-
Artykuły
Czytamy w weekend. 10 kwietnia 2026
LubimyCzytać436 -
Artykuły
Nadciąga Gwiazdozbiór Kryminalny!
LubimyCzytać8 -
Artykuły
Wiosna z książką – kwietniowe premiery, które warto poznać
LubimyCzytać16 -
Artykuły
"Dom bestii" - jak ofiara zamienia się w kata. Akcja recenzencka do nowej książki Katarzyny Bondy!
LubimyCzytać13
forum Oficjalne Akcje i konkursy
[Zakończony] Złowieszczy Gdańsk, promienna Warszawa - wygraj książkę "Pustkowia".
Nazywa się Ellen Savinger i zaginęła trzy tygodnie temu. Sam Berger ma złe przeczucia, ale koledzy ze sztokholmskiej policji twierdzą, że skoro nie ma ciała, nie ma przestępstwa. Gdy Sam nawiązuje kontakt z tajemniczą Nathalie Fredén, która może coś wiedzieć w sprawie Ellen, dochodzenie przybiera na sile i zaczyna obejmować również przeszłość Sama. Pustkowia, powieść o zawrotnie szybkiej akcji, pełna pułapek i kryjówek, ukazuje zupełnie nowe oblicze Arnego Dahla. To także debiut pary detektywów - Sama Bergera i Molly Blom.
Arne Dahl uczynił z miejsca akcji pełnoprawnego bohatera. Sztokholm to nie tylko tytułowe pustkowie, miasto roztacza niepokojącą aurę i kreuje klimat całej powieści. Stwórzcie krótką historię, której bohaterem będzie wybrane polskie miasto. Czy będzie bezkresne i mroczne jak Sztokholm u Arne Dahla, czy wręcz przeciwnie – pełne światła i ciepła?
Czekamy na teksty o długości nieprzekraczającej 1500 znaków ze spacjami.
Nagrody
Autorzy pięciu najciekawszych tekstów otrzymają egzemplarz książki.
Pustkowia
Autor : Arne Dahl
Regulamin
- Konkurs trwa od 4 grudnia do 11 grudnia włącznie. W konkursie mogą wziąć udział jedynie osoby posiadające adres korespondencyjny w Polsce.
- Odpowiedzi muszą być napisane samodzielnie. Kopiowanie części lub fragmentów tekstów, recenzji innych osób jest zabronione. Teksty nie mogą przekraczać 1500 znaków ze spacjami.
- Każdy użytkownik może zgłosić tylko jedną pracę.
- Zwycięzców wybiera administracja serwisu lubimyczytać.pl. Decyzja jest nieodwołalna.
- Dane adresowe zostaną wykorzystane przez serwis lubimyczytać.pl i Wydawnictwo Czarna Owca.
- Adres zwycięzcy powinien zostać nadesłany do dwóch tygodniu od daty ogłoszenia wyników konkursu. Po tym terminie administracja lubimyczytać.pl dopuszcza wybór kolejnego laureata lub nieprzyznanie nagrody.
odpowiedzi [29]
Konkurs został zakończony. Za wszystkie odpowiedzi dziękujemy!
Wybraliśmy zwycięskie prace:
Agata
Johel
Brzoza
Mihu
Tina
Serdecznie gratulujemy! Z laureatami skontaktujemy się bezpośrednio.
Konkurs został zakończony. Za wszystkie odpowiedzi dziękujemy!
Wybraliśmy zwycięskie prace:
Agata
Johel
Brzoza
Mihu
Tina
Serdecznie gratulujemy! Z laureatami skontaktujemy się bezpośrednio.
Sobota, dzień targowy. Tłok, z każdej strony słychać
- Dzień dobry, poproszę kilo ziemniaków.
lub
- Dobrý den, kilo bramborů, prosím.
Tak, Cieszyn to miasto graniczne, w którym mieszają się wpływy polskie i czeskie. Idźmy dalej, poznajmy najciekawsze miejsca tego miasta. Gdy wyjdziemy z placu targowego, zobaczymy przed sobą cmentarz, może przy odrobinie szczęścia jego bramę obleczą promienie słońca, wiele ważnych osób dla tej społeczności spoczęło w tym miejscu. Po chwili zadumy udajemy się w dalszą podróż aż na Rynek, gdzie stoi sławna fontanna z posągiem św. Floriana, która niczym warszawska Rotunda jest miejscem spotkań młodych cieszyniaków. Zmęczeni udajemy się do Cafe Muzeum w Parku Pokoju, gdzie odpoczniemy od zgiełku przy filiżance aromatycznej kawy i pysznym ciachu. Pokrzepieni udajemy się prosto do Studni Trzech Braci. Z tym miejscem jest związana legenda: trzej bracia Bolko, Leszko i Cieszko rozjechali się w dalekie strony i spotkali się przy źródle, na tym miejscu zbudowali te Studnię, a miejsce to nazwali Cieszynem, od cieszenia się. Po wrzuceniu grosza do studni, pomyśleniu życzenia pora iść dalej na Wzgórze Zamkowe. Tam znajduje się rotunda św. Mikołaja. A teraz niech każdy z was sięgnie do swojego portfela. Czy macie banknot dwudziestozłotowy? Jeśli tak, to patrzycie na naszą Rotundę. Schowajcie swój banknot i popatrzcie przed siebie na panoramę Czech. Za rzeką Olzą jest Republika Czeska. Jeszcze trzydzieści lat temu Czesi byli tak blisko, i zarazem tak daleko.
Sobota, dzień targowy. Tłok, z każdej strony słychać
- Dzień dobry, poproszę kilo ziemniaków.
lub
- Dobrý den, kilo bramborů, prosím.
Tak, Cieszyn to miasto graniczne, w którym mieszają się wpływy polskie i czeskie. Idźmy dalej, poznajmy najciekawsze miejsca tego miasta. Gdy wyjdziemy z placu targowego, zobaczymy przed sobą cmentarz, może przy odrobinie szczęścia jego bramę...
Puławy na Lubelszczyźnie. Trudno znaleźć bardziej nudne i mniej interesujące miasto na mapie Polski. Nie ma tu żadnych zabytków, które można by zwiedzać, a sama architektura jest nijaka. Zimą pada śnieg, a latem świeci słońce, coroczna monotonia przypominająca życie emeryta.
Zło jednak czai się wszędzie, atakując najmniej przygotowane na to miasto.
Przepływająca przez Puławy Wisła wyrzuca na brzeg okręcone czarną folią zwłoki.
Fala przerażenia spada na mieszkańców, w wieczornych wiadomościach we wszystkich stacjach mówią o Puławach. Ranek przynosi jeszcze większą grozę, gdy policja podaje informacje o nocnej masakrze. Sprawca lub sprawcy wykradli znalezione zwłoki dokonując egzekucji na trzech pracownikach miejscowej kostnicy.
Nad Wisłą w Puławach nikt już nie wędkuje w obawie, że mógłby „coś” złowić.
Puławy na Lubelszczyźnie. Trudno znaleźć bardziej nudne i mniej interesujące miasto na mapie Polski. Nie ma tu żadnych zabytków, które można by zwiedzać, a sama architektura jest nijaka. Zimą pada śnieg, a latem świeci słońce, coroczna monotonia przypominająca życie emeryta.
Zło jednak czai się wszędzie, atakując najmniej przygotowane na to miasto.
Przepływająca przez...
Czasem słońce, czasem deszcz. Taki jestem kapryśny. Liczysz na słoneczny wypoczynek nad polskim morzem? Na 90% będzie padać, a temperatura spadnie poniżej 20 stopni. Polecam zamiast stroju kąpielowego zabrać ze sobą płaszcz przeciwdeszczowy.
Czekałeś na spędzenie dwóch tygodni urlopu przez cały rok?
Przykro mi nie pozwolę Ci spędzić czternastu dni na leżeniu „plackiem” na gorącym piasku, ja dbam o twoje zdrowie i zalecam zamiast tego spacery brzegiem morza i pokonanie przynajmniej raz dziennie całej długości mola. Rynek też mam bardzo piękny! Musisz koniecznie go odwiedzić. Zezwalam na koniec tej zdrowotnej przebieżki na odpoczynek w porcie na skosztowaniu świeżej rybki :) Tak wiem, że masz mi za złe pogodę, ale ja muszę Ci pokazać piękno całego miasta, a nie tylko plażę i twój hotel.
Przepraszam zapomniałem się przedstawić, na imię mi... Kołobrzeg.
PS. Mam nadzieję, że za rok znowu się zobaczymy.
Czasem słońce, czasem deszcz. Taki jestem kapryśny. Liczysz na słoneczny wypoczynek nad polskim morzem? Na 90% będzie padać, a temperatura spadnie poniżej 20 stopni. Polecam zamiast stroju kąpielowego zabrać ze sobą płaszcz przeciwdeszczowy.
Czekałeś na spędzenie dwóch tygodni urlopu przez cały rok?
Przykro mi nie pozwolę Ci spędzić czternastu dni na leżeniu „plackiem” na...
Pleszew ponownie stał się dla niej ponurym, nieprzyjaznym miasteczkiem. Jeszcze kilka dni temu przechadzając się alejkami pobliskiego parku odczuwała wielką radość z możliwości przebywania właśnie w tym miejscu. Teraz miasto nie było już dla niej azylem, lecz razem z nim spadała w przepaść. Wszystko zmieniło się 13 grudnia. Wówczas na tradycyjnym pleszewskim targu ujrzała swojego kata – osobę, która piętnaście lat temu zamieniła jej życie w piekło. Do Pleszewa wrócił Marek–pedofil ukrywający się pod maską szarmanckiego mężczyzny. Dochodziły do niej słuchy, że jego kara wkrótce dobiegnie końca, ale mimo wszystko nie przyjmowała tego do wiadomości. Początkowo obudziły się w niej najgorsze wspomnienia, ale przecież nie była już tą słabą Ewą, która pozwoliła mu splamić swoją niewinność. Nie zamierzała czekać na jego atak. Wiedziała, że prędzej czy później Marek będzie chciał dokończyć dzieła. Pleszew, mimo bolesnych wspomnień, był jej małą ojczyzną i w żadnym wypadku nie myślała o ucieczce. Szybkim krokiem przemierzała ciemne ulice miasta i układała w głowie plan zemsty. Tylko jedna osoba może wygrać tę bitwę! W końcu zdecydowała się podjąć radykalne kroki i udała się do swojego dawnego mieszkania. Z kufra, który znajdował się na strychu, wyciągnęła dawny pistolet swojego ojca. Zamierzała raz na zawsze zakończyć prześladujący ją codziennie koszmar. Ciemne zaułki miasta w połączeniu z mroźną pogodą były jej sprzymierzeńcem… Pleszew pomoże jej zatrzeć ślady. W końcu będzie wolna.
Pleszew ponownie stał się dla niej ponurym, nieprzyjaznym miasteczkiem. Jeszcze kilka dni temu przechadzając się alejkami pobliskiego parku odczuwała wielką radość z możliwości przebywania właśnie w tym miejscu. Teraz miasto nie było już dla niej azylem, lecz razem z nim spadała w przepaść. Wszystko zmieniło się 13 grudnia. Wówczas na tradycyjnym pleszewskim targu ujrzała...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniejGdy słońce zachodzi za horyzont, a centrum miasta ogarniają cienie wieżowców Katowic cała okolica budzi się do życia. Szyldy sklepów i latarnie świecą się jak w efekcie domina. Mrok, w którym prze chwilę trwało to miasto zostaje przegnany na obrzeża, gdzie karmi się strachem przed ciemnością małych dzieci. Pośród tych tłumów, które nigdy się nie zatrzymują siedzi na ławce stary człowiek. Na jego jedynego nie działa pędzący czas,zawsze znajdzie chwilę by przyglądać się innym ludziom. Patrząc na tych wszystkich ludzi pracy, artystów, piekarzy zaczyna rozumieć, słowa innych poetów. Tacy sami, a jednak tacy różni, ta myśl zawsze przechodzi mu przez głowę czując żywe serce miasta. Od pewnego czasu zauważył, że nie pasuje do nowoczesności. Ten hałas, krzyki, niezrozumiałe ruchy wyglądały jak z innego świata. Wszystko się kończy, czasem trzeba ustąpić miejsca postępowi, mruknął do siebie wstając z ławki, gdzie już siadał grupa młodzieży. Starzec ostatni raz spojrzał na nowe pokolenie świata i ruszył w ciemność. Światła zgasły, a on schodził ze sceny gdzie skończył swój ostatni akt.
Gdy słońce zachodzi za horyzont, a centrum miasta ogarniają cienie wieżowców Katowic cała okolica budzi się do życia. Szyldy sklepów i latarnie świecą się jak w efekcie domina. Mrok, w którym prze chwilę trwało to miasto zostaje przegnany na obrzeża, gdzie karmi się strachem przed ciemnością małych dzieci. Pośród tych tłumów, które nigdy się nie zatrzymują siedzi na ławce...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniejPamiętam doskonale jak mi pisała, że Sieradz to przyjazne miasto. Może nie tak piękne jak Zamość, nie tak rozwinięte jak Warszawa i nie tak spokojne jak Międzyzdroje po sezonie, ale jednak ma swój urok i blask. Jechałem tam po dwóch miesiącach wirtualnej znajomości w nadziei, że to będzie kiedyś mój nowy dom. Już początek nie był jednak optymistyczny, na obskurnym dworcu sprzedano mi zapiekankę, która pamiętała chyba rządy Wałęsy. Później było już tylko gorzej. Najpierw idąc wzdłuż torów dorwał mnie jakiś bezpański pies i poharatał nogawkę. Później pod wiaduktem nieopodal cmentarza, jakiś pijaczek zaczął mnie podrywać, nie widząc, że mimo iż mam długie włosy, to jestem jednak mężczyzną. Później chwila spokoju, możliwość podziwiania uroków miasta, gdzie na pierwszy plan wybijały się liczne biedronki, plac wojewódzki będący niczym innym jak olbrzymim parkingiem i wreszcie kościół, podobno cenny, wtedy jednak zakryty rusztowaniem. Dalej na Krakowskim Przedmieściu miałem pecha natknąć się na miejscową żulię okupującą schody sklepu, która nie mogła przepuścić okazji by dokopać obcemu. Wreszcie obity i nieźle wystraszony dotarłem na opłotki, ciągnące się w nieskończoność. Urzekł mnie na tej ulicy widok człowieka jadącego w samych majtkach na rowerze w masce niedźwiedzia. Zwieńczeniem mojej podróży był dom ukochanej, skąpana w zachodzącym słońcu rudera, bardziej przypominająca szopkę niż dom. Dobrze, że chociaż miłość na mnie czekała i smaczny rosół.
Pamiętam doskonale jak mi pisała, że Sieradz to przyjazne miasto. Może nie tak piękne jak Zamość, nie tak rozwinięte jak Warszawa i nie tak spokojne jak Międzyzdroje po sezonie, ale jednak ma swój urok i blask. Jechałem tam po dwóch miesiącach wirtualnej znajomości w nadziei, że to będzie kiedyś mój nowy dom. Już początek nie był jednak optymistyczny, na obskurnym dworcu...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniej
Czas wolny to czas odpoczynku
każdy powie szczerze.
Kto może wyjeżdża, nawet na rowerze.
Nie wszyscy tak jednak czas wolny spędzają.
Są bowiem tacy co Kraków kochają!
Ja także Kraków kocham i mówię Wam prędzej,
że maniaków Krakowa jest z każdym dniem więcej.
Wszyscy, którzy Kraków bardzo dobrze znają,
W Krakowie wakacje spędzają, bo wiedzą, że
dzięki wakacjom i Krakowowi odpoczynek mają!
Niezapomniane chwile także przeżywają
i z nową energią do pracy wracają.
Poznajcie więc Kraków
najwyższa już pora!
Kraków dla każdego!
dziecka i seniora!
Jak poznacie Kraków przyznacie mi rację.
Wakacje to Kraków!
Kraków TO WAKACJE!
Czas wolny to czas odpoczynku
każdy powie szczerze.
Kto może wyjeżdża, nawet na rowerze.
Nie wszyscy tak jednak czas wolny spędzają.
Są bowiem tacy co Kraków kochają!
Ja także Kraków kocham i mówię Wam prędzej,
że maniaków Krakowa jest z każdym dniem więcej.
Wszyscy, którzy Kraków bardzo dobrze znają,
W Krakowie wakacje spędzają, bo wiedzą, że
dzięki wakacjom i Krakowowi...
Leon jak co dzień o 6.00 otworzył oczy, wyłączył budzik i spojrzał za okno na swoje ukochane miasto-Częstochowę. Uwielbiał patrzeć co poranek na wieżę Jasnej Góry. Gdy kończył pracę zawsze się też tam udawał i kontemplował. Czuł się zżyty z miastem, w którym się wychował, ale z tym sanktuarium jeszcze bardziej. Traktował je jak cząstkę samego siebie, gdy miał jakiś problem albo coś go trapiło zawsze tam odnajdywał rozwiązanie i spokój. Czuł się bezpiecznie.
Dziś wieża była lekko zaśnieżona. Idzie zima -pomyślał i się uśmiechnął. Byłą to jego ulubiona pora roku.
Leon jak co dzień o 6.00 otworzył oczy, wyłączył budzik i spojrzał za okno na swoje ukochane miasto-Częstochowę. Uwielbiał patrzeć co poranek na wieżę Jasnej Góry. Gdy kończył pracę zawsze się też tam udawał i kontemplował. Czuł się zżyty z miastem, w którym się wychował, ale z tym sanktuarium jeszcze bardziej. Traktował je jak cząstkę samego siebie, gdy miał jakiś problem...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniej
O Poznaniu już była Jeżycjada, ale to miasto zasługuje na jeszcze więcej historii. Jedna z nich mogłaby zaczynać się tak:
Słońce wspięło się ponad budynki, Bałtyk odbijał jego promienie i oślepiał turystów wpatrzonych w tę nowatorską budowlę. Kaja siedziała w autobusie linii 68 i patrzyła na swoje miasto z niekrywanym zachwytem. "Jak dobrze tu mieszkać! Szkoda tylko, że te korki nie chcą się skończyć, bo zaraz spóźnię się na zajęcia." - pomyślała. Dziewczyna studiowała na Uniwersytecie Adama Mickiewicza, na wydziale filologii polskiej i klasycznej. W tym roku dopiero zaczęła, ale mimo że od października do maja minęło niewiele czasu, ona się czuła bardzo zadomowiona w pięknym budynku Collegium Maius. Stare wnętrza pięknie odremontowane pomogły przetrwać pierwszą sesję, Kino Pałacowe w pobliskim Zamku stało się jej ulubionym a ulica Taczka zapewniała jej żołądkowi błogie uczucie sytości.
Oho, trzeba wysiadać. Kaja szybkim krokiem pędzi na uczelnię. Zdążyła, dzięki wieczornym biegom ma niezłą kondycję. Po zajęciach widzi grupkę zagubionych studentów. Rozmawiają po angielsku i nie wiedzą dokąd iść. Dziewczyna nie zastanawia się długo, podchodzi i pyta w czym może im pomóc. Chcą iść na zakupy, ale nie wiedzą gdzie, więc proponuje, że ich zaprowadzi. Przystają na to chętnie, a w trakcie spaceru miedzy nią a jednym z chłopaków związuje się nić porozumienia.
"Jakie piękne to miasto!" - mówi. Kaja uśmiecha się.
Chyba wiemy jak skończy się ta historia.
O Poznaniu już była Jeżycjada, ale to miasto zasługuje na jeszcze więcej historii. Jedna z nich mogłaby zaczynać się tak:
Słońce wspięło się ponad budynki, Bałtyk odbijał jego promienie i oślepiał turystów wpatrzonych w tę nowatorską budowlę. Kaja siedziała w autobusie linii 68 i patrzyła na swoje miasto z niekrywanym zachwytem. "Jak dobrze tu mieszkać! Szkoda tylko, że te...
Warszawa spojrzała na tych wszystkich ludzi przechadzających się po jej zniszczonych powojennych chodnikach. Skrzywiła się czując jak dwójka chłoptasiów urywa właśnie gałęzie w Łazienkach. Ale beznadzieja pomyślała i jej niechęć oraz zmęczenie przerodziły się w furię. Zaraz obluzowała płytki chodników po których wciąż spacerowali warszawiacy. Jedna z największych gałęzi zaraz spadła z łazienkowskiego drzewa wprost na głowy chuliganów. Wtem nagle jakiś zacny człowiek wypisał czek na remont chodników na Mokotowie, a Warszawę ogarnęła przyjemna fala ciepła, uśmiechnęła się, gniew minął jak ręką odjąć. Gdy w Esce usłyszała gdy patrzę w twe oczy zmęczone jak moje, to kocham to miasto.. nie potrzeba jej było już nic do szczęścia.
Warszawa spojrzała na tych wszystkich ludzi przechadzających się po jej zniszczonych powojennych chodnikach. Skrzywiła się czując jak dwójka chłoptasiów urywa właśnie gałęzie w Łazienkach. Ale beznadzieja pomyślała i jej niechęć oraz zmęczenie przerodziły się w furię. Zaraz obluzowała płytki chodników po których wciąż spacerowali warszawiacy. Jedna z największych gałęzi...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniejDzień był pochmurny, spakowana niebieska torba leżała w kącie, wskazówka starego naręcznego zegarka leniwie obracała sie dookoła własnej osi. Nie było sensu dłuzej siedzieć i patrzeć w sufit, więc zarzuciłem torbe na ramię i powolnym krokiem ruszyłem w strone gorzowskiego dworca pkp do którego miałem ponad 3km. Idąc rozglądałem się po okolicznych skwerkach wypatrując kogoś znajomego by na chwile przystanąc i zamienić z nim kilka słów. Ogromna kałuża wzdłuz drogi, rozprysła się pod przejeżdżającym autobusem, brudząc elewacje pobliskiego banku. Bardzo dobrze- pomyslałem, patrząc na wciąz nowo otwierane banki i apteki wzdłuż głownej ulicy mojego rodzinnego gorzowa wlkp. gdzie kiedyś dominowały kawiarenki i lokalne małe sklepiki. Nawet nie wiem kiedy przeszedłem całe centrum, gdy moim oczom ukazal się w oddali dworzec, z małą wąską uliczką, dla odmiany dobrze zaopatrzoną w lombardy, na koncu której znajdował się bar mleczny, ostatni symbol poprzedniej epoki, z tłumem gosci których próżno wypatrywali okoliczni bankierzy. Spojrzałem jeszcze raz na moje rodzinne miasto i wchodząc na dworzec pomyślałem, porównując je z innymi ze mimo szarości i nijakości, zawsze chętnie tu wracam, bo stąd mam najlepsze wspomnienia z dzieciństwa. Podjechał pociąg, równie brudny jak całe miasto, ale na swoj sposób urokliwy, zajmując miejsce przy oknie, wrzucilem moją niebieska torbę na miejsce bagazowe, i spoglądając w okno czekałem z utęsknieniem jak i smutkiem na odjazd pociągu.
Dzień był pochmurny, spakowana niebieska torba leżała w kącie, wskazówka starego naręcznego zegarka leniwie obracała sie dookoła własnej osi. Nie było sensu dłuzej siedzieć i patrzeć w sufit, więc zarzuciłem torbe na ramię i powolnym krokiem ruszyłem w strone gorzowskiego dworca pkp do którego miałem ponad 3km. Idąc rozglądałem się po okolicznych skwerkach wypatrując kogoś...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniej
Dworzec główny przywitał go swoim grobowym i mrocznym obliczem. Ciemna brama do której prowadziły schody wyglądała niczym paszcza demona, który chce go wchłonąć w swoje trzewia, gdy będzie chciał się wydostać. Rozejrzał się i dopiero sobie uświadomił, że jest tu sam. Tylko on wysiadł z pociągu na tej stacji. Dreszcz przeszed mu po karku. Na domiar złego zaczął padać deszcz, musiał podjąć wyzwanie i żwawo wyjść na miasto.
Gdy zrobił kilka kroków w kierunku bramy, za budynkiem zauważył poświatę. Dzięki temu jego kroki stały się pewniejsze. Poskutkowało to tym, że potknął się o stopień schodów, miasto przywitało go podcinając mu nogi. Podniósł się i szybkimi krokami ruszył niczym ćma, w stronę światła. Poczuł ulgę gdy wydostał się za bramę i koszmarne wrażenie minęło, teraz przed oczami ukazało mu się miejsce w pełni oświetlone latarniami ulicznymi.
Korzystając z oświetlenia analizował mapę, z oznaczonym punktem do którego ma się udać. Miał mało czasu, ponieważ deszcz przemienił się w potężną ulewę,na domiar złego na niebie pojawiały się błyski wyładowań.
Minęły raptem trzy minuty, miejsce zmieniło się nie do poznania. Elektryczność została wyłączona, prawdopodobnie zostały przerwane przewody elektryczne. Okoliczne budynki patrzyły na niego czarnymi oczami okien, okoliczne drzewa chwiały się i wydawały dźwięki niczym z horroru. Biegł w stronę w którą widział zarys ulicy. Wpadł na kogoś, kto wyłonił się zza budynku.
Już po głosie poznał, że to jego kuzyn, dziś miał szczęście.
Dworzec główny przywitał go swoim grobowym i mrocznym obliczem. Ciemna brama do której prowadziły schody wyglądała niczym paszcza demona, który chce go wchłonąć w swoje trzewia, gdy będzie chciał się wydostać. Rozejrzał się i dopiero sobie uświadomił, że jest tu sam. Tylko on wysiadł z pociągu na tej stacji. Dreszcz przeszed mu po karku. Na domiar złego zaczął padać...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniej
Ulice na których się rodzimy, nie różnią się wiele od tych na których za pewne kiedyś umrzemy. Bez ulic nie byłoby miast, podobnie jak nie byłoby ich bez domów.
Są za to miasta bez ludzi. Jak Żory, w których się urodziłem, w którym żyłem i o którym pamiętać będę w chwili śmierci.
Nieskończone centrum, a w nim tryskające z grafitowych skał wodospady. Rozciągające się pierścienie domów, a każdy z nich inny, mimo iż wszystkie takie same. Chronione przez mury sięgające nieba. Pełne ulic, pełne historii które miały na nich miejsce, a o których nikt się nie dowie. Miasto pełne pogrzebanych nadziei, gdzie błądzące po szarości dusze wychodzą nocą w poszukiwaniu wściekłych skrzydeł dla marzeń, by zabrały ich gdzieś daleko stąd, gdzie będzie im dane rozkwitnąć. Dla jednych stanowi początek, inni tylko tędy przechodzą, o ostatnich można powiedzieć tylko tyle, że znaleźli tu spokój, wieczny spokój.
Żory to nie miasto ludzi, to miasto nieskończoności.
Ulice na których się rodzimy, nie różnią się wiele od tych na których za pewne kiedyś umrzemy. Bez ulic nie byłoby miast, podobnie jak nie byłoby ich bez domów.
Są za to miasta bez ludzi. Jak Żory, w których się urodziłem, w którym żyłem i o którym pamiętać będę w chwili śmierci.
Nieskończone centrum, a w nim tryskające z grafitowych skał wodospady. Rozciągające się...
Fale rozbijane o falochron szumią w tym miejscu inaczej niż gdziekolwiek indziej. Siedzę, opierając się o stary wiatrak „Stawa Młyny” – symbol Świnoujścia – i wdycham powietrze przepełnione jodem, jak zwykłam to robić przez długi okres mojego życia. Jest marzec, powoli zaczyna zmierzchać. Morze jest wzburzone, horyzont zdaje się krzyczeć w oddali, pobudzony do ataku. Niedługo zerwie się sztorm, połączony z przypływem, cała plaża zostanie zalana.
To nie czas na popisy, gdybym tu została, prąd wody porwałaby mnie na wycieczkę do Niemiec. Ruszam otulona zimnymi powiewami wiatru, w niczym nieprzypominającymi letniej bryzy. To nie pora na rozmyślanie o swawoli, nagich ciałach opalających się na plaży. Przeciskam się między wydmami, zarośniętymi dziką roślinnością. Stukot niebezpiecznie zbliżający się do mnie każe mi biec przez pagórki piachu. Nagle zalewa mnie zimny pot, a usta napełniają się przekleństwami gdy upadam. Stado dzików przebiega kilka metrów przede mną. Dostrzegam lochę z gromadką warchlaków, takiej lepiej nie prowokować. Leżę jak trup przyciśnięta do piachu pełnego kory i ostrych muszelek. Turyści kochają plaże, wydmy, muszelki… bo życie nad morzem wydaje się przecież nieustanną sielanką.
Dochodzę do starej części portu, opuszczonej i przerażającej. Powiadają, że w tych dokach osiadły duchy marynarzy, którzy nigdy nie wrócili z morza. Przysiadam przy cumach i podziwiam falę zalewające plaże, zmywające wszystkie grzechy mieszkańców. Sztorm rozpętał się na dobre.
Fale rozbijane o falochron szumią w tym miejscu inaczej niż gdziekolwiek indziej. Siedzę, opierając się o stary wiatrak „Stawa Młyny” – symbol Świnoujścia – i wdycham powietrze przepełnione jodem, jak zwykłam to robić przez długi okres mojego życia. Jest marzec, powoli zaczyna zmierzchać. Morze jest wzburzone, horyzont zdaje się krzyczeć w oddali, pobudzony do ataku....
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniej
Duże miasteczko na mapie,
z podróżnych znane
Sopotem zwane
Niegdyś piękny i pogodny
Dzisiaj straszny i ponury.
Dlaczego taki okropny?
Historie przypomnę.
Panna, piękna i młoda
z czarnych oczu słynąca
Marynarza uwiodła.
Rozkochała i zapomniała.
On jednak zapamiętał,
zemścić się pragnął.
Kolegę wynajął,
na molo zaciągnął,
piękną czarnooką.
Przypomniał o sobie,
z uśmiechem popchnął.
Panna zginęła,
dręczyć zaczęła,
Sopot w smutku pogrążony,
upiorna czarnooka
po molo chodzi
zemsty pragnie.
Duże miasteczko na mapie,
z podróżnych znane
Sopotem zwane
Niegdyś piękny i pogodny
Dzisiaj straszny i ponury.
Dlaczego taki okropny?
Historie przypomnę.
Panna, piękna i młoda
z czarnych oczu słynąca
Marynarza uwiodła.
Rozkochała i zapomniała.
On jednak zapamiętał,
zemścić się pragnął.
Kolegę wynajął,
na molo zaciągnął,
piękną czarnooką.
Przypomniał o sobie,
z...
Kwietniowe poranki nie należały w tej części Polski do najcieplejszych. Nikogo nie zdziwiły opady śniegu na początku miesiąca, dokładnie na Wielkanoc, kiedy krajobraz za oknem przypomnał raczej początek zimy, niż wiosenne przebudzenie przyrody. Przyjeżdżając w lany poniedziałek do miasta, wybrała sobie idelany dzień, aby pozostać niezauważoną. Stare kamienice, pamietające koniec wieku XIX, wyglądały jeszcze gorzej niż za czasów jej dzieciństwa. Dworzec Główny obrócił się w ruinę, gdzie w nieogrzewanej poczekalni razem z podróżnymi przesiadywali upojeni alkoholem bezdomni. Żywiec, kiedyś perła państwa Hambsburgów, którzy pozostawili po sobie m.in.usytułowany w parku zamek oraz słynny browar, zapomniał już dawno o czasach swej świetności. Kamienice przy starym moście wyglądały jak po wielkiej wojnie. Tak właśnie wyobrażała je sobie w opowiadaniach matki, która przyjechała tam w 1953 r. Smutnego obrazu miasta dopełniali żebracy, marznący na przystanku autobusowym. Przechodząc przez most, musiała się zatrzymać, bo zakręciło jej się w głowie. Wszystkie zepchnięte dotąd w najgłębszy kąt podświadomosći wspomnienia nagle wróciły. Chwyciła się barierki i spojrzała na syna. Miał dwanaście lat i patrzył na świat przez pryzmat tej dziecięcej naiwności i ufności, której ona już dawno się wyzbyła. Tak bardzo chciała opowiedzieć mu wszystko i zrzucić z siebie ten cieżar, wiedziała jednak, że nie zrozumie. Jeszcze nie.
Kwietniowe poranki nie należały w tej części Polski do najcieplejszych. Nikogo nie zdziwiły opady śniegu na początku miesiąca, dokładnie na Wielkanoc, kiedy krajobraz za oknem przypomnał raczej początek zimy, niż wiosenne przebudzenie przyrody. Przyjeżdżając w lany poniedziałek do miasta, wybrała sobie idelany dzień, aby pozostać niezauważoną. Stare kamienice, pamietające...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniej
Stukot moich obcasów odbijał się echem od starych kamienic stojących po obu stronach Floriańskiej. Uliczka zasłana była śmieciami, które właśnie zbierali panowie z ekipy sprzątającej. Pierwsze promienie słońca padały na lekko oszronione kocie łby, odbijały się od wystaw prezentujących najróżniejsze towary. Kraków jeszcze drzemał, uliczki były puste, podobnie jak rynek. Sukiennice rzucały długi cień pogrążone w słodkim śnie, jakby były tu od zawsze. Zegar na ratuszowej wieży powoli, rytmicznie odmierzał czas. Ze skrzypieniem otworzyły się wrota Kościoła Mariackiego. Wyszedł z niego młody mężczyzna i z pośpiechem ruszył w moją stronę. Kiedy nasze spojrzenia skrzyżowały się, to moje serce zamarło.
-Joachim.
-Anna..- wyszeptał.
Czas zamarł, a dźwięki przestały do mnie docierać. Oto stała przede mną miłość mojego życia, z którą rozstałam się 5 lat temu. Długie 5 lat samotności, bólu i zapominania. Leczenia ran, które teraz w tym momencie, zostały znowu brutalnie otwarte. Z letargu obudził nas furkot skrzydeł gołębi, które właśnie tuż obok poderwały się do lotu.
-Co ty tu..- nie zdążyłam dokończyć zdania. Joachim, tak jak kiedyś, jakby nic się nigdy nie wydarzyło, wziął mnie w ramiona i pocałował.
-Kocham cię- wyszeptał.- nie wiem, czy kiedykolwiek mi wybaczysz, ale szukałem cię zbyt długo, bym mógł cię teraz zostawić.
-Mam męża - odpowiedziałam tylko smutno. Zegar na wieży wybił 6 jakby pieczętując los nieszczęśliwej miłości.
Stukot moich obcasów odbijał się echem od starych kamienic stojących po obu stronach Floriańskiej. Uliczka zasłana była śmieciami, które właśnie zbierali panowie z ekipy sprzątającej. Pierwsze promienie słońca padały na lekko oszronione kocie łby, odbijały się od wystaw prezentujących najróżniejsze towary. Kraków jeszcze drzemał, uliczki były puste, podobnie jak rynek....
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniej
Kraków nocą jak zawsze tętni życiem. Tego dnia Ula z Dorotą też postanowiły wyruszyć w miasto! Gdzie jak nie właśnie na romantycznym i klimatycznym rynku w Krakowie najlepiej spaceruje się o zmierzchu.
Dziewczyny wybrały się na kolacje do ulubionej knajpki na rynku, a po kolacji zaplanowały trochę potańczyć.
Zjadły w miłej atmosferze, w pięknej klimatycznej restauracji, ale do klubu już nie dotarły.
Kiedy jadły deser i piły pyszne winko podeszli Tomek i Adrian pytając czy mogliby się dosiąść.
Dziewczyny nie miały nic przeciwko, bo przecież właśnie taki był na dzisiejszy wieczór poderwać facetów. Dorota załamana po rozstaniu z Damianem potrzebowała się trochę od tego wszystkiego oderwać i zabawić.
Chłopcy byli przystojni i bardzo sympatyczni, a rozmowa zdecydowanie przyjemna.
Po kilku godzinach siedzenia i wypicia całej butelki wina wszyscy wspólnie postanowili, że pójdą potańczyć.
Zebrali się do klubu nieopodal i razem bawili się do późnych godzin nocnych. Tak właśnie na Krakowskim rynku rozpoczęła się niewinna przygoda, która zaowocowała wielką miłością i to podwójną!
Kraków nocą jak zawsze tętni życiem. Tego dnia Ula z Dorotą też postanowiły wyruszyć w miasto! Gdzie jak nie właśnie na romantycznym i klimatycznym rynku w Krakowie najlepiej spaceruje się o zmierzchu.
Dziewczyny wybrały się na kolacje do ulubionej knajpki na rynku, a po kolacji zaplanowały trochę potańczyć.
Zjadły w miłej atmosferze, w pięknej klimatycznej restauracji,...
Ambroży znał Kielce od podszewki. Gdyby ktoś zadał mu pytanie, czy to prawda, że na kieleckim dworcu niemiłosiernie wieje, Ambroży od razu by to potwierdził. Tylko kto chciałby rozmawiać z bezdomnym? Był niewidzialny dla mieszkańców, którzy zajęci swoimi codziennymi sprawami mijali go na ulicy. Czasem, gdy przechodził przez Sienkiewicza krzywili się na jego widok, tak jakby swoim lichym ubraniem i nieogoloną gębą nie pasował do modnych kawiarni, odnowionych kamieniczek i pomników położonych przy reprezentacyjnym deptaku. W czasie 60 lat swojego życia Ambroży zdążył jednak poznać ciemne strony grodu nad Silnicą. Kiedyś budował to niewdzięczne miasto. Jako architekt wiedział, że budynki są kośćmi, drogi żyłami, a ludzie żywą tkanką. I w chwili upadku, właśnie ta żywa tkanka odrzuciła Ambrożego. Ujrzał wtedy prawdziwe twarze ludzi, które niczym fasady kamienic tylko z zewnątrz były piękne, w środku zaś kryły ciemne, brudne bramy. Jednak pomimo wszystkich cierpień jakich tu doznał, poniżenia, braku pracy i swojego kąta nie potrafił porzucić Kielc. To miasto tkwiło w nim niczym kolec boleśnie raniący bok. Było brudem za jego paznokciami. Było kurzem na jego butach. Było łzami, które spływały do Silnicy. Tym co trzymało Ambrożego w Kielcach były wspomnienia i mały grób położony na Cmentarzu Starym.
Ambroży znał Kielce od podszewki. Gdyby ktoś zadał mu pytanie, czy to prawda, że na kieleckim dworcu niemiłosiernie wieje, Ambroży od razu by to potwierdził. Tylko kto chciałby rozmawiać z bezdomnym? Był niewidzialny dla mieszkańców, którzy zajęci swoimi codziennymi sprawami mijali go na ulicy. Czasem, gdy przechodził przez Sienkiewicza krzywili się na jego widok, tak...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniejOlsztyn nie był dla niej tajemnicą. Bywała już tu, ale jakby w innym życiu. Od tamtej pory wydarzyło się wiele albo może w ogóle się nic nie wydarzyło - zależy jak na to spojrzeć. A cóż miasto? przywitało ją deszczem, ale pozwoliło się pokręcić na ulicach, ale nie tylko, bo była też w murach i widziała wnętrza. Nie piła alkoholu, ale czuła się odurzona miastem - jego klimatem, zapachem, kolorami. Wszystko było jakby takie samo, a przecież czas nie stał w miejscu. I jednego była pewna - nie zawiodła się.
Olsztyn nie był dla niej tajemnicą. Bywała już tu, ale jakby w innym życiu. Od tamtej pory wydarzyło się wiele albo może w ogóle się nic nie wydarzyło - zależy jak na to spojrzeć. A cóż miasto? przywitało ją deszczem, ale pozwoliło się pokręcić na ulicach, ale nie tylko, bo była też w murach i widziała wnętrza. Nie piła alkoholu, ale czuła się odurzona miastem - jego...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniej
Długo szukałam swojego miejsca na ziemi.
Odwiedziłam różne miejsca, jednak wciąż w głębi duszy tęskniłam za tym jednym miastem , w którym się urodziłam.
Teraz przechadzam się tymi znanymi uliczkami, aż w końcu kieruję się do pięknego Kościoła, w którym zawsze odnajduję spokój.
Gniezno - to moje miasto i moja duma. To tutaj w końcu powróciłam, żeby zostać już na zawsze.
Park,Katedra,Muzeum - wszystko to, co kocham.
To tutaj ludzie zawsze są mili, turyści z zachwytem przemierzają ulice Pierwszej Stolicy Polski, a świat wydaje się piękniejszy z dnia na dzień.
Odnalazłam swoje miejsce na ziemi:)
Długo szukałam swojego miejsca na ziemi.
Odwiedziłam różne miejsca, jednak wciąż w głębi duszy tęskniłam za tym jednym miastem , w którym się urodziłam.
Teraz przechadzam się tymi znanymi uliczkami, aż w końcu kieruję się do pięknego Kościoła, w którym zawsze odnajduję spokój.
Gniezno - to moje miasto i moja duma. To tutaj w końcu powróciłam, żeby zostać już na zawsze.
...
Kraków wyglądał paskudnie. Pocztówkowy widok na Wisłę, Kościół na Skałce i Wawel prezentował się tak żałośnie, że nie był wart nawet złotówki na kartkę. Brudny śnieg topniał na chodnikach, połowa latarni na bulwarach miała awarię lub spalone żarówki. Ale to smog przeważał sprawę. Powietrze było gęste i brudne jak smoła. Ciężko było dojrzeć, co jest po drugiej stronie rzeki. Nawet tak dobrze ulokowany i oświetlony zamek ledwo majaczył na horyzoncie. Nawet szalonych biegaczy w maskach przeciwpyłowych można było policzyć na palcach jednej ręki. Edycie to jednak odpowiadało. Potrzebowała tej chwili samotności i wysiłku fizycznego. Dobiegnie na Kopiec, wróci, weźmie szybki prysznic i poczuje się jak nowo narodzona. Zdążyli z wystawą na ostatni moment. Zaraz przed wernisażem okazało się, że na liście gości brakuje kluczowych osób, a butelek czerwonego wina jest za mało. Premiera ekspozycji tylko cudem wyszła całkiem nieźle, jednak sama wystawa została raczej letnio przyjęta. Do tego ta impreza. „After-party”! Dziewczyna przewróciła oczami, oddychając głośno. Dlaczego w ogóle tam poszła? Banda kretynów udająca bohemę. Wypadła stamtąd bez słowa pożegnania i wyjaśnienia. Zachowała się dziecinnie i było jej wstyd. Ale czemu nie mogli dać jej spokoju? Edyta wiedziała, że związki to pasma nieszczęść i nieporozumień. Dopiero zaczynała swą artystyczną karierę, a efekty jej prac już były doceniane - zarówno przez profesjonalistów jak i amatorów. Uważała, że zawdzięcza to właśnie sobie.
Kraków wyglądał paskudnie. Pocztówkowy widok na Wisłę, Kościół na Skałce i Wawel prezentował się tak żałośnie, że nie był wart nawet złotówki na kartkę. Brudny śnieg topniał na chodnikach, połowa latarni na bulwarach miała awarię lub spalone żarówki. Ale to smog przeważał sprawę. Powietrze było gęste i brudne jak smoła. Ciężko było dojrzeć, co jest po drugiej stronie rzeki....
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniej
Dom zległ w dolinie między wzgórzami. Jedno pręży się jak pierś zwieńczona sutkiem kopuły starego kościoła. Od ośmiuset lat w jego kryptach leżą zwłoki naszych bogatych przodków. Drugie wzgórze wieńczy tylko kopiec. Kościoła tam nie postawiliśmy, bez przesady. Stoi niżej, u stóp wzgórza. Nasz dom jest największy w całym mieście. Leży już pół wieku, długi, zwinięty jak tylda, a my posadziliśmy dookoła drzewa, i co kilka lat pokrywamy jego grzbiet smołą i ściany farbami. Okna myjemy kilka razy w roku, sprzątamy, bo z brudu lęgną się bezdomni, którzy nam - prawowitym mieszkańcom jego obszernego ciała - zazdroszczą, i z tej zazdrości sikają po kątach. Lubimy słuchać przez papier i gips jego skóry jak oglądamy telewizję, stękamy w łóżkach i wyjemy odkurzaczami w rytuale dbania o jego dobrostan. Napisaliśmy nawet artykuł do lokalnej gazety gdy obchodziliśmy jego 50-te urodziny.
Dobrze nam tu, choć niedaleko granica. Po tamtej stronie też są takie miasta i domy, ale latem ciągnie stamtąd swąd spalenizny. Tamtejsi mówią, że to ziemia się pali. Boimy się, żeby nie zarazili naszej ziemi tym ogniem skrywanym w oczach, ale oni tam mają torf i czarnoziem, a tutaj ziemia biała jak mleko, bo to opoka, i w niej pokładamy ufność swoją. Może nas kiedyś odwiedzisz: przyjedziesz pewnie od zachodniej strony, ktoś pokaże ci stary kościół i lochy, które dawno temu wydrążyliśmy w naszej kredzie. Posłuchasz legend, potem odjedziesz i zapomnisz, bo tak właśnie robią przybysze.
Dom zległ w dolinie między wzgórzami. Jedno pręży się jak pierś zwieńczona sutkiem kopuły starego kościoła. Od ośmiuset lat w jego kryptach leżą zwłoki naszych bogatych przodków. Drugie wzgórze wieńczy tylko kopiec. Kościoła tam nie postawiliśmy, bez przesady. Stoi niżej, u stóp wzgórza. Nasz dom jest największy w całym mieście. Leży już pół wieku, długi, zwinięty jak...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniej
Warszawa nie zmieniła się nic a nic. Chociaż nie było mnie tu długie dziesięć lat. Poznaję każdą brudną uliczkę, każdy zaszczany zakamarek, jakbym nigdy nie opuścił tego przeklętego miejsca. Wszystko jest takie jak to zapamiętałem. Na ulicach walają się śmieci, w zaułkach śpią brudni kloszardzi. Szarzy ludzie śpieszą się do pracy i z powrotem, a wszędzie unosi się siwo-czarny smog, wydychany przez Fabryki.
Zostawiam, rzeczy w obskurnym hotelu z dala od centrum i ruszam w miasto. Gdy docieram do baru Ash’a jest już ciemno. Bar jest zamknięty. Drzwi i okna zabite dechami. Przed wejściem stoi koleś w skórzanej kurtce nabijanej ćwiekami, z różowym irokezem na głowie i ćmi papierosa.
- Od dawna zamknięte? – pytam i kiwam głową na bar.
- Będzie ze dwa lata. – Odpowiada Punk, lustrując mnie spojrzeniem. – Chcesz się przyłączyć?
- Do czego?
- Odkąd stary Ash zamknął te budę w środku organizowane są walki.
- Może innym razem. Powiedz mi tylko, co stało się z Ash’em.
- Stary odszedł na emeryturę. Wyjechał za miasto, a bar sprzedał. – Milczę, licząc, ze Punk powie coś jeszcze. – Nowy właściciel kontynuował biznes, ale kiepsko mu szło. Bez Ash’a, to miejsce straciło duszę. Pamiętam jak stary czasami opowiadał legendy o mieście. O jego demonach, cały bar – opowiada z uśmiechem Punk – wtedy milczał, było cicho jak makiem zasiał. Wspaniałe czasy.
- Wiesz gdzie podziewa się Ash?
- Nie, ale znam kogoś, kto może wiedzieć.
- Gdzie go znajdę?
- Na pewno będzie na dzisiejszych walkach.
- Więc przyjdę.
- Wejście od zaplecza, trafisz?
- Trafię.
Warszawa nie zmieniła się nic a nic. Chociaż nie było mnie tu długie dziesięć lat. Poznaję każdą brudną uliczkę, każdy zaszczany zakamarek, jakbym nigdy nie opuścił tego przeklętego miejsca. Wszystko jest takie jak to zapamiętałem. Na ulicach walają się śmieci, w zaułkach śpią brudni kloszardzi. Szarzy ludzie śpieszą się do pracy i z powrotem, a wszędzie unosi się...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniejDziewczyna wysiadła z pociągu i ruszyła wprost ku schodom. Przemaszerowała spokojnie w kierunku galerii handlowej, zatrzymując się po drodze w popularnym fast foodzie. Kupiła dużą latte, upiła łyk i ruszyła w dalszą drogę. Ruchome drzwi otworzyły się z cichym szumem, witając ją w dżungli z betonu i stali. Nawet nie zastanawiała się nad jazdą tramwajem, szybciej doszłaby na rynek pieszo. Szła więc dalej. Mijała brzydkie, zaniedbane kamienice, które najlepsze lata miały za sobą. W tym mieście szczytem odnowy budynków było powieszenie na nich ogromnych połaci reklam. Skręciła w lewo obok urzędu miasta i znalazła się w innym świecie. Po prawej miała ciekawą konstrukcję, na której zamontowano ławki oraz niewielkie fontanny. Z przodu natomiast stały szeregi drewnianych domków. Dziewczyna weszła pomiędzy budki świątecznego jarmarku. Ledowy renifer ciągnął ledowe sanie, a na obrotowej wieżyczce kręcili się wesoło goście bożonarodzeniowej szopki. Wspaniałe zapachy pierniczków mieszały się z wonią grzanego wina. W oczy uderzał blask bijący od niezliczonej ilości szklanych, ręcznie malowanych bombek. Wszędzie wokół niej byli szczęśliwi ludzie. Stanęła z boku i piła w ciszy kawę, obserwując zmiany, jakie zachodziły w przechodniach. Wchodzili tu bezbarwni, ponurzy jak to miasto ludzie, jednak atmosfera świąt ich odmieniała. Wybierali owoce w czekoladzie, podziwiali ozdoby, robili sobie zdjęcia z Mikołajem. A potem spokojnie wracali do szarych uliczek Katowic. Z uśmiechem na twarzy.
Dziewczyna wysiadła z pociągu i ruszyła wprost ku schodom. Przemaszerowała spokojnie w kierunku galerii handlowej, zatrzymując się po drodze w popularnym fast foodzie. Kupiła dużą latte, upiła łyk i ruszyła w dalszą drogę. Ruchome drzwi otworzyły się z cichym szumem, witając ją w dżungli z betonu i stali. Nawet nie zastanawiała się nad jazdą tramwajem, szybciej doszłaby na...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniej
Jest takie miasto na mapie-
jakie? Mało kto się połapie.
Pełne słońca i zieleni,
aż twarz mi się rumieni.
Tutaj dom mam swój,
a może być i twój.
Tu ptaki rankiem śpiewają-
urodę Warszawy wysławiają.
Jeśli tylko chcesz,
wyrzuć z życia deszcz.
Przyjedż na słoneczne Bielany-
tu świat jest jak malowany.
Jest takie miasto na mapie-
jakie? Mało kto się połapie.
Pełne słońca i zieleni,
aż twarz mi się rumieni.
Tutaj dom mam swój,
a może być i twój.
Tu ptaki rankiem śpiewają-
urodę Warszawy wysławiają.
Jeśli tylko chcesz,
wyrzuć z życia deszcz.
Przyjedż na słoneczne Bielany-
tu świat jest jak malowany.
Pustkowia[bookLink]4801917|Pustkowia[/bookLink]
Pustkowia[bookLink]4801917|Pustkowia[/bookLink]
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spamW województwie Wielkopolskim leży sobie małe miasto Leszno. Jest ono bardzo tajemniczym miastem. Posiada ono mnóstwo ścieżek rowerowo-pieszych. Mieszkają tutaj bardzo mili i pracowici ludzie. Lecz pewnego dnia w niczego sobie normalnej rodzinie zdarzyła się tragedia. Syn pewnej kobiety miał zostać wysłany do wojska na misję w Afganistanie. Jego matka tak kochała syna że nie pozwalała mu na wyjazd gdyż przewidywała że może już nigdy nie wrócić. Była tak zdeterminowana że zamknęła go w piwnicy i mówiła że gdzieś wyjechał za każdym razem gdy przychodziło po niego wojsko. Pewnego razu w nocy wyszedł on zaczerpnąć świeżego powietrza i w tym samym momencie z zaskoczenia do jego domu przyszli wojskowi którzy kazali mu się pakować. Matka broniła syna, ostrzegała przed wyjazdem ale nic go już powstrzymać nie mogło i modliła się aby nic mu się nie stało. Po paru latach syn wrócił do domu i został zwolniony ze służby wojskowej z powodów nagłej choroby. Matka była zadowolona że przeżył ten wyjazd.
W województwie Wielkopolskim leży sobie małe miasto Leszno. Jest ono bardzo tajemniczym miastem. Posiada ono mnóstwo ścieżek rowerowo-pieszych. Mieszkają tutaj bardzo mili i pracowici ludzie. Lecz pewnego dnia w niczego sobie normalnej rodzinie zdarzyła się tragedia. Syn pewnej kobiety miał zostać wysłany do wojska na misję w Afganistanie. Jego matka tak kochała syna że nie...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniej
