-
Artykuły
Czytamy w święta. 3 kwietnia 2026
LubimyCzytać100 -
Artykuły
Weź udział w konkursie i wygraj pakiet książek Callie Hart!
LubimyCzytać15 -
Artykuły
„Odpowiedź kryje się w tobie” – Katarzyna Wolwowicz zdradza, jak ją odnaleźć
LubimyCzytać1 -
Artykuły
Nowa karkonoska powieść Sławka Gortycha! „ŚWIĘTO KARKONOSZY”- już wkrótce! KONKURS
LubimyCzytać125
forum Oficjalne Akcje i konkursy
[Zakończony] Uzależnieni od ryzyka - wygraj książkę "Górnicy PL".
Tytani pracy. Skryci pod warstwą czarnego pyłu, potu i brudu. Pracują w cieniu podstępnych, nieprzewidywalnych wrogów: śmiercionośnego metanu, tąpnięć, wybuchów pyłu i gazów, zawału skał. Przez połowę życia codziennie wychodząc do kopalni, nie mają żadnej gwarancji, czy wrócą do swoich rodzin. Praca na dole jest niewdzięczna, wysysa z człowieka wszystkie siły i nie pozwala na choćby moment dekoncentracji, bo chwila nieuwagi może zakończyć się tragedią, każdy zjazd – okazać się ostatnim. A jednak ci, którzy wciąż zjeżdżają, nie potrafią przestać mówić o pracy na dole z fascynacją, podziwem i pokorą.
O przerażającym, surowym i fascynującym świecie górnicy opowiadają z błyskiem w oku. A czy pośród książkowych moli też znajdą się osoby uzależnione od adrenaliny? Macie w swoim życiowym bagażu doświadczenia niebezpieczne i fascynujące zarazem? Podzielcie się swoją historią z życia na krawędzi!
Czekamy na teksty o długości nieprzekraczającej 1500 znaków ze spacjami.
Nagrody
Autorzy pięciu najciekawszych tekstów otrzymają egzemplarz książki.
Górnicy PL
Autor : Karolina Macios
Regulamin
- Konkurs trwa od 6 marca do 13 marca włącznie. W konkursie mogą wziąć udział jedynie osoby posiadające adres korespondencyjny w Polsce.
- Odpowiedzi muszą być napisane samodzielnie. Kopiowanie części lub fragmentów tekstów, recenzji innych osób jest zabronione. Teksty nie mogą przekraczać 1500 znaków ze spacjami.
- Każdy użytkownik może zgłosić tylko jedną pracę.
- Zwycięzców wybiera administracja serwisu lubimyczytać.pl. Decyzja jest nieodwołalna.
- Dane adresowe zostaną wykorzystane przez serwis lubimyczytać.pl i Wydawnictwo Insignis.
- Adres zwycięzcy powinien zostać nadesłany do dwóch tygodniu od daty ogłoszenia wyników konkursu. Po tym terminie administracja lubimyczytać.pl dopuszcza wybór kolejnego laureata lub nieprzyznanie nagrody.
odpowiedzi [37]
Super! :)
Super! :)
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam
Konkurs został zakończony. Za wszystkie odpowiedzi dziękujemy!
Wybraliśmy zwycięskie prace:
KedaR
ka_raska
Lilianna
anteeekg
kecajemu
Serdecznie gratulujemy! Z laureatami skontaktujemy się bezpośrednio.
Konkurs został zakończony. Za wszystkie odpowiedzi dziękujemy!
Wybraliśmy zwycięskie prace:
KedaR
ka_raska
Lilianna
anteeekg
kecajemu
Serdecznie gratulujemy! Z laureatami skontaktujemy się bezpośrednio.
Jako nastolatka ubzdurałam sobie, że będę spełniać marzenia moich przyjaciół. Zaczęłam od pozornie najłatwiejszego z nich - wyjazdu do Anglii.
Było to marzenie mojej koleżanki, a jako, że nie wyglądała na zaradną - postanowiłam jej pomóc. Znalazłam dość tanie bilety i noclegi. Po krótkim uzgodnieniu wszystko kupiłam. Podjęłyśmy decyzję o wyjeździe dość spontanicznie. To miał być nasz pierwszy w życiu lot samolotem, więc byłyśmy bardzo podekscytowane. Na lotnisku potrzebowałam dłuższą chwilę, aby się odnaleźć. Szybko zrozumiałam, że moja koleżanka mi nie pomoże. Musiałam sama wszystkiego szukać i o wszystko pytać. Cudem dotarłyśmy do Londynu. Niestety tam także spotkały nas problemy. Okazało się, że tamtejsze prawo nie pozwala wjazdu na teren kraju osobom niepełnoletnim, bez zgody rodzica, której oczywiście nie miałyśmy. Na szczęście miła pani w kontroli przepuściła nas, nie robiąc większych problemów. Znalezienie właściwego autobusu, zajęło nam dobrą godzinę i kiedy wszystko wydawało się już być idealnie, okazało się, że wysiadłyśmy na wcześniejszym przystanku, skąd miałyśmy jeszcze ponad dwie godziny do samego centrum. Pierwsza podróż metrem, była dla mnie dużym przeżyciem. W końcu wysiadłyśmy na dobrym przystanku i według GPS'u byłyśmy 10 minut od hotelu. Dojście tam zajęło nam ponad dwie godziny. Reszta tygodnia nie wyglądała lepiej. Miałam momenty, kiedy chciałam się poddać, ale wiedziałam, że nie mogę. Mimo wszystko wspominam ten wyjazd bardzo dobrze.
Jako nastolatka ubzdurałam sobie, że będę spełniać marzenia moich przyjaciół. Zaczęłam od pozornie najłatwiejszego z nich - wyjazdu do Anglii.
Było to marzenie mojej koleżanki, a jako, że nie wyglądała na zaradną - postanowiłam jej pomóc. Znalazłam dość tanie bilety i noclegi. Po krótkim uzgodnieniu wszystko kupiłam. Podjęłyśmy decyzję o wyjeździe dość spontanicznie. To...
Przeżyłam parę większych i mniejszych przygód, ale nie są one na tyle niesamowite, żeby o nich opowiadać. Cały czas czekam na przygode życia. Coś co mnie zaskoczy, co wywoła niepowtarzalne emocje, o czym będe mogła opowiadać godzinami. Wciąż czekam...
Przeżyłam parę większych i mniejszych przygód, ale nie są one na tyle niesamowite, żeby o nich opowiadać. Cały czas czekam na przygode życia. Coś co mnie zaskoczy, co wywoła niepowtarzalne emocje, o czym będe mogła opowiadać godzinami. Wciąż czekam...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spamGórnicy pracują w często bardzo ciężkich warunkach pod ziemią ale jednak z nazwą tej książki skojarzyły mi się góry i przygody związane z dużą wysokością. Góry są bardzo nieprzewidywalnym żywiołem. Parę lat temu z moim znajomym pojechaliśmy w słowackie Tatry. Wyruszyliśmy bardzo wcześnie rano by przejść wielokilometrową trasę i jeszcze zdążyć wrócić przed zmrokiem. Rano pogoda była ładna jednak w górach potwornie szybko się to zmienia. Około godziny 15:00 zrobiła się potworna mgła, w której nic nie było widać na odległość ok 1 metra. Mój partner zgubił szlak. Mieliśmy wrażenie że błądzimy w kółko wśród żeber skalnych, nigdzie nie mogliśmy znaleźć oznaczeń szlaku górskiego. Mgła zamieniła się w mikroskopijną mżawkę która osiadała na nas i na skałach co powodowało że łatwo było się poślizgnąć. Sytuacja była już nieco dramatyczna ale na szczęście po jakimś czasie odnaleźliśmy szlak i udało nam się dotrzeć do celu. Było dużo adrenaliny, trochę strachu, ale takich przygód nie oddałabym za nic.
Górnicy pracują w często bardzo ciężkich warunkach pod ziemią ale jednak z nazwą tej książki skojarzyły mi się góry i przygody związane z dużą wysokością. Góry są bardzo nieprzewidywalnym żywiołem. Parę lat temu z moim znajomym pojechaliśmy w słowackie Tatry. Wyruszyliśmy bardzo wcześnie rano by przejść wielokilometrową trasę i jeszcze zdążyć wrócić przed zmrokiem. Rano...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniejNie muszę wyjeżdżać w niebezpieczne miejsca, ani robić szalonych rzeczy, bo mam je codziennie w moim domowym zaciszu. Czy wiecie ile przygód i wyzwań kryje się w niepozornych książkach? Czytanie to moje drugie życie i pochłaniam każdą lekturę z wypiekami na twarzy. Biorę udział w brawurowych pościgach, razem z detektywem szukam tropów, podziwiam odwagę i siłę bohaterów, przeżywam mrożące krew w żyłach przygody w zapomnianych przez cywilizację dzikich odstępach, zwiedzam kosmos i odległe planety. Każda powieść to nowy i fascynujący świat, który czeka na odkrycie; to świat, gdzie otwierają się przede mną nieograniczone przestworza dla wyobraźni, na skrzydłach której rozkwita cała gama niezwykłych emocji.
Nie muszę wyjeżdżać w niebezpieczne miejsca, ani robić szalonych rzeczy, bo mam je codziennie w moim domowym zaciszu. Czy wiecie ile przygód i wyzwań kryje się w niepozornych książkach? Czytanie to moje drugie życie i pochłaniam każdą lekturę z wypiekami na twarzy. Biorę udział w brawurowych pościgach, razem z detektywem szukam tropów, podziwiam odwagę i siłę bohaterów,...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniejNie jestem typem kobiety, dla której najważniejsze są zakupy, fryzjer czy kosmetyczka ale też nie powiem, że nie lubię wyglądać kobieco i seksownie ! Uwielbiam sport mniej i więcej niebezpieczny, przynajmniej w moim odczuciu taki czasami bywa. Od dziecka jeżdżę na quadzie i tylko raz zdarzył się na nim wypadek, ale miałam dużo szczęścia, gdyż skończyło się tylko na poparzonej nodze i wybitym łokciu. Gdyby tego było mało, kocham czuć wiatr we włosach, a to zapewnia mi pływanie na windsurfingu oraz od jakiegoś czasu kitesurfingu. Polecam wszystkim molom książkowym takim jak ja, ponieważ po dniu pełnym adrenaliny, książki " wchodzą" jeszcze lepiej!
Nie jestem typem kobiety, dla której najważniejsze są zakupy, fryzjer czy kosmetyczka ale też nie powiem, że nie lubię wyglądać kobieco i seksownie ! Uwielbiam sport mniej i więcej niebezpieczny, przynajmniej w moim odczuciu taki czasami bywa. Od dziecka jeżdżę na quadzie i tylko raz zdarzył się na nim wypadek, ale miałam dużo szczęścia, gdyż skończyło się tylko na...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniej
Ostatnimi czasy często jeżdżę z kumplem na paintball. Zapytacie gdzie tu adrenalina? Przecież nie da się naprawdę zginąć od kulki z farbą.
A ja zapytam was: gdzie wasza wyobraźnia?
Jeśli odpowiednio wczujesz się w klimat zwykłe pole* może się stać prawdziwą areną walki!
*pole - w sensie przestrzeń w której odbywa się gra.
Ostatnimi czasy często jeżdżę z kumplem na paintball. Zapytacie gdzie tu adrenalina? Przecież nie da się naprawdę zginąć od kulki z farbą.
A ja zapytam was: gdzie wasza wyobraźnia?
Jeśli odpowiednio wczujesz się w klimat zwykłe pole* może się stać prawdziwą areną walki!
*pole - w sensie przestrzeń w której odbywa się gra.
Mając 10 lat razem z kuzynami zgubiłam się w lesie i muszę przyznać, że po godzinie błądzenia zaczęłam już czuć narastającą panikę.
Byliśmy tam mnóstwo razy i zawsze trzymaliśmy się wyznaczonej trasy.
Świetnie nam się rozmawiało, było dużo śmiechu i fascynacji otaczającą nas przestrzenią. Nie wiem w którym momencie weszliśmy w złą ścieżkę. Po jakiś 15 minutach zorientowaliśmy się, że nie wiemy gdzie jesteśmy. Nikt z nas nie miał własnego telefonu i możliwości skontaktowania się z kimkolwiek, kto mógłby nam pomóc. Zresztą, wtedy o tym nie myśleliśmy i po prostu szliśmy dalej szukając jakiegoś charakterystycznego znanego nam miejsca. Chodziliśmy tak prawie dwie godziny, gdy wreszcie usłyszeliśmy przejeżdżający samochód. Rzadko tamtędy jeżdżą samochody, więc mieliśmy szczęście. Udało nam się znaleźć drogę i do domu wróciliśmy już asfaltem. Okazało się, że chodziliśmy w koło, ale byliśmy tak już zdezorientowani, że nie myśleliśmy logicznie. Jak to dzieci już po godzinie zapomnieliśmy o strachu i uznaliśmy to za świetną przygodę.
Teraz wiem, że zakończenie mogło być tragiczne. Nikt z nas nie miał przy sobie wody, latarki, zapałek, mogliśmy spędzić noc w lesie, spotkać dzikie zwierzęta, a nasi rodzice najedliby się strachu.
Mając 10 lat razem z kuzynami zgubiłam się w lesie i muszę przyznać, że po godzinie błądzenia zaczęłam już czuć narastającą panikę.
Byliśmy tam mnóstwo razy i zawsze trzymaliśmy się wyznaczonej trasy.
Świetnie nam się rozmawiało, było dużo śmiechu i fascynacji otaczającą nas przestrzenią. Nie wiem w którym momencie weszliśmy w złą ścieżkę. Po jakiś 15 minutach...
Jeżdżąc konno cały czas jest się narażonym na mocny zastrzyk adrenaliny. Nie bez powodu jeździectwo jest nazywane sportem ekstremalnym - naszym motorem jest bowiem żywe zwierzę, koń, którego zachowania nie jesteśmy w stanie nigdy do końca przewidzieć. Bardzo trudno się nauczyć współpracy na linii człowiek-koń, zrozumień jego potrzeby, chęć postawienia na swoim i dokonywania rzeczy często absurdalnych. Ale ten kto jeździ konno wie jak wielka adrenalina czeka nas podczas galopu w terenie, w lesie, na łące, czy też skokach przez przeszkody... Kiedy jesteś tylko Ty i twój koń, rosnąca adrenalina, której nie jesteś w stanie do końca zatrzymać - bo i po co? Do każdej jazdy należy podchodzić z szacunkiem, nie dać się wciągnąć w wir monotonii, może to nas zgubić. Maksymalne skupienie i adrenalina płynąca w żyłach. To jest to co kocham.
Jeżdżąc konno cały czas jest się narażonym na mocny zastrzyk adrenaliny. Nie bez powodu jeździectwo jest nazywane sportem ekstremalnym - naszym motorem jest bowiem żywe zwierzę, koń, którego zachowania nie jesteśmy w stanie nigdy do końca przewidzieć. Bardzo trudno się nauczyć współpracy na linii człowiek-koń, zrozumień jego potrzeby, chęć postawienia na swoim i dokonywania...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniejAdrenalina to bardzo duża część mojego życia ponieważ pracuje jako strażak w Państwowej Straży Pożarnej. Podczas służby, która trwa 24h, średnio zdarza się około 4/5 wyjazdów alarmowych, za każdym razem gdy ogłaszany jest alarm jest powiew adrenaliny, czasem większy gdy zgłoszenie jest poważne, ale również mniejszy gdy nie ma zagrożenia życia.. Czasem podczas służby nie wyjedziemy ani razu, następnym razem 10 razy więc średni poziom adrenaliny w miesiącu jest utrzymany na tym samym poziomie. Podczas służby uwielbiam czytać książki ponieważ bardzo mnie relaksują i pomagają mi w radzeniu sobie ze stresem oraz nie rozmyślaniem po powrocie z trudniejszej akcji.
Adrenalina to bardzo duża część mojego życia ponieważ pracuje jako strażak w Państwowej Straży Pożarnej. Podczas służby, która trwa 24h, średnio zdarza się około 4/5 wyjazdów alarmowych, za każdym razem gdy ogłaszany jest alarm jest powiew adrenaliny, czasem większy gdy zgłoszenie jest poważne, ale również mniejszy gdy nie ma zagrożenia życia.. Czasem podczas służby nie...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniej
Miałam chyba pięć lat, jak wybrałam się z rodzicami do wesołego miasteczka pojeździć samochodzikami.
Był to mój pierwszy raz w takim miejscu i wszystko wydawało mi się bardzo fascynujące i pozornie... w ogóle nie niebezpieczne ;)
Tata zasiadł w czerwonym kabriolecie na miejscu pasażera, a ja z dumą zaczęłam kręcić kierownicą. Byłoby fajnie, gdyby nie inni ludzie, którzy dziwnym zbiegiem okoliczności zaczęli jechać centralnie na nas... Po krótkiej chwili jak można było przewidzieć nastąpiła kraksa,a mnie z tego wszystkiego aż spadły z nosa okulary i niestety zostały rozjechane przez inny brawurowy samochodzik. Nie zastanawiając się minuty dłużej wychyliłam się z pojazdu i skupiłam wyłącznie na tym, by zebrać ich szczątki...
To dopiero był ryzyko! Mogłam wypaść i skończyć równie marnie, ale jakoś udało się przeżyć...choć pamiętam przeraźliwe krzyki mamy, która stała z boku i była świadkiem tej całej sytuacji.
No cóż... Szczerze mówiąc z punktu widzenia małej dziewczynki było to niesamowite doświadczenie pełne spodziewanej adrenaliny i niespodziewanego końca życia mojej drugiej pary oczu...
Miałam chyba pięć lat, jak wybrałam się z rodzicami do wesołego miasteczka pojeździć samochodzikami.
