-
Artykuły
Jak dobrze znasz Katarzynę Bondę? Alfabet pisarki.
LubimyCzytać1 -
Artykuły
Milion euro dla pisarki i burza w branży. Nagroda „Aena de Narrativa“ rozpala emocje
LubimyCzytać10 -
Artykuły
„Kawa z Mistrzem Zbrodni” – wygraj spotkanie z Wojciechem Chmielarzem z okazji Światowego Dnia Książki
LubimyCzytać19 -
Artykuły
"Przejścia. Którędy do miłości" Natalii de Barbaro. Mamy dla Was 40 egzemplarzy książki!
LubimyCzytać3
forum Oficjalne Akcje i konkursy
[Zakończony] Wywiad z kosiarzem - wygraj książkę "Kosiarze".
Świat bez głodu, wojen, chorób i cierpienia. Ludzkość uporała się już z tym wszystkim. Pokonała nawet śmierć. W tej chwili żywot człowieka mogą zakończyć jedynie kosiarze – do nich należy kontrolowanie wielkości populacji. Citra i Rowan zostają praktykantami w profesji kosiarza – choć żadne z nich nie wykazuje ku temu chęci. Nastolatkowie muszą opanować sztukę odbierania życia, wiedząc że przy tym ryzykują własnym.
Przeprowadźcie wywiad z kosiarzem, postacią zajmująca się regulowaniem liczby ludności. Jak myślicie – czy jest zadowolony ze swojej pracy? Może chciałby zajmować się czym zgoła odmiennym? Wcielcie się w dociekliwych dziennikarzy i dowiedzcie się, czy kosiarze mają ludzkie uczucia.
Czekamy na teksty o długości nieprzekraczającej 1500 znaków ze spacjami.
Nagrody
Autorzy pięciu najciekawszych tekstów otrzymają egzemplarz książki.
Kosiarze
Autor : Neal Shusterman
Regulamin
- Konkurs trwa od 25 października do 2 listoopada włącznie. W konkursie mogą wziąć udział jedynie osoby posiadające adres korespondencyjny w Polsce.
- Odpowiedzi muszą być napisane samodzielnie. Kopiowanie części lub fragmentów tekstów, recenzji innych osób jest zabronione. Teksty nie mogą przekraczać 1500 znaków ze spacjami.
- Każdy użytkownik może zgłosić tylko jedną pracę.
- Zwycięzców wybiera administracja serwisu lubimyczytać.pl. Decyzja jest nieodwołalna.
- Dane adresowe zostaną wykorzystane przez serwis lubimyczytać.pl i Wydawnictwo Filia.
- Adres zwycięzcy powinien zostać nadesłany do dwóch tygodniu od daty ogłoszenia wyników konkursu. Po tym terminie administracja lubimyczytać.pl dopuszcza wybór kolejnego laureata lub nieprzyznanie nagrody.
odpowiedzi [59]
Cha, cha, cha :D Właśnie przyszła do mnie książka z innego konkursu, wchodzę na LC, patrzę, a tu zdobyłam kolejną! Gratulacje dla pozostałych :)
Cha, cha, cha :D Właśnie przyszła do mnie książka z innego konkursu, wchodzę na LC, patrzę, a tu zdobyłam kolejną! Gratulacje dla pozostałych :)
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spamto jest bardzo przyjemne uczucie :D
to jest bardzo przyjemne uczucie :D
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam
Konkurs został zakończony. Za wszystkie odpowiedzi dziękujemy!
Wybraliśmy zwycięskie prace:
Wagabunda
Aneta
Maria
Bury
porcelanowa
Serdecznie gratulujemy! Z laureatami skontaktujemy się bezpośrednio.
Konkurs został zakończony. Za wszystkie odpowiedzi dziękujemy!
Wybraliśmy zwycięskie prace:
Wagabunda
Aneta
Maria
Bury
porcelanowa
Serdecznie gratulujemy! Z laureatami skontaktujemy się bezpośrednio.
-Przepraszam, mogę prosić o autograf? -jest ze mną coraz gorzej, nawet nie zauważyłam kiedy podszedł.
-Oczywiście- chciałam wyciągnąć długopis z torebki ale już przed nosem miałam notesik i obgryziony długopis.-dla kogo?
-Sam autograf proszę- chłopakowi aż płonęły płonęły ze szczęścia- jest pani niesamowita. To w jaki sposób przedstawia pani życie, jest takie prawdzie.
-Jesteś pierwszą osobą tak postrzegającą moje książki. Wiesz, jako że jestem autorką kryminałów ludzie skupiają się bardziej na śmierci.
-Nie więżę! Przecież śmierć w pani książkach jest tylko, a może aż, wisienką na torcie... Dobrze się pani czuje?
-Tak, po prostu mam trudniejszy okres w życiu
-Czasem zwykła rozmowa może zapobiec krwawej tragedii- uśmiechnął się do mnie porozumiewawczo. Żeby podchodzić mnie moimi własnymi słowami.
-Dobrze, tylko skończ z tą panią. Miałeś kiedyś wrażenie, że swoim życiem zabijasz inną osobę?-spojrzał pytająco- moja siostra mnie nienawidzi.
-Przez pani... Twój sukces?
-Tak. Uważa, że mogłam żyć tak by jej nie przyćmiewać. Wolałaby żebym urodziła się martwa., ale ja kocham pisać. Kocham jaką władzę jaką to daje. Masz mnie za psychopatkę?
-Nie. My jesteśmy naprawdę podobni
-A kim ty właściwie jesteś?
-Dawcą życia
-Powinieneś być raczej dawcą śmierci
-Moja droga, śmierć to po prostu brak życia, tak jak zimno to brak ciepła. Śmierć jest bardziej zawiła i skomplikowana. Ludzie bardzo spłycili ten termin. Na mnie już czas. Jestem umówiony a nie lubię się spóźniać. Dziękuję za autograf.
-Nie to ja dziękuję. Spotkamy się jeszcze?
-Jestem tego pewien-wykonał teatralny ukłon i odszedł
Tego samego wieczoru zamarł mój narzeczony. Byłam zła że śmierć nie dała nam troche więcej czasu. Nie, nie śmierć. On miał racje, że to bardziej skąplikowane. Mój ukochany jest po prostu martwy .Tak naprawdę to ja umarłam.
-Przepraszam, mogę prosić o autograf? -jest ze mną coraz gorzej, nawet nie zauważyłam kiedy podszedł.
-Oczywiście- chciałam wyciągnąć długopis z torebki ale już przed nosem miałam notesik i obgryziony długopis.-dla kogo?
-Sam autograf proszę- chłopakowi aż płonęły płonęły ze szczęścia- jest pani niesamowita. To w jaki sposób przedstawia pani życie, jest takie prawdzie.
...
Gdy wchodzę do kawiarni, przy stoliku siedzi niepozorny z wyglądu młody chłopak.
– Pan Kostka?
Witamy się i zajmuję miejsce.
– Cieszę się, że znalazł Pan dla mnie…
– Maciek – wchodzi mi w zdanie – Nikt mi nie mówi na Pan. W ogóle mało kto ze mną gada, ale… Wolę Maciek.
– Jasne. Więc Maciek…
Przez kilka kolejnych minut próbuję prowadzić wywiad, okazuje się to jednak niemożliwe. Mój rozmówca zdaje się być zmieszany i skrępowany moimi pytaniami, udzielając krótkich, wymijających i mało wyjaśniających odpowiedzi.
– Słuchaj, musimy o tym rozmawiać? – przerywa mi nagle – W sensie… nie możemy o czymś innym… - zerka na mnie niemal błagalnie.
– Po to się umówiliśmy…
– Wiem… przepraszam… Tylko… – zagryza wargi – Może pójdziemy do kina?
– Do kina? – powtarzam, zbita z tropu.
– No – uśmiecha się nieśmiało – Od wieków nie byłem w kinie. Albo gdzie chcesz, tylko nie mówmy już o mojej pracy…
– Nie lubisz jej?
Odwraca głowę, warga lekko mu drży.
– Nienawidzę – szepcze – To nie jest tak, jak się wydaje… Ktoś po prostu musi to robić, ale… to wcale nie jest fajne… Ludzie się mnie boją, nie mam znajomych… Czasem po prostu brakuje mi towarzystwa…
– Rozumiem… – zamykam notes i patrzę na niego chwilę – To co, idziemy do tego kina?
Jego niedowierzające spojrzenie szybko zastępuje uśmiech. Chrząka, gdy zbieramy się z miejsc.
– Nie bardzo pomogłem ci w wywiadzie, co?
