-
Artykuły
„Kawa z Mistrzem Zbrodni” – wygraj spotkanie z Wojciechem Chmielarzem z okazji Światowego Dnia Książki
LubimyCzytać7 -
Artykuły
"Przejścia. Którędy do miłości" Natalii de Barbaro. Mamy dla Was 40 egzemplarzy książki!
LubimyCzytać2 -
Artykuły
Czytamy w weekend. 10 kwietnia 2026
LubimyCzytać445 -
Artykuły
Nadciąga Gwiazdozbiór Kryminalny!
LubimyCzytać8
Biblioteczka
2026-04-08
2026-03-29
2026-03-25
2026-03-25
2026-03-20
Bardzo dobra książka, zgadzam się z wieloma poglądami autora.
Bardzo dobra książka, zgadzam się z wieloma poglądami autora.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to2026-03-19
Monografia P. Ślęzaka może stanowić gratkę dla znudzonego studenta prawa własności intelektualnej, któremu treści podręcznikowe wydają się zbyt suche. Autor przechodzi po kolei przez typowe zagadnienia związane ze znakami towarowymi, patentami etc. (także styl jest raczej naukowy/dydaktyczny niż popularnonaukowy), natomiast informacje teoretyczne są nieustannie popierane przykładami z branży (co pozwala czytelnikowi skonkretyzować wyobrażenie o obowiązującym prawie) lub wręcz ciekawostkami umilającymi lekturę (mnie szczególnie zapadł w pamięć fragment o likierze zakonników z Chartreuse). W moim przypadku znój i monotonia zostały na chwilę rozświetlone.
Monografia P. Ślęzaka może stanowić gratkę dla znudzonego studenta prawa własności intelektualnej, któremu treści podręcznikowe wydają się zbyt suche. Autor przechodzi po kolei przez typowe zagadnienia związane ze znakami towarowymi, patentami etc. (także styl jest raczej naukowy/dydaktyczny niż popularnonaukowy), natomiast informacje teoretyczne są nieustannie popierane...
więcej mniej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to2026-03-19
2026-03-18
2026-03-10
Podróż sentymentalna do początku wspaniałej serii młodzieżowej. Tyle śmiechu, tyle zdziwień. Wiele momentów wciąż pamiętam bardzo dobrze z poprzedniej lektury. Surrealistyczną wyobraźnię autora bardzo uwielbiam i dotykają mnie boleśnie negatywne recenzje, z których wynika, że niektórzy czytelnicy spodziewali się powieści realistycznej albo bardziej tradycyjnej, zaszufladkowanej w jednym podgatunku fantastyki. Niektórzy na przykład narzekają, że sierota nie może się utrzymać w Warszawie niezauważona za określoną kwotę, a po drugie żeby nastolatkowie byli tak genialni i o tyle mądrzejszy od swoich nauczycieli. Co do pierwszej uwagi - przebija z niej całkowite niezrozumienie książki, która zaczyna się przecież od napadu na skarbiec banku, w którym trzymane są wszystkie pieniądze, chociaż współczesna bankowość wcale tak nie funkcjonuje. Co do drugiej uwagi, w książce występuje typowa konwencja polegająca na przeciwstawieniu głupich policjantów - inteligentnym detektywom, skostniałego czynnika oficjalnego - inicjatywie prywatnej, i też nie trzeba się na takie zabiegi szczególnie srożyć. Pierwsza część serii rzeczywiście wydaje mi się bardziej chaotyczna od kolejnych, i być może gdybym zaczęła właśnie od niej, to nie sięgnęłabym po kolejne tomy serii. Na szczęście w latach szkolnych przez przypadek sięgnęłam od razu po część drugą, już bardziej uporządkowaną, a pierwsza wpadła mi w ręce dopiero później, kiedy byłam już bardziej zaznajomiona z uniwersum. Wciąż jednak uważam "Gang Niewidzialnych Ludzi" za pozycję wyjątkową, pełną inteligentnego i bardzo charakterystycznego humoru. Wyczucie absurdu i pewnych systemowych zjawisk nadaje tej książce wyjątkowego, polskiego ducha. Podstawowy dylemat życiowy, będący - moim zdaniem - motywem przewodnim całej serii: siedzieć cicho i być bezpiecznym czy przejąć inicjatywę i ryzykować narażanie się, jest silnie reprezentowany po obu stronach sporu, przy czym najbarwniejszą postacią jest tutaj arcy-zachowawczy i wręcz tchórzliwy Net. Z perspektywy czasu doceniam jeszcze bardziej dynamikę relacji między głównymi bohaterami, którzy mimo autentycznych różnic między nimi i ostrych wymian zdań bardzo dobrze współpracują i uzupełniają się wzajemnie - autor oddaje głos każdemu z nich i podtrzymuje tę delikatną równowagę przez cały czas w ferworze wydarzeń. Część czytelników negatywnie odnosi się do tego, że bohaterowie ciągle piją coca-colę jakby to było niemalże lokowanie niezdrowych produktów, i rzeczywiście ja też zwróciłam na to uwagę przy czytaniu książki po raz drugi. Wydaje mi się to dziwne, natomiast składam tę niewielką właściwie wadę na karb klimatu wczesnych lat 2000., z czego np. wynika to, że diety w tej książce są przedstawiane jako swego rodzaju dziwactwo. Myślę, że zetknięcie się z takim znakiem czasu jest samo w sobie pouczające, tak samo jak czytając powieści XIX-wieczne też można zadziwić się, jakie wtedy leki uważano za pożyteczne (a jakie jedzenie za zdrowe). Wreszcie ktoś z czytelników zwrócił uwagę slapstickowe żarty z otyłości, co uważam tylko za częściowo uprawnioną krytykę. Autor podkreśla wręcz, że Celina (jedna z bohaterek), mimo iż nie jest (jak to się obecnie mówi), konwencjonalnie atrakcyjna, to jednak posiada bardzo dobry charakter. Widać więc, że nie promuje on oceniania ludzi wyłącznie przez pryzmat wyglądu. Natomiast to prawda, że posługuje się on często skrótami i uproszczeniami, zwłaszcza w odniesieniu do bohaterów pobocznych, i rysuje ich niekiedy bardzo grubą (nomen omen) kreską, wytykając czy to tłuste włosy w przypadku profesora Butlera, czy to wysuszony wygląd nauczycielki geografii. Nie podzielam również krytyki dotyczącej rzekomej "antydziewczęcości" autora, szczególnie wyrażonej poprzez skontrastowanie Niki z innymi dziewczynami z klasy. Moim zdaniem nie ma się co tu szczególnie doszukiwać jakiejś sztucznie wykreowanej "pick me girl", co to zrobi wszystko, żeby przed kolegami wydać się wyjątkową na tle innych. Tak naprawdę każdy bohater z głównej paczki poszukuje własnej tożsamości i staje z konieczności w opozycji do swojego środowiska. Net ma niezrozumiane, nerdowskie hobby, Felix jest nieco konserwatywny i pisze wiecznym piórem, a za to Nika wykształca własny styl ubierania się (po części spowodowany brakiem pieniędzy). Nika jak najbardziej reprezentuje pewien typ dziewczęcości lub kobiecości: gospodarność, oszczędność, empatię, pewien wdzięk, umiłowanie literatury, zainteresowanie bardziej psychiką niż techniką - ale zachowuje przy tym własną osobowość. Na pewno czytając tę książkę trzeba przygotować się, że światotwórcza konsekwencja i ciągłość będzie tu występowała raczej na poziomie ogólnego nastroju, typu humoru i powtarzającej się plejady bohaterów, niż szczegółowego dopracowania mechanizmów rządzących rzeczywistością, które raz będą traktowane w sposób wręcz fotorealistyczny, a innym razem - bardzo uproszczony lub wręcz fantastyczny.
Podróż sentymentalna do początku wspaniałej serii młodzieżowej. Tyle śmiechu, tyle zdziwień. Wiele momentów wciąż pamiętam bardzo dobrze z poprzedniej lektury. Surrealistyczną wyobraźnię autora bardzo uwielbiam i dotykają mnie boleśnie negatywne recenzje, z których wynika, że niektórzy czytelnicy spodziewali się powieści realistycznej albo bardziej tradycyjnej,...
więcej mniej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to2026-03-12
2026-03-02
2026-02-28
Autorka moim zdaniem popełnia dwa niedociągnięcia. Po pierwsze, nie docenia szkodliwości cukru dla osób mających zaburzenia związane z histaminą. Pojawia się wręcz teza, że „kostka cukru jest zupełnie bezpieczna”, już bardziej widoczne są ostrzeżenia przed słodzikami typu stewia czy erytrol (które moim zdaniem często są lepszą alternatywą). Po drugie, nie wspomina nic na temat negatywnego wpływu gorącej temperatury, która również może powodować uwalnianie histaminy i reakcję pseudoalergiczną. Uważam, że nawet w książce skoncentrowanej na aspekcie dietetycznym powinny się znajdować choćby podstawowe informacje o innych czynnikach powodujących nadprodukcję histaminy.
Poza tym autorka wykazuje wręcz śmieszne nad-zainteresowanie niektórymi produktami; chyba z pięć razy została powtórzona informacja, że „już zaczęto produkować niskohistaminowego szampana”. Od czasu opublikowania tej książki (minęło już dobre kilkanaście lat) upowszechniły się również niskohistaminowe wina i inne alkohole. Natomiast temat niskohistaminowych zamienników jest o wiele szerszy i obejmuje również m.in. sosy sojowe, ketchupy, czekolady i inne (polecam w tym zakresie sklep bezhistaminy.pl). Warto również zwrócić uwagę na to, że głównym przedmiotem książki są produkty i kuchnia krajów niemieckojęzycznych, przez co niektóre fragmenty dotyczące różnych wurstów, szynek westfalskich (może nie tak popularnych na polskich stołach) mogą być mniej interesujące.
Na koniec podkreślę, że warto zachować sceptycyzm co do wszelkich publikowanych list produktów dozwolonych i zakazanych w diecie niskohistaminowej. Różnice osobnicze w wytwarzaniu i rozkładaniu histaminy są niestety tak duże, że to, co u jednej osoby nie powoduje żadnej reakcji, u drugiej może być silnie podrażniające. Sytuacja jest zatem pod tym względem dużo trudniejsza niż w przypadku diety niskowęglowodanowej, bezlaktozowej lub bezglutenowej.
Autorka moim zdaniem popełnia dwa niedociągnięcia. Po pierwsze, nie docenia szkodliwości cukru dla osób mających zaburzenia związane z histaminą. Pojawia się wręcz teza, że „kostka cukru jest zupełnie bezpieczna”, już bardziej widoczne są ostrzeżenia przed słodzikami typu stewia czy erytrol (które moim zdaniem często są lepszą alternatywą). Po drugie, nie wspomina nic na...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to