-
Artykuły
Czytamy w weekend. 1 maja 2026
LubimyCzytać379 -
Artykuły
Literacki fenomen z Zurychu. „Lázár” hitem roku i międzynarodowym sukcesem!
LubimyCzytać1 -
Artykuły
Najpierw książka, później film - nadchodzące ekranizacje (30.04)
LubimyCzytać3 -
Artykuły
Przeczytaj fragment nowej powieści szpiegowskiej Roberta Michniewicza!
LubimyCzytać2
forum Oficjalne Akcje i konkursy
[Zakończony] Masz wiadomość - wygraj książkę "Listy do pałacu".
Zbliża się koniec najsmutniejszego roku, jaki pamiętają mieszkańcy Starego Kontynentu. Wojna wybuchła kilka miesięcy wcześniej i bezlitośnie postępuje naprzód. Do Pałacu Królewskiego dociera list, w którym pewna dziewczynka z Francji prosi króla o pomoc w odnalezieniu jej zaginionego na froncie brata. Poruszony prośbą monarcha angażuje dyplomację hiszpańską do ustalenia losu brata małej Sylvie, ale jego działania mają nieprzewidziane konsekwencje.
List małej Francuzki rozpoczyna ciąg niezwykle istotnych wydarzeń. Jak się później okazuje korespondencja od Sylvie staje się jedną z ważniejszych, którą otrzymał hiszpański monarcha. Sięgnijcie pamięcią i napiszcie, która z wiadomości otrzymanych w formie pisanej – mail, SMS lub list – miała dla Was duże znaczenie. Czy był to list gratulacyjny? A może mail od dawno niewidzianej przyjaciółki?
Czekamy na teksty o długości nieprzekraczającej 1500 znaków ze spacjami.
Nagrody
Autorzy pięciu najciekawszych tekstów otrzymają egzemplarz książki.
Listy do pałacu
Autor : Jorge Díaz
Regulamin
- Konkurs trwa od 20 marca do 27 marca włącznie. W konkursie mogą wziąć udział jedynie osoby posiadające adres korespondencyjny w Polsce.
- Odpowiedzi muszą być napisane samodzielnie. Kopiowanie części lub fragmentów tekstów, recenzji innych osób jest zabronione. Teksty nie mogą przekraczać 1500 znaków ze spacjami.
- Każdy użytkownik może zgłosić tylko jedną pracę.
- Zwycięzców wybiera administracja serwisu lubimyczytać.pl. Decyzja jest nieodwołalna.
- Dane adresowe zostaną wykorzystane przez serwis lubimyczytać.pl i Wydawnictwo Rebis.
- Adres zwycięzcy powinien zostać nadesłany do dwóch tygodniu od daty ogłoszenia wyników konkursu. Po tym terminie administracja lubimyczytać.pl dopuszcza wybór kolejnego laureata lub nieprzyznanie nagrody.
odpowiedzi [71]
Oj, znowu jest się do czego przyczepić, wygrała praca zupełnie bez poszanowania interpunkcji i z jednym błędem wręcz karygodnym:
mimo ,że
I żeby to jeszcze był jakiś bardzo oryginalny pomysł...
Nie było mnie kilka dni, ale to nie znaczy, że odpuszczę. Czytajcie dokładnie i oceniajcie prace tak, jak na to zasługują, odsiejcie te niemiłosiernie kaleczące język i dopiero wśród tych względnie poprawnych szukajcie kandydatów do zwycięstwa, proszę!
Oj, znowu jest się do czego przyczepić, wygrała praca zupełnie bez poszanowania interpunkcji i z jednym błędem wręcz karygodnym:
mimo ,że
I żeby to jeszcze był jakiś bardzo oryginalny pomysł...
Nie było mnie kilka dni, ale to nie znaczy, że odpuszczę. Czytajcie dokładnie i oceniajcie prace tak, jak na to zasługują, odsiejcie te niemiłosiernie kaleczące język i dopiero...
Czemu az tak sie czepiasz tej ortografii I interpunkcji? Oni NIE zwracaja uwagi na nia, nie wygrywaja ''najlepsze prace'' a to co jurorzy wybieraja na zwyciezkie prace to ich sprawa. Czepiajac sie ich wszystkich nie zmienisz wynikow czy pogladow jurorow. Jedynie mozesz zrobic komus przykrosc sugerujac ze ten ktos nie zaslugiwal na nagrode.
(Przepraszam za brak polskich liter - Angielski komputer)
Czemu az tak sie czepiasz tej ortografii I interpunkcji? Oni NIE zwracaja uwagi na nia, nie wygrywaja ''najlepsze prace'' a to co jurorzy wybieraja na zwyciezkie prace to ich sprawa. Czepiajac sie ich wszystkich nie zmienisz wynikow czy pogladow jurorow. Jedynie mozesz zrobic komus przykrosc sugerujac ze ten ktos nie zaslugiwal na nagrode.
(Przepraszam za brak polskich...
Widzisz, ta ortografia i interpunkcja służą zapisaniu wypowiedzi tak, by czytający ją "usłyszał", by rozpoznał użyte słowa i zrozumiał konstrukcję zdania, jego podział logiczny, który w mowie jest sygnalizowany intonacją, a w piśmie interpunkcją. Wraz z gramatyką, której też się często czepiam, służą temu, żebyśmy mogli się ze sobą dogadać, żebyśmy wszyscy pisali tym samym językiem i żebyśmy rozumieli nawzajem swoje wypowiedzi. Jeden czy drugi błąd zwykle nie mają większego znaczenia, chociaż zdarzają się i takie, które całkowicie zmieniają sens wypowiedzi lub czynią ją niezrozumiałą, ale nie chodzi o pojedyncze błędy. Problemem jest to, że kiedy zaczniemy na nie pozwalać, kiedy machniemy na nie ręką i uznamy, że przecież wszystko jedno, jak kto pisze, bo przecież jakoś go rozumiemy, to w efekcie te błędy będą się nawarstwiać. Bo jeśli można pisać, jak się chce, to po co zawracać sobie głowę uczeniem się prawideł języka? I będziemy pisać coraz bardziej po swojemu i albo przestaniemy się rozumieć, albo w różnych środowiskach wytworzą się rozmaite dialekty z form najczęściej w tych środowiskach używanych i użytkownicy jednego dialektu będą się rozumieli między sobą, ale już nie z kimś spoza ich środowiska. Tak się tworzą nowe języki, tak jeden język macierzysty dzieli się na kilka potomnych, pokrewnych, ale różnych, taki mechanizm doprowadził do tego, że nie rozumiemy dziś Rosjan i Czechów. Teraz podziały pewnie nie byłyby geograficzne, raczej wiekowe i branżowe, ale jeśli nie będziemy dbać o wspólny dla nas wszystkich język, to jakieś na pewno się wytworzą, nie wiem czy za pięć lat czy za pięćdziesiąt, ale kiedyś na pewno. Chcemy tego? Jeśli nie, to błędy trzeba tępić, w szkole ich popełnianie jest karane, później różnie, ale jeśli nawet nie chcemy lub nie mamy możliwości karać, to przynajmniej nie powinniśmy nagradzać.
I dlatego się czepiam i czepiać będę, bardziej jurorów niż uczestników, na pierwszych chcę wymusić uwzględnianie podczas oceniania prac konkursowych ich językowej poprawności, co do drugich liczę, że zaczną zwracać uwagę na to, co i jak piszą, albo, jeśli część pierwsza planu się powiedzie, po to, żeby mieć szanse na wygraną, albo żeby uniknąć cytowania przeze mnie, albo, i to ucieszyłoby mnie najbardziej, żeby po prostu pisać poprawnie i nie wystawiać sobie negatywnego świadectwa swoim językiem.
I zauważ, że nie czepiam się wszystkich błędów, zdaję sobie sprawę, że każdemu może przytrafić się jakaś wpadka, sama też nie piszę bezbłędnie, dlatego staram się ograniczać do przypadków najgorszych, do tekstów tak naszpikowanych błędami, że świadczą o dobrze rozwiniętym niechlujstwie i braku chęci poprawnego pisania oraz do błędów znaczących, świadczących o nieznajomości elementarnych zasad. W konkursie o bezpieczeństwie jedna z wygranych prac zawiera literówki, brakuje w niej kilku przecinków i jest nawias wstawiony tak, jakby w trakcie pisania zmieniła się koncepcja, jakby coś zostało zmienione, ale nie do końca. A ja nic, nie skrytykowałam nagrodzenia tego. Bo tekst dobrze się czyta, bo nie ma błędów gramatycznych, bo chociaż znaków przestankowych gdzieniegdzie brakuje, to nie powstawiano ich tam, gdzie zmieniłyby sens lub oddzielały słowa stanowiące jedno zwarte wyrażenie. Bo nie mam podstaw sądzić, że autorka tego tekstu ma problemy z poprawnym pisaniem, a co najwyżej mogę ją podejrzewać, że pisała w pośpiechu lub na urządzeniu do tego nieprzystosowanym i nie zadała sobie trudu, by po napisaniu przeczytać i poprawić. Lenistwo, owszem, ale to coś, co przy ciekawym tekście można wybaczyć, nie błędy naprawdę rażące.
Błąd zacytowany przeze mnie tutaj, w tym konkursie, nie jest byle jakim błędem interpunkcyjnym. Jest to błąd paskudny i powszechny, wynikający niestety z pożałowania godnej kondycji naszych szkół, a polega na tym, że piszący nie rozumie zasad poprawnego stosowania przecinka, a tylko nauczył się na pamięć pseudozasady, która w założeniach miała ułatwiać zapamiętywanie zasad prawdziwych. Mówi nam się w szkołach, że należy stawiać przecinek przed takimi wyrazami jak np. który czy użyte tutaj że. A to nieprawda! Przecinek powinien znaleźć się tam, gdzie trzeba coś od czegoś oddzielić, np. zdania składowe zdania złożonego. I tu pojawia się problem: jak ustalić, gdzie się które z takich zdań zaczyna? Sposobów jest kilka, są lepsze i gorsze, pewniejsze i łatwiejsze i jednym z tych łatwych i promowanych w szkołach jest rozpoznawanie wyrażeń, które wprowadzają, często rozpoczynają zdania podrzędne - do takich należą wyrażenia zawierające między innymi wyrazy który albo że, ale, i tu cały problem, nie zawsze sam taki wyraz, ale czasem razem z jakimiś dodatkami. Jeśli mówimy o autorze, w którego tekstach roi się od błędów, to przecinek należy postawić właśnie tak, jak to tutaj zrobiłam, przed całym wyrażeniem w którego, nie przed samym którego. I to samo z mimo że lub pomimo że i wielu innymi - rozdzielanie takich wyrażeń wstawionym w ich środek przecinkiem jest błędem rażącym i należy to tępić. Tak jak i nauczycieli, którzy do tego doprowadzają!
Co czynię, ilekroć mam okazję i przestać ani myślę!
PS. Cieszę się, że pomimo przebywania na obczyźnie zwracasz uwagę na poprawność językową, że mimo przeszkód jednak się starasz, a kiedy czynniki zewnętrzne uniemożliwiają Ci pisanie poprawne, to czujesz, że coś jest nie tak i że warto się z tego wytłumaczyć. Szkoda, że nie wszyscy tak do tego podchodzą, że nawet w kraju sporo jest takich, którzy chętnie zrezygnowaliby zarówno z polskich znaków, jak i z przecinków. Trzymaj się ciepło w tej zagranicy i nie daj się za mocno oderwać od ojczyzny!
Widzisz, ta ortografia i interpunkcja służą zapisaniu wypowiedzi tak, by czytający ją "usłyszał", by rozpoznał użyte słowa i zrozumiał konstrukcję zdania, jego podział logiczny, który w mowie jest sygnalizowany intonacją, a w piśmie interpunkcją. Wraz z gramatyką, której też się często czepiam, służą temu, żebyśmy mogli się ze sobą dogadać, żebyśmy wszyscy pisali tym samym...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniejJa czasem, gdy tekst mi się podoba a widzę jakieś rażące błędy, staram się przez PW zwrócić na nie uwagę autora, by przed zakończeniem konkursu mógł poprawić błędy. Ale tylko tam, gdzie tekst jest na tyle ciekawy, że naprawdę byłaby szkoda, by zaliczał ortograficzne wpadki... Również myślę, że w konkursach oceniany powinien być nie tylko pomysł, ale i jego realizacja - 1500 znaków to naprawdę nie za dużo, by utrzymać minimalną dyscyplinę wypowiedzi.
Ja czasem, gdy tekst mi się podoba a widzę jakieś rażące błędy, staram się przez PW zwrócić na nie uwagę autora, by przed zakończeniem konkursu mógł poprawić błędy. Ale tylko tam, gdzie tekst jest na tyle ciekawy, że naprawdę byłaby szkoda, by zaliczał ortograficzne wpadki... Również myślę, że w konkursach oceniany powinien być nie tylko pomysł, ale i jego realizacja - 1500...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniej
Konkurs został zakończony. Za wszystkie odpowiedzi dziękujemy!