– Niby nie, ale… Wiesz, jakie miałam zadanie? Sprawdzić, czy kosiarze mają ludzkie uczucia – uśmiecham się, widząc jego rumieniec – Chyba się udało.
Gdy wchodzę do kawiarni, przy stoliku siedzi niepozorny z wyglądu młody chłopak.
– Pan Kostka?
Witamy się i zajmuję miejsce.
– Cieszę się, że znalazł Pan dla mnie…
– Maciek – wchodzi mi w zdanie – Nikt mi nie mówi na Pan. W ogóle mało kto ze mną gada, ale… Wolę Maciek.
– Jasne. Więc Maciek…
Przez kilka kolejnych minut próbuję prowadzić wywiad, okazuje się to jednak...
- Załóżmy, że widzi Pan auto pędzące na siedzącego na drodze szczeniaka. Co Pan robi?
- Ratuję go, to oczywiste. Ale nie rozumiem, jak to się ma do naszego wywiadu...
- Och, byłam ciekawa, czy Kosiarze mają uczucia.
- Urokowi szczeniaczka to i sama Śmierć by uległa. Poza tym to strasznie stereotypowe – zakładać, że nic nie czujemy.
- A czujecie?
- Tak! W końcu też jesteśmy tylko ludźmi.
- To... nie uważacie się za bóstwa ani nic w tym stylu?
- Wydaje się Pani zdziwiona, a mnie osobiście strasznie irytują te wszystkie lizusy, które kłaniają mam się w pas i praktycznie nas czczą, licząc że w zamian ich nie zbierzemy. A to zupełnie tak nie działa. Selekcja celów odbywa się według z góry określonych wytycznych.
- I nigdy Was nie kuszą możliwości jakie daje ta praca?
- No, czasami mam ochotę tak sobie kogoś popatroszyć dłużej niż to konieczne, ot, żeby popatrzeć na cierpienie istot niższego rzędu.
- Naprawdę? *odsuwa się z krzesłem*
- Czy Pani na łeb upadła?! Oczywiście że nie! Każda śmierć boli moją wrażliwą, artystyczną duszę!
- Że jaką duszę?
- Proszę zamknąć usta, bo Pani mucha wleci. Czy to naprawdę tak niebywałe, że Kosiarz tworzy sztukę?
- Czyli co... malowanie, pisanie czy gra na gitarze?
- Piszę wiersze.
- Wiersze?
- Może Pani sobie wygooglać termin, ja tłumaczyć nie będę. I tak, muszę znaleźć jakieś ujście dla boleści, która niczym sęp rozrywa me serce ilekroć muszę zgasić iskrę czyjegoś istnienia.
- ...
- ...
- Dziękuję, nie mam więcej pytań...
- Załóżmy, że widzi Pan auto pędzące na siedzącego na drodze szczeniaka. Co Pan robi?
- Ratuję go, to oczywiste. Ale nie rozumiem, jak to się ma do naszego wywiadu...
- Och, byłam ciekawa, czy Kosiarze mają uczucia.
- Urokowi szczeniaczka to i sama Śmierć by uległa. Poza tym to strasznie stereotypowe – zakładać, że nic nie czujemy.
- A czujecie?
- Tak! W końcu też jesteśmy...
- Więc nie ma pan emocjonalnego stosunku do pracy?- odpowiedziałem po dłuższej wymianie zdań. Mój rozmówca odpowiadał raczej ogólnie, jakby rozmowa dotyczyła innej osoby.
- Nie. Co nie znaczy, że nie czerpię przyjemności z mojej pracy- odwzajemnił mój ironiczny uśmiech- Ale nie chcę zapracować się na śmierć, jeżeli rozumie pan o co mi chodzi.
- Rozumiem, aż za dobrze. Pańska praca jest potrzebna?- ponownie próbowałem wydusić z niego jakąś prawdziwą opinię.
- Gdyby tak nie było, to nie zostalibyśmy powołani do życia…
- Raczej powołani do śmierci…-przerwałem mu.
- Wszyscy myślą, że szczytem stworzenia jest dawanie życia! A uśmiercanie, w opinii tłumu, to najgorsze co może się zdarzyć!- jednak udało mi się wybić go lekko z letargu- Czy dalej musimy żyć według zabobonów? Świat się zmienił a my razem z nim! Ludzie z radością przyjmują śmierć, część z nich wyczekuje jej każdego dnia. Musi pan zrozumieć, że urodziliśmy się, aby umrzeć.
- Naprawdę?- spytałem ciekawie.
- Tak. Cykl jest niepełny bez śmierci. Śmierć to wybawienie, prawdziwa radość życia. Nawet, jeżeli brzmi to jak ironia. Wierzy pan w Boga?
- Czy moja wiara coś zmienia?- odpowiedziałem beznamiętnie.
- Zmienia wszystko. Widzi pan- kontynuował- Jestem wierzącym człowiek i uważam, że niosę życie. Życie wieczne…
- Ciekawe. Niech pan kontynuuje- być może coś będzie z tego wywiadu. Zawsze znajdzie się grupa tradycjonalistów chętnych na słuchanie takich bredni.
- Więc nie ma pan emocjonalnego stosunku do pracy?- odpowiedziałem po dłuższej wymianie zdań. Mój rozmówca odpowiadał raczej ogólnie, jakby rozmowa dotyczyła innej osoby.
- Nie. Co nie znaczy, że nie czerpię przyjemności z mojej pracy- odwzajemnił mój ironiczny uśmiech- Ale nie chcę zapracować się na śmierć, jeżeli rozumie pan o co mi chodzi.
- Rozumiem, aż za dobrze....
O umówionej godzinie stawiłam się w wyznaczonym miejscu – poupadłej kapliczce na starym miejskim cmentarzu. Mój rozmówca poinformował mnie, że to obecnie najpopularniejsza miejscówka pośród podążających za trendami Kosiarzami. Czy takim właśnie Kosiarzem jest on sam? - zdążyłam zapytać w trakcie krótkiej rozmowy. "Nie – usłyszałam w odpowiedzi – Ja tam bywam ironicznie". Już wtedy wiedziałam, że czeka mnie rozmowa nietuzinkowa.
AP – Jakie to uczucie – umrzeć z Pana rąk?
K – A patrz Pani, takie... ... Ch!@#$%, trzeci raz to zrobiłem. Teraz na bank wyleją mnie z roboty.
(tekst spisany z magrania z dyktafonu)
O umówionej godzinie stawiłam się w wyznaczonym miejscu – poupadłej kapliczce na starym miejskim cmentarzu. Mój rozmówca poinformował mnie, że to obecnie najpopularniejsza miejscówka pośród podążających za trendami Kosiarzami. Czy takim właśnie Kosiarzem jest on sam? - zdążyłam zapytać w trakcie krótkiej rozmowy. "Nie – usłyszałam w odpowiedzi – Ja tam bywam...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniej
-Witaj. Czekałam na Ciebie. Daj mi 5 minut. Postaram się nie tracić twojego czasu. Możemy mówić sobie po imieniu?
- Kosiarze nie mają imion – mówi mój rozmówca bez wyrazu
- Ale… przecież kiedyś byłeś zwykłym człowiekiem, chyba miałeś jakieś imię.
- Kiedy kosiarz składa przysięgę wyrzeka się przeszłości – odpowiada nadal bez wyrazu
- Nie jesteś chyba zbyt towarzyski co?
- … - nie odpowiedział, ale zauważyłam przez pół sekundy zmianę wyrazu twarzy. Coś między zażenowaniem, a frustracją.
- Przepraszam to nie było pytanie. Czy zabrania się Wam rozmawiać o przeszłości?
- Nie zabrania, ale nie jest to mile widziane. Wśród kosiarzy obowiązują jasne zasady. Jeśli nie jest to częścią twojego zadania, nie powinno być przedmiotem twojego rozmyślania – rzekł z kolejną dozą suchego profesjonalizmu.
- Rozumiem, ale czy zawsze chciałeś być kosiarzem?
- Bycie kosiarzem to wielki zaszczyt.
- Tak, z pewnością, ale to nie jest odpowiedź na moje pytanie – gość zaczyna mnie już poważnie irytować
- Miałem 17 lat, gdy powołano mnie na praktykę, byłem młody i miałem uroczą dziewczynę – i znów na ułamek sekundy zauważam zmianę, tym razem jest to z pewnością rozpacz.
- I co się z nią stało? Spotkałeś ją jeszcze?
- Raz – przerywa po czym dodaje - Była moim pierwszym zadaniem – odpowiada spokojnie, ale słychać w jego głosie drganie.
- Przykro mi.
- Mnie nie. Tak należało postąpić. Nasz czas dobiega końca. Jeśli chcesz to komuś dać, zanim przejdziemy do tego co musi nastąpić, to jest to odpowiednia pora.
-Witaj. Czekałam na Ciebie. Daj mi 5 minut. Postaram się nie tracić twojego czasu. Możemy mówić sobie po imieniu?
- Kosiarze nie mają imion – mówi mój rozmówca bez wyrazu
- Ale… przecież kiedyś byłeś zwykłym człowiekiem, chyba miałeś jakieś imię.
- Kiedy kosiarz składa przysięgę wyrzeka się przeszłości – odpowiada nadal bez wyrazu
- Nie jesteś chyba zbyt towarzyski co?
- …...
Północ. Do pokoju przez okno wgramoliła się postać odziana w czerń.
- Jesteś z Agencji? – Zapytała blondwłosa dziennikarka.
TAK
- Dlaczego masz na sobie koszulkę z napisem Niszczycielka Ładu?
ŁADNA, PRAWDA? DOSTAŁAM OD CHŁOPAKA, A JEŚLI CHODZI O PYTANIE TO PLANUJE ZAMACH STANU NA NASZĄ AGENCJĘ.
- Dlaczego?
Postać w czerni zaczęła dłubać znudzona w nosie.
NIE CHCE MI SIĘ PRACOWAĆ. ZAROBKI MARNE, A TOWARZYSZE… SZKODA GADAĆ.
- Jest, aż tak źle? – Zapytała dziennikarka.
Żartowałam.
- Co do zamachu stanu?
NIE, TO AKURAT BYŁO NA POWAŻNIE.
- Co mi Pani powie o ludziach, którzy odeszli od nas ostatnio. – Pokazała zdjęcia.
ACH! PAMIĘTAM ICH. PRZEZ PRZYPADEK ZAMACHNĘŁAM SIĘ KOSĄ I JAKOŚ TAK WYSZŁO, ŻE ICH ZABIŁAM, A MOGLI POŻYĆ JESZCZE Z KILKA LAT.
Dziennikarka nie wiedziała co powiedzieć.
- Jak się nazywasz?
Z dworu dało się usłyszeć krzyk przepełniony morderczymi intencjami.
- Annnaaa!
O CHOLIBKA.
Do pokoju wpadła czarna postać chwyciła za fraki Annę.
- Jeśli jeszcze raz uciekniesz od roboty to cię własnoręcznie ukatrupię. Przepraszam za kłopot, ale proszę nie brać do siebie tego co powiedziała ta idiotka.
NIE JESTEM IDIOTKĄ.
- Przez ciebie mamy same kłopoty. Cały czas się lenisz, a jak już pracujesz to zabijasz nie tych co powinnaś.
NIE MOJA WINA, ŻE MNIE DENERWOWALI.
Zamilkła pod jej spojrzeniem.
- Za niedługo powinna przyjść odpowiednia osoba proszę poczekać.
Dziennikarka tylko skinęła głową.
Dwie postacie w czerni wyszły w ciemną noc i zniknęły.
Północ. Do pokoju przez okno wgramoliła się postać odziana w czerń.
- Jesteś z Agencji? – Zapytała blondwłosa dziennikarka.
TAK
- Dlaczego masz na sobie koszulkę z napisem Niszczycielka Ładu?
ŁADNA, PRAWDA? DOSTAŁAM OD CHŁOPAKA, A JEŚLI CHODZI O PYTANIE TO PLANUJE ZAMACH STANU NA NASZĄ AGENCJĘ.
- Dlaczego?
Postać w czerni zaczęła dłubać znudzona w nosie.
NIE CHCE MI SIĘ...
- Większość ludzi kojarzy Kosiarza z wiekowym mężczyzną bądź jakaś bezpłciową postacią z kosą. A przede mną jest młoda, śliczna dziewczyna.
- Tak, aby wykonywać ten zawód trzeba mieć specjalne predyspozycje psychiczne, osoba rodzi się z tym zawodem we krwi, to jej przeznaczenie. I nie ma tu nic do rzeczy wiek, czy płeć.
- Przyjemniej jest zginąć z rąk pięknej niewiasty, niż zjawy rodem z horroru?
- To pytanie należałoby zadać raczej tym, którym odbieram życie. Myślę, że przeznaczonym na stracenie jest obojętne z czyich rąk zginą. Może mają większą nadzieje, że okażę im litość. Ale to niemożliwe. Ja tylko wykonuję zadanie. Nie w mojej kompetencji leży rządzenie czyimś życiem. Ktoś inny wydaje wyrok, ja pełnię rolę kata. Kiedy nie ma w kolejce przestępcy, wybiera się zwyczajnych ludzi...Ale nie mogę opowiadać o procedurach wyboru.
- Nie żal ci swoich ofiar?
- Żal. Nie jestem maszyną do zabijania, jak niektórzy twierdzą. Ale ktoś musi to robić, by świat mógł dalej istnieć, by się nie przeludnił. Ode mnie zależy to, czy porządek na ziemi będzie utrzymany,dlatego nie zważam na emocje. Nas Kosiarzy nie jest wielu, dlatego ciąży na nas ogromna odpowiedzialność. Bycie Kosiarzem to wyjątkowy dar lub jak twierdzą inni przekleństwo.
- Dlaczego masz purpurową szatę?
- Kolor szaty to indywidualny wybór. Ten symbolizuje moją uduchowioną naturę oraz władzę jaką sprawuję nad życiem.
- Większość ludzi kojarzy Kosiarza z wiekowym mężczyzną bądź jakaś bezpłciową postacią z kosą. A przede mną jest młoda, śliczna dziewczyna.
- Tak, aby wykonywać ten zawód trzeba mieć specjalne predyspozycje psychiczne, osoba rodzi się z tym zawodem we krwi, to jej przeznaczenie. I nie ma tu nic do rzeczy wiek, czy płeć.
- Przyjemniej jest zginąć z rąk pięknej niewiasty,...
- Drodzy Państwo! Dziś mam przyjemność przedstawić Wam niecodziennego gościa! Prosto z eee...z Nikąd, Paaan...
- Tomasz.
- Pan Tomasz, Ponury Kosiarz! Wielkie brawa!
- Wolałbym po prostu Tomasz.
- Dobrze, panie Tomku, czym się pan zajmuje?
- Ścinką.
- Czego?
- Takich irytujących głów jak twoja.
- Ha ha ha! Niezły z pana żartowniś! Lubi pan swoją pracę?
- Jasne! Wręcz uwielbiam machać kosą na lewo i prawo, wypełniać tony papierków przy każdej śmierci i straszyć starych ludzi. Czuję się spełniony a do tego mam ubaw po pachy!
-Nie dość, że z poczuciem humoru to jeszcze sarkastyczny! Już pana lubię! Wszyscy Kosiarze są tacy?
- Nie.
- Rozumiem, rozumiem. Jeśli tak bardzo narzeka pan na robotę, to dlaczego się jej podjął?
- Nie miałem wyboru. Poprzedni Kosiarz opuścił stanowisko i trzeba było kimś go zastąpić. Przypadło to mnie.
- A co się stało z pańskim poprzednikiem?
-Wyjechał w Bieszczady. Został drwalem.
- Aha...No dobrze a jak panu płacą?
- Całkiem nieźle. Mam już sporą kolekcję znaczków pocztowych, starych monet, gum do żucia. Ostatnio trafiły się kości do gry. Myślałem, że nikt ich już nie używa.
- Nie rozumiem.
- Wie Pan. Gdy przychodzę po ludzi, ci próbują mnie przekupić, abym ich nie zabierał, płacąc mi tym co mają pod ręką. Mi niczego nie trzeba, ale, że nie ładnie jest odmawiać podarków..
- I co zostawia pan dusze w spokoju?
- Oczywiście, że nie! Zabieram i jedno i drugie.
- Panie Tomku! Ostatnie pytanie. Co robiłby pan gdyby nie był Kosiarzem?
- Hodowałbym róże.
- Drodzy Państwo! Dziś mam przyjemność przedstawić Wam niecodziennego gościa! Prosto z eee...z Nikąd, Paaan...
- Tomasz.
- Pan Tomasz, Ponury Kosiarz! Wielkie brawa!
- Wolałbym po prostu Tomasz.
- Dobrze, panie Tomku, czym się pan zajmuje?
- Ścinką.
- Czego?
- Takich irytujących głów jak twoja.
- Ha ha ha! Niezły z pana żartowniś! Lubi pan swoją pracę?
- Jasne! Wręcz...
