 1500 znaków ze spacjami.
Nagrody
Autorzy pięciu najciekawszych tekstów otrzymają egzemplarz książki.
Wtyczka
Autor : Duane Swierczynski
Regulamin
- Konkurs trwa 21 czerwca do 28 czerwca włącznie. W konkursie mogą wziąć udział jedynie osoby posiadające adres korespondencyjny w Polsce i posiadające konto na portalu lubimyczytać.pl.
- Prace zamieszczane na serwerze portalu powinny spełniać następujące wymagania: Maksymalna waga ilustracji - 100 KB. Maksymalna szerokość - 300 px. Format pliku graficznego: .jpeg. Wymagania nie dotyczą grafik pochodzących z serwerów zewnętrznych
- Odpowiedzi muszą być napisane samodzielnie. Kopiowanie części lub fragmentów tekstów, recenzji innych osób jest zabronione. Teksty nie mogą przekraczać 1500 znaków ze spacjami.
- Każdy użytkownik może zgłosić tylko jedną pracę.
- Zwycięzców wybiera administracja serwisu lubimyczytać.pl. Decyzja jest nieodwołalna.
- Dane osobowe uczestnika (imię, nazwisko, adres korespondencyjny i numer telefonu) przetwarzane będą przez administratora serwisu lubimyczytać.pl w celu przeprowadzania konkursu, wysyłki nagród oraz analizy i statystyki . Dane osobowe zwycięzcy mogą zostać przekazane w celu wysyłki nagrody partnerowi konkursu - Wydawnictwo RM. Więcej informacji o przetwarzaniu Twoich danych osobowych znajdziesz w naszej Polityce prywatności.
- Adres i numer telefonu zwycięzcy powinien zostać nadesłany do dwóch tygodniu od daty ogłoszenia wyników konkursu. Po tym terminie administracja lubimyczytać.pl dopuszcza wybór kolejnego laureata lub nieprzyznanie nagrody.
odpowiedzi [27]
Konkurs został zakończony. Za wszystkie odpowiedzi dziękujemy!
Wybraliśmy zwycięskie prace:
anin
Lancasterka
Alinea
Dominika
Dolores
Serdecznie gratulujemy! Z laureatami skontaktujemy się bezpośrednio.
Konkurs został zakończony. Za wszystkie odpowiedzi dziękujemy!
Wybraliśmy zwycięskie prace:
anin
Lancasterka
Alinea
Dominika
Dolores
Serdecznie gratulujemy! Z laureatami skontaktujemy się bezpośrednio.
Kiedy możemy się spodziewać wyników?
Kiedy możemy się spodziewać wyników?
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam
Konkurs zakończony.
Dziękujemy za wszystkie odpowiedzi.
Zwycięzców wyłonimy niebawem.
Konkurs zakończony.
Dziękujemy za wszystkie odpowiedzi.
Zwycięzców wyłonimy niebawem.
Czerwcowy wieczór był jednym z tych przewidywalnych wieczorów, które zaskoczyć mogły jedynie oberwaniem się chmury, a i to można było za wczasu przewidziec jeśli nie ma się -6 dioptri. Mijając studentów pobliskiej uczelni, trzymających swoje dyplomy niczym pochodnia olimpijska pomyślałem o wolności, którą teraz mają. Biorę ją haustami. Ich uczucie wolności ma się nijak do tego które odczuwam w tej chwili. Dowodem tego jest grymas pojawiający się na twarzach, gdy się mijamy. To zazdrość. Rozpoznaje te negatywne uczucie. Jeśli wątpią w swoją wolność to tak na prawde nie są wolni. Przynajmniej nie tak jak ja. Nie tylko studenci, ale i również okoliczni sklepikarze w podeszłym wieku. -Jezu jak ja nie nawidzę tych ludzi. - Pomyślałem. Socjazlim już ich tak stworzył. Wpoił im to, że wolność jest czymś czego trzeba unikać i najlepiej jak najszybciej udać się z uprzejmym donosem jeśli widzą kogoś szczęśliwego. Mimo to czuję jakbym lewitował pomiędzy asteroidami, a one i tak nic nie mogą mi zrobić. Nic ! Idąc dalej, unoszę ręcę i wydaję z siebie krzyk niepohamowanego entuzjazmu, krzyk Wolności! Kątem oka widzę jak kobieta podziela moje samopoczucie. Uśmiech jak banan od ucha do ucha, chociaż widać też lekki rumienieć na jej twarzy. Czy to wolność ją tak zawstydziła ? Słyszę kroki zmieniające się w bieg. Po chwili coś ciężkiego uderza we mnie i powala na ziemię. Czy to jedna z tych asteroid ? Ktoś splata moje ręcę w oklicach kości ogonowej. Ten sam "ktoś" stanowczo, ale z próbą utrzymania powagi mówi mi: - To pan nie wie, że ekshibicjonizm jest przestępstwem ? Zwłaszcza w centrum miasta ?
Czerwcowy wieczór był jednym z tych przewidywalnych wieczorów, które zaskoczyć mogły jedynie oberwaniem się chmury, a i to można było za wczasu przewidziec jeśli nie ma się -6 dioptri. Mijając studentów pobliskiej uczelni, trzymających swoje dyplomy niczym pochodnia olimpijska pomyślałem o wolności, którą teraz mają. Biorę ją haustami. Ich uczucie wolności ma się nijak do...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniejPewnego dnia postanowiłam kupić żarówki w hipermarkecie budowlanym (zielony napis, dwa słowa zaczynające się na L i M). Nie znam się w ogóle na takich produktach, więc wzięłam stare, zużyte żarówki, żeby kupić dokładnie takie same. Jednak, o zgrozo, nie powiedziałam o niczym ochroniarzowi. Stwierdziłam, że chyba nikt nie oskarży mnie o kradzież przepalonych żarówek. Chodziłam po sklepie jakiś czas, zanim trafiłam do właściwego działu. Wiadomo, nie dość, że kobieta, to jeszcze z kompletnym brakiem orientacji w terenie. W końcu stanęłam przed żarówkami. Patrzyłam i patrzyłam, w końcu wyciągnęłam z torebki stare żarówki wraz z pogniecionym pudełkiem i zaczęłam porównywać oznaczenia. W końcu po długiej batalii wygrałam. Włożyłam nowe żarówki do koszyka, stare do torby i spokojnym krokiem zmierzałam do kasy. Zapłaciłam i … za kasą czekali na mnie poważni panowie. Uprzejmie, acz stanowczo zaprowadzili mnie do jakiegoś pokoiku. Po pokazaniu im przepalonych żarówek i pogniecionych pudełek, i im, i mnie zrobiło się głupio. Przeprosili i ostrzegli, żebym na przyszłość nie robiła takich rzeczy i zawsze zgłaszała takie zakupy ochronie.
Pewnego dnia postanowiłam kupić żarówki w hipermarkecie budowlanym (zielony napis, dwa słowa zaczynające się na L i M). Nie znam się w ogóle na takich produktach, więc wzięłam stare, zużyte żarówki, żeby kupić dokładnie takie same. Jednak, o zgrozo, nie powiedziałam o niczym ochroniarzowi. Stwierdziłam, że chyba nikt nie oskarży mnie o kradzież przepalonych żarówek....
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniej
W sobotę podczas zakupów spożywczych w markecie zostałam osądzona o kradzież.
Podczas wyjścia z marketu przy bramkach włączył się okropny, głośny dźwięk, od którego zabolały uszy.
- Chodź, kochanie, jedziemy do domku. - powiedziałam do dwuletniej bratanicy, która była ze mną w sklepie.
- Stać!!! - wydarł się ktoś z tyłu.
Okazało się,że to podobno ja coś ukradłam!
Kolejne godziny spędziłam na przesłuchaniu przez ochroniarza, który przeszukał moje rzeczy.
"Przecież to jakiś cyrk..." - pomyślałam.
Tłumaczyłam mu setki razy, że nic nie ukradłam. Nie wierzył.
- Ciocia, lala! - bratanica wyciągnęła ukrytą pod bluzą niedużą lalkę.
- Och, skarbie...- zaczęłam się głośno śmiać.
A więc złodziejem była dwuletnia blondyneczka o pięknym uśmiechu...
W sobotę podczas zakupów spożywczych w markecie zostałam osądzona o kradzież.
Podczas wyjścia z marketu przy bramkach włączył się okropny, głośny dźwięk, od którego zabolały uszy.
- Chodź, kochanie, jedziemy do domku. - powiedziałam do dwuletniej bratanicy, która była ze mną w sklepie.
- Stać!!! - wydarł się ktoś z tyłu.
Okazało się,że to podobno ja coś ukradłam!
Kolejne...
Siedzę na komisariacie już godzinę i nadal czekam. Nikt nie chce się mną zająć więc pytam się :
- Może byście powiedzieli za co mnie zatrzymaliście?
- Proszę czekać, za chwilę ktoś się panem zajmie- słyszę
Gdy w końcu przychodzi funkcjonariuszka i to w dodatku ładna moje napięcie trochę spada. Bałem się że trafię na jakiegoś gbura, który nie będzie miał dla mnie litości. Taka ładna kobieta na pewno jest miła i będzie wyrozumiała dla mnie cokolwiek by się okazało, że zrobiłem. Uśmiecham się więc do niej a w odpowiedzi słyszę :
-Został pan zatrzymany pod zarzutem napastowania
Uśmiecham się jeszcze bardziej.
- Pani żartuje, to jakaś chyba pomyłka
-Pani Małgorzata M. zgłosiła na pana skargę. Dręczył ją pan.
- Znamy się z Gosią, to na pewno pomyłka.
- To w takim razie jak pani Małgorzata ma na nazwisko?
-No …. w sumie to znamy się tylko z widzenia
- Sąsiadki pani Małgorzaty zeznały, że zachowywał się pan podejrzanie, wyczekiwał pod blokiem – otwierał im furtkę a jednej z sąsiadek chciał pan wyrwać zakupy
-Czy aresztuje mnie pani za bycie miłym? A zakupy chciałem pomóc nieść, to ta wredna ruda baba oskarżyła mnie o próbę kradzieży- odpowiadam nie wytrzymując już tego
- Proszę się uspokoić- mówi policjantka- widzę że jest pan także agresywny
- Chciałem porozmawiać z Gosią bo podoba mi się jej siostra a dawno jej nie widziałem- jej siostry- chciałem ją poprosić o numer telefonu
- Siostra pani Małgorzaty jest niepełnoletnia. Dosyć tego zboczeńcu. Posiedzisz sobie, oj posiedzisz.
Kurcze może to nie była jej siostra, przecież znam Gosię tylko z widzenia. Musiała to być jej koleżanka. No – tak się kończy zgrywanie Romea w dzisiejszych czasach
Siedzę na komisariacie już godzinę i nadal czekam. Nikt nie chce się mną zająć więc pytam się :
- Może byście powiedzieli za co mnie zatrzymaliście?
- Proszę czekać, za chwilę ktoś się panem zajmie- słyszę
Gdy w końcu przychodzi funkcjonariuszka i to w dodatku ładna moje napięcie trochę spada. Bałem się że trafię na jakiegoś gbura, który nie będzie miał dla mnie litości....
Noc Halloween. Możemy wtedy na jedną noc stać się czymś innym, a także jeść bez wyrzutów sumienia tyle słodyczy, ile tylko jesteśmy w stanie zmieścić. Istnieje jednak inna grupa ludzi, która uważa Halloween za demoniczne święto, podczas którego składa się ofiary z dzieci i przyzywa szatana. To będzie opowieść o tej drugiej grupie ludzi, przez których o mało co nie skończyłam w kryminale...
Zapadał już zmrok, a mroźne powietrze otulała lekka mgła. Jako, że chciałam być już jak najszybciej w domu znajomych na imprezie kostiumowej, postanowiłam pójść drogą na skróty i wybrałam się przez pobliski cmentarz. Przebrana byłam za wampira, tak, niezwykle oryginalne. Rozkoszując się klimatem melancholii i nostalgii, nagle usłyszałam przeraźliwy, pełny przerażenia krzyk.
-To on! Na miłość boską, łapcie go!
