Konkursy LubimyCzytać.pl
Oficjalna grupa serwisu LubimyCzytać.pl. W grupie tej przeprowadzamy rozmaite książkowe konkursy z bardzo ciekawymi nagrodami. Aby uczestniczyć w konkursach LubimyCzytać.pl trzeba być zapisanym do tej grupy.
851980 czytelników
1869 dyskusji
118234 wypowiedziPokaż ostatnią
[Zakończony] [Zakończony] Uzależnieni od ryzyka - wygraj książkę "Górnicy PL".

Uzależnieni od ryzyka - wygraj książkę "Górnicy PL".

Tytani pracy. Skryci pod warstwą czarnego pyłu, potu i brudu. Pracują w cieniu podstępnych, nieprzewidywalnych wrogów: śmiercionośnego metanu, tąpnięć, wybuchów pyłu i gazów, zawału skał. Przez połowę życia codziennie wychodząc do kopalni, nie mają żadnej gwarancji, czy wrócą do swoich rodzin. Praca na dole jest niewdzięczna, wysysa z człowieka wszystkie siły i nie pozwala na choćby moment dekoncentracji, bo chwila nieuwagi może zakończyć się tragedią, każdy zjazd – okazać się ostatnim. A jednak ci, którzy wciąż zjeżdżają, nie potrafią przestać mówić o pracy na dole z fascynacją, podziwem i pokorą.

O przerażającym, surowym i fascynującym świecie górnicy opowiadają z błyskiem w oku. A czy pośród książkowych moli też znajdą się osoby uzależnione od adrenaliny? Macie w swoim życiowym bagażu doświadczenia niebezpieczne i fascynujące zarazem? Podzielcie się swoją historią z życia na krawędzi!

Czekamy na teksty o długości nieprzekraczającej 1500 znaków ze spacjami.

Nagrody

Autorzy pięciu najciekawszych tekstów otrzymają egzemplarz książki.

Górnicy PL - Jacek Skowroński

Górnicy PL

Autor: Karolina Macios

Jeszcze nigdy nie byłeś tak głęboko pod ziemią. Tytani pracy. Skryci pod warstwą czarnego pyłu, potu i brudu. Pracują w cieniu podstępnych, nieprzewidywalnych wrogów: śmiercionośnego metanu, tąpnięć, wybuchów pyłu i gazów, zawału skał. Przez połowę życia codziennie wychodząc do kopalni, nie mają żadnej gwarancji, czy wrócą do swoich rodzin. Niewolnicy czasu, uzależnieni od szychty. Dzisiaj, kiedy lojalność, odwaga i zapał są jak na lekarstwo, górnicy są najlepszym dowodem na to, ile jest się w stanie wytrzymać, pracując w jednych z najbardziej wrogich człowiekowi warunkach. Więcej: strzegąc bezpieczeństwa kolegów, bez wahania oddadzą za nich życie; są niczym kopalniana gwardia. Przez lata funkcjonują w ramach sprawnego systemu, wykonując dzień w dzień te same rytuały. Ostatni papieros. Łaźnia, lampownia, pobranie aparatu tlenowego ucieczkowego. Podział załogi. Pędząca winda. Pięćdziesiąt sekund świstu w uszach. I osiem godzin ze świadomością, że do pierwszego telefonu po wyjeździe na powierzchnię dzieli ich ponad kilometr skał nad głową. Dalibyście radę? Agnieszka Bujas, producent i reżyser serialu Górnicy PL *** Na tę książkę składa się siedem historii siedmiu różnych osób. Każda z nich zupełnie inaczej patrzy na swoją pracę, chociaż łączy je podobny bagaż doświadczeń. Podobny nie oznacza jednak taki sam – na pewno nie w tym podziemnym świecie, który rozciąga się na przestrzeni wielu kilometrów, a tak naprawdę nie ma granic, bo górnicy zabierają go ze sobą do domów, bez względu na to, czy tego chcą, czy nie. Opowieści z życia kopalni krążą wokół rodzinnych stołów, zwłaszcza tam, gdzie na dole pracują ojciec i syn, bracia i szwagrowie. Tutaj ludzie żyją kopalnią, nawet jeśli szczerze nienawidzą tego miejsca. Praca na dole jest niewdzięczna, wysysa z człowieka wszystkie siły i nie pozwala na choćby moment dekoncentracji, bo chwila nieuwagi może zakończyć się tragedią, każdy zjazd – okazać się ostatnim. A jednak ci, którzy wciąż zjeżdżają, nie potrafią przestać mówić o pracy na dole z fascynacją, podziwem i pokorą. Zrozumiałam to dopiero, gdy sama z nimi zjechałam i zobaczyłam, w jakich warunkach spędzają połowę życia. To nie jest przyjazny świat, żyjący w nim ludzie są twardzi i zahartowani, bo nieustannie muszą mierzyć się z żywiołem i walczyć ze swoimi słabościami, a walka nie jest równa. Tutaj nie ma takiej samej dniówki, każdy dzień jest inny – mówią z błyskiem w oku. To fascynujący świat. Przerażający, surowy i bezlitosny, ale fascynujący. Karolina Macios, autorka książki Górnicy PL

Regulamin
  • Konkurs trwa od 6 marca do 13 marca włącznie. W konkursie mogą wziąć udział jedynie osoby posiadające adres korespondencyjny w Polsce.
  • Odpowiedzi muszą być napisane samodzielnie. Kopiowanie części lub fragmentów tekstów, recenzji innych osób jest zabronione. Teksty nie mogą przekraczać 1500 znaków ze spacjami.
  • Każdy użytkownik może zgłosić tylko jedną pracę.
  • Zwycięzców wybiera administracja serwisu lubimyczytać.pl. Decyzja jest nieodwołalna.
  • Dane adresowe zostaną wykorzystane przez serwis lubimyczytać.pl i Wydawnictwo Insignis.
  • Adres zwycięzcy powinien zostać nadesłany do dwóch tygodniu od daty ogłoszenia wyników konkursu. Po tym terminie administracja lubimyczytać.pl dopuszcza wybór kolejnego laureata lub nieprzyznanie nagrody.
liczba postów na stronie: 
książek: 1871
LubimyCzytać
06-03-2018 13:57
Górnicy PL Górnicy PL
Użytkownicy oznaczyli ten post jako spam
książek: 0
Edyta
06-03-2018 16:38
10 lat temu wyszłam z pracy z torebką dwa dni przed Sylwestrem i wsiadłam z pociąg. Mieszkam w Białymstoku, a pojechałam do Szczecina. Jechałam całą noc. Nigdy wcześniej w Szczecinie nie byłam i nie znałam tego miasta. Jednak wydaje mi się, że potrafię poruszać się po miastach i ma nosa. Jak wyszłam z dworca to wiedziałam na która stronę Szczecina mam iść - tak, że trochę przeszłam i przy jednej ze szkół znalazłam mały hotelik, w którym spędziłam noc. Miałam kartę i mam konto w Banku, którego bankomaty są w całej Polsce, także w Szczecinie, a więc bez problemu podjęłam pieniądze. A w Szczecinie widziałam najważniejsze rzeczy: byłam w Wałach Chrobrego, w Muzeum Narodowym, na Zamku Książąt Pomorskich i byłam pod Stocznią Szczecińską. Żałuję tylko, że nie miałam aparatu fotograficznego. Obecnie przymierzam się do napisania tekstu o Szczecinie. Kupiłam na Allegro Zarys dziejów tego miasta. Chcę to zrobić w oparciu o Sedinum Leszka Hermana. Dodam jeszcze, że do domu wróciłam podobnie nocnym pociągiem. To była podróż życia. Mogło mnie spotkać coś złego, ale wszystko było dobrze.
Użytkownicy oznaczyli ten post jako spam
książek: 384
Bookshock
06-03-2018 21:35
Mieszkam na Śląsku od urodzenia, a moja rodzina od kilku pokoleń związana jest z górnictwem. Pamiętam jak kiedyś rodzina z drugiego końca Polski przyjechała w odwiedziny i załapała się na silne tąpnięcie. Blokiem nieźle zatrzęsło. Jako mieszkanka Śląska i terenów blisko kopalni często miałam okazję doświadczać takiego trzęsienia, ale gdy spojrzałam na przerażenie i panikę gości zrozumiałam, że był to ich pierwszy raz, gdy zatrzęsła się pod nimi ziemia mrożąc im krew w żyłach. Górnictwo to ciężki i niebezpieczny kawałek chleba i nikomu nie życzę poczucia adrenaliny spowodowanej takim tąpnięciem będąc 700 czy 900 metrów pod ziemią.
Użytkownicy oznaczyli ten post jako spam
książek: 989
zlatawiecz
06-03-2018 21:47
Kocham karuzele.
Tyle, że zawsze ląduje na nich sama, bo inni wymiękają.
Kiedy zobaczyłam jedną parę lat temu w Londynie, to oczy mi się zaświeciły. Ale nic z tego nie wyszło, bo ciocia kategorycznie oświadczyła, że wejdę na nią tylko, jeśli ktoś zrobi to ze mną. Jej synów nagle zaczęły bardzo boleć brzuchy.
Udało mi się wejść za to, na nie taką odjazdową, ale i tak konkretną w Gdyni. Udało się, bo obok nie było mamy ani żadnej ciotki, a tylko mdlejąca przyjaciółka. Kolega wprawdzie zaofiarował się wsiąść ze mną, ale w ostatniej chwili musiał zajść do toalety;)
Za to ja się świetnie bawiłam, chociaż jak powiedziała przyjaciółka, wszyscy się darli, a ja sobie siedziałam jakbym jechała pociągiem...
Użytkownicy oznaczyli ten post jako spam
książek: 361
Mystery
07-03-2018 11:41
Od zawsze kochałam ryzyko. Już jako dziecko wiedziałam,że nie chcę żyć w miejscu, muszę podróżować i stale odkrywać nowe miejsca. Rodzice nieustannie się o mnie martwili. Nie zliczę bowiem, ile razy zdarzyło i się z dnia na dzień jechać stopem np. do Włoch, czy też Francji. Na szczęście podczas tych podróży z nieznanymi ludźmi, jak dotąd nic złego mi się nie przytrafiło. Ale mam świadomość tego,że muszę być ostrożna.
Jednak kocham życie na krawędzi, a jutro wybieram się pociągiem (bez biletu) w góry :) Samotne podróże są lekiem na całe zło.
Użytkownicy oznaczyli ten post jako spam
książek: 286
anteeekg
07-03-2018 12:57
A jakże by inaczej! Emocje w życiu muszą być!
Zaznaczyć na wstępie muszę, że wraz z rodziną mieszkam na osiedlu, które w moim mieście znane jest z nieco wyższego położenia ponad poziom morza niż pozostała część miasta. Dla mnie zastrzyk adrenaliny stanowi codzienna (oczywiście w porze letniej) wyprawa rowerem do pracy. Czas nieubłaganie zbliża się do godziny 7:00, więc przy zjeździe ze wspomnianej górki nie ma mowy o użyciu hamulców. Następnie pełna wrażeń przeprawa przez przejazdy rowerowe, na których podobno rowerzyści mają pierwszeństwo… Ostatnim etapem jest przejazd kolejowy znajdujący się dosłownie kilkadziesiąt metrów od siedziby mojej firmy. Osoba bądź maszyna obsługująca ów przejazd jest troszkę źle zaprogramowana, gdyż szlaban opuszcza już kilka minut przed przyjazdem pociągu. Cała sztuka polega na tym, by zdążyć do pracy przed przejazdem pociągu bo inaczej spóźnienie murowane.
Użytkownicy oznaczyli ten post jako spam
książek: 74
Patrycja021
07-03-2018 17:38
Adrenalina to coś, co mnie motywuje. Jest takie powiedzenie: "bez ryzyka nie ma zabawy", zgadzam się z nim bezwarunkowo, bo taki dreszczyk emocji może dodać życiu barw. Moment, w którym myślę, że coś może nie pójść tak jak chce, że mogę coś stracić, zepsuć, a nawet umrzeć sprawia, że doceniam to, co mam aktualnie. Wszystko staje się ciekawsze.
Uwielbiam igrać z losem. Jednym z takich wydarzeń może być skok na bungee lub z spadochronem. Wspaniałe doświadczenie. Stoi się na wysokości, wiatr szumi w uszach. Świadomość, że wystarczy lekkie pchnięcie, brutalniejszy podmuch wiatru i lecisz w dół, ku śmierci. Serce przyspiesza, tętno rośnie, policzki czerwienieją, stres, strach. I wtedy robię to, oszukuję grawitację. Nie umieram, bynajmniej nie wtedy, wręcz śmieje się z życia. Być tak blisko, ale się nie dać. To jest adrenalina, której potrzebuje.
Czytanie książek daje również wiele adrenaliny. Gdy mam w ręku znakomitą lekturę i toczy się bardzo ciekawa akcja nie potrafię oderwać wzroku. Czuję jak moje oczy z nie wytrzymują z emocji i czytają coraz szybciej, z początku chcą dotrzeć już na koniec. Po chwili rozmazują się literki, to znak, że trzeba mrugnąć - mrugam - i można kontynuować. Oddech przyspiesza z każdym zdaniem, poruszenie wzrasta aż do punktu kulminacyjnego, a potem tylko należy się uspokoić po przeżyciu pełnym wrażeń.
Użytkownicy oznaczyli ten post jako spam
książek: 192
Anita
07-03-2018 19:53
Skok ze spadochronem! Co to były za emocje.
Szybkie szkolenie, strój, spacer do samolotu, lecimy.
Im bardziej oddalaliśmy się od ziemi czułam strach, ale i radość, fascynacje. Coraz mniejsi ludzie, krajobraz pól, rzeka, pobliskie wioski. Uśmiechnięte twarze moich towarzyszy, jakby właśnie odkryli najlepszą zabawę na świecie. Otwiera się klapa, można skakać. Spojrzenie w dół i "AAAAAAAA". Mieszanka przerażenia z mega frajdą. Chciałam jak najwięcej zobaczyć, zapamiętać i nacieszyć się chwilą. Dziwne, uzależniające uczucie, które towarzyszy ekstremalnym sportom. Lot, cudowny lot. Słońce grzejące za plecami. Wlatywanie w chmury, najpierw jedną, potem drugą i trzecią. Chwila, w której instruktor pyta czy chce sterować. I czuje się jakbym była piórkiem, spadającym lekkim piórkiem. Oczy karmią się widokami, jest taki ogrom piękna, że nie sposób tego ogarnąć. Ziemia zbliża się coraz bardziej, bach. Koniec. Pierwsze uczucie - niedowierzanie - naprawdę to zrobiłam! Emocje opadały ze mnie do końca dnia :)
