Boże, jakie to było dobre! - to pierwsze słowa, jakie przyszły mi do głowy po przewróceniu ostatniej strony. Sięgając po Zocharett nie miałam żadnych oczekiwań; ot, książka na spokojny, listopadowy wieczór.
Ale zacznijmy od początku.
Historia jest opowiadana z perspektywy chłopaka - Bena, który od początku budzi w czytelniku ogrom współczucia. Jego codzienność to pasmo przemocy i obojętności. W szkole pada ofiarą znęcania się, które pozostaje dla nauczycieli niewidzialne. W domu również nie znajduje azylu: rodzice są agresywni, raniący, a jedyne, co otrzymuje od nich regularnie, to ból i upokorzenie. Do tego dochodzą poważne problemy skórne, które stają się kolejnym powodem do wyśmiewania ze strony rówieśników.
Pojawienie się Genevieve wydaje się na pierwszy rzut oka klasycznym zabiegiem fabularnym: piękna, magnetyczna nowa uczennica, której nagle podoba się „ten niezauważany”. I pewnie tak jak ja pomyślicie, że zmierzamy ku typowemu romansowi, gdzie ta piękna nieznajoma uzdrawia naszego biednego bohatera.
Nic bardziej mylnego!
Genevieve zaczyna odgrywać w historii rolę, której zupełnie się nie spodziewamy, a kiedy nagle znika — wszystko wywraca się do góry nogami. Ben, nie mogąc pogodzić się z jej odejściem, rusza jej śladem. I od tego momentu książki już nie czytamy - POŻERAMY. Autorka prowadzi nas przez fabułę szybko, konkretnie, bez zbędnych dłużyzn, a jednocześnie z ogromną dbałością o psychologiczny realizm postaci. Relacje, reakcje, emocje - wszystko jest tu skrojone z niezwykłą precyzją.
Napięcie nie znika ani na chwilę. Jest obecne dosłownie do ostatniej strony, bo dopiero tam dowiadujemy się, co naprawdę stało się z Genevieve.
Genevieve nie mówiła wszystkiego to 400 stron historii, która zostaje u mnie zdecydowanie na stałe, jako duma mojej biblioteczki. Szczerze to nie spodziewałam się, że ta powieść mnie aż tak porwie.
Polecam absolutnie wszystkim.
To książka o życiu, bólu, nadziei i poszukiwaniu prawdy. Trzeba tylko — tak jak bohater — szukać dokładnie. ❤️
Boże, jakie to było dobre! - to pierwsze słowa, jakie przyszły mi do głowy po przewróceniu ostatniej strony. Sięgając po Zocharett nie miałam żadnych oczekiwań; ot, książka na spokojny, listopadowy wieczór.
Ale zacznijmy od początku.
Historia jest opowiadana z perspektywy chłopaka - Bena, który od początku budzi w czytelniku ogrom współczucia. Jego codzienność to pasmo...
Boże, jakie to było dobre! - to pierwsze słowa, jakie przyszły mi do głowy po przewróceniu ostatniej strony. Sięgając po Zocharett nie miałam żadnych oczekiwań; ot, książka na spokojny, listopadowy wieczór.
Ale zacznijmy od początku.
Historia jest opowiadana z perspektywy chłopaka - Bena, który od początku budzi w czytelniku ogrom współczucia. Jego codzienność to pasmo przemocy i obojętności. W szkole pada ofiarą znęcania się, które pozostaje dla nauczycieli niewidzialne. W domu również nie znajduje azylu: rodzice są agresywni, raniący, a jedyne, co otrzymuje od nich regularnie, to ból i upokorzenie. Do tego dochodzą poważne problemy skórne, które stają się kolejnym powodem do wyśmiewania ze strony rówieśników.
Pojawienie się Genevieve wydaje się na pierwszy rzut oka klasycznym zabiegiem fabularnym: piękna, magnetyczna nowa uczennica, której nagle podoba się „ten niezauważany”. I pewnie tak jak ja pomyślicie, że zmierzamy ku typowemu romansowi, gdzie ta piękna nieznajoma uzdrawia naszego biednego bohatera.
Nic bardziej mylnego!
Genevieve zaczyna odgrywać w historii rolę, której zupełnie się nie spodziewamy, a kiedy nagle znika — wszystko wywraca się do góry nogami. Ben, nie mogąc pogodzić się z jej odejściem, rusza jej śladem. I od tego momentu książki już nie czytamy - POŻERAMY. Autorka prowadzi nas przez fabułę szybko, konkretnie, bez zbędnych dłużyzn, a jednocześnie z ogromną dbałością o psychologiczny realizm postaci. Relacje, reakcje, emocje - wszystko jest tu skrojone z niezwykłą precyzją.
Napięcie nie znika ani na chwilę. Jest obecne dosłownie do ostatniej strony, bo dopiero tam dowiadujemy się, co naprawdę stało się z Genevieve.
Genevieve nie mówiła wszystkiego to 400 stron historii, która zostaje u mnie zdecydowanie na stałe, jako duma mojej biblioteczki. Szczerze to nie spodziewałam się, że ta powieść mnie aż tak porwie.
Polecam absolutnie wszystkim.
To książka o życiu, bólu, nadziei i poszukiwaniu prawdy. Trzeba tylko — tak jak bohater — szukać dokładnie. ❤️
Boże, jakie to było dobre! - to pierwsze słowa, jakie przyszły mi do głowy po przewróceniu ostatniej strony. Sięgając po Zocharett nie miałam żadnych oczekiwań; ot, książka na spokojny, listopadowy wieczór.
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toAle zacznijmy od początku.
Historia jest opowiadana z perspektywy chłopaka - Bena, który od początku budzi w czytelniku ogrom współczucia. Jego codzienność to pasmo...