Opinie użytkownika

Filtruj:
Wybierz
Sortuj:
Wybierz

Na półkach: ,

Będzie bardzo na gorąco i wszystko co napiszę jest oczywiście MOIM zdaniem.
Fabuła jest...jakaś jest na pewno. Nie jestem w stanie wypowiedzieć się na ten temat, gdyż klimat rodem z Kucyków w Krainie Tęczy przesłonił mi wszystko.
Borze tucholski! Puszczo białowieska! Dolino Roztoki! Jakże, ach jakże ten utwór jest głęboki!
Jestem sklejona słodyczą na wieki. Te barkowe ozdobniki, metafory, egzaltowane peany na cześć zjawisk przyrody bledną przy Mickiewiczu. Adaś, sorry nie umiesz w te klocki. To "munementalne dzieło" jest bardziej poetyckie niż sama poezja. Cytacik "czas ciągnął się jak francuskie fondue".
Autorka jest niesamowicie optymistyczną osobą, nawet tragedie polukruje i obsypie brokatem. Wszystko, ale to absolutnie wszystko jest tak cudownie uroczo słodko beztroskie. Nawet jak ktoś dostał w przysłowiową mordę, to przecież nic się w sumie nie stało, gdyż okoliczności tej sytuacji były poetycko słodkie.
Postacie są tak słodziunio na jedno kopytunio (posypane brokacikiem), że po jakimś czasie przestałam je rozróżniać. Naprawdę nie miało to wpływu na fabułę.
W monotonii poezji, ulepku i cukru w cukrze zarejestrowałam fakt, że mężyźni z tamtej epoki byli hmm... niemęscy. To były takie czasy w których faceci najczęściej kończyli szkoły wojskowe, służba wojskowa była obowiązkowa, a arystokraci brali przynajmniej lekcje fechtunku. Tutaj mam do czynienia z pierdołami dającymi się bić po twarzy i mdlejącymi tak przekonywująco jak niejedna panienka z dobrego domu. Z tego miejsca pytam co na to Franciszek Józef?!
Takich niedorzeczności jest tutaj całe mnóstwo. Niedorzeczności, absurdu i zaprzeczaniu samej sobie. Wszystko jest po łebkach. Dla mnie "kreatywność" i "pomysł na książkę" zakończył się w okolicach 150 strony. Później kręciłam się jak na karuzeli. Te same rozdziały pojawiały się co jakiś czas, dla zmylenia przeciwnika odrobinę zmienione. Na okrągło roztrząsane te same kwestie robiły mi efekt "halo". Twarz mi opuchła od ciągłego męskiego płaczu. Tak na marginesie, bardzo nowatorski zabieg, z pewnością ma to związek z równouprawnieniem.
Na koniec zostawiłam sobie panienkę von Altenburg. Kobita zapowiadała się na twardą bestię mogacą zmienić świat, a zamieniła w egzaltowane puste dziewcze odziane w kiecki w szampańskim kolorze. Momentami jest klasycznym rozpieszczonym bachorem. Hardość i buta uleciała niczym puchaty obłoczek, po czem stała się mgiełką rzadką... Klimacik mi się udzielił, wybaczcie.
Szanowna Autorko gwóźdź do trumny przybilaś sobie "tyknięciem" Anny Kareniny i Lwa Tołstoja. Po tym jednym zdaniu stwierdzam, że przeczytałaś streszczenie tej książki (to chyba mocno na wyrost) albo posłużyłaś się cudzą opinią. Anka miała jaja czego nie można powiedzieć o panience von Altenburg. Dziewczę jest jak zdarta płyta, w koło Macieju robi to samo i ma dokładnie te same dylematy co wszystkie panienki z młodzieżówek. Chyba z założenia miało być mądrze i dorośle. W końcu to romans historyczny.
Lektura udręczyła mnie słodyczą i beztroską, wynudziła mnie nieziemsko. Powinny mnie porwać Sufrażystki, tak się jednak nie stało, przeczytałam za dużo na ten temat. Tutaj to zagadnienie jest płytkie jak kałuża po wiosennej mżawce. Autorka ma uroczą przypadłość, kwestie w których nie czuje się pewnie i których nie można okrasić francuskim fondue, kończą się budzeniem na sofie w domu. Marzyłam, żeby ktoś już się nie obudził...
Nie sądziłam, że użyję kiedykolwiek tego określenia, ale moim zdaniem pasuje tu idealnie - książka jest infantylna.

P.s Światem rządzą mężczyźni, kobiety nie mogą głosować, świetnie się mają małżeństwa aranżowane, etykieta, konwenanse, normy społeczne, a laska wychodzi na prywatkę i zostaje u kolegi na noc. Pośmiałabym się, ale jestem znudzona jak mops

Będzie bardzo na gorąco i wszystko co napiszę jest oczywiście MOIM zdaniem.
Fabuła jest...jakaś jest na pewno. Nie jestem w stanie wypowiedzieć się na ten temat, gdyż klimat rodem z Kucyków w Krainie Tęczy przesłonił mi wszystko.
Borze tucholski! Puszczo białowieska! Dolino Roztoki! Jakże, ach jakże ten utwór jest głęboki!
Jestem sklejona słodyczą na wieki. Te barkowe...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach: ,

Koncepcja jest taka sama jak w książce Siedem śmierci Evelyn Hardcastle. Moim zadaniem autorka poradziła sobie z tym bardzo dobrze.
Nie powiem rozbawiła mnie opinia w której to Arcana jest zadufana w sobie, bo nie zapamiętała imienia służacego. Mam nadzieję, że osoba, która to napisała pamięta świetnie imiona osób po trzech latach, które widziała przez chwilę.
Z przykrością muszę obalić ten niesamowity wywód po przeczytaniu 1/4 książki.
Maksimum przyjemności z lektury będą mieli uważni czytelnicy i tacy, którzy nie oczekują płomiennego okraszonego buławami romansu jakich aktualnie są tysiące na rynku wydawniczym. Zero erotyki, zero amanta o klacie jak szafa trzy drzwiowa gdańska z lustrem i dołeczkiem w policzku. Absulotnie nikt nie warczy gardłowo, nikomu nic nie miękknie, albo co gorsza nie twardnieje przy byle okazji.
Jestem w pełni usatysfakcjonowa z czasu jaki spędziłam na lekturze

Koncepcja jest taka sama jak w książce Siedem śmierci Evelyn Hardcastle. Moim zadaniem autorka poradziła sobie z tym bardzo dobrze.
Nie powiem rozbawiła mnie opinia w której to Arcana jest zadufana w sobie, bo nie zapamiętała imienia służacego. Mam nadzieję, że osoba, która to napisała pamięta świetnie imiona osób po trzech latach, które widziała przez chwilę.
Z...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach:

2014 roku została wydana fantastyczna książka, "Miniaturzystka". Wszystko kręciło dookoła domku dla lalek, temat niezbyt "chodliwy", a tu taka przykra niespodzianka. Domek i laleczki wypisz wymaluj jak z Miniaturzystki. Żyją własnym życiem, no kto by to pomyślał, że dwie osoby wpadną dokładnie na ten sam pomysł i to na przestrzeni siedmiu lat. Aż chce się krzyknąć cud!
Kolejna sprawa, Czarny Wygon w wykonaniu Stefana Dardy. Prawie się udało, prawie, bo zabrakło lat świetlnych. A Pan Stefan Darda to klasa sama w sobie. Nawet biedny Mickiewicz nie został oszczędzony.
Czym innym jest inspiracja, a czym innym... Kopia zawsze będzie kopią.
Jestem zniesmaczona.
Na nieszczęście dla wielu autorów istnieją takie potwory jak ja, które nie czytają, a pożerają książki i takie zabiegi "artystyczne" nie umykają ich uwadze.

Na koniec muszę, bo się uduszę. Domki budowane były od XVIII do pierwszej połowy XIX wieku. Największym ośrodkiem była Norymberga. Modne były uwaga w Niemczech, Anglii, Holandii, Francji i we Włoszech. O Polsce nie ma ani słowa.
Tym czasem na polskiej wsi zabitej dechą, gdzie ludzie wszystkiemu się dziwili do tego stopnia, że wyglądali jak karpie wigilijne przez cały rok Jontek o przydomku Łapzawidłyogr robił takie rzeczy. Autorka też nie wiedziała jak to jest możliwe. Może dlatego, że akcja dzieje się w 1936 roku, a Jontek w stodole miał Wehikuł czasu, który ukradł Wellsowi. Przepraszam, pożyczył.
Fikcja literacka, fikcją literacką. Naprawdę wypadałoby wiedzieć o czym się pisze i skąd się wzięło to o czym się pisze. To się chyba research nazywa. Dziwne, że Redaktor przysnął. W ogóle mam wrażenie, że spał przez cały czas. Nic tu się kupy nie trzyma

2014 roku została wydana fantastyczna książka, "Miniaturzystka". Wszystko kręciło dookoła domku dla lalek, temat niezbyt "chodliwy", a tu taka przykra niespodzianka. Domek i laleczki wypisz wymaluj jak z Miniaturzystki. Żyją własnym życiem, no kto by to pomyślał, że dwie osoby wpadną dokładnie na ten sam pomysł i to na przestrzeni siedmiu lat. Aż chce się krzyknąć...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach: ,

Kolejna fantastyczna i szalona przygoda w nietuzinkowym towarzystwie niestety już za mną. Dobre książki czytają się stanowczo za szybko. Miałam pomysł, żeby sobie dozować tę przyjemność. Niestety nie wyszło, wszystkiemu winni są Guśka, Ptysiek i Leonek.
Maryńkę miałam zaszczyt poznać podczas procesu twórczego, a jej powiedzonko w pewnych kręgach stało się już kultowe. Co prawda wyobrażałam ją sobie zupełnie inaczej, moja na tle tej właściwej wypadła blado.

Czekam na dalsze szalone przygody, Polska jest piękna i kryje w sobie moc niespodzianek. Może tym razem nad morze? 😁

Książkę polecam z całego serca przede wszystkim Dużym Dzieciom, fajnie jest odpocząć od dorosłych książek i przez kilka godzin stać całkowicie niepoważnym, uśmiechniętym i dobrze zrelaksowanym dorosłym 😊

Kolejna fantastyczna i szalona przygoda w nietuzinkowym towarzystwie niestety już za mną. Dobre książki czytają się stanowczo za szybko. Miałam pomysł, żeby sobie dozować tę przyjemność. Niestety nie wyszło, wszystkiemu winni są Guśka, Ptysiek i Leonek.
Maryńkę miałam zaszczyt poznać podczas procesu twórczego, a jej powiedzonko w pewnych kręgach stało się już kultowe. Co...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach: ,

Mam tylko jedno "ale" jak zresztą do wielu książek Pani Renaty, nie zwykła zamieszczać informacji o kontynuacjach swoich książek. Z pewnością można przeczytać Jemiołki jako osobną pozycję, jednak zyskuje ona dużo bardziej po przeczytaniu cyklu "Siostry Jutrzenki". Wiele wątków przestanie być enigmatycznych i momentami chaotycznych.
Wielka szkoda, że o takich rzeczach czytelnik dowiaduje się z recenzji lub komentarzy. Nie ma niczego bardziej irytującego, niż czytanie historii od środka lub końca

Mam tylko jedno "ale" jak zresztą do wielu książek Pani Renaty, nie zwykła zamieszczać informacji o kontynuacjach swoich książek. Z pewnością można przeczytać Jemiołki jako osobną pozycję, jednak zyskuje ona dużo bardziej po przeczytaniu cyklu "Siostry Jutrzenki". Wiele wątków przestanie być enigmatycznych i momentami chaotycznych.
Wielka szkoda, że o takich rzeczach...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach: ,

Książka zachwyci każdego, kto lubuje się w drobiazgowych opisach. Należę do takich osób. Bardzo cenię autorów, którzy dzięki nim potrafią stworzyć jedyny w swoim rodzaju klimat. Byłam oczarowana tymi drobiazgami od pierwszej strony. Widać, że autorka bardzo dobrze przygotowała się do tematu. Dlaczego tylko 8 gwiazdek? Liczyłam na pozostanie w takim błogostanie do ostatniej strony gdzie w końcu zagadka zostanie rozwiązana, a ja powiem sobie "to już koniec?!". Zagadka rozwiązuje się na samym początku, później zostaje tylko cieszenie oczu misternymi, bardzo przemyślanymi zdaniami. Myślę, że dla wielbicieli kryminałów będzie to wielkie rozczarowanie. I fakt, stwierdzenie, że książka jest "nudna" nie będzie przesadzone.
Podsumowując - literacko jest to petarda. Fabularnie, dużo zabrakło do ideału.

Książka zachwyci każdego, kto lubuje się w drobiazgowych opisach. Należę do takich osób. Bardzo cenię autorów, którzy dzięki nim potrafią stworzyć jedyny w swoim rodzaju klimat. Byłam oczarowana tymi drobiazgami od pierwszej strony. Widać, że autorka bardzo dobrze przygotowała się do tematu. Dlaczego tylko 8 gwiazdek? Liczyłam na pozostanie w takim błogostanie do ostatniej...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach:

Książka rzeczywiście jest fenomenem. Wydana bez redaktora, korekty i całej otoczki, która temu procesowi towarzyszy. To po pierwsze. Po drugie w magiczny sposób czytający nie zwracają uwagi na dramatyczne pogwałcenie zasad pisowni języka polskiego. Pierwszoosobowa narracja nie wystarcza. Autorka stosuje bardzo nowatorski zabieg w postaci "ja leżałam", "ja wstałam". W związku z tym "ja się bardziej" przyłożyłam do czytania i odkryłam, że brakuje autorce słów. Miska "robiła za" umywalkę. Wiele rzeczy "robiło" za coś. Mózg podsunął mi taki uroczy obrazek na którym było napisane "książek się nie czyta, to i słownictwo ubogie". Wszystko pewnie się wzięło z "czyta się szybko", na tyle szybko, że nie zwraca się na takie pierdoły uwagi. A jak temu garażu, oczko wypadło jak temu misiu, to myślałam, że szlag mnie na miejscu trafi. Styl jest daleki od literackiego. Od ilości przecinków krwawią oczy.
Fabuła jakaś jest. Jest bo być musi, bo przecież książki fabułę mają. Dla mnie to zlepek informacji o miejscach, bohaterach, czynnościach i emocjach. Ilość powtórzonych zdań jest imponująca. Wszystko jest tak "przeluksusowane", że przy tym brokat wypada blado. Nawet brylanty tracą swój blask. Jedynie jakiś "megaultrahardcorowy" specyfik do włosów błyszczy na głowie jednego z bohaterów, nieustająco, dwadzieścia cztery godziny na dobę, trzysta sześćdziesiąt pięć dni w roku.
Główna bohaterka... Złożona jest z łez. W sumie nie ma się czemu dziwić. Przebyta trauma z pewnością zrobiła swoje. To też w sumie wyjaśniałoby niestabilność emocjonalną. A to z kolei jest podłożem do stworzenia bardzo złożonej postaci. Takie wręcz studium psychologiczne powinno się pojawić. Marzenia ściętej głowy. Zamiast tego jest rzekomo inteligenta oczytana nastolatka, która zachowuje się jak trzylatek przechodzący swój słynny bunt. Infantylność postaci przyprawia o zawrót głowy. Anglia to nie Pcim Dolny. Nie sądzę, żeby nie było tam tego wszystkiego czemu się bohaterka dziwi. Odniosłam wrażenie, że dziewczyna była wychowana w jakieś bańce bez prądu i bieżącej wody. Pewnie dlatego w tym przeluksusowanym świecie nie chodziła do toalety tylko za potrzebą. Autorka nie pokusiła się o jakikolwiek research dotyczący miejsc o których pisze. Czy to się komuś podoba czy nie, diabeł tkwi w szczegółach. A ja na takie szczegóły zwracam uwagę czytając książki. Uwielbiam szczegóły.
Problemy współczesnego nastolatka również zostały poruszone. Sztandarowe. To mnie nawet zaciekawiło. Najbardziej papieros. Dlaczego? Poświęcono mu całe sześćdziesiąt dwie strony! Tak! Policzyłam. Z radości "ja się wzięłam i się ja popłakałam", że dotrwałam do końca. Dalsze problemy odfajkowano. Dowiedziałam się za to, że jest cudowna metoda na wszystkie bolączki tego świata - brylantyna i sygnet. Serio, działa na wszystko. Nie ma takiego tematu z którym te dwa artefakty bitewne by sobie nie poradziły. Przypuszczam, że na hemoroidy też. Brak podstawowej wiedzy na poruszone zagadnienie i dawanie przekazu odbiorcy, że to taka pierdoła nad którą można zapanować bez problemu jest żenujące. Zaleciało mocno "mondrościami" pisanymi przez słynną Kasię Michalak.
Bracia. Są fajni. Pięciu na dodatek. Tyle zmarnowanego dobra! To jest taki potencjał, że można by o każdym spokojnie napisać więcej niż o papierosie. Niestety wersja jest mocno okrojona z przyczyny dla mnie niezrozumiałej.
Podsumowując, fajny ten produkt imitujący książkę, taki nieliteracki zupełnie.
Wielka szkoda, naprawdę. Pokładałam wielkie nadzieje w tej książce. Widziałam autorkę na targach w Katowicach. Uznałam, że ktoś tak bezapelacyjnie uroczy zaserwuje mi kawał dobrej literatury. Najwyraźniej nie wszystko złoto co się świeci.
Nie kupuję mody na naturszczyków piszących książki. Mimo wszystko chciałabym wydać pieniądze na kogoś, kto wie co to jest zdanie złożone pod i nadrzędnie. Siekanie tekstu przecinkami jak tasakiem szczypiorek niekoniecznie jest dobrym pomysłem. Chciałbym, żeby autor chociaż w minimalnym stopniu sięgnął do literatury fachowej zanim uderzy w cienkie struny i sam opracuje sposób niezawodnej terapii.
Według mnie dobra książka to taka, której autor potrafi układać litery w słowa, słowa w zdania, które zostaną ze mną na zawsze. Pomysł może być nijaki, ale ubrany w misterny ornament słów, może stać się czymś wielkim. Najlepszym dowodem na to jest "Szczygieł" Donny Tarrt. Każdy przecinek i kropka są przemyślane do tego stopnia, że autorka dostała za niego Pulitzera.
Dla mnie nie wszystko jedno co się czyta, byleby się czytało. Technicznie źle napisana książka boli całe życie. Ze źle napisanej książki czerpiemy złe nawyki językowe.
Gwiazdki nie zaznaczam. Trzymam kciuki, żeby produkt "nie robił" za książkę przy drugiej części, tylko nią był.

Książka rzeczywiście jest fenomenem. Wydana bez redaktora, korekty i całej otoczki, która temu procesowi towarzyszy. To po pierwsze. Po drugie w magiczny sposób czytający nie zwracają uwagi na dramatyczne pogwałcenie zasad pisowni języka polskiego. Pierwszoosobowa narracja nie wystarcza. Autorka stosuje bardzo nowatorski zabieg w postaci "ja leżałam", "ja wstałam". W...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach: ,

Nie ma co się rozpisywać, uczta dla duszy.

Nie ma co się rozpisywać, uczta dla duszy.

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach:

Self publishing to zło. Każdy może, nie każdy powinien.
Jeśli obietnica słowiańskiego klimatu zostaje spełniona pod postacią kupy kamieni, patyczków i kilku imion Bogów to dla mnie stanowczo za mało. Rozumiem, że mistycyzmu i wielkiego wow miały dodać imiona dzieci. Mickiewicz w połączeniu z rozpaloną norką to po prostu profanacja.
Perfekcyjna rodzina, perfekcyjna pani domu infantylnie perfekcyjnie (w odczuciu autora) poddaje się czynnościom seksualnym, które nie wnoszą kompletnie nic. Są bo erotyka i słowiański klimat świetnie się dzisiaj sprzedają.
Podsumowując, wszędobylski chaos, powtarzalność tekstu na zasadzie kopiuj - wklej w celu zwiększenia objętości książki, te same dialogi i wspomniany już infantylizm budzą we mnie niesmak.
Punkt za okładkę, punkt za opis i również za to, że ani jedno drzewo nie ucierpiało przyjmując na siebie to "arcydzieło literatury słowiańsko - erotycznej"

Self publishing to zło. Każdy może, nie każdy powinien.
Jeśli obietnica słowiańskiego klimatu zostaje spełniona pod postacią kupy kamieni, patyczków i kilku imion Bogów to dla mnie stanowczo za mało. Rozumiem, że mistycyzmu i wielkiego wow miały dodać imiona dzieci. Mickiewicz w połączeniu z rozpaloną norką to po prostu profanacja.
Perfekcyjna rodzina, perfekcyjna pani...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to