-
Artykuły
Czytamy w święta. 3 kwietnia 2026
LubimyCzytać100 -
Artykuły
Weź udział w konkursie i wygraj pakiet książek Callie Hart!
LubimyCzytać15 -
Artykuły
„Odpowiedź kryje się w tobie” – Katarzyna Wolwowicz zdradza, jak ją odnaleźć
LubimyCzytać1 -
Artykuły
Nowa karkonoska powieść Sławka Gortycha! „ŚWIĘTO KARKONOSZY”- już wkrótce! KONKURS
LubimyCzytać125
Czytanie to najważniejsza kulturowa kompetencja współczesnego człowieka
We wtorek 17 kwietnia w Bibliotece Uniwersytetu Warszawskiego odbyło się cykliczne Walne Zgromadzenie Członków Polskiej Izby Książki, któremu przewodniczył Grzegorz Majerowicz, wiceprezes Izby. Zgodnie z porządkiem obrad prezes Izby, Włodzimierz Albin przedstawił sprawozdanie z realizacji zadań i budżetu Izby w roku 2017. Podjęto uchwały o przyjęciu sprawozdania finansowego za rok 2017 oraz o udzieleniu absolutorium członkom Rady i Komisji Rewizyjnej z wykonania obowiązków w roku 2017. Podjęto również uchwałę o zatwierdzeniu zaprezentowanych Zgromadzeniu zdań i budżetu na rok 2018.
W związku z pogłębiającym się krytycznym stanem rynku książki w Polsce podjęta została specjalna uchwała Zgromadzenia Członków PIK, której treść zostanie udostępniona mediom oraz przekazana do organów administracji państwowej, od których decyzji zależny jest rozwój kulturalny, ekonomiczny i społeczny kraju. Treść uchwały wyraża niepokój ludzi książki o stan aktualny czytelnictwa i rynku książki, o przyszłość tego sektora w obliczu wieloletnich zaniedbań w zakresie szeroko rozumianej polityki kulturalnej.
Polski rynek książki stanowi 2,5% wartości rynku europejskiego – w roku 2016 było to 0,58 wobec 22,50 mld euro - podczas gdy liczba ludności Polski stanowi 7,5% ludności Unii Europejskiej. Obroty na polskim rynku książki spadają od lat, a odsetek osób czytających w Polsce co najmniej jedną książkę w ciągu 12 miesięcy jest niezwykle niski - 38%. I nie wzrasta. To groźne wskaźniki. Jeśli nie ulegną poprawie, to Polska nie doścignie krajów z nowoczesną, innowacyjną gospodarką i rozwijającym się społeczeństwem obywatelskim.
Umocnienie nawyków czytania, powrót do tworzenia domowych księgozbiorów i powszechnego korzystania z bibliotek, a także rozwijanie umiejętności czerpania radości z lektury i wymiany opinii, czyli aktywnego uczestnictwa w obiegu kultury, to palące zadanie, stojące przed organami państwowymi.
Tylko szeroka, zróżnicowana oferta wydawnicza, powszechnie znana i dostępna może pobudzić do aktywnego czytania. Zagwarantować ją może tylko dobrze funkcjonujący rynek książki – rozwijające się małe, średnie i duże wydawnictwa, gęsta sieć nowoczesnych księgarń stacjonarnych, jak i intensywny rozwój możliwości zakupów książek przez internet.
W 2017 roku doszło do kolejnych bankructw ponad 200 księgarń, w tym znanych placówek z długoletnią historią. Obecnie w Polsce działa około 1900 księgarń, wobec 4000 działających w latach 90-tych. Na 10 0000 mieszkańców to tylko 0,46 placówek, gdy np. we Francji wskaźnik ten wynosi 0,76 a w Niemczech 0,72. Małym oficynom wydawniczym o dobrej, jakościowej literaturze brakuje środków na inwestycje i rozwijanie planów wydawniczych. Tym samym zła jest sytuacja twórców, którzy – poza nielicznymi autorami bestsellerów – nie są w stanie utrzymać się jedynie z pisania.
Wzywamy władze państwowe do pilnego zajęcia się tymi problemami. Dobre i liczne przykłady państw europejskich pokazują, że istnieją sprawdzone rozwiązania legislacyjne i działania pobudzające czytelnictwo, szczególnie wśród dzieci i młodzieży. Niestety, Państwo Polskie nie bierze przykładu z tych sprawdzonych w praktyce rozwiązań. Pomoc Państwa związana z rozwojem małych wydawnictw i małych księgarń jest daleko niewystarczająca. Biblioteki nie mają środków na zakup nowości i uzupełnianie księgozbiorów w niezbędnym zakresie.
Zaniechania w tej dziedzinie już są trudne do odrobienia, a brak skutecznej strategii odwrócenia negatywnych trendów osłabi kulturową i cywilizacyjną pozycję Polski na arenie międzynarodowej.
Warszawa, 17 kwietnia 2018
Przewodniczący Zwyczajnego Walnego Zgromadzenia Członków PIK
Grzegorz Majerowicz, wiceprezes PIK
komentarze [161]
Też chciał bym by ludzie w Polsce zaczęli czytać. Książki to wspaniała dziedzina sztuki, fajnie by było by ludzie więcej czytali. To też by się odbiło pozytywnie na nas czytelników. Rynek by się rozwinął to i ciekawych książek też było by więcej. Już by wydawcy nie mogli zbywać czytelników, że nie sprowadzają do Polski na bieżąco książek najróżniejszych gatunków i autorów, bo ludzie nie czytają i potem nic się nie sprzeda. Więcej też by było literatury klasy B którą ja uwielbiam. Już by nie wydawali ich niszowi wydawcy na Allegro tylko byśmy mogli sięgnąć po wydania dużych wydawców pokroju Ambera, Replik, Rebisu, Albartosa i reszty w normalnych sklepach albo w broszurowych wydaniach w hipermarkecie. To by było super. Po drugie dobrze by było jak by nasz rząd tu trochę pomógł. Można by był zlikwidować podatki na książki i dobra kultury np. trochę spróbować poregulować politykę wydawców, albo przynajmniej spróbować na nią powpływać by była bardziej zorientowana na czytelnika. I już by było lepiej.
Też chciał bym by ludzie w Polsce zaczęli czytać. Książki to wspaniała dziedzina sztuki, fajnie by było by ludzie więcej czytali. To też by się odbiło pozytywnie na nas czytelników. Rynek by się rozwinął to i ciekawych książek też było by więcej. Już by wydawcy nie mogli zbywać czytelników, że nie sprowadzają do Polski na bieżąco książek najróżniejszych gatunków i autorów,...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniejZgadzam się w 100 %
Zgadzam się w 100 %
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spamJa czytałem i Mroza I Tokarską
Ja czytałem i Mroza I Tokarską
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam
Głos, który można wpisać w dyskusję:
https://wp.me/p59KuC-1rH
Głos, który można wpisać w dyskusję:
https://wp.me/p59KuC-1rH
A czy ktoś zastanowił się nad tym, że może oferta wydawnicza jest do d... .
Mamy mnóstwo nowości, które są tzw. literaturą pociągową, na którą naprawdę szkoda pieniędzy. Większość książek, które warto mieć w bibliotece, ma zerową
promocję. Znajduje się je przypadkiem, albo i nie. Nie każdy jest zainteresowany kolejną książką p.Remigiusza Mroza czy p.Olgi Tokarczuk.
A czy ktoś zastanowił się nad tym, że może oferta wydawnicza jest do d... .
Mamy mnóstwo nowości, które są tzw. literaturą pociągową, na którą naprawdę szkoda pieniędzy. Większość książek, które warto mieć w bibliotece, ma zerową
promocję. Znajduje się je przypadkiem, albo i nie. Nie każdy jest zainteresowany kolejną książką p.Remigiusza Mroza czy p.Olgi Tokarczuk.
Masz,prawo do swego gustu.Ja nie będę mówił,jakie czytam książki.Bo widać,w moich op niach.I zawsze coś dla siebie znajdę.
Masz,prawo do swego gustu.Ja nie będę mówił,jakie czytam książki.Bo widać,w moich op niach.I zawsze coś dla siebie znajdę.
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam
W mojej wypowiedzi chciałam nie tyle postponować niektórych pisarzy, co wskazać na problem sponsorowania określonej grupy twórców, związanego bardziej z zasadami marketingu, a nie rzeczywistymi walorami dzieł. Chodzi mi przede wszystkim o autorów, którzy dla zasady są przemilczani, a nam czytelnikom tworzy się ułudę, że mamy jakiś wybór.
Tak na marginesie: sama często sięgam po tzw. literaturę popularną - dobry kryminał nie jest zły:)
W mojej wypowiedzi chciałam nie tyle postponować niektórych pisarzy, co wskazać na problem sponsorowania określonej grupy twórców, związanego bardziej z zasadami marketingu, a nie rzeczywistymi walorami dzieł. Chodzi mi przede wszystkim o autorów, którzy dla zasady są przemilczani, a nam czytelnikom tworzy się ułudę, że mamy jakiś wybór.
Tak na marginesie: sama często...
Myślę, sądząc po głosach, że 2 lata po wielkiej, burzliwej dyskusji na LC oraz mobilizacji polityków i środowisk związanych z książką, jaką obserwowaliśmy w połowie roku 2015, niewiele jest tu do dodania. A argumenty w dyskusji były wówczas bardzo podzielone - przeważała opinia, że ustawa jest być może potrzebna, ale nie w takim kształcie, ponieważ wyglądało na to, że jest pisana na zamówienie części środowiska, by upośledzać inną część.
Można sobie poczytać wstecz: http://lubimyczytac.pl/ustawa-o-ksiazce
Myślę, sądząc po głosach, że 2 lata po wielkiej, burzliwej dyskusji na LC oraz mobilizacji polityków i środowisk związanych z książką, jaką obserwowaliśmy w połowie roku 2015, niewiele jest tu do dodania. A argumenty w dyskusji były wówczas bardzo podzielone - przeważała opinia, że ustawa jest być może potrzebna, ale nie w takim kształcie, ponieważ wyglądało na to, że jest...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniej
"To groźne wskaźniki. Jeśli nie ulegną poprawie, to Polska nie doścignie krajów z nowoczesną, innowacyjną gospodarką i rozwijającym się społeczeństwem obywatelskim. (...) Wzywamy władze państwowe do pilnego zajęcia się tymi problemami."
Cóż to za kurioza? Tu jest Polska a nie jakaś tam Zachodnia Europa, cytując jednego z polityków formacji współodpowiedzialnej za podpisanie konkordatu:
"Nie ważne czy Polska będzie biedna czy bogata, ważne aby była katolicka"
Ta doktryna wyraża kwintesencje podejścia władz do tego narodu. Bo najlepiej zarządza się nieoczytaną masą. Mój głos otrzyma partia, która za przestępstwo posiadania w domu ponad 100 pozycji z literatury poważnej - nakładałaby karę więzienia, chociażby w zawiasach.
"To groźne wskaźniki. Jeśli nie ulegną poprawie, to Polska nie doścignie krajów z nowoczesną, innowacyjną gospodarką i rozwijającym się społeczeństwem obywatelskim. (...) Wzywamy władze państwowe do pilnego zajęcia się tymi problemami."
Cóż to za kurioza? Tu jest Polska a nie jakaś tam Zachodnia Europa, cytując jednego z polityków formacji współodpowiedzialnej za...
A co to jest "literatura poważna"? Klasyka beletrystyki? Literatura popularnonaukowa?
Do sytuacji z "451 stopni Fahrenheita" mamy daleko - nikt przecież za czytanie ani myśli ścigać. Obserwujemy jedynie działanie "niewidzialnej ręku rynku" - pełna wolność... Interesowałoby mnie natomiast, jak liberalnie zorientowana część naszego społeczeństwa uzasadnia przed sobą tę nagłą potrzebę ucieczki rynku książki pod skrzydełka państwa? Wolność się znudziła? [attention: irony]
A co to jest "literatura poważna"? Klasyka beletrystyki? Literatura popularnonaukowa?
Do sytuacji z "451 stopni Fahrenheita" mamy daleko - nikt przecież za czytanie ani myśli ścigać. Obserwujemy jedynie działanie "niewidzialnej ręku rynku" - pełna wolność... Interesowałoby mnie natomiast, jak liberalnie zorientowana część naszego społeczeństwa uzasadnia przed sobą tę...
Książka to wymagająca rzecz, szczególnie jeśli trzeba wysilić szare komórki podczas czytania. Ludzie wolą mieć teraz tzw. kawę na ławę. Wszystko podane w wersji gotowej spożycia. Tak samo jest z wszystkimi innymi rzeczami. Zasługa Internetu i wszechobecnych mediów. Tego raczej nie da się cofnąć. Chwała tym, którzy jeszcze czytają literaturę, szczególnie w wersji papierowej (chociaż cenię wygodę czytnika, to kartek nie zastąpi). A co do samych cen książek to są one w Polsce horrendalne. Internetowe hurtownie to obecnie jedyne miejsce, gdzie można się zaopatrywać w książki. Jestem tam w stanie często zapłacić za dwie książki tyle ile zapłaciłbym za jedną w księgarni. Są biblioteki, jasne, ale samo poczucie, że ma się książkę na własność jest nieporównywalne.
Książka to wymagająca rzecz, szczególnie jeśli trzeba wysilić szare komórki podczas czytania. Ludzie wolą mieć teraz tzw. kawę na ławę. Wszystko podane w wersji gotowej spożycia. Tak samo jest z wszystkimi innymi rzeczami. Zasługa Internetu i wszechobecnych mediów. Tego raczej nie da się cofnąć. Chwała tym, którzy jeszcze czytają literaturę, szczególnie w wersji papierowej...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniejNajśmieszniejsze w tej, w sumie przykrej sytuacji,jest to, że za wysoką cenę książek odpowiadają (między innymi oczywiście) wysokie rabaty, udzielane np. przez księgarnie internetowe. Wydawca mając świadomość, że blisko połowę kosztów wprowadzenia książki do obiegu pochłonie marża dla dystrybutorów (a oni z tych 50% odliczą 20-30% rabat) sztucznie zawyży cenę, bo wydawnictwo to nie instytucja charytatywna, żeby robić po kosztach. Jednak w naszych - czytelników - oczach to wydawcy są "źli", bo wydają drogie książki, a księgarze to "ci dobrzy", bo ratują nasze portfele. Z drugiej jednak strony, doskonale rozumiem, przy większym zakupie, w niektórych księgarniach, można zaoszczędzić sporo pieniędzy. Tak źle i tak niedobrze. Niezdrowa to i przykra sytuacja.
Najśmieszniejsze w tej, w sumie przykrej sytuacji,jest to, że za wysoką cenę książek odpowiadają (między innymi oczywiście) wysokie rabaty, udzielane np. przez księgarnie internetowe. Wydawca mając świadomość, że blisko połowę kosztów wprowadzenia książki do obiegu pochłonie marża dla dystrybutorów (a oni z tych 50% odliczą 20-30% rabat) sztucznie zawyży cenę, bo...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniej
Bonda, Mróz i Michalak, no czego chcieć więcej? ;)
Olga Tokarczuk próbowała swoich sił w wydawaniu własnych książek, jednak szybko wróciła pod skrzydła swojej oficyny.
Bonda, Mróz i Michalak, no czego chcieć więcej? ;)
Olga Tokarczuk próbowała swoich sił w wydawaniu własnych książek, jednak szybko wróciła pod skrzydła swojej oficyny.
To chyba dobrze dla Twojego zdrowia psychicznego. ;)
Miałam na myśli Katarzynę Michalak.
To chyba dobrze dla Twojego zdrowia psychicznego. ;)
Miałam na myśli Katarzynę Michalak.
Właśnie gdzie w tym wszystkim są pisarze. Żadne zrzeszenie pisarzy nie zabiera głosu. Wydawnictwa wciąż powstają i poza jednym upadkiem jakoś nie słychać o kolejnych plajtach. Czyli jest to zajęcie dochodowe. Można sprzedać jedną książkę drogo i na przykład 5 niesprzedanych, albo sprzedać 6 tanio i więcej na tym zarobić. Na książce, która leży w dowolnej księgarni wydawnictwo nie zarabia. Nie wiem skąd taki płacz nad wydawnictwami. Książka dla wydawnictwa jest towarem, a ceny reguluje rynek kupujących. Przyznaję się wyrosłam z kupowania książek, przynajmniej beletrystyki. Z jednej strony powierzchnia półek jest ograniczona, z drugie po większość z nich drugi raz nie sięgam. Beletrystykę czytam wyłącznie z biblioteki, inne kupuję.
Kupić można w tej chwili książkę wszędzie i w takiej różnorodności, że komuś nieobeznanemu trudno wybrać. Może pomyśleć o reklamie. Skoro są tacy, którzy kupują wszystko związane ze swoją gwiazdą lub na przykład bohaterem filmowym, to przeczytali by też książkę, którą on czyta. Może PIK zamiast lać łzy pomyślał o reklamie w miejscu gdzie wszyscy oglądają.
Właśnie gdzie w tym wszystkim są pisarze. Żadne zrzeszenie pisarzy nie zabiera głosu. Wydawnictwa wciąż powstają i poza jednym upadkiem jakoś nie słychać o kolejnych plajtach. Czyli jest to zajęcie dochodowe. Można sprzedać jedną książkę drogo i na przykład 5 niesprzedanych, albo sprzedać 6 tanio i więcej na tym zarobić. Na książce, która leży w dowolnej księgarni...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniej
Małe wydawnictwa upadają, duże sobie jakoś radzą, przyciągając „duże” nazwiska, ale także jadąc na kredytach. Mają także pieniądze na reklamę, o której tu piszesz. A potem ile pretensji wylewa się na LC pod różnymi tytułami – znów dałem się nabrać marketingowcom!
„Zajęcie dochodowe” – bez przepychu, i to jeśli wydawnictwo znajdzie własną niszę. No ale nikt nie każe nikomu być wydawcą, księgarzem, redaktorem za dwa z kawałkiem na rękę, tłumaczem, który dostaje śmieszne pieniądze za długie miesiące pracy. Trzeba było nie iść na polonistykę czy inną filologię. Mało ludzi czyta książki, więc za dużo się ich u nas wydaje! Proste – proste. Błogosławiona niewidzialna ręka rynku wszystko ureguluje. Błędy w redakcji czy korekcie czytelnik sam sobie poprawi. Czym tu się martwić.
Przepraszam, jatymyoni, za tę ironię, ale wydawca to raczej sprzymierzeniec czytelnika, a nie jakiś burżuj-pasożyt-wyzyskiwacz. Mnóstwo osób pracuje na to, abyśmy dostali dobrze wydaną książkę. Wydawca reprezentuje ich interesy, fakt, ale paradoksalnie i nasze.
Małe wydawnictwa upadają, duże sobie jakoś radzą, przyciągając „duże” nazwiska, ale także jadąc na kredytach. Mają także pieniądze na reklamę, o której tu piszesz. A potem ile pretensji wylewa się na LC pod różnymi tytułami – znów dałem się nabrać marketingowcom!
„Zajęcie dochodowe” – bez przepychu, i to jeśli wydawnictwo znajdzie własną niszę. No ale nikt nie każe nikomu...
Wiatr od Morza jest w PIK, więc chyba popiera ich działania.
Jeśli twierdzisz, że nie masz problemu z płaceniem 40-60 zł za książkę, to nie wiem, gdzie tu widzisz dla siebie zagrożenie.
Inna sprawa, że nie wiem, czy regulacje, o których wspominają, pomogłyby rynkowi książki.
Prawdziwym problem jest poziom czytelnictwa.
Wiatr od Morza jest w PIK, więc chyba popiera ich działania.
Jeśli twierdzisz, że nie masz problemu z płaceniem 40-60 zł za książkę, to nie wiem, gdzie tu widzisz dla siebie zagrożenie.
Inna sprawa, że nie wiem, czy regulacje, o których wspominają, pomogłyby rynkowi książki.
Prawdziwym problem jest poziom czytelnictwa.
@Oiwia Zgadzam się wydawca reprezentuje interesy tych wszystkich co się przyczyniły do wydania książki i swoje. Przepraszam za trywialne porównanie, ale jak idziesz do sklepu z ubraniami, to te ubrania mają być dobrze uszyte, bez partactw. Od wydawcy oczekuję dobrze wydanej książki. Z tego powodu nie będę się nim zachwycała. Wydawcy interesem jest sprzedać jak najdrożej, moim jest kupić jak najtaniej. Musimy się spotkać gdzieś po środku.
Mówiąc o reklamie, pisałam o reklamie dedykowanej do osób, które nie czytają. aby ich zachęcić do sięgnięcia po książkę. Co sami wydawcy chcą zrobić, aby podnieść stan czytelnictwa w Polsce? PIK tylko płacze i wzywa organy państwa do działania. Nie doczytałam się propozycji PIK-u jak ten stan poprawić.
@Oiwia Zgadzam się wydawca reprezentuje interesy tych wszystkich co się przyczyniły do wydania książki i swoje. Przepraszam za trywialne porównanie, ale jak idziesz do sklepu z ubraniami, to te ubrania mają być dobrze uszyte, bez partactw. Od wydawcy oczekuję dobrze wydanej książki. Z tego powodu nie będę się nim zachwycała. Wydawcy interesem jest sprzedać jak najdrożej,...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniej
Oni tu piją do ustawy, którą promują. Jak wyżej pisałam, nie mam co do niej przekonania, ale nie rozumiem obiekcji Maćka, że będzie musiał komuś do czegoś dopłacić. Komu, do czego? Nikt mu ustawą nie każe kupić "Michalaka". Wydawcy twierdzą nawet, że ustawa obniży wyjściową cenę książki. Tylko wstrzyma na rok promocje powyżej bodajże 15%.
Wątpię, czy reklama przekona kogoś z zasady nieczytającego do kupna i przeczytania książki. Mam taką krewną, która nie może się nadziwić, że czytam - w życiu przeczytała jedną lekturę szkolną i wspomina to jak chińskie tortury. Po prostu czytelnictwo trzeba kształtować u dzieci i młodzieży, i tu rodzina i szkoła mają więcej do powiedzenia niż wydawcy. Bo oferta dla dzieci jest fajna, ale musi jeszcze do dzieciaka trafić.
Oni tu piją do ustawy, którą promują. Jak wyżej pisałam, nie mam co do niej przekonania, ale nie rozumiem obiekcji Maćka, że będzie musiał komuś do czegoś dopłacić. Komu, do czego? Nikt mu ustawą nie każe kupić "Michalaka". Wydawcy twierdzą nawet, że ustawa obniży wyjściową cenę książki. Tylko wstrzyma na rok promocje powyżej bodajże 15%.
Wątpię, czy reklama przekona kogoś...
Maciek, z tym, że jeśli wydajesz dobrą literaturę to się utrzymasz na rynku, to bym trochę polemizowała. Napoleon V wydaje świetną literaturę popularnonaukową z historii wojskowości. Książki są drogie (nawet w księgarniach internetowych), ale nigdy nie żałowałam żadnej wydanej złotówki, mimo to trochę dziwiłam się, że udaje im się cały ten kram utrzymać. Jakiś czas temu na rynku pojawiło się nowe wydawnictwo - Niezwykłe, z adresem identycznym co Napoleon V. W ofercie ma głównie damskie czytadła (bardzo) niskich lotów, wydane pewnie po to by podreperować budżet.
Mam nadzieję, że Wiatr od Morza nie będzie musiał uciekać się do takich rozwiązań. Podoba mi się ich pomysł na ofertę, a sama już się czaję na "Rzekę złodziei".
Maciek, z tym, że jeśli wydajesz dobrą literaturę to się utrzymasz na rynku, to bym trochę polemizowała. Napoleon V wydaje świetną literaturę popularnonaukową z historii wojskowości. Książki są drogie (nawet w księgarniach internetowych), ale nigdy nie żałowałam żadnej wydanej złotówki, mimo to trochę dziwiłam się, że udaje im się cały ten kram utrzymać. Jakiś czas temu na...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniej@ oliwa Też nie rozumiem obiekcji Maćka. Na szczęście między Twoją krewną, a nami jest całe spektrum ludzi, którzy jakby trafili na odpowiednią książkę, to by przeczytali. Młodzież wzoruje się często na swoich idolach, to jest sposób na przyciągnięcie do książki. Trzeba zacząć kreować modę na książkę tak jak się kreuje modę na różne gadżety. Mnie się wydaje, że jeszcze wydawnictwa o czymś zapomniały. Ostatnio kupiłam książkę wydaną przez Copernicus Center Press. Miałam wybór, kupię piękne wydanie za około 60 złotych albo małą na gazetowym papierze za 19,90. Wydajemy naprawdę piękne książki, ale może właśnie pomyśleć o wydaniu tej samej książki, dla mniej zamożnych lub dla tych którzy chcą tylko przeczytać i nie musi się ładnie prezentować na półce.
@ oliwa Też nie rozumiem obiekcji Maćka. Na szczęście między Twoją krewną, a nami jest całe spektrum ludzi, którzy jakby trafili na odpowiednią książkę, to by przeczytali. Młodzież wzoruje się często na swoich idolach, to jest sposób na przyciągnięcie do książki. Trzeba zacząć kreować modę na książkę tak jak się kreuje modę na różne gadżety. Mnie się wydaje, że jeszcze...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniej
Maćku,
to że nie wiesz, kim jest Michalak, bardzo Ci się chwali, mnie nie musisz przepraszać, nie mam o to pretensji, przeciwnie:)
Sam napisałeś, cyt:
"(...) wydaje mi się po prostu, że jeśli wydajesz dobrą literaturę to się utrzymasz na rynku, jeśli nie no to trudno - nie widzę powodu aby ktoś miał dopłacać".
Więc spytałam, kto i do czego.
Okazało się, że rozmawiamy jak gęś z prosięciem, bo ja o ich ustawie, a Ty, w sumie już teraz nie wiem ;)
O ustawie tutaj, argumenty wydawców za i przeciw:
http://www.parapetliteracki.pl/jednolita-cena-ksiazki/
Maćku,
to że nie wiesz, kim jest Michalak, bardzo Ci się chwali, mnie nie musisz przepraszać, nie mam o to pretensji, przeciwnie:)
Sam napisałeś, cyt:
"(...) wydaje mi się po prostu, że jeśli wydajesz dobrą literaturę to się utrzymasz na rynku, jeśli nie no to trudno - nie widzę powodu aby ktoś miał dopłacać".
Więc spytałam, kto i do czego.
Okazało się, że rozmawiamy jak...
Również nie jestem przekonana, czy uregulowanie ceny książki cokolwiek zmieni. Wątpię, ponieważ cały pomysł opiera się na pobożnych życzeniach, że uciekający klienci zmuszą sieciówki i internetowe hurtownie do renegocjacji umów na korzyść wydawców. Gdyby tak się stało, średnia cena książki pewnie by spadła (bo nie trzeba byłoby już jej zawyżać), ale wcale nie musi tak być. Bezpośrednim skutkiem przyjęcia ustawy będzie to, że klient (za nowość) zapłaci więcej i kupi mniej, a niekoniecznie to, że przestanie kupować w empiku czy internecie, a sprzedaż dodatkowo spadnie. Jeśli pamięć mnie nie myli, tak się stało np. w Izraelu.
Również nie jestem przekonana, czy uregulowanie ceny książki cokolwiek zmieni. Wątpię, ponieważ cały pomysł opiera się na pobożnych życzeniach, że uciekający klienci zmuszą sieciówki i internetowe hurtownie do renegocjacji umów na korzyść wydawców. Gdyby tak się stało, średnia cena książki pewnie by spadła (bo nie trzeba byłoby już jej zawyżać), ale wcale nie musi tak być....
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniej
"Art. 3.
Przepisów ustawy nie stosuje się do sprzedaży książki z wykorzystaniem środków komunikacji elektronicznej spoza terytorium Rzeczypospolitej Polskiej na terytorium Rzeczypospolitej Polskiej, chyba że książka jest odbierana przez nabywcę końcowego na terytorium Rzeczypospolitej Polskiej w
punkcie odbioru wskazanym przez sprzedawcę końcowego lub wysyłka książki do nabywcy
końcowego następuje z terytorium Rzeczypospolitej Polskiej, jak również do sprzedaży wysyłkowej
książki z terytorium Rzeczypospolitej Polskiej za granicę."
Teraz nasi znajomi i rodzina kupują polskie książki w Polsce i zabierają je do swoich krajów. Pod działaniem tej ustawy kierunek przepływu książki się zmieni. Podejrzewam, że w krajach ościennych zaczną sprzedawać książki po Polsku w niższej cenie. Będziemy podróżować na przykład do Czech nie tylko po tańsze piwo. Myślę, że wyłączą z pod ustawy biblioteki.
"Art. 3.
Przepisów ustawy nie stosuje się do sprzedaży książki z wykorzystaniem środków komunikacji elektronicznej spoza terytorium Rzeczypospolitej Polskiej na terytorium Rzeczypospolitej Polskiej, chyba że książka jest odbierana przez nabywcę końcowego na terytorium Rzeczypospolitej Polskiej w
punkcie odbioru wskazanym przez sprzedawcę końcowego ...
Oliwo, z czytelnictwem jest coś na rzeczy. W końcu za pizzę (czy cokolwiek innego) zapłacisz więcej niż za książkę, zjesz i, poza tym co pójdzie w boczki, nic z niej nie zostanie. A do książki, w której zasmakujesz, możesz wracać wielokrotnie. ;)
Moim zdaniem, to rodzice (a nie szkoła) mają olbrzymie pole do popisu, żeby wykształcić w dziecku poczucie, że książka nie jest relikwią z najwyższej półki, którą trzeba podziwiać i najlepiej nie sięgać, żeby się nie zniszczyła, a czymś, co jest niezbędne do życia, jak jedzenie czy (nieksiążkowa) rozrywka.
Oliwo, z czytelnictwem jest coś na rzeczy. W końcu za pizzę (czy cokolwiek innego) zapłacisz więcej niż za książkę, zjesz i, poza tym co pójdzie w boczki, nic z niej nie zostanie. A do książki, w której zasmakujesz, możesz wracać wielokrotnie. ;)
Moim zdaniem, to rodzice (a nie szkoła) mają olbrzymie pole do popisu, żeby wykształcić w dziecku poczucie, że książka nie jest...
jatymyoni
Na pewno znalazłyby się sposoby na ominięcie ustawy, ale sądząc po lamentacyjnym tonie tego listu, nie ma wielkich szans na jej uchwalenie.
Ailleann, Renax
Ja też uważam, że dzieci wynoszą z domu stosunek do książek. Ale jeśli nie mają takiego domu, to zostaje tylko szkoła. Oczywiście, w każdym wieku może się człowiek indywidualnie przekonać do czytania, ale chodzi mi o kształtowanie postaw.
Ale, taka mała dygresja. Mam dziecko w wieku szkolnym, na etapie analizy wiersza. Co poeta miał na myśli, to jest fraszka. Ale ten koszmarny rozbiór wiersza! Rozkładanie go na czynniki pierwsze i zastanawianie się, co to jest uosobienie, co ożywienie itd. Widzę naocznie, jak się w ten sposób kształtuje u nastolatków miłość do poezji. Czytałam, że polska szkoła zabija w dzieciach zdolności matematyczne, ciekawe jak to jest z czytelnictwem.
jatymyoni
Na pewno znalazłyby się sposoby na ominięcie ustawy, ale sądząc po lamentacyjnym tonie tego listu, nie ma wielkich szans na jej uchwalenie.
Ailleann, Renax
Ja też uważam, że dzieci wynoszą z domu stosunek do książek. Ale jeśli nie mają takiego domu, to zostaje tylko szkoła. Oczywiście, w każdym wieku może się człowiek indywidualnie przekonać do czytania, ale...
@oliwia To był żart po tytułem "Polak potrafi" Ustawa o książce powinna zaistnieć, może przez wprowadzenie jej do sejmu zapoczątkowałoby to dyskusję o stanie czytelnictwa nie tylko w gronie zainteresowanych. Jednak w ustawie jest jeszze jedno dziwadło. Po pół roku wydawca może zmienić cenę, ale musi wycofać cały nakład z rynku. Czy ktoś policzył jaki jest to koszt dla wydawcy i dla hurtowni.
Nie wiem jak ze zdolnościami matematycznymi, ale we mnie chyba nie zabiła. Natomiast jeżeli dziecko nie wyniesie z domu zainteresowania czytaniem to szkoła na pewno go do tego nie skłoni. Koszmarem zawsze dla mnie było: "Co poeta miał na myśli?" Raczej zrażało do poezji, niż zachęcało. Lista lektur i sposób ich opracowania też raczek zraża do czytania, i to się od wielu, wielu lat nie zmienia.
@oliwia To był żart po tytułem "Polak potrafi" Ustawa o książce powinna zaistnieć, może przez wprowadzenie jej do sejmu zapoczątkowałoby to dyskusję o stanie czytelnictwa nie tylko w gronie zainteresowanych. Jednak w ustawie jest jeszze jedno dziwadło. Po pół roku wydawca może zmienić cenę, ale musi wycofać cały nakład z rynku. Czy ktoś policzył jaki jest to koszt dla...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniej
@Renax - to o paleniu podręczników po zakończeniu roku szkolnego, to nie jest żadna metafora symbolicznego pożegnania z rokiem szkolnym? Naprawdę palą w ogniu?
Aż mnie ciarki przechodzą...
Kiedyś mi koleżanka mówiła, że ludzie biorą wczesnym rankiem książki z regałów miejskich, wszystkie jak leci, bo na opał. Nie chciałam jej uwierzyć.
@Renax - to o paleniu podręczników po zakończeniu roku szkolnego, to nie jest żadna metafora symbolicznego pożegnania z rokiem szkolnym? Naprawdę palą w ogniu?
Aż mnie ciarki przechodzą...
Kiedyś mi koleżanka mówiła, że ludzie biorą wczesnym rankiem książki z regałów miejskich, wszystkie jak leci, bo na opał. Nie chciałam jej uwierzyć.
@ wycofać cały nakład, zmienić cenę i znów rozprowadzić.
@Zuba dobrze,że w moim mieście na to nie wpadli, bo czasami są tam perełki.
@ wycofać cały nakład, zmienić cenę i znów rozprowadzić.
@Zuba dobrze,że w moim mieście na to nie wpadli, bo czasami są tam perełki.
A'propos kupowania w księgarniach internetowych: często książki dostępne są tylko w nich, bo nie są nowościami, bestselerami, klasyką i w tych stacjonarnych się nie mieszczą.
A'propos kupowania w księgarniach internetowych: często książki dostępne są tylko w nich, bo nie są nowościami, bestselerami, klasyką i w tych stacjonarnych się nie mieszczą.
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam
Ailleann
Też uważam książki Napoleon V za bardzo interesujące i odkrywcze. Ale niestety ze względu na swoją niszowość są drogie. "Battle Cry of Freedom" akurat kupiłem w przecenie w księgarni internetowej, ale już "FDR" kupiłem za kartę podarunkową w empiku, inaczej nie mógłbym sobie na nią pozwolić. Co tu dużo mówić nowe książki, szczególnie te wartościowe, kosztują sporo. I to mnie właśnie wkurza, że z książek zrobiono towar taki jak odzież, elektronika. Zapomina się, że książka to przede wszystkim to, co jest w środku, a nie designerska okładka czy wyszukana kampania reklamowa. Mierzi mnie strasznie to licytowanie się na recenzje i ilość przeczytanych książek.
Ailleann
Też uważam książki Napoleon V za bardzo interesujące i odkrywcze. Ale niestety ze względu na swoją niszowość są drogie. "Battle Cry of Freedom" akurat kupiłem w przecenie w księgarni internetowej, ale już "FDR" kupiłem za kartę podarunkową w empiku, inaczej nie mógłbym sobie na nią pozwolić. Co tu dużo mówić nowe książki, szczególnie te wartościowe, kosztują...
@Renax
Regały miejskie to szafy stojące na ulicach, gdzie ludzie zostawiają książki dla innych, w zamyśle, żeby mogli je przeczytać. Inicjatywa słuszna, ale jak widać dla niektórych książka znaczy tyle ile jej wartość opałowa, a dla innych jest symbolem przymus.
@Renax
Regały miejskie to szafy stojące na ulicach, gdzie ludzie zostawiają książki dla innych, w zamyśle, żeby mogli je przeczytać. Inicjatywa słuszna, ale jak widać dla niektórych książka znaczy tyle ile jej wartość opałowa, a dla innych jest symbolem przymus.
@Renax Coś takiego widziałam na dworcu we Wrocławiu i były puste.Ponieważ miałam dużo czasu, ktoś mnie poinformował, że te książki są teraz w jakimś biurze obok. Weszłam wybrałam sobie 2 książki i wyszłam. Czyli wystarczy, że ktoś siedzi obok. U nas takie regały są w bibliotece, co jednak ogranicza ich zasięg.
@Renax Coś takiego widziałam na dworcu we Wrocławiu i były puste.Ponieważ miałam dużo czasu, ktoś mnie poinformował, że te książki są teraz w jakimś biurze obok. Weszłam wybrałam sobie 2 książki i wyszłam. Czyli wystarczy, że ktoś siedzi obok. U nas takie regały są w bibliotece, co jednak ogranicza ich zasięg.
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam
Wystąpię trochę w obronie ustawy, nie żebym ją jakoś bardzo popierała, diabli wiedzą, jak to wyjdzie, jeśli w ogóle wyjdzie, bo mogą nie uchwalić, ale widzę trochę powtarzających się obaw, które wydają mi się przesadzone lub wręcz bezzasadne.
Gdyby tak się stało, średnia cena książki pewnie by spadła (bo nie trzeba byłoby już jej zawyżać), ale wcale nie musi tak być. Bezpośrednim skutkiem przyjęcia ustawy będzie to, że klient (za nowość) zapłaci więcej i kupi mniej, a niekoniecznie to, że przestanie kupować w empiku czy internecie, a sprzedaż dodatkowo spadnie. Jeśli pamięć mnie nie myli, tak się stało np. w Izraelu.
Nie pierwszy już raz spotykam się z analizą potencjalnych skutków wprowadzenia stałej ceny doprowadzoną tylko do tego punktu. Cena w pierwszym roku od premiery będzie stała -> jeśli wysoka, to sprzedaż spadnie -> załamanie rynku księgarskiego -> upadek czytelnictwa.
Czy na pewno? Ja widziałabym to tak:
Stała cena -> jeśli wysoka, to nie kupujemy (żywimy się przez ten czas starociami i książkami zeszłorocznymi, tego nie brakuje, czytelnictwo przez ten czas z głodu nie umrze) -> jeśli nie kupujemy, to wydawcy i sprzedawcy nie zarabiają -> jeśli nie chcą zdechnąć z głodu, to obniżają ceny okładkowe do dzisiejszych rabatowych -> znowu kupujemy -> rynek wraca do jakiej takiej normy, z tym że teraz możemy sprawiedliwie kupować wszędzie w tej samej cenie, a nie tylko polować na rabaty, na które stać nas wtedy, kiedy zdołamy uniknąć kosztów przesyłki lub dojazdu do księgarni rabatowej. Zadziała? Może. Ale jest szansa, musimy tylko przetrwać okres przejściowy i nie godzić się na zbyt wysokie ceny - przeczekać, kupując starsze rzeczy wymusić obniżenie cen nowości.
Jednak w ustawie jest jeszze jedno dziwadło. Po pół roku wydawca może zmienić cenę, ale musi wycofać cały nakład z rynku. Czy ktoś policzył jaki jest to koszt dla wydawcy i dla hurtowni.
Żartujesz? Wycofać cały nakład z rynku? I na przemiał?
@ wycofać cały nakład, zmienić cenę i znów rozprowadzić.
Mam wrażenie, że nie do końca przemyślałyście, o co w tym chodzi. Wycofanie i ponowne rozprowadzenie nie musi wiązać się z fizycznym ściąganiem książek z rynku i ponownym ich rozwożeniem - może być przeprowadzone tylko na papierze, wtedy odpadają koszty transportu i cała reszta logistyki, załatwiamy tylko formalności, a całej reszty robić nie musimy. Oprócz względnie nielicznych przypadków wycofania bez ponownego rozprowadzenia - wtedy rzeczywiście trzeba przeprowadzić to fizycznie, czyli przewieźć książki ze sklepu do magazynu wydawcy, ale to prawdopodobnie nie będzie norma, a raczej margines.
Po co więc w ogóle wycofywać cały nakład, jeśli robimy to w większości wirtualnie?
Otóż chodzi tu o ochronę sprzedawcy końcowego, zwłaszcza małego, przed nieuczciwymi praktykami rynkowych gigantów, a pośrednio także o zrobienie dobrze klientom tego małego sprzedawcy. Obecnie jest tak, że mały sprzedawca KUPUJE książkę od dystrybutora (hurtowni, wydawnictwa, nie wiem jak często po drodze hurtownia kupuje od wydawcy, a jak często bierze w komis). Książka kupiona jest kupiona, aktualnym właścicielem jest mała księgarnia (wcześniej hurtownia, jeśli towar od wydawnictwa kupiła, nie tylko wzięła w komis), dla której jedyną drogą zbycia książki jest sprzedanie jej klientowi, a jedyną drogą zarobku sprzedanie po cenie nie niższej niż cena kupna od wydawcy/hurtowni. Co się stanie, jeśli cena na jakiś tytuł zostanie obniżona? Od dnia obniżenia ceny wydawca sprzedaje książkę hurtowniom, a hurtownie księgarniom po nowej, niższej cenie. Te świeżo dystrybuowane książki są tańsze na samym końcu drogi, w sprzedaży detalicznej. Klient kupuje tam, gdzie mają te nowe, tańsze egzemplarze, na te leżące na półkach od poprzedniego miesiąca czy tygodnia, droższe bo z poprzedniej dostawy, nawet nie spojrzy. Efekt? Księgarz, który KUPIŁ książkę przed obniżką, zostaje z towarem niezbywalnym, musi własnym kosztem obniżyć cenę sprzedaży do ceny jak u innych sprzedawców, a zatem ponosi stratę, zamiast zarobić dokłada do sprzedaży, sprzedaje poniżej ceny, za którą kupił. To już się dzieje, mali księgarze boją się kupować więcej egzemplarzy nawet najpewniejszych tytułów, które w normalnych warunkach miałyby zbyt gwarantowany, bo jeśli sieciówka da na ten tytuł duży rabat, to oni zostają z niesprzedawalną książką zbyt drogą - jeden egzemplarz to strata, ale kilkadziesiąt egzemplarzy to katastrofa - w małych księgarniach na półce jest jeden, dwa egzemplarze, jeśli ktoś je kupi, to następny może ten sam tytuł kupić dopiero jutro lub za tydzień, po kolejnej dostawie, bo mały księgarz z magazynu nie wyniesie od razu na półkę tego, co bał się kupić i czego w pudle na zapleczu nie trzyma, musi pojechać do hurtowni i przywieźć kolejny egzemplarz - to trwa, cierpi klient, który nie może kupić od razu, cierpi sprzedawca, który sprzeda mniej egzemplarzy niż by mógł, ale ucierpiałby bardziej, gdyby kupił od razu te więcej egzemplarzy, a potem nie mógłby ich sprzedać, bo konkurencja miałaby taniej, bo i taniej by od producenta kupiła.
Ta ustawa ma małego księgarza i jego klientów uchronić przed taką sytuacją. Cena jest stała, przez określony czas wszędzie taka sama - mały księgarz nie musi bać się nagłych obniżek u konkurencji, może od razu kupić tyle egzemplarzy, na ile szacuje zbyt wśród swoich klientów, dzięki czemu tytuł jest u niego stale dostępny, klienci są zadowoleni, księgarz też, bo sprzedaje tyle, ilu jest chętnych, nikt nie wychodzi rozczarowany brakiem na półce i nie przechodzi do konkurencji. A jeśli wydawca zdecyduje się obniżyć cenę, to w myśl tej ustawy musi obniżyć ją na cały niesprzedany dotąd nakład, nie tylko na to, co jeszcze ma w magazynach i będzie w przyszłości sprzedawał hurtowniom i księgarniom, ale także na to, co już im sprzedał, ale czego oni jeszcze nie sprzedali klientom. W tym celu odkupuje wszystko, co leży w magazynach hurtowni i na półkach księgarń, po cenie, w jakiej wcześniej im to sprzedał, "wycofuje" cały towar z rynku. Po czym wprowadza go z powrotem na rynek już po nowej, niższej cenie. W większości przypadków będzie to wyglądało tak, że wydawca zwróci hurtowni/księgarni część kwoty, za jaką kupiły one książki, tak jakby je skupił i potem ponownie sprzedał, ale same książki fizycznie nie będą nigdzie wędrowały, zostaną gdzie były, tylko cena na półce się zmieni. Samo jednak sformułowanie przepisu tak, że nie jest to zwrot części ceny zakupu, ale skup i ponowna sprzedaż, służy MOŻLIWOŚCI zwrotu książek przez tych sprzedawców, którzy nie widzą sensu w dalszych próbach sprzedaży tytułu, nawet po obniżonej cenie. Ilu z tego skorzysta, to się okaże, ale jest to droga wycofania się przez księgarza ze sprzedaży tego, co nie schodzi, przerzucenia kosztów niesprzedawalnego gniota na tego gniota wydawcę - może przyczynić się do większej dbałości wydawnictw o jakość, nie tylko o reklamę. Może.
Wystąpię trochę w obronie ustawy, nie żebym ją jakoś bardzo popierała, diabli wiedzą, jak to wyjdzie, jeśli w ogóle wyjdzie, bo mogą nie uchwalić, ale widzę trochę powtarzających się obaw, które wydają mi się przesadzone lub wręcz bezzasadne.
Gdyby tak się stało, średnia cena książki pewnie by spadła (bo nie trzeba byłoby już jej zawyżać), ale wcale nie musi tak być....
@Monika teraz pojęłam, chociaż uważam, że jest to napisane bardzo niejasno. Dziękuję.
@Monika teraz pojęłam, chociaż uważam, że jest to napisane bardzo niejasno. Dziękuję.
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spamMoniko, dzięki za tę analizę.
Moniko, dzięki za tę analizę.
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spamNiejasno w projekcie ustawy, czy to ja napisałam niejasno ten tasiemcowaty wywód?
Niejasno w projekcie ustawy, czy to ja napisałam niejasno ten tasiemcowaty wywód?
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam
Monika
Z pustego i Salomon nie naleje. Będzie tak, jak piszesz, ale pod warunkiem, że zmieni się coś na linii wydawca - dystrybutor, a w ustawie nie widzę rozwiązania na problem wysokich marży. Wiem, powtarzam się jak katarynka, ale wydaje mi się, że to kluczowa sprawa.
PedroP
Mnie się marzy atlas bitew starożytnych Kromayera i Veitha, ale okładkowa cena jest zaporowa.
Monika
Z pustego i Salomon nie naleje. Będzie tak, jak piszesz, ale pod warunkiem, że zmieni się coś na linii wydawca - dystrybutor, a w ustawie nie widzę rozwiązania na problem wysokich marży. Wiem, powtarzam się jak katarynka, ale wydaje mi się, że to kluczowa sprawa.
PedroP
Mnie się marzy atlas bitew starożytnych Kromayera i Veitha, ale okładkowa cena jest zaporowa.
@ Monika Niejasno w ustawie, dzięki tobie pojęłam "co poeta miał na myśli"
@Ailleann Masz rację. W ustawie jest mowa o wydawcach i księgarniach, natomiast milczy się o hurtowniach.
@ Monika Niejasno w ustawie, dzięki tobie pojęłam "co poeta miał na myśli"
@Ailleann Masz rację. W ustawie jest mowa o wydawcach i księgarniach, natomiast milczy się o hurtowniach.
Zgadzam się z Wami, główną usterką tego projektu ustawy jest brak jakiejkolwiek wzmianki o pośrednikach - jest producent (wydawca), jest sprzedawca końcowy, ale co po drodze, to już ani słowa, żadnych ograniczeń dla rozmaitych nieprzyjemnych praktyk w tej strefie. Jakby to poprawili, to może ustawa miałaby jakiś sens?
Zgadzam się z Wami, główną usterką tego projektu ustawy jest brak jakiejkolwiek wzmianki o pośrednikach - jest producent (wydawca), jest sprzedawca końcowy, ale co po drodze, to już ani słowa, żadnych ograniczeń dla rozmaitych nieprzyjemnych praktyk w tej strefie. Jakby to poprawili, to może ustawa miałaby jakiś sens?
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spamElity władzy obecnie mamy tak światłe, że zapewne pochylą się nad problemem ;-)
Elity władzy obecnie mamy tak światłe, że zapewne pochylą się nad problemem ;-)
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spamZ całą pewnością..
Z całą pewnością..
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spamPółgłówki
Półgłówki
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam
Wychodzi na to, że klasycznie wyrażają niepokój i na tym wyrażaniu się skończy? Co niby ten tekst wniesie oprócz kolejnej listy przywar społeczeństwa i tekstów w duchu "ola boga, co tu się stanęło!"?
Ci, co czytają, to sobie w takich miejscach podyskutują, a reszty i tak to nie obejdzie, nawet nie będą o tym wydarzeniu mieć bladego pojęcia, ponieważ im to wisi.
Już mnie te dyskusje w sumie nużą i męczą.
Wychodzi na to, że klasycznie wyrażają niepokój i na tym wyrażaniu się skończy? Co niby ten tekst wniesie oprócz kolejnej listy przywar społeczeństwa i tekstów w duchu "ola boga, co tu się stanęło!"?
Ci, co czytają, to sobie w takich miejscach podyskutują, a reszty i tak to nie obejdzie, nawet nie będą o tym wydarzeniu mieć bladego pojęcia, ponieważ im to wisi.
Już mnie te...
Zapraszamy do dyskusji.
Zapraszamy do dyskusji.
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam