-
Artykuły
Wielkanocna chwila odpoczynku z literaturą – okazje na ebooki do -95% i ranking top tytułów
LubimyCzytać1 -
Artykuły
Nie żyje Wiesław Myśliwski. Autor „Kamienia na kamieniu” i „Traktatu o łuskaniu fasoli” miał 94 lata
LubimyCzytać38 -
Artykuły
Zaczęłam od tajemnicy. Reszta przyszła sama - rozmowa z Małgorzatą Rogalą
LubimyCzytać2 -
Artykuły
Czytamy w weekend. 27 marca 2026
LubimyCzytać442
Biblioteczka
2025-11-16
2025-10-18
„Strażniczka Feniksa” to młodzieżowa książka dla dosłownie każdego miłośnika zwierząt… i magii!
Opowieść skradła moje serce już od pierwszych stron – cudowna, płynna narracja, idealnie poprowadzone dialogi i niesamowicie magiczna historia sprawiają, że trudno się od niej oderwać.
Akcja przenosi nas do zoo w San Tamculo, gdzie główna bohaterka, Ailes, pracuje jako opiekunka ptaka. Ale nie byle jakiego – mowa o feniksie silimalskim, jednym z ostatnich przedstawicieli zagrożonego gatunku. Oprócz niego pod jej opieką znajdują się jeszcze dwa niezwykłe stworzenia, o których istnieniu czytelnik dowie się w trakcie lektury.
Nie nudziłam się ani przez chwilę. Każda strona wciąga coraz bardziej, a gdy zostało mi tylko trzydzieści stron do końca – o Jezus, co to się działo! Mój tryb czytania przyspieszył dosłownie dziesięciokrotnie.
Ailes to dziewczyna nieśmiała, wycofana, mająca trudności w kontaktach z ludźmi. Jej jedyną przyjaciółką jest Tanya, a wsparciem – kochający rodzice, którzy, mimo że nie do końca rozumieją pasję córki, zawsze stoją po jej stronie. Oczywiście nie brakuje też wątku miłosnego, a jeden z plot twistów w tej historii całkowicie mnie zaskoczył – nigdy bym się go nie domyśliła!
To książka pełna ciepła, emocji, miłości i – co ważne – wiedzy o opiece nad zwierzętami. Dzięki temu, że akcja rozgrywa się w zoo, możemy z bliska przyjrzeć się światu opiekunów dzikich stworzeń i zrozumieć, jak ważna jest ochrona zagrożonych gatunków.
Bawiłam się naprawdę świetnie podczas lektury. To powieść przyjemna, rodzinna, idealna dla czytelników w każdym wieku.
Sama jestem zaskoczona, jak bardzo wciągnął mnie ten magiczny, ciepły świat. 🤭
„Strażniczka Feniksa” to młodzieżowa książka dla dosłownie każdego miłośnika zwierząt… i magii!
Opowieść skradła moje serce już od pierwszych stron – cudowna, płynna narracja, idealnie poprowadzone dialogi i niesamowicie magiczna historia sprawiają, że trudno się od niej oderwać.
Akcja przenosi nas do zoo w San Tamculo, gdzie główna bohaterka, Ailes, pracuje jako opiekunka...
Boże, jakie to było dobre! - to pierwsze słowa, jakie przyszły mi do głowy po przewróceniu ostatniej strony. Sięgając po Zocharett nie miałam żadnych oczekiwań; ot, książka na spokojny, listopadowy wieczór.
Ale zacznijmy od początku.
Historia jest opowiadana z perspektywy chłopaka - Bena, który od początku budzi w czytelniku ogrom współczucia. Jego codzienność to pasmo przemocy i obojętności. W szkole pada ofiarą znęcania się, które pozostaje dla nauczycieli niewidzialne. W domu również nie znajduje azylu: rodzice są agresywni, raniący, a jedyne, co otrzymuje od nich regularnie, to ból i upokorzenie. Do tego dochodzą poważne problemy skórne, które stają się kolejnym powodem do wyśmiewania ze strony rówieśników.
Pojawienie się Genevieve wydaje się na pierwszy rzut oka klasycznym zabiegiem fabularnym: piękna, magnetyczna nowa uczennica, której nagle podoba się „ten niezauważany”. I pewnie tak jak ja pomyślicie, że zmierzamy ku typowemu romansowi, gdzie ta piękna nieznajoma uzdrawia naszego biednego bohatera.
Nic bardziej mylnego!
Genevieve zaczyna odgrywać w historii rolę, której zupełnie się nie spodziewamy, a kiedy nagle znika — wszystko wywraca się do góry nogami. Ben, nie mogąc pogodzić się z jej odejściem, rusza jej śladem. I od tego momentu książki już nie czytamy - POŻERAMY. Autorka prowadzi nas przez fabułę szybko, konkretnie, bez zbędnych dłużyzn, a jednocześnie z ogromną dbałością o psychologiczny realizm postaci. Relacje, reakcje, emocje - wszystko jest tu skrojone z niezwykłą precyzją.
Napięcie nie znika ani na chwilę. Jest obecne dosłownie do ostatniej strony, bo dopiero tam dowiadujemy się, co naprawdę stało się z Genevieve.
Genevieve nie mówiła wszystkiego to 400 stron historii, która zostaje u mnie zdecydowanie na stałe, jako duma mojej biblioteczki. Szczerze to nie spodziewałam się, że ta powieść mnie aż tak porwie.
Polecam absolutnie wszystkim.
To książka o życiu, bólu, nadziei i poszukiwaniu prawdy. Trzeba tylko — tak jak bohater — szukać dokładnie. ❤️
Boże, jakie to było dobre! - to pierwsze słowa, jakie przyszły mi do głowy po przewróceniu ostatniej strony. Sięgając po Zocharett nie miałam żadnych oczekiwań; ot, książka na spokojny, listopadowy wieczór.
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toAle zacznijmy od początku.
Historia jest opowiadana z perspektywy chłopaka - Bena, który od początku budzi w czytelniku ogrom współczucia. Jego codzienność to pasmo...