- Jeśli nie profesja, którą obecnie Pan wykonuje, w jakim fachu by się Pan widział?
- Zawsze kochałem tradycyjną polską wieś, jej bogactwo kulturowe i ciężką pracę. Dlatego właśnie widziałbym się w pracach związanych ze żniwami.
- Tytuł „Ponury Żniwiarz” byłby wtedy na miejscu ?
- Oj nie. Pamiętam, że w dzieciństwie żniwom zawsze towarzyszył wiejski bimberek, więc nikt nie chodził ponury. Może tylko żony…
- Przejdźmy w takim razie do narzędzi Pana pracy. Kosa od zawsze przecież kojarzyła się z kostuchą…
- Rzeczywiście kosa jest bardzo praktyczna. Niestety utrzymanie należytej ostrości kosy wymaga sporo kasy. Oczywiście, tak jak każdy przedsiębiorca stanąłem w pewnej chwili przed wyborem taniej kosy „Made in China” lub porządnie zrobionego przez „Kowala Kowalskiego” sprzętu. Dzięki dobrze rozpisanemu biznesplanowi i perspektywicznej branży udało mi się otrzymać wsparcie banku. Natomiast szczupła sylwetka, z którą nieodłącznie kojarzy się mój fach, jest wynikiem diety i stresującą pracą…
- Co najbardziej stresującego jest w Pana życiu zawodowym ?
- Szefo- niezły z niego diabeł, nawiasem mówiąc. Bardzo wymagający typ. Typowy korporacyjny CEO, który zawsze musi mieć wynik w statystyce i dodatni wynik na koniec miesiąca.
- W takim razie życzę rozwoju kariery i dużo, dużo zdrowia. Dziękuje za rozmowę.
- Jeśli nie profesja, którą obecnie Pan wykonuje, w jakim fachu by się Pan widział?
- Zawsze kochałem tradycyjną polską wieś, jej bogactwo kulturowe i ciężką pracę. Dlatego właśnie widziałbym się w pracach związanych ze żniwami.
- Tytuł „Ponury Żniwiarz” byłby wtedy na miejscu ?
- Oj nie. Pamiętam, że w dzieciństwie żniwom zawsze towarzyszył wiejski bimberek, więc nikt nie...
-Kim jesteś?
-Kosiarzem.
-Ale tak naprawdę?
-Nie rozumiem.
-Kim jesteś pod maską Kosiarza?
-Jestem Kosiarzem, dawne życie nie istnieje. Bedąc Kosiarzem pozbywasz się tego co wcześniej Ci znane, bliskich, wspomnień. Inaczej nie dasz rady.
-Dlaczego?
-Wyobrażasz sobie zabieranie życia komuś? Przychodzisz i przynosisz koniec. A to ojciec/brat/narzeczony. Albo inaczej: to matka/ przyjaciółka/ sąsiadka. Każdy kogoś takiego miał.
-Kiedy pojawiła się pewność, że bycie Kosiarzem to droga dla Ciebie?
-....
-Odpowiedz.
-Miałam 15 lat. W domu jedliśmy obiad, Tata żartował. Przyszedł Kosiarz i zabrał go. Zabrał wszystko. Wtedy zrozumiałam, że już nigdy nie będę się tak czuć. Że teraz ja będę decydować. I że będę na tyle delikatna ile się da. WIesz, że zawsze daję się pożegnać. Mi tego nie dano. A teraz wybacz, praca czeka. Wrócę tu jeszcze kiedyś.
-Kim jesteś?
-Kosiarzem.
-Ale tak naprawdę?
-Nie rozumiem.
-Kim jesteś pod maską Kosiarza?
-Jestem Kosiarzem, dawne życie nie istnieje. Bedąc Kosiarzem pozbywasz się tego co wcześniej Ci znane, bliskich, wspomnień. Inaczej nie dasz rady.
-Dlaczego?
-Wyobrażasz sobie zabieranie życia komuś? Przychodzisz i przynosisz koniec. A to ojciec/brat/narzeczony. Albo inaczej: to...
- Dzień dobry, moim dzisiejszym gościem jest Śmierć. Czy mogę tak do Pana mówić?
- Mam wiele imion. Właściwie w każdej kulturze nazywa się i wyobraża mnie nieco inaczej. Lubię exitus letalis, a z tych współczesny Santa Muerte. Jest ładne. Co do „Pana”, nie mam płci w Waszym rozumieniu, więc od razu zaproponuję przejście na „Ty”.
- Miło mi, jestem chyba jedynym człowiekiem, ze śmiercią na „Ty”!
- [śmiech] Fakt, inni już nie żyją.
- …
- Przepraszam, nie mam wyczucia humoru.
- Przechodząc do sedna. Jak decydujesz, kto i kiedy umiera?
- Nie decyduję. Każdy ma określony czas. Wyprzedzając Twoje pytanie: Nie, nie ja go określam. Dostaję informację o narodzinach, wraz z datą i sposobem finalizacji.
- Finalizacji?
- Ustaniem funkcji życiowych. Wiesz ile czynników musi wystąpić, żeby X znalazł się w odpowiednim miejscu, o kreślonej godzinie i wjechał wprost pod nadjeżdżający pociąg, a dróżnik przy tym nie zamknął przejazdu? Czasem przygotowania do takiej błahostki muszę rozpocząć już miesiące wcześniej. Zgrać plany Xa, ze zmianą dróżnika, który będzie akurat na kacu po imieninach szwagra i rozkładem pociągów. Wtedy liczą się ułamki sekund. Istne szaleństwo!
- Co wtedy czujesz?
- To samo, co Brad Pitt po zagraniu mnie w Joe Black. Satysfakcję, z dobrze wykonanej pracy. Uwielbiam ten film!
- Czy istnieje życie po śmierci?
- Nie mogę mówić na ten temat.
- Ale nie zaprzeczasz?
- Poczytaj o Zakładzie Pascala. Przepraszam, ale mam jeszcze sporo pracy.
- Ok. Dziękuję za rozmowę.
- Do zobaczenia.
- Dzień dobry, moim dzisiejszym gościem jest Śmierć. Czy mogę tak do Pana mówić?
- Mam wiele imion. Właściwie w każdej kulturze nazywa się i wyobraża mnie nieco inaczej. Lubię exitus letalis, a z tych współczesny Santa Muerte. Jest ładne. Co do „Pana”, nie mam płci w Waszym rozumieniu, więc od razu zaproponuję przejście na „Ty”.
- Miło mi, jestem chyba jedynym człowiekiem,...
Dziennikarz: Dziś kończymy cykl „Wywiadów z profesją”. Końcowe egzaminy tuż, tuż i zaraz będziecie wybierać ścieżkę kariery. Moim ostatnim gościem będzie Kosiarz Bartek. Jakie cechy charakteru powinien mieć przedstawiciel twojego zawodu?
Kosiarz Bartek: Na pewno musi być asertywny oraz odporny na wpływ innych osób. Nie może wykonać dobrze swojego zadania, jeśli będzie podważał decyzje Sądu Ostatecznego lub ulegał bardzo przekonywującym ofiarom. Musi być także elastyczny – to nie jest praca od 7 do 15.Zdarza się, że jesteśmy wzywani o 3 nad ranem.
D: Co może przyciągnąć młode osoby do wykonywania takiej pracy?
KB: Są to głównie wysokie zarobki, wczesna emerytura i liczne dodatki. Nie sądzę, że jest wśród nas ktokolwiek, kto czerpie satysfakcję ze swojej pracy.
D: Dlaczego uważasz, że nikt nie jest usatysfakcjonowany?
KB: Niektórzy tłumaczą to sobie jako wypełnianie obowiązków wobec społeczeństwa. Odbieranie życia to nic przyjemnego, więc chyba nikt oprócz psychopatów nie będzie czerpał przyjemności z wykonywania takich czynności.
D: Komu z naszych uczniów doradziłbyś wybranie takiej ścieżki zawodowej?
KB: Tylko tym, którzy nie mają przed sobą innych perspektyw. Jestem wypalonym zawodowo dwudziestopięciolatkiem, więc wiem o czym mówię.
D: Dziękuję za rozmowę, była pełna… przydatnych informacji. Mam nadzieję, że nasz cykl rozwiał chociaż część wątpliwości naszych uczniów i dzięki temu wybiorą przyszłość, która będzie dla nich spełnieniem marzeń.
Dziennikarz: Dziś kończymy cykl „Wywiadów z profesją”. Końcowe egzaminy tuż, tuż i zaraz będziecie wybierać ścieżkę kariery. Moim ostatnim gościem będzie Kosiarz Bartek. Jakie cechy charakteru powinien mieć przedstawiciel twojego zawodu?
Kosiarz Bartek: Na pewno musi być asertywny oraz odporny na wpływ innych osób. Nie może wykonać dobrze swojego zadania, jeśli będzie...
– Lubisz być kosiarzem?
– Praca jak praca, byleby zapłata była uczciwa.
– Ile wynosi Pańskie wynagrodzenie?
– Jeden dzień życia mojej rodziny, za jedną ściętą głowę. Więcej dać nie chcą.
– Brzmi korzystnie.
– I mnie się tak wydaje.
– A kim był pan poprzednio?
– A kim mógł być kosiarz?
– Złoczyńcą, zabójcą...
– Rolnikiem, głąbie. A niby skąd mam kosę i dlaczego wybrano akurat mnie do machania nią? Kto lepiej zetnie łeb, niż ktoś kto kosą bawił się od dziecka?
– Więc w poprzednim życiu był Pan rolnikiem?!
– No Panie, a kim? Z kimże się Pan na głowy pozamieniał? Normalnie w polu żem robił.
– I nie czuje się Pan źle z tym, że teraz uśmierca Pan ludzi?
– A czego miałbym się czuć źle? Toż jak nie ja, to inny by przyszedł i ciachnął. Jak szef kogoś wskaże to nie ma przebacz – bankowo będzie trupem.
– Przyjdzie po niego inny kosiarz, który kiedyś był rolnikiem, tak? Wszyscy byliście kiedyś rolnikami?
– Opóźniony Pan jesteś, czy co? Toż mówiłem, że kto ma inny być kosiarzem, jak nie chłop ze wsi?
– A kim jest pana szef?
– A ja żem takie papiery podpisywał, że nie pisnę ani słówka, choćbyś mnie Pan tutaj nie wiem czym kusił.
– Rozumiem. Zadam więc ostatnie już pytanie: czy jest Pan szczęśliwy?
– Szczęśliwy, nieszczęśliwy, co to za pytanie? Raz dobrze jest, trup się piękniuteńko ściele, a innym razem jak po grudzie – i jeszcze kręgosłup zacznie napierniczać. To tak różnie, drogi Panie, różnie.
– Lubisz być kosiarzem?
– Praca jak praca, byleby zapłata była uczciwa.
– Ile wynosi Pańskie wynagrodzenie?
– Jeden dzień życia mojej rodziny, za jedną ściętą głowę. Więcej dać nie chcą.
– Brzmi korzystnie.
– I mnie się tak wydaje.
– A kim był pan poprzednio?
– A kim mógł być kosiarz?
– Złoczyńcą, zabójcą...
– Rolnikiem, głąbie. A niby skąd mam kosę i dlaczego wybrano...
KW: Witam w programie Kuba Wojewódzki Show! Przed państwem Kosiarz! Brawa!
K: Witam.
KW: Przyniosłeś kosę?
K: Nazwałem ją scyzorykiem, jak Gerwazy w Panu Tadeuszu.
KW: W Kielcach mają Scyzoryka
Zacznijmy od początku twojej kariery reduktora. Czy to prawda, że zaczynałeś swoją działalność od pracy w łódzkim pogotowiu?
K: Stare czasy. Po aferze łowców skór postanowiłem założyć prywatną firmę. Początki są trudne.
KW: Mam kolegę, zaczynał od sprzedawania czajników, ale interes mu nie szedł. Mocno się sparzył!
K: Hehe!
KW: Jesteś sławny, porozmawiajmy więc jak dwie gwiazdy!
K: Wcale nie czuję się gwiazdą, a jak na ciebie patrzę, to jedyna gwiazda jaka tutaj przyświeca to Gwiazda Dawida.
KW: Zabolało!
K: Co ty możesz wiedzieć o bólu Kuba?
KW: Zapytaj moje hemoroidy, myślisz , że dlaczego te kanapy są takie miękkie?
K: No, wygodne.
KW: Rodzina akceptuje twoje zajęcie?
K: Tak, ale mam zakaz przynoszenia pracy do domu
KW: Co ze stresem? Czasem trzeba odreagować. Pytam o obecność w twoim życiu jakichś używek i nie chodzi o kawę czy papierosy
K: Nie przypominaj...
KW: Hę?Kropnąłeś po pijaku nie tego co trzeba? Opowiedz o swojej największej wpadce zawodowej.
K:To było wtedy jak zażyłem dopalacze na pokładzie samolotu, na szczęście całą winą obarczyli brzozę... To się wytnie prawda?!
KW: Oczywiście! Właśnie mieliśmy totalną awarię dźwięku w studio!
K:(szept) Inaczej Kubuś, TVN będzie mógł jedynie wyświetlać powtórki twojego programu...
KW: Dzięki Kosiarz! Zapraszam drugiego gościa! Jolanta Rutowicz i jej koń!
KW: Witam w programie Kuba Wojewódzki Show! Przed państwem Kosiarz! Brawa!
K: Witam.
KW: Przyniosłeś kosę?
K: Nazwałem ją scyzorykiem, jak Gerwazy w Panu Tadeuszu.
KW: W Kielcach mają Scyzoryka
Zacznijmy od początku twojej kariery reduktora. Czy to prawda, że zaczynałeś swoją działalność od pracy w łódzkim pogotowiu?
K: Stare czasy. Po aferze łowców skór postanowiłem...
"Być kosiarzem, być kosiarzem..." Tak mógłby zaśpiewać pan Henryk, który zechciał udzielić nam dzisiaj wywiadu.
-Panie Kosiarzu Henryku, czy pański zawód jest spełnieniem pańskich marzeń?
-Gdy byłem małym Henryczkiem chciałem być piratem, prawdziwym wilkiem morskim. Mieć swoją łajbę, kraść i łupić. A kim zostałem? Zostałem kosiarzem. Znaczy musiałem zostać, bo nie miałem wyboru. Panie, życie mi się zawaliło. Miałem kupioną papugę, hak leżał wypastowany i czekał. I co? Trafiła kosa na Henryka.
-Po kilku latach, pańskie nastawienie do wykonywanego zawodu uległo zmianie?
- Kosa zamiast haka? Zniosłem. Sukienkę z kapturem? Zniosłem. Ale panie, jak oni wrzeszczą na mój widok. Uciekają, chowają, pod łóżka włażą. Jakby śmierć zobaczyli. A ja za nimi tak biegam. Czy ja, panie, wyglądam na biegacza? Potem mnie łupie w kręgosłupie po każdej takiej akcji. Już szef daje nawet trumnę w gratisie. Nie dogodzi nikomu, no nie dogodzi.
-Czyli do szczęścia brakuje jeszcze tylko, żeby nikt nie uciekał?
-Tak. Chociaż nie. Jeszcze bym chciał wyrwać jakąś Kosiareczkę, kolejne utrapienie. Ja to już stary jestem, żadna mnie nie chce. Taki dobry Henryk jeszcze sam. Stara kosa, stare ubranie, a wypłata z miesiąca na miesiąc coraz gorsza. Kupiłbym sobie jeszcze jakiś samochód porządny. Tak. Wtedy może któraś z pięknych dam, by mnie pokochała. Tak. I kosę taką piękną, lepiej jak głowę na czysto zetnę, a tak piłuję i piłuję. Chce pan sprawdzić jaka tępa?
-W takim razie, życzę wszystkiego dobrego i dziękuję za wywiad.
-Co? Już? Tyle? Co to ma być? Jestem poważnym Kosiarzem, nie jakimś zwykłym odbieraczem życia. Żądam więcej! Proszę wracać, panie, gdzie pan uciekasz? Ja żartowałem, ej!
"Być kosiarzem, być kosiarzem..." Tak mógłby zaśpiewać pan Henryk, który zechciał udzielić nam dzisiaj wywiadu.
-Panie Kosiarzu Henryku, czy pański zawód jest spełnieniem pańskich marzeń?
-Gdy byłem małym Henryczkiem chciałem być piratem, prawdziwym wilkiem morskim. Mieć swoją łajbę, kraść i łupić. A kim zostałem? Zostałem kosiarzem. Znaczy musiałem zostać, bo nie miałem...
- Pani wizerunek mocno odbiega od ogólnych wyobrażeń. Zamiast długiej szaty z kapturem i kosy w dłoni nosi Pani prostą sukienkę.
- Wspomniany przez Panią strój obowiązuje jedynie podczas oficjalnych uroczystości, takich jak zaprzysiężenie nowych adeptów. Paradowanie na co dzień z tak ostrym narzędziem w dłoni jest sprzeczne z zasadami BHP. Mogłabym niechcący kogoś uszkodzić. Jedyną kosą, jaką przy sobie noszę, jest ta w formie srebrnej broszki przypiętej do sukienki.
- To Pani decyduje o tym, kto może żyć, a kto nie?
- Nie, każdy decyduje za siebie. Ludzie mnie wzywają, gdy dochodzą do wniosku, że przeżyli już wystarczająco dużo w tym idealnym świecie. Wbrew pozorom nikt nie chce żyć wiecznie.
- Co Pani myśli o swojej pracy?
- Bycie kosiarzem to nie praca, to powołanie i myślę, że dobrze wypełniam swoją posługę. Jestem kimś w rodzaju portiera, który otwiera przed każdym człowiekiem jego ostatnie drzwi i je za nim zamyka.
- Odbieranie życia musi być trudne.
- Ja go nie odbieram, ja je tylko kończę. Ludzie, którzy mnie wzywają, są zawsze bardzo spokojni i pogodni. Z uśmiechem opowiadają mi o przeżytych latach. To sprawia, że nie mam wyrzutów sumienia, odczuwam jedynie pewną melancholię.
- Jak to dokładnie wygląda?
- Obca jest mi skłonność do zadawania niepotrzebnego cierpienia, każdego człowieka traktuję z szacunkiem i zrozumieniem. Biorę go za rękę i proszę, by zamknął oczy. Potem przykrywam jego powieki swoją dłonią i po chwili zasypia snem wiecznym, zupełnie bezboleśnie.
- Pani wizerunek mocno odbiega od ogólnych wyobrażeń. Zamiast długiej szaty z kapturem i kosy w dłoni nosi Pani prostą sukienkę.
- Wspomniany przez Panią strój obowiązuje jedynie podczas oficjalnych uroczystości, takich jak zaprzysiężenie nowych adeptów. Paradowanie na co dzień z tak ostrym narzędziem w dłoni jest sprzeczne z zasadami BHP. Mogłabym niechcący kogoś...
- Witam serdecznie w nowym odcinku talk-show „Po drugiej stronie”. W ostatnim wydaniu rozmawialiśmy z zombie, którzy postanowili zostać wegeterianami o problemach, jakie przysparza im brak mięsa w diecie, natomiast dzisiaj mam dla państwa niespodziankę. Po raz pierwszy zawita do nas gość, który nigdy nie pokazuje swojej twarzy. Ktoś, kogo wszyscy znamy, ale boimy się wspominać spotkanie. Panie i panowie… Powitajmy Kosiarza!
(niemrawe brawa, po których zapada cisza jak makiem zasiał)
- Dzień dobry. Nazywam się Kosiarz i jestem Śmiercią.
- Dzień dobry, panie Kosiarzu. Proszę usiąść.
(Śmierć siada i kładzie kosę na kolanach)
- Z pewnością wiele z tu obecnych chce dowiedzieć się czegoś na temat pana pracy. Jak wygląda zwykły pracujący dzień Śmierci?
- Mieszkam w nieczasie. Nie ma konkretnej godziny, o której zaczyna się zmiana. W pewnym momencie wyczuwam, że pora na pobudkę i udanie się na Ziemię.
- Skąd pan wie, że przyszła pora na odwiedzenie umierającej osoby?
- Po prostu wiem. To trochę jak z zombie, o których pani mówiła. Wyczuwam ich strach przed śmiercią i pędzę na spotkanie.
- Po co panu kosa? Nigdy nikt nie widział, żeby jej pan używał na tych, których pan odwiedza.
- Dla dekoracji. Ludzie wtedy bardziej się boją.
- Czy nie myśli pan czasem o robieniu czegoś zgoła innego?
- Wyczuwam coś. Proszę chwilę nic nie mówić…. Czy miała pani męża Macieja?
- T-tak…
- Do zobaczenia.
(słychać świst, Śmierć znika w czarnym wirze, a pani reporterka zaczyna histerycznie płakać)
- Witam serdecznie w nowym odcinku talk-show „Po drugiej stronie”. W ostatnim wydaniu rozmawialiśmy z zombie, którzy postanowili zostać wegeterianami o problemach, jakie przysparza im brak mięsa w diecie, natomiast dzisiaj mam dla państwa niespodziankę. Po raz pierwszy zawita do nas gość, który nigdy nie pokazuje swojej twarzy. Ktoś, kogo wszyscy znamy, ale boimy się...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniej
J: Mam dzisiaj ogromny zaszczyt przeprowadzić wywiad z Kosiarek. Wielu ludzi go już spotkało, ale niestety, z wiadomych przyczyn nie mogą podzielić się z nami swoimi przemyśleniami. Panie Kosiarzu czy podoba się Panu praca?
K: Praca jak każda inna, tylko że ja jestem do niej stworzony.
J: Wielu z nas przeżyło kilka niesamowitych historii podczas pracy, jakie są Twoje?
K: We wrześniu miałem zlecenie na Hugh Hefnera, który oferował mi wiele rzeczy za rok życia, ale niestety czas poganiał i musiałem się sprężać. Kiedyś spotkałem nawet Elvisa Presleya, który mimo wszystko pogodził się ze swoim losem i nawet zaśpiewał dla mnie swoją najlepszą piosenkę. Aż się łezka w oku zakręciła...
J: Czekaj to ty płaczesz? Masz uczucia?
K: Oczywiście, każda istota na tej ziemi, lub pod, ma uczucia. Sugerujesz coś? Bo wiesz ja znam dzień, w którym znowu się spotkamy a ty będziesz inaczej mówić. Nowa dusza na mnie czeka.
J: Nasz gość zniknął zostawiając nas w aurze jeszcze większych pytań. To był Kosiarz, a ja was żegnam.
J: Mam dzisiaj ogromny zaszczyt przeprowadzić wywiad z Kosiarek. Wielu ludzi go już spotkało, ale niestety, z wiadomych przyczyn nie mogą podzielić się z nami swoimi przemyśleniami. Panie Kosiarzu czy podoba się Panu praca?
K: Praca jak każda inna, tylko że ja jestem do niej stworzony.
J: Wielu z nas przeżyło kilka niesamowitych historii podczas pracy, jakie są Twoje?
...
Jest po dwudziestej, a ja zamiast iść do domu to siedzę i czekam na gościa, który niewiadomo czy przyjdzie. Ale się urządziłam. Nagle słyszę ciche pukanie i do redakcji wchodzi mężczyzna średniego wzrostu ubrany cały na czarno z kapturem naciągniętym na głowę tak że nie widzę jego oczu, a jedynie usta i brodę z dwudniowym zarostem.
-Przepraszam, że tyle to trwało.
-Najważniejsze że Pan dotarł. Może…
-Może już byśmy zaczęli Kasiu, mam znaczne ograniczenia czasowe.
-Kim byłeś zanim dostałeś tą „pracę”?
-Kilkoma bytami, zaczęło się od anioła, kiedy jednak się zbuntowałem strącono mnie do piekła, tam się nie przyjąłem bo nie byłem na wskroś zły, więc zesłano mnie na ziemię bym był człowiekiem.
-Co pamiętasz ze swojego życia na ziemi.
-Same odczucia, doznania i emocje.
-A imię?
- Z racji zawodu nie mogę mieć jakiegokolwiek imienia. My Żniwiarze lub Kosiarze, jak też nas nazywacie, nie możemy mieć czegoś po czym można nas by było zidentyfikować. Tak jak imię. W momencie kiedy byśmy jedno przybrali kolega ”po fachu” mógł by w tedy mnie po prostu hym… „wykosić z interesu”.
-Mówiłeś, że jesteś kosiarzem jak się czujesz z tą pracą zamienił byś ją na inną?
-Lubię tą robotę i nie zamienił bym jej na żadną inną. Dzięki niej mogę przeżywać każdą chwilę tej istoty którą ze sobą zabieram, byłem wszędzie i widziałem dzięki temu dosłownie wszystko. A teraz wybacz muszę znikać. Zobaczymy się za jakiś czas.
I już go nie było.
Jest po dwudziestej, a ja zamiast iść do domu to siedzę i czekam na gościa, który niewiadomo czy przyjdzie. Ale się urządziłam. Nagle słyszę ciche pukanie i do redakcji wchodzi mężczyzna średniego wzrostu ubrany cały na czarno z kapturem naciągniętym na głowę tak że nie widzę jego oczu, a jedynie usta i brodę z dwudniowym zarostem.
-Przepraszam, że tyle to trwało.
...
-Dzień dobry drodzy słuchacze. Tu radio "EL". Dzisiejszym naszym gościem są Kosiarze z Wrocławia
- Witam - mówi Pierwszy
- Dzień dobry - Drugi
- Siema - rzucił Ostatni
- Panowie dziękuję za przybycie. Na wstępie muszę zapytać jak to jest, że na świecie zawsze panowało przekonanie, że jest jedna Śmierć i ona zarządza zgonami. O co chodzi?
- Tak, szefowa zawsze powtarzała, żebyśmy się nie ujawniali, bo wtedy ona będzie miała większy respekt wśród was - wyjaśnił Drugi
- To wy istnieliście od zawsze?
- Heloł!! - od razu wtrącił Ostatni - a coś myślała? Jakby se stara poradziła?
- Yhmm, nie jest pan chyba zadowolony z szefowej? - zapytała reporterka
- Nieee, no jestem, ale mnie wkurza czasem, bo chciałbym nieraz mieć wolne a tu znowu mnie wysyła do Afryki. Cięgle tylko tam, a może ja bym wolał Grenlandię? A wiesz ile tam jest roboty?! A jaki upał!
- Ale może to znaczy, że jesteś najlepszy? I tylko ty sobie tam poradzisz?
- O nie, nie zgodzę się - wtrącił Pierwszy - każdy z nas jest wysoko wykwalifikowanym specjalistą. Podejrzewam, że tam Ostatni po prostu może się wyżyć, bo szefowa zna nasze charaktery i pewnie wie, że na Grenlandii Ostatni bardzo by się nudził i irytował.
- A muszę zapytać panów, ilu w takim razie panów pracuje dla Śmierci?
- Niech to zostanie tajemnicą dla naszych słuchaczy, bo gotowi wpaść w histerię, a my nie lubimy denerwować ludzkości.
- Dziękuję za ciekawą rozmowę. Liczę, że dadzą się panowie zaprosić na kolejną rozmowę?
- Oczywiście, z przyjemnością
-Dzień dobry drodzy słuchacze. Tu radio "EL". Dzisiejszym naszym gościem są Kosiarze z Wrocławia
- Witam - mówi Pierwszy
- Dzień dobry - Drugi
- Siema - rzucił Ostatni
- Panowie dziękuję za przybycie. Na wstępie muszę zapytać jak to jest, że na świecie zawsze panowało przekonanie, że jest jedna Śmierć i ona zarządza zgonami. O co chodzi?
- Tak, szefowa zawsze powtarzała,...
J: Dzień dobry. Pana zawód jest dość nietypowy. Jak sobie Pan radzi w życiu?
K: Jeden siedzi w biurze i stuka w klawiaturę, inny kopie łopatą na budowie, trzeci znowu zakopuje trupy, a mnie przypadło w udziale, a ja muszę dokonywać regulacji ilości populacji! Zawód jak każdy!
J: Nie jest Panu ciężko, po pracy Pan nie myśli cały czas o pracy?
K: Staram się oddzielać życie prywatne od zawodowego, chociaż nie ukrywam, że nigdy jeszcze nie wyeliminowałem bliskiej mi osoby!
J: Czy nie uważa Pan, że jest to niesprawiedliwe?
K: Przecież ja nikomu nie zabraniam do tej pracy przyjść... Staram się wybierać ludzi, którzy na to zasługują! Takich którzy nic dobrego nie robią!
J: Czyli jest Pan trochę jak Dexter?
K: Dokładnie, świetnie to Pani ujęła! Skoro i tak już muszę to robić, to staram się aby było z korzyścią dla wszystkich!
J: Powodzenia w dalszym życiu!
K: Dziękuję i mam nadzieję, że szybko się na Panią nie zdecyduję!
J: Ja tym bardziej! Dziękuję za rozmowę!
J: Dzień dobry. Pana zawód jest dość nietypowy. Jak sobie Pan radzi w życiu?
K: Jeden siedzi w biurze i stuka w klawiaturę, inny kopie łopatą na budowie, trzeci znowu zakopuje trupy, a mnie przypadło w udziale, a ja muszę dokonywać regulacji ilości populacji! Zawód jak każdy!
J: Nie jest Panu ciężko, po pracy Pan nie myśli cały czas o pracy?
K: Staram się oddzielać życie...
- Panie Kosiarzu, jakie jest Pana najskrytsze marzenie? Opowie mi pan o tym?
Dziewczyna wpatrywała się w ciemność przykrytą kapturem i zastanawiała się co może czuć ktoś odpowiedzialny za znikanie ludzi ze świata żywych.
- Pani odpowiem na to pytanie, jednak ta wiedza nie jest za darmo.
- Jaką ma cenę?
- Pani życie.
Dziewczyna zamyśliła się, jeśli odbierze mi życie chwile po tym, jak odpowie na pytanie to nikt poza mną nie będzie znał prawdy. Bycie dziennikarzem wymaga poświęceń, jednak gdzie jest granica. Młoda kobieta drgnęła, gdy Kosiarz poruszył się i wstał, mówiąc:
- Nie odbiorę tego życia teraz, lecz później.
- W takim razie chcę poznać Pana marzenia.
- Może to wydać się nieco infantylne, ale zawsze marzyłem o spokoju, zielonym ogródku pełnym różnych kwiatów, motyli i życia. Tak chciałbym być otoczony życiem, a nie tylko mroczną okropną i obrzydliwą śmiercią.
- Chyba rozumiem.
- Wiem, że Pani to rozumie, w końcu to ja odebrałem życie całej Pani rodzinie i wiedziałem, że kiedyś to Pani do mnie przyjdzie.
Dziewczyna nic nie odpowiedziała, miał rację, nienawidziła go i chciała wiedzieć co w nim siedzi, lecz teraz kiedy okazał się taki zwyczajny, zabrakło jej słów. Odbieranie życia było jego pracą, do tego nie było to jego ulubione zadanie, taki był jego los.
- Panie Kosiarzu, jakie jest Pana najskrytsze marzenie? Opowie mi pan o tym?
Dziewczyna wpatrywała się w ciemność przykrytą kapturem i zastanawiała się co może czuć ktoś odpowiedzialny za znikanie ludzi ze świata żywych.
- Pani odpowiem na to pytanie, jednak ta wiedza nie jest za darmo.
- Jaką ma cenę?
- Pani życie.
Dziewczyna zamyśliła się, jeśli odbierze mi życie chwile...
Nie lubię limitu słów, to tak bardzo ogranicza ;(
__________________________
Ja: Witaj. Cieszę się, że zgodziłeś się odpowiedzieć na moje pytania. Jesteśmy ciekawi, jacy tak naprawdę jesteście.
Kosiarz: Uprzedzam- nie jestem jak inni kosiarze, chyba. Chociaż nie, nie wiem. Jeśli już ze sobą rozmawiamy, to na temat śmierci, więc może jestem jak inni, nie wiem.
J: To trochę smutne, nie jesteś przez to samotny?
K: Nawet nie wie pani jak bardzo. Chciałbym mieć chociaż jednego przyjaciela, z którym mógłbym dzielić się swoimi przeżyciami, a tak-muszę dusić wszystko w sobie.
J: Wszystko? Masz na myśli emocje? Nie sądziliśmy, że coś czujecie. Nie jest tak, że zabijanie jest dla was czymś normalnym? Czymś co przychodzi wam tak naturalnie, jak nam oddychanie?
K: Może kiedyś tak było. Nie wiem jak inni, ale ja odbierając życie, przejmuję je na ułamek sekundy. To wszystko „przechodzi” przeze mnie. Po pewnym czasie nie sposób tego ignorować.
J: Czyli nie lubisz tego co robisz?
K: Nie przepadam, ale wolę, żebym to ja musiał to przeżywać, niż gdyby musiał to robić ktoś inny, słabszy, podatniejszy. Staram się odbierać ludziom życie w taki sposób, aby cierpieli jak najmniej.
J: Jesteś bardziej ludzki, niż niektórzy ludzie. Czy da się jakoś porównać tą pracę, tak żebyśmy to zrozumieli?
K: Zawsze chciałem być antykwariuszem, wie pani? Zbieranie dusz to trochę jak kolekcjonowanie książek. Czasami łatwo znaleźć jakiś egzemplarz, ale czasami jest bardzo trudno, trzeba długi czas czekać na znalezienie i możliwość postawienia go na półce. Jedne dusze łatwo zabrać, inne trudniej.
Nie lubię limitu słów, to tak bardzo ogranicza ;(
__________________________
Ja: Witaj. Cieszę się, że zgodziłeś się odpowiedzieć na moje pytania. Jesteśmy ciekawi, jacy tak naprawdę jesteście.
Kosiarz: Uprzedzam- nie jestem jak inni kosiarze, chyba. Chociaż nie, nie wiem. Jeśli już ze sobą rozmawiamy, to na temat śmierci, więc może jestem jak inni, nie wiem.
J: To trochę...
- serdecznie dziękuję, że zgodził się Pan na ten wywiad. To dla mnie bardzo ogromne wyróżnienie. Od wieków, WSZYSCY o Panu mówią i myślą jednak jest Pan osobą bardzo skrytą, wręcz nie osiągalną. Nikt nie wie kim tak na prawdę jest Śmierć. Proszę powiedzieć, dla czego właśnie teraz zdecydował się Pan na rozmowę z dziennikarzem?
- cóż, chyba przyszedł czas na Ciebie...
- serdecznie dziękuję, że zgodził się Pan na ten wywiad. To dla mnie bardzo ogromne wyróżnienie. Od wieków, WSZYSCY o Panu mówią i myślą jednak jest Pan osobą bardzo skrytą, wręcz nie osiągalną. Nikt nie wie kim tak na prawdę jest Śmierć. Proszę powiedzieć, dla czego właśnie teraz zdecydował się Pan na rozmowę z dziennikarzem?
- cóż, chyba przyszedł czas na Ciebie...
J - ja
K - Pan Kosiarz
J: Witam Panie Kosiarzu, dziękuję, że zgodził się Pan opowiedziec na kilka pytań.
K: Nie ma za co, rzadko ktoś chce przeprowadzać wywiad z ludźmi z moją "profesją".
J: Ok, zaczynajmy. Czy jako młody chłopak wyobrażał Pan sobie, że kiedyś będzie pracował jako kosiarz?
K: w życiu. Kiedy byłem mały chciałem być być tancerzem baletowym, niestety nie miałem słuchu muzycznego, a moje ruchy przypomniały atak padaczki.
J: Niesamowite. I wtedy postanowił Pan wstąpić w szeregi kosiarzy?
K: Nie.
J: Więc jak to się stało, że pracuje Pan tutaj?
K: Poznałem kiedyś taką dziewczynę. Była piękna, urocza i delikatna, jakby wyciągnięta z innej epoki, kiedy kobieta była damą, a mężczyzna dżentelmenem. To była moja pierwsza prawdziwa miłość. Planowaliśmy wspólne życie, dzieci, dom, psa. Niestety Lili pewnego dnia poczuła się źle. Diagnoza - rak. Walczyliśmy z nim razem, były wzloty i upadki. Pewnego dnia powiedziala mi, że chciałaby żebym był z nią aż do końca. Wtedy znalazłem to ogłoszenie w gazecie, przyjęli mnie. Przeprowadziłem ją za rękę podczas jej ostaniej drogi. Zrobiłem wszystko, by śmierzyć jej ból.
J: Piękna historia. Nie chciał Pan potem zrezygnować?
K: Na początku tak. Ale potem stwierdziłem, że skoro mogłem pomóc 1 osobie dlaczego nie mogłem pomóc innym?
J: Wow. Jest Pan wyjątkowy. Na prawdę. Dziękuję za rozmowę.
K: Dziękuję. Mam nadzieję, że moją historia zmieni stereotyp kosiarzy i ludzie będą patrzeć na nas przychylniej.
J - ja
K - Pan Kosiarz
J: Witam Panie Kosiarzu, dziękuję, że zgodził się Pan opowiedziec na kilka pytań.
K: Nie ma za co, rzadko ktoś chce przeprowadzać wywiad z ludźmi z moją "profesją".
J: Ok, zaczynajmy. Czy jako młody chłopak wyobrażał Pan sobie, że kiedyś będzie pracował jako kosiarz?
K: w życiu. Kiedy byłem mały chciałem być być tancerzem baletowym, niestety nie...
WYWIAD Z KOSIARZEM
- Witam, sądzę, że to pierwszy taki wywiad w historii, dlatego najpierw chciałabym zapytać jak się do Pani zwracać?
* Mam na imię Dalia i tak możesz mnie nazywać.
- Dalio, chyba nie zdziwi Cię, gdy zapytam o rzecz dręczącą ludzi od stuleci. Co jest po śmierci?
* Po śmierci jestem ja. Przychodzę aby zabrać duszę człowieka dalej.
- Dalej? A więc jest coś dalej?
*[śmiech] Jeśli chcesz wiedzieć co jest po śmierci musisz przeprowadzić wywiad z Bogiem. Ja jestem jedynie przewodnikiem w waszej ostatniej podróży.
- Twoje słowa brzmią bardzo podniośle. Jednakże większość ludzi boi się Ciebie. Traktują śmierć jako koniec, nie początek nowej podróży.
* Nie jest moją rolą tłumaczyć ludziom dlaczego i dokąd odchodzimy. Mogą mnie nienawidzić, gardzić i wyklinać jednak w godzinie śmierci będę ich jedynym towarzyszem.
- Mogę rozumieć przez to, że lubisz swój zawód?
* To nie jest zawód. To jest część mnie. Ja i mi podobni poświęcamy temu całych siebie.
- A co jeśli dusza nie chce pójść z Tobą?
* Nie mogę do tego nikogo zmusić. Na szczęście takich dusz nie jest wiele. Pozostają na ziemi zawieszeni pomiędzy światami. To nie jest szczęśliwy los.
- Ostatnie pytanie. Jesteś piękną kobietą. Nie przypominasz kosiarzy z legend i horrorów, to dla was typowe?
*[śmiech] My także idziemy z duchem czasu. Niewielu zostało tradycjonalistów i uwierz mi. Nie chcesz żadnego z nich spotkać…
- Dalio, dziękuję za poświęcony czas. Mam nadzieje, że spotkamy się ponownie, ale w odległej przyszłości.
WYWIAD Z KOSIARZEM
- Witam, sądzę, że to pierwszy taki wywiad w historii, dlatego najpierw chciałabym zapytać jak się do Pani zwracać?
* Mam na imię Dalia i tak możesz mnie nazywać.
- Dalio, chyba nie zdziwi Cię, gdy zapytam o rzecz dręczącą ludzi od stuleci. Co jest po śmierci?
* Po śmierci jestem ja. Przychodzę aby zabrać duszę człowieka dalej.
- Dalej? A więc jest coś...
- Spotkanie? Nie pamiętam, bym jakieś umawiał. To pewnie z tego zabiegania, proszę mi wybaczyć. Domyślam się, że w sprawie afery w ministerstwie? Wszak teraz nie robię nic innego. Ale przecież pana nie wygonię... gdzieś tu mam standardowy zestaw pytań... na początek oczywiście proszę się przedstawić.
- Zwij mnie Kosiarzem.
- Wywiad pod pseudonimem, bardzo dobrze. Proszę mi powiedzieć, czym się pan zajmuje w ministerstwie?
- Można powiedzieć, że świadczę dla nich usługi zewnętrzne. Takie same, jak dla wszystkim. Dbam o to, by nie było ich za dużo.
- Ach, specjalista do spraw rozwiązywania umów. W sumie nie miałem jeszcze okazji rozmawiać z kimś pracującym w tym zawodzie. Czy to ciężka praca?
- Żadna praca nie jest ciężka, jeśli jest się do niej stworzonym.
- Moi czytelnicy zapewne będą uważać, że trzeba być pozbawionym uczuć, by nie uważać takiej pracy za ciężką czy...
- Pozwoli pan, że przerwę. Jest wręcz przeciwnie. Trzeba być pełnym empatii, by zrozumieć człowieka, którego czas się skończył. Mało kto akceptuje taką sytuację. Trzeba takiej osobie wyłożyć pewne rzeczy w sposób dla niej zrozumiały. W bezpiecznym dla niej środowisku. Wszak to nie tylko koniec jej dotychczasowego życia, ale początek czegoś nowego. Musi być więc pozbawiony niepotrzebnego stresu.
- Dobrze. Co może mi więc pan powiedzieć o aferze?
- Nic.
- Nic? Proszę mi wybaczyć, po co więc umawiałem z panem to spotkanie?
- To nie pan zaaranżował to spotkanie. Ono jest moją inicjatywą. Proszę iść za mną...
- Spotkanie? Nie pamiętam, bym jakieś umawiał. To pewnie z tego zabiegania, proszę mi wybaczyć. Domyślam się, że w sprawie afery w ministerstwie? Wszak teraz nie robię nic innego. Ale przecież pana nie wygonię... gdzieś tu mam standardowy zestaw pytań... na początek oczywiście proszę się przedstawić.
- Zwij mnie Kosiarzem.
- Wywiad pod pseudonimem, bardzo dobrze. Proszę mi...