Użytkownicy oznaczyli ten post jako spam
książek: 503
ka_raska
07-03-2018 19:59
W liceum z Anetą często podróżowałam na stopa. Nigdy nie wiadomo gdzie spędzimy noc i kogo spotkamy na swojej drodze. To było najbardziej fascynujące. Zawsze trafiałyśmy na cudownych ludzi, ale jedna przygoda mogła skończyć się wyjątkowo źle. W trakcie podróży po Portugalii w niewielkiej miejscowości strasznie trudno było złapać stopa. Utknęłyśmy na parę godzin i nikt się nie chciał zatrzymać. Zapadał zmierzch, nie było gdzie rozbić namiotu, zaczynałyśmy się stresować. Wreszcie ktoś się zatrzymał. W środku siedziało dwóch mężczyzn - nigdy nie wsiadałyśmy do auta gdzie był więcej niż jeden pan, niestety musiałyśmy wydostać się jakoś z miasteczka przed nocą. Przymocowane na tylnym siedzeniu foteliki dziecięce dodatkowo uśpiły naszą czujność. Po przejechaniu kilku kilometrów okazało się, że panowie są podpici, padały głupie komentarze, propozycje, więc zdecydowałyśmy się wysiadać. Panowie nie bardzo chcieli nas jednak wypuścić. Atmosfera była bardzo napięta. Zatrzymali wóz na jakimś odludziu, korzystając z okazji wyskoczyłyśmy z auta i pobiegłyśmy w pobliski las. Na szczęście nas nie gonili i w spokoju, niestety po ciemku rozbiłyśmy namiot chcąc się przespać, po takich emocjach niestety bezskutecznie. Gdy tylko zaczęło się rozjaśniać wstałyśmy, by dalej ruszyć w trasę, a naszym oczom ukazał się klif i ocean skąpany w świetle wschodzącego słońca. Najpiękniejszy widok w całym moim życiu. Stres minionej nocy zastąpił zachwyt i radość, bez tej przygody nigdy byśmy tam nie dotarły.
Użytkownicy oznaczyli ten post jako spam
książek: 6
Mihu
07-03-2018 23:30
Matka natura obdarzyła mnie spokojnym ,,misiowym,, charakterem, więc co za tym idzie nie w smak mi duże dawki adrenaliny, zresztą małe dawki również. Jednak jak to w życiu bywa, gdy się czegoś nie lubi... to ma się tego w nadmiarze. Od ataku roju wściekłych os (o dziwo żadna mnie nie ukąsiła), przypadkowym siedzieniu na mrowisku niczym Telimena w Panu Tadeuszu, po wejscie na cudzą posesje gdzie przywitały mnie dwa potężne Amstafy, których już sam wygląd powodował u mnie palpitacje serca, tym bardziej że gospodarza ,,ani widu, ani słychu,,. Stałem jak wmurowany z trudem łapiąc oddech. Tysiąc myśli na minute, co robić? Dopóki stałem nieruchomo one tylko warczały, kazdy minimalny krok w tył tylko potęgował ich nieznośne warczenie i szczerzenie bielutkich zebów z których dumny byłby każdy dentysta. Do furtki miałem kilka metrów, a że nie mam w zwyczaju nosić ze sobą pęta kiełbasy na odwrócenie ich uwagi, byłem zdany tylko na siebie. Bliski paniki, z sercem walącym jak kowal w rozgrzane żelazo, powoli się wycofywałem, z planem by około dwa metry od furtki dać ,,dyla,,. Mój plan się niemal powiódł, ale... nie wiadomo skad wyskoczył malutki york (lub cos w tym gatunku) i cap mnie za łydke. Niepozrny piesek swoimi malutkimi lecz ostrymi niczym szpilki zębami spowodował chyba więcej bólu niż niedoszłe pogryzienie dwoch dorodnych amstafów. Oczywiscie będąc juz w niebie, tzn za furtką, wyszedł usmiechniety gospodarz, pogłaskał psy, mówiąc mi ,,spokojnie, one nie gryzą tylko czasem warczą,,.
Użytkownicy oznaczyli ten post jako spam
Aby napisać wypowiedź musisz być zalogowany. Logowanie
Moderatorzy
Książki w tej dyskusji
zgłoś błąd zgłoś błąd