Wybraliśmy zwycięskie prace:
Grażyna
Weronikka1
ElaTr
Mimi
Ledarg1916
Serdecznie gratulujemy! Z laureatami skontaktujemy się bezpośrednio.
Konkurs został zakończony. Za wszystkie odpowiedzi dziękujemy!
Wybraliśmy zwycięskie prace:
Grażyna
Weronikka1
ElaTr
Mimi
Ledarg1916
Serdecznie gratulujemy! Z laureatami skontaktujemy się bezpośrednio.
Dziękuję za czujność. Niestety nie wiem jak edytować mój wpis, więc usunąłem go i dodałem już z poprawionym błędem. Jeszcze raz dziękuję ;)
Dziękuję za czujność. Niestety nie wiem jak edytować mój wpis, więc usunąłem go i dodałem już z poprawionym błędem. Jeszcze raz dziękuję ;)
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spamBył to list zawiadamiający o przyjęciu mnie na studia. Gdyby nie on moje życie potoczyłoby się zupełnie inaczej. Może również pisałbym ten tekst, mając nadzieję na wygraną, jednak byłbym w zupełnie innym miejscu w życiu, niż teraz. Byłbym zupełnie inną osobą. Zapewne miałbym inną pracę, mieszkał w zupełnie innym miejscu. Może nawet w innym mieście lub kraju. Miałbym inny bagaż doświadczeń i planów na przyszłość. Miałbym też pewnie inną żonę, a z nią zupełnie inne dzieciaki. Może, adoptowałbym psa z tego samego schroniska, ale nasz wybór prawdopodobnie wskazałby innego pupila. Może takiego, któryby nie szczekałby na motyle jak opętany i nie rozkopywałby całego ogrodu w poszukiwaniu skarbów. Może nie miałbym ogrodu. Tak, ten list zmienił wiele w moim życiu. O ile nie wszystko. Mam go do dzisiaj i chociaż zajęłoby mi trochę odszukanie go, myślę o nim, jako o życiowej ścieżce, którą mi wskazał, a która doprowadził mnie do miejsca, w którym teraz jestem. Gdybym go nie dostał, byłbym teraz zupełnie innym człowiekiem.
Był to list zawiadamiający o przyjęciu mnie na studia. Gdyby nie on moje życie potoczyłoby się zupełnie inaczej. Może również pisałbym ten tekst, mając nadzieję na wygraną, jednak byłbym w zupełnie innym miejscu w życiu, niż teraz. Byłbym zupełnie inną osobą. Zapewne miałbym inną pracę, mieszkał w zupełnie innym miejscu. Może nawet w innym mieście lub kraju. Miałbym inny...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniej
W styczniu ktoś wrzucił do mojej skrzynki kopertę. Bez znaczka ani adresu, ale z moim imieniem i nazwiskiem. Nie byłam pewna, co o tym myśleć i oglądałam ze wszystkich stron, zanim otworzyłam, bo listy cieszą najbardziej na chwilę przed ich otwarciem, zanim rozwieje się aura tajemnicy.
W środku znajdował się list od dawnej przyjaciółki, która studiuje teraz w innym mieście. Nasze drogi rozeszły się tak po prostu, bez wielkich tragedii i bez łez, mimo że dawniej byłyśmy bardzo blisko. W liście pisała, jak bardzo za mną tęskni, jak bardzo chciałaby odnowić kontakt. Wypisała też tytuły piosenek, które ostatnio chodzą jej po głowie i pytała, czy zechciałabym czasem napisać do niej list. Przechodziłam wtedy trudniejszy okres i fakt, że komuś na mnie zależy, komuś, kto nie ma ze mną na co dzień styczności, a jednak tęskni i odczuwa jakąś pustkę z powodu mojej nieobecności, bardzo podniósł mnie na duchu. Spotkałyśmy się kilka tygodni potem, kiedy przyjechała do domu na ferie, i pijąc gorącą czekoladę odkrywałyśmy, jak bardzo się zmieniłyśmy - na korzyść, dzięki czemu nasza przyjaźń może się rozwinąć i dojrzeć. To była nasza najszczersza rozmowa i miałyśmy wrażenie, że dorosłość dopadła nas zbyt nagle, a jednak jakimś sposobem obie się w niej odnalazłyśmy. Zawsze wierzyłam w stare przyjaźnie, ale nie spodziewałam się takiego zwrotu akcji, nie w tym przypadku. Ostatnio wysłałam pierwszy list, a teraz czekam na odpowiedź! :)
W styczniu ktoś wrzucił do mojej skrzynki kopertę. Bez znaczka ani adresu, ale z moim imieniem i nazwiskiem. Nie byłam pewna, co o tym myśleć i oglądałam ze wszystkich stron, zanim otworzyłam, bo listy cieszą najbardziej na chwilę przed ich otwarciem, zanim rozwieje się aura tajemnicy.
W środku znajdował się list od dawnej przyjaciółki, która studiuje teraz w innym...
W ostatnim czasie miałam okazję otrzymać niezwykły list, którego pewnie mógłby mi pozazdrościć niejeden mól książkowy. Myślę o nim z uśmiechem, bo napisany przez zupełnie obcą osobę, miał on dla mnie naprawdę duże znaczenie - w czasach, gdy mówi się o upadku czytelnictwa, przywrócił on wiarę w istnienie prawdziwych miłośników książek, którzy podobnie jak ja, widzą je nieraz w roli bytów niemalże żywych i posiadających duszę. Sprawił też, że teraz każdą książkę traktuję z jeszcze większą atencją :) Ale od początku…
Za pomocą pewnej strony w Internecie kupiłam używaną książkę. Nic niezwykłego, do czasu, gdy nie odpakowałam przesyłki, bo wtedy właśnie książka do mnie przemówiła. Dosłownie – za pomocą krótkiego liściku, przymocowanego do jej pierwszej strony, który pozwolę sobie przytoczyć w całości:
„Cześć,
Dziękuję, że zostałaś moją nową mamą. Mam nadzieję, że szybko się poznamy bliżej. Nie mogę się doczekać, aż razem zaczniemy spędzać czas i pokochasz moje wnętrze, a przynajmniej tego bym chciała. Nie zwlekaj więc zbyt długo i daj nam szansę!