Był to mój pierwszy raz w takim miejscu i wszystko wydawało mi się bardzo fascynujące i pozornie... w ogóle nie niebezpieczne ;)
Tata zasiadł w czerwonym kabriolecie na miejscu pasażera, a ja z dumą zaczęłam kręcić kierownicą. Byłoby fajnie, gdyby nie inni ludzie, którzy...
Najbardziej fascynującą jak i niebezpieczną było założenie przeze mnie rolek na stromej górce. Gdy wstałam byłam przerażona, a inni mówili że również biała jak ściana. Niechcący drgnęłam i pojechałam do przodu. Krzyczałam widząc dziecko na swojej drodze. Zamknęłam oczy a otworzyłam je będąc na trawie otoczona rodziną i bliskimi. Tak wyglądała moja pierwsza lekcja jazdy na rolkach.
Najbardziej fascynującą jak i niebezpieczną było założenie przeze mnie rolek na stromej górce. Gdy wstałam byłam przerażona, a inni mówili że również biała jak ściana. Niechcący drgnęłam i pojechałam do przodu. Krzyczałam widząc dziecko na swojej drodze. Zamknęłam oczy a otworzyłam je będąc na trawie otoczona rodziną i bliskimi. Tak wyglądała moja pierwsza lekcja jazdy na...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniejMieszkam w Zagłębiu Miedziowym i mój mąż pracuje pod ziemią. To ciężka i niebezpieczna praca dlatego ma przykazane,że po każdym wyjeździe dzwoni. Pewnego dnia miał nocną zmianę i jak zwykle o 22 wyjechał do pracy. W nocy koło 2 obudził mnie telefon.Zanim odebrałam to tysiące myśli przebiegły mi przez głowę,bo wiadomo co oznaczają nocne telefony. Z drżącą ręką podniosłam słuchawkę i usłyszałam "cześć to ja jestem już na górze,było tąpnięcie,ale zdarzyłem uciec ".Poczułam niebywałą ulgę,ale i strach,bo ilu było,jest i będzie takich,którym to nie będzie dane?Rudna,bo tam pracuje mój mąż,to nie jest bezpiczne miejsce:(
Mieszkam w Zagłębiu Miedziowym i mój mąż pracuje pod ziemią. To ciężka i niebezpieczna praca dlatego ma przykazane,że po każdym wyjeździe dzwoni. Pewnego dnia miał nocną zmianę i jak zwykle o 22 wyjechał do pracy. W nocy koło 2 obudził mnie telefon.Zanim odebrałam to tysiące myśli przebiegły mi przez głowę,bo wiadomo co oznaczają nocne telefony. Z drżącą ręką podniosłam...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniej
Moim największym wyczynem było wdrażanie się na czarny staw. Wiele osób tego dokonało, ale uważam to za swój sukces.
Uwielbiam góry i spacery po nich. Ale wejście na morskie oko, to nie wdrapywanie się po kamiennej trasie pionowo w górę. Kiedyś chciałam iść na rysy, byłam przekonana ze to przecież łatwizna. Po Czarnym stawie wiem, że to tylko łatwo wygląda jak patrzymy z obrazka. W rzeczywistości spojrzenie w dół z trasy. Podziwianie przepięknych widoków z góry uświadamia jak niebezpieczne potrafią być góry i zaczynamy podziwiać tych, którzy się po nich wspinają.
Moim największym wyczynem było wdrażanie się na czarny staw. Wiele osób tego dokonało, ale uważam to za swój sukces.
Uwielbiam góry i spacery po nich. Ale wejście na morskie oko, to nie wdrapywanie się po kamiennej trasie pionowo w górę. Kiedyś chciałam iść na rysy, byłam przekonana ze to przecież łatwizna. Po Czarnym stawie wiem, że to tylko łatwo wygląda jak patrzymy z...
Każdy czasami lubi poczuć adrenalinę. Zacznę od tego, że ja nie stanowię wyjątku. Jak się teraz zastanowić miałam dosyć dużo sytuacji "na krawędzi", co ciekawe najwięcej podczas jazdy na rowerze, a bardzo rzadko na nim jeżdżę...
Oto moja lista:
1. Jazda rowerem pod prąd
2. Jazda rowerem z 2 kartonami zamontowanymi na bagażniku i 2 siatkami na ramie obijającymi się o moje kolana (jak za mocno kopnęłam kolanem którąś siatkę to trochę mnie znosiło - trzeba uważać)
3. Jazda rowerem z dosyć pokaźną walizką trzymaną przy kierownicy (jak auta przejeżdżały obok to od podmuchu powietrza przez tą walizkę trochę mną miotało - totalna jazda zygzakiem, że tak powiem wyższa szkołą jazdy)
4. Jazda rowerem z długimi sznurówkami i załadowanymi warzywami na bagażniku drogą polną bez barierek czy ogrodzenia tuż nad torami kolejowymi. Sznurówki choć zawiązane były na tyle długie, że się wkręciły w pedały a ja na całe szczęście przewróciłam się na stronę pola a nie w stronę urwiska. Wszystko się stało bardzo szybka - szarpnięcie przy stopie, gleba, po rozsypane warzywa na około, przewrócony rower, stopa przymocowana do pedała no i oczywiście bolący tyłek i ulga, że przewróciłam się na drogę a nie na zbocze.
Każdy czasami lubi poczuć adrenalinę. Zacznę od tego, że ja nie stanowię wyjątku. Jak się teraz zastanowić miałam dosyć dużo sytuacji "na krawędzi", co ciekawe najwięcej podczas jazdy na rowerze, a bardzo rzadko na nim jeżdżę...
Oto moja lista:
1. Jazda rowerem pod prąd
2. Jazda rowerem z 2 kartonami zamontowanymi na bagażniku i 2 siatkami na ramie obijającymi się o moje...
Adrenalina w moim życiu pojawia się codziennie od wyścigów samochodowych,aż po chore hobby.Moje hobby polega na zwisaniu jak najdłużej na jednej ręce z dużych wysokości bez asekuracji.Wszystko zaczęło się od trzepaka i wygłupów kto wytrzyma najdłużej wisząc na dwóch rękach.Zawsze dziwnym trafem zostawałem na nim najdłużej i dawało mi to jeszcze większą motywację,żeby być jeszcze lepszy od nich. Pewnego dnia zobaczyliśmy budkę która miała około trzech metrów,a my mieliśmy po 12 lat.Ponownie bawiliśmy się na skraju dachu.Niestety ta zabawa nie skończyła się najlepiej dla nas mimo,że znowu udało mi się wygrać.Kolega skręcił kostkę spadając i wtedy poczułem adrenalinę,że może mi się coś stać.Było to wręcz odwrotne uczucie niżbym się spodziewał.Uwielbiałem czuć jak balansuje na krawędzi.Pewnego dnia udałem się do miasta jakieś 20km od miejsca w którym mieszkam i zobaczyłem tam most.Wysokość przybliżona do budynku z mojej miejscowości,ale kiedy ręce puszczą znajdę się w wodzie,a nie na ziemi.Zacząłem tam częściej bywać,aż pewnego dnia wiszenie na dwóch rękach skończyło przynosić mi adrenalinę i zacząłem szukać wyższych miejsc.W wieku siedemnastu lat pomyślałem,że może lepiej zacząć zabawę z jedną wiszeniem na jednej ręce i zacząłem przygodę tak samo jak w wiszeniu na dwóch rękach.Aktualnie najwyższa wysokość,którą do tej pory osiągnąłem wisząc na jednej ręce to Most w Stańczykach,który ma wysokość 36,5m kolejnym celem jest Most Beipanjiang.Tak wygląda moje hobby.
Adrenalina w moim życiu pojawia się codziennie od wyścigów samochodowych,aż po chore hobby.Moje hobby polega na zwisaniu jak najdłużej na jednej ręce z dużych wysokości bez asekuracji.Wszystko zaczęło się od trzepaka i wygłupów kto wytrzyma najdłużej wisząc na dwóch rękach.Zawsze dziwnym trafem zostawałem na nim najdłużej i dawało mi to jeszcze większą motywację,żeby być...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniejJasne, że żyję na krawędzi. Używam kremu na noc w dzień, jem płatki śniadaniowe na kolację, korzystam z biblioteki akademickiej nie będąc studentem, używam żelu pod prysznic podczas kąpieli w wannie, a co najgorsze - zdarza mi się jeść tort nie mając urodzin. Życie bez ryzyka nie ma sensu :)
Jasne, że żyję na krawędzi. Używam kremu na noc w dzień, jem płatki śniadaniowe na kolację, korzystam z biblioteki akademickiej nie będąc studentem, używam żelu pod prysznic podczas kąpieli w wannie, a co najgorsze - zdarza mi się jeść tort nie mając urodzin. Życie bez ryzyka nie ma sensu :)
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spamNie potrafię pływać, choć mieszkam na wsi, na terenie której są 4 duże jeziora. Zimą, gdy niskie temperatury utrzymują się dłużej niż tydzień jeziora zamarzają. Gdy tylko warstwa lodu osiągnie te minimum 10cm. Wspólnie ze znajomymi wsiadamy na rowery, zabieramy 4 drewniane paliki i piłkę. Granie w piłkę na środku zamarzniętego jeziora - ktoś nazwałby głupotą. Szczególnie, gdy nie potrafisz pływać. Coś jednak ciągnie mnie tam co roku. Kto wie, może kiedyś nie wrócę, niemniej wiem, że takie przeżycia długo pozostają w pamięci.
Nie potrafię pływać, choć mieszkam na wsi, na terenie której są 4 duże jeziora. Zimą, gdy niskie temperatury utrzymują się dłużej niż tydzień jeziora zamarzają. Gdy tylko warstwa lodu osiągnie te minimum 10cm. Wspólnie ze znajomymi wsiadamy na rowery, zabieramy 4 drewniane paliki i piłkę. Granie w piłkę na środku zamarzniętego jeziora - ktoś nazwałby głupotą. Szczególnie,...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniejJak byłam młodsza byłam bardziej otwarta na różne doświadczenie oraz przede wszystkim moja granica strachu była umiejscowiona dużo niżej niż obecnie. Chodziłam po naszych polskich górach i bez lęku zaglądałam w różne "przepaści". W pewnym momencie jednak zaczęłam się blokować i kiedy miałam szansę zrezygnowałam z przejścia Orlą Percią. Ten mój nowy "lęk wysokości" zaczął mnie irytować. Jak zaczęłam z tym walczyć? Zapisałam się na kurs wspinaczkowy. Kiedy jednak dochodziłam do połowy ścianki nogi miałam jak z waty, byłam cała mokra i od razu schodziłam. Pewnego razu instruktor zawiązał mi oczy i kazał wchodzić. Doszłam do końca. Zaczęłam się trochę ośmielać względem ścianki. To jednak było za mało więc w ostatnim roku zafundowałam sobie lot balonem. Nie będę opisywała moich początkowych przeżyć bo nie byłoby to nic przyjemnego a poza tym końcowe wrażenia przyćmiewają wszystko. Teraz zbieram pieniądze na kolejny lot. Tylko może tym razem w Kapadocji? 100 balonów jednocześnie w powietrzu to musi być coś.
Jak byłam młodsza byłam bardziej otwarta na różne doświadczenie oraz przede wszystkim moja granica strachu była umiejscowiona dużo niżej niż obecnie. Chodziłam po naszych polskich górach i bez lęku zaglądałam w różne "przepaści". W pewnym momencie jednak zaczęłam się blokować i kiedy miałam szansę zrezygnowałam z przejścia Orlą Percią. Ten mój nowy "lęk wysokości"...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniejKiedyś byłem pastuszkiem na wygnaniu daleko w alpach ponad 2000 metrów nad poziomem morza i jak do dziś pamiętam gdy przechodziłem z tyłu obok 700-kilowego byczka co prawda bez rogów ale z belzebubową posturą to adrenalina skakała mi do góry i szedłem jak na paluszkach by nie dostać z kopytka tym bardziej że wiedziałem co to oznacza bo kilka razy dostałem od byczka ale takiego trochę niniejszego to był jego synek i ważył jakieś 300 kilo.
Kiedyś byłem pastuszkiem na wygnaniu daleko w alpach ponad 2000 metrów nad poziomem morza i jak do dziś pamiętam gdy przechodziłem z tyłu obok 700-kilowego byczka co prawda bez rogów ale z belzebubową posturą to adrenalina skakała mi do góry i szedłem jak na paluszkach by nie dostać z kopytka tym bardziej że wiedziałem co to oznacza bo kilka razy dostałem od byczka ale...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniej
Należę do osób nad wyraz spokojnych i nie przepadam wychodzić z poza kochanych czterech ścian. Jednak są w moim życiu sytuację, kiedy boję się o swoje życie, a zdarza się to tylko wtedy, gdy mój chłopak bierze się za gotowanie.
Znajduje przepis, gdzie później okazuje się, że nie mamy wszystkich składników, ale od czego są zamienniki? Nie ma ketchupu? Dam sos chilli. Śmietana? A kefir może być? Jak myślisz...ile dni po terminie można jeszcze użyć *nazwa produktu*?
Nie wspomnę o pobojowisku jaki zostawia - ale co do tego to bardziej zagraża jego życiu niż mojemu ;P
Należę do osób nad wyraz spokojnych i nie przepadam wychodzić z poza kochanych czterech ścian. Jednak są w moim życiu sytuację, kiedy boję się o swoje życie, a zdarza się to tylko wtedy, gdy mój chłopak bierze się za gotowanie.
Znajduje przepis, gdzie później okazuje się, że nie mamy wszystkich składników, ale od czego są zamienniki? Nie ma ketchupu? Dam sos chilli....
Z początku, to niezwykły szacunek dla górników, bez nich nasz kraj nie funkcjonowałby tak jak teraz, robią mega robotę!
Przechodząc do mnie, zawsze lubiłem szczyptę adrenalinki ;) Pamiętam, że zawsze starałem się uprawiać sporty podchodzące niekiedy pod niebezpieczne. Jednym z takich było kolarstwo, tylko, że bez mapy xD Braliśmy z kuzynem rower, wjeżdżaliśmy w las i wyjeżdżaliśmy gdzieś, nie wiedząc gdzie. Zawsze skręcaliśmy tam, gdzie inni nie jechali, rozpędzaliśmy rowery do takich prędkości, że licznik rowerowy nie nadążał. Innym przykładem jest skimboard, czyli taki surfing, tylko my go uprawialiśmy nad jeziorem przy brzegu, na płytkiej wodzie. Niby nic, tylko jeden kumpel nie nasmarował deski i złamał obojczyk, drugi nogę. Można się poobijać, uwierzcie mi ;) Później poszedłem o krok dalej, czyli surfing. Okazało się, że nie jest to identyczne jak poprzednie i niby na głębokiej wodzie, ale fale potrafią być nieobliczalne.
Podsumowując dreszczyk emocji jest spoko. Jedni myślą, że są np królami szos i w swoim BMW wchodzą w zakręt bokiem, gdzie nigdy bym się tak nie odważył na publicznej drodze, tylko na torze. Więc adrenalina jest niesamowita, jeżeli umiemy się nią odpowiednio posługiwać i dawkować ją.
Pozdrawiam!
Z początku, to niezwykły szacunek dla górników, bez nich nasz kraj nie funkcjonowałby tak jak teraz, robią mega robotę!
Przechodząc do mnie, zawsze lubiłem szczyptę adrenalinki ;) Pamiętam, że zawsze starałem się uprawiać sporty podchodzące niekiedy pod niebezpieczne. Jednym z takich było kolarstwo, tylko, że bez mapy xD Braliśmy z kuzynem rower, wjeżdżaliśmy w las i...
Odwiedzam Bałkany od dłuższego czasu. Za każdym razem, kiedy informuję znajomych czy kolegów i koleżanki z pracy o celu mojej podróży, pytają: Po co tam w ogóle jedziesz, życie ci niemiłe? Innym osobnikiem, który nie do końca rozumiał moją chęć podróży do tego regionu była moja mama. Do dziś pamiętam jej zatroskaną twarz, gdzie wpatrzone we mnie, błyszczące od łez oczy zdawały się mówić: Żegnaj na zawsze córeczko! Nie wspomnę nawet o babci i dziadku, którzy czerpiąc wiedzę fachową z TVP, zapewniali mnie, zaklinając się na wszystkie świętości, że w niektórych częściach byłej Jugosławii, wciąż toczą się walki. Doceniając ich troskę, powiedziałam, że nasi sąsiedzi niedawno podróżowali do Chorwacji i bezpiecznie wrócili. Odpowiedzieli mi jednak, że przecież ja wcale nie wybieram się do Chorwacji, a im dalej na południe, tym mniej bezpieczna okolica i niewykluczone, że spotkam nawet samego Miloševicia. Obiecałam im więc, że tak jak mnie nauczono, nie będę rozmawiać z obcymi i samotnie spacerować po zmroku, a pieniądze będę trzymała w skórzanej torebce na piersi. Dodatkowo poinformowałam moich dziadków, że wspominany wyżej człowiek nie żyje, na co oni zgodnie dodali, że nie należy wierzyć w to, co podają media i przeprosili mnie uprzejmie, ale nie mieli już czasu na dyskusję, ponieważ właśnie rozpoczęły się wieczorne wiadomości. Tak więc z każdym nowym wyjazdem na Bałkany, poruszam się po grząskim terenie, ryzykuję że wrócę do Polski w czarnym worku, balansuję na krawędzi.
Odwiedzam Bałkany od dłuższego czasu. Za każdym razem, kiedy informuję znajomych czy kolegów i koleżanki z pracy o celu mojej podróży, pytają: Po co tam w ogóle jedziesz, życie ci niemiłe? Innym osobnikiem, który nie do końca rozumiał moją chęć podróży do tego regionu była moja mama. Do dziś pamiętam jej zatroskaną twarz, gdzie wpatrzone we mnie, błyszczące od łez oczy...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniejPewnego dnia pojechaliśmy z żoną w pewne miejsce, gdzie był park linowy. Jak tylko wdrapałem się na stanowisko startowe, wiedziałem, że będzie ciężko-mam lęk wysokości. Mogłem się wycofać i nikogo by to nie zdziwiło. Ale postanowiłem stawić temu czoła, mało tego-dodawałem otuchy żonie. Obojgu udało się nam przejść całość, a ja od razu chciałem więcej. Z lęku się nie wyleczyłem, ale konfrontacja z nim nauczyła mnie, że można zrobić coś mimo ograniczeń - a satysfakcja była ogromna.
Pewnego dnia pojechaliśmy z żoną w pewne miejsce, gdzie był park linowy. Jak tylko wdrapałem się na stanowisko startowe, wiedziałem, że będzie ciężko-mam lęk wysokości. Mogłem się wycofać i nikogo by to nie zdziwiło. Ale postanowiłem stawić temu czoła, mało tego-dodawałem otuchy żonie. Obojgu udało się nam przejść całość, a ja od razu chciałem więcej. Z lęku się nie...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniej
Moim zdaniem żyje się raz, więc trzeba brać życie garściami i mieć dużo wspomnień na stare lata. Uwielbiam adrenalinę, z którą wraz idzie czasem: strach, dreszcze, szybsze bicie serca, uczucie gorąca oraz inne uczucia związane z adrenaliną. Ryzykowałam w życiu dużo razy i robiłam szalone rzeczy. Jednym z nich był skok na bange, pójście do domu strachu oraz zwiedzanie kopalni w strojach górniczych. Najlepsze co zostało, to wspomnienia.
W domu strachu przełamałam swoje lody i zgodziłam się na branie udziału wraz ze znajomymi. Bałam sie bardzo, szczególnie, że wybraliśmy dom strachu, w którym aktorzy przebrani w różne stroje wyskakiwali niespodziewanie z różnych zakamarków i straszyli nas oraz odciągali od grupy, w której byliśmy. Dotrwałam do końca i nigdy nie sądziłam, że będę tak bardzo zadowolona. Z miłą checią wrócę się raz jeszcze i przeżyję na nowo tyle emcocji, które trzymały mnie cały czas w napięciu.
Natomiast w kopalni była możliwość ubrania się w ubrania robocze i poczucia jak naprawdę wygląda praca na dole. Kiedy zjechalam na dół było tam bardzo gorąco i ciemno. Strach był cały czas przy mnie, szczególnie w momentach kiedy było ciasno a na sobie miało się tak ciężkie ubrania ochronne. Adrenalina była nie do opisania, ponieważ mogłam zobaczyć tyle ciekawych rzeczy, których sobie nie wyobrażałam. Nie zdawałam sobie sprawy jak ciężka i trzymająca w niepewności jest praca w kopalni.
Wszystkie te doświadczenia a zwłaszcza uczucia, które mi towarzyszyły są do dzisiejszego dnia. Nigdy ich bym nie zamieniła na nic innego i nie żałuję żadnych decyzji.
Te wspomnienia zostana zawsze w mojej pamięci, a uczucia takie jak adrenalina oraz strach, są zawsze przy mnie, za każdym razem kiedy opowiadam znajomym o tych wspomnieniach.
Moim zdaniem żyje się raz, więc trzeba brać życie garściami i mieć dużo wspomnień na stare lata. Uwielbiam adrenalinę, z którą wraz idzie czasem: strach, dreszcze, szybsze bicie serca, uczucie gorąca oraz inne uczucia związane z adrenaliną. Ryzykowałam w życiu dużo razy i robiłam szalone rzeczy. Jednym z nich był skok na bange, pójście do domu strachu oraz zwiedzanie...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniej
Na moje osiemnaste urodziny zafundowałam sobie niezwykły prezent – skok na bungy. Było to w moim przekonaniu ukoronowanie mojego przejścia w dorosłość, właśnie niczym skok w przepaść.
Pamiętam ten dzień doskonale. Było ciepło i słonecznie. Instruktor pozapinał mnie w cały „rynsztunek”, a potem dźwigiem dostaliśmy się na samą górę. Otworzył przede mną furtkę, a ja z ciekawością wyjrzałam poza nią. Widok ściął mi krew w żyłach. Przed moimi oczami kołysały się wierzchołki drzew, nie było widać ziemi. Instruktor rozpoczął odliczanie, a ja ostatnim atawistycznym odruchem złapałam się za barierkę, przerywając mu okrzykiem protestu. Przyzwyczajony do takich wątpliwości, nachodzących innych śmiałków, mężczyzna odczekał chwilę, aż podejmę ostateczną decyzję. Serce waliło mi jak oszalałe, skórę pokrył pot, a nogi zrobiły się jak z waty, jednak zawzięłam się, aby mimo naturalnego strachu skoczyć. Gdy instruktor krzyknął „Trzy, dwa, jeden… BUNGY!”, rzuciłam się przed siebie z krzykiem, od którego ochrypło mi później gardło. Wrażenie było przerażające, ale i fantastyczne zarazem.
Myślę, że był to jeden z najwspanialszych prezentów w moim życiu.
Na moje osiemnaste urodziny zafundowałam sobie niezwykły prezent – skok na bungy. Było to w moim przekonaniu ukoronowanie mojego przejścia w dorosłość, właśnie niczym skok w przepaść.
Pamiętam ten dzień doskonale. Było ciepło i słonecznie. Instruktor pozapinał mnie w cały „rynsztunek”, a potem dźwigiem dostaliśmy się na samą górę. Otworzył przede mną furtkę, a ja z...
Matka natura obdarzyła mnie spokojnym ,,misiowym,, charakterem, więc co za tym idzie nie w smak mi duże dawki adrenaliny, zresztą małe dawki również. Jednak jak to w życiu bywa, gdy się czegoś nie lubi... to ma się tego w nadmiarze. Od ataku roju wściekłych os (o dziwo żadna mnie nie ukąsiła), przypadkowym siedzieniu na mrowisku niczym Telimena w Panu Tadeuszu, po wejscie na cudzą posesje gdzie przywitały mnie dwa potężne Amstafy, których już sam wygląd powodował u mnie palpitacje serca, tym bardziej że gospodarza ,,ani widu, ani słychu,,. Stałem jak wmurowany z trudem łapiąc oddech. Tysiąc myśli na minute, co robić? Dopóki stałem nieruchomo one tylko warczały, kazdy minimalny krok w tył tylko potęgował ich nieznośne warczenie i szczerzenie bielutkich zebów z których dumny byłby każdy dentysta. Do furtki miałem kilka metrów, a że nie mam w zwyczaju nosić ze sobą pęta kiełbasy na odwrócenie ich uwagi, byłem zdany tylko na siebie. Bliski paniki, z sercem walącym jak kowal w rozgrzane żelazo, powoli się wycofywałem, z planem by około dwa metry od furtki dać ,,dyla,,. Mój plan się niemal powiódł, ale... nie wiadomo skad wyskoczył malutki york (lub cos w tym gatunku) i cap mnie za łydke. Niepozrny piesek swoimi malutkimi lecz ostrymi niczym szpilki zębami spowodował chyba więcej bólu niż niedoszłe pogryzienie dwoch dorodnych amstafów. Oczywiscie będąc juz w niebie, tzn za furtką, wyszedł usmiechniety gospodarz, pogłaskał psy, mówiąc mi ,,spokojnie, one nie gryzą tylko czasem warczą,,.
Matka natura obdarzyła mnie spokojnym ,,misiowym,, charakterem, więc co za tym idzie nie w smak mi duże dawki adrenaliny, zresztą małe dawki również. Jednak jak to w życiu bywa, gdy się czegoś nie lubi... to ma się tego w nadmiarze. Od ataku roju wściekłych os (o dziwo żadna mnie nie ukąsiła), przypadkowym siedzieniu na mrowisku niczym Telimena w Panu Tadeuszu, po wejscie...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniejW liceum z Anetą często podróżowałam na stopa. Nigdy nie wiadomo gdzie spędzimy noc i kogo spotkamy na swojej drodze. To było najbardziej fascynujące. Zawsze trafiałyśmy na cudownych ludzi, ale jedna przygoda mogła skończyć się wyjątkowo źle. W trakcie podróży po Portugalii w niewielkiej miejscowości strasznie trudno było złapać stopa. Utknęłyśmy na parę godzin i nikt się nie chciał zatrzymać. Zapadał zmierzch, nie było gdzie rozbić namiotu, zaczynałyśmy się stresować. Wreszcie ktoś się zatrzymał. W środku siedziało dwóch mężczyzn - nigdy nie wsiadałyśmy do auta gdzie był więcej niż jeden pan, niestety musiałyśmy wydostać się jakoś z miasteczka przed nocą. Przymocowane na tylnym siedzeniu foteliki dziecięce dodatkowo uśpiły naszą czujność. Po przejechaniu kilku kilometrów okazało się, że panowie są podpici, padały głupie komentarze, propozycje, więc zdecydowałyśmy się wysiadać. Panowie nie bardzo chcieli nas jednak wypuścić. Atmosfera była bardzo napięta. Zatrzymali wóz na jakimś odludziu, korzystając z okazji wyskoczyłyśmy z auta i pobiegłyśmy w pobliski las. Na szczęście nas nie gonili i w spokoju, niestety po ciemku rozbiłyśmy namiot chcąc się przespać, po takich emocjach niestety bezskutecznie. Gdy tylko zaczęło się rozjaśniać wstałyśmy, by dalej ruszyć w trasę, a naszym oczom ukazał się klif i ocean skąpany w świetle wschodzącego słońca. Najpiękniejszy widok w całym moim życiu. Stres minionej nocy zastąpił zachwyt i radość, bez tej przygody nigdy byśmy tam nie dotarły.
W liceum z Anetą często podróżowałam na stopa. Nigdy nie wiadomo gdzie spędzimy noc i kogo spotkamy na swojej drodze. To było najbardziej fascynujące. Zawsze trafiałyśmy na cudownych ludzi, ale jedna przygoda mogła skończyć się wyjątkowo źle. W trakcie podróży po Portugalii w niewielkiej miejscowości strasznie trudno było złapać stopa. Utknęłyśmy na parę godzin i nikt się...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniej
Skok ze spadochronem! Co to były za emocje.
Szybkie szkolenie, strój, spacer do samolotu, lecimy.
Im bardziej oddalaliśmy się od ziemi czułam strach, ale i radość, fascynacje. Coraz mniejsi ludzie, krajobraz pól, rzeka, pobliskie wioski. Uśmiechnięte twarze moich towarzyszy, jakby właśnie odkryli najlepszą zabawę na świecie. Otwiera się klapa, można skakać. Spojrzenie w dół i "AAAAAAAA". Mieszanka przerażenia z mega frajdą. Chciałam jak najwięcej zobaczyć, zapamiętać i nacieszyć się chwilą. Dziwne, uzależniające uczucie, które towarzyszy ekstremalnym sportom. Lot, cudowny lot. Słońce grzejące za plecami. Wlatywanie w chmury, najpierw jedną, potem drugą i trzecią. Chwila, w której instruktor pyta czy chce sterować. I czuje się jakbym była piórkiem, spadającym lekkim piórkiem. Oczy karmią się widokami, jest taki ogrom piękna, że nie sposób tego ogarnąć. Ziemia zbliża się coraz bardziej, bach. Koniec. Pierwsze uczucie - niedowierzanie - naprawdę to zrobiłam! Emocje opadały ze mnie do końca dnia :)
Skok ze spadochronem! Co to były za emocje.
Szybkie szkolenie, strój, spacer do samolotu, lecimy.
Im bardziej oddalaliśmy się od ziemi czułam strach, ale i radość, fascynacje. Coraz mniejsi ludzie, krajobraz pól, rzeka, pobliskie wioski. Uśmiechnięte twarze moich towarzyszy, jakby właśnie odkryli najlepszą zabawę na świecie. Otwiera się klapa, można skakać. Spojrzenie w dół...