-
Artykuły
Czytamy w weekend. 27 marca 2026
LubimyCzytać417 -
Artykuły
Przeczytaj fragment książki „Zbrodnia w rezydencji“
LubimyCzytać1 -
Artykuły
Tylko że życie nie zna słowa „kiedyś”. Życie zna tylko „teraz” - Gabriela Gargaś radzi
LubimyCzytać4 -
Artykuły
Jak czytać Harry’ego Hole? Kolejność książek Jo Nesbø i dlaczego warto zacząć dziś
Iza Sadowska12
Biblioteczka
2026-03-26
2026-03-23
2026-03-17
Opowieść kręci się wokół bezdomnego człowieka, który jednym dobrym uczynkiem zaskarbił sobie wdzięczność emerytowanej nauczycielki. I pracę w jej sklepie całodobowym. Szkopuł w tym, że nie pamięta nic ze swojej przeszłości, nawet imienia.
Każde z opowiadań ma innego bohatera głównego, a bohater, który pojawia się w każdym to właśnie Dekko, bezdomny człowiek. Choć mówi niewiele, ma dla każdego strapionego człowieka niemal receptę na jego problemy. “Daj mu kimbap i napisz liścik”, “Słuchaj go tak jak ja słuchałem ciebie”, mówi. Czasem można odnieść wrażenie, że to jakiś wielki myśliciel, niemal guru. Kiedy okazuje się, kim w rzeczywistości jest, tudzież był… Można się nieźle zdziwić.
Książka była pięknie poprowadzona. Przecież tylko czysty przypadek sprawił, że poznajemy głównego bohatera. Że to właśnie on natrafił na własność starszej pani, emerytowanej nauczycielki, która okazała mu tak wiele zainteresowania i życzliwości. Historia o tym, jak jedna mała rzecz, jak bycie miłym w stosunku do drugiego człowieka - w zupełnie innej pozycji, niż nasza - może uratować obie strony.
Jest jednak coś, co uwiera mnie jak kamień w bucie - zakończenie. Odkrycie prawdziwej tożsamości człowieka, który przykładał plastry na rany duszy wszystkich wokół mocno mnie rozczarowało. Nie to, kim się okazał, ale to, w jaki sposób Autor to przedstawił. Oto nagle, zupełnie niespodziewanie przybieramy perspektywę Dekko, patrzymy na świat jego oczami i widzimy, jak przez te tygodnie, które obserwowaliśmy z tej drugiej strony przypominał sobie, kim jest. Zabrakło mi tam budowania napięcia wokół tej tajemnicy. Jasne, padały pytania, na które Dekko odpowiadał, że nie pamięta, jednak to, że mówił tak uparcie, sprawiało, że przestałam się tym interesować. Z tego powodu książka była dla mnie niesatysfakcjonująca i choć szłam przez nią jak burza, to w pewnym momencie miałam wrażenie, że hamuję na ścianie.
Opowieść kręci się wokół bezdomnego człowieka, który jednym dobrym uczynkiem zaskarbił sobie wdzięczność emerytowanej nauczycielki. I pracę w jej sklepie całodobowym. Szkopuł w tym, że nie pamięta nic ze swojej przeszłości, nawet imienia.
Każde z opowiadań ma innego bohatera głównego, a bohater, który pojawia się w każdym to właśnie Dekko, bezdomny człowiek. Choć mówi...
2026-03-11
Sposób, w jaki King zawiązuje fabułę już sam w sobie przyciąga. Z początku wszystko toczy się bardzo spokojnie, jednak nie mija wiele czasu, a akcja zaczyna przyspieszać. Bohaterowie krążą wokół siebie jak ślepe wilki, podążają tylko tam, gdzie zaprowadzi ich węch i słuch, a one przecież mogą mylić. I ta jedna, nieuchwytna myśl, która krąży gdzieś na granicy świadomości i drażni.
Atmosfera mroku i smrodu piwnicy psychopaty gęstnieje wraz z rozwojem wydarzeń, które to dają chwilę wytchnienia to znowu zatrzymują dech w piersi. Opowieść wciąga jak wir, z którego nie sposób się wyrwać, aż chce się krzyknąć do bohaterów, żeby czegoś nie robili, albo że coś przegapili. Dawanie czytelnikowi takiej wiedzy przy braku jakiejkolwiek władzy to doskonałe narzędzie do budzenia emocji. Tych mocno uzależniających emocji. Dopiero na chwilę przed wydarzeniem czytelnik może się zorientować, co takiego czeka bohaterów.
Cała fabuła jest przemyślana, wątki wykorzystane, a furtka do kolejnej części szeroko otwarta.
Bohaterowie, których Autor stworzył kryją w sobie jakieś drugie dno - i uważam, że to jest ogromna zaleta. Można ich odkrywać krok po kroku, a oni nieraz będą w stanie zaskoczyć. Szczególnie ci niepozorni, po których nie spodziewamy się absolutnie niczego. Niezwykle interesujące były wątki, w których Autor zagłębiał się w świat wewnętrzny psychopaty. Zresztą nie pierwszy raz widziałam, jak wręcz hipnotyzuje tymi opisami i to chyba właśnie one najbardziej przekonują mnie do jego książek.
Choć książka rzadko wywoływała śmiech, czy nawet uśmiech - sądząc po gatunku to oczywiste - jedna rzecz sprawiła, że pojawiły się u mnie podczas słuchania: nawiązanie do postaci Penny’ego Wise’a. To jest jeden ze smaczków, który przyciąga mnie do poznawania kolejnych książek takich Autorów, bo daje mi jakieś poczucie jedności. Nawet jeśli książki są z różnych światów i nic ich nie łączy, pojawia się poczucie, że to wszystko przecież jest spójną jednością.
Sposób, w jaki King zawiązuje fabułę już sam w sobie przyciąga. Z początku wszystko toczy się bardzo spokojnie, jednak nie mija wiele czasu, a akcja zaczyna przyspieszać. Bohaterowie krążą wokół siebie jak ślepe wilki, podążają tylko tam, gdzie zaprowadzi ich węch i słuch, a one przecież mogą mylić. I ta jedna, nieuchwytna myśl, która krąży gdzieś na granicy świadomości i...
więcej mniej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to2026-03-11
Druga część historii Hadriana i Royce’a jest dobrym dopełnieniem pierwszej i wyraźnym zaproszeniem do trzeciej.
Czytając tę część, miałam wrażenie, że Autor miał czas. Czas, żeby napisać tę opowieść, żeby się nad nią pochylić i ją rzeczywiście dokończyć. Bez tych zawieszonych gdzieś w próżni wątków, które tak mnie irytowały w poprzedniej części, książka okazała się lepsza. Czułam, że nawet jeśli wątek jest niedokończony, pojawi się w kolejnym tomie, zapewne rozszerzony, natomiast nie miałam tu już wrażenia urywania opowieści w połowie zdania.
Rozgrywki polityczne, które się tu toczą, dają dobre podłoże pod kolejne tomy. Choć plany wielkich głów niekoniecznie się powiodły, przecież przez przypadek wspięli się tak wysoko w hierarchii.
Obserwowanie znajomych bohaterów w nieco innych rolach niż poprzednio było ciekawe. Zwłaszcza, że możemy się dowiedzieć tutaj czegoś więcej o ich pochodzeniu i przeszłości. Dowiedzieć, a nawet domyślić. Nie stają się przez to mniej zagadkowi, za to Autor pokazuje, że potrafi stopniowo odsłaniać kolejne informacje.
Ta część historii rzuciła też nowe światło na konflikty rasowe, jakie mają miejsce w świecie wykreowanym przez Autora. Wspomnienia starych czasów, kiedy to Szuka nie była zakazana, a ludzie żyli w ogólnym dobrobycie, zanim roztrwonili dziedzictwo najwspanialszego z nich. Może te czasy wrócą, kiedy uda się odnaleźć potomka słynnego Novrona?
Druga część historii Hadriana i Royce’a jest dobrym dopełnieniem pierwszej i wyraźnym zaproszeniem do trzeciej.
Czytając tę część, miałam wrażenie, że Autor miał czas. Czas, żeby napisać tę opowieść, żeby się nad nią pochylić i ją rzeczywiście dokończyć. Bez tych zawieszonych gdzieś w próżni wątków, które tak mnie irytowały w poprzedniej części, książka okazała się lepsza....
2026-03-03
Pisanie tej recenzji zajęło mi bardzo dużo czasu. Z jednej prostej przyczyny: rozczarowałam się tą książką.
Pierwszą książką Autorki, jaką przeczytałam była “Katia. Cmentarne love story” i po niej chciałam sięgnąć po więcej. Spodobał mi się świat, zaintrygowała mnie postać Dory, która przewijała się gdzieś tam w tle od czasu do czasu. Jednak kiedy zaczęłam słuchać “Złodzieja dusz”... niestety często się dziwiłam i nie było to zdziwienie pozytywne.
Główna bohaterka, (Teo)Dora Wilk jest policjantką, która zdecydowanie nie lubi przestrzegać prawa. Butna, arogancka i bardzo dominująca, najpierw bije, a potem zastanawia się, czemu. Wypowiada się z patosem, który nie pasuje do sytuacji, ani… do niej samej. Miałam chwilami wrażenie, jakby nigdy nie brała pod uwagę własnej porażki albo potknięcia, zwłaszcza mam tu na myśli problem, jakiemu musiała podołać na komisariacie.
Jednak wcale nie to zmęczyło mnie podczas czytania. Tu swoją rolę odegrały niebywale częste nawiązania do seksualności i intymności. Rozumiem, bohaterka w ten sposób ładowała bateryjki, ponieważ miała w żyłach domieszkę krwi bogini płodności - nie ma sprawy, usprawiedliwiona. Jednak ten motyw przewija się po kilka razy na rozdział, a ja czułam się nim po prostu przeładowana. Niezależnie od świata, w jakim znajdowaliśmy się z bohaterami, można w zasadzie powiedzieć, że właśnie wokół tego tematu wszystko się kręciło.
Jeszcze jedną rzeczą, na którą chcę zwrócić uwagę, choć nie jest to zarzut ani pochwała, jest stworzenie postaci aniołów i diabłów, które… niekoniecznie są zgodne z tym, co pokazuje religia. Lucyfer, który jest hojnym i kochanym dziadkiem, a archaniołowie, którzy przerzucają się wzajemnie cytatami z Biblii, starający się, jak ludzie wierzący, domyślić, czego Bóg chce, a czego nie - choć przecież powinni to wiedzieć.
Jedno jest pewne, można zauważyć, że Autorka na przestrzeni lat pisze coraz lepiej - i jest to coś, z czego można się tylko cieszyć. Nie sądzę jednak, żebym wróciła do samej serii z Dorą Wilk. Chociaż nie wykluczam powrotu do Thornu.
Pisanie tej recenzji zajęło mi bardzo dużo czasu. Z jednej prostej przyczyny: rozczarowałam się tą książką.
Pierwszą książką Autorki, jaką przeczytałam była “Katia. Cmentarne love story” i po niej chciałam sięgnąć po więcej. Spodobał mi się świat, zaintrygowała mnie postać Dory, która przewijała się gdzieś tam w tle od czasu do czasu. Jednak kiedy zaczęłam słuchać...
2026-03-01
W tym tomie serii Paulina Hendel pięknie pokazuje, że potrafi tworzyć nie tylko mordercze potwory i świat pełen zagrożeń i niebezpieczeństw. Ma także smykałkę, by napisać błyskotliwe i zabawne dialogi, a cięte riposty Ragny są tak bardzo trafione, że nic więcej nie pozostaje do powiedzenia. Postać tresera psów na królewskim dworze także potrafi zachwycić bezpośredniością i celnością odpowiedzi.
Relacje wyraźnie się zmieniają i to jest fantastycznie przedstawione. Można powiedzieć, że to kolejne żywe istoty, które Autorka wprowadza do opowieści. Czuję co prawda mocny niedosyt przy postaci Eryka, jednak mam wielką nadzieję dowiedzieć się więcej z kolejnego tomu.
Przy okazji muszę przyznać, że coraz bardziej podoba mi się Zoya. Dziewczyna, której świat wywrócił się do góry nogami i spadł na głowę, a która nadal potrafi pozostać sobą i nie ma problemu z własną tożsamością. Bohaterka, która nie ze wszystkim radzi sobie sama i potrzebuje pomocy, nawet pomocy dziecka. Można zobaczyć, jak jej nastawienie się zmienia, jak zmieniają się priorytety, jak jej strach narasta i maleje, zależnie od okoliczności.
Jednak to, co niezmiennie mnie porywa w książkach tej Autorki to jej umiejętność takiego zbudowania świata i takiego przedstawienia wydarzeń, że ciężko jest cokolwiek przewidzieć, a jednak są połączone bezpośrednio z tym, co już wiemy. Pięknie tu widać, że niektóre drobnostki mogą stać się wyjątkowo istotne, wręcz kluczowe - wszystko zależy od punktu widzenia. Świat w tym tomie staje się pełniejszy, dzięki poznawaniu nowych miejsc i ludzi, których bohaterowie spotykają na swojej drodze.
No i ten plot twist na koniec…
W tym tomie serii Paulina Hendel pięknie pokazuje, że potrafi tworzyć nie tylko mordercze potwory i świat pełen zagrożeń i niebezpieczeństw. Ma także smykałkę, by napisać błyskotliwe i zabawne dialogi, a cięte riposty Ragny są tak bardzo trafione, że nic więcej nie pozostaje do powiedzenia. Postać tresera psów na królewskim dworze także potrafi zachwycić bezpośredniością i...
więcej mniej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to2026-02-19
Ta historia to prawdziwy OGIEŃ.
“Szept ognia” to opowieść, w której działo się naprawdę wiele, a Autorka okazała się wspaniałą przewodniczką po świecie. Groźnym, wręcz zabójczym świecie.
Mam wrażenie, że Paulina Hendel patrzy na tyle nieszablonowo, że nawet z wyświechtanego schematu potrafi pięknie wybrnąć. Oto Zoya, środkowa z trzech córek, ta zaniedbana, karana za wszystko, uważana za rozczarowanie dziewczyna odkrywa prawdę o sobie. Przyczyna takiego traktowania jest świetnie uzasadniona i całkowicie wiarygodna.
Choć są pytania bez odpowiedzi, ich brak też ma sens. Wiedza, która zaginęła przed wiekami nie odrodzi się ot tak, nie zawsze znajdzie się jakiś mędrzec, który jakimś cudem pamięta jak to kiedyś było i pomoże, czasem nie ma starożytnych ksiąg. Tam jednak, gdzie odpowiedzi się pojawiły, nie były łatwe do zdobycia, a Autorka potrafiła zbudować napięcie, które tylko bardziej napędzało do czytania. Chociażby ta ostatnia rozmowa w dworze Svikarich - pojawiły się tam silne emocje, a na jaw wyszły przełomowe informacje. Potem nie dało się już odłożyć książki na bok, żeby dokończyć przy kolejnym posiedzeniu.
Bohaterowie, jakich stworzyła Autorka byli bohaterami z krwi i kości. Pojawiały się kłótnie, nieporozumienia, a życie okazywało się kruche, dużo bardziej kruche, niż którekolwiek z nich się tego spodziewało. Pięknie przedstawione tarcia między bohaterami i patrzenie na świat każdego z nich, tak różne, a jednak potrafiące znaleźć chociaż wspólny pierwiastek.
Zwroty akcji sprawiały, że łapałam się za głowę. Świetnie poprowadzone drobne nitki niedopowiedzeń nagle spotkały się w jednym splątanym kłębku, pokazując, z jak wielu stron można pokazać nadchodzące wyjaśnienie i nadal nie przedstawić go w całości, zanim nie przyjdzie odpowiedni czas.
To zdecydowanie najlepsza książka, jaką przeczytałam w tym roku, bardzo szybko mnie do siebie przekonała i niestety równie szybko przez to skończyłam ją czytać.
Ta historia to prawdziwy OGIEŃ.
“Szept ognia” to opowieść, w której działo się naprawdę wiele, a Autorka okazała się wspaniałą przewodniczką po świecie. Groźnym, wręcz zabójczym świecie.
Mam wrażenie, że Paulina Hendel patrzy na tyle nieszablonowo, że nawet z wyświechtanego schematu potrafi pięknie wybrnąć. Oto Zoya, środkowa z trzech córek, ta zaniedbana, karana za...
2026-02-12
Jakub i Semen powrócili… lecz już nie w takiej dobrej formie. Co prawda opis z okładki bardzo zachęcał do sięgnięcia po kolejną część, jednak muszę przyznać, że niestety nie porwała mnie tak, jak poprzednie.
Oczywiście, pojawiały się dialogi, przy których można było się śmiać w głos. Zazwyczaj między Jakubem a Semenem, czego zresztą należało się spodziewać, skoro znają się już od tak wielu lat, że mogą się spokojnie porozmawiać tylko spojrzeniami. Ich przygody były jak zwykle ciekawe. Z autorem takim jak Andrzej Pilipiuk, prowadzącym takich bohaterów, jak tych dwóch, nigdy nie wiadomo, gdzie poniesie ich historia. Czy nawet prehistoria.
Podobały mi się nawiązania do wcześniejszych opowiadań, które nie są jednak niezbędne, by zrozumieć obecną opowieść. Było to miłe puszczenie oka do czytelników, którzy towarzyszyli egzorcyście i jego przyjacielowi przez poprzedni dziesięć tomów. Doceniam też nawiązania do innych książek, z, wydawałoby się, innego universum Autora. Przyjemnie jest patrzeć, jak niektóre przygody łączą bohaterów, którzy nie mają ze sobą prawie nic wspólnego.
Jednak… Ta część to już nie było do końca to, za co tak polubiłam Jakuba i Semena. Można było tu przeczytać dużo więcej o Bardakach i dużo głębiej wejść między członków tego wrogiego klanu. Aż nieswojo się czułam, kiedy to oni byli głównymi bohaterami kilku opowiadań.
Poczucie humoru też nie było już niestety tak świeże i zaskakujące. Nie dziwię się jednak i nie jest to z mojej strony zarzut - w końcu napisać 11 tomów opowieści o dwóch pijanych staruszkach i utrzymać tę serię na równym poziomie to nie lada wyzwanie. Tak jak poprzednie części, tak też ta jest lekką, przyjemną książką, przy której można odpocząć. Między innymi od logiki, przewidywalności i racjonalnego myślenia. Tu królują mieszanki genetyczne z pająkiem, magiczne sygnety czy podróże w czasie.
Mimo, że książka mnie nie porwała, mogę powiedzieć, że nie była też zła. A fani Wędrowycza na pewno znajdą w niej coś dla siebie.
Jakub i Semen powrócili… lecz już nie w takiej dobrej formie. Co prawda opis z okładki bardzo zachęcał do sięgnięcia po kolejną część, jednak muszę przyznać, że niestety nie porwała mnie tak, jak poprzednie.
Oczywiście, pojawiały się dialogi, przy których można było się śmiać w głos. Zazwyczaj między Jakubem a Semenem, czego zresztą należało się spodziewać, skoro znają się...
2026-02-12
Jak miło było zagłębić się w przyjemne fantasy w klimacie średniowiecznym.
Bohaterowie tej historii przekonali mnie do siebie dosyć szybko. bardzo doceniam fakt, że Autor potrafił stworzyć bohaterów, którzy się od siebie różnili, a ja, jako czytelnik, byłam w stanie ich od siebie rozróżnić. Przecież nie dałoby się pomylić Arlica z Myronem, ich zachowania były zupełnie inne, myślenie także. Widać to szczególnie przy ich pierwszym spotkaniu, po tym, jak jeden i drugi znosi niewygody.
Kolejną rzeczą godną pochwały jest wprowadzenie zabawnych dialogów przy dwóch postaciach. Tylko Royce i Hardian, jak przystało na tak bliskich sobie przyjaciół, że niemal czytają sobie w myślach nadają na tych samych falach, a bohaterowie, którzy pojawiają się przy nich później, rozmawiają z nimi zupełnie inaczej. Takie przedstawienie obecnej między nimi więzi bardzo mnie urzekło, bo zbyt często spotykałam się z tym, że niemal wszyscy bohaterowie rozmawiają ze sobą tak samo, śmieją się z tych samych dowcipów i rozumieją wpół słowa. To, co pokazał Autor jest dużo bardziej wiarygodne.
Czasem brakowało mi jednak budowania napięcia. Trochę jakby nie było czasu na opowiedzenie całej historii. Pierwsze i największe takie rozczarowanie brakiem napięcia spotkało mnie podczas wizyty naszych bohaterów w więzieniu. Brakowało mi poczucia, że oto znaleźli się w ważnym punkcie wyprawy.
Miałam wrażenie, że w pewnym sensie czytam o grze w RPG. Jest misja, którą trzeba wykonać, przeszkody, które należy pokonać, a kiedy wydaje się, że cel już osiągnięty, okazuje się, że na horyzoncie właśnie pojawił się kolejny.
Może nie było tu wielkich emocji, które mogłyby towarzyszyć czytelnikowi, może nie było wiele zaskoczeń, czy nietypowych rozwiązań, jednak muszę przyznać, że książkę czytało się po prostu przyjemnie.
Jak miło było zagłębić się w przyjemne fantasy w klimacie średniowiecznym.
Bohaterowie tej historii przekonali mnie do siebie dosyć szybko. bardzo doceniam fakt, że Autor potrafił stworzyć bohaterów, którzy się od siebie różnili, a ja, jako czytelnik, byłam w stanie ich od siebie rozróżnić. Przecież nie dałoby się pomylić Arlica z Myronem, ich zachowania były zupełnie inne,...
Przeczytałam ledwie 69 stron książki, lecz nie mogłam się przekonać do kolejnych. Otworzyłam nią tegoroczne akta książek niedokończonych.
Pierwsze, co bardzo zabolało mnie w tej opowieści, to rozpoczęcie od samobójstwa. Zaplanowanego, choć bardzo źle i nieudolnie. Ale kiedy za pierwszym razem głównej postaci (bo do miana bohaterki jej daleko) się nie udało, postanowiła spróbować ponownie. Nie chciała, żeby ciotka znalazła ją znowu martwą na trawniku, więc postanowiła się zabić w kuchni. A potem w swoim pokoju, z którego ciotka kazała jej się chwilę wcześniej wynieść. Ten plan przecież nie miał prawa się udać. Ale nie każda główna postać może być choć trochę inteligentna. Z jednej strony wyraźnie widziałam jej głupotę, a z drugiej nieco mi ulżyło, bo chociaż takie działanie wygląda mi na rodzaj promowania samobójstwa, to przynajmniej autorka nie powiedziała, jak się schować, żeby nikt nie mógł człowieka odratować. Taki niepełny poradnik. Na szczęście niepełny. Nadmienię tylko, że zdobyła nagrodę w kategorii Best YA Fantasy and Science Fiction. Kto uznał, że taka książka nadaje się dla młodych dorosłych?
Niestety przez zdecydowaną większość czasu miałam wrażenie, że postaci nie należą do swoich czasów. Skoro akcja dzieje się w XIX wieku, dlaczego Signa nie wiedziała, że istnieją kluby dla gentlemanów, a nie dla dam, albo co gorsza - dla gentlemanów I dla dam? Może to być oczywiście kwestia braku odpowiedniej edukacji dla takiej dziewczyny, która przez dziewiętnaście lat nie miała prawdziwego domu. Ale skąd w takim razie wiedziała, że było “Coś (...) całkowicie niestosownego pomiędzy guwernantką a jej chlebodawcą”? Czy tu też nie powinna wykazać braku obycia? Jak np. kiedy weszła bez pukania do pokoju chorej Blythe. Albo uznała, że usiądzie z podkasaną sukienką w szerokim rozkroku w pociągu przy Sylasie - sam na sam z obcym mężczyzną! Swoją drogą bardzo ciekawe zachowania, jak na osobę, która w bardzo stresującej sytuacji mogła cytować poradnik etykiety dla dam, prawda? Która marzyła tylko o tym, żeby organizować bale, chodzić w pięknych sukniach i mieć mnóstwo adoratorów, w czym ta książka miała jej pomóc, ale dziewczyna nie uznawała wszystkich zasad, jakie przeczytała i doskonale zapamiętała.
Zresztą nie tylko dziewczyna ma problem z etykietą. Sylas, który przynajmniej przedstawił się jako stajenny, też nie potrafił się zachować w pociągu. Droczył się z Signą, dokuczał jej i raz mówił do niej na “ty” raz per “panna”, co niestety zupełnie mi nie pasuje. Może jego zachowanie miało sprawić, że nabiorę podejrzeń co do jego tożsamości, jednak w ten sposób zachowywali się też pozostali mężczyźni, jakich spotkała Signa w Thorn Grave. Wszyscy zdawali się kąśliwi, butni i nieokiełznani. Zresztą Sylas zrobił też na mnie wrażenie bardzo zmiennego człowieka, skoro potrafił wyśmiewać się z Signy, a po chwili poważnieć i przepraszać ją za jakąś inną błahostkę. Brakowało mi w jego postaci jednolitości.
Na koniec: kwestia języka. Z tego, co wiem, akcja dzieje się około XIX wieku. Rozumiem, że bohaterowie nie zaczną nagle mówić językiem tamtej epoki, nie to jest najważniejsze w takiej opowieści. Nie zmienia to faktu, że stwierdzenie: “Czy wiesz, w co się pakujesz, przyjeżdżając do Thorn Grave?” nie powinno się w ogóle pojawić. Tam gdzie można i nie będzie to w żaden sposób niezrozumiałe, naprawdę dobrze byłoby wykorzystać zwroty, które pasują do tych czasów.
Przeczytałam ledwie 69 stron książki, lecz nie mogłam się przekonać do kolejnych. Otworzyłam nią tegoroczne akta książek niedokończonych.
Pierwsze, co bardzo zabolało mnie w tej opowieści, to rozpoczęcie od samobójstwa. Zaplanowanego, choć bardzo źle i nieudolnie. Ale kiedy za pierwszym razem głównej postaci (bo do miana bohaterki jej daleko) się nie udało, postanowiła...
2026-02-02
Takiego poczucia ładu i spokoju nie zaznałam przy książce od dawna. Nigdy nie sądziłam, że wybór rodzaju papieru, koloru tuszu albo pióra czy pędzla może mieć aż tak wielkie znaczenie, nie wspominając nawet o znaczku pocztowym. Jednak w sztuce pisania listów, gdzie panują ściśle określone zasady, jak i w kulturze, w której szacunek jest podstawą wszelkich relacji, nie ma miejsca na przypadek. Takie samo miałam poczucie, czytając kolejne strony książki. Tam też nic nie działo się przez przypadek.
Autorka wyraźnie opisała tak wiele szczegółów, które miały niezwykłe znaczenie, że choć na początku czułam się tym lekko przytłoczona, później potrafiłam już rozkoszować się kolejnymi fragmentami, w których opisywała, jak Hatoko przygotowuje tusz, żeby miał odpowiednią barwę. Zresztą Hatoko też musiała wychwytywać szczegóły. Od ogólnego charakteru swoich klientów po sposób, w jaki mogliby wyrazić swoje zdanie w liście. To właśnie te drobnostki sprawiały, że można było odnieść wrażenie, że dokonuje się wszelkich wyborów razem z Hatoko, razem z nią słuchać opowieści o życiu jej klientów.
Razem z nią przeżywać to, czego sama dowiedziała się w liście, który napisała jej mistrzyni.
Jak dobrze, że można było się zatrzymać na chwilę. Zanurzyć się w procesie, który wymaga czasu, cierpliwości i przemyślenia. Zwłaszcza teraz, gdy wszystko tak pędzi. Jak dobrze, że jeszcze ktoś pokazuje, jaką taka chwila oddechu ma wartość.
Takiego poczucia ładu i spokoju nie zaznałam przy książce od dawna. Nigdy nie sądziłam, że wybór rodzaju papieru, koloru tuszu albo pióra czy pędzla może mieć aż tak wielkie znaczenie, nie wspominając nawet o znaczku pocztowym. Jednak w sztuce pisania listów, gdzie panują ściśle określone zasady, jak i w kulturze, w której szacunek jest podstawą wszelkich relacji, nie ma...
więcej mniej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to2026-01-29
“Katia” to moje pierwsze spotkanie z twórczością Anety Jadowskiej. Pierwsze, lecz nie ostatnie.
Świat, w którym dzieje się akcja książki, przyciągnął mnie do siebie przede wszystkim systemem magicznym. Kiedy Katia czuje napierającą magię jednej z bohaterek i mówi, że gdyby nie sytuacja, w jakiej się znalazła, można by to potraktować jako duży nietakt, albo nawet nagabywanie, poczułam, że magia rzeczywiście jest nieodłączną częścią bohaterów. Wydała mi się bardzo naturalna, jak dotyk, jak nowy zmysł, którym można postrzegać świat. Szczególnie, że nie istnieje tylko jeden, wspólny dla wszystkich rodzaj magii, ale jest on dziedziczny. Poza oczywistym następstwem, jakim są konkretne umiejętności wpływania na świat, różne rodzaje magii mogą także mieć wpływ na życie jednostki. Na przykład taki, że z niektórymi umiejętnościami trudniej zajść w ciążę, czy ją donosić. Rozmowy z boginią też dodawały kolorytu, bo czy można przewidzieć, co dokładnie powie albo zrobi jakieś bóstwo?
Połączenie fantastyki z kryminałem i łagodnym wątkiem romantycznym uważam za całkiem udane. Przede wszystkim dlatego, że nic nie było przesadzone i, trochę jak w życiu, nie dało się skupić tylko na jednej rzeczy, skoro z tyłu głowy kłębiły się pozostałe. Jak nie kampania wyborcza do starszyzny Thornu, to śledztwo w poszukiwaniu zaginionych ciał dziewczynek, albo flirt.
Katia jest bohaterką z krwi i kości. Nieudane życie uczuciowe i wiele niezwykłych randek, wstydliwe wspomnienia i uciekanie przed plotkami czyniły z niej postać, z którą można się utożsamić. Sam wątek romantyczny, który pojawił się w tej książce też jest poprowadzony z dużą dozą normalności - wyraźnie widać, że nie jest to główna oś opowieści, chociażby dlatego, że sprawy nie toczą się w przyspieszonym tempie i nie trzeba się skupiać wyłącznie na tej relacji.
Najciekawszą sceną było jednak dla mnie wezwanie na cmentarz do pewnej starszej kobiety… bo jak widać obowiązki domowe mogą czasem nawet wyrwać z grobu.
“Katia” to moje pierwsze spotkanie z twórczością Anety Jadowskiej. Pierwsze, lecz nie ostatnie.
Świat, w którym dzieje się akcja książki, przyciągnął mnie do siebie przede wszystkim systemem magicznym. Kiedy Katia czuje napierającą magię jednej z bohaterek i mówi, że gdyby nie sytuacja, w jakiej się znalazła, można by to potraktować jako duży nietakt, albo nawet...
2026-01-27
Są takie miejsca, które przyciągają nas bardziej niż inne. Takie, do których chcemy wracać znów i znów, a za każdym razem serce bije nam mocniej, gdy już się tam znajdziemy.
Oda Kręciszewska także miała takie miejsce. Przyciągnęło ją przez przypadek, a właściwie przez internet w ofercie kupna. Tylko dlaczego właśnie to miejsce ją tak kusiło? Dlaczego zaczęła się zmieniać właśnie tam, kiedy po raz pierwszy mogła nazwać jakieś miejsce swoim domem, swoim miejscem na Ziemi?
Te zmiany były opisane bardzo dobrze. Wyraźnie widać różnicę między wypowiedziami czy aurą, jaką roztacza wokół siebie Oda na początku oraz pod koniec książki. Zmienia się także podejście osób, którymi się otacza, a te relacje ewoluują razem z nią w bardzo naturalny, choć nie zawsze pożądany sposób.
Świat, znany nam już z poprzednich części trylogii, oglądamy z innej perspektywy. To świat, który zamieszkują nie tylko utopce, anioły stróże czy przedwieczni. Możemy tu spotkać stworzenia z legend dawnych Słowian, dowiedzieć się więcej o tym, co chowa się niemal na widoku. Uważam, że świat był tu najbardziej pociągającym elementem i zdecydowanie wartym poznania chociażby dlatego, że kusił tajemnicą, jaką mogą zaoferować tylko dawne wierzenia.
Oczywiście, jak to w książkach Autorki, nie zabrakło ciekawych i charakterystycznych postaci. Koza z tyłozgryzem, choć ciężka w rozmowie, była zdecydowanie najbardziej niezwykła. Niemniej lekarz pediatra, który zajada słodyczami cały stres, jaki wywołują u niego dzieci na szczepieniu albo chłopak, który przez przypadek natrafił na dziwny świat Ody i już w nim pozostał także są warci wspomnienia.
Dbałość o szczegóły, które w następnych etapach opowieści okazują się kluczowe, budowanie postaci tak, by nie odkryć wszystkich kart od razu oraz drobne nawiązania zarówno do poprzednich części, jak i prawdziwych problemów społecznych są jak ogonek przy “ą”.
Są takie miejsca, które przyciągają nas bardziej niż inne. Takie, do których chcemy wracać znów i znów, a za każdym razem serce bije nam mocniej, gdy już się tam znajdziemy.
Oda Kręciszewska także miała takie miejsce. Przyciągnęło ją przez przypadek, a właściwie przez internet w ofercie kupna. Tylko dlaczego właśnie to miejsce ją tak kusiło? Dlaczego zaczęła się zmieniać...
2026-01-14
Ratowanie świata nigdy do prostych nie należy. Czytanie o nim, przynajmniej w tym przypadku, też nie.
Chaosu było bardzo dużo i nierzadko ciężko było mi się rozeznać w wydarzeniach i samych bohaterach. Legendy mieszały się z współczesnymi wydarzeniami, co utrudniało mi odnalezienie się w czasie. Przestrzeń też była niełatwa do pojęcia, kiedy losy czworga bohaterów z poprzedniej części niejako się ze sobą zderzały, a skakanie między miejscami było niemal ciągłe.
Po obu stronach świata znaleźli się jednak ludzie, którzy chcieli uratować świat - zupełnie niezależnie od siebie. Mimo różnych religii i światopoglądów, bez większych problemów stworzyli wspólny plan. Trochę brakowało mi tych niesnasek, tego tarcia, które mogło zepsuć niejedną akcję, tworząc przy tym napięcie. Ead i Tane były tutaj relacją z dużym potencjałem, więc żałuję, że autorka go nie rozwinęła.
Kobiety są w tej części wyraźnie ważniejsze, by potoczyć fabułę do przodu. Fabuła skupia się na ich dokonaniach i przygodach, a mężczyźni stoją z boku i mogą się zazdrośnie przyglądać. Nie przekonało mnie to.
Największym moim zarzutem do tej książki jest jednak finałowa walka i pomysł na jej zakończenie. Wiem, że w obecnym czasie ciężko jest stworzyć całkowicie oryginalną fabułę, nie inspirując się przy okazji niczym, co już powstało. Jednak kluczowy moment walki jest mimo wszystko… kluczowy. Może więc powiem tak: smok, z którym przed wiekami walczyli ludzie. Legendarna broń, która poluzowała jedną z łusek bestii. Tylko ta broń, odnaleziona po wiekach czekania w ukryciu, jest jedyną metodą, by smoka zabić. Oczywiście broń jest przechowywana przez pokolenia. To bardzo interesujące, że ten opis pasuje tak do Smauga z “Hobbita”, jak i do Bezimiennego z “Zakonu…”.
Ratowanie świata nigdy do prostych nie należy. Czytanie o nim, przynajmniej w tym przypadku, też nie.
Chaosu było bardzo dużo i nierzadko ciężko było mi się rozeznać w wydarzeniach i samych bohaterach. Legendy mieszały się z współczesnymi wydarzeniami, co utrudniało mi odnalezienie się w czasie. Przestrzeń też była niełatwa do pojęcia, kiedy losy czworga bohaterów z...
Ostatnio:
2026-01-15
Jak mówi stare ludowe przysłowie: szanuj dożywotnika swego, zawsze możesz dostać Dupkiela.
Pełna ciepła i emocjonalnych zawirowań kontynuacja. Może nie tak humorystyczna, jak “Dożywocie”, jednak z całą pewnością równie wartościowa. Życiową mądrość można znaleźć przy każdej postaci. Że nigdy nie wolno poddać się rozpaczy, a nadzieja jest zawsze, czasem wystarczy tylko znaleźć większą doniczkę, albo ogródek. Albo że cel w życiu można znaleźć przez zupełny przypadek. W dodatku jako następstwo czyjejś głupoty i gorączki (która również niejako wypłynęła z głupoty). A nawet to, że “w bamboszkach nie sposób być niemiłym”.
Tarć między bohaterami nie zabrakło, tak jak nie zabrakło cebuli pokrojonej w równą kostkę na święta. Między zadaniami matematycznymi (czy 66 dni równa się 26 tygodniom?), pieluchami i aniołkami z zezem zagubił się nie tylko Konrad. Na szczęście jednak obok opisanego bardzo realistycznie bólu psychicznego, było też wiele miłości. Tej, która nie wynika z więzów krwi, ale tej, która jest od nich silniejsza i przetrzyma wszelkie gorsze momenty.
Pięknie stworzona opowieść, w której można się zżyć z bohaterami i razem z nimi przeżywać wszelkie emocjonalne rozterki. Można się nimi i ich problemami naprawdę przejąć i wzruszyć do głębi. Tak chociażby jeden z wypadów do Tesco, który miał być zakupem kurteczki i kaloszków, a okazał się polowaniem na frajera. Albo chociażby zniknięcie najmłodszego mieszkańca domu. Łzy, czy to ze śmiechu czy wzruszenia potrafiły się pchać do oczu bez pardonu.
Nawiązanie do innej serii książek Autorki było pięknym ukłonem do czytelników, a poprowadzenie Konrada na jedno z wydarzeń fanów fantastyki tylko dodało smaku. Z każdym takim puszczeniem oka miałam poczucie, że słucham opowieści dobrej znajomej, z którą po prostu dawno się nie widziałam i musimy nadrobić zaległości.
Chciałabym posiedzieć z nią dłużej, pośmiać się i popłakać razem z nią.
Na szczęście jest jeszcze jeden tom.
Jak mówi stare ludowe przysłowie: szanuj dożywotnika swego, zawsze możesz dostać Dupkiela.
Pełna ciepła i emocjonalnych zawirowań kontynuacja. Może nie tak humorystyczna, jak “Dożywocie”, jednak z całą pewnością równie wartościowa. Życiową mądrość można znaleźć przy każdej postaci. Że nigdy nie wolno poddać się rozpaczy, a nadzieja jest zawsze, czasem wystarczy tylko...
Druga część serii o Billu Hodgesie… z bardzo krótkim udziałem Billa Hodgesa.
Wszystko znów zaczyna się od masakry przy City Center, choć tym razem z nieco innej perspektywy. Już samo to mnie zaciekawiło. Autor obrócił tu znane z poprzedniego tomu wydarzenie, wydarzenie zwrotne, żebyśmy patrzyli na nie z perspektywy człowieka, który nie stracił życia, lecz podupadł na zdrowiu.
Ta książka pokazuje, jak ludzie szaleni mogą się od siebie różnić. Brandy Hartsfield jest przecież zupełnie inną osobą, niż Morris Bellamy. Kierują się różnymi pobudkami, myślą inaczej i zachowują się inaczej. Ich szaleństwo ma jednak pewien wspólny mianownik - śmierć. Jest ona nieodłącznym elementem w życiu każdego z nich.
Historia, którą możemy tu znaleźć pokazuje jednak wiele dużo głębszych problemów. Ślepotę na to, co oczywiste, a czego nie chce się dostrzegać, w strachu przed konsekwencjami. Odwagę, by poświęcić więcej, niż się ma, dając szczęście swoim najbliższym. Ciężary, jakie dzieci mogą ukrywać przed rodzicami, choć nigdy nie powinny być do tego zmuszone.
Choć książka jest ciekawą pozycją, nie porwała mnie zanadto. Może dlatego, że w przeciwieństwie do “Pana Mercedesa” nie było tu zjawiskowych pościgów, gry w kotka i myszkę między dobrym a złym bohaterem. Nie zafascynował mnie też obraz Morrisa, choć nie mogę mu odmówić bycia ciekawą postacią. Jednak to jego oblicze, które można było dostrzec pod koniec, w scenie z zapalniczką, było najciekawsze. Czuję niedosyt pod tym względem.
Może nie jest to równie porywająca opowieść jak poprzednia, jednak nie można odmówić kunsztu jej Autorowi - stworzył kolejną ciekawą książkę, która potrafi przyciągnąć do siebie czytelnika.
Druga część serii o Billu Hodgesie… z bardzo krótkim udziałem Billa Hodgesa.
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toWszystko znów zaczyna się od masakry przy City Center, choć tym razem z nieco innej perspektywy. Już samo to mnie zaciekawiło. Autor obrócił tu znane z poprzedniego tomu wydarzenie, wydarzenie zwrotne, żebyśmy patrzyli na nie z perspektywy człowieka, który nie stracił życia, lecz podupadł na...