Twoja nowa książka :)”
Przyznam szczerze, że nigdy wcześniej nie zostałam tak pozytywnie zaskoczona przez nieznajomą mi osobę, tak drobnym, zdawałoby się gestem. Nigdy też tak bardzo nie cieszyłam się z zakupu książki. Po pierwsze – okazało się, że miałam okazję dokonać transakcji z niewymarłym jeszcze gatunkiem prawdziwego Czytelnika przez duże „C”, a po drugie – zyskałam przyjaciółkę, która od tamtej pory mieszka u mnie na półce :)
W ostatnim czasie miałam okazję otrzymać niezwykły list, którego pewnie mógłby mi pozazdrościć niejeden mól książkowy. Myślę o nim z uśmiechem, bo napisany przez zupełnie obcą osobę, miał on dla mnie naprawdę duże znaczenie - w czasach, gdy mówi się o upadku czytelnictwa, przywrócił on wiarę w istnienie prawdziwych miłośników książek, którzy podobnie jak ja, widzą je nieraz...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniej
Najpiękniejszą wiadomość dostałam w lipcu 2010 roku. Znajdowałam się wówczas na odległym kontynencie, w Kanadzie. Był to e-mail od pewnego mężczyzny, którego poznałam na forum poetyckim, będąc jeszcze w Polsce. Zaprzyjaźniliśmy się, nawet bardzo, pomimo dzielących nas 300 km. Udało nam się nawet kilka razy spotkać. Coś zaiskrzyło, ale bałam się i odpuściłam. Do momentu, gdy otrzymałam ten e-mail. Kilka słów, ale mających dla mnie ogromne znaczenie:
"A urodzisz mi córkę?"
Od tamtej chwili moje życie przewróciło się do góry nogami. Wróciłam do Polski, przeprowadziłam się z Warszawy do Gdańska, podjęłam nową pracę... a kilka lat później byłam już mężatką! Nigdy nie zapomnę tej wiadomości, do dzisiaj na to wspomnienie czuję, jak moje serce wariuje!
Najpiękniejszą wiadomość dostałam w lipcu 2010 roku. Znajdowałam się wówczas na odległym kontynencie, w Kanadzie. Był to e-mail od pewnego mężczyzny, którego poznałam na forum poetyckim, będąc jeszcze w Polsce. Zaprzyjaźniliśmy się, nawet bardzo, pomimo dzielących nas 300 km. Udało nam się nawet kilka razy spotkać. Coś zaiskrzyło, ale bałam się i odpuściłam. Do momentu, gdy...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniej
List który ma dla mnie największe znaczenie, i chyba nie z pierwszego miejsca nie zbije go żaden inny to ten, który dostałam od mojej mamy. Został napisany dokładnie 20 lat 4 miesiące i 24 dni temu, a szesnastego kwietnia miną dokładnie dwa lata, odkąd jest z moim posiadaniu. Wtedy dowiedziałam się, że ludzie, których przez całe życie brałam za swoich rodziców, tak naprawdę nimi nie są.
Moja mama zginęła w wypadku kiedy miałam miesiąc. Jednak tego dnia o poranku miała jakiś dziwne przeczucie i postanowiła zamknąć, na wszelki wypadek wszystkie swoje ziemskie sprawy. Wszystko przekazała swojemu notariuszowi. Co ma się stać z jej majątkiem, dokumenty na adopcję ze wskazaniem, list do mnie i parę innych drobiazgów...
W liście opowiedziała mi o tym, jak bardzo mnie kochała, czym według niej powinnam się kierować w życiu... Jak wybrać dobrego mężczyznę, który nie zostawi mnie tak jak ją zostawił mój ojciec (napisała, że tym gnojkiem mam się nie przejmować, bo nie jest tego wart, jeśli to tej pory mnie nie odnalazł) wszystko! Taki mój mały prywatni przewodnik po życiu.
Ten list to najcenniejsza rzecz jaką posiadam i chociaż dla większości to tylko zapisany, pożółkły kawałek papieru, dla mnie jest wart więcej niż wszystkie skarby świata.
List który ma dla mnie największe znaczenie, i chyba nie z pierwszego miejsca nie zbije go żaden inny to ten, który dostałam od mojej mamy. Został napisany dokładnie 20 lat 4 miesiące i 24 dni temu, a szesnastego kwietnia miną dokładnie dwa lata, odkąd jest z moim posiadaniu. Wtedy dowiedziałam się, że ludzie, których przez całe życie brałam za swoich rodziców, tak...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniejJedna wiadomość SMS otworzyła mi drogę na świat i przeżycia wielu emocji. Kiedyś poprosiłam znajomego o pomoc w znalezieniu pracy. Wyjechał do innego miasta (ok. 100 km) ode mnie i w ogóle się nie odzywał. Po prostu stwierdziłam, że totalnie mnie olał i było mi trochę przykro. I zupełnie z nagła po ok. pół roku, a może trochę więcej, TRACH, przyszła informacja od tego znajomego o propozycji pracy. Po prostu nie mogłam w to uwierzyć. Wszystko odbywało na takim spontanie i niekoniecznie pełnym rozeznaniu: co, gdzie i jak, ale podjęłam ryzyko i mimo wszystko wyruszyłam w drogę. Taka jestem ryzykantka, bo kto tego nie robi, ten właściwie stoi w miejscu i nie będzie pił szampana. Pracy się nie boję, mam w sobie dziwną odwagę i skłonność do ryzyka. Nie żałuję, że pojechałam. Spędziłam tam bardzo ciekawy czas. Nie tylko zarobiłam pieniądze, ale poznałam interesujących ludzi, inną kulturę, moja pewność siebie wzrosła i teraz wiem, że nie ma rzeczy niemożliwych. To było bardzo cenne doświadczenie. Niewykluczone, że niedługo znowu tam pojadę.
Jedna wiadomość SMS otworzyła mi drogę na świat i przeżycia wielu emocji. Kiedyś poprosiłam znajomego o pomoc w znalezieniu pracy. Wyjechał do innego miasta (ok. 100 km) ode mnie i w ogóle się nie odzywał. Po prostu stwierdziłam, że totalnie mnie olał i było mi trochę przykro. I zupełnie z nagła po ok. pół roku, a może trochę więcej, TRACH, przyszła informacja od tego...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniejSpóźniona walentynka. Spóźniona, bo dostałam ją 22 lutego, a nie 14. Niewielka i niepozorna. Takie nic specjalnego, a jednak dla mnie stała się powodem do uśmiechu. Z tego dnia pamiętam tylko, że uśmiechałam się do wszystkich jak wariatka! Uśmiech nie schodził mi z twarzy, a wszystko to dzięki paru słowom napisanych odpowiednią ręką. "Będziesz moją walentynką? Zawsze jest dobrze jak jesteś. Nie ważne, że tyle gadasz. P.S. Przepraszam, że spóźniona, ale nie wiedziałem jak ci to dać." Nawiązywał tam do naszej wcześniejszej rozmowy. Zapytałam wówczas czy przeszkadza mu moje gadulstwo. Nie odpowiedział mi wtedy i to było powodem wielu łez, ale jak widać jego milczenie wcale nie było potwierdzeniem! Powiem tylko, że kawa w kawiarni nigdy nie była lepsza! :)
Spóźniona walentynka. Spóźniona, bo dostałam ją 22 lutego, a nie 14. Niewielka i niepozorna. Takie nic specjalnego, a jednak dla mnie stała się powodem do uśmiechu. Z tego dnia pamiętam tylko, że uśmiechałam się do wszystkich jak wariatka! Uśmiech nie schodził mi z twarzy, a wszystko to dzięki paru słowom napisanych odpowiednią ręką. "Będziesz moją walentynką? Zawsze jest...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniejList, który ostatnio otrzymałam choć oczekiwany sprawił, że emocje wzięły górę nad rozsądkiem. Drżące dłonie, szybsze bicie serca i łza wzruszenia - towarzysze gotowi na to by jednym ruchem drżącej dłoni rozerwać kopertę i ujrzeć owoc własnych marzeń i ciężkiej pracy. W kopercie znajdowały się gratulacje i legitymacja trenera personalnego o której marzyła już od ładnych kilku lat. Kosztowała mnie ona kilku lat wysiłku, litrów potu i sporej ilości łez zwątpienia cisnących się do oczu w trudnych chwilach. Zwyciężyłam walkę o lepszą siebie i pokonałam najtrudniejszych w świecie przeciwników - własne słabości. I dlatego też chociaż list wyczekiwany to towarzyszył mu ogrom emocji i radości. Pomimo szczypania i przecierania oczu list nie zniknął - czar nie prysł! To mój mały dowód na to, że warto pracować nad realizacją własnych marzeń!
List, który ostatnio otrzymałam choć oczekiwany sprawił, że emocje wzięły górę nad rozsądkiem. Drżące dłonie, szybsze bicie serca i łza wzruszenia - towarzysze gotowi na to by jednym ruchem drżącej dłoni rozerwać kopertę i ujrzeć owoc własnych marzeń i ciężkiej pracy. W kopercie znajdowały się gratulacje i legitymacja trenera personalnego o której marzyła już od ładnych...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniej
Zasłyszana historia.
Rzecz dotyczy dzieci w pierwszej klasie podstawówki. Czas pierwszych sympatii i antypatii, wymuszone, a później świadome relacje społeczne. W klasie nieparzysta liczba dziewczynek i chłopców. W związku z tym, wychowawczyni ucząc dzieci ustawiać się w parach przed wejściem do klasy, tworzy jedną z par z przedstawicieli płci przeciwnych. Należy w tym miejscu nadmienić, że ustawienie to miało obowiązywać przez cały semestr. Pod koniec semestru chłopczyk postanowił przełamać kilkumiesięczny opór i- podobnie jak inne pary- chwycił po raz pierwszy swą towarzyszkę za rączkę wchodząc na lekcję. Kolejnego dnia jednak dziewczynka wyrwała rękę z uścisku w podobnych okolicznościach. Tego samego dnia podrzuciła chłopczykowi do piórnika liścik, którego treść była następująca: „Lubię Cię Patryk, ale bardzo boję się ciąży”.
Kurtyna.
P.S. Tak, ta dziewczynka to podobno ja. Choć historia sięga czasów, których ja pamięcią nie sięgam.
Zasłyszana historia.
Rzecz dotyczy dzieci w pierwszej klasie podstawówki. Czas pierwszych sympatii i antypatii, wymuszone, a później świadome relacje społeczne. W klasie nieparzysta liczba dziewczynek i chłopców. W związku z tym, wychowawczyni ucząc dzieci ustawiać się w parach przed wejściem do klasy, tworzy jedną z par z przedstawicieli płci przeciwnych. Należy w tym...
Poznaliśmy się przypadkiem..
Przypadkiem się do niego uśmiechnęłam, a on przypadkiem to odwzajemnił..
Przez jedną, krótką chwilę świat zatrzymał się w miejscu..
Nie jesteśmy ze sobą już od czterech lat, ale ja wciąż trzymam podarowane mi przez niego listy..
Nienawidził pisać, ale zrobił dwa wyjątki z miłości do mnie.
Na tych kartkach papieru jest nasze uczucie, płomień, który do siebie żywiliśmy.
Moje wspomnienia o nim są zamglone, minęło tyle czasu, ale za każdym razem, gdy otwieram te koperty wszystko pojawia się na nowo..
Tak naprawdę pozbyłam się wszystkiego co mogło mi o nim przypominać, ale tego nie byłam w stanie wyrzucić..
Jego pismo, zapewnienia o wiecznej miłości, na jednej z kartek nadal widnieje ślad po mojej łzie..
To najcenniejsze co mi pozostało..
Przypomina mi o tym, że kochałam.. Mocno, intensywnie, do bólu..
Przypomina mi, że potrafię kochać, choć tak często o tym zapominam.
Poznaliśmy się przypadkiem..
Przypadkiem się do niego uśmiechnęłam, a on przypadkiem to odwzajemnił..
Przez jedną, krótką chwilę świat zatrzymał się w miejscu..
Nie jesteśmy ze sobą już od czterech lat, ale ja wciąż trzymam podarowane mi przez niego listy..
Nienawidził pisać, ale zrobił dwa wyjątki z miłości do mnie.
Na tych kartkach papieru jest nasze uczucie, płomień,...
Gdy byłam w trzeciej klasie mój przyjaciel wyjechał do Szwecji. Było mi bardzo smutno z tego powodu, bo swoje ostatnie dni w mieście spędził sam. Byłam akurat tydzień na wyjeździe i nie miałam jak wrócić do domu aby się z nim pożegnać. Jednak, gdy wróciłam do domu w skrzynce był list, a tak naprawdę pocztówka z pożegnaniem z tyłu. Czytając to bardzo płakałam. Przez kolejny rok utrzymywałam z nim kontakt przez skype, ale to nie było już to samo i nasza znajomość się urwała. Pomimo tego, że było to bardzo dawno i już nie mam z nim kontaktu nadal mam tą kartkę, bo to jedyne co pozostało z naszej przyjaźni.
Gdy byłam w trzeciej klasie mój przyjaciel wyjechał do Szwecji. Było mi bardzo smutno z tego powodu, bo swoje ostatnie dni w mieście spędził sam. Byłam akurat tydzień na wyjeździe i nie miałam jak wrócić do domu aby się z nim pożegnać. Jednak, gdy wróciłam do domu w skrzynce był list, a tak naprawdę pocztówka z pożegnaniem z tyłu. Czytając to bardzo płakałam. Przez kolejny...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniej
Bardzo lubię pisać listy. Właściwie lubiłam. Teraz wszyscy wysyłają sms. Nie ma już rozmazanych od łez papeteryjnych kartek, pachnących tanimi perfumami kiczowatych widokówek znad morza, czy niezdarnie wypisywanych kopert. Szkoda. Słowa, szczególnie te, którą są zapisane stają się nośnikiem emocji. Potrafią sprawić, że świat rozsypuje się w jednej chwili jak domek z kart. Pęka na trzysta kawałków, których nie da się pozbierać. I nigdy już nie będzie tak samo. Potrafią również wywołać niekontrolowany uśmiech w najmniej sprzyjającej ku temu sytuacji.
Najważniejszym komunikatem, jaki otrzymałam do tej pory było słowo. "Jestem". Po prostu i aż "jestem". Czasami sześć liter znaczy więcej niż cały potok znaków graficznych. Wiadomość tę otrzymałam od dawno niewidzianej Przyjaciółki, która postanowiła zerwać kontakt ze wszystkimi, aby oddać się kontemplacji nad sensem egzystencji. Wysłała sms, po kwadransie znalazłam Ją w "naszym miejscu".
Bardzo lubię pisać listy. Właściwie lubiłam. Teraz wszyscy wysyłają sms. Nie ma już rozmazanych od łez papeteryjnych kartek, pachnących tanimi perfumami kiczowatych widokówek znad morza, czy niezdarnie wypisywanych kopert. Szkoda. Słowa, szczególnie te, którą są zapisane stają się nośnikiem emocji. Potrafią sprawić, że świat rozsypuje się w jednej chwili jak domek z kart....
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniejMoja ciocia mieszka w innym kraju, w miejscu, z którego pochodzi mój wujek i Jej mąż. Pojechaliśmy do nich na kilka dni. Kiedy rodził się mój pierwszy kuzyn, ja miałam 10 lat i był to środek nocy. Kiedy wujek wrócił ze szpitala zostałam obudzona, a On pokazał mi zdjęcie tego cudownego maluszka. Biorąc pod uwagę, że nie znałam wtedy żadnego języka obcego na poziomie do porozumienia się, mogę to uznać za najważniejszą w moim życiu wiadomość przekazaną bez słowa mówionego.
Moja ciocia mieszka w innym kraju, w miejscu, z którego pochodzi mój wujek i Jej mąż. Pojechaliśmy do nich na kilka dni. Kiedy rodził się mój pierwszy kuzyn, ja miałam 10 lat i był to środek nocy. Kiedy wujek wrócił ze szpitala zostałam obudzona, a On pokazał mi zdjęcie tego cudownego maluszka. Biorąc pod uwagę, że nie znałam wtedy żadnego języka obcego na poziomie do...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniej
Ja wciąż czekam na taką wiadomość. I nie mam tu na myśli listu z Hogwartu, Wy literaccy-zboczeńcy.
Mam na myśli wiadomość w której jakieś wydawnictwo z niepohamowanym entuzjazmem zgodzi się wydać moją książkę.
Ja wciąż czekam na taką wiadomość. I nie mam tu na myśli listu z Hogwartu, Wy literaccy-zboczeńcy.
Mam na myśli wiadomość w której jakieś wydawnictwo z niepohamowanym entuzjazmem zgodzi się wydać moją książkę.
Najcenniejsza była dla mnie pewna wiadomość na komunikatorze internetowym, którą otrzymałam od mojej przyjaciółki, gdy miałam naprawdę beznadziejny dzień i byłam w kompletnej rozsypce. Podniósł mnie na duchu i dzięki niemu poczułam się trochę lepiej, co było w tamtym momencie niezastąpioną pomocą.
Najcenniejsza była dla mnie pewna wiadomość na komunikatorze internetowym, którą otrzymałam od mojej przyjaciółki, gdy miałam naprawdę beznadziejny dzień i byłam w kompletnej rozsypce. Podniósł mnie na duchu i dzięki niemu poczułam się trochę lepiej, co było w tamtym momencie niezastąpioną pomocą.
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spamJedna z moich kuzynek mieszka w Londynie. W środę zdarzyła się tam potworna rzecz, zamach terrorystyczny. Z obawą czekałam na odpowiedź od kuzynki czy u niej wszystko dobrze. Nareszcie odpisała " u mnie wszystko dobrze ", kamień spadł mi z serca, a napięcie ustało.
Jedna z moich kuzynek mieszka w Londynie. W środę zdarzyła się tam potworna rzecz, zamach terrorystyczny. Z obawą czekałam na odpowiedź od kuzynki czy u niej wszystko dobrze. Nareszcie odpisała " u mnie wszystko dobrze ", kamień spadł mi z serca, a napięcie ustało.
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spamZnamy się od wielu lat, pozostajemy w stałym kontakcie, nie raz wspólnie uczestniczyliśmy w jakimś ciekawym wydarzeniu kulturalnym, wielokrotnie popijaliśmy kawę w niewielkiej kawiarni przy głównej ulicy, rozmawiając o wszystkim i niczym. Mimo to nigdy nie przekroczyliśmy granicy oddzielającej przyjaźń od zakochania. Do czasu jego ostatniego listu. Przesłał mi komentarze do pewnego, obecnego w mediach tematu, który poruszył nas oboje jednakowo. Gdzieś między pochwałą starego świata, a krytyką bezdusznego postmodernizmu napisał mi, że się we mnie zakochuje, że bardzo się tego uczucia obawia, że nie wie, co się z nim dzieje. Przeczytałam ten akapit wiele razy, miliony myśli przeszyło moją głowę, chciałam za wszelką cenę dociec skąd się wzięło to nagłe uczucie. Od tego listu minęły tygodnie, jednak nie wpadłam na żadne logiczne wyjaśnienie. A może wcale go nie ma? Może miłość między dwojgiem ludzi to nie kwestia kilkunastu lat, lecz jednego spojrzenia w oczy, zdania z listu, nieplanowanego muśnięcia dłoni? Może po prostu któregoś dnia budzimy się i ona jest obecna w naszym sercu i duszy.
Znamy się od wielu lat, pozostajemy w stałym kontakcie, nie raz wspólnie uczestniczyliśmy w jakimś ciekawym wydarzeniu kulturalnym, wielokrotnie popijaliśmy kawę w niewielkiej kawiarni przy głównej ulicy, rozmawiając o wszystkim i niczym. Mimo to nigdy nie przekroczyliśmy granicy oddzielającej przyjaźń od zakochania. Do czasu jego ostatniego listu. Przesłał mi komentarze do...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniejMoje pierwsze kolonie, ośrodek wypoczynkowy, który oddalony był od mojego miejsca zamieszkania o ok 50 km :) - rodzice odwiedzili mnie pewnej niedzieli przyjeżdżając do mnie autobusem. Lecz to nie ta wyprawa pozostała w mojej pamięci lecz list, który tata mi wysłał. Tata miłośnik czytania jak i pisania, gdzie jego zamaszyste litery w liście budziły podziw i tęsknotę. W liście były zamieszczone informacje z naszego dotychczasowego dnia codziennego w którym z racji pobytu na koloniach nie mogłam uczestniczyć :) - było o spacerach z moim psem oraz zbieraniu truskawek. To właśnie te informacje o psie były tymi wyczekiwanymi z punktu widzenia dziecka, które po raz pierwszy pozostawiły swojego czteronożnego przyjaciela. Tata pytał o to co jem na śniadanie (gdyż byłam strasznym niejadkiem:) to takie niezwykle rozczulające gdy wraca się do tego listu po latach..
Moje pierwsze kolonie, ośrodek wypoczynkowy, który oddalony był od mojego miejsca zamieszkania o ok 50 km :) - rodzice odwiedzili mnie pewnej niedzieli przyjeżdżając do mnie autobusem. Lecz to nie ta wyprawa pozostała w mojej pamięci lecz list, który tata mi wysłał. Tata miłośnik czytania jak i pisania, gdzie jego zamaszyste litery w liście budziły podziw i tęsknotę. W...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniejParę lat temu poznałam wspaniałą koleżankę mieszkającą na drugim końcu Polski. Aby podtrzymać naszą przyjaźń postanowiłyśmy pisać do siebie listy. Była to już epoka internetu i komunikatorów. Jednak my kupowałyśmy ozdobną papeterię i na kilku stronach rozpisywałyśmy się o naszym życiu. Nie było nic lepszego, gdy wracałam ze szkoły i widziałam ozdobną kolorową kopertę a potem słowa napisane ręką osoby za którą tęsknię. W listach czuło się bliskość. Wiedziałam, że ona siedziała nad tą kartką papieru i pisała to specjalnie dla mnie. Bardzo intymne przeżycie i szczerze mi tego brakuje.
Parę lat temu poznałam wspaniałą koleżankę mieszkającą na drugim końcu Polski. Aby podtrzymać naszą przyjaźń postanowiłyśmy pisać do siebie listy. Była to już epoka internetu i komunikatorów. Jednak my kupowałyśmy ozdobną papeterię i na kilku stronach rozpisywałyśmy się o naszym życiu. Nie było nic lepszego, gdy wracałam ze szkoły i widziałam ozdobną kolorową kopertę a...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniej
W liceum miałam fantastyczną nauczycielkę języka polskiego, która jednocześnie była moją wychowawczynią. Cudowna, serdeczna kobieta, pełna pasji do literatury, która zawsze mówiła, że obie jesteśmy "nawiedzonymi humanistkami". Gdy na koniec drugiej klasy poinformowała nas ze łzami w oczach, że nie będzie jej w szkole w następnym roku ze względów osobistych, doznałam szoku. Nie straciłyśmy jednak kontaktu, wraz z kilkoma innymi osobami, często ją odwiedzałam w jej domu, gdzie przygotowywała nas do matury na własną rękę oraz z pasją dyskutowaliśmy o książkach. Pod koniec trzeciej klasy grupka osób skurczyła się do czterech.
Po maturze spotkaliśmy się po raz ostatni. Wiedziałam, że wyprowadzam się daleko i pozostanie nam tylko sporadyczny kontakt.
Podarowała nam książki, każdemu z nas po jednej i poprosiła, by otworzyć już w drodze powrotnej. Gdy otworzyłam swoją, czekał na mnie krótki liścik.
"Jesteś jak wiatr, którego ożywczy podmuch sprawia, że ludzie oddychają pełną piersią."
Ostatnie słowa rozmazały mi się przez zasłonę łez.
W liceum miałam fantastyczną nauczycielkę języka polskiego, która jednocześnie była moją wychowawczynią. Cudowna, serdeczna kobieta, pełna pasji do literatury, która zawsze mówiła, że obie jesteśmy "nawiedzonymi humanistkami". Gdy na koniec drugiej klasy poinformowała nas ze łzami w oczach, że nie będzie jej w szkole w następnym roku ze względów osobistych, doznałam szoku....
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniejPo SMS-ie od mojej siostry: "Jestem z tobą :) DZIAŁAMY!" mój świat całkiem się odmienił. Rozpoczęłyśmy wspólną realizację planu pod tytułem: kawiarnio-lodziarnia "U Sióstr"- kilka kroków od naszego domu rodzinnego. Nie było łatwo. Pozyskanie funduszy, budowa od podstaw lokalu, aranżacja wnętrza, reklama. To był dla mnie skok na głęboką wodę, gdyż na co dzień unikam takiego ryzyka. Było warto! Dziś czuję się w pełni spełniona, sama mogłam zaprojektować budynek, urządzić go według upodobania, a teraz jeszcze sprzedaję tu własne ciasta według receptur mamy. We wszystkim wspomaga mnie kochająca siostra, której umiejętności baristyczne oraz nieprzeciętna osobowość przyciągają klientów z całego miasteczka. Bez cienia wątpliwości, ta współpraca zmieniła nasze życie.
Po SMS-ie od mojej siostry: "Jestem z tobą :) DZIAŁAMY!" mój świat całkiem się odmienił. Rozpoczęłyśmy wspólną realizację planu pod tytułem: kawiarnio-lodziarnia "U Sióstr"- kilka kroków od naszego domu rodzinnego. Nie było łatwo. Pozyskanie funduszy, budowa od podstaw lokalu, aranżacja wnętrza, reklama. To był dla mnie skok na głęboką wodę, gdyż na co dzień unikam takiego...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniej
Niestety nigdy nie otrzymałam takiej wiadomości. Najwyraźniej nie nadszedł jeszcze mój czas, tylko moja chwila, którą będę wspominać przez lata. Ale, ale...
