rozwiń zwiń

Opinie użytkownika

Filtruj:
Wybierz
Sortuj:
Wybierz

Na półkach:

Pierwszy raz w życiu mam DNF.

Jestem bardzo zawiedziona i nie mam zamiaru dalej męczyć się przy tej lekturze. Ta książka jest o niczym, tym bardziej zawodzi, że serię Students bardzo polubiłam.

Język tragiczny, jakbym czytała historyjkę pisaną w zeszycie przez 13 latkę. Postaci są płytkie, dialogi okropne. Do tego ciągle leje się strumień alkoholu i wszystko ocieka bogactwem. Nie wiem kto jest docelową grupą odbiorczą, bo nikomu bym tego nie poleciła.

Pierwszy raz w życiu mam DNF.

Jestem bardzo zawiedziona i nie mam zamiaru dalej męczyć się przy tej lekturze. Ta książka jest o niczym, tym bardziej zawodzi, że serię Students bardzo polubiłam.

Język tragiczny, jakbym czytała historyjkę pisaną w zeszycie przez 13 latkę. Postaci są płytkie, dialogi okropne. Do tego ciągle leje się strumień alkoholu i wszystko ocieka...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach:

Bawiłam się wybornie, serio! I jestem tym zaskoczona.

Dawno nie czytałam tak fajnego erotyku (chociaż może lepiej nazwać tę książkę dobrym pornolem), ale spełniła swoje zadanie. Miała nieoczywistą fabułę, ciekawych bohaterów i przede wszystkim... Sprawiła, że moja głowa odetchnęła od stresu.

Może nie jest to górnolotna lektura, ale skoro spełniła swoje zadanie i pozwoliła się odprężyć to...

Czekam na tłumaczenie 2 tomu

Bawiłam się wybornie, serio! I jestem tym zaskoczona.

Dawno nie czytałam tak fajnego erotyku (chociaż może lepiej nazwać tę książkę dobrym pornolem), ale spełniła swoje zadanie. Miała nieoczywistą fabułę, ciekawych bohaterów i przede wszystkim... Sprawiła, że moja głowa odetchnęła od stresu.

Może nie jest to górnolotna lektura, ale skoro spełniła swoje zadanie i pozwoliła...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach:

Muszę przyznać, że byłam całkiem pozytywnie zaskoczona treścią tej książki.

Pomijam tutaj wątki erotyczne, których jest sporo, no ale chyba wiemy, że u Penelope, to jest klasyk. Natomiast uwielbiam to, jak autorka buduje postacie. Psychologicznie są nieoczywiste. Ba, ona nie musi pisać imienia postaci, a już samym opisem czy dialogiem możemy je rozróżnić między sobą i to jest spory wyczyn.

Żałuję tylko, że już na 99 stronie (z 471) wiedziałam, o którego bohatera chodzi.

Muszę przyznać, że byłam całkiem pozytywnie zaskoczona treścią tej książki.

Pomijam tutaj wątki erotyczne, których jest sporo, no ale chyba wiemy, że u Penelope, to jest klasyk. Natomiast uwielbiam to, jak autorka buduje postacie. Psychologicznie są nieoczywiste. Ba, ona nie musi pisać imienia postaci, a już samym opisem czy dialogiem możemy je rozróżnić między sobą i to...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach:

Muszę przyznać, że dawno nie czytałam tak słabego dark romansu. Zaczynam dochodzić do wniosku, że polskie autorki po prostu nie potrafią pisać tego typu książek...

Fabuła tej powieści była przewidywalna aż do bólu. Oczywiście musi być grupa nastolatków, morze alkoholu, narkotyki, pieniądze i rżnięcie się po każdym kącie. Tutaj jeszcze doszły zaburzenia psychiczne, morderstwa i wysoka pozycja społeczna.

Czy książka była wciągająca? Nie. Główne postacie są bardzo... nijako opisywane. Nie dało się polubić którejś z nich, chociaż przez chwilę myślałam, że lubiłam Damiena.

Do tego słabe opisy. Cytując " Był stary - poznałam to po siwych włosach i zaroście oraz pomarszczonej twarzy"... Pozostawię to bez komentarza.

Nie kusi mnie przeczytanie 2 tomu.

Muszę przyznać, że dawno nie czytałam tak słabego dark romansu. Zaczynam dochodzić do wniosku, że polskie autorki po prostu nie potrafią pisać tego typu książek...

Fabuła tej powieści była przewidywalna aż do bólu. Oczywiście musi być grupa nastolatków, morze alkoholu, narkotyki, pieniądze i rżnięcie się po każdym kącie. Tutaj jeszcze doszły zaburzenia psychiczne,...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach: ,

Przeczytałam His Obsession, aby samodzielnie upewnić się co do jakości tej książki i móc wyrobić sobie własne zdanie.

1. Zacznijmy od postaci, które Katarzyna Romanowska wykreowała w tej książce.

- Jonathan Blackwood - postać kontrowersyjna, kreowana na psychopatę. Autorka nie do końca miała pomysł na niego stąd zajmuje się wszystkim: jest politykiem, dyplomatą, agentem, przesłuchuje ludzi torturując ich, a przy tym jest celebrytą, który nie może spokojnie przejść ulicą, bo musi robić sobie zdjęcia z fanami lub rozdawać autografy. W dodatku jest obrzydliwe bogaty i ma koneksje, które sprawiają, że na całym świecie jest nietykalny. Patrząc na ten zabieg łapałam się za głowę i zastanawiałam czy za chwile nie okaże się, że jest gwiazdą rocka lub nowym Elonem Muskiem. Jego postać była przerysowana w negatywnym tego słowa znaczeniu.
- Kate - matko i córko, jaka to jest mimoza, która zapomniała o używaniu skomplikowanego organu o nazwie MÓZG. Kate jest głupia, w każdym tego słowa znaczeniu. Niby kreowana na postać rodzinną, ale o rodzinie szybko zapomina, gdy tylko jej nogi stykają się z amerykańskim gruntem. Wtedy jest dla niej ważna kasa, stanowisko i dobro jej "przyjaciółki".
- Gabriela - fuckboy w damskiej skórze. Gdyby mogła, przespałaby się z każdym, kto ma penisa, nie pogardziłaby nawet narzeczonym swojej przyjaciółki. Jest tępa, za kasę zrobi wszystko (nawet umówi się ze stalkerem swojej przyjaciółki). Nie interesuje ją, że jej przyjaciółka ma rodzinę, ważne żeby jej było dobrze. W jednej ze scen śmieje się do Kate, czy w tym łóżku została wykorzystana seksualnie... Gdybyście się zastanawiali jak nisko można upaść, to pamiętajcie: Gabriela puka do Was z dna rowu mariańskiego.

2. Opisy miejsc - dostajemy multum niepotrzebnych opisów miejsc, do których nigdy nie wrócimy, np. apartamentu Blackwooda w Polsce, ale za to nie mamy praktycznie w ogóle opisów Nowego Jorku czy willi, w której później zamieszkają bohaterowie książki. Czemu ma to służyć? Tego nie wie nikt.

3. Dialogi - są sztywne i jakby robotyczne. Katarzyna chciała stworzyć postać 23 letniej Kate, tylko zdecydowanie zapomniała, że pisząc musi wcielić się w tę postać. I tutaj czuć, że ta książka jest pisana przez starszą panią, która nie miała do czynienia z językiem młodzieży czy młodych dorosłych. Jest sztywno, czasami wręcz czyta się te dialogi, jak materiał do rozprawki. Zdecydowanie nie. Może miałoby to sens gdyby ta książka była kierowana do starszej publiczności, gdyby główna bohaterka była po 40, a akcja działaby się w firmie? Być może, ale Katarzyna R. postanowiła pisać o studentce i na tym poległa.

4. Fabuła - jedna wielka dziura, w większości bez sensu. Czuć, że brakowało tutaj pomysłów i dziury fabularne były lepione na siłę. Do tego za dużo dziwnych porównań, które chyba były stworzone po to, aby ludzie wyciągali je jako cytaty z książki, co totalnie się nie udało.

5. Źle dobrana kategoria do treści książki. To, co jest w His Obsession zdecydowanie nie jest romansem. Ani nie jest romansem relacja Kate i Chrisa (bo o tym jest za mało), ani nie jest relacja Kate i Jonathana. Ba, śmiem twierdzić, że relacja tych drugich jest patologiczna, a Katarzyna romantyzuje w książce watęk przemocy domowej czy przemocy seksualnej. W książce wielokrotnie dochodzi do gwałtów, a my na okładce czytamy, że jest to romans z elementami obsesji. Jaki romans? Z której strony?

Z plusów. Książka dobrze trzyma się w dłoni i... bawi. Bo nie da się na nią spojrzeć inaczej. Dlatego daję 2*

Przeczytałam His Obsession, aby samodzielnie upewnić się co do jakości tej książki i móc wyrobić sobie własne zdanie.

1. Zacznijmy od postaci, które Katarzyna Romanowska wykreowała w tej książce.

- Jonathan Blackwood - postać kontrowersyjna, kreowana na psychopatę. Autorka nie do końca miała pomysł na niego stąd zajmuje się wszystkim: jest politykiem, dyplomatą, agentem,...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach: ,

Nie kupuję tej historii.

To moje pierwsze spotkanie z twórczością Marceliny i od razu poczułam jakieś... rozczarowanie. Może dlatego, że Love in every crumble miałam na liście do przeczytania na wattpadzie i nie zdążyłam tego zrobić? Bo wiecie, nie każda wattpadowa historia powinna zostać wydana.

Tu, mam zdecydowanie mieszane uczucia. Książka znajduje się w kategorii sweet, ale... Nie ma tu niczego, co mogłabym nazwać słodkim. Postaci są płytkie. Tzn. Dallas ma zainteresowania, jakieś hobby, czymś się zajmuje w życiu, ale jego charakter jest taki... babski. Czasami miałam wrażenie, że czytam historię miłosną dwóch kobiet, bo jego zachowanie często było wyjątkowo niemęskie. A przecież to ociekający testosteronem rozgrywający. Co do Sunny. Jak ona mnie mierziła... Dorosła kobieta bez zainteresowań (bo oglądanie w kółko jednego filmu animowanego nie można nazwać hobby), która ma kompleksy na punkcie chyba każdej części swojego ciała (czasami miałam wrażenie, że to przenosiło się nawet na jej mózg). Sunny została przedstawiona jako niestabilna emocjonalnie młoda kobieta.

Wiecie co jest najgorsze? Że ja liczyłam na mocną, kobiecą postać, która nie wstydzi się swoich nadprogramowych kilogramów. Dostałam za to zakompleksioną nastolatkę w ciele dorosłej kobiety.

Dziwi mnie również nietypowy zabieg fabularny. Sunny studiuje pielęgniarstwo, które jest trudnym i wymagającym kierunkiem. Kiedy ona ma praktyki? Kiedy ma czas na naukę? Przecież to kierunek medyczny, a ona większość czasu spędza w cukierni, z której ciągle kradnie ciastka (sic!).

Nie polubiłam tej książki.

Zastanawiałam się nawet przez chwilę, czy ona nie powinna mieć niższego oznaczenia wiekowego, ale raczej nie poleciłabym jej żadnej nastolatce, bo można wpaść w kompleksy czytając, że rozmiar XL, to już ogromna otyłość...

Jestem na nie.

Nie kupuję tej historii.

To moje pierwsze spotkanie z twórczością Marceliny i od razu poczułam jakieś... rozczarowanie. Może dlatego, że Love in every crumble miałam na liście do przeczytania na wattpadzie i nie zdążyłam tego zrobić? Bo wiecie, nie każda wattpadowa historia powinna zostać wydana.

Tu, mam zdecydowanie mieszane uczucia. Książka znajduje się w kategorii...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach:

Mam pełną świadomość, że Skandalistka jest zarówno debiutem Olgi Frydrychowicz, ale też drugą książką wydaną w tym wydawnictwie, więc recenzja była o tyle trudniejsza, że z jednej strony człowiek chce wspierać nowego autora, a z drugiej zostawić coś konstruktywnego.

Uwielbiam romanse historyczne. Jest to moje 'guilty pleasure', który sprawia mi wiele frajdy i zdecydowanie odstresowuje. Od tego typu literatury oczekuję dobrej zabawy, mocnego romansu, ale też wielu informacji i kreacji historycznych (no bo heloł, to romans HISTORYCZNY).

Niestety w Skandalistce nie dostałam praktycznie nic z tych rzeczy.

Zacznijmy od głównej bohaterki, czyli Maud. Autorka chciała ją przedstawić, jako mocną kobiecą postać, jednakże charakter miała dość nijaki. Wielokrotnie narzucano jej zdanie, a ona bez mrugnięcia okiem je przyjmowała za pewnik. W sumie nie wiemy też o niej zbyt dużo, jedynie ile ma lat, jaki ma kolor włosów oraz o jej tendencji do rumienienia się. To za mało żeby zbudować dobrą postać.

Dodatkowo Maud jest opisywana jako skandalistka i ciągle podkreślane jest to słowo (wręcz w pewnym momencie stawało się to już męczące), natomiast o samym "głównym" skandalu jest napisane tak mało, że można to wręcz przeoczyć. Szkoda, bo to był bardzo ciekawy pomysł.

Wątek romantyczny.... Był, a jakby go nie było. Prowadzenie tego konkretnego wątku było tak bardzo chaotyczne i nijakie, że nie dało się im w żaden sposób kibicować, bo nie było czemu. Mam wrażenie, że autorka miała na początku zupełnie inny pomysł, gdzieś w trakcie pisania wpadła na ten i jakoś tak to posklejała.

Wątek historyczny? No cóż... Mamy Bath, mamy tańce i teatr, a także główne miejsce spotkań, czyli pijalnię, ale... wciąż nie wiemy prawie nic. Co tam się dzieje, jak to wygląda. Brakuje opisów. Maud idzie do teatru i ogląda sztukę. Ok, ale jaką? Czemu nie ma żadnego opisu tego jak oni się bawią? Nawet opis wynajmowanego przez nich domu jest nijaki, bo właściwie nic nie wnosi i nic nie przekazuje.

Sam język jest barwny, ale przez znikomą ilość dialogów bardzo męczący. Tam gdzie mogły być dialogi i przemyślenia postaci, było to pomijane i dosłownie opisywane przez narratora. Nie wiem czemu miał służyć ten zabieg, bo dużo ciekawiej byłoby poznawać postacie dzięki temu jacy są i jak się wypowiadają, a nie jak opisuje ich narracja. Fabuła też nie prowadzi w sposób lekki. Dodatkowo przez 2/3 książki nawet nie wiemy w jakiej porze roku się znajdujemy, czy ile sama akcja tej historii trwa. No słabo to wygląda pod tym kątem.

Na szczęście po połowie książki w końcu coś rusza i widać, że autorka miała już pomysł co chce zawrzeć, więc czyta się lepiej. Tylko, że to wciąż za mało.

Co do samego wydania - książka jest wizualnie przepiękna. Wygląda świetnie zarówno na półce, jak i podczas czytania. Twarda okładka, przepiękne grafiki, barwione brzegi i grubszy papier robią efekt wow! Natomiast... W książce jest pełno błędów. Jest ich bardzo dużo. Począwszy od powtórzeń, złej budowy zdań, braku spacji pomiędzy zdaniami, zgubionych słowach, powtarzaniu się słów pod sobą... Wygląda to brzydko. Zdecydowanie przydałaby się jeszcze jedna korekta, która to wyłapie.

Chcę dać jeszcze szansę wydawnictwu i Oldze, więc będę śledzić, co w trawie piszczy.

Mam pełną świadomość, że Skandalistka jest zarówno debiutem Olgi Frydrychowicz, ale też drugą książką wydaną w tym wydawnictwie, więc recenzja była o tyle trudniejsza, że z jednej strony człowiek chce wspierać nowego autora, a z drugiej zostawić coś konstruktywnego.

Uwielbiam romanse historyczne. Jest to moje 'guilty pleasure', który sprawia mi wiele frajdy i zdecydowanie...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach:

White Shirt nie do końca spełniło moje oczekiwania. Może dlatego, że 1 tom bardzo mi się podobał. Od powieści z motywami sportowymi oczekuję... sportu, a WS dał mi go bardzo mało. Docelowo nastawiłam się na to, że ten tom będzie głównie opowiadał o rozterkach Haydena dotyczących dalszej gry, a był o... Blake.
No właśnie. Pierwszy tom, RS, był przeplatany rozdziałami między POV Blake i Haydena, natomiast WS, to głównie Blake i jej odczucia... Nie będę ukrywać, że to Hayden i jego losy interesowały mnie w tej części, więc zawiodłam się.

Czy pojawiły się jakieś luki w fabule?

Nie jestem w stanie wyobrazić sobie 12 latki w przedstawianym w tej powieści stroju. Nie pasuje mi to wiekowo.
Hayden obawiający się rodziców Blake i Calluma? Ok, to rozumiem. Natomiast dlaczego przedstawia im się, jakby ich nie znał? Zastanawia się też do kogo są podobni Blake i Call, ocenia ich wygląd, jakby widział ich pierwszy raz. Przecież w poprzednich tomach sam wypowiadał się o tym, że ciężko mu będzie przełknąć fakt, że jeździł do ich rodzinnego domu, jako kolega Calliego. Czyżby autorka o tym wątku zapomniała?
Ciąża trwająca 7 miesięcy? Eeee? Tutaj coś zdecydowanie nie pykło i to mocno.
Dziwi mnie również jeden rozdział z perspektywy Devona. Nie bardzo rozumiem ten zabieg, ponieważ Julka mogła to opisać w zupełnie inny sposób nie dając POV kolejnej postaci.

Martwi mnie, że dwójka głównych bohaterów mierzy się z tak dużymi problemami psychicznymi, a tak mało zostało poświęcone na ich naprawę, radzenie sobie i terapię. Mam wrażenie takiego... Zbagatelizowania problemu.

Poza tymi lukami, książkę czyta się całkiem przyjemnie i cieszę się, że ta historia dobiegła końca.

White Shirt nie do końca spełniło moje oczekiwania. Może dlatego, że 1 tom bardzo mi się podobał. Od powieści z motywami sportowymi oczekuję... sportu, a WS dał mi go bardzo mało. Docelowo nastawiłam się na to, że ten tom będzie głównie opowiadał o rozterkach Haydena dotyczących dalszej gry, a był o... Blake.
No właśnie. Pierwszy tom, RS, był przeplatany rozdziałami między...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach:

Autorka wciąż utrzymuje poziom znudzenia w pierwszej części, żeby wciągnąć w kolejnej.

Hailie mnie denerwuje. Poważnie, mając te 17-18 lat powinna być mądrzejsza, a czasem mam wrażenie, że to bliźniacy i Dylan mając więcej oleju w głowie, niż dziewczyna kreowana na ideał. Może i uczy się dobrze, ale w tej głowie to chyba nic nie zostaje...

Wątek z Leo z jednej strony uroczy, bo pokazujący nastoletnią miłość, a z drugiej tak bardzo nierealny przy Vincencie.

Podobały mi się w tym tomie tylko ostatnie rozdziały, chociaż i one są chaotyczne, mocno "przeleciane". Jak zwykle za dużo niepotrzebnych opisów. No i brak inteligencji Hailie. No razi mnie to po oczach, co ja będę ukrywać. Dziewczyna totalnie nie myśli o konsekwencji swoich działań i decyzji, które nie dotyczą tylko jej, a odbijają się na wszystkich w jej otoczeniu.

Wątek napaści S? Napisany totalnie po macoszemu.

Żałuję wątku Sonny'ego, który mógł być bardzo fajny, a został potraktowany po macoszemu.

Liczę na rozwinięcie postaci Adriena, który wydaje się najciekawszy w całej tej serii.

Dla mnie, to był najsłabszy tom w całej serii.

Autorka wciąż utrzymuje poziom znudzenia w pierwszej części, żeby wciągnąć w kolejnej.

Hailie mnie denerwuje. Poważnie, mając te 17-18 lat powinna być mądrzejsza, a czasem mam wrażenie, że to bliźniacy i Dylan mając więcej oleju w głowie, niż dziewczyna kreowana na ideał. Może i uczy się dobrze, ale w tej głowie to chyba nic nie zostaje...

Wątek z Leo z jednej strony...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach:

Zastanawiałam się, czy to czasem nie jest najlepsza część Rodziny Monet, ale doszłam do wniosku, że jednak nie.

Sama książka i historia tego tomu są ciekawe, czyta się lekko, a fabuła mocno wciąga, jednak znów są tu niedociągnięcia. Po napisaniu 6 tomów liczę jednak na pisarski rozwój, chociaż mały...

Retrospekcje wciąż nie wychodzą autorce i trzeba do podkreślić.

Co do fabuły...
Nie wiem co mają na celu ciągłe opisy, w co jest ubrana Hailie. Po co mi wiedzieć, co ma na sobie idąc na cmentarz, skoro jej wygląd nic nie wnosi do tej sceny?
Szkoda mi bardzo potencjału Adriena, który został... zniszczony. Z tajemniczego, niebezpiecznego członka Organizacji został przedstawiony, jako miękka faja, która żeby pamiętać jak się nazywa główna bohaterka, za każdym razem musi powtarzać jej pełne dane.
Organizacja? Pfff na co to komu, c'nie? Przez tyle tomów była owiana tajemnicą, żeby na końcu zrobić z niej plac zabaw dla dwóch dziewczynek. To było baaardzo słabe.
Końcowa scena dla mnie bez sensu. Znów opis wyglądu Hailie, który był niepotrzebny i tylko przedłużył zakończenie, które docelowo też zbyt wiele nie wniosło.
Brakowało mi historii Mony i Leo, którzy w poprzednich tomach byli ważni, a teraz totalnie olani. Ale wiecie co nam dała autorka książki? Dalsze losy zapomnianego Jasona. Po co? Kogo to interesowało? Nie wiem.

Podsumowując. Książka jest przeciętna pod kątem treści, ale czyta się ją szybko.
Czy zasługuje na miano Książki Roku 2023? Dla mnie? Zdecydowanie nie.

Zastanawiałam się, czy to czasem nie jest najlepsza część Rodziny Monet, ale doszłam do wniosku, że jednak nie.

Sama książka i historia tego tomu są ciekawe, czyta się lekko, a fabuła mocno wciąga, jednak znów są tu niedociągnięcia. Po napisaniu 6 tomów liczę jednak na pisarski rozwój, chociaż mały...

Retrospekcje wciąż nie wychodzą autorce i trzeba do podkreślić.

Co do...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach:

Jest słabiej niż w części pierwszej i nawet nie będę tego ukrywać...

Pierwsza część tego tomu wiała nudą, czytałam trochę na siłę żeby tylko przebrnąć do tego, co będzie dalej.
Raziła mnie ilość błędów fabularnych. Nie wiem czemu korekta tego nie wyłapała, bo aż raziły po oczach.
Tony pamiętający wydarzenia z momentu, kiedy nie miał nawet 2 lat?
Blanche która gotowała samodzielnie furę jedzenia, w dodatku grająca w bilarda, robiąca w nim skomplikowane sztuczki, a przy tym niewidoma? To się kupy nie trzyma... Raziło mnie to w oczy i to bardzo.

Co do drugiej części, było ciekawe i rzeczywiście wciągnęło.
Mimo wszystko, sięgnę po dalsze losy tej rodziny. Z czystej ciekawości.

Jest słabiej niż w części pierwszej i nawet nie będę tego ukrywać...

Pierwsza część tego tomu wiała nudą, czytałam trochę na siłę żeby tylko przebrnąć do tego, co będzie dalej.
Raziła mnie ilość błędów fabularnych. Nie wiem czemu korekta tego nie wyłapała, bo aż raziły po oczach.
Tony pamiętający wydarzenia z momentu, kiedy nie miał nawet 2 lat?
Blanche która gotowała...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach:

W sumie przeczytałam książkę z ciekawości, skąd taki szał na nią. Pewnie sama z siebie bym po nią nie sięgnęła, ale ciekawość zwyciężyła.

I może nie jest to górnolotna lektura, może i ma wiele błędów, ale wiecie co? Ja się przy niej naprawdę dobrze bawiłam. Wciągnęła mnie, sprawiła sporo radości i jestem pozytywnie zaskoczona.

Fakt, było wiele błędów np. spacer w lesie, który zdrowotnie nie miał żadnych konsekwencji, ale atak złości już wywołał temperaturę ;) niepotrzebne opisy toalety (po co i na co to komu) czy przesadne epatowanie bogactwem i markami...

Ale wybaczam, bo mnie wciągnęło i... Wcale się tego nie wstydzę.
Chętnie sięgnę po kolejny tom żeby zobaczyć co dalej z rodziną Monet.

W sumie przeczytałam książkę z ciekawości, skąd taki szał na nią. Pewnie sama z siebie bym po nią nie sięgnęła, ale ciekawość zwyciężyła.

I może nie jest to górnolotna lektura, może i ma wiele błędów, ale wiecie co? Ja się przy niej naprawdę dobrze bawiłam. Wciągnęła mnie, sprawiła sporo radości i jestem pozytywnie zaskoczona.

Fakt, było wiele błędów np. spacer w lesie,...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach:

Muszę przyznać, że jestem zawiedziona. Oczywiście książka w sieci była wychwalana, ale chyba zderzyłam się kolejny raz ze ścianą słuchając opinii z tik toka.

Sam pomysł na główny wątek, czyli romans z więźniem zakładu karnego, jest bardzo ciekawy i daje fajny dark klimat. Tylko, że wiele rzeczy nie spina się w fabule. Studentka resocjalizacji penitencjarnej, która jest zdziwiona praktykami w zakładzie karnym? Serio? Do tego reagowanie na więźniów przez kilka miesięcy zimnym potem? To się totalnie ze sobą nie klei.

Są oczywiście dziury. Najpierw zamknięta siłownia, która nagle magicznie pojawia się w fabule. Sam dziwny wyrok głównego bohatera, który się nie klei i w żaden sposób nie został wyjaśniony. W sumie także bohaterowie, o których nie wiemy praktycznie... nic.

Bulwersował mnie wątek brata głównej bohaterki, który miał teksty czasem poniżej wszelkiej krytyki. Autorka ma bardzo wybujałą fantazję wkładając niektóre teksty w usta małego dziecka. Prędzej bym uwierzyła, że coś takiego mówił 12/13 latek.

Co do głównych bohaterów - Veronica była... Nijaka. Zrobiła na mnie wrażenie mimozy, która boi się własnego cienia.
Alessandro na siłę robiony na włoskiego macho. Tylko, że te teksty były aż za ckliwe. Jakoś nie widzę ich w ustach mężczyzny.

Na plus jednak napiszę, że pomysł był ciekawy (pomimo kiepskiego wykonania) a końcówka dała ciekawy plot twist.

Liczyłam jednak na coś więcej.

Muszę przyznać, że jestem zawiedziona. Oczywiście książka w sieci była wychwalana, ale chyba zderzyłam się kolejny raz ze ścianą słuchając opinii z tik toka.

Sam pomysł na główny wątek, czyli romans z więźniem zakładu karnego, jest bardzo ciekawy i daje fajny dark klimat. Tylko, że wiele rzeczy nie spina się w fabule. Studentka resocjalizacji penitencjarnej, która jest...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach:

Nie polecę tej pozycji. Czytałam ją dobre pół roku i totalnie nie potrafiłam się wciągnąć. Tak jak pierwsza część szokowała dziwną relacją rodzeństwa, tak ta...

Nie rozumiem po co pół książki było poświęcone na to, co działo się w pierwszej części. Czy to jakiś rodzaj naciągnięcia czytelnika? Przecież cała akcja mogłaby się spokojnie dziać w jednej, grubszej części.

Relacja między Olivią i Malachim w tej części była wyjątkowo naciągana, sceny seksu czasami wręcz niepotrzebne. Nic nie szokowało, nic nie sprawiało, że chciało się czytać dalej i poznać ich losy.

Pozycja słaba.

Nie polecę tej pozycji. Czytałam ją dobre pół roku i totalnie nie potrafiłam się wciągnąć. Tak jak pierwsza część szokowała dziwną relacją rodzeństwa, tak ta...

Nie rozumiem po co pół książki było poświęcone na to, co działo się w pierwszej części. Czy to jakiś rodzaj naciągnięcia czytelnika? Przecież cała akcja mogłaby się spokojnie dziać w jednej, grubszej...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach:

Z jednej strony ta historia nie była zła, z drugiej... Nie wciągnęła mnie tak, żeby nie móc się od niej oderwać. A ja właśnie lubię książki, które wciągają mnie tak, że nie chcę wracać do realnego świata. Rika jako główna bohaterka była słabo wykreowana, Michael na siłę tworzony, jako bad boy... Ciekawsze zdecydowanie były postaci Kaia i Damona. Jak dla mnie ot, przeciętna pozycja.

Z jednej strony ta historia nie była zła, z drugiej... Nie wciągnęła mnie tak, żeby nie móc się od niej oderwać. A ja właśnie lubię książki, które wciągają mnie tak, że nie chcę wracać do realnego świata. Rika jako główna bohaterka była słabo wykreowana, Michael na siłę tworzony, jako bad boy... Ciekawsze zdecydowanie były postaci Kaia i Damona. Jak dla mnie ot, przeciętna...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach:

Ciężko mi ocenić tę pozycję.
Z jednej strony czekałam na kontynuację, z drugiej to rozwlekanie historii zaczyna mnie męczyć. Lubię czytać opisy, nawet bardzo. Wątki przemyśleń i psychologii postaci zawsze są dla mnie ciekawe, ale... Ileż razy można czytać jaki kolor oczu ma Nate, czym pachnie i jaki kąt ma jego żuchwa? Po tylu wydanych publikacjach Kaśki liczyłam na więcej z jej strony, że jej styl pisania ewoluuje.
Dalej nie rozumiem też potrzeby nazywania postaci imionami poprzednich bohaterów, tym bardziej, że to 3 raz (oprócz Hell i Bitter jest jeszcze jedna seria z tymi postaciami i zastanawiam się po co?).

Ciężko mi ocenić tę pozycję.
Z jednej strony czekałam na kontynuację, z drugiej to rozwlekanie historii zaczyna mnie męczyć. Lubię czytać opisy, nawet bardzo. Wątki przemyśleń i psychologii postaci zawsze są dla mnie ciekawe, ale... Ileż razy można czytać jaki kolor oczu ma Nate, czym pachnie i jaki kąt ma jego żuchwa? Po tylu wydanych publikacjach Kaśki liczyłam na więcej...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach:

Mam bardzo mieszane uczucia po zakończeniu tej książki. "Venom III" był długo wyczekiwanym zwieńczeniem historii, ale niestety — czuję ogromny niedosyt. Książka jest cieniutka, jak na wszystko, co miała w sobie zawrzeć. Klimat serii niby został zachowany, Venom powrócił, jednak... to już nie było to samo. Czułam, jakby czegoś zabrakło, jakby autorka pisała tę część bez większej pasji czy zaangażowania.

Największym rozczarowaniem okazało się dla mnie zakończenie. W podziękowaniach Aleksandra Kondraciuk wspomina, że pewnie większość z nas teraz płacze — ale ja, zamiast łez wzruszenia, poczułam tylko smutek po straconej, dobrej historii. Mimo całej sympatii do Venoma i Vivian, zostaję z dziwnym poczuciem pustki. Bo naprawdę — nie na to tyle czekałam.

Mam bardzo mieszane uczucia po zakończeniu tej książki. "Venom III" był długo wyczekiwanym zwieńczeniem historii, ale niestety — czuję ogromny niedosyt. Książka jest cieniutka, jak na wszystko, co miała w sobie zawrzeć. Klimat serii niby został zachowany, Venom powrócił, jednak... to już nie było to samo. Czułam, jakby czegoś zabrakło, jakby autorka pisała tę część bez...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach:

Muszę przyznać – ta część naprawdę dobrze się czyta. Styl Jessici Fox zdecydowanie poszedł do przodu, przez co historia wciąga od pierwszych stron. Może nie był to taki page-turner, że nie da się oderwać nawet na herbatę, ale i tak wciągnęłam się momentalnie.

Tym razem śledzimy dalsze losy Rosalie i Sharpa, kilka lat po wydarzeniach z poprzednich tomów. Dziewczyna znika, a my – w końcu – dowiadujemy się, co się właściwie wydarzyło. I uwaga: nie jest to historia na miękko. Jest brutalna, tragiczna, ale i potrzebna. Widać, że zarówno bohaterowie, jak i sama opowieść, mocno dojrzały. Rosalie i Sharp nie są już nastolatkami – to zupełnie inni ludzie, co działa zdecydowanie na plus.

No i… kto jest stalkerem? Miałam swoje typy. Żaden się nie sprawdził. Plot twist na końcu mnie dosłownie zmiotł – autorka naprawdę mnie zaskoczyła, i to bardzo pozytywnie.

ALE… (i to duże ale) – zakończenie. Ta ostatnia scena z Eveline to jakiś kosmos. Totalnie nie wiem, po co tam była i serio przez chwilę myślałam, że może trafiła mi się wersja przed korektą. Wyrwane z kontekstu i nijak niepasujące do reszty.

Na koniec jeszcze kilka słów o dodatkowym rozdziale z perspektywy Sharpa. Szczerze? Przeciągnięty i naciągany. To opowieść, którą spokojnie można było zawrzeć w dwóch stronach książki, a nie robić z niej „ekskluzywny dodatek”. Czy wnosi coś nowego? Niewiele. Czy zrobił na mnie wrażenie? No... nie.

Podsumowując: „The Final Lie” to satysfakcjonujące domknięcie serii. Dojrzałe, emocjonalne, z potężnym zwrotem akcji. Ale czy perfekcyjne? Nie. I może dobrze – przynajmniej jest o czym dyskutować.

Muszę przyznać – ta część naprawdę dobrze się czyta. Styl Jessici Fox zdecydowanie poszedł do przodu, przez co historia wciąga od pierwszych stron. Może nie był to taki page-turner, że nie da się oderwać nawet na herbatę, ale i tak wciągnęłam się momentalnie.

Tym razem śledzimy dalsze losy Rosalie i Sharpa, kilka lat po wydarzeniach z poprzednich tomów. Dziewczyna znika, a...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach:

Po „Childish” mam totalny miszmasz emocji. Z jednej strony – ekscytacja! Wróciłam do świata wykreowanego przez Olę Negrońską, który poznałam dzięki serii Students. Styl pisania nadal robi robotę: lekki, przyjemny, wciągający. No i bohaterowie! Camellia – córka Zaydena i Rosie – to postać, która od razu mnie kupiła. Obserwowanie jej codzienności, życia uczuciowego i tego, jak próbuje się odnaleźć na granicy między nastoletniością a dorosłością, było naprawdę ciekawe.

Zwłaszcza że… halo?! Jeszcze niedawno ta dziewczyna się dopiero rodziła, a my byliśmy świadkami (i kibicami!) jej rodziców w ich totalnie burzliwej historii. A teraz hop – mamy 17-letnią Cam i… jej młodszą siostrę. Fajny motyw! Wszystko dzieje się dynamicznie – szkoła, relacje, znajomi i oczywiście wątek z Olivierem, który dodał smaczku tej opowieści.

ALE! No właśnie… jest jedno wielkie „ale”, które nie daje mi spokoju – rodzice Camellii. I nie, nie chodzi o ich obecność w książce, tylko to, jak zostali przedstawieni. Mam wrażenie, że autorka trochę przeszarżowała. Zamiast pokazać dojrzałych, 40-letnich ludzi, którzy w jakiś sposób ogarniają życie i rodzinę, dostajemy ekipę, która bardziej przypomina licealistów niż dorosłych. Przekleństwa, alkohol, wyklinanie przy dzieciach, dziwne luzackie podejście do wychowania… Momentami miałam wrażenie, że to Camellia musi być tą rozsądną w rodzinie – i to było smutne.

Szczególnie raziło mnie to, jak rodzice mówią o sobie do dzieci po imieniu. Serio, „idź do Zaydena”? No nie kupuję tego. W moim świecie to brzmi mega nienaturalnie i dziwnie odklejone od rzeczywistości.

Podsumowując – „Childish” to historia, którą naprawdę dobrze się czyta. Ma fajny vibe, ciekawą główną bohaterkę i obiecuje niezłą jazdę w dalszych tomach. Ale błagam, niech dorośli w tej serii trochę dorosną… Bo jak nie, to będę kibicować dzieciakom, a rodziców będę czytać z cringe’em. Ola, trzymam kciuki za dalszy rozwój i poprawki!

Po „Childish” mam totalny miszmasz emocji. Z jednej strony – ekscytacja! Wróciłam do świata wykreowanego przez Olę Negrońską, który poznałam dzięki serii Students. Styl pisania nadal robi robotę: lekki, przyjemny, wciągający. No i bohaterowie! Camellia – córka Zaydena i Rosie – to postać, która od razu mnie kupiła. Obserwowanie jej codzienności, życia uczuciowego i tego,...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach:

Po przeczytaniu „Red Shirt”, czyli pierwszego tomu serii Scar on Ice, nie mogłam się doczekać, aż wrócę do świata Blake i Haydena. Julia Popiel zbudowała wówczas coś świeżego, z charakterem i autentycznym napięciem – emocje buzowały, a hokejowy świat wciągał bez reszty. Niestety, „Blue Shirt” to nie tyle kontynuacja, co rozmyta wersja tego, co było dobre.

Największym problemem tej książki jest to, że... praktycznie nic się nie dzieje. Historia traci tempo, a relacje, które wcześniej były pełne napięcia i niedopowiedzeń, teraz wydają się płaskie i pozbawione życia. Blake i Hayden – postacie, które w pierwszej części miały silne, wyraziste osobowości – tutaj są wręcz nie do poznania. Ich dynamika została zastąpiona czymś miałkim, pozbawionym emocjonalnej głębi.

Tym, co najbardziej boli, jest jednak zmarnowany potencjał. Pierwszy tom zakończył się w naprawdę mocnym momencie – trener postawił Haydena przed wyborem: sport, który może zaprowadzić go do drużyny Klonowych Liści, czy przyjaciele i dziewczyna. To był materiał na intensywny, emocjonalny dramat. Niestety, w „Blue Shirt” ten wątek został potraktowany niemalże po łebkach. Zamiast rozważań, decyzji i wewnętrznych rozterek, dostajemy kilka zdań i... tyle. Naprawdę można było z tego wycisnąć dużo więcej.

Równie zaskakujący (i rozczarowujący) jest niemal zupełny brak hokeja – elementu, który był kluczowy w pierwszym tomie. Tu pełni rolę ozdobnika, który łatwo przeoczyć. A przecież właśnie sportowa rywalizacja i pasja były jednym z największych atutów „Red Shirt”.

Jeśli chodzi o styl Julii Popiel – nadal jest lekki, młodzieżowy, z momentami ładnych, trafnych opisów emocji i relacji. Autorka potrafi pisać i to czuć. Niestety, tym razem dobry styl nie wystarczył, by uratować historię, która po prostu nie ma wystarczającej siły, by porwać czytelnika. Momentami odnosi się wręcz wrażenie, jakby ta książka była pisana „na siłę” – bez pasji i bez tej iskry, która sprawiła, że „Red Shirt” pochłaniało się jednym tchem.

Podsumowując – „Blue Shirt” to książka, która miała być emocjonalną kontynuacją, a stała się bladym cieniem swojego poprzednika. Jeśli liczyliście na rozwinięcie dramatycznego finału „Red Shirt”, możecie się poczuć mocno zawiedzeni. Przeczytać? Można. Ale jeśli macie w głowie intensywność pierwszej części, to przygotujcie się na spory zjazd.

Po przeczytaniu „Red Shirt”, czyli pierwszego tomu serii Scar on Ice, nie mogłam się doczekać, aż wrócę do świata Blake i Haydena. Julia Popiel zbudowała wówczas coś świeżego, z charakterem i autentycznym napięciem – emocje buzowały, a hokejowy świat wciągał bez reszty. Niestety, „Blue Shirt” to nie tyle kontynuacja, co rozmyta wersja tego, co było dobre.

Największym...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to