rozwiń zwiń

Opinie użytkownika

Filtruj:
Wybierz
Sortuj:
Wybierz
Okładka książki Droga krzyża i nadziei. Empatyczne medytacje drogi krzyżowej Piotr Kłonowski, Agnieszka Kozak, Marek Ludwig
Ocena 7,4
Droga krzyża i nadziei. Empatyczne medytacje drogi krzyżowej Piotr Kłonowski, Agnieszka Kozak, Marek Ludwig

Na półkach:

Wyjątkowa jest ta Droga krzyżowa.

Zastanawiam się dlaczego. Stacje są przecież takie same. Chrystus bierze krzyż, idzie, trzykrotnie upada i umiera. Dla Miłości i z Miłości.

Co różni te medytacje od tak wielu innych przeze mnie przeżytych i przemodlonych?

Może to, że wyrosły ze spotkania psychoterapeutki (Agnieszki Kozak) z księżmi (Piotrem Kłonowskim i Markiem Ludwigiem) i pokazują, jak bardzo wiara i psychologia się przenikają, służąc dobru człowiekal?

Może to, że w każdej ze stacji wyeksponowana została inna ludzka potrzeba (bliskości, empatii, akceptacji, współczucia, zaufania…) i Autorzy zachęcają, by przyjrzeć się im otwarcie, w szczerości wybiec siebie i Jezusa?

A może to, że w drugiej części rozważań zapraszają do spotkania z Nim w Jego Słowie, zaczynając od zapewnienia:
„WIDZĘ CIĘ, SŁYSZĘ CIĘ, JESTEŚ DLA MNIE WAŻNY…”, co wzrusza i zaspokaja najbardziej podstawową z ludzkich potrzeb?

Tak, to chyba dobre sugestie, ale przyznam, że dla mnie samej najważniejsze było to, że naprawdę ZOBACZYŁAM SIEBIE NA JEGO DRODZE KRZYŻOWEJ, że naprawdę spojrzałam na siebie Jego miłującymi oczyma i naprawdę POCZUŁAM, ŻE NIE JESTEM SAMA…

Wierzę, że dzięki „Drodze krzyża i nadziei” będziecie mogli i Wy „swoją drogę na nowo przeczytać”! 🙏

Dlatego gorąco Was na nią zapraszam!

Ważne❣️❣️❣️
Kupując „Drogę krzyża i nadziei”, wspierasz Specjalny Ośrodek Wychowawczy w Poznaniu ❤️

Wyjątkowa jest ta Droga krzyżowa.

Zastanawiam się dlaczego. Stacje są przecież takie same. Chrystus bierze krzyż, idzie, trzykrotnie upada i umiera. Dla Miłości i z Miłości.

Co różni te medytacje od tak wielu innych przeze mnie przeżytych i przemodlonych?

Może to, że wyrosły ze spotkania psychoterapeutki (Agnieszki Kozak) z księżmi (Piotrem Kłonowskim i Markiem...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Okładka książki Mądra kobiecość. Empatyczne medytacje Różańca świętego Piotr Kłonowski, Agnieszka Kozak, Marek Ludwig
Ocena 7,8
Mądra kobiecość. Empatyczne medytacje Różańca świętego Piotr Kłonowski, Agnieszka Kozak, Marek Ludwig

Na półkach:

Empatyczne medytacje różańca świętego towarzyszyły mi przez ostatnie 54 dni niemal codziennie. Odmawiałam Nowennę Pompejańską i rozważałam tajemnice życia Jezusa i Maryi z trzech stron zgodnie z zaproponowanymi przez Autorów tematami: bycie ważną, przyjaźń, opieka, uznanie, wpływ, bliskość…

Przyglądałam się więc temu, co mówi do mnie świat na dany temat i odkrywałam wartość mojej codzienności w tym, co dzieje się teraz.

Zatrzymywałam się przy pytaniu, co to znaczy być kobietą mądrą w świetle „Słowa, które szeptem prowadzi do wnętrza” i staje się źródłem życia.

I wreszcie starałam się wejść głębiej w medytację i modlitwę, która jest spotkaniem z Bogiem.

Piękny i dobry to był czas!

Szept modlitwy współgrał z moim oddechem i wersami psalmów. Tajemnice różańca w sposób naturalny splatały się z moim życiem i rzucały nań nowe światło.
Dawały nadzieję i ożywiały wiarę🩵

Empatyczne medytacje różańca świętego towarzyszyły mi przez ostatnie 54 dni niemal codziennie. Odmawiałam Nowennę Pompejańską i rozważałam tajemnice życia Jezusa i Maryi z trzech stron zgodnie z zaproponowanymi przez Autorów tematami: bycie ważną, przyjaźń, opieka, uznanie, wpływ, bliskość…

Przyglądałam się więc temu, co mówi do mnie świat na dany temat i odkrywałam...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach:

Kiedy miała 16 lat, dr Mengele kazał jej tańczyć w obozowym baraku.
Piekło Auschwitz przetrwała dzięki światłu, które pielęgnowała w swoim sercu.
Ocalona szukała usprawiedliwienia dla swojego istnienia.
Przez lata wypierała traumę, by w końcu się z nią zmierzyć, przebaczyć i pozwolić wygrać życiu.
Żona, matka trojga dzieci, kobieta niezłomna!

Moja imienniczka - Edith Eger.

Dziś ma 98 lat i jako doktor psychologii jest znaną na całym świecie specjalistką od leczenia stresu pourazowego. W książce „Wybór” dzieli się swoim traumatycznymi przeżyciami i procesem zdrowienia. Otwiera serce, by uświadomić, że „najgorsze jest to więzienie, które mamy we własnym umyśle, a klucze do niego znajdują się w naszej kieszeni”.

Całym swoim życiem i historiami swoich pacjentów udowadnia, że przeszłość, nawet najbardziej traumatyczna, nie definiuje i nie determinuje naszego życia.

Mnie samą inspiruje i motywuje, by żyć w poczuciu wolności i godności. Uświadamia, że ZAWSZE - niezależnie od sytuacji - MAMY WYBÓR! Możemy podjąć decyzję, która potwierdzi naszą duchową niezależność.

Według mnie to lektura obowiązkowa!

Kiedy miała 16 lat, dr Mengele kazał jej tańczyć w obozowym baraku.
Piekło Auschwitz przetrwała dzięki światłu, które pielęgnowała w swoim sercu.
Ocalona szukała usprawiedliwienia dla swojego istnienia.
Przez lata wypierała traumę, by w końcu się z nią zmierzyć, przebaczyć i pozwolić wygrać życiu.
Żona, matka trojga dzieci, kobieta niezłomna!

Moja imienniczka - Edith...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach:

Czytałam tę książkę długo, ale mam poczucie, że mogłabym zacząć znowu, od początku… tak jest bogata w treści, które warto odkryć i przepracować!

Agnieszka Kozak wykorzystuje w niej terapeutyczną moc bajek. Opowiada je w sposób barwny i angażujący emocjonalnie, ale najważniejsze jest to, że obrazuje za ich pomocą wiele różnych problemów, zaburzeń czy rozterek. A ponieważ posługuje się bogatą symboliką, bajki są wielowymiarowe i każdy może w nich odnaleźć siebie.

Bo „każdy ma swoją opowieść do odkrycia”!

Mamy więc opowieść o ostrydze, gnomie, piłeczce, szafie czy pszczółce i mrówce… Brzmi niewinnie, a może nawet infantylnie, ale w głębi kryją się takie poważne i ważne treści jak:
-przemoc i współuzależnienie
-narcyzm i perfekcjonizm
-nadopiekuńczość i więzienie
-wartość i poczucie sensu…

Każdą z bajek omawia Autorka, odwołując się do swojej praktyki i przywołując problemy, z którymi zmagali się Jej pacjenci. Czyni to z wyczuwalną empatią. Wyraźnie zależy Jej na tym, by każdy z czytelników „przejrzał na oczy”, czyli zrozumiał siebie, swoję lęki, przekonania czy mechanizmy działania. Chce, by docenił dar życia i umiał wziąć za nie odpowiedzialność.

Do każdej z bajek dołączona jest też jej artystyczna i emocjonalna ilustracja w postaci obrazu autorstwa Aleksandry Wagi-Mizery. Ma ona dodatkowy (według mnie bardzo duży) wpływ na interpretację i przeżycie opowieści.

Zapraszam! Odkryjcie je dla siebie!💚

Czytałam tę książkę długo, ale mam poczucie, że mogłabym zacząć znowu, od początku… tak jest bogata w treści, które warto odkryć i przepracować!

Agnieszka Kozak wykorzystuje w niej terapeutyczną moc bajek. Opowiada je w sposób barwny i angażujący emocjonalnie, ale najważniejsze jest to, że obrazuje za ich pomocą wiele różnych problemów, zaburzeń czy rozterek. A ponieważ...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach:

Był 19. maja 1980 roku. Las nad Wisłokiem w Beskidzie Niskim koił oczy i serce wiosenną zielenią. Pani prof. Wanda Półtawska przyjechała tu wiedziona nostalgią i miłością do tego miejsca. Miejsca wyjątkowego, bo uświęconego latami wspólnych wędrówek z ks. kard. Karolem Wojtyłą. Przyjechała, by pomodlić się za swojego Brata. Wczoraj były przecież Jego urodziny…

Ulubioną modlitwą Pani Profesor była Droga krzyżowa, dlatego to właśnie ją odprawiła na tych beskidzkich leśnych drogach. A płynące prosto z serca rozważania i modlitwy spisała, by podzielić się nimi ze swoim Bratem, wtedy już papieżem, i schować do jednej z domowych szuflad. Dziś, dzięki @ po raz pierwszy zostały one wydane i zilustrowane zdjęciami córki Pani Profesor, Katarzyny Półtawskiej-Zalewskiej. Mogą więc już trafić do rąk każdego, kto zechce po nie sięgnąć.

Kiedy św. Jan Paweł II przeczytał te zapiski, określił je jako „pełne prawdy człowieka”. I myślę, że słowa te, tak wymowne, mogłyby już wystarczyć za pełną rekomendację. Ale i ja ośmielę się dodać coś od siebie. Bo dotknęły mnie głęboko te pełne prostoty, szczerości i nieskrywanych rozterek rozważania.

Czytając je i modląc się ich słowami, czułam wyraźnie, że wyrosły one z życiowego trudu, zmęczenia i niepokoju. Czułam, że pisała je kobieta taka jak ja, bo nie ma w nich cienia pretensjonalności i silenia się na teologiczną mądrość. Czułam wyraźnie, że szukała w sobie wiary i siły, by iść po śladach Jezusa, by wstawać z upadków i wszelkie zło przezwyciężać miłością.

Dlatego mocno wierzę, że można w tych rozważaniach odnaleźć własną drogę i przemodlić własne doświadczenia. By iść za Jezusem - w Jego i swojej Drodze krzyżowej…🤎

Był 19. maja 1980 roku. Las nad Wisłokiem w Beskidzie Niskim koił oczy i serce wiosenną zielenią. Pani prof. Wanda Półtawska przyjechała tu wiedziona nostalgią i miłością do tego miejsca. Miejsca wyjątkowego, bo uświęconego latami wspólnych wędrówek z ks. kard. Karolem Wojtyłą. Przyjechała, by pomodlić się za swojego Brata. Wczoraj były przecież Jego urodziny…

Ulubioną...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach:

„Otulająca i pełna światła”, a przy tym mądra jak „Oskar i Pani Róża”

-zachęcały mnie do lektury „Pamięci drzewa” Tiny Vallès napisy na jej okładce. Książkę więc przeczytałam. Z niemałym zresztą wzruszeniem i zachwytem.
I chcę Wam o niej opowiedzieć 🤎

Chcę, bo to naprawdę wyjątkowa w swojej prostocie i głębi lektura, która w czuły sposób przedstawia relację między dziadkiem i jego dziesięcioletnim wnukiem Janem. Fabuła jest w niej zupełnie drugorzędna. Tu liczą się ulotne wrażenia - zapachy, dźwięki i spojrzenia, a czasem słowa, krótkie dialogi i sytuacje, z których utkana jest „pamięć serca”.

Te barwne, pełne blasków i cieni migawki z czasu spędzanego z dziadkiem przekazuje w typowy dla dziecka - zaskakująco świeży i mądry sposób - narracja Jana. To właśnie on, niewiele rozumiejąc, ale mocno czując, opowiada o dziwnym „zapominaniu” dziadka, jego nieporadności i stopniowym „znikaniu”. Opowiada o tym, jak dziadek codziennie przyprowadza go do domu ze szkoły, a po drodze tłumaczy mu świat. Uczy go uważności, życzliwości i otwartości na innych. Przekazuje mu swoje wspomnienia i cenne lekcje dobrego życia, które składają się na „pamięć drzewa”.

Drzewo jako symbol życia, dziedzictwa, korzeni i pokoleniowej ciągłości jest tu zresztą motywem przewodnim, subtelnie i nieprzypadkowo przez Autorkę wykorzystanym. Podobnie jak zegar, droga czy dom.

Bo w obliczu przemijania najbardziej liczy się miłość, rodzinne więzi i „niezapominające serce”🤎

Przeczytajcie! Naprawdę warto!

„Otulająca i pełna światła”, a przy tym mądra jak „Oskar i Pani Róża”

-zachęcały mnie do lektury „Pamięci drzewa” Tiny Vallès napisy na jej okładce. Książkę więc przeczytałam. Z niemałym zresztą wzruszeniem i zachwytem.
I chcę Wam o niej opowiedzieć 🤎

Chcę, bo to naprawdę wyjątkowa w swojej prostocie i głębi lektura, która w czuły sposób przedstawia relację między...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach:

Nigdy nie byłam wielbicielką tej powieści. Po raz pierwszy przeczytałam ją w liceum, ponad trzydzieści lat temu i z tej lektury pamiętałam tylko antypatycznego Heathcliffa i mroczny klimat utworu.

Po raz drugi sięgnęłam po nią kilka dni temu i choć od początku doceniałam romantyczny klimat, malarskie opisy, kunszt kompozycji i języka oraz wyraziste kreacje bohaterów, to męczyłam się z nią bardzo. Z taką ilością okrucieństwa, przemocy i nienawiści nie spotkałam się już dawno w żadnej powieści!

Heathcliff mnie autentycznie przerażał, a Katarzyna irytowała do bólu!

Ale to też świadczy o mistrzowskim piórze Emily Brontë, nieprawdaż?

Dopiero po zamknięciu książki zaczęłam powoli oddzielać elementy typowe dla powieści gotyckiej od warstwy ideowej powieści i dostrzegłam w niej wiele uniwersalnych prawd.

Przede wszystkim genialnie ukazany wątek namiętności graniczącej z obsesją, który stopniowo zabija Katarzynę i Heathcliffa, niszczy też ich bliskich i całe otoczenie. Dla przeciwwagi (na szczęście) pojawia się też miłość prawdziwa, która bezinteresownie pragnie dobra drugiej osoby, jest siłą twórczą i uzdrawiającą serca.

Dalej motywy zdrady, zemsty i traumy, która zatruwa serce tragicznego Heathcliffa, najbardziej demonicznego bohatera w powieści, który pod koniec budzi nawet litość, bo okazuje się, że zło pociąga za sobą duchową pustkę i samotność, nie przynosi spodziewanej satysfakcji.

W najgłębszej zaś warstwie utworu toczy się nieustanna walka dobra ze złem, życia ze śmiercią, miłości z nienawiścią. Odzwierciedla ją dzika i nieokiełznana natura, która oddaje ich siłę i pasję.

Och, bardzo ciekawa jestem najnowszej adaptacji filmowej, choć wiem, że nie będzie w stanie oddać wszystkiego, co mnie finalnie w „Wichrowych Wzgórzach” zachwyciło!🙃

Nigdy nie byłam wielbicielką tej powieści. Po raz pierwszy przeczytałam ją w liceum, ponad trzydzieści lat temu i z tej lektury pamiętałam tylko antypatycznego Heathcliffa i mroczny klimat utworu.

Po raz drugi sięgnęłam po nią kilka dni temu i choć od początku doceniałam romantyczny klimat, malarskie opisy, kunszt kompozycji i języka oraz wyraziste kreacje bohaterów, to...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach:

Jakie skojarzenia przychodzą Wam do głowy, gdy myślicie o Piotrze i Judaszu?

Przyznam szczerze, że w moich oczach Piotr był zawsze liderem Apostołów, „skałą” i pierwszym papieżem.
A Judasz?
„To zdrajca!” - myślałam o nim zawsze z pogardą.

Tymczasem ks. Krzysztof Wons zaprasza nas w swojej książce do spojrzenia na obu uczniów Jezusa z empatią i przez pryzmat Słowa Bożego. Z bliska. Bez jakichkolwiek uprzedzeń, etykietkowania i z góry ustalonych opinii. Mało tego! Pozwala przejrzeć się w ich historiach jak lustrze, dostrzegając w nich swoje własne wybory, słabości i przede wszystkim działanie Bożego miłosierdzia.

Już na początku lektury zaskoczyło mnie to, jak wiele łączyło Piotra z Judaszem. Począwszy od fascynacji Mistrzem, przez ich powołanie, tę samą wspólnotę i misję, a skończywszy na ich kryzysie, zdradzie i upadku. Ale „Piotr wrócił do Jezusa. Judasz nie potrafił. Pierwszy oddał życie za Niego, drugi odebrał sobie życie. Męczennik i samobójca”.

Uświadomiłam sobie szybko, jak bardzo stereotypowa i krzywdząca była moja opinia o Judaszu i jak mocno idealizowałam Piotra. Po wejściu z ks. Wonsem na drogę „lectio divina” zobaczyłam, że historia obu apostołów jest złożona i pełna tajemnic. Tylko Słowo może nam ujawnić choć skrawek prawdy o nich, bo całej nigdy nie poznamy. Warto jednak pamiętać, że „Jezus umiera za wszystkich, także za Judasza!”

Zachęcam więc Was do lektury tej niewielkiej książeczki, która otwiera oczy serca nie tylko na prawdę o obu apostołach, ale przede wszystkim na potęgę Bożego miłosierdzia!

Do mnie przemówiła! I to bardzo😇

Jakie skojarzenia przychodzą Wam do głowy, gdy myślicie o Piotrze i Judaszu?

Przyznam szczerze, że w moich oczach Piotr był zawsze liderem Apostołów, „skałą” i pierwszym papieżem.
A Judasz?
„To zdrajca!” - myślałam o nim zawsze z pogardą.

Tymczasem ks. Krzysztof Wons zaprasza nas w swojej książce do spojrzenia na obu uczniów Jezusa z empatią i przez pryzmat Słowa...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach:

„Wszystko zaczyna się od pierwszego chleba” 🤎

I tak też było we włoskiej rodzinie Consonni, której losy przestawia Sabina Waszut w dwóch tomach sagi: „Noc pachnie chlebem” i „Poranki smakują kawą”.

Jej dzieje rozpoczynają się na przełomie XIX i XX w. w okolicach jeziora Como. To właśnie wtedy przystojny Francesco Consonni, dziedzic fortuny handlarzy jedwabiem, zakochuje się z wzajemnością w pięknej robotnicy Erneście. Ich rodziny stanowczo sprzeciwiają się temu związkowi, ale miłość okazuje się być silniejsza od wszelkich przeszkód, a w jej przetrwaniu pomaga…maleńka piekarnia!

Warto zaznaczyć, że historię całego rodu ukazuje Autorka na tle burzliwych przemian społeczno-politycznych zachodzących we Włoszech, ale na planie pierwszym jest zawsze rodzina i piekarnia, wokół której koncentruje się życie wszystkich jej członków z kolejnych pokoleń.

Trudno zresztą, żeby było inaczej! W końcu „od pierwszych dni życia oddychali oni zapachem chleba”! I nawet jeśli próbują walczyć z miłością do tego miejsca, w końcu do niego wracają.

To piekarnia bowiem staje się dla nich bezpieczną przystanią, do której mogą zawsze przybić. To piekarnia uczy ich celebrować zwyczajną codzienność i docenić ciężką pracę, która nadaje sens życiu. To piekarnia jest milczącym, ale i czułym świadkiem wszystkich radości i smutków, które przeżywają jej właściciele: kryzysu wieku średniego, straty najbliższych czy dorastania dzieci i ich trudnych do zaakceptowania wyborów.

To w piekarni wreszcie wypiekany jest ten „chleb powszedni”, który staje się symbolem najtrwalszych wartości: miłości, przywiązania i tradycji.

Nie pozostaje mi więc nic innego, jak zaprosić Was do tego dobrego miejsca, gdzie codzienność pachnie chlebem i świeżo parzoną kawą. Sama jestem naprawdę pod dużym wrażeniem prostoty i empatii, z jakimi przedstawiła Autorka jej dzieje🤎

Ba, czekam już z niecierpliwością na ciąg dalszy, który ma niebawem nastąpić 😃

„Wszystko zaczyna się od pierwszego chleba” 🤎

I tak też było we włoskiej rodzinie Consonni, której losy przestawia Sabina Waszut w dwóch tomach sagi: „Noc pachnie chlebem” i „Poranki smakują kawą”.

Jej dzieje rozpoczynają się na przełomie XIX i XX w. w okolicach jeziora Como. To właśnie wtedy przystojny Francesco Consonni, dziedzic fortuny handlarzy jedwabiem, zakochuje...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach:

„Wszystko zaczyna się od pierwszego chleba” 🤎

I tak też było we włoskiej rodzinie Consonni, której losy przestawia Sabina Waszut w dwóch tomach sagi: „Noc pachnie chlebem” i „Poranki smakują kawą”.

Jej dzieje rozpoczynają się na przełomie XIX i XX w. w okolicach jeziora Como. To właśnie wtedy przystojny Francesco Consonni, dziedzic fortuny handlarzy jedwabiem, zakochuje się z wzajemnością w pięknej robotnicy Erneście. Ich rodziny stanowczo sprzeciwiają się temu związkowi, ale miłość okazuje się być silniejsza od wszelkich przeszkód, a w jej przetrwaniu pomaga…maleńka piekarnia!

Warto zaznaczyć, że historię całego rodu ukazuje Autorka na tle burzliwych przemian społeczno-politycznych zachodzących we Włoszech, ale na planie pierwszym jest zawsze rodzina i piekarnia, wokół której koncentruje się życie wszystkich jej członków z kolejnych pokoleń.

Trudno zresztą, żeby było inaczej! W końcu „od pierwszych dni życia oddychali oni zapachem chleba”! I nawet jeśli próbują walczyć z miłością do tego miejsca, w końcu do niego wracają.

To piekarnia bowiem staje się dla nich bezpieczną przystanią, do której mogą zawsze przybić. To piekarnia uczy ich celebrować zwyczajną codzienność i docenić ciężką pracę, która nadaje sens życiu. To piekarnia jest milczącym, ale i czułym świadkiem wszystkich radości i smutków, które przeżywają jej właściciele: kryzysu wieku średniego, straty najbliższych czy dorastania dzieci i ich trudnych do zaakceptowania wyborów.

To w piekarni wreszcie wypiekany jest ten „chleb powszedni”, który staje się symbolem najtrwalszych wartości: miłości, przywiązania i tradycji.

Nie pozostaje mi więc nic innego, jak zaprosić Was do tego dobrego miejsca, gdzie codzienność pachnie chlebem i świeżo parzoną kawą. Sama jestem naprawdę pod dużym wrażeniem prostoty i empatii, z jakimi przedstawiła Autorka jej dzieje🤎

Ba, czekam już z niecierpliwością na ciąg dalszy, który ma niebawem nastąpić 😃

„Wszystko zaczyna się od pierwszego chleba” 🤎

I tak też było we włoskiej rodzinie Consonni, której losy przestawia Sabina Waszut w dwóch tomach sagi: „Noc pachnie chlebem” i „Poranki smakują kawą”.

Jej dzieje rozpoczynają się na przełomie XIX i XX w. w okolicach jeziora Como. To właśnie wtedy przystojny Francesco Consonni, dziedzic fortuny handlarzy jedwabiem, zakochuje...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach:

Najpierw była książka!

Tak, film „Hamnet” powstał na podstawie powieści Maggie O’Farrell, którą przeczytałam dopiero po obejrzeniu adaptacji, ale mam poczucie, że oddała ona po prostu jej niezwykły, pulsujący emocjami klimat.

Bo Maggie O’Farrell w mistrzowski wręcz sposób operuje słowem! Jej styl jest zmysłowy i nastrojowy, fragmentami wręcz liryczny i barokowy w celowym przesycie środkami wyrazu. Dałam się mu porwać od pierwszych stron, poddając się jego czułemu rytmowi naśladującemu niespokojne bicie serc bohaterów powieści.

Najgłębiej poruszający jest wśród nich portret Agnes, żony Szekspira, która zarówno w powieści, jak i w filmie wysuwa się na plan pierwszy. Jej nieakceptowalna przez innych żywiołowość, społeczne nieprzystosowanie i silna więź z naturą mają tu moc niemal magnetyzującą. Jej mąż jest zdecydowanie bardziej w cieniu, choć Autorka mocno eksponuje jego tragizm wynikający z toksycznej relacji z ojcem, który stosuje wobec niego przemoc fizyczną i psychiczną, gardząc jego wrażliwością.

Pięknie wybrzmiewają w powieści również wątki związane z miłością rodzicielską, stratą i żałobą, którą każdy przeżywa na swój sposób. Mnie samą wzruszył do łez obraz przeżyć „rozbitej na kawałki” Agnes, która z wielkim trudem wraca do życia po śmierci Hamneta. Z bolesnym wręcz zachwytem czytałam o tym, z czym tak bardzo się sama utożsamiam - o lęku o zdrowie i życie dzieci, który jest wiernym towarzyszem macierzyństwa. Myślę zresztą, że w tych sugestywnych opisach odnajdzie się każda matka…

I cóż, nie pozostaje mi nic innego, jak polecić Wam tę genialną powieść. Ja sama żałuję, że nie przeczytałam jej przed obejrzeniem filmu… choć ten też jest przepiękny!🙃 A zresztą … oceńcie sami!

Najpierw była książka!

Tak, film „Hamnet” powstał na podstawie powieści Maggie O’Farrell, którą przeczytałam dopiero po obejrzeniu adaptacji, ale mam poczucie, że oddała ona po prostu jej niezwykły, pulsujący emocjami klimat.

Bo Maggie O’Farrell w mistrzowski wręcz sposób operuje słowem! Jej styl jest zmysłowy i nastrojowy, fragmentami wręcz liryczny i barokowy w celowym...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach:

„Ostatnia zapałka” Marie Vareille poruszyła mnie do głębi! Przeczytałam ją w dwa wieczory, przeżywam już niemal tydzień, ale wierzę, że nadzieja, którą we mnie obudziła, zostanie w moim sercu na zawsze!

Co mnie tak dotknęło? - zapytacie, a ja odpowiem, że od pierwszych stron bliscy stali mi się bohaterowie tej historii. Najpierw Abigaëlle, która nie może przypomnieć sobie, w czyim pogrzebie uczestniczyła 27 lat temu, kiedy złożyła śluby milczenia i zamieszkała w klasztorze. Później - Gabriel - jej dorosły brat, genialny artysta, który walczy z zalegającą w jego wnętrzu ciemnością i zakochuje się w Zoé, która jest czystą jasnością i jak nikt kocha życie.

Abi i Gabriel jako ofiary przemocy domowej dźwigają niewyobrażalnie ciężki bagaż lęku i poczucia winy. Gabriel boi się, że zapisana w jego DNA agresja wymknie mu się spod kontroli i tak jak ojciec skrzywdzi najbliższych. Abi mu dzielnie kibicuje, ale jedyne, co ma, to wiara w cuda i „ostatnia zapałka”…

Powiecie, że „grali to” już wiele razy? Że studium przemocy Wam już zbrzydło, bo ile można o nim czytać i je oglądać?

Może i jest tak rzeczywiście, ale Marie Vareille przedstawia je w wyjątkowy sposób. Nie przytłacza i nie przygnębia, choć i nie banalizuje ani nie umniejsza tragedii. Nie, ona tu wybrzmiewa i to z całą siłą! Ciemność jest ciemna. Bez dyskusji! Ale poza nią jest jeszcze światło i wiara w to, że nawet nikły płomyk ognia może rozproszyć mrok. Czasem wystarczy tylko zareagować i przerwać milczenie, którym żywi się przemoc. Czasem wystarczy dobre słowo czy życzliwy gest… a o ileż więcej cudów może zdziałać miłość!

Ach, i muszę jeszcze wspomnieć o kilku zabiegach literackich, które mnie poza treścią zachwyciły i sprawiły, że historia ta nabrała głębszego wymiaru. To przede wszystkim złożona narracja i zręczne wprowadzanie czytelnika w błąd… ale o tym „cicho, sza!”, żeby nie popsuć Wam przyjemności z czytania 😃🙃

Bo mam nadzieję, że po „Ostatnią zapałkę” sięgnięcie i, tak jak w moim sercu, rozpali w Was niegasnący płomyk nadziei!

„Ostatnia zapałka” Marie Vareille poruszyła mnie do głębi! Przeczytałam ją w dwa wieczory, przeżywam już niemal tydzień, ale wierzę, że nadzieja, którą we mnie obudziła, zostanie w moim sercu na zawsze!

Co mnie tak dotknęło? - zapytacie, a ja odpowiem, że od pierwszych stron bliscy stali mi się bohaterowie tej historii. Najpierw Abigaëlle, która nie może przypomnieć...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach:

Wierzycie w istnienie aniołów?

Wierzycie w to, że z woli Boga opiekują się nami, strzegą nas i skłaniają do właściwych wyborów?

Nie - infantylne aniołki, aniołeczki czy anielice - ale potężne i dobre duchy, których dyskretna obecność niespodziewanie dodaje nam odwagi albo staje się źródłem nagłego olśnienia?

A bywa i tak, że aniołowie dzielą się swoją misją z ludźmi, którzy dzięki temu mogą wejść „w anielskie buty” i stać się aniołami dla innych.

I właśnie 52 „opowieści o aniołach na każdy tydzień” przedstawiają takich zwykłych zjadaczy chleba, którzy wykazali się troską, zrozumieniem, ludzkim odruchem, życzliwością, uśmiechem, serdecznością… Ludzi, którym „coś” kazało wrócić, zadzwonić, zagadnąć, zapukać, wyciągnąć rękę, zatrzymać się albo zapytać… Niby nic, tak niewiele, a innym uratowało to dzień albo i całe życie!

Bo, jak się okazuje, żeby „wejść w anielskie buty”, nie trzeba być herosem i mieć nadprzyrodzonej siły. Wystarczy tylko (albo aż) empatia i serce otwarte na natchnienia i drugiego człowieka!

Urzekły mnie te (w większości oparte na faktach) historie! Emanują z nich nieziemskie wręcz: prostota, czystość i głębia. Brzmią jak przypowieści, które inspirują do czynienia dobra, ale nie tego spektakularnego, ale - zwykłego i codziennego, jak chleb „powszedniego”.

Dołączone do nich modlitwy - do anioła starości, samotności, trudnych sytuacji czy czasu… - skojarzyły mi się z poezją księdza Twardowskiego i ufną wiarą dziecka. Jestem pewna, że mogą ją budzić w sercach odbiorców!

Tyle o treści, bo muszę jeszcze dodać, że książka jest pięknie wydana. Beżowy papier i ilustracje oraz zdjęcia utrzymane w ciepłych odcieniach sprawiają, że czytając ją, mamy poczucie otulenia i zanurzenia w lepszym - anielskim świecie 🤎

To jedna z tych lektur, które (jak pisał Słowacki) mogą nas - „zjadaczy chleba” - „w aniołów przerobić”!

Polecam całym sercem!

Wierzycie w istnienie aniołów?

Wierzycie w to, że z woli Boga opiekują się nami, strzegą nas i skłaniają do właściwych wyborów?

Nie - infantylne aniołki, aniołeczki czy anielice - ale potężne i dobre duchy, których dyskretna obecność niespodziewanie dodaje nam odwagi albo staje się źródłem nagłego olśnienia?

A bywa i tak, że aniołowie dzielą się swoją misją z ludźmi,...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach:

Lubicie włoskie klimaty?
Dobrze czytało albo oglądało Wam się „Genialną przyjaciółkę”?

Jeśli tak, to ta powieść jest dla Was!

Mnie samą od pierwszych stron uwiodła poruszającymi wyobraźnię, soczystymi (ale i nieco cierpkimi) jak tytułowe cytryny, opisami przeżyć wewnętrznych i relacji międzyludzkich oraz szczyptą realizmu magicznego.

Jej bohaterkami są należące do trzech pokoleń rodziny Maravigliów: Rosa, jej córka Selma i wnuczki: Patrizia, Lavinia i Marinella. To one znajdują się w centrum, stworzonego przez Aurorę Tamigio, świata, w którym dominują mężczyźni. Ci ostatni nie zapewniają jednak kobietom poczucia bezpieczeństwa i wsparcia, i choć nie wszyscy przedstawieni są w negatywnym świetle, stają się dla nich raczej źródłem rozczarowania i cierpienia.

A one?

Czy wszystkie mogą poszczycić się niezłomnością i determinacją w działaniu?

Absolutnie nie! Są mocno zindywidualizowane, jedne z nich są dumne i zbuntowane, inne - uległe i chorowite, ale tym, co je wyróżnia i daje im siłę, są ich wzajemne relacje i dziedzictwo przekazywane z pokolenia na pokolenie.

Najmocniej za serce chwyciło mnie jednak to, jak Autorka opisała więzi łączące trzy siostry, tak bardzo zróżnicowane charakterologicznie, a jednak pielęgnujące swoją bliskość - szczególnie mocno po kolejnych stratach i zdradach, które muszą przeżywać. Ich wzajemne oddanie, a nawet poświęcenie, wzbudziły we mnie podziw i wzruszenie.

I choćby dla tego wątku warto tę powieść przeczytać!

Lubicie włoskie klimaty?
Dobrze czytało albo oglądało Wam się „Genialną przyjaciółkę”?

Jeśli tak, to ta powieść jest dla Was!

Mnie samą od pierwszych stron uwiodła poruszającymi wyobraźnię, soczystymi (ale i nieco cierpkimi) jak tytułowe cytryny, opisami przeżyć wewnętrznych i relacji międzyludzkich oraz szczyptą realizmu magicznego.

Jej bohaterkami są należące do trzech...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach:

Uwielbiam książki o artystach i sztuce, dlatego bez wahania sięgnęłam po „Madame Matisse” Sophie Haydock. Przyznaję się jednak bez bicia, że skutecznym wabikiem była w tym przypadku przykuwająca wzrok okładka, genialnie nawiązująca do dzieł ojca fowizmu🙃

Prawda, że piękna?

Nie zatrzymujmy się jednak na niej, bo to przede wszystkim „środek” tej książki zasługuje na najwyższe noty!

Poznacie w nim trzy niezłomne kobiety, miłości i muzy w życiu i twórczości Henriego Matisse’a: Amélie - jego żonę; Lidię - jego asystentkę i Marguerite - jego nieślubną córkę. Każda z nich poświęciła mu swoje ambicje i część życia, wspierając go na jego wyboistej artystycznej drodze. Każda budowała swoją tożsamość w oparciu o relację z nim, w gruncie rzeczy nie znając samej siebie. I każda wreszcie chciała być w centrum jego świata, rywalizując z pozostałymi o jego uwagę i uczucia.

Ich psychologiczne portrety są złożone i wielowymiarowe. Mam poczucie, że żadnej z nich Autorka nie faworyzuje i nie przedstawia w lepszym świetle, choć przyznaję, że mój największy podziw wzbudziła Lidia. Zaimponowała mi jej szlachetność i dobroć. Ujęło mnie jej czyste i bezwarunkowe uczucie, którym obdarzyła Matisse’a.

Powieść wciągnęła mnie tak bardzo, że przeczytałam ją w dwa wieczory (skończyłam wczoraj w nocy), zachwycając się mistrzowską analizą stanów wewnętrznych i skomplikowanych relacji międzyludzkich, w obliczu których sama sztuka schodzi na plan dalszy… choć w znaczącym stopniu jest przecież ich owocem!

Ciągle ją jeszcze przeżywam… a Wam z serca polecam!

Uwielbiam książki o artystach i sztuce, dlatego bez wahania sięgnęłam po „Madame Matisse” Sophie Haydock. Przyznaję się jednak bez bicia, że skutecznym wabikiem była w tym przypadku przykuwająca wzrok okładka, genialnie nawiązująca do dzieł ojca fowizmu🙃

Prawda, że piękna?

Nie zatrzymujmy się jednak na niej, bo to przede wszystkim „środek” tej książki zasługuje na...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach:

Żyjemy w kulturze przesytu, która nie tylko stresuje nas i przytłacza, ale też przesłania nam nasze prawdziwe potrzeby i sens życia.

Zgodzicie się z tą tezą?

Stawia ją już na początku swojej książki Emily Rand-Przykaza, proponując jako antidotum na ten wszechobecny nadmiar ideę „wystarczalizmu”. Co ważne, nie chodzi w nim o to, żeby wpaść w kolejną skrajność i żyć w zupełnej ascezie, ale o to, by spotkać się ze swoimi prawdziwymi potrzebami i wiedzieć, gdzie jest to nasze „wystarczy”. To właśnie będzie ten umiar, który każdy zdefiniuje inaczej, kierując się swoją miarą.

Czy chodzi tylko o rzeczy?

Autorka mocno podkreśla, że w filozofii „wystarczalizmu” celem nie jest tylko i wyłącznie ograniczenie przedmiotów, ale zmiana myślenia, przekonań i nawyków. Prawda jest taka, że to przede wszystkim nasza skrępowana dusza i zniewolony umysł sprawiają, że nie umiemy pozbywać się niechcianych rzeczy i nie pamiętamy o umiarze w jedzeniu, korzystaniu z cyfrowej technologii, wypowiadanych słowach, a nawet… praktykach duchowych!

Dlatego, żeby cokolwiek zmienić i zacząć porządkować przestrzeń, w której funkcjonujemy, trzeba zacząć od… głowy! Pomocne okazują się tu też nawiązania do Biblii i nauczania ojców pustyni, do których odwołuje się Autorka w swoich rozważaniach.

Przyznam, że przestudiowałam tę książkę bardzo wnikliwie. Jej lektura zapaliła wiele czerwonych lampek w mojej głowie, zwróciła uwagę na konieczność uporządkowanie relacji ze ze smartfonem i wyrzucenia niepotrzebnych przedmiotów. Uświadomiła mi też, że umiar wiąże się ze smakowaniem życia, sztuką wyboru i zgodą na to, że wiele rzeczy mnie w życiu ominie.

Bardzo doceniam empatię i delikatność Autorki, Jej rzeczowy i klarowny styl, a także uczciwość, która wzbudziła moje zaufanie. Jestem wdzięczna, że podzieliła się swoją wiarą, intuicją i doświadczeniem, zachęcając do życia w wolności od przywiązań.

Wierzcie mi, Jej świadectwo inspiruje i motywuje do zrobienia prawdziwych porządku w swoim życiu!

Polecam Wam lekturę i ideę „Wystarczalizmu” z całego serca!

Żyjemy w kulturze przesytu, która nie tylko stresuje nas i przytłacza, ale też przesłania nam nasze prawdziwe potrzeby i sens życia.

Zgodzicie się z tą tezą?

Stawia ją już na początku swojej książki Emily Rand-Przykaza, proponując jako antidotum na ten wszechobecny nadmiar ideę „wystarczalizmu”. Co ważne, nie chodzi w nim o to, żeby wpaść w kolejną skrajność i żyć w...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach:

To zdecydowanie najdojrzalsza, literacko i życiowo, powieść Natalii Przeździk!

Jej lektura wywołała we mnie całą gamę często sprzecznych emocji i skłoniła do wielu życiowych refleksji.

I tak, irytację, ale i żal połączony ze współczuciem wzbudziła we mnie kreacja Hanny, która sama skrzywdzona przez niewiernego męża zamknęła siebie i swoją córkę Majkę w ciasnej klatce uprzedzeń i fałszywych przekonań. Miały im one zapewnić bezpieczną egzystencję, a w rzeczywistości skazały na płytką, pozbawioną marzeń i wyższych aspiracji wegetację. Jedynym urozmaiceniem w niej była fascynacja kulturą Japonii, którą Hanna skutecznie córce zaszczepiła.

Jak zawsze jednak w takich sytuacjach, w których wydaje się człowiekowi, że nad wszystkim panuje, wydarzyło się coś, co zatrzęsło ich światem. Paradoksalnie dało im też szansę na życie pełniejsze i prawdziwsze, w którym motywem przewodnim, zamiast ostrożności i kontroli, stały się nadzieja i odwaga…

Historię tę opowiedziała Natalia Przeździk z sobie właściwą wrażliwością i empatią, przywołując wiele (związanych głównie z Japonią) kontekstów literackich, muzycznych i kulturowych. Pięknie wykorzystała też symbolikę kwitnącej wiśni, obrazując motyw przemijania i pokazując, że każde - nawet naznaczone cierpieniem i ułomne życie - jest piękne i warte przeżycia, choć zwykle dociera to do nas dopiero wtedy, gdy uświadomimy sobie, że jesteśmy… śmiertelni.

Jestem naprawdę pod dużym wrażeniem tej głębokiej i wielowymiarowej powieści, w której Autorka w dość lekki i absolutnie niebanalny sposób przedstawiła najpoważniejsze problemy. Sprawiła przy tym, że, wzruszona, uśmiechnęłam się do swojej przyszłości z nadzieją i odwagą❤️

Polecam Wam jej lekturę z całego serca!

To zdecydowanie najdojrzalsza, literacko i życiowo, powieść Natalii Przeździk!

Jej lektura wywołała we mnie całą gamę często sprzecznych emocji i skłoniła do wielu życiowych refleksji.

I tak, irytację, ale i żal połączony ze współczuciem wzbudziła we mnie kreacja Hanny, która sama skrzywdzona przez niewiernego męża zamknęła siebie i swoją córkę Majkę w ciasnej klatce...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach:

„Grudniowym domem” Magda Knedler wyraźnie przełamuje konwencję typowych powieści świątecznych. Zamiast ciepłego klimatu i fabuły, która grzeje serce, dostałam w nim bowiem nostalgiczną (a nawet nieco mroczną) historię z tajemnicą, której korzenie sięgają II wojny światowej.

Kamila, jej główna bohaterka i narratorka, pracuje w branży funeralnej. Jest artystką, która projektuje nagrobki. Wiadomość o śmierci babci Matyldy zaskakuje ją na początku grudnia. Wtedy też decyduje się wyruszyć do odziedziczonego po babci poniemieckiego domu i odpowiedzieć na pytania związane z tajemniczym zniknięciem dziadka, do którego doszło wiele lat wcześniej. Pomaga jej w tym jej przyjaciel Tomek.

Z czasem okazuje się, że konfrontacja z przeszłością jest okazją do podróży w głąb siebie samej Kamili. Dzięki prawdzie, ukrywanej przez babcię, a odkrytej przez siebie może wreszcie poczuć się kompletna i zrozumieć swoje wybory.

Magda Knedler to jedna z moich ulubionych pisarek. Tu też mnie nie zawiodła. Wykreowała wiarygodnych bohaterów, stworzyła intrygującą fabułę i zgrabnie wykorzystała biografię i dzieła „najbardziej szalonego malarza na świecie” - Franza Sedlacka. A poruszyła przy tym wiele ważnych tematów: traumy międzypokoleniowej i terapeutycznej wartości sztuki, straty i żałoby, szaleństwa i miłości…

Polecam więc „Grudniowy dom” tym z Was, którzy nie przepadają za lukrowanymi powieściami świątecznymi, które konsumuje się dość szybko i równie szybko zapomina. Gwarantuję, że ta powieść zostanie z Wami na długo!

„Grudniowym domem” Magda Knedler wyraźnie przełamuje konwencję typowych powieści świątecznych. Zamiast ciepłego klimatu i fabuły, która grzeje serce, dostałam w nim bowiem nostalgiczną (a nawet nieco mroczną) historię z tajemnicą, której korzenie sięgają II wojny światowej.

Kamila, jej główna bohaterka i narratorka, pracuje w branży funeralnej. Jest artystką, która...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach:

Od kilku lat przynależę do Wspólnoty Diecezji Siedleckiej „Umiłowana”, dlatego książka „Wspólnota, która leczy - wspólnota, która rani” Angeliki Szelągowskiej-Mironiuk żywo mnie zainteresowała i przestudiowałam ją bardzo wnikliwie.

Autorka (psychoterapeutka i psycholożka z wieloletnim stażem) analizuje, jakie wspólnoty mamy w Kościele, gdzie i wokół czego się gromadzimy. Podkreśla siłę i znaczenie różnorodności wspólnot, które odpowiadają na różne potrzeby duchowe jej członków, m.in. „tradsów” i „charyzmatyków”. I tu ujęło mnie to, jak rozprawia się z krzywdzącymi stereotypami na ich temat i pięknie określa je jako „dwa żagle tej samej łodzi, które są potrzebne, aby statek płynął naprzód”!

Odpowiada też na wiele intrygujących pytań. Niektóre z nich to:

-jak odróżnić zdrową religijność od neurotycznej?
-jak rozpoznać toksyczną grupę i jak z niej wyjść?
-czym warto się kierować przy wyborze wspólnoty, jak w niej żyć i się rozwijać?
-jak liderować i „płonąć bez wypalenia”?
-jaką rolę odgrywają emocje w naszym życiu duchowym?

Co istotne, nie jest to podręcznik ani poradnik! To raczej zbiór rozważań i refleksji, w którym Autorka w zrównoważony sposób odwołuje się do wiedzy psychologicznej, własnych doświadczeń (również jako członkini wspólnoty) i świadectw innych osób.

Styl Autorki jest klarowny i plastyczny; nie nadużywa profesjonalnego słownictwa, często stosuje obrazowe porównania i przywołuje ciekawe przykłady. Dzięki temu książkę czyta się naprawdę dobrze!

Polecam ją wszystkim, którzy już funkcjonują we wspólnotach i tym, którzy są wciąż na etapie poszukiwania swojego miejsca. Bo warto być we wspólnocie. Bez niej jesteśmy bardziej narażeni na zagubienie i poczucie osamotnienia.

Pamietajmy, że „chrześcijański Bóg jest Bogiem relacji”. Chciał mieć wspólnotę i ją stworzył - w końcu Pan Jezus powołał nie jednego, a dwunastu apostołów!

Od kilku lat przynależę do Wspólnoty Diecezji Siedleckiej „Umiłowana”, dlatego książka „Wspólnota, która leczy - wspólnota, która rani” Angeliki Szelągowskiej-Mironiuk żywo mnie zainteresowała i przestudiowałam ją bardzo wnikliwie.

Autorka (psychoterapeutka i psycholożka z wieloletnim stażem) analizuje, jakie wspólnoty mamy w Kościele, gdzie i wokół czego się gromadzimy....

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Okładka książki Czy Bogu na pewno nic się nie wymyka? Katarzyna Olubińska, Krzysztof Pałys OP
Ocena 8,7
Czy Bogu na pewno nic się nie wymyka? Katarzyna Olubińska, Krzysztof Pałys OP

Na półkach:

Ta pięknie wydana pozycja ma formę rozmowy Katarzyny Olbińskiej z o. Krzysztofem Pałysem. Serdeczną i opartą na zaufaniu atmosferę tych spotkań subtelnie i obrazowo oddaje autorka popularnego bloga „Bóg w wielkim mieście” we wstępach poprzedzających każdy z rozdziałów. Możemy się dzięki nim przenieść w wyobraźni na warszawski Służew, poczuć klimat wiosenno-letnich dni i, przycupnąwszy gdzieś z boku, wsłuchać się w głębokie, a jednocześnie żywe i pełne emocji rozmowy.

Styl wypowiedzi obojga rozmówców jest przystępny i plastyczny. W pytaniach Katarzyny Olubińskiej daje się wychwycić wrażliwość i kobiecą perspektywę w spojrzeniu na świat. Język ojca Krzysztofa jest z kolei rzeczowy i precyzyjny, ale i zaprawiony mądrym humorem, który dodaje mu lekkości. Wszystko to sprawia, że, czytając rozmowę, angażujemy się w jej przebieg i mamy wrażenie, jakbyśmy w niej uczestniczyli.

Kluczowym wątkiem książki jest odpowiedź na prowokacyjne pytanie postawione w tytule: „Czy Bogu na pewno nic się nie wymyka?” Co ważne, ojciec Pałys nie ucieka tu od trudnej konfrontacji woli Bożej z ludzką wolnością. Próbuje też oswoić samotność i deficyty, które są szansą, by Bóg je wypełnił. Rozważa znaczenie pokory, ostrzega przed pokusą oceniania i narzekania, a gorąco zachęca do wdzięczności. Zastanawia się również, „jak zwolnić w rozpędzonym wielkim mieście”, jak odzyskać radość życia, nauczyć się odpoczywać i wypracować dobre nawyki. Odwołuje się przy tym do Biblii, Katechizmu KK i nauczania ojców pustyni.

Nie znajdziecie tu jednak gotowych recept i banalnych coachingowych haseł! Zamiast nich dostaniecie głębokie i dojrzałe treści, materiał do autorefleksji i pracy nad sobą!

Dziś ostani dzień roku. Przed nami nowe rozdziały, puste kartki i wielka niewiadoma, która rodzi zarówno ciekawość i ekscytację, jak i obawy oraz lęk. Dlatego niemal jak powietrza potrzeba nam teraz nie taniego optymizmu, ale wyrastającej z wiary Nadziei, nie - kolejnego poradnika, a książki, która pomoże nam spojrzeć na wszystko, co nas spotka, z dojrzałej i Bożej perspektywy.

Szczerze zachęcam do wsłuchania się w te głębokie i mądre rozmowy!

Ta pięknie wydana pozycja ma formę rozmowy Katarzyny Olbińskiej z o. Krzysztofem Pałysem. Serdeczną i opartą na zaufaniu atmosferę tych spotkań subtelnie i obrazowo oddaje autorka popularnego bloga „Bóg w wielkim mieście” we wstępach poprzedzających każdy z rozdziałów. Możemy się dzięki nim przenieść w wyobraźni na warszawski Służew, poczuć klimat wiosenno-letnich dni i,...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to