Wiem jak powinna wyglądać idealna wiadomość. Powinna przyjść o poranku pewnej pięknej, słonecznej soboty. Odbiorcą powinnam być oczywiście ja, a adresatem, ta jedna, jedyna, wyjątkowa osoba.
W treści wystarczy tylko "Cześć!", bo ja będę wiedziała, że skierowane jest tylko i wyłącznie do mnie.
Niestety nigdy nie otrzymałam takiej wiadomości. Najwyraźniej nie nadszedł jeszcze mój czas, tylko moja chwila, którą będę wspominać przez lata. Ale, ale...
Wiem jak powinna wyglądać idealna wiadomość. Powinna przyjść o poranku pewnej pięknej, słonecznej soboty. Odbiorcą powinnam być oczywiście ja, a adresatem, ta jedna, jedyna, wyjątkowa osoba.
W treści wystarczy tylko...
Był to list pisany przeze mnie do...mnie samej.Odnalazłam go jakiś czas temu w przykurzonym słowniku, szukając czegoś.jakież było moje zdziwienie, bo zupełnie o nim zapomniałam.List wywołał u mnie salwy śmiechu, zmusił do refleksji, jak bardzo się przez te 10 lat życia zmieniłam i wywołał także rumieniec na twarzy.
Był to list pisany przeze mnie do...mnie samej.Odnalazłam go jakiś czas temu w przykurzonym słowniku, szukając czegoś.jakież było moje zdziwienie, bo zupełnie o nim zapomniałam.List wywołał u mnie salwy śmiechu, zmusił do refleksji, jak bardzo się przez te 10 lat życia zmieniłam i wywołał także rumieniec na twarzy.
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam
Pamiętam, gdy w pewne grudniowe południe, dokładnie dwa dni przed wigilią, dostałem sms od kolegi. Zanim przedstawię jego treść, krótko opowiem historię tego kolegi. Gdy miał kilkanaście lat, "wysiadła" mu jedna nerka, kilka lat później ten sam los spotkał drugą nerkę. Od tej pory jeździł cztery do pięciu razy w tygodniu na dializy... W letnie dni wstydził się chodzić w koszulkach z krótkim rękawem, bo ręce miał już tak pokłute, że ludzie brali go za narkomana... Ogólnie nie było mu więc w życiu lekko...
Wracając do wiadomości od niego.
Napisał mi: "Michał, mają dla mnie nerkę! Jeszcze w tym roku dostanę!"
Cieszył się przeogromnie a ja razem z nim. Te dwa zdania sprawiły, że zrobiło mi się tak lepiej na duszy.
Jakiś miesiąc później dostałem sms, który najpierw mnie rozbawił, ale po chwili dał do myślenia.
Marek napisał: "Nawet nie wiesz, jakie to szczęście, móc samemu się odlać!"
Od tej pory staram się cenić rzeczy prozaiczne, pozornie niegodne zachwytu.
Pamiętam, gdy w pewne grudniowe południe, dokładnie dwa dni przed wigilią, dostałem sms od kolegi. Zanim przedstawię jego treść, krótko opowiem historię tego kolegi. Gdy miał kilkanaście lat, "wysiadła" mu jedna nerka, kilka lat później ten sam los spotkał drugą nerkę. Od tej pory jeździł cztery do pięciu razy w tygodniu na dializy... W letnie dni wstydził się chodzić w...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniejKiedyś dostałam sms-a od przyjaciółki "Przyjdź szybko, jestem w Ciazy" byłam w szoku, miałyśmy wtedy po 17 lat, przez chwilę stałam jak zamurowana, nie wiedziałam czy śmiać się czy płakać. Oczami wyobraźni widziałam jak jej pomagam pchać wózek. Okazało się, że czekała na mnie w kawiarni, która nazywa się "Cisza".
Kiedyś dostałam sms-a od przyjaciółki "Przyjdź szybko, jestem w Ciazy" byłam w szoku, miałyśmy wtedy po 17 lat, przez chwilę stałam jak zamurowana, nie wiedziałam czy śmiać się czy płakać. Oczami wyobraźni widziałam jak jej pomagam pchać wózek. Okazało się, że czekała na mnie w kawiarni, która nazywa się "Cisza".
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spamOgromne znaczenie miał dla mnie e-mail, z którego dowiedziałam się, że dostałam się na staż za granicą. Nigdy w życiu się tak nie cieszyłam. Ten jeden e-mail otworzył mi drogę do kariery, rozwijania umiejętności oraz zawierania nowych, bardzo istotnych znajomości. Wyrwałam się nareszcie z rodzinnej wsi i nauczyłam się ogromu rzeczy, które pozwoliły mi na prowadzenie życia, o jakim zawsze marzyłam. Jeden e-mail potwierdzający moje zatrudnienie sprawił, że mogłam zapomnieć o przyszłości, którą (wg wszystkich wokół) powinnam była mieć.
Ogromne znaczenie miał dla mnie e-mail, z którego dowiedziałam się, że dostałam się na staż za granicą. Nigdy w życiu się tak nie cieszyłam. Ten jeden e-mail otworzył mi drogę do kariery, rozwijania umiejętności oraz zawierania nowych, bardzo istotnych znajomości. Wyrwałam się nareszcie z rodzinnej wsi i nauczyłam się ogromu rzeczy, które pozwoliły mi na prowadzenie życia,...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniejList jaki otrzymałem od pewnego wydawcy z Warszawy był dla mnie wielkim wydarzeniem. Była to pozytywna odpowiedź na moją propozycję napisania książki. Pamiętam jak wielokrotnie go czytałem i pokazywałem najbliższym. To było dla mnie jak gwiazdka z nieba. Zmieniło moje życie przede wszystkim na kilka następnych miesięcy kiedy kończyłem i poprawiałem książkę. Pamiętam jak cudowne było tworzenie jej kolejnych części i zespalanie tego w całość. Ciekawe były też dyskusje z redaktorami, którym nie zawsze podobały się moje pomysły i musiałem trochę się dostosowywać.
List jaki otrzymałem od pewnego wydawcy z Warszawy był dla mnie wielkim wydarzeniem. Była to pozytywna odpowiedź na moją propozycję napisania książki. Pamiętam jak wielokrotnie go czytałem i pokazywałem najbliższym. To było dla mnie jak gwiazdka z nieba. Zmieniło moje życie przede wszystkim na kilka następnych miesięcy kiedy kończyłem i poprawiałem książkę. Pamiętam jak...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniej