Opinie użytkownika

Filtruj:
Wybierz
Sortuj:
Wybierz
Okładka książki Witamina C historia prawdziwa Steve Hickey, Andrew W. Saul
Ocena 9,0
Witamina C historia prawdziwa Steve Hickey, Andrew W. Saul

Na półkach:

Co tak naprawdę wiemy o witaminie C? Czy nie ulegliśmy powszechnej narracji, że działa ona na przeziębienie, a poza sezonem jesienno-zimowym nie jest nam specjalnie potrzebna?
Książka „Witamina C historia prawdziwa” bezlitośnie rozprawia się z mitami na temat tej niedocenianej molekuły, ukazując jak kluczowe jest jej znaczenie dla prawidłowego funkcjonowania naszego organizmu. To nie teoria spiskowa – to fakty! Warto znać prawdę, a jeśli chcecie ją poznać, ta książka jest lekturą obowiązkową. Gorąco polecam wszystkim, którzy planują długie i zdrowe życie.

Co tak naprawdę wiemy o witaminie C? Czy nie ulegliśmy powszechnej narracji, że działa ona na przeziębienie, a poza sezonem jesienno-zimowym nie jest nam specjalnie potrzebna?
Książka „Witamina C historia prawdziwa” bezlitośnie rozprawia się z mitami na temat tej niedocenianej molekuły, ukazując jak kluczowe jest jej znaczenie dla prawidłowego funkcjonowania naszego...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach:

Byłam ogromnie ciekawa tej - jak się spodziewałam – finałowej części sagi z komisarzem Bondysem. Tymczasem jak zapowiada autorka, możemy spodziewać się kolejnych tomów przygód komisarza Marka i na tym nie koniec zaskoczeń związanych z tym tomem powieści.

„Węże…” zawierają sporo wątków, które uważam za oryginalne i niosące ze sobą olbrzymi potencjał – wątek Serpenty i jej sekty, cała związana z tym astrologia, numerologia, psychologiczne gierki, jakie kobieta prowadziła ze wszystkimi, których spotykała na swojej drodze – to wszystko intrygowało, urzekało i sprawiało, że apetyt rósł w miarę czytania. Jednak otwarcie przyznaję, że wplecione w to, w moim odczuciu, nieco na siłę, wątki Estery i jej rodzinnej historii, do tego stopnia zagmatwały obraz tego, co rozgrywało się na kartach powieści, że w pewnym momencie poczułam się tak zagubiona, iż zupełnie nie mogłam się połapać, kto jest kim. Byłam nawet przez chwilę przekonana, że Serpenta jest córką Estery, ale technicznie wydawało mi się to niemożliwe. Zresztą wyjaśnienie tego wątku z sąsiadką Bondysa było tak naciągane, że aż trzeszczało w szwach. I nie ukrywam, że zepsuło mi to przyjemność z czytania finału tej powieści. Do pewnego momentu jakoś się to jeszcze kleiło, ale chyba zbyt wiele wątków chciała autorka domknąć w tym trzecim tomie, bo kiedy doszła do tego historia Anity czytelnik naprawdę może się pogubić.
Jednak mimo tej zepsutej końcówki uważam, że jest to jedna z fajniejszych serii kryminalnych, jakie było mi dane czytać w tym roku i szczerze polubiłam komisarza Bondysa, dlatego z radością przyjęłam informację o planach kontynuacji serii z jego przygodami.

Recenzja powstała w ramach akcji recenzenckiej Wydawnictwa SQN

Byłam ogromnie ciekawa tej - jak się spodziewałam – finałowej części sagi z komisarzem Bondysem. Tymczasem jak zapowiada autorka, możemy spodziewać się kolejnych tomów przygód komisarza Marka i na tym nie koniec zaskoczeń związanych z tym tomem powieści.

„Węże…” zawierają sporo wątków, które uważam za oryginalne i niosące ze sobą olbrzymi potencjał – wątek Serpenty i jej...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach:

Niepozorna w swojej objętości, za to niezwykle bogata pod względem zawartej w niej treści – tak najkrócej można scharakteryzować tę książkę. Choć bylica roczna jest stosunkowo mało znana w naszym kraju, dzięki takim właśnie opracowaniom, jestem przekonana, że niebawem zagości w ogrodach tych, którzy chcą żyć bardziej świadomie i sięgać przede wszystkim po naturalne środki, jeśli chodzi o zwalczanie wszelkich dolegliwości, wywoływanych przez bakterie, wirusy, grzyby i innego rodzaju patogeny.
Bylica roczna, której poświęcone jest to opracowanie, stworzone przez niemiecką dietetyczkę Barbarę Simonsohn jawi się jako remedium na wszelkie choroby – od cukrzycy, poprzez choroby skórne, aż po raka. Autorka przedstawia wiele naukowych dowodów na skuteczność tego niepozornego ziółka, które w mojej ocenie są wystarczającą zachęta do tego, by zaprosić bylicę roczną do swojego ogródka.
Sama książka napisana jest w przystępny sposób, rozdziały są ułożone w tak przemyślany sposób, że czytelnik stopniowo poznaje poszczególne właściwości bylicy rocznej i z zaskoczeniem odkrywa jak wielką ma ona moc. To książka, którą warto mieć w domowej biblioteczce, polecam ją zwłaszcza pasjonatom fitoterapii.

Niepozorna w swojej objętości, za to niezwykle bogata pod względem zawartej w niej treści – tak najkrócej można scharakteryzować tę książkę. Choć bylica roczna jest stosunkowo mało znana w naszym kraju, dzięki takim właśnie opracowaniom, jestem przekonana, że niebawem zagości w ogrodach tych, którzy chcą żyć bardziej świadomie i sięgać przede wszystkim po naturalne środki,...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach:

„Męczennicy na płótnie” to kontynuacja serii z komisarzem Markiem Bondysem. I moim zdaniem jest to kontynuacja nader udana. Drugi tom wydaje się lepiej dopracowany i przemyślany tak pod względem fabularnym, jak i językowym. Hanna Szczukowska-Białys zastosowała w tej powieści sprytny zabieg – stosunkowo szybko dowiadujemy się, kto jest mordercą, ale z tą wiedzą musimy męczyć się, aż Bondys poukłada rozsypane puzzle śledztwa (i nie tylko ;) – motyw z puzzlami bardzo mi się spodobał) i dotrze pod właściwy adres. Mylenie tropów, deptanie psychopacie po piętach i ciągłe bycie o krok od rozwiązania zagadki zdecydowanie zrobiły na plus tej historii i były takim powiewem świeżości w pisanych zazwyczaj na jeden wzór kryminałach, gdzie tożsamość mordercy poznaje się dopiero na samym końcu.

Troszkę zabrakło mi mocniejszego rozwinięcia wątków bohaterów drugoplanowych. Tak naprawdę fabuła skupia się niemal cały czas na śledztwie i osobie malarza-psychopaty. Liczyłam na poznanie kolejnych tajemnic z przeszłości Bondysa i owszem kilka się pojawiło, ale mam nadzieję, że w kolejnym tomie dowiem się więcej o miłości życia tajemniczego komisarza. Cenię powieści z rozbudowanym wątkiem psychologicznym, kiedy poznajmy motywacje bohaterów, ich przeszłość, a to pozwala nam na głębsze zrozumienie ich postępowania. Jestem przekonana, że podczas czytania „Męczenników…” pojawiający się na kartach powieści „artysta” wywoła w Was całą gamę emocji. Opisując jego drogę, autorka jednocześnie stawia nieme pytanie o to, czy rany z przeszłości faktycznie determinują nasze dalsze życiowe wybory. Choć to kryminał, to jednak skłania do pewnych przemyśleń.

Największe zastrzeżenia mam, podobnie jak w przypadku tomu pierwszego, do umiejscowienia akcji powieści w latach 90-tych. Nadal trudno było mi poczuć klimat tamtej epoki, jak na mój gust znowu było zbyt „współcześnie”. Oprócz tego jest naprawdę dobrze – wartka akcja, mocne tło psychologiczne i przede wszystkim przyjemny styl pisania. Z niecierpliwością czekam na finałowy tom.

Recenzja powstała w ramach akcji recenzenckiej Wydawnictwa SQN

„Męczennicy na płótnie” to kontynuacja serii z komisarzem Markiem Bondysem. I moim zdaniem jest to kontynuacja nader udana. Drugi tom wydaje się lepiej dopracowany i przemyślany tak pod względem fabularnym, jak i językowym. Hanna Szczukowska-Białys zastosowała w tej powieści sprytny zabieg – stosunkowo szybko dowiadujemy się, kto jest mordercą, ale z tą wiedzą musimy męczyć...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach:

Jest to historia z ogromnym potencjałem, ale została ona nieco przegadana. Co przez to rozumiem? Chodzi mi o nadmiar dialogów, których jest w tej książce tyle, że można by nią obdzielić trzy inne powieści.
Wątki polityczne i science fiction są na naprawdę wysokim poziomie. Zwłaszcza wizja świata i kolejnej wojny, która wydaje się być nieunikniona są rozrysowane przez autora z prawdziwym rozmachem.
Niewielu bohaterów również można zaliczyć tutaj na plus, bo tym samym znika ryzyko, że kogoś z kimś pomylimy. Ale już przedstawienie kobiecej postaci i zajmowanie się przez nią wyłącznie parzeniem kawy i przygotowywaniem posiłków jakoś mi zgrzytało. Na szczęście autor przewidział dla wykreowanej przez siebie bohaterki nieco bardziej zaskakującą rolę.

Polecam tę historię fanom science fiction i political fiction. To powieść, która stawia wiele pytań i z pewnością na trochę zostanie w głowie.

Jest to historia z ogromnym potencjałem, ale została ona nieco przegadana. Co przez to rozumiem? Chodzi mi o nadmiar dialogów, których jest w tej książce tyle, że można by nią obdzielić trzy inne powieści.
Wątki polityczne i science fiction są na naprawdę wysokim poziomie. Zwłaszcza wizja świata i kolejnej wojny, która wydaje się być nieunikniona są rozrysowane przez...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach:

Uwielbiam książki pisane przez pasjonatów, a do takowych właśnie zalicza się obszerne opracowanie „Co radzą zioła? Domowa samopomoc na powszechne dolegliwości” autorstwa Bartosza Jemioły. Ziołowa pasja dosłownie wylewa się tu z każdej strony, a ogrom wiedzy zawartej w tej publikacji może trochę przytłaczać początkujących zielarzy. Jemioła po krótkim wstępie i przedstawieniu teorii niezbędnej do przygotowywania ziołowych preparatów, proponuje szereg rozwiązań z użyciem produktów dostępnych w każdej kuchni, ale też ziołowych mieszanek, aromaterapii a nawet apiterapii, które mogą okazać się pomocne w leczeniu powszechnych dolegliwości, takich jak np. ból zęba czy ból gardła.
Poznajemy także zioła do zadań specjalnych, a jednym z najciekawszych rozdziałów, o ile w ogóle można jakiś wyróżnić, bo wszystkie są doskonałe, okazał się dla mnie tej poświęcony interakcjom leków i ziół. Mam wrażenie, że w dobie rosnącej popularności ziołowych specyfików, wciąż mało mówi się o ich bezpiecznym łączeniu z lekami, dlatego to ziołowe BHP zawarte w opracowaniu Jemioły uważam za niezwykle cenną rzecz.
Choć ten ziołowy podręcznik liczy blisko 500 stron i jest po brzegi wypakowany wiedzą, to po skończonej lekturze tylko nabrałam apetytu na więcej i już nie mogę się doczekać kolejnych części, bo zapowiadają się nie mniej interesująco. Jestem pod ogromnym wrażeniem, że na naszym polskim rynku wydawniczym pojawiają się tak znakomite ziołowe opracowania. Ogromne brawa dla autora i Wydawnictwa Biały Wiatr, które stawia na tak interesującą i bardzo potrzebną we współczesnych czasach tematykę.

Uwielbiam książki pisane przez pasjonatów, a do takowych właśnie zalicza się obszerne opracowanie „Co radzą zioła? Domowa samopomoc na powszechne dolegliwości” autorstwa Bartosza Jemioły. Ziołowa pasja dosłownie wylewa się tu z każdej strony, a ogrom wiedzy zawartej w tej publikacji może trochę przytłaczać początkujących zielarzy. Jemioła po krótkim wstępie i przedstawieniu...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach:

„Osiem dni maja” to jedna z tych książek, które niekoniecznie lekko się czyta, ale warto zapoznać się z faktami zamieszczonymi na kartach tej publikacji. Volker Ullrich, niemiecki historyk, niezwykle szczegółowo opisuje ostatnie dni drugiej wojny światowej, począwszy od samobójstwa Hitlera i jego świeżo poślubionej żony, poprzez kolejne wypełnione strachem, śmiercią i niepewnością dni, aż do magicznej daty końca wojny, za którą uważa się dzień 8 maja 1945 roku.
Nie ukrywam, że momentami lektura nieco mnie nużyła ze względu na ogrom szczegółów związanych ze zmianami „kadrowymi” po śmierci wodza III Rzeszy. Większość nazwisk, które tam padały, niewiele mi mówiła, a zmiany zachodzące „na szczytach” były dość dynamiczne, więc ogrom przewijających się w książce postaci był dla mnie trudny do ogarnięcia. Były też chwile, gdy odkładałam książkę na kilka dni, bo musiałam odpocząć od nadmiaru negatywnych informacji. Opisy zbiorowej histerii, licznych samobójstw i innych okropieństw, jakie działy się w pierwszych dniach maja 1945 sprawiały, że w głowie uparcie tłukło mi się tylko jedno hasło „nigdy więcej wojny”.
Autor szczegółowo dokumentuje nastroje panujące po niemieckiej stronie i niewiarygodną wręcz zmianę, jaka zaszła w postrzeganiu postaci Adolfa Hitlera przez naród niemiecki w ciągu zaledwie kilku dni.
Ullrich kończy swoją opowieść słowami, których brzmienie powinno dotrzeć dziś do jak najszerszych kręgów, zwłaszcza wśród przedstawicieli władzy:
„(…) jak wielkim osiągnięciem jest możność życia dzisiaj w stabilnym, wolnym i pokojowym kraju. Być może naszedł już czas, by o tym pamiętać”.

„Osiem dni maja” to jedna z tych książek, które niekoniecznie lekko się czyta, ale warto zapoznać się z faktami zamieszczonymi na kartach tej publikacji. Volker Ullrich, niemiecki historyk, niezwykle szczegółowo opisuje ostatnie dni drugiej wojny światowej, począwszy od samobójstwa Hitlera i jego świeżo poślubionej żony, poprzez kolejne wypełnione strachem, śmiercią i...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach:

Agnieszka Maciąg w wielu swoich poprzednich książkach wspominała o przemianach, jakie zaszły w jej życiu i myśleniu na przestrzeni lat. Tym razem jednak tematowi przemiany poświęciła całą książkę, po którą z powodzeniem mogą sięgnąć zarówno osoby, które do tej pory nie znały twórczości autorki, jak i wierni czytelnicy, którzy mają w domowych biblioteczkach komplet książek autorki (tak, ja zaliczam się do tej drugiej kategorii). I choć można zarzucić pani Agnieszce, że pewne motywy powtarzają się w większości jej publikacji, to jednak każda niesie z sobą potężną energię i ogromną moc ukojenia.

„Przemiana. Podróż do siły i wolności” to gotowa recepta na to, jak oswoić się tematem zmian, które przecież są stałą składową naszego życia. Autorka krok po kroku przedstawia narzędzia, dzięki którym metamorfozy, jakim podlegamy staną się głębsze i pełniejsze, przypomina też, że zdarzenia, które czasem odbieramy jako porażki, tak naprawdę są tylko krokiem na drodze do realizacji wielkiego planu, jaki Wszechświat ma dla każdego z nas.

Podejście autorki do spraw związanych z wiarą i religią jest bez wątpienia intrygujące. Agnieszka Maciąg pisząc o przemianie i poruszając szereg kwestii, jakie się z nią wiążą, sięga po elementy znane z różnych wyznań, zgrabnie łącząc je w spójną i inspirująca całość. Pojęcia zaczerpnięte z buddyzmu i hinduizmu, elementy związane z religią katolicką, odwołania do filozofii starożytnych – na pierwszy rzut oka może się wydawać, że są to zupełnie odległe i niezwiązane z sobą ogniwa. Jednak zaadaptowane przez autorkę „Przemiany”, zaczynają brzmieć niezwykle wiarygodnie i pozwalają szerzej spojrzeć na proces metamorfozy wewnętrznej i budowania wewnętrznej siły oraz poczucia wolności.

W dzisiejszych świecie łatwo poczuć się zagubionym czy zalęknionym – wystarczy na chwilę dopuścić do siebie przekazy serwowane w mediach, pełne narracji strachu i nadciągającej apokalipsy. Agnieszka Maciąg po raz kolejny napisała książkę, otulającą jak ciepły kocyk, pełną spokoju, ukojenia i dobrej energii. Polecam sięgnąć po nią wszystkim, którzy czują się czasem zagubieni, mają poczucie, że nie nadążają za pędzącym światem. Ta książka naprawdę uczy odnajdywania w sobie wewnętrznej siły i odwagi do życia w zgodzie z własnymi zasadami.


Dziękuję Wydawnictwu Otwartemu za egzemplarz recenzencki.

Agnieszka Maciąg w wielu swoich poprzednich książkach wspominała o przemianach, jakie zaszły w jej życiu i myśleniu na przestrzeni lat. Tym razem jednak tematowi przemiany poświęciła całą książkę, po którą z powodzeniem mogą sięgnąć zarówno osoby, które do tej pory nie znały twórczości autorki, jak i wierni czytelnicy, którzy mają w domowych biblioteczkach komplet książek...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach:

Co mnie przyciągnęło do tej książki? Na pewno nie okładka, kojarząca się z wydawanymi teraz masowo powieściami dla młodzieży. Zaintrygował mnie za to opis z tyłu okładki i wspomnienie moich własnych 30 urodzin i związanych z nimi rozterek życiowych. Bo przyznacie, że jest to jakaś magiczna granica, zresztą jak każde „okrągłe” urodziny. Zamyka się za sobą kolejną dekadę, czując na plecach oddech związanych z tym zmian, a nierzadko też pewnych „powinności”, jakie narzuca społeczna presja. No i uwielbiam szarlotkę! Zgadzam się, że szczęście może mieć jej smak.
Mira ma już na swoim koncie kilka „odhaczonych” spraw. Przed 30-stką może pochwalić się pracą, która kiedyś była wymarzoną, ale z czasem spowodowała coś na kształt wypalenia zawodowego, ma córkę – owoc młodzieńczego, na szczęście niesformalizowanego związku (dlaczego na szczęście – przeczytajcie książkę i przekonajcie się), ma też mieszkanie, które co prawda odziedziczyła, ale przynajmniej kwestią dachu nad głową nie musi zaprzątać swoich myśli tuż przed 30-tymi urodzinami. Mira ma też wspaniałą przyjaciółkę, na którą zawsze może liczyć i kochających rodziców, którzy na swój, czasem pokręcony sposób, okazują jej wsparcie.
Kilka miesięcy przed swoimi 30-tymi urodzinami Mira tworzy listę rzeczy, które chciałaby zrobić, zanim osiągnie ten magiczny wiek. Już sama ta lista wiele mówi o głównej bohaterce tej powieści. Czy znajdą się tam tak szalone pomysły jak skok na bungee albo inne podnoszące poziom adrenaliny aktywności? Kolejny raz zachęcam do sięgnięcia po „Szczęście ma smak szarlotki”, bo mimo iż to z pozoru powieść, jakich aktualnie drukuje się na pęczki, to mam wrażenie, że autorka bardzo prawdziwie przedstawiła w niej dylematy współczesnych 30-latków, z jednej strony rozdartych między tym, co narzuca im kolorowy świat social mediów, a z drugiej tęskniących za tradycją i zwykłym, prostym życiem. Jeden wątek zdecydowanie dał mi do myślenia – Jacek, ojciec Mani, przedstawiany w książce jako nieudacznik i kombinator, okazuje się całkiem dobrym ojcem, wszak Mania spędza u niego bardzo dużo czasu, a dzięki temu Mira może realizować swoje pasje, że już o randkach nie wspomnę…
Językowo książka jest na całkiem niezłym poziomie i praktycznie nie znalazłam w niej błędów redakcyjnych czy korektorskich, co zdarza się ostatnio dość rzadko. Umieszczenie akcji powieści w moim ukochanym Krakowie też zaliczam na plus. I choć autorka nie stroniła w tej powieści od popularnych, żeby nie rzec wyświechtanych motywów (upierdliwy eks, poczciwa starsza ciotka, wtrącający się w życie dorosłej córki rodzice) to trzeba przyznać, że dźwignęła temat i stworzyła całkiem niezłą powieść, którą z przyjemnością można zabrać na wakacje, czy na weekendowy wypad.

*Za egzemplarz recenzencki dziękuję wydawnictwu Muza

Co mnie przyciągnęło do tej książki? Na pewno nie okładka, kojarząca się z wydawanymi teraz masowo powieściami dla młodzieży. Zaintrygował mnie za to opis z tyłu okładki i wspomnienie moich własnych 30 urodzin i związanych z nimi rozterek życiowych. Bo przyznacie, że jest to jakaś magiczna granica, zresztą jak każde „okrągłe” urodziny. Zamyka się za sobą kolejną dekadę,...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach:

Dawno nie czytałam żadnej biografii, ale tej historii po prostu nie mogłam powiedzieć nie. Peter Freuchen to postać, o której nigdy wcześniej nie słyszałam (doprawdy nie wiem jakim cudem, wszak potwierdzam, że ciekawszego człowieka zapewne trudno szukać na całym świecie), ale jego życiorys sprawił, że do tej pory nie mogę się otrząsnąć. Jeśli chcecie się dowiedzieć jak to jest żyć pełnią życia i wykorzystywać nieograniczone pokłady życiowym możliwości, koniecznie przeczytajcie tę książkę. Jest to dość pokaźna „cegiełka”, ale mam wrażenie, że te blisko 600 stron historii wielkiego (dosłownie i w przenośni) Duńczyka wyprzedzającego swoją epokę i wymigującego się wszelkim kategoriom, warte jest każdej zarwanej nocy.
Peter Freuchen od najmłodszych lat był osobą ciekawą świata, więc decyzja dotycząca tego, czym chciałby się zajmować w życiu nie była dla niego łatwa, wszak interesowało go wiele zagadnień i trudno było mu skupić się tylko na jednej kwestii. Porzucił zatem studia medyczne na rzecz aktorstwa (przyznacie, że są to dość rozbieżne zainteresowania), by następnie rozpocząć karierę podróżnika i odkrywcy. Ponadto był dziennikarzem, antropologiem, kupcem i filmowcem. Jego przeżyciami można by obdzielić kilka osób. Miał w sobie wyraźny pierwiastek odkrywcy, a przy tym towarzyszył mu optymizm i pragnienie czerpania z życia pełnymi garściami. Historia jego życia jest wręcz nieprawdopodobna.
Książka „Najciekawszy człowiek na świecie” napisana jest niezwykle barwnym i plastycznym językiem i czytało się ją z prawdziwą przyjemnością. Naprawdę aż trudno uwierzyć z jakich sytuacji Freuchen wychodził obronną ręką i jak niezwykłych przygód doświadczał. Czy zasłużył na miano najbardziej męskiego mężczyzny, którym go określano? Koniecznie zapoznajcie się z historią tego niesamowitego człowieka i sami odpowiedzcie sobie na to pytanie. Gwarantuję, że czytając tę biografię będziecie nie raz przecierać oczy z niedowierzania i mimo zarwanych nocy ani razu nie ziewniecie.
Za możliwość przeczytania książki bardzo dziękuję Wydawnictwu HI:STORY

Dawno nie czytałam żadnej biografii, ale tej historii po prostu nie mogłam powiedzieć nie. Peter Freuchen to postać, o której nigdy wcześniej nie słyszałam (doprawdy nie wiem jakim cudem, wszak potwierdzam, że ciekawszego człowieka zapewne trudno szukać na całym świecie), ale jego życiorys sprawił, że do tej pory nie mogę się otrząsnąć. Jeśli chcecie się dowiedzieć jak to...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach:

Żaneta Pawlik stworzyła swój osobisty styl, który z książki na książkę staje się coraz bardziej wyrazisty. „Za zasłoną milczenia” to pozycja, która dotyka trudnych tematów (do tego autorka już nas przyzwyczaiła), a przy tym jest chyba najbardziej dopracowaną pod względem stylu i języka powieścią autorki.
Dwie zupełnie różne kobiety, niespodziewanie spotykają się po kilku latach spędzonych w kompletnie odmiennych światach. Przebywająca na warunkowym zwolnieniu z zakładu karnego Dorota i opuszczająca klasztorne mury Klara próbują odnaleźć się w nowej rzeczywistości, przeszłość pozostawiając za tytułową zasłoną milczenia. Czy jednak takie działanie jest w ogóle możliwe? Czy da się całkowicie odciąć od tego, co było?
Choć historie Klary i Doroty różnią się tak bardzo jak to tylko możliwe, w gruncie rzeczy obie kobiety szukają tego samego – zrozumienia i poczucia, że w końcu odnalazły swoje miejsce na ziemi. Akcja powieści rozwija się niespiesznie, a my stopniowo poznajemy obie bohaterki i ich tajemnice. Lubię takie psychologiczne wątki w powieściach, jednak akurat w przypadku tej konkretnej miałam poczucie, że autorka zbyt brutalnie przerwała ten proces odkrywania kolejnych kart, za szybko zakończyła swoją opowieść. Chciałabym poznać jeszcze choć fragment historii Klary i Doroty, dołożyć jeszcze garść puzzli do ich życiowej układanki. Niestety, w moim odczuciu historia opowiedziana przez panią Żanetę zakończyła się zbyt szybko, wręcz nagle. Choć cenię sobie otwarte zakończenia, tutaj czułam ogromny niedosyt.

Żaneta Pawlik stworzyła swój osobisty styl, który z książki na książkę staje się coraz bardziej wyrazisty. „Za zasłoną milczenia” to pozycja, która dotyka trudnych tematów (do tego autorka już nas przyzwyczaiła), a przy tym jest chyba najbardziej dopracowaną pod względem stylu i języka powieścią autorki.
Dwie zupełnie różne kobiety, niespodziewanie spotykają się po kilku...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach:

Książki Wydawnictwa Biały Wiatr zmieniają życie i oto kolejny przykład takiej właśnie niezwykłej pozycji. Ile razy w swoim życiu słyszałyście nakaz „bądź miła”? A czy bycie miłą, ułożoną i potulną da się pogodzić z niezależnością i pozwalaniem sobie na przeżywanie różnorakich emocji? Jeśli macie w głowie mnóstwo pytań i wątpliwości, to książka „Syndrom Miłej Dziewczyny” zdecydowanie rozjaśni Wam wiele kwestii. Idę też o zakład, że praktycznie każda kobieta ma w sobie choćby cząstkę tytułowego syndromu, co jest równoznaczne z wieloma tematami do przepracowania. Na szczęście wspomniana książka krok po kroku prowadzi przez najpopularniejsze mity i stwierdzenia pokutujące we współczesnym społeczeństwie i bezwzględnie się z nimi rozprawia.
Jeśli jesteś gotowa na przemianę z „Miłej Dziewczyny” w „Silną Kobietę” to jak najszybciej sięgnij po tę niezwykłą książkę. To poradnik, który powinna przeczytać absolutnie każda kobieta.

Książki Wydawnictwa Biały Wiatr zmieniają życie i oto kolejny przykład takiej właśnie niezwykłej pozycji. Ile razy w swoim życiu słyszałyście nakaz „bądź miła”? A czy bycie miłą, ułożoną i potulną da się pogodzić z niezależnością i pozwalaniem sobie na przeżywanie różnorakich emocji? Jeśli macie w głowie mnóstwo pytań i wątpliwości, to książka „Syndrom Miłej Dziewczyny”...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach:

„Robaki w ścianie” to debiut Hanny S. Białys i uważam, że jest to debiut całkiem udany. Przede wszystkim ujął mnie styl i język, w jakim napisana jest ta książka. Widać, że autorka dopracowała tak historię jak i sposób, w jaki przekazuje ją czytelnikowi. Ponad 500 stron to sporo jak na kryminał i przyznaję, że momentami trochę dłużyło mi się śledztwo prowadzone przez komisarza Bondysa i jego kolegów. Jednak sama postać komisarza zasługuje na uwagę. Autorka postarała się, by był bohaterem wyrazistym i zapadającym w pamięć. Nadwrażliwość na dźwięki i zamiłowanie do liczenia wszystkiego oraz specyficzny gust muzyczny to cechy, które zdecydowanie wyróżniają Marka Bondysa na tle bohaterów współczesnych kryminałów. No i jeszcze pies Kodeks :)

Sprawy, z którymi przyszło się mierzyć komisarzowi są intrygujące, a kolejne postaci pojawiające się w książce i ich sekrety, jakie stopniowo odkrywamy, zaczynają układać się w spójną całość. Także dokonywana krok po kroku, jakby mimochodem charakterystyka Bondysa, którego poznajemy poprzez działanie i urywki wspomnień z dzieciństwa oraz współczesne relacje, w jakie jest zaangażowany, składają się na pełny i bez wątpienia interesujący obraz tej postaci, z mocnym rysem psychologicznych. To właśnie bardzo cenię w kryminałach. Nie mogę się już doczekać kolejnej części przygód komisarza Marka!

Wielkie brawa dla autorki, że wplotła w tę historię problemy, z jakimi mierzy się współczesne społeczeństwo – mamy tu wątek homoskesualny, problemy psychiczne, przemoc domową, alkoholizm. Zastanawia mnie natomiast, czy to faktycznie były główne problemy społeczne w latach 90. Wydaje mi się, że nie do końca i być może również dlatego zabrakło mi w tej książce klimatu tamtych czasów. Jestem świeżo po lekturze „Innej duszy” Orbitowskiego i kiedy porównuję Bydgoszcz lat 90. przedstawioną w tamtej powieści i tę z „Robaków w ścianie”, są to skrajnie różne obrazy. W „Robakach” ten klimat jest na wskroś współczesny i nie rozumiem, dlaczego autorka uparła się na umieszczenie akcji w latach 90. kiedy nie ma w książce praktycznie żadnych odwołań do tamtego okresu.
Pomijając jednak ten wątek, uważam, że „Robaki w ścianie” to świetny debiut i powieść warta przeczytania.


Recenzja powstała w ramach akcji recenzenckiej Wydawnictwa SQN

„Robaki w ścianie” to debiut Hanny S. Białys i uważam, że jest to debiut całkiem udany. Przede wszystkim ujął mnie styl i język, w jakim napisana jest ta książka. Widać, że autorka dopracowała tak historię jak i sposób, w jaki przekazuje ją czytelnikowi. Ponad 500 stron to sporo jak na kryminał i przyznaję, że momentami trochę dłużyło mi się śledztwo prowadzone przez...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach:

Gdybym miała określić tę książkę jednym słowem, brzmiałoby by ono „nierówna”. „Czerwony pamiętnik” jest debiutem pisarskim Eweliny Klimko i przyznaję, że sam pomysł na książkę był bardzo dobry (motyw z jarzębiną i piórem miał w sobie szczyptę magii i solidną dawkę romantyzmu). Jednak całej powieści brakuje rytmu. Nagłe przeskoki w akcji i to takie o kilka lat do przodu, sprawiały, że momentami trudno było mi się połapać w sytuacji życiowej bohaterów.
Emilia, główna postać tej powieści, prowadzi galerię dzieł sztuki wraz z pracownią ich konserwacji, w czym pomaga jej przyjaciel – Michał. Po śmierci ukochanej babci dziewczyna przejmuje w spadku jej biblioteczkę i odkrywa w niej zaskakujące treści. Okazuje się, że babcia Michalina miała wiele sekretów, a kluczem do jej tajemnic zdaje się być tytułowy czerwony pamiętnik...
Jak wcześniej wspomniałam sam pomysł na splątanie losów głównych bohaterów był świetny, jednak jako wymagającej czytelniczce zabrakło mi w tym głębi. Bohaterowie są powierzchowni, płascy, zbyt czarno-biali, mimo iż autorka próbuje nieco zagmatwać ich postrzeganie, rzucając fałszywe tropy, nadal brakowało mi w tym jakiejś dodatkowej warstwy.
Lubię historie, w których przeszłość przenika się z teraźniejszością, dlatego też z wielkimi nadziejami zabrałam się za lekturę tej powieści. I nie powiem absolutnie, że jestem rozczarowana, bo to całkiem niezła historia, jednak gdyby nieco bardziej ją rozbudować i zadbać o bardziej wyrazisty rys psychologiczny bohaterów, to mogła być o wiele ciekawsza książka.

Gdybym miała określić tę książkę jednym słowem, brzmiałoby by ono „nierówna”. „Czerwony pamiętnik” jest debiutem pisarskim Eweliny Klimko i przyznaję, że sam pomysł na książkę był bardzo dobry (motyw z jarzębiną i piórem miał w sobie szczyptę magii i solidną dawkę romantyzmu). Jednak całej powieści brakuje rytmu. Nagłe przeskoki w akcji i to takie o kilka lat do przodu,...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach:

„Ciche cuda” były bez wątpienia przełomową książką w dorobku Anny H. Niemczynow. Na fali popularności tamtej publikacji, autorka napisała „Słowa wdzięczności” i zapowiada kolejne, podobne wydawnictwa. Tymczasem ja, czytelniczka, początkowo urzeczona „Cichymi cudami”, „Słowami wdzięczności” już wyraźnie zmęczona, radziłabym poprzestać na tym, co już zostało wydane i nie rozmieniać się na drobne. Ja wiem, że żyjemy w czasach, gdy całkowite odzieranie się prywatności jest uznawane za coś normalnego, ale nawet tu warto jednak znać pewien umiar i nie pisać dla… samego pisania.
Wdzięczność to temat ostatnio popularny i szeroko omawiany. Sama od lat ją praktykuję i widzę jak bardzo zmieniło się w tym czasie moje postrzeganie świata, ale rozwlekanie tematu na 400 stron i pisanie na każdej z nich słowa „dziękuję” po kilkanaście razy zahacza co najmniej o grafomanię. Odnoszę wrażenie, że Anna H. Niemczynow zbyt mocno zainspirowała się twórczością niektórych koleżanek po piórze, jak choćby Agnieszki Maciąg, która podobnych tematów dotykała w swoich książkach już dobrych kilka lat temu i po wydaniu jednego bestsellera, notorycznie powtarzała to samo, choć napisane nieco innymi słowami w kolejnym, masowo produkowanych książkach. Do jakiej grupy czytelników to trafia – odpowiedzcie sobie sami. Ja w każdym razie nie podzielam zachwytów nad książką, czując wręcz lekkie zaniepokojenie, że zaczyna to wszystko zmierzać w stronę jakiegoś fanatyzmu, a przesada w żadnym wypadku nie jest niczym dobrym. Można przesadzić nawet z wdzięcznością, czego ta książka jest znakomitym przykładem.

„Ciche cuda” były bez wątpienia przełomową książką w dorobku Anny H. Niemczynow. Na fali popularności tamtej publikacji, autorka napisała „Słowa wdzięczności” i zapowiada kolejne, podobne wydawnictwa. Tymczasem ja, czytelniczka, początkowo urzeczona „Cichymi cudami”, „Słowami wdzięczności” już wyraźnie zmęczona, radziłabym poprzestać na tym, co już zostało wydane i nie...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach:

Ogromnie podoba mi się podejście autorki, które prezentuje w tej książce i do którego w bardzo subtelny sposób przekonuje czytelnika. Psychologia to nauka, która bardzo dynamicznie się zmienia, a psychopozytywność, czyli podejście do każdego uczucia w sposób wyważony, bez oceniania, za to pełne akceptacji i zrozumienia, to coś, co w 100% kupuję. Klasyfikacja emocji, jaką jeszcze do niedawna się posługiwano, dziś wydaje się zupełnie nieadekwatna do rzeczywistości. Kaczorowska przekonuje, że smutek może być przyjemny, a niektórzy nawet celowo szukają strachu, który też zapewnia im wyczekiwane doznania.
"Psychopozytywność" gęsto okraszona jest ilustracjami, zatem kolejne karty poradnika pochłaniamy wręcz niezauważalnie. Mam poczucie, że ta książka trochę uporządkowała mi w głowie, a na pewno dodała optymizmu i pozwoliła ze zrozumieniem spojrzeć na innych ludzi ich zachowania.

Ogromnie podoba mi się podejście autorki, które prezentuje w tej książce i do którego w bardzo subtelny sposób przekonuje czytelnika. Psychologia to nauka, która bardzo dynamicznie się zmienia, a psychopozytywność, czyli podejście do każdego uczucia w sposób wyważony, bez oceniania, za to pełne akceptacji i zrozumienia, to coś, co w 100% kupuję. Klasyfikacja emocji, jaką...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach:

Potrafisz odważnie obejmować wszystko z miłością? Z pewnością nie jest to łatwym zadaniem. Ale z najnowszą książką Jeffa Fostera zyskasz szereg wskazówek, które na pewno pomogą w przybliżeniu się do tego wyjątkowego stanu.

Odpoczynku potrzebujemy wszyscy. Na każdym etapie życia. Jednak rzadko sobie na ten odpoczynek pozwalamy, nauczeni pędu, odgrywania swoich ról, stawania się coraz lepszymi wersjami siebie. A pomyślałeś kiedyś o tym, że jesteś doskonały taki, jaki jesteś teraz? Że te emocje, które w tobie buzują także nie są niczym złym? Po prostu są i trzeba pozwolić im wybrzmieć.

„Odpocznij” to książka niezwykła, zaskakująca na wielu polach. Jednocześnie zadziwiła mnie, ale i urzekła definicja szczęścia według Fostera. Po głębszym zastanowieniu muszę przyznać, że całkowicie ona do mnie przemawia, podobnie jak wiele innych niesamowitych myśli zawartych w tej książce.

Pozwólmy sobie na chwilę odpoczynku. Na przeczytanie jednego krótkiego rozdziału tej książki, chwilę zadumy nad właśnie przeczytanymi słowami. Niech takie krótkie przystanki zdarzają się nam cyklicznie. Dajmy się oczarować ciepłu, spokojowi i niezwykle kojącej mocy płynącej z tej niebanalnej publikacji. Nawet jeśli nie przepadacie za rozwojowymi książkami, dajcie szansę tej pozycji. Jest absolutnie wyjątkowa.

Potrafisz odważnie obejmować wszystko z miłością? Z pewnością nie jest to łatwym zadaniem. Ale z najnowszą książką Jeffa Fostera zyskasz szereg wskazówek, które na pewno pomogą w przybliżeniu się do tego wyjątkowego stanu.

Odpoczynku potrzebujemy wszyscy. Na każdym etapie życia. Jednak rzadko sobie na ten odpoczynek pozwalamy, nauczeni pędu, odgrywania swoich ról, stawania...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach:

Rzadko sięgam po książki autorstwa kogoś spoza naszego polskiego podwórka. Zazwyczaj zgrzytają mi tłumaczenia, trudno uchwycić styl danego pisarza. W przypadku książki Ann Napolitano obeszło się na szczęście bez zgrzytów. Porwała mnie ta historia. Choć tempo rozwoju wydarzeń na początku powieści momentami wydawało mi się zbyt szybkie, to zdecydowanie widać, że historia była przemyślana, a co najważniejsze przedstawione przez Napolitano losy sióstr Padavano i Williama Watersa wywołują ogromne emocje.

Autorka świetnie zarysowała postaci Julii, Sylvie, Emeline i Cecelii. Znakomicie przedstawiła wątek marzeń jakie dziewczęta snuły na temat swojej przeszłości i jak wyglądało zderzenie tych marzeń z rzeczywistością. Jednak najbardziej intrygującą i wywołującą najwięcej emocji postacią w tej książce był William. Być może dlatego, że od przedstawienia jego historii zaczęła się ta powieść, już na wstępie obdarzyłam go sympatią i poznając jego dalsze koleje losu, próbowałam zrozumieć jego zachowanie i motywacje, które nim kierowały. W pewnym momencie zdałam sobie sprawę, że to właśnie jego postać jest osią zdarzeń. Od czasu, kiedy pojawił się w rodzinie Padavano, błogie szczęście rodzinne zdaje się sypać jak domek z kart…

Uwielbiam książki z rozbudowanym wątkiem psychologicznym, a w tej powieści dostałam właśnie to, czego chciałam. Jest intrygująco, momentami zaskakująco, ale przede wszystkim wzruszająco. Podobno każda książka jest trochę o miłości. Ta jest o jej najróżniejszych obliczach. I o miłosnej sile – niebywałej i niepokonanej.

Rzadko sięgam po książki autorstwa kogoś spoza naszego polskiego podwórka. Zazwyczaj zgrzytają mi tłumaczenia, trudno uchwycić styl danego pisarza. W przypadku książki Ann Napolitano obeszło się na szczęście bez zgrzytów. Porwała mnie ta historia. Choć tempo rozwoju wydarzeń na początku powieści momentami wydawało mi się zbyt szybkie, to zdecydowanie widać, że historia była...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach:

Ilość poradników, których autorzy próbują nam wmówić jak mamy żyć jest wręcz przytłaczająca. Zewsząd zalewają nas reklamy cudownych specyfików, które mają pomóc nam na wszelkie dolegliwości. Żyjemy w czasach, gdzie liczą się sukcesy i bycie „kimś”, a coraz mniej uwagi poświęcamy innym ludziom. Na szczęście istnieją takie literackie diamenciki jak książka Mai Wąsały „Tabletki na życie”, w której w skondensowany i czasami dość dosadny sposób autorka sprowadza czytelnika na ziemię i przypomina o tym, co tak naprawdę jest w życiu istotne. Autorka nieco przewrotnie nadała każdemu z rozdziałów status „tabletki”, rozpisując się na temat powszechnych bolączek, trapiących tak naprawdę większość z nas. Wśród krótkich, ale jakże przesyconych głęboką treścią tekstów znajdziemy m.in. tabletkę na życiowe wypalenie, tabletkę na żonę doskonałą, czy tabletkę na marzenia. Każde z tych rozważań choć niewielkie objętościowo, zawiera w sobie ogromne bogactwo treści i emocji. Te „tabletki” zdecydowanie trzeba sobie dawkować, bo „łyknięcie” ich zbyt wielu na raz może wywołać niepożądany efekt w postaci gonitwy myśli. Na szczęście przed ich „zażyciem” nie musicie się z nikim konsultować, więc bierzcie i czytajcie, bo wielka jest mądrość w tych prostych, życiowych historiach.
(współpraca z Wydawnictwem Biały Wiatr)

Ilość poradników, których autorzy próbują nam wmówić jak mamy żyć jest wręcz przytłaczająca. Zewsząd zalewają nas reklamy cudownych specyfików, które mają pomóc nam na wszelkie dolegliwości. Żyjemy w czasach, gdzie liczą się sukcesy i bycie „kimś”, a coraz mniej uwagi poświęcamy innym ludziom. Na szczęście istnieją takie literackie diamenciki jak książka Mai Wąsały...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach:

Rodzinne tajemnice to jeden z moich ukochanych książkowych motywów. I właśnie po niego sięgnęła w kolejnej swojej świątecznej powieści Krystyna Mirek. Autorka „Zielonej gwiazdki” ma chyba jednak wyraźne zastrzeżenia co do inteligencji swoich czytelników, bo zaplanowana przez nią intryga jest tak przewidywalna, że kiedy nadchodzi kulminacyjny moment świątecznej awantury, nie było tam żadnego elementu zaskoczenia. Przynajmniej dla mnie.

Także w przypadku głównego wątku miłosnego, czyli relacji rodzącej się w tempie błyskawicy między Lidią i Marcusem było dość przewidywalnie. Jedyne co mnie zaskoczyło to szybkość, z jaką 23-latka, niebędąca wcześniej w żadnej poważnej relacji, znalazła się w pokojowym hotelu z poznanym dzień wcześniej chłopakiem. W przypadku bohaterki kreowanej na rozważną i stateczną było to doprawdy dość zaskakujące. Miałam przez chwilę nadzieję na jakieś komplikacje uczuciowe na linii Ada (najlepsza przyjaciółka Lidii) – Marcus – Lidia, ale jakimś magicznym sposobem chłopak, którego dotychczasowym ulubionym zajęciem było granie koncertów w całej Europie i poznawanie po nich kolejnych fanek, zadeklarowany singiel-podróżnik, jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki przewartościowuje swoje życie natychmiast po poznaniu cnotliwej Lidii.

To oczywiste, że świąteczne powieści rządzą się swoimi prawami i sięgając po nie, oczekujemy sielankowego klimatu i wszechogarniającego spokoju. No i oczywiście happy endu. Ale jeśli autorka decyduje się trochę pokomplikować życie stworzonych przez siebie postaci, to niech to na litość boską chwyta za serce i wywołuje jakieś inne emocje poza zażenowaniem!
Jeśli szukacie zupełnie niewymagającej powieści z motywem świąt, gdzie nawet po wielkiej awanturze za moment wszyscy padają sobie w ramiona i wszystko wybaczają, to świetnie trafiliście. Dla mnie takie przesłodzenie i infantylność to jednaj trochę za dużo.

Rodzinne tajemnice to jeden z moich ukochanych książkowych motywów. I właśnie po niego sięgnęła w kolejnej swojej świątecznej powieści Krystyna Mirek. Autorka „Zielonej gwiazdki” ma chyba jednak wyraźne zastrzeżenia co do inteligencji swoich czytelników, bo zaplanowana przez nią intryga jest tak przewidywalna, że kiedy nadchodzi kulminacyjny moment świątecznej awantury, nie...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to