Troje policjantów, nim się zdążyłam obejrzeć, stało wokół mnie, silnie trzymając. Byłam przerażona, nie rozumiałam co się stało. Zza panów wyszła mała, starsza kobiecina z różańcem w ręku, którym, jak boga kocham, zaczęła mnie straszyć mamrocząc przy tym. Jak się okazało, obwiniona zostałam za porwanie i chęć złożenia w ofierze jej wnuczka. Sprawa szybko się wyjaśniła, gdyż okazało się, że wnuczek po prostu poszedł odwiedzić przypadkowe groby. Przeprosin nie usłyszałam, jedynie surową reprymendę od policjantów, że straszę ludzi. Po latach śmieję się z tej sytuacji, ale wtedy odechciało mi się przebieranek, a na cmentarz przed długi czas nie zaglądałam.
Noc Halloween. Możemy wtedy na jedną noc stać się czymś innym, a także jeść bez wyrzutów sumienia tyle słodyczy, ile tylko jesteśmy w stanie zmieścić. Istnieje jednak inna grupa ludzi, która uważa Halloween za demoniczne święto, podczas którego składa się ofiary z dzieci i przyzywa szatana. To będzie opowieść o tej drugiej grupie ludzi, przez których o mało co nie...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniej
— Kolejny raz Panu powtarzam, że to nie ja. — założyłam buntowniczo ręce na piersi co przyszło mi z trudem, a ostatecznie wyglądałam jak mumia w grobowcu.
— Ależ ja naprawdę Ci wierzę. Tylko mój szef nie potrafi zrozumieć że ukradła Pani należącą do niego od wielu pokoleń złotą łyżeczkę.
— A na co mi ta łyżka? — prychnęłam, chociaż moja sytuacja z sekundy na sekundę pogarsza się coraz bardziej.
— Ty mi powiedz. — jego czarny długopis zamarł nad otwartym notesem. Tak, możliwe że wielu ludzi mogło podejrzewać że to ja stoję za tą kradzieżą, ale to naprawdę nie ja. Mimo nagrań monitoringu w domu policjanta, które wskazywały na mnie prawdziwa wersja wydarzeń była, łagodnie mówiąc absurdalna. Zaczynając od znalezienia czarnego kamienia podczas jednej z wycieczek po górach, kończąc na uwolnieniu demona, który sklonował moje ciało, by się zemścić, i uwolnić swoją armię z Piekieł dzieki złotej łyżeczce. Westchnęłam, patrząc na chłopaka z którym chodziłam dawniej do klasy i, chyba, nawet go polubiłam.
— Jay, powiem Ci prawdę bo chyba tylko ty możesz mi pomóc. Otóż, pewnego dnia...
— Kolejny raz Panu powtarzam, że to nie ja. — założyłam buntowniczo ręce na piersi co przyszło mi z trudem, a ostatecznie wyglądałam jak mumia w grobowcu.
— Ależ ja naprawdę Ci wierzę. Tylko mój szef nie potrafi zrozumieć że ukradła Pani należącą do niego od wielu pokoleń złotą łyżeczkę.
— A na co mi ta łyżka? — prychnęłam, chociaż moja sytuacja z sekundy na sekundę...
Było to w liceum, na lekcji fizyki. Nauczycielka, która uczyła mnie tego przedmiotu była postrachem wszystkich uczniów, nauczycieli, a nawet dyrektor się jej bał. Niektórzy uczniowie nawet zmieniali szkołę lub klasę byle nie mieć z nią zajęć. Orłem z fizyki nie byłam, ale całkiem kiepska też nie. Zwykle ze sprawdzianów miałam 3 lub 3+. Owa nauczycielka miała taki system, że gdy ktoś zwykle miał złe oceny a nagle dostał 4 lub 5 wzywała go do tablicy by jeszcze raz rozwiązał zadanie ze sprawdzianu. Jak rozwiązał dobrze (co się zresztą nikomu nie udało) dostawał tą ocenę, jak źle sprawdzian pisał jeszcze raz.
Lekcja fizyki. Nauczycielka rozdaje sprawdzone sprawdziany i zaczyna po kolei wzywać osoby do tablicy, które dostały zbyt dobrą ocenę. Oczywiście nikt nie potrafi poprawdzie rozwiązać zadania. Ja dostałam 4+ i nagle słyszę głos nauczycielki
-Iwa_90 DO TABLICY.
Moje serce zamarło. Oznaczało to, że nauczycielka posądziła mnie o ściąganie i będę musiała przed tablicą udowodnić swoją niewinność. Wstaję powoli od stolika, gdy słyszę głos nauczycielki
-JEDNAK NIE, SIADAJ.
Usiadłam z poczuciem ulgi. Już więcej nie dostałam ze sprawdzianu 4.
Było to w liceum, na lekcji fizyki. Nauczycielka, która uczyła mnie tego przedmiotu była postrachem wszystkich uczniów, nauczycieli, a nawet dyrektor się jej bał. Niektórzy uczniowie nawet zmieniali szkołę lub klasę byle nie mieć z nią zajęć. Orłem z fizyki nie byłam, ale całkiem kiepska też nie. Zwykle ze sprawdzianów miałam 3 lub 3+. Owa nauczycielka miała taki system, że...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniejTo było dawno temu zaznaczę, siedzieliśmy w parku grupka młodocianych, popijaliśmy piwo i dobrze bawiliśmy się. Nagle podchodzi pan w garniturze pod krawatem z teczką wywołując w nas nielada popłoch, i zwolnienie akcji serca - po czym pan pyta " przepraszam, czy mógłbym pozbierać butelki?.
To było dawno temu zaznaczę, siedzieliśmy w parku grupka młodocianych, popijaliśmy piwo i dobrze bawiliśmy się. Nagle podchodzi pan w garniturze pod krawatem z teczką wywołując w nas nielada popłoch, i zwolnienie akcji serca - po czym pan pyta " przepraszam, czy mógłbym pozbierać butelki?.
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam
-Zatrzymać się! Usłyszałam za plecami męski głos.
Nie wiedząc o co chodzi, zatrzymałam motocykl i zeszłam z niego.
- Jest Pani oskarżona o przemyt narkotyków- powiedział całkiem przystojny funkcjonariusz policji.
- Że co?! - prawie na niego krzyknęłam.
- Wszystko Pani wyjaśnie na komisariacie, proszę za mną jechać. - usłyszałam i pomyślałam "Tylko nie to i to w dzień mojego ślubu"...
Docierając na miejsce bardzo się zdziwiłam. Okazało się, że to była pomyłka. Kobieta poszukiwana może była podobna, ale żeby pomylić nazwisko Szura ze Szczura.
Takie przygody w tak ważnym dniu, mam nadzieję że nikomu więcej się nie przydażą.
-Zatrzymać się! Usłyszałam za plecami męski głos.
Nie wiedząc o co chodzi, zatrzymałam motocykl i zeszłam z niego.
- Jest Pani oskarżona o przemyt narkotyków- powiedział całkiem przystojny funkcjonariusz policji.
- Że co?! - prawie na niego krzyknęłam.
- Wszystko Pani wyjaśnie na komisariacie, proszę za mną jechać. - usłyszałam i pomyślałam "Tylko nie to i to w dzień...
Moja historia miała miejsce w Norwegii. Znalazłam wówczas super płatną, prestiżową robotę, której najwięksi biznesmeni skorzy byliby pozazdrościć! A mianowicie - zbieranie truskawek... Skandynawia piękne rejony i niestety niesamowicie drogie, zatem w sklepach trzeba było liczyć każdy grosz. Moja przygoda z prawem miała miejsce właśnie w supermarkecie. Razem z resztą biednych polaczków staliśmy już przy kasie, kiedy góra naszego najtańszego jedzenia zawaliła się na taśmie i zakupy skasowane z nieskasowanymi się pomieszały. Wspólnie z panią kasjerką skrupulatnie zebrałyśmy wszystko do kupy, rozliczyłyśmy się, a ja z moimi koleżkami z roboty ruszyliśmy w stronę wyjścia. I wtedy zapikało. Alarm się włączył, czerwone światła rozświetliły, a ku obronie prawa ruszył w naszą stronę ochroniarz. I tak oto na oczach pracowników sklepu, moich znajomków i wszystkich randomowych w sklepie ludzi z mojej torby została wyciągnięta paczka prezerwatyw, które rzekomo ukradłam. Moja twarz była niczym innym jak czereśnią, a kolor zapadł się w tkankę tak głęboko jakby nigdy nie miał już powrócić do naturalnego beżu. Oczywiście gumki zawieruszyły się podczas zamieszania przy taśmie, za co poręczyła pani kasjerka. I mimo, że prezerwatywy wróciły z powrotem na sklepową półkę, wstyd i upokorzenie towarzyszą mi do dnia dzisiejszego.
Moja historia miała miejsce w Norwegii. Znalazłam wówczas super płatną, prestiżową robotę, której najwięksi biznesmeni skorzy byliby pozazdrościć! A mianowicie - zbieranie truskawek... Skandynawia piękne rejony i niestety niesamowicie drogie, zatem w sklepach trzeba było liczyć każdy grosz. Moja przygoda z prawem miała miejsce właśnie w supermarkecie. Razem z resztą...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniej
Bydgoszcz, czerwiec 2010
- Przykro mi! musicie się stąd wyprowadzić - podniosła głos młoda właścicielka mieszkania.
- Ale dlaczego? miałyśmy przecież jeszcze zostać na następny rok - powiedziała zaskoczona wizytą kobiety jedna ze studentek.
- Dlatego, że umawiałyśmy się, że nie będą tu spali żadni mężczyźni! - krzyknęła, a niesforne loki zaczęły opadać jej na twarz.
Współlokatorki spojrzały po sobie. Wszystkie dobrze wiedziały, że chodzi o chłopaka jednej z nich, który od kilku miesięcy prawie w każdy weekend nocował w tym mieszkaniu. _________________________________________________________
Następnego dnia koleżanka, z którą mieszkałam przestała się do mnie odzywać. Zapytałam o co chodzi. Odparła z zarzutem: "to ty jej powiedziałaś!" Byłam w szoku. Nigdy na nikogo nie donosiłam. Nawet nie przyszłoby mi do głowy to, by informować właścicielkę mieszkania o tym, że u Aśki śpi chłopak. Powiedziałam żeby mnie nie osądzała skoro nie wie jak było, ale ona wiedziała "lepiej". Wysunęła ten wniosek na podstawie tego, że my znałyśmy się najdłużej.
Kiedy tydzień później oddawałyśmy klucze właścicielce mieszkania, przyznała się, że sąsiedzi z naprzeciwka donieśli jej o "dodatkowym lokatorze". Od tamtego momentu nie mam z koleżanką kontaktu. Nasze drogi się rozeszły. Nie zrobiłam nic złego, ale musiałam ponieść konsekwencje czyjegoś zachowania. Może tu nie chodziło o zachowanie niezgodne z prawem, ale już o kwestie moralno-lojalno-etyczne na pewno.
Bydgoszcz, czerwiec 2010
- Przykro mi! musicie się stąd wyprowadzić - podniosła głos młoda właścicielka mieszkania.
- Ale dlaczego? miałyśmy przecież jeszcze zostać na następny rok - powiedziała zaskoczona wizytą kobiety jedna ze studentek.
- Dlatego, że umawiałyśmy się, że nie będą tu spali żadni mężczyźni! - krzyknęła, a niesforne loki zaczęły opadać jej na twarz.
...
Dzień był całkiem udany. Myślałam więc jak sprawić, żeby był perfekcyjny. Lipcowy, późny wieczór aż prosił się o doprawienie odrobiną słodyczy w postaci dwóch tłuściutkich pączuszków. Zjechałam więc z trasy do domu i zaparkowałam na wielkim parkingu pod supermarketem. Udało się, tuż przed zamknięciem cukierni! Zdobyłam "koronację" mojego dnia i z radością wsiadłam do samochodu, żeby udać się w stronę domu. Ruszyłam z miejsca i nagle mój samochód zamienił się w radośnie wyjący i na żółto pobłyskujący jarmark na kółkach. Nie mogłam zrozumieć, dlaczego w trakcie jazdy w samochodzie włączył się alarm... Wpadłam w panikę i zjechałam na kolejne miejsce parkingowe. Wysiadłam z samochodu i zaczęłam krążyć wokół niego naciskając na przycisk kluczyka i błagając o rychły koniec tego przedstawienia. Nic. Odbiegłam na bok, żeby zadzwonić. Oczywiście nikt nie odbiera, kiedy jest taka potrzeba. Kusiło mnie, żeby porzucić samochód i zwiać jeszcze dalej. Uległam próbie ucieczki, ale odrobina rozwagi w mojej głowie kazała mi wrócić. Niestety, nie tylko ja postanowiłam przybyć na miejsce. Zjawiło się tam też dwóch policjantów. Nie do końca chcieli uwierzyć, że samochód jest mój. Obserwowali mnie od dłuższej chwili i dopiero teraz zrozumiałam, że moja irracjonalna ucieczka z telefonem raczej nie poprawiła mojej wiarygodności. Musiałam pokazać wszystkie dokumenty w asyście wyjącego samochodu i zbierającej się licznie publiczności. Byłam prawdopodobnie bardziej czerwona niż nadzienie moich pączków, które jakimś cudem ściskałam w ręce. Musiałam wyglądać beznadziejnie. Teraz już we trójkę krążyliśmy (to znaczy ja i policjanci, pączków nie liczę) obok samochodu próbując uciszyć sytuację. Nie wiedziałam kto czuje się bardziej bezradny- ja czy te dwa dryblasy uzbrojone po uszy i rzekomo znające się na samochodach. I wtedy do akcji wkroczyła babuleńka. Mała, pomarszczona, lecz z bagażem przeżyć na karku. Otworzyła klapę od silnika i przywaliła nią z całej siły, aż cały samochód się zatrząsł i... zamilkł. Bąknęła tylko pod nosem, że "jej stary też miał takie auto" i ze stoickim spokojem oddaliła się w tylko sobie znanym kierunku. Dziękowałam jej w duchu odjeżdżając w stronę domu. Siedząc już na kanapie przed telewizorem zauważyłam, że nie ma ze mną pączków. Dzień oceniłam jako umiarkowanie średni i poszłam spać.
Dzień był całkiem udany. Myślałam więc jak sprawić, żeby był perfekcyjny. Lipcowy, późny wieczór aż prosił się o doprawienie odrobiną słodyczy w postaci dwóch tłuściutkich pączuszków. Zjechałam więc z trasy do domu i zaparkowałam na wielkim parkingu pod supermarketem. Udało się, tuż przed zamknięciem cukierni! Zdobyłam "koronację" mojego dnia i z radością wsiadłam do...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniej
Idę spokojnie ulicą, a tu nagle zza rogu wyskakuje człowiek z torebką w ręku.
-Trzymaj to! - woła i wciska mi torebkę na siłę. Zamurowało mnie i szczerze mówiąc mój umysł nie był w stanie pracować. Oczywiście chwilę po tym zza tegoż samego rogu wyłania się dwóch zdyszanych i mokrych od potu stróżów prawa.
-To złodziejka! Ukradła torebkę! Zmusiła mnie do kradzieży! Ona jest wszystkiemu winna! Zostanę świadkiem koronnym! - krzyczał człowiek, który wcisnął mi siłą torebkę jeszcze 30 sekund temu.
-Zaraz. Że co? - wydusiłam coś w końcu z siebie.
-Dobrze, że akurat mamy dwie pary kajdanek.
-Ja nie... Że co? - nadal nie dowierzałam w odgrywającą się właśnie scenę.
-Pójdziecie z nami oboje. - Nakazał stróż prawa, podczas gdy drugi, który pełnił rolę chyba czegoś na kształt sekretarza zapisywał wszystko co widział i słyszał. Nie zdziwię się, jeśli nie szczędził słów na opisanie pęknięcia w chodniku pod moimi stopami. To może też była moja wina? W każdym razie jestem dość wiernie i ufnie nastawiona do panów mundurowych, więc zaczynam się tłumaczyć.
-Panowie, ale o czym my tu w ogóle mówimy? Przecież to jest niedorzeczne. Czy ja wyglądam, jakbym mogła zlecić kradzież torebki? Jestem niewinna, to oczywiste.
-Idź do więzienia panienko, tam są sami niewinni - powiedział stróż kończąc mówić przez megafon i memląc cygaro w ustach jakby naoglądał się zbyt dużo westernów.
Wtedy dobiega do nas staruszka.
-Moja torebka! Zamknijcie ich wszystkich! Ale z panów policjantów mili chłopcy. Przecież ja bez niej to jak bez ręki. Wyszarpnęła mi ją z ręki zawadzając o mój paznokieć, więc dziurka, która zrobiła się prawdopodobnie podczas ucieczki prawdziwego i jedynego złodzieja powiększył się i wypadło z niej kilka małych paczuszek białego proszku.
Stróże prawa byli zmieszani chyba jeszcze bardziej niż ja i nic dziwnego. Ten młodszy, który jako pierwszy odzyskał trzeźwość umysłu podszedł do radiowozu, wyjął z ręki starszego radio i powiedział:
-Centrala? Potrzebujemy więcej kajdanek.
Oczywiście tłum gapiów zdążył zwiększyć się do rozmiarów kolejek u lekarza za kasę chorych, więc ucieczka nie wchodziła w grę.
Potem okazało się, że muszę zeznawać w sądzie w sprawie narkotyków (bo skoro chciałam tę torbę, to pewnie też dilerka).
Teraz właśnie siedzę na korytarzu przed salą rozpraw i zastanawiam się co powie sędzia na tę pokręconą historię.
Idę spokojnie ulicą, a tu nagle zza rogu wyskakuje człowiek z torebką w ręku.
-Trzymaj to! - woła i wciska mi torebkę na siłę. Zamurowało mnie i szczerze mówiąc mój umysł nie był w stanie pracować. Oczywiście chwilę po tym zza tegoż samego rogu wyłania się dwóch zdyszanych i mokrych od potu stróżów prawa.
-To złodziejka! Ukradła torebkę! Zmusiła mnie do kradzieży! Ona jest...
Korytarze jednej z Białostockich szkół jak codziennie zapełnione są po brzegi uczniami. Jak co dzień patrzysz w dół, aby zobaczyć ten sam widok- każdy w zmienionych butach, wedle jednego z regulaminowych przykazań... Chwila! Buty! Zapomniałeś butów. E tam, co może Ci grozić? Otóż nie. Buty tekstylne z białą podeszwą. Świętość. Artefakt. Dlaczego? Żeby korytarze nie były brudne? To coś więcej. Dusza szkoły. Niektóre mają wysoki poziom, ładny design, a my? Tekstylne buty z białą podeszwą. Nad których noszeniem czuwa legenda dyrekcji, zwany żartobliwie Wojownikiem Tekstylności. Postrach.
Chwila, w której widzisz czubki swoich niezmienionych butów, to moment w którym orientujesz się, że kłopoty są blisko. Kapitan Bucior- od teraz tak się nazywasz. Łazienka jest na drugim końcu holu. Rozglądasz się i skradasz, kryjąc adidasy, wśród tłumu tenisówek. Czarne adidasy. Białe tenisówki. Brzmi... źle, ale udaje się! Wskakujesz do łazienki i już masz dzwonić do kumpla po pomoc, kiedy z hukiem wpada sprzątaczka. Fartuszek w kropki zdaje się najgroźniejszym w całym budynku. Rozglądasz się. Czujesz zapach dymu, znikąd pojawia się kilku chłopaków. Czym są twoje tłumaczenia? Niczym. Kapitan Bucior- perfekcyjna porażka. To nazwa tej historii. U Dyrektora twoje adidasy rzucają się w oczy już na wejściu. W efekcie masz dwie wpadki w cenie jednej, a kolejne próby tłumaczeń spełzają na niczym. Morał przekazujesz dalej- kochani, zmieniajcie buty i nie chodźcie do szkolnych toalet. Na prawdę.
Korytarze jednej z Białostockich szkół jak codziennie zapełnione są po brzegi uczniami. Jak co dzień patrzysz w dół, aby zobaczyć ten sam widok- każdy w zmienionych butach, wedle jednego z regulaminowych przykazań... Chwila! Buty! Zapomniałeś butów. E tam, co może Ci grozić? Otóż nie. Buty tekstylne z białą podeszwą. Świętość. Artefakt. Dlaczego? Żeby korytarze nie były...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniej
Pamiętam taka sytuację aż zbyt dobrze, ponieważ była ona jednocześnie chyba najbardziej żenującą w moim życiu.
Wieczór. Stoję grzecznie na przystanku, zero ludzi dookoła, za plecami trawnik. Nogi po chodząco-stojącej pracy bolą mnie niemiłosiernie, a na domiar złego mój autobus nie raczył się zjawić i muszę czekać kolejne pół godziny na następny. Szukam sposobu, jak ulżyć zmęczonym mięśniom. Drepczę sobie w miejscu, przestępuję z nogi na nogę, chodzę w tę i z powrotem. W końcu się poddaję, nie wytrzymam dłużej! Kucam, opierając brodę na rękach a łokcie na kolanach. Mało dostojna pozycja, ale jak to się mówi, tonący brzytwy się chwyta. Patrzę przed siebie i już po chwili mój zmęczony umysł odpływa gdzieś daleko.
- Co pani robi?! - krzyczy ktoś z daleka, o mało nie wywołując u mnie zawału serca.
Rozglądam się przestraszona, a tu leci do mnie dwóch policjantów. O co im chodzi? Zanim dobiegli, zdążyło mnie olśnić. Na swoje nieszczęście mam na sobie beżowe leginsy, które z daleka wyglądają jakby ich nie było. Do tego odpowiednia, bo kucająca pozycja i... Cóż, chyba nie muszę dopowiadać, o co mnie posądzono. Niby nieporozumienie, ale myślałam, że zapadnę się pod ziemię!
Pamiętam taka sytuację aż zbyt dobrze, ponieważ była ona jednocześnie chyba najbardziej żenującą w moim życiu.
Wieczór. Stoję grzecznie na przystanku, zero ludzi dookoła, za plecami trawnik. Nogi po chodząco-stojącej pracy bolą mnie niemiłosiernie, a na domiar złego mój autobus nie raczył się zjawić i muszę czekać kolejne pół godziny na następny. Szukam sposobu, jak ulżyć...
Biegnę. Przeklinam się za to, że zachciało mi się chudnąć w środku lata. W końcu po latach na kanapie i oglądania komedii romantycznych z pudełkiem lodów trzeba się rozruszać. I słyszę:
- Zatrzymaj się!
Widzę mężczyznę. Nie zwalniam. Facet nie poddaje się i rusza w moją stronę. Szybko analizuję sytuację. Nie wygląda na to, że ma dobre zamiary. Udaję, że nie słyszę. Ale on przyspiesza kroku. Przypominam sobie historie o gwałcicielach i złodziejach. Ścigamy się między budynkami, z wycieńczenia szumi mi w głowie, ale wciąż słyszę wrzaski wariata.
- Zatrzymajcie ją! – krzyczy. Zastanawiam się, czemu tak woła. Od kiedy przestępcy zwracają na siebie uwagę? Zwalniam i w biegu odwracam się, żeby ocenić sytuację. Okazuje się to jednak złym wyjściem, bo potykam się i ląduję na tyłku. Mężczyzna po kilku sekundach jest już przy mnie i wyciąga kajdanki.
- O co ci chodzi?! – jestem w szoku.
- Komisarz Wiśniewski, jest pani aresztowana pod zarzutem kradzieży – tłumaczy zadowolony.
- Nic nie ukradłam... - tłumaczę się zła.
- Tak? - szydzi ze mnie - To czemu uciekasz?
- A czemu mnie gonisz? - wściekam się. Patrzy na mnie jak na wariatkę.
- Bo uciekasz. Niewinni nie uciekają przed policją – mówi – Dostałem zgłoszenie, grubsza, wybiegła ze sklepu na rogu Mickiewicza.
Wkurzam się. To dziwne, że w chwili aresztowania da się myśleć tylko o swojej wadze. Lądujemy na komisariacie i oglądamy nagrania z monitoringu. A ja zapominam o urazie, gdy widzę zawstydzenie policjanta w cywilu.
Biegnę. Przeklinam się za to, że zachciało mi się chudnąć w środku lata. W końcu po latach na kanapie i oglądania komedii romantycznych z pudełkiem lodów trzeba się rozruszać. I słyszę:
- Zatrzymaj się!
Widzę mężczyznę. Nie zwalniam. Facet nie poddaje się i rusza w moją stronę. Szybko analizuję sytuację. Nie wygląda na to, że ma dobre zamiary. Udaję, że nie słyszę. Ale on...
Przedostatni przystanek na naszej trasie do Orly Ville, do domu. Najmniejsza stacja metra z jednym wyjściem. Idziemy w górę z kuzynem i wujkiem, on nieco przed nami. Nagle zatrzymuje się, macha do nas. Kompletnie nie mamy pojęcia o co chodzi, ale chwilę później mój kuzyn zawraca i mówi "Chodź". Jako ostatnia zauważam, że stoi przed nami grupka kontrolerów biletów, a tak się składa, że dwa dni temu wujek nonszalancko stwierdził, że "Nie mamy czasu na kupowanie biletów. Tutaj i tak nigdy nie sprawdzają". A tu kuku. Idziemy z kuzynem szybkim krokiem, przebijamy się przez tłum ludzi. Rzucamy się w oczy. Jedno wyjście, wszyscy idą w górę i tylko my schodzimy. Jeden z kontrolerów krzyczy za nami "Mademoiselle!". Udajemy, że nie słyszymy, ale facet w końcu nas dogania i musimy się zatrzymać. Mówi do nas po francusku, nie rozumiemy. Po angielsku, udajemy, że nie rozumiemy. Wzruszamy ramionami. Wujek dwa dni temu mówił, że "Jakby jednak jakaś kontrola była to jesteście idiotami. Nic nie wiecie, nic nie rozumiecie." Taktyka. Mówi do nas trochę na migi, trochę wolniej, prosi o dokumenty. Niby żadnych nie mamy. Prosi o bilet. Co? Po krótkim jednostronnym dialogu stwierdza, znów na migi "Okej, zamiast 50 euro od osoby, zapłacicie 50 za was dwóch. Lub wzywam policję." Jak tylko słyszymy "policja" rezygnujemy z dalszej gry i płacimy mandat.
Przedostatni przystanek na naszej trasie do Orly Ville, do domu. Najmniejsza stacja metra z jednym wyjściem. Idziemy w górę z kuzynem i wujkiem, on nieco przed nami. Nagle zatrzymuje się, macha do nas. Kompletnie nie mamy pojęcia o co chodzi, ale chwilę później mój kuzyn zawraca i mówi "Chodź". Jako ostatnia zauważam, że stoi przed nami grupka kontrolerów biletów, a tak się...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniejMoja odpowiedź niestety będzie pozbawiona humoru. Sytuacja, w której zostałam posądzona o działanie niezgodne z prawem zakładu pracy, w którym byłam zatrudniona, miała miejsce na jednej ze zmian. Dziewczyna, która była bardzo leniwa, a przez to nielubiana przez cały zespół, miała dosypać kaw do dyspenserów. Niedługo potem zostałam wezwana na miejsce zdarzenia i pokazano mi, jak wyraźnie w przezroczystych pojemnikach odcinają się od siebie dwie warstwy różnych ziaren. Ku mojemu oburzeniu, to mnie oskarżono o tę pomyłkę, i zasugerowano, że muszę być bardzo głupia, skoro nie odróżniam rodzajów kaw. Okazało się, że to ta leniwa dziewczyna zwaliła swoją winę na mnie. Nie pozwolono mi jednak się wytłumaczyć i potem traktowano mnie z dystansem i brakiem zaufania, zlecając najnudniejsze zajęcia w zakładzie. Ten pracodawca był jednym z najgorszych, z jakimi miałam do czynienia.
Moja odpowiedź niestety będzie pozbawiona humoru. Sytuacja, w której zostałam posądzona o działanie niezgodne z prawem zakładu pracy, w którym byłam zatrudniona, miała miejsce na jednej ze zmian. Dziewczyna, która była bardzo leniwa, a przez to nielubiana przez cały zespół, miała dosypać kaw do dyspenserów. Niedługo potem zostałam wezwana na miejsce zdarzenia i pokazano mi,...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniej
- Panie Władzo! Tam skręciła, na moim rowerze! - usłyszałam z oddali pełen rozpaczy głos.
Takie czasy, że coraz częściej pozbawieni moralności ludzie wyciągają ręce po nie swoje.
"Szybciej pedałuj - ganię sama siebie. – zaraz będziesz spóźniona".
Nawet nie zauważyłam kiedy drogę przeciął mi radiowóz, z impetem zatrzymując się na środku chodnika. Na szczęście zdążyłam zahamować, tylko z koszyka wypadła moja torebka rozsypując całą zawartość.
- O! Dokumenciki same przyszły - powiedział policjant z sarkastycznym uśmiechem. - Chyba jakieś doświadczenie mają.
- A mają - odpowiedziałam. - Codziennie wyskakują na drogę i tańczą. Tak je nauczyłam.
- A kraść kto panią nauczył? - dążył.
- Kraść? Nikt! - krzyknęłam oburzona.
- Czyli szkoła własna. - mruknął pod nosem.
- Ale o co chodzi?! Za chwilę się spóźnię do pracy!
- Jaka praca?! Za chwilę dostanie Pani kwaterę na komisariacie. Dziś ma Pani urlop. Taki prezent od komendanta.
- Chyba coś się Panu pomyliło! Proszę mnie przepuścić, spieszę się!
- Ho ho, jaka bojowa! I może jeszcze kradzionym rowerem chce odjechać? - z radiowozu wychylił się drugi funkcjonariusz. Zza jego ramienia wystawały wystraszone oczy młodej kobiety.
- Panowie, przepraszam - powiedziała. - Ten rower jest identyczny jak mój. Tylko koszyk jakby bardziej w amarantowy wpada. Puśćcie tą panią.
- Amara... co? - policjanci spojrzeli na siebie. - A już czułem zapach hot-doga z cpn-u.
- Niech pan sobie przerwę zrobi. Taki prezent od komendanta - powiedziałam i odjechałam.
- Panie Władzo! Tam skręciła, na moim rowerze! - usłyszałam z oddali pełen rozpaczy głos.
Takie czasy, że coraz częściej pozbawieni moralności ludzie wyciągają ręce po nie swoje.
"Szybciej pedałuj - ganię sama siebie. – zaraz będziesz spóźniona".
Nawet nie zauważyłam kiedy drogę przeciął mi radiowóz, z impetem zatrzymując się na środku chodnika. Na szczęście zdążyłam...
Jedna z najgorszych sytuacji w moim życiu... Zacznijmy od tego że nie znoszę złodziejstwa w sklepach, zresztą żadnego złodziejstwa.
Pewnego dnia całkiem nieświadomy swojego głupiego czynu (była 7 rano) zakupiłem w supermarkecie napój, lecz nie po to przybyłem, miałem kupić owoce dla mojej siostry.
Jest bardzo wybredna, dlatego musiałem iść do drugiego supermarketu, bo w poprzednim nie było.
Spokojnie ruszyłem do innego sklepu, ale przedtem przypomnę, że to była TA SAMA marka sklepu.
Popijając swój napój zostałem oskarżony o to, że go UKRADŁEM. Próbowałem wytłumaczyć, że owy produkt zakupiłem w innym sklepie.
Cholera, wyrzuciłem paragon!!!!!
NIGDY tego nie róbcie.
Oczywiście skończyło się na porozumieniu i musiałem zapłacić drugi raz za napój.
Nigdy więcej nie zrobię takiej głupoty.
Jedna z najgorszych sytuacji w moim życiu... Zacznijmy od tego że nie znoszę złodziejstwa w sklepach, zresztą żadnego złodziejstwa.
Pewnego dnia całkiem nieświadomy swojego głupiego czynu (była 7 rano) zakupiłem w supermarkecie napój, lecz nie po to przybyłem, miałem kupić owoce dla mojej siostry.
Jest bardzo wybredna, dlatego musiałem iść do drugiego supermarketu, bo w...
Jadą zwykłą, mało uczęszczaną drogą...
Samochód za nimi, siedzi na ogonku.
Więc on przyspiesza
Drugi robi to samo
jeszcze mocniej dociska gaz
Tamten to samo...
I nagle wyciąga na dach syrenę...
A ona:
- Tak, Panie Władzo! Proszę go ukarać! Ja mu przecież mówiłam żeby nie jechał tak szybko, a mu uciekać się zachciało, a ja nawet teraz na buty nie będę miała!
Pan Władza przerażony, na kierowcę spojrzał ze współczuciem i wypuścił.
(epizod z życia blondynki)
Jadą zwykłą, mało uczęszczaną drogą...
Samochód za nimi, siedzi na ogonku.
Więc on przyspiesza
Drugi robi to samo
jeszcze mocniej dociska gaz
Tamten to samo...
I nagle wyciąga na dach syrenę...
A ona:
- Tak, Panie Władzo! Proszę go ukarać! Ja mu przecież mówiłam żeby nie jechał tak szybko, a mu uciekać się zachciało, a ja nawet teraz na buty nie będę miała!
Pan Władza...
Od miłości do nienawiści krótka droga, a zdradzona kobieta często chce się zemścić. Dzieje się też tak gdy dociera do niej, że mężczyzna, którego obdarzyła uczuciem nigdy jej nie kochał. Wyobrażam sobie, że się zakochałam w takim właśnie policjancie. Nie wiem dokładnie, ale wydaje mi się, że policjanci są funkcjonariuszami państwowymi i za ich obrażanie grozi artykuł, ale kobieta w emocjach o tym nie myśli, a zemsta zawsze tak samo smakuje. Przy czym jednak nie jestem zdolna do rękoczynów. Myślę jednak, że policjanci nie powinni mieć np. kont na Facebooku, czy w ogóle nie powinni za bardzo udzielać się w Internecie gdyż to niebezpieczne ze względu na charakter ich pracy i przypuśćmy, że ten policjant miałby takie konto to mogłabym zadzwonić na policję i o tym poinformować.
Od miłości do nienawiści krótka droga, a zdradzona kobieta często chce się zemścić. Dzieje się też tak gdy dociera do niej, że mężczyzna, którego obdarzyła uczuciem nigdy jej nie kochał. Wyobrażam sobie, że się zakochałam w takim właśnie policjancie. Nie wiem dokładnie, ale wydaje mi się, że policjanci są funkcjonariuszami państwowymi i za ich obrażanie grozi artykuł, ale...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniej
-Tylko pamiętaj. Mów tak jakby oni tego chcieli. Graj trochę na zwłokę, bo jeżeli opowiesz im wszystko od początku do końca od razu, to uznają że sprzedajesz im jakąś denną historyjkę, czyli tak zwane "wciskanie kitu".
Denny stał oparty o ścianę z wyraźnym zaniepokojeniem.
-Mam już po dziurki w nosie tego waszego prawniczego paplania.- byłam naprawdę nieźle wkurzona- Powiem to, co wiem i sobie pójdę. Nie będę grała na czas, bo nie jest mi to na rękę. Za kilka dni kończy mi się urlop. Miałam jechać na wakacje do jasnej....!
-Pani Brick?-odezwał się głos zza drzwi sali, więc tylko rzuciłam swojemu prawnikowi niszczące spojrzenie i weszłam do środka, dalej ubrana w hawajski naszyjnik. Nie traciłam nadziei.
-Rozprawa numer 465.
Po długim wstępie i podaniu zarzutu nareszcie mogłam mówić.
-Proszę pokazać dowód zbrodni.- powiedziała najpierw sędzia, a do sali zostały wniesione te długie, przeklęte grabie.
-Proszę przedstawić nam swoją wersję wydarzeń.
Zignorowałam gestykulację Dennyego.
-Wie wysoki sąd, chciałam tylko wysiąść z samochodu kiedy stałam w korku. W środku nie dało się wytrzymać, a klimatyzację mi padła. Nasza policja jest tak wspaniała, że czekaliśmy na nią całą godzinę!- to ostatnie zdanie jednak zachowałam dla siebie- Nie znałam przyczyny korku więc postanowiłam kupić sobie coś do picia. Na podwórku przy restauracji zobaczyłam klowna. Uznałam, że chyba wraca z zabawy. Uśmiechnął się, dał mi grabie i powiedział „Proszę potrzymaj na chwilę”. Wtedy przyjechali i mnie zgarnęli.
-Tylko pamiętaj. Mów tak jakby oni tego chcieli. Graj trochę na zwłokę, bo jeżeli opowiesz im wszystko od początku do końca od razu, to uznają że sprzedajesz im jakąś denną historyjkę, czyli tak zwane "wciskanie kitu".
Denny stał oparty o ścianę z wyraźnym zaniepokojeniem.
-Mam już po dziurki w nosie tego waszego prawniczego paplania.- byłam naprawdę nieźle wkurzona-...
Wtyczka[bookLink]4846110|Wtyczka[/bookLink]
Wtyczka[bookLink]4846110|Wtyczka[/bookLink]
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam
