-
Artykuły
„Kawa z Mistrzem Zbrodni” – wygraj spotkanie z Wojciechem Chmielarzem z okazji Światowego Dnia Książki
LubimyCzytać7 -
Artykuły
"Przejścia. Którędy do miłości" Natalii de Barbaro. Mamy dla Was 40 egzemplarzy książki!
LubimyCzytać2 -
Artykuły
Czytamy w weekend. 10 kwietnia 2026
LubimyCzytać445 -
Artykuły
Nadciąga Gwiazdozbiór Kryminalny!
LubimyCzytać8
Biblioteczka
O sekcie Niebo dowiedziałam się po raz pierwszy właśnie z tej książki, aż dziwne, że nie słyszałam o tej historii nigdy wcześniej. Dlaczego tak mało się o tym mówi? Mam nadzieję, że książka ta dotrze do jak największej liczby ludzi, szczególnie powinni zagłębić się w tę historię rodzice, by móc wcześniej zareagować, by umieć rozróżnić zwykłą organizację od sekty.
Autor książki Sebastian opisuje nam pięć lat życia, które stracił w sekcie Niebo. Opowiada o sielankowych początkach, gdzie wszystko wydawało się takie piękne, o obietnicach guru, jego „leczniczych mocach”. Bogdan zabrał mu ból, coś, czego nikt inny nie mógł uczynić, nawet żaden lekarz, to było głównym zapalnikiem do tego, by Sebastian dołączył do sekty na stałe, chęć normalnego życia, chęć zakończenia swojego fizycznego cierpienia. Niestety skończyło się na manipulacji, psychicznym wycieńczeniu, a nawet jak stwierdził autor, opętaniu.
Jak człowiek, który nie skończył nawet szkoły średniej omotał tak wielkie grono, sprawił, by tylu ludzi uwierzyło w jego absurdalne zasady. Potrafił nadać swoim wyznawcom takie dziwaczne imiona jak Audi czy Śrubokręt i nikt nie widział w tym nic nienormalnego, nikt się nie sprzeciwiał. Cała grupa kradła, ponieważ wmówił im, że to nie kradzież, robią to dla Boga, są ponad innymi ludźmi, biorą to, co ich, te okropne czyny sprawiły, że wielu trafiło do więzienia, były również osoby, które poprzez jego absurdalne nauki ginęły, nieleczone choroby lub samobójstwa, zdarzyło się również parę wypadków.
Dalej autor opisuje nam proces wychodzenia z samej sekty, ile razy próbował odejść, ile razy wrócił. Po opuszczeniu organizacji na zawsze, potrzebował nawet pomocy egzorcysty, by wrócić do normalnego życia, ponieważ „widzenia” niszczyły mu życie. Mimo iż uwolnił się od sekty, to co tam nabył, zostało z nim nawet po odejściu, sekta zostawiła w nim trwały ślad.
Opowieść bardzo trudna, lecz mocno wciągająca i wartościowa, autor szczerze do bólu opisuje swoje odczucia, nie wstydzi się tego, co robił pod wpływem manipulacji Bogdana, nie boi się opowiadać najgorszych szczegółów, mówi również o dobrych chwilach, o emocjach, które towarzyszyły mu w tych różnych sytuacjach i które towarzyszą mu dalej, gdy wraca wspomnieniami, o swoich poglądach, myślach i przeczuciach. Podoba mi się szczerość autora, dzięki temu nie dostajemy jedynie suchych faktów, a historię pełną emocji, podziwiam za odwagę. Sebastian sprawił, że po skończeniu książki chciałam wiedzieć więcej, zaczęłam przeglądać internet w poszukiwaniu informacji, artykułów, podkastów o sekcie Niebo. Niech ta książka idzie w świat, niech jak najwięcej ludzi dowie się o tych okropnych wydarzeniach. Bądźmy świadomi na zagrożenia ukryte pod piękną maską.
O sekcie Niebo dowiedziałam się po raz pierwszy właśnie z tej książki, aż dziwne, że nie słyszałam o tej historii nigdy wcześniej. Dlaczego tak mało się o tym mówi? Mam nadzieję, że książka ta dotrze do jak największej liczby ludzi, szczególnie powinni zagłębić się w tę historię rodzice, by móc wcześniej zareagować, by umieć rozróżnić zwykłą organizację od sekty.
Autor...
Książka była dla mnie bardzo ciekawa, mimo iż z początku czytanie szło mi mozolnie, nie mogłam się wciągnąć w fabułę, chyba trochę znudziły mnie te przygotowania do podróży, lecz, jeśli ktoś miał takie same odczucia jak ja to nie zniechęcajcie się zbyt wcześnie, ponieważ, kiedy wyprawa w końcu się zaczęła przepadłam w tej historii, nie mogłam się odciągnąć, czułam się jak jedna z bohaterek, przeżywałam tą podróż razem z nimi. Fascynujące jest to, że sam autor również jest podróżnikiem, w związku z tym dostajemy masę ciekawych i rzetelnych informacji, jeśli kogoś interesuje jak przebiegają przygotowania do takiej wyprawy, jak może wyglądać sama podróż, to jest, to idealna książka. Autor rozpisał dokładny plan treningowy, dietę, opisał, co może dziać się z naszym ciałem, jak i psychiką podczas takiej przygody, mamy pokazane szczegółowo wszelkie trudy. Dodatkowo jest tu dużo wątków, w których omawia się kulturę Japonii, a to wszystko opisuje nam naszych dwóch głównych, wykształconych, inteligentnych i ciekawych bohaterów. I tak jak książka przez połowę wydawała się zwykłą powieścią podróżniczą, w której bohaterowie szykują się na biegun, tak pod koniec dostajemy mocną dawkę abstrakcyjnych sytuacji. Wyprawa ta okazuje się bardziej niebezpieczna i nieprzewidywalna niż myśleli, bohaterowie muszą skonfrontować się we własnymi demonami, halucynacjami tak mocnymi, że można było zwariować, dziennik prowadzony przez jednego z bohaterów dodaje realizmu, czułam się jakbym czytała prawdziwą historię, a nie zmyśloną powieść, do tego postacie zostały naprawdę świetnie napisane, każdy miał swój niepowtarzalny charakter, dialogi płynnie i realistycznie poprowadzone, uczucia świetnie przelane na kartki. Historia ta pokazuje nam, do czego potrafią doprowadzić człowieka trudne warunki, jak bardzo można upodlić się by przeżyć. Do tego mroczne tajemnice skrywane przez klientów, chęć zdobycia celu ponad wszystko, czy nasi bohaterowie wyjdą z tego cało? Tego zdradzać już nie będę, zachęcam do przeczytania i przekonania się samemu.
Książka była dla mnie bardzo ciekawa, mimo iż z początku czytanie szło mi mozolnie, nie mogłam się wciągnąć w fabułę, chyba trochę znudziły mnie te przygotowania do podróży, lecz, jeśli ktoś miał takie same odczucia jak ja to nie zniechęcajcie się zbyt wcześnie, ponieważ, kiedy wyprawa w końcu się zaczęła przepadłam w tej historii, nie mogłam się odciągnąć, czułam się jak...
więcej mniej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to
Autobiografia, która poruszyła moje serce. Batycka, silna kobieta, która mimo wielu porażek, dramatów i nieszczęść dalej potrafiła chodzić uśmiechnięta, zarażając swoim optymizmem innych. I tak jak wcześniej nie znałam firmy oraz rodziny Batyckich tak po przeczytaniu tej książki pani Bożena stała się dla mnie inspiracją, tyle przeszła i nigdy się nie poddała.
Życie Batyckiej jest takim, o którym marzy większość ludzi, sława, własna marka, pieniądze, znajomości. Niestety nikt nigdy nie zastanawia się nad tym, co tak naprawdę dzieje się w prywatnym życiu znanych nam osób. Biografia Batyckiej to nie tylko suche fakty, ale również szereg emocji, które towarzyszą podczas czytania.
Tę markę na pewno zna wielu ludzi leczy pewnie niewielu jeszcze wie, że firma już od dawna nie jest w rękach Batyckiej, a to ona własnymi rękoma stworzyła tę markę, zrobiła wiele projektów, wyróżniających się minimalizmem, własną estetyką i wygodą, to ona sprawiła, iż marka stała się rozpoznawalna na całym świecie i wiele lat tych wysiłków zostało w okrutny sposób skradzione.
Biografia opowiada o latach dorastania, o małżeństwie i problemach z nim związanych, o synach, którzy pogubili się w tym świecie jest tam przedstawione jej całe życie i prowadzi nas do sedna tego, w jaki sposób marka Batyckiej została skradziona przez zaufane jej osoby, przez ludzi, z którymi współpracowała tyle lat, traktowała jak przyjaciół, którym się zwierzała, którzy zdobyli jej zaufanie poprzez litość, ponieważ Batycka okazała się zbyt dobrym człowiekiem. Każdy powinien sięgnąć po tę książkę, ponieważ biografia ta może otworzyć oczy niejednej osobie, która ufa za mocno, książka pokazuje nam, że trzeba zawsze być na baczności i ufać w stu procentach jedynie samemu sobie.
Czuje ogromny smutek po skończeniu tej biografii i wielką niesprawiedliwość. Nie tak powinno się to zakończyć. Mam nadzieję, że pani Bożena dosięgnie sprawiedliwości, wierzę w to, iż książka da ogromny rozgłos całej tej sprawie. Dlatego warto ją czytać i opowiadać dalej.
Autobiografia, która poruszyła moje serce. Batycka, silna kobieta, która mimo wielu porażek, dramatów i nieszczęść dalej potrafiła chodzić uśmiechnięta, zarażając swoim optymizmem innych. I tak jak wcześniej nie znałam firmy oraz rodziny Batyckich tak po przeczytaniu tej książki pani Bożena stała się dla mnie inspiracją, tyle przeszła i nigdy się nie poddała.
Życie...
Ile nocy zarwałam przez tę książkę, tak bardzo nie mogłam się odciągnąć. Piękny dom, nieskazitelna rodzina, życie niczym z bajki, jak idealny domek dla lalek, lecz prawda jest zupełnie inna, bo za cudnym obrazkiem kryje się niestety wiele mrocznych tajemnic, nie ma ludzi całkowicie dobrych, każdy posiada swoją mroczną stronę…
Od samego początku myślałam, że fabuła iść będzie bardziej w stronę czegoś paranormalnego, lecz szybko przekonałam się, że jedynymi potworami w tej powieści są ludzie. Powieść psychologiczna, która skupia się w głównej mierze na manipulacji, pokazuje nam, że nie zawsze ta spokojna, opanowana, mądra i dobra osoba jest tym, za kogo się podaje. Niestety wielu ludzi żyje z takimi toksycznymi osobami na co dzień. Uważam, że ten temat świetnie został tu ukazany i wyczerpany, do tego został poruszony również problem alkoholowy, takie wątki zawsze działają na mnie emocjonalnie tym bardziej, jeśli są dobrze opisane tak jak tutaj.
Narracja powieści jest opowiadana z perspektywy kilku postaci, coś, co całym sercem uwielbiam. Pełno zwrotów akcji, trzymanie czytelnika w napięciu. Czytając to czułam tą ciężką i duszną atmosferę panującą u naszych bohaterów. Nie wiadomo komu można zaufać i tak jak na początku byłam nastawiona sceptycznie co do niektórych, a innych uwielbiałam i darzyłam zaufaniem, tak pod koniec moje zdanie co do tych ludzi diametralnie się zmieniło, to tylko pokazuje jak łatwo można poddać się manipulacji, gdy widzimy troskliwego, wykształconego człowieka. Przez całą historię moje podejrzenia co do uprzykrzania życia Dani padły na wiele osób, zaczęłam wierzyć również w to, że ona jednak naprawdę zwariowała lub jest za to odpowiedzialny jakiś byt, lecz nigdy przez myśl nie przeszła mi ta niewinna słodka postać, przez co koniec totalnie mnie zszokował. Gdy skończyłam czytać zaczęłam wracać myślami do poprzednich rozdziałów i analizować zachowania bohaterów, ponieważ to czego się dowiedziałam na koniec było totalnym szokiem i przez całą książkę trudno było wyłapać w tych zwykłych sytuacjach, że coś tam jednak było nie tak, dopiero po zakończeniu dotarło do mnie jak na wiele niepokojących sytuacji nie zwróciłam uwagi lub miałam na nie zupełnie inne wytłumaczenie. Ta książka dosłownie nami manipuluje, wciąga nas w wir i nie da się jej tak po prostu odłożyć, ponieważ myśli dalej krążą wokół fabuły i tego, co wydarzy się dalej. To sprawiło, że czytałam, gdzie tylko się da, nawet gdy miałam tylko kilka minut przerwy, to poświęcałam ją na tę lekturę. Całą opowieść na pewno podsycił wątek z tą historią o nawiedzonym domu i duchu matki, dodało to, co nieco grozy, przy niektórych sytuacjach z tym związanym czułam taki sam strach, jak bohaterowie doświadczający tych dziwnych sytuacji. Postacie były świetnie wykreowane, jak wyciągnięte żywcem z naszego świata, najbardziej tajemniczą i intrygującą osobą od samego początku była dla mnie niania, była dziwna i trochę mnie niepokoiła czasem nawet, aż za bardzo, przez całą fabułę zżerała mnie ciekawość, w jakim celu się tam pojawiła, na taką odpowiedź jaką dostaliśmy nie byłam jednak gotowa... Książkę skończyłam czytać kilka dni temu, a czuje się jakbym dalej żyła tą historią i martwię się, że przez jakiś czas nie uda mi się wciągnąć tak mocno w żadną inną powieść.
Ile nocy zarwałam przez tę książkę, tak bardzo nie mogłam się odciągnąć. Piękny dom, nieskazitelna rodzina, życie niczym z bajki, jak idealny domek dla lalek, lecz prawda jest zupełnie inna, bo za cudnym obrazkiem kryje się niestety wiele mrocznych tajemnic, nie ma ludzi całkowicie dobrych, każdy posiada swoją mroczną stronę…
Od samego początku myślałam, że fabuła iść...
To moja druga przeczytana książka tej autorki i na pewno nie ostatnia, ponieważ jestem zachwycona stylem Liz Moore. Potrafi wyczerpać historię do takiego stopnia, że nie czuję niedosytu. Uwielbiam, gdy książka zawiera tyle szczegółów w sobie, wtedy czuję jak bym była w tym świecie, razem z bohaterami.
Książka opowiada nam o dwóch powiązanych ze sobą sprawach, najpierw ginie Misio syn Van Laarów, właścicieli obozu, najbardziej wpływowej rodziny w regionie. Po czternastu latach od tego wydarzenia zaginioną staje się również Barbara, jego starsza siostra.
Historia ta jest pełna bólu, smutku, ogromnych tajemnic, trudnych decyzji. Bohaterowie świetnie napisani, można było zżyć się z każdym, znaleźć osobę, z którą będzie się dzielić ból, z którą będziemy na równi wszystko przeżywać. Alice była taką moją postacią, jedną z tych bohaterek, której współczułam mocno, a jednocześnie za nią nie przepadałam, od samego początku jej życie było okropne, nikt się z nią nie liczył, była traktowana jak ozdoba a nie żywy człowiek, czytało mi się to wszystko z ogromnym smutkiem, bolał mnie jej ból, a ta bezsilność mnie frustrowała, ale nie potrafiłam zaakceptować tego, jak była traktowana przez nią Barbara, dziewczynka która potrzebowała matczynej miłości, została odrzucona i tym samym Alice odrzucała mnie również do siebie. Wiem, że Alice przeszła przez wiele i jako osoba w depresji po stracie dziecka, mogła się tak nieświadomie zachowywać, mechanizm ten został świetnie pokazany w książce i jest niestety częsty w prawdziwym świecie, ale polubiłam też Barbarę i przez to jak cierpiała nie potrafiłam polubić jej matki, a jedynie mogłam współczuć. I to jest właśnie super w tej książce, że przez takie wątki dostajemy miejsce na własne rozmyślania, co zrobili byśmy na ich miejscu, możemy się złościć, smucić, cieszyć wraz z bohaterami, nie jest to tylko kryminał, w którym jako jedyne śledzimy sprawę krok po kroku i z niecierpliwością czekamy na finał jakiejś tajemniczej zagadki, a wczuwamy się w życie tych ludzi całym sercem.
Narracja prowadzona jest przez wiele osób, co rozdział lub co kilka to inna osoba, dodatkowo przeplatane są są między sobą różne lata, dowiadujemy się o przeszłości, jak i teraźniejszości, przez takie przeplatanie zdarzeń jako czytelnik nie mogłam wysiedzieć, ponieważ rozdział najczęściej kończył się w takim momencie, że żeby dowiedzieć się, co będzie dalej musiałam przeczytać kilka rozdziałów, które były opisywane już w innym roku i w taki oto sposób nie da się oderwać od książki.
Końca w ogóle się nie spodziewałam, pamiętam, że przez ułamek sekundy w jednym momencie przeminęło mi przez myśl, że może i coś takiego się stało, ale tak jak szybko przyszła mi ta myśl tak i szybko zniknęła, a ja dalej tworzyłam teorie i zastanawiałam się nad tym, co mogło stać się z Misiem i czy dostaniemy kiedyś na to odpowiedź.
Niestety wiem, że książka nie każdemu przypadnie do gustu, ponieważ zawiera w sobie, jak by to niektórzy określili: „wiele niepotrzebnych opisów i wątków które mogły by być krócej napisane”, choć dla mnie taki styl pisania jest właśnie najlepszy, każdy wątek został dobrze i umyślnie wyczerpany, nie mam takiego niedosytu, jak w wielu książkach, że można by było coś jeszcze dodać. Fabuła jest skąplikowana ale dobrze napisana, tyle wątków, rozbudowanych bohaterów, dodatkowych historii, a autorka poradziła sobie z tym świetnie, napisane wszystko tak spójnie by czytelnik nie pogubił się w tym pogmatwanym świecie, dodatkowo wyczuwałam ciągłe napięcie, przez co nie dało się nudzić. Czytając czułam się jak bym żyła w tym świecie, a moim marzeniem było by się zaprzyjaźnić z taką Tracy lub Barbarą bardzo je polubiłam, można było zapomnieć o tym, że to tylko książka, a te dwie świetne dziewczyny to tylko nieprawdziwe bohaterki opowiadania. Nie mam żadnych zastrzeżeń co do tej książki, a gdybym mogła o niej zapomnieć, by przeczytać ją jeszcze raz z tymi samymi emocjami, zrobiłabym to bez żadnego wahania.
To moja druga przeczytana książka tej autorki i na pewno nie ostatnia, ponieważ jestem zachwycona stylem Liz Moore. Potrafi wyczerpać historię do takiego stopnia, że nie czuję niedosytu. Uwielbiam, gdy książka zawiera tyle szczegółów w sobie, wtedy czuję jak bym była w tym świecie, razem z bohaterami.
Książka opowiada nam o dwóch powiązanych ze sobą sprawach, najpierw ginie...
Jeśli ktoś kocha reportaże, to jest, to świetna pozycja dla niego. Ja osobiście uwielbiam zagłębiać się w prawdziwe historie gangów, przestępstw a szczególnie gdy słyszę, że są to stare historie, stare czasy tak jak tutaj, cała opisana akcja dzieje się w latach dziewięćdziesiątych i dwutysięcznych.
Dobry rolnik, kochany mąż, a zarazem bezlitosny zabójca. Aż trudno uwierzyć, że to wszystko działo się naprawdę.
Historia pokazuje nam, że nie zawsze prawdziwy gangster wygląda i zachowuje się tak jak jest to opisane w filmach. Przestępca opisany w książce był zwykłym, rolnikiem, dobrym mężem, z wyglądu, jak większość przeciętnych mężczyzn. Nie obnosił się z pieniędzmi, a żył jak każdy normalny człowiek, skromnie, bez rozgłosu. Kto by pomyślał, że za tą maską zwyczajnego człowieka może kryć się bandzior, który prowadzi zorganizowaną grupę przestępczą.
Historie opisane w książce mroziły krew w żyłach, były wciągające, a jednocześnie przerażające, niektóre z nich mocno zapadły mi w pamięci i głęboko mnie poruszyły, tym bardziej, gdy przypominało się, że to wszystko, to nie fikcja literacka, a opisanie prawdziwych zdarzeń. Gwałty, morderstwa z zimną krwią, żadnych skrupułów, by tylko dobrać się do pieniędzy. Mocno zapadło mi w pamięci zastrzelenie pracownika jako groźba, by dana osoba wycofała swój interes, zaczęłam wtedy rozmyślać nad tym, do czego jest w stanie posunąć się człowiek dla rzeczy materialnych i jak kruche może być życie ludzkie, jak nie ważne, nie mające znaczenia dla takich bandziorów, każdego z nas mógł by spotkać podobny los, przez pojawienie się w nieodpowiednim czasie. Przerażające jest to, że przez ponad dwie dekady działali praktycznie bezkarnie, głównie dzięki właśnie tej skromności, nie obnosili się zdobytym bogactwem. Lecz niestety, ale i specjaliści w tamtych czasach mieli cięższą pracę do wykonania, niż teraz, gdzie mamy lepsze sprzęty i o wiele więcej możliwości, bardzo spodobało mi się właśnie opisanie tej ich pracy i pokazanie jak kiedyś rozwiązywało się sprawy. Odwzorowywanie zbrodni krok po kroku również było czymś co mnie zaintrygowało, można z tej książki dowiedzieć się wielu nowych i ciekawych informacji.
Podziwiam dziennikarza Macieja Kuciel, który przez piętnaście lat wykonał masę roboty, by zdobyć te wszystkie informacje. Książka powinna dostać duży rozgłos również właśnie i z tego względu. Ogrom tej pracy nie może się zmarnować. Więc ja z całego serca polecam. Każdy powinien zagłębić się w tą lekturę i przekonać się jak naprawdę wyglądało kiedyś życie gangstera.
Jeśli ktoś kocha reportaże, to jest, to świetna pozycja dla niego. Ja osobiście uwielbiam zagłębiać się w prawdziwe historie gangów, przestępstw a szczególnie gdy słyszę, że są to stare historie, stare czasy tak jak tutaj, cała opisana akcja dzieje się w latach dziewięćdziesiątych i dwutysięcznych.
Dobry rolnik, kochany mąż, a zarazem bezlitosny zabójca. Aż trudno...
Grupa naszych ukochanych staruszków z Sunset Hall wybiera się na urlop, lecz niestety lub stety (zależy dla kogo) trafiają w sam środek morderstw, urlop zmienia się w śledztwo, emeryci postanawiają na własną rękę odnaleźć mordercę.
Tak jak pisałam przy recenzji pierwszej części, chciałabym więcej przygód z tymi szalonymi bohaterami w roli głównej i mam, w końcu się doczekałam. Cieszę się niezmiernie, że mogłam ponownie zatopić się w ich historii.
Mam wrażenie, że w poprzedniej części bardziej przeważał humor, tutaj sprawy kryminalne są na pierwszym miejscu, a tego humoru jest odrobinę mniej, ale mimo to śmiesznych sytuacji i tak nie brakowało, było ich w sam raz, szczególnie z Edwinom, bez niej nie było by żadnej zabawy, kobieta przypomina mi małą naiwną dziewczynkę, która dopiero co poznaje świat, jest w mojej topce ulubionych bohaterów, a jej sekretna misja to było mistrzostwo drugiego planu.
Nie da się nudzić przy tej książce, masa pomysłów, które ma autorka sprawiają, że czyta się to zbyt szybko, ciągle się coś dzieje, tyle ciekawych wątków, a zarazem wszystko spójnie złożone w taki sposób, by się nie pogubić.
Od samego początku miałam wytypowanego sprawcę i zgadłam dobrze, ale autorka tak potrafiła namieszać w głowie, że w trakcie czytania miało się nie jednokrotnie wątpliwości, czy aby na pewno to ta osoba, a może jednak ktoś inny.
Tak jak pisałam wcześniej czytało mi się to zdecydowanie za szybko i tak jak po pierwszej części mam wielki niedosyt, chciałabym więcej.
Spoiler:
Moją ostatnią myślą pod koniec książki było: co w końcu stało się z tym zakrystianem, dlaczego ten wątek był na początku poruszony, mimo że nie rozwinął się w ogóle.
Co do romansu Bernandede mocno mnie to urzekło, ciekawie wplątany wątek.
Współpraca z wydawnictwo Relacja
Grupa naszych ukochanych staruszków z Sunset Hall wybiera się na urlop, lecz niestety lub stety (zależy dla kogo) trafiają w sam środek morderstw, urlop zmienia się w śledztwo, emeryci postanawiają na własną rękę odnaleźć mordercę.
Tak jak pisałam przy recenzji pierwszej części, chciałabym więcej przygód z tymi szalonymi bohaterami w roli głównej i mam, w końcu się...
Przepiękna powieść nie tylko o ciekawej fabule, ale też ze świetnym przekazem. Groszek nasz główny bohater to chłopak z nadprzeciętną inteligencją, który został zwerbowany z ulicy, do szkoły bojowej by razem z innymi nad wyraz inteligentnymi dziećmi stanąć w obronie ludzi przeciw robalom zwanymi Formidami. Ta książka wbrew pozorom potrafi dać wiele do myślenia.
Fabuła okazała się ciekawa, walka o przetrwanie, psychoanalizy uczniów, nadprzeciętnie inteligentne dzieci, ciekawe strategie i historie oraz pomysły Groszka to wszystko sprawiło, że wciągnęłam się mocno i choć skończyłam czytać to z jakiejś dwa tygodnie temu to dalej mam przed oczami sceny, które towarzyszyły mi podczas czytania, na pewno sięgnę po Grę Endera, ponieważ nie czytałam jej jeszcze, a z chęcią zapoznam się z całym uniwersum. Lecz niestety, mimo że fabuła była świetna, pełna zaskakujących zwrotów to mam swoje zastrzeżenia. Styl pisania do mnie nie przemówił, brakowało mi w tych dialogach, w tych opisach takich emocji, bywały bez wyrazu, przez, co miejscami się nudziłam i gubiłam wątek.
Pierwsze rozdziały mocno mnie zszokowały. Świat pokazany w ponurych barwach, dzieci które muszą walczyć między sobą na ulicy o przetrwanie, małe dzieci sprzedające swoje ciała zabijające się nawzajem dla kromki chleba, to wszystko było tak brutalne, zrobiło mi się ich tak żal, uświadomiłam sobie, że to nie tylko fikcja, ale dzieje się tak i w prawdziwym świecie i gdyby ktoś wybierał powieść na podstawie samej okładki, nie znając uniwersum, również był by w szoku poprzez te ciężkie sceny. Uważam, że książka ta trafi bardziej do starszych czytelników, nie tylko ze względu na tę brutalność, ale również rozmowy o polityce, psychoanalizy, niektóre wątki mogły by być niezrozumiane dla młodszych. Książka przekazuje nam jak wiele niesprawiedliwości jest na tym świecie, postawa Groszka uświadamia, że nawet w pozornie najbezpieczniejszym miejscu trzeba mieć się na baczności. Sam Groszek, jak dla mnie zasługiwał na coś więcej, niż tylko na to, by być cieniem Endera.
Współpraca z wydawnictwem Vesper
Przepiękna powieść nie tylko o ciekawej fabule, ale też ze świetnym przekazem. Groszek nasz główny bohater to chłopak z nadprzeciętną inteligencją, który został zwerbowany z ulicy, do szkoły bojowej by razem z innymi nad wyraz inteligentnymi dziećmi stanąć w obronie ludzi przeciw robalom zwanymi Formidami. Ta książka wbrew pozorom potrafi dać wiele do myślenia.
Fabuła...
Już dawno się tak dobrze nie bawiłam przy książce, przy drugim rozdziale wiedziałam, że to pokocham, ten typ humoru przemawia do mnie na sto procent. Słuchając, audiobooka miałam wrażenie jakbym oglądała serial komediowy, oczami wyobraźni widziałam to wyraźnie i stwierdzam, że książka ta na taki serial nadawałaby się świetnie.
Halinka to typ starszej babci, której nie lubi większość, typowy osiedlowy monitoring, stare babsko wkładające nos w nie swoje sprawy, śmieszyło mnie to, gdy negatywnie wypowiadała się na temat ludzi, którzy robili dokładnie to samo, co ona. I choć była kobietą nieznośną to w jednym mocno ją dopingowałam, gdy karciła ludzi nie sprzątających po swoich psach, osiedlowy monitoring czasem się jednak przydaje 😆, a do tego miała swoje niepowtarzalne znajomości w policji, nikt nie chciał z nią zadzierać. Poczucie humoru miała przednie, brak wstydu i historie które ją spotkały mógłby pozazdrościć jej każdy, kto kocha urozmaicone życie. Historia z księdzem to jedna z tych, które rozbawiły mnie do łez lub ten napad na rabusiów, zapamiętam to na długo. Nie wiem, skąd autorka wzięła pomysły na tyle ciekawych opowieści i świetnych ripost, lecz wygląda to jak z życia wyciągnięte, Halinka niestety w jakimś stopniu przypomina moją babcię 😂. Choć książka jest jedną wielką komedią to widać, że pod maską dobrego humoru kryją się różnego rodzaju nieciekawe wydarzenia, na przykład, gdy usłyszałam, czemu nasza główna bohaterka do tej pory używa swojego panieńskiego nazwiska, niby sytuacja przedstawiona humorystyczne, lecz żal mi się jej zrobiło lub sytuacja z fartuchem od Staszka i myśli Halinki które w tamtym momencie były lekko smutne. Co do lektora, to świetnie dopasowany, nie da się nie wciągnąć.
To co stało się na końcu powieści mocno mną wstrząsnęło, raczej nikt nie spodziewałby się takiego zakończenia przy tak komediowej powieści. Łapie się od razu za kolejną część, nie wytrzymam, nie wiedząc, co będzie dziać się dalej. Polecam z całego serca wszystkim, którzy uwielbiają niecodzienny dobry humor.
Już dawno się tak dobrze nie bawiłam przy książce, przy drugim rozdziale wiedziałam, że to pokocham, ten typ humoru przemawia do mnie na sto procent. Słuchając, audiobooka miałam wrażenie jakbym oglądała serial komediowy, oczami wyobraźni widziałam to wyraźnie i stwierdzam, że książka ta na taki serial nadawałaby się świetnie.
Halinka to typ starszej babci, której nie lubi...
Ja przyznaje, że nie przepadam za romansami, lecz czasem dla odskoczni od spraw kryminalnych i horrorów lubię zatopić się w czymś innym. Niestety lub stety nie był to typowy wesoły romans, a pełna smutku opowieść. Było mi żal bohaterki, która obwiniała się za śmierć matki, czemu w sumie się nie dziwię, bo, mimo że nie była to jej wina, na pewno większość z nas obwiniała by się za to, gdyby znalazła się w takiej sytuacji jak ona. Mimo że była to smutna przez większość czasu historia, to i tak dla mnie była taką lekką powieścią, miała po prostu spokojny klimat, pełny wspomnień, zadumy, miłości, czytało się to przyjemnie. I o dziwo ani razu nie poczułam zażenowania jak to często u mnie bywa, gdy trafiam na romans, bardziej wzruszyła mnie ta książka niż skrępowała, dała również wiele ciekawych lekcji, chwil do rozmyślań i refleksji. Teraźniejszość przeplatana z przeszłością to zabieg w książkach, który uwielbiam, rozdziały zawsze kończą się w takim miejscu, że z ciekawości chce się czytać dalej i trudno się oderwać. Jak dla mnie idealna na wiosenne, leniwe poranki.
Ja przyznaje, że nie przepadam za romansami, lecz czasem dla odskoczni od spraw kryminalnych i horrorów lubię zatopić się w czymś innym. Niestety lub stety nie był to typowy wesoły romans, a pełna smutku opowieść. Było mi żal bohaterki, która obwiniała się za śmierć matki, czemu w sumie się nie dziwię, bo, mimo że nie była to jej wina, na pewno większość z nas obwiniała by...
więcej mniej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to
Jaka była wasza pierwsza przeczytana książka w nowym roku i czy było to rozczarowanie, czy coś, na co warto było poświęcić ten czas?
Ja zdecydowanie uważam, że nie mogłam lepiej zacząć nowego roku, choć mam już na profilu kilka recenzji to ta książka była pierwszą, którą przeczytałam. Przyznaję, że chociaż jestem nią zachwycona, jak i całą serią i z wielkim bólem serca żałuję, że przeczytałam już wszystkie części to nie mogłam się po prostu zabrać za napisanie o niej czegokolwiek. Powieść historyczna pełna intryg i spisków, w której głównym bohaterem jest Gordiano Bruno, heretyk, filozof, który gładko rozwiązuje wszystkie trudne zagadkowe sprawy morderstw. Akcja toczy się bez przerwy, nie ma miejsca na nudy, wieczne napięcie i dużo emocji. Za każdym razem, gdy otwierałam książkę, przepadałam w tym świecie, czułam się jakbym tam była. „Profanacja” z całej serii znajduje się u mnie na drugim miejscu, na pierwszym jest „Zdrada” choć powiem szczerze, że mam duży dylemat nad tym, która lepiej wypadła. Jak to mówią, nie wchodzi się dwa razy do tej samej rzeki, Bruno wszedł i postanowił zaufać ponownie dawnej przyjaciółce, która już raz go zawiodła, gdyby nie to, że niezbyt trzymałam się kolejności serii i ostatnia została przeczytana jako pierwsza, raczej nie podejrzewałabym jak skończy się ta przygoda, choć można było się domyślać. System sądownictwa w Canterbury polegający na pieniądzach i skazywaniu niewinnych sprawiał, że miałam ochotę krzyczeć: tak nie wolno! Bruno tym razem miał mocno pod górkę jako obcy wygranie nawet przy twardych dowodach było czymś praktycznie niewykonalnym. Historia Sophii wywołała u mnie chęć mordu do jej oprawców, lecz, mimo to, przez co przeszła, potem złapałam do niej mocną niechęć za to jak sama się zachowała. Cała powieść była w sumie mocno poruszająca, więźniowie bezpodstawnie karani, biedni mali chłopcy, na wymioty zbierało mnie przez opisane tam bestialstwo, po prostu nie da się nie wczuć w tak świetnie napisaną fabułę i realistycznie przedstawionych bohaterów, czasami zapominałam, że nie są to prawdziwi ludzie, a postacie z książki. Co do samego Bruna, to już się, nim zachwycałam w poprzednich recenzjach, więc powiem jedynie, że w tej części strasznie spodobało mi się jego poczucie humoru i to, że nawet w najgorszych sytuacjach potrafił rzucić odważnym żartem, próbując ukryć strach, był zawzięty, wyniosły świetnie maskował strach i szedł z podniesioną głową. Podsumowując tak samo, jak i poprzednie części polecam dla fanów thrillerów historycznych. Potrzebuje podobnych książek, bo mam wielki niedosyt i żal, że przygoda ta się już u mnie skończyła
Jaka była wasza pierwsza przeczytana książka w nowym roku i czy było to rozczarowanie, czy coś, na co warto było poświęcić ten czas?
Ja zdecydowanie uważam, że nie mogłam lepiej zacząć nowego roku, choć mam już na profilu kilka recenzji to ta książka była pierwszą, którą przeczytałam. Przyznaję, że chociaż jestem nią zachwycona, jak i całą serią i z wielkim bólem serca...
Wzruszająca powieść rodzinna, a jednocześnie dobry kryminał. Brakowało mi właśnie czegoś takiego, długiej powieści, w której opisywane są najróżniejsze szczegóły z życia, historii która nie dzieje się w ekspresowym tempie, a raczej spokojnym, a mimo to trzymającej w mocnym napięciu. Ponieważ ostatnio zaczytałam się w książkach, w których akcja pędziła za szybko i miałam niedosyt, nawet jeśli książki były świetne. Tutaj akurat niczego mi nie brakowało i uważam, że wszystko zostało dopięte na ostatni guzik, wątki świetnie rozwinięte i zakończone, każdy temat został idealnie wyczerpany.
Podobało mi się przeplatanie czasu teraźniejszego z przeszłością co rozdział. Kocham książki, w których coś takiego właśnie występuje. Temat sióstr, jednej narkomanki drugiej policjantki, relacje, jakie je łączyły kiedyś i teraz, wszystko ciekawie opisane. Dodatkowa sprawa seryjnego mordercy, szukanie siostry, przy czym wychodzą inne ciekawe mroczne tajemnice na temat policji więc dostajemy dodatkowe poboczne wątki. Dawne sekrety rodzinne, których z każdym rozdziałem jest coraz więcej, a na końcu coś, czego raczej nikt by się nie spodziewał, coś, co sprawiło, że na główne bohaterki spojrzałam nagle w trochę inny sposób.
Co do Mickey, to w moim osobistym odczuciu współczułam jej dawnego życia, wiedziałam, że jest dobrą osobą, ale miejscami mnie denerwowała. Miałam wrażenie, że ma w sobie taki chłód, zaniżoną empatię i mało współczucia, próbuje być najlepsza, trzymać się schematów, wiem, że było to spowodowane jej dzieciństwem i tym, że musiała być silna, ale przykro czytało mi się o tym, jak potraktowała Kacey, mimo że Kacey sama była sobie winna, to Mickey zdecydowanie czasami przesadzała, chciała pomóc ale ten sposób do mnie nie przemawiał.
Książka idealnie pokazuje nam jak działa wiele rodzin z problemami uzależnień, każda z postaci świetnie wykreowana, z defektami, z problemami większymi lub mniejszymi które często zdarzają się w tak zwanych patologicznych rodzinach, jak dla mnie książka świetnie oddaje realizm. I tak jak zazwyczaj nie czytam kilka razy tej samej książki to myślę, że za jakiś czas chętnie do niej wrócę. Sama kiedyś miałam problemy z używkami i takie książki przyciągają mnie do siebie jeszcze bardziej.
Wzruszająca powieść rodzinna, a jednocześnie dobry kryminał. Brakowało mi właśnie czegoś takiego, długiej powieści, w której opisywane są najróżniejsze szczegóły z życia, historii która nie dzieje się w ekspresowym tempie, a raczej spokojnym, a mimo to trzymającej w mocnym napięciu. Ponieważ ostatnio zaczytałam się w książkach, w których akcja pędziła za szybko i miałam...
więcej mniej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toOstatni raz bałam się tak czytając o egzorcyzmach, cztery lata temu i aż do tego momentu nic mnie w takim samym stopniu nie wystraszyło, jestem osobą, którą niełatwo jest przestraszyć, książka może mnie obrzydzić, zszokować, lecz, by wzbudzić u mnie lęk do tego stopnia, iż każdy szmer wieczorami przy lekturze sprawiał, że serce zaczynało mi bić jak szalone, to trzeba mieć talent. Niby nawiedzone domy to temat oklepany i powtarzany, tutaj tego nie było, dostaliśmy dawkę wielu niespodziewanych akcji, a do tego świetna gra psychologiczna. Dom jako coś żywego, zmiany rzeczywistości i wspomnień, klony ludzi, wymazywanie osób ze świata jakby byli postaciami z kreskówki, kimś, kto nigdy nie istniał. Były takie momenty, że czytając chciałam odłożyć książkę niejednokrotnie, ponieważ oblatywał mnie strach, szczególnie gdy musiałam spędzić wieczory sama w domu, a z drugiej strony nie mogłam się oderwać do takiego stopnia, że nawet gdy zaschło mi w gardle sięgnięcie po szklankę wody było dla mnie stratą cennych sekund. Przeczytałam tę historię dwa razy szybciej niż zazwyczaj czytam książki, tak jak główna bohaterka uciekała przed straszną rzeczywistością tak ja razem z nią pędziłam po literach, jakby zależało od tego moje życie. W połowie sama zaczynałam podzielać wątpliwości Eve nad prawdziwością wydarzeń, tak jak ona zastanawiałam się, czy to nie problemy psychiczne i byłam mocno rozdarta, nie wiedząc, komu mogę zaufać i czemu, kto jest ten dobry, a kto zły, które zdarzenia są prawdziwe, a które nie. Do ostatniej strony miałam nadzieję, że skończy się to inaczej, ponieważ zżyłam się z główną bohaterką, lecz nie czuję zawiedzenia, zakończenie było mocne i dziwaczne, a do samego końca jesteśmy trzymani w napięciu, niepewności i strachu, dobry poziom utrzymany był przez całą fabułę, co mnie zadowala, ponieważ zdarza się, że świetne książki zostają skrzywdzone beznadziejnym zakończeniem. Do tej pory nie dają mi spokoju ostatnie słowa Tomasa, czym lub kim on był i co miało na celu to wszystko, po co dlaczego… Tyle pytań tak mało odpowiedzi, wiele teorii.
Ostatni raz bałam się tak czytając o egzorcyzmach, cztery lata temu i aż do tego momentu nic mnie w takim samym stopniu nie wystraszyło, jestem osobą, którą niełatwo jest przestraszyć, książka może mnie obrzydzić, zszokować, lecz, by wzbudzić u mnie lęk do tego stopnia, iż każdy szmer wieczorami przy lekturze sprawiał, że serce zaczynało mi bić jak szalone, to trzeba mieć...
więcej mniej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to
103-letnia Gladys McGarey nazywana „matką medycyny holistycznej” w pierwszej połowie ubiegłego wieku rozpoczęła swoją przygodę z leczeniem, kiedy to jeszcze kobiety nie miały tylu praw. Współzałożycielka Amerykańskiego Stowarzyszenia Medycyny Holistycznej swoimi niekonwencjonalnymi metodami pomogła dużej liczbie osób. Autorka opowiada o wielu sytuacjach z życia swojego i swoich pacjentów. Nie powiem, mocno wciągnęły mnie te historie, to jak Gladys McGarey podchodziła do każdego pacjenta z troską i indywidualnością, nie skupiając się tylko na objawach fizycznych, ale na życiu codziennym pacjenta, ponieważ uważała ona, że to, co dzieje się w duszy ma ogromny wpływ na nasze fizyczne choroby. W książce znajdziemy wiele ciekawych rad i życiowych lekcji, z których można wyciągnąć sporo przydatnej wiedzy, autorka mówi również o swoich niepowodzeniach, pokazuje, że ona także miała dni słabe, pełne wątpliwości, lecz, mimo to zawsze stawała na nogi, była szczęśliwa. Czytając to czułam, że ta kobieta jest naprawdę silną, mądrą i kochaną osobą, mimo że osobiście jej nie znam, historia autorki mocno mnie rozczuliła szczególnie pod koniec, serce bolało czytając o przykrym epizodzie w jej życiu. Trudno teraz o takich lekarzy z powołania, jak również o takich dobrych ludzi, rady Gladys McGarey zapadły mi w pamięci, polecam każdemu, a szczególnie osobom, które nie dowierzają, iż stan psychiczny potrafi wpłynąć na nasz stan fizyczny, że siła umysłu nie ma wpływu na nasz stan zdrowia, myślę, że historie przytoczone w książce powinny niejednej osobie otworzyć oczy. Był to miło spędzony czas z lekturą, cieszę się, że mogłam zapoznać się z tymi cudownymi radami i poznać życie Gladys McGarey.
Współpraca reklamowa z Wydawnictwem Biały Wiatr
103-letnia Gladys McGarey nazywana „matką medycyny holistycznej” w pierwszej połowie ubiegłego wieku rozpoczęła swoją przygodę z leczeniem, kiedy to jeszcze kobiety nie miały tylu praw. Współzałożycielka Amerykańskiego Stowarzyszenia Medycyny Holistycznej swoimi niekonwencjonalnymi metodami pomogła dużej liczbie osób. Autorka opowiada o wielu sytuacjach z życia swojego i...
więcej mniej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to
To jest dopiero konkretny i ciekawy poradnik. Wolni od paniki to dziesięciodniowy program zakończenia lęku niepokoju i klaustrofobii. Postanowiłam sięgnąć po tę książkę, ponieważ samą cierpię na klaustrofobię i nie ukrywam, na początku przyciągnął mnie właśnie tytuł. Autor posługuje się naukowym językiem, podaje poprawne nazwy wszystkich sformułowań i procesów, po czym tłumaczy to również w prostych słowach dla każdego zrozumiałych, jest to o tyle ciekawe, że możemy nauczyć się wielu nowych zagadnień, a jednocześnie jesteśmy w stanie zrozumieć przekaz. Historie podane jako przykłady jak dla mnie bardzo ułatwiają wczucie się, raczej wielu z nas jest w stanie utożsamić się z chociażby jedną z nich, w dodatku książka jest wtedy bardziej interesująca, nie dostajemy jedynie suchych faktów, a ciekawe opowiadania. Uważam, że jest to obowiązkowa pozycja dla każdego, na pewno nie zaszkodzi, a techniki poznane w książce mogą kiedyś pomoc, nigdy nie wiemy, z czym możemy zmagać się w przyszłości, a szczególnie powiem to od serca, że jest to niezbędna lektura dla każdego rodzica, bardzo pomocna. Psychika dziecka to temat, który poruszony był tu w dużym stopniu i zapadł mi w pamięci najsilniej, bez skrępowania stwierdzam, że niektórych rzeczy nie byłam świadoma, a są to tematy ważne, każdy rodzic powinien o takich sprawach wiedzieć. Podsumowując polecam z całego serca jako osoba żyjąca z różnymi lękami stosowałam wiele technik, by walczyć z tym stresem, lecz do tej pory nie spotkałam się z takim specyficznym, a zarazem bardzo ciekawym sposobem.
Współpraca reklamowa z wydawnictwem Biały Wiatr.
To jest dopiero konkretny i ciekawy poradnik. Wolni od paniki to dziesięciodniowy program zakończenia lęku niepokoju i klaustrofobii. Postanowiłam sięgnąć po tę książkę, ponieważ samą cierpię na klaustrofobię i nie ukrywam, na początku przyciągnął mnie właśnie tytuł. Autor posługuje się naukowym językiem, podaje poprawne nazwy wszystkich sformułowań i procesów, po czym...
więcej mniej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to
„Zbawca pragnie sprawiedliwości” – po tych słowach zaczyna się krwawa jatka, zaginiony sprzed kilku laty chłopiec wchodzi do szkoły w białej szacie i zaczyna makabryczną strzelaninę.
Powieść dla ludzi o mocnych nerwach. Opisy tortur, samobójstw, gwałtów na dzieciach były mocne, szczególnie gwałty sprawiały, że miałam odruchy wymiotne. Nadzieje, które autor dawał swoim czytelnikom, po czym wszystko było doszczętnie niszczone, sprawiało, że miałam ochotę rzucić tym telefonem i krzyknąć, że tak nie wolno. Powieść ta mocno działa na ludzką psychikę, ale również pokazuje, co może się stać, gdy zaniedba się własne dziecko, gdy nie interesuje się tym, co dziecko robi, przez, co może przechodzić, taki młody umysł łatwo można zmanipulować, wplątać w sektę. Choć w książce zdarzyło się, że nie tylko dzieci dały się złapać „Zbawcy” w swoje sidła psychologiczne, a osoby dorosłe, lecz zagubione również.
Autor książki wykorzystuje swoje własne doświadczenie policyjne, dzięki czemu dodaje do realizmu. Przyciąga od pierwszych stron, takie powieści najbardziej kocham, w których już od początku dzieje się dobra akcja, wtedy wiem, że nie marnuje czasu i nie będę musiała kończyć w połowie, ponieważ nie zanudzi. Książkę przesłuchałam z trzy miesiące temu, a dopiero teraz piszę tę recenzję, z uwagi na fakt iż nie wiedziałam, jak ubrać w słowa to, co czuje, fabuła jest po prostu świetna, a książka tak jak zapadła w mojej pamięci do teraz tak i będę ją polecać jeszcze przez długi czas moim znajomym. Jako matka dwóch córek tym bardziej byłam poruszona tymi okrutnymi scenami. Zakończenie podniosło moje ciśnienie na maksa. Jak dla mnie, to każdy rodzic powinien przeczytać tę historię i uświadomić sobie jak łatwo nasze dzieci mogą wpaść w sidła sekt i manipulacji, kiedy są przez nas ignorowane i nierozumiane, książka jest bardzo drastyczna, ale to i dobrze, taki przekaz lepiej dociera do ludzi.
IG: bajecznie_zaczytana
„Zbawca pragnie sprawiedliwości” – po tych słowach zaczyna się krwawa jatka, zaginiony sprzed kilku laty chłopiec wchodzi do szkoły w białej szacie i zaczyna makabryczną strzelaninę.
Powieść dla ludzi o mocnych nerwach. Opisy tortur, samobójstw, gwałtów na dzieciach były mocne, szczególnie gwałty sprawiały, że miałam odruchy wymiotne. Nadzieje, które autor dawał swoim...
„Krwawy mikołaj” tak tytułuje się nasz seryjny morderca, który zamiast zwykłych ozdób na choinkę używa ludzkich organów. Książka zawierająca w sobie mieszankę grozy i dobrego humoru, na taki świąteczny klimat właśnie liczyłam 😁. Ubóstwiam takie połączenia, a główną bohaterkę pokochałam całym sercem, Zuza Lewandowska, kobieta o zimnej krwi, która groźby w swoją stronę potrafiła obrócić w żart, mimo bardzo kiepskiej sytuacji, nigdy nie pokazała, że coś ją rusza, nie dała się wytrącić, mecenas która pokazała, że nie zawsze trzyma się twardo zasad, a jest również człowiekiem jak każdy, dzięki temu miała dobre układy i szacunek u wielu ludzi. Poza samym wątkiem seryjnego mordercy jest też poruszony temat, w którym to główna bohaterka wraz z grupką zaufanych ludzi poszukuje dokumentów dotyczących Zbrodni katyńskiej z czasów drugiej wojny światowej. Więc nie ma nudów, akcja dzieje się bez przerwy, aż sama podświadomie zmęczyłam się tym wszystkim, gdy musiałam słuchać jak wiele mecenas ma na głowie, lecz jej poczucie humoru, i to w jaki sposób przeprowadzała wszystkie akcje sprawiało, że nie mogłam powstrzymać się od uśmiechu. Co do lektora, to słyszałam, że wielu osobom nie przypadł do gustu, mi na początku również, lecz potem się przyzwyczaiłam, a z czasem go pokochałam, bo świetnie wpasowywał się w postacie. Poboczni bohaterowie pięknie wykreowani, realistyczni, każdy miał swój niepowtarzalny charakter, jak wyjęci z prawdziwego życia. Zakończenia w ogóle nie przewidziałam, podejrzewałam każdego, ale o tej osobie nawet przez chwilę nie pomyślałam, więc byłam zaskoczona takim obrotem sytuacji.
Jeśli mam być całkowicie szczera co do tej książki, to z kilka razy podczas słuchania chciałam zrezygnować, akcja jak dla mnie szła za szybko, za dużo wątków i bohaterów, w których się gubiłam, lecz z czasem przyzwyczaiłam się do tego tępa i wciągnęłam na maksa, a nasza główna bohaterka Zuza Lewandowska podbiła moje serce i nie byłam w stanie zrezygnować ze słuchania.
PS. Jeśli ktoś z was stara się rzucić nikotynę tak jak ja, to ostrzegam, że ekstramocne nasza bohaterka pali co chwilę, trudno wytrzymać, gdy palone jest tam na potęgę 😂
IG: bajecznie_zaczytana
„Krwawy mikołaj” tak tytułuje się nasz seryjny morderca, który zamiast zwykłych ozdób na choinkę używa ludzkich organów. Książka zawierająca w sobie mieszankę grozy i dobrego humoru, na taki świąteczny klimat właśnie liczyłam 😁. Ubóstwiam takie połączenia, a główną bohaterkę pokochałam całym sercem, Zuza Lewandowska, kobieta o zimnej krwi, która groźby w swoją stronę...
więcej mniej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to
Nie powiem, ciekawie było wejść w owczą skórę i zobaczyć świat oczami naszych owczych bohaterów, aż mi szkoda, że przygoda już dobiegła końca, zżyłam się z tym stadem.
Powieść ciągnie się w takim tempie jak pasienie się owiec na trawie, lecz w tym przypadku bardzo przyjemnie się to czyta, nie nudzi, a wręcz pasuje idealnie. Kryminał, w którym to owce poszukują mordercy swojego pasterza, coś oryginalnego, ciekawego, cieszę się, że mogłam poznać tę książkę i przeczytać historię, która nie jest podobna do całej reszty, jakaś większa odskocznia. Oprócz skomplikowanej zagadki kryminalnej dostajemy również dawkę porządnego humoru. Nic mnie tak nie rozbawiło jak ludzie mający sporo na sumieniu, którzy uciekają przed zwykłym baranem nadając mu paranormalnych cech. Baran w kościele był chyba moją lubioną sceną, ale nie chce spoilerować, więc zachęcam do przeczytania. W niektórych momentach nie wiesz czy masz się śmiać, czy może jednak nie wypada ze względu na sytuację, w jakiej znaleźli się bohaterowie. Choć powiem szczerze, że początek może trochę znudzić to nie warto się zniechęciać, od połowy tak się wkręciłam, że widziałam siebie jako jedną z owiec, byłam w ich świecie, ich stadzie i razem z naszymi zwierzęcymi bohaterami za wszelką cenę chciałam rozwiązać zagadkę zabójstwa ich ukochanego George'a. Choć takiego końca to się w sumie nie spodziewałam, trochę przykro mi się zrobiło, ale też rozczuliło mnie to, co zrobił dla swoich owiec. Jeśli reszta książek tej autorki jest tak samo wciągająca jak te dwie, które teraz przeczytałam to chyba trafi ona do topki moich ulubionych autorów. Ostrzeżenie na końcu książki tak mnie rozbawiło, że musiałam podzielić się tą cudną informacją ze swoim chłopakiem, który akurat był w zasięgu ręki, nie mogłam tego zatrzymać dla siebie, coś pięknego 😆. A więc ja ze swojej strony zachęcam każdego fana kryminałów by razem z tymi cudownymi owcami spróbował rozwiązać dziwną zagadkę morderstwa ukochanego pasterza.
Współpraca barterowa z Wydawnictwem Relacja
IG: bajecznie_zaczytana
Nie powiem, ciekawie było wejść w owczą skórę i zobaczyć świat oczami naszych owczych bohaterów, aż mi szkoda, że przygoda już dobiegła końca, zżyłam się z tym stadem.
Powieść ciągnie się w takim tempie jak pasienie się owiec na trawie, lecz w tym przypadku bardzo przyjemnie się to czyta, nie nudzi, a wręcz pasuje idealnie. Kryminał, w którym to owce poszukują mordercy...
„— Czy możemy go zatrzymać? — zapytała Edwina.
— Chyba nie — odparła Agnes z żalem. Spodobała jej się wizja przetrzymywania fachowca od podnośnika.”
Ta grupa seniorów to moi najwięksi faworyci, gdyby powstała, cała seria na temat ich przygód, byłabym największą fanką, przeczytałabym wszystkie części. Dawno się tak dobrze nie bawiłam, czytając jakąś książkę. Niby kryminał, smutna historia, a jednak zarazem duża dawka śmiechu, jeśli kochasz humor tego typu to bez zastanowienia biegnij po tę książkę, ja uwielbiam i jak do tej pory, to ta powieść przebiła wszystkie inne w tym stylu pisane, które przeczytałam.
Jeśli chodzi o bohaterów, to pokochałam ich wszystkich, każdy tak różny od siebie, a jednocześnie zgrani i dopasowani, lecz z całej grupy to chyba Edwina skradła najmocniej moje serce, ona i jej żółw to inny stan umysłu, typ starszej pani z rozumem małego dziecka, nie chcąc jej urazić, bo była po prostu cudowna, ale tylko takie porównanie przychodzi mi do głowy. Nie mogłam powstrzymać się od śmiechu, gdy w trudnych sytuacjach Edwina walnęła jakimś durnym tekstem lub pomysłem. I te niejadalne” ciasteczka Edwiny” podawane niechcianym gościom. Marszałek znalazł się u mnie na drugim miejscu, choć na początku miałam co do niego dziwne podejrzenia i niechęć, potem go pokochałam, na końcu było mi go żal, przez sytuacje, które się wydarzyły. Z Agnes się zżyłam, bo była główną bohaterką, zawierała najwięcej miejsca w historii, więc przeżywałam wszystkie emocje i sytuację wraz z nią, ale pod względem postaci nie zrobiła na mnie większego wrażenia, typowa starsza pani z lekkimi odchyleniami. To moja taka top trójka z bohaterów.
Szczerze to miałam nadzieję, że pomiędzy pewną dwójką bohaterów zaiskrzy coś więcej, dlatego to, co działo się pod koniec było dla mnie szokiem i bałam się, że myśl Marszałka zostanie zrealizowana. Na końcówce powieści siedziałam już tak naprawdę jak na szpilkach, zżyłam się z bohaterami tak mocno, że humor poszedł w odstawkę, a bardziej skupiłam się na tej sprawie kryminalnej i problemach głównych bohaterów, chciałam, by wszystko skończyło się dobrze.
Książka porusza też takie tematy jak przemijanie, pokazuje jak tak naprawdę skończy każdy z nas, daje do myślenia, szczególnie ten pakt, który miedzi sobą zawarli nasi bohaterowie pokazuje jak boimy się oszaleć na starość lub stać się osobami niesprawnymi, niesamodzielnymi, ludzie wolą umrzeć, niż wyobrazić sobie życie jako osoba niepełnosprawna.
Chciałabym znaleźć się kiedyś w grupie takich szalonych staruszków, by móc zabawniej przeżyć starość 😂.
Mogła bym rozpisywać się na temat tej książki jeszcze długo ale nie jestem w stanie zrobić tego bez spoilerów.
Cieszę się, że miałam okazję to przeczytać, był to najlepiej spędzony wolny czas. Chce więcej przygód w wykonaniu tych seniorów. Kto nie przeczyta niech żałuje.
„— Czy możemy go zatrzymać? — zapytała Edwina.
— Chyba nie — odparła Agnes z żalem. Spodobała jej się wizja przetrzymywania fachowca od podnośnika.”
Ta grupa seniorów to moi najwięksi faworyci, gdyby powstała, cała seria na temat ich przygód, byłabym największą fanką, przeczytałabym wszystkie części. Dawno się tak dobrze nie bawiłam, czytając jakąś książkę. Niby kryminał,...
Wracamy z kolejnymi przygodami naszych nieustraszonych bohaterów. Poprzednia część jak dla mnie wypadła dobrze, ta natomiast jeszcze lepiej. Autor powieści jest podróżnikiem, swoją wiedzę opartą na podróżach wykorzystał właśnie w tej, jak i poprzedniej książce.
Główny wątek opiera się na tajnej misji, w której biorą udział nasi bohaterowie, Mark wraz z Robertem. Ich zadaniem jest odnalezienie tajnego laboratorium fizyka Majorany, na Antarktydzie. W tej części mamy zdecydowanie więcej akcji niż w poprzedniej, mniej opisów przygotowań do podróży, dzieje się sporo, tym razem nie na samej wyprawie skupia się autor, a dostajemy drugi wątek, w którym problemem są masowe samobójstwa. Ten temat sprawił, że nie mogłam się odciągnąć od książki, wzbudzał wiele emocji, najmocniej, wtedy gdy życie odbierała sobie dobra osoba. Książka w dużej mierze skupia się na psychice człowieka, wytrzymałości, jest w niej omawiane wiele traum, autor nie skupia się jedynie na wyprawie, nie jest to zwykła opowieść przygodowa, ludzkie emocje odgrywają tam tak samą ważną rolę. Dlatego wygląda to realistycznie, jak byśmy czytali historię na prawdziwych faktach. Końcówka powieści, coś świetnego, ostatnie strony czytałam z zapartym tchem, nie spodziewałam się takiego zakończenia i coś czuję, że nikt nie był by w stanie tego przewidzieć. Jeśli kogoś interesują książki przygodowe z odrobiną science fiction, to z przyjemnością polecam tę pozycję.
Wracamy z kolejnymi przygodami naszych nieustraszonych bohaterów. Poprzednia część jak dla mnie wypadła dobrze, ta natomiast jeszcze lepiej. Autor powieści jest podróżnikiem, swoją wiedzę opartą na podróżach wykorzystał właśnie w tej, jak i poprzedniej książce.
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toGłówny wątek opiera się na tajnej misji, w której biorą udział nasi bohaterowie, Mark wraz z Robertem. Ich...