Wzlot Persepolis

Okładka książki Wzlot Persepolis
James S.A. Corey Wydawnictwo: Mag Cykl: Expanse / Ekspansja (tom 7) fantasy, science fiction
562 str. 9 godz. 22 min.
Kategoria:
fantasy, science fiction
Format:
papier
Cykl:
Expanse / Ekspansja (tom 7)
Tytuł oryginału:
Persepolis Rising (2017)
Data wydania:
2019-11-29
Data 1. wyd. pol.:
2019-11-29
Data 1. wydania:
2017-12-05
Liczba stron:
562
Czas czytania
9 godz. 22 min.
Język:
polski
ISBN:
9788366409439
Tłumacz:
Marek Pawelec

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Wzlot Persepolis w ulubionej księgarni i

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów), „Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oceny książki Wzlot Persepolis

Średnia ocen
7,6 / 10
1067 ocen
Twoja ocena
0 / 10

Opinia

avatar
104
14

Na półkach:

Po dwóch poprzednich książkach cyklu w końcu otrzymaliśmy większą dawkę akcji, i interesujących intryg zapowiadających skupienie się na wątku tajemniczej kosmicznej cywilizacji.

Jak w przypadku poprzednich odsłon mamy tu do czynienia z mnóstwem literówek - to przytyk do wydawnictwa - oraz opisów wlekących się na przestrzeni 2 stron, które przywołują na myśl "Nad Niemnem", co oczywiście negatywnie wpływa na moją ocenę.

Po dwóch poprzednich książkach cyklu w końcu otrzymaliśmy większą dawkę akcji, i interesujących intryg zapowiadających skupienie się na wątku tajemniczej kosmicznej cywilizacji.

Jak w przypadku poprzednich odsłon mamy tu do czynienia z mnóstwem literówek - to przytyk do wydawnictwa - oraz opisów wlekących się na przestrzeni 2 stron, które przywołują na myśl "Nad...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

2346 użytkowników ma tytuł Wzlot Persepolis na półkach głównych
  • 1 381
  • 928
  • 37
489 użytkowników ma tytuł Wzlot Persepolis na półkach dodatkowych
  • 354
  • 31
  • 25
  • 25
  • 20
  • 18
  • 16

Inne książki autora

James S.A. Corey
James S.A. Corey
Pseudonim literacki, pod którym wspólnie publikują Daniel Abraham i Ty Franck, amerykańscy pisarze science fiction i fantasy. Wspólnie stworzyli cykl Expanse, nagrodzony i nominowany do wielu nagród. W 2015 na podstawie cyklu powstał serial The Expanse. Polskim wydawcą serii Expanse jest Wydawnictwo Mag, które zapowiedziało wydanie wszystkich tomów.
Zobacz stronę autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Zbudzone furie Richard Morgan
Zbudzone furie
Richard Morgan
Lwia część oceny to świetny worldbuilding (który zawsze był dobry w tej serii, ale tyle, ile szczegółów mamy tutaj to nowy poziom) i sama złożoność fabuły. Co kilkadziesiąt stron dochodzą nowe detale, które zmieniają tor akcji, co czasami było konfundujące, bo nie wiedziałem dokąd tak naprawdę zmierzamy, ale po prostu dałem się nieść fali i nie narzekałem. Lecz muszę przyznać, że czasami to wszystko było przytłaczające. Tak jakby autor musiał zamknąć trylogię, tak naprawdę mając pomysłów na jeszcze dwie książki. Bohater ten sam, co zawsze, więc nie ma co się rozpisywać. Widać jedynie zmianę względem pierwszego tomu, co podkreśla konfrontacja z jego własnym ja sprzed dwustu lat, choć ta zmiana mam wrażenie, żę gotowała się w nim od Modyfikowanego Węgla. Z minusów na pewno (tym razem na pewno) zbędne sceny seksu i wątek romantyczny z Vidaurą, który w zasadzie pojawił się znikąd i nie został w żaden sposób zbudowany, a do tego zburzył wizerunek instruktorki zbudowany w dwóch tomach. Drugą sprawą są motywacje bohatera, które są miejscami niejasne - chciał uratować Oshimę, bo przypominała mu Sarę? To tak proste? Osobiście próbowałem wejść głębiej i tłumaczyć to zmianą w bohaterze i targającymi nim konfliktami filozoficznymi, ale chyba nie ja powinienem to robić, a autor. Było też kilka momentów, w których wyczuwałem kulminację, a ta nie następowała, tylko fabuła zmieniała kierunek po plot twiście, ale jakoś tak... bez fajerwerków, przez co tempo akcji było zaburzone. Tak czy inaczej bardzo dobrze mi się czytało i nie podzielam opinii, że to najgorsza część - wszystkie były na podobnym poziomie, choć inne od siebie, więc jak ktoś zakochał się w klimacie Modyfikowanego Węgla, to zrozumiałe, że później się zawiódł.
Werewolf - awatar Werewolf
ocenił na 7 5 miesięcy temu
Nasze imię Legion, nasze imię Bob Dennis E. Taylor
Nasze imię Legion, nasze imię Bob
Dennis E. Taylor
[Książka przeczytana w ramach FKK (Fantastyczny Klub Książki).] Rozrywka na wysokim poziomie. Książka lekka, którą bardzo szybko się czyta. "Nasze imię Legion, Nasze imię Bob" Dennisa E. Taylora, to historia która jest spełnieniem marzeń każdego człowieka co marzy o eksplorowaniu kosmosu bez martwienia się o tlen i inne tego typu rzeczy. Jak widać z opisu, Bob umiera i jego świadomość zostaję przeniesiona do komputera, który będzie obsługiwał bezzałogową sondę von Neumanna, które jest samoreplikującym się urządzeniem zdolnym do budowania własnych kopii z  podstawowych surowców oraz do podróży międzygwiezdnych. Jego zadaniem to znalezienie planet do kolonizacji. Duża doza humoru oraz fabuła, która może jest prosta ale bardzo dobrze jest to wszystko napisane i czuć że autor ma talent do dobrego opisywania koncepcji oraz tego co się dzieje, w prosty i fajny sposób. Pierwsze 80 stron to przedstawienie podstawowych założeń fabularnych a potem zaczyna się czysta rozrywka. Bohater leci do układu, replikuje się, dzięki czemu mamy "więcej" bohaterów, rozwiązuje problemy lub znajduje ciekawe rzeczy i leci/lecą dalej. Jeśli ktoś kojarzy takie gry jak Factorio, Satisfactorio lub Dyson Sphere Program, to ta historia jest konceptualnie tym samym. To jest naprawdę co by było gdybyś miał/ła nieskończoną ilość czasu i moc robienia tego co chcesz w kosmosie, w formie książki ale to nie znaczy że opowieść jest płytka. Autor w jakiś sposób porusza np: czy kopia umysłu człowieka to dalej ta sama osoba i co to znaczy być  człowiekiem. Jest tu także dużo nawiązań do popkultury ale nie aż tak dużo żeby to przeszkadzało w fabule. Po prostu ma to fabularnie sens. Książka naprawdę mi się podobała (przeczytał_m ją w 3 dni) i jest ona moim odkryciem roku. Naprawdę ją polecam.
majsrud_kulturalnie - awatar majsrud_kulturalnie
ocenił na 7 4 miesiące temu
Wieczna wojna Joe Haldeman
Wieczna wojna
Joe Haldeman
„Kiedy ucichną działa już Wtedy się inne odezwą Ludzie zabijać zaczną się znów Za wojnę znów się wezmą. „ * Z wojnami jest ten kłopot, że trzeba wiedzieć, że są, bliżej lub dalej, choćby po to, żeby nie było, „że nie wyświetliło się na Tik Toku”. Bo czas wojny to właśnie czas kiedy polityka zajmuje się zwykłym człowiekiem i przyjemne to nigdy nie jest. Haldeman w pierwszym tomie zatytułowanym „Wieczna wojna” , jak i zapewne w całej trylogii pt. „Wieczna wojna” idzie na całość. Mamy w książce opisane wszelkie możliwe barwy kampanii. Dzieje się! Głównym bohaterem jest żołnierz Mandella, absolwent Fizyki. Został on wysłany w odległe rejony kosmosu najpierw na iście mordercze szkolenie, przetrwała, tzn. dosłownie przeżyła, połowa składu. A potem Mandella i jego koleżanki i koledzy z wojska byli już na wojnie, gdzie o utratę życia było jeszcze łatwiej. W jednej z kampanii tej kosmicznej wojny major Mandella stracił 88 % składu. Przy czym koniecznie trzeba zauważyć, że ciekawa jest koncepcja różnic czasowych, pierwsze 2 lata regularnej służbie w kosmosie przełożyło się na ok 2 dekady ziemskiego czasu. W późniejszym okresie było jeszcze gorzej pod tym względem. Służba Mandelli mogła trwać kilkadziesiąt lat, a wedle naszej rachuby dotrwał on do czwartego tysiąclecia. Pytanie uzasadnione, dlaczego szeregowy Mandella, awansował na kilka innych stopni wojskowych, pchał się na kolejne kampanie tej samej wojny z kosmitami, Tauronami? . W teorii nie musiał, ale po pierwsze rzeczywistość wojskowa była jedyną w jakiej sobie radził, pomimo przeżytych traum wojennych, a po drugie nie było do czego wracać. O czym się przekonał idąc do cywila po wypełnieniu pierwszego kontraktu, a potem z kolei dowiadywał się, że Ziemia jest inna, i nie ma po co tam podróżować. Podsumowując to jest trudna książka udowadniająca empirycznie, że jeżeli kiedyś będą gwiezdne wojny, to będą one co najmniej tak samo paskudne jak te piekła, które ludzie urządzają sobie na Ziemi. W sumie nie ma znaczenia czy ludzie będą bić się między sobą, z kosmitami, maszynami, z kimkolwiek się jeszcze da, wojna będzie zawsze takim samym okropieństwem. Nie ma też wątpliwości, że kolejne konflikty zbrojne dostaną się na karty literatury fantastycznej. Tutaj nikt z czytelników wątpliwości żadnych nie ma, że chodzi o wojnę w Wietnamie. No i każda tego typu eksperiencja, odciśnie swój wpływ na literaturę. Dla czytelnika niewątpliwie będzie to bardzo ciekawe i równie trudne doświadczenie czytelnicze. Książkę polecam i zapewniam, że mam zamiar kontynuować czytanie trylogii. * Piosenka zespołu Kult, Kiedy ucichną działa,  https://www.tekstowo.pl/kult/kiedy-ucichna-dziala
Krzysztof Baliński - awatar Krzysztof Baliński
ocenił na 9 29 dni temu
Distortion Cezary Zbierzchowski
Distortion
Cezary Zbierzchowski
Książka przeczytana w ramach FKK] „Distortion” to już trzecia książka w stworzonym przez autora Świecie Rammy, ale nie trzeba czytać poprzednich historii, żeby ją zrozumieć. Ja nie czytał_m i wszystko było jasne. Jedyne, co tak naprawdę łączy tą powieść z poprzednią, to główny bohater, Markus Trent, który był już centralną postacią w jednej z historii w zbiorze opowiadań „Requiem dla Lalek”. Wszystkie wydarzenia są opowiadane z pierwszej osoby. Mówi on o zbrojnej interwencji/misji stabilizacyjnej przez wojska Rammy w Remarku, tuż po wojnie Remarsko-Gottańskiej. Tak jak inny użytkownik „LubimyCzytać” napisał, na pierwszy plan wysuwają się realia wojny. Widać że autor brał garściami z historii o wojnach na Bliskim Wschodzie, w Iranie i Iraku. W Posłowiu sam autor mówi o tym, ale nawet ktoś z ogólna wiedzą o tych konfliktach od razu załapie nawiązania/inspiracje. Realia żołnierzy w tego typu konfliktach są napisane w taki sposób, że nie są kreowani na żadnych bohaterów, tak jak np.: w filmie „Snajper”, ale jako normalni ludzie z normalnymi problemami. Bród, smród, niedoświadczeni młodzi ludzie, przedwczesna głupia śmierć, wszystko i jeszcze więcej jest tutaj opisane jako coś, co się po prostu dzieje i nie warto tego ukrywać. Kraj Remarku też został ładnie zrealizowany, jako kraj powojenny który próbuje się po niej podnieść, gdzie grupy bojówkowe oraz partyzanci walczą ze sobą oraz przeciwko wojsku Rammy. Trudno powiedzieć czy ich czyny są słuszne, bo powieść nie rozwija na tyle tych wątków żeby odpowiedzieć na to pytanie, ale nie o tym jest ta historia. Pojawia się tutaj też wątek science-fiction ale nie ma on dużego znaczenia przez 3/4 książki. Wszystko zaczyna się od „Ester” i dziwnych zjawisk na pustyni wokół placówki „Distortion”. Kiedy nasza grupa żołnierzy dojeżdża do tego miejsca, to dopiero wtedy ten cały wątek daje o sobie znać w pełnej okazałości, jednak wcześniej autor daje nam małe okruszki związane z tym miejscem i co się tam stało oraz dzieje. Rozwiązane tej, można powiedzieć zagadki, jest całkiem satysfakcjonujące i nie uważam że stracił_m czas czytając tą książkę. Jeśli spodziewaliście się militarnej książki science-fiction z robotami itd., to niestety lub stety musicie się bez tego obejść. „Distortion” jest historią o tym jaka wojna jest bez sensu oraz o brudzie jaki każdy z nas w sobie posiada.
majsrud_kulturalnie - awatar majsrud_kulturalnie
ocenił na 7 1 miesiąc temu
Wędrująca Ziemia Cixin Liu
Wędrująca Ziemia
Cixin Liu
Nauka to nie wszystko „Wędrująca ziemia” to zbiorów opowiadań od autora „Problemu trzech ciał”. Przekrój opowiadań jest naprawdę ciekawy od czystej komedii przez pierwszy kontakt po katastroficzne wynalazki. Jednak jak zawsze u tego autora, lepiej nie oczekiwać od postaci zbyt wiele. Wędrująca Ziemia Początkowo myślałem, że to książka przedstawiającą tylko tytułową koncepcję (a że „O mrówkach i dinozaurach” to zbiór), czyli podróż naszej planety od Słońca w gwiazdy. Jednak po niektórych fragmentach tytułowego opowiadania odetchnąłem z ulgą, że to tylko opowiadanie. Choć jak zawsze Cixin Liu przedstawia swoje naukowe pomysły w niezwykle realistyczny sposób, tak jako przekaz w kontekście psychologii i socjologii często rozchodzi się w szwach. Tak jest też w tym opowiadaniu, gdy po pierwszej fazie przedstawienie pomysłu naukowo przechodzimy do relacji à la historycznej wielkiej podróży. Autor nie może zdecydować się, czy chce przedstawić osobistą historię bohatera, czy przedstawić nam tę bardziej kronikarską i ekspozycyjną wersję. Powoduje to kontrast i przedstawienie zachowań ludzi i ich grup wydaje się bardziej życzeniem narratora, niż ich realistycznym przedstawieniem. Powody i elementy tego przedstawienia bywają realistyczne, ale mamy tu do czynienia z narracją. Narrator ma pilnować, by czar nie prysł. A tak można powiedzieć, że ludzie uciekają razem ze swoją planetą, ale Słońce się nie rozszerza. Czy to znaczy, że zostali oszukani i uciekają po nic? Takie pytanie zadają sobie mieszkańcy Ziemi, a ja czy było warto je zamieszczać. Już od początku tego opowiadania widać, że całe swoje siły przerobowe Cixin Liu skupił w nim na warstwie hard science fiction. Przez co, po ciekawym wstępie, następuje mocny spadek formy, gdy stara się opisać ludzi i jak reagują na tę podróż. A jak będzie widać dalej, potrafi on pisać ich bardziej realistycznie. Góra W drugim opowiadaniu tym razem to nie Ziemia wyrusza w gwiazdy, a coś przybywa z nich na nią. Opowiadanie składa się z dwóch części, fantastycznej podróży głównego bohatera na tytułową górę i opowieści przybyszów o sobie. Mamy zatem dość staroszkolną rozmowę ekspozycyjną jako ramę narracyjną, jak u Wellsa. Choć Cixin Liu stara się uczłowieczyć naszego głównego bohatera, to możliwość wycięcia jego wątku sprawia, że można o nim nawet zapomnieć. To co najciekawsze to realistyczne przedstawienie obcej cywilizacji, która narodziła się we wnętrzu pustej planety. Autor, którego rodzice byli górnikami, wykorzystuje tu swoją wiedzę geologiczną, która pojawi się jeszcze w dwóch innych opowiadaniach. Jednak mimo tego realistycznego przedstawienia równie ciekawe są tu przedstawione metafory. Choć same w sobie problemy obcych są inne, to można je ekstrapolować na historię ludzkości. Autor przedstawia problemy niedoborów, a także transportu w optymistyczny sposób. Czasem trzeba trochę poświęcenia, by przeskoczyć swoje braki, bo może tylko trochę wyżej znajdziemy odpowiedź na swoje problemy? Skoro dotyczyło to planety obcych, czy nie można tego optymizmu ekstrapolować szerzej? Na cały wszechświat. Jednak my wciąż jesteśmy na naszej planecie i wciąż daleko nam by sięgnąć szczytu góry, by wznieść się choćby na pierwszy typ w skali Kardaszowa. W końcu jak powiedzieli obcy „ewolucja obdarza wszystkie inteligentne formy życia pragnieniem wspinania się wyżej”, a my możemy mieć nadzieję, że ta metafora to prawda. Słońce Chin W „Słońcu Chin” Cixin Liu kontynuuje swój optymizm przez przedstawienie megakonstrukcji – lustra słonecznego. Jednak tym razem robi to na dużo bardziej personalnym poziomie, tak że nie da się oddzielić głównej postaci od tytułowej konstrukcji. Śledzimy historię prostego rolnika, który w komunistycznych realiach, mimo braku wykształcenia (skończył trzy klasy szkoły podstawowej), pnie się po szczeblach awansu społecznego. Dostajemy historię awansu rodem z filmów z PRL (jak np. „Autobus odjeżdża 6.20” z 1954), ale w klimatach science fiction. Podkreśla to podział opowiadania na rozdziały, które reprezentują różne cele życiowe naszego głównego bohatera – Shui. Zaczyna on od „Napić się wody, która nie jest gorzka, zarobić trochę pieniędzy”, by potem przejść przez „Zostać pekińczykiem”, by skończyć wreszcie na „ponownie skierować wzrok ludzkości ku głębi kosmosu”. Choć Shui nie jest wybitną postacią, to jego historię śledzi się przyjemnie. Widzimy, jak wraz ze wzrostem świadomości zmieniają się jego cele, od zmian ilościowych (od „zarobić trochę” do „zarobić więcej”) po jakościowe zaznaczone wcześniej. Choć nie miał tego w planach, to Shui udaje się nawet zaprzyjaźnić ze Stephenem Hawkingiem! To więcej Hawkinga niż w Trylogii WWW Sawyera. Jednak dlaczego Shui chce skierować wzrok ludzkości ku gwiazdom? Jaką drogę przeszedł i jakim wynalazkom towarzyszy prosty Shui, że może mieć tak ambitne plany? By odpowiedzieć na te pytania trzeba cofnąć się do początku i powiedzieć o tytułowym lustrze słonecznym. Ma być ono zbudowanym z nanomateriałów płótnem, które ma być lepszym Księżycem. Lepszym, bo zamiast odbijać rozproszone światło Słońca, kierować jego skoncentrowany promień i nie, to nie śmiercionośny laser, a narzędzie kontroli klimatu. Więcej światła słonecznego to choćby więcej wegetacji. Sam ten projekt jest okazją do skrytykowania ekonomiczności jako jedynego kryterium oceny. Ten megaprojekt jest początkowo opłacalny, ale z czasem coraz mniej. Czy zatem opłaca się go dalej utrzymywać albo wykorzystać w innym celu? W końcu zysk pieniężny nie musi być jedynym, co motywuje ludzi do działania. Prawdopodobnie mamy tu do czynienie z lekką krytyką systemu, w którym funkcjonuje autor. Jednak nie znaczy to, że podobnej nie można odnieść do innych miejsc, środowisk i systemów. A w dodatku science fiction może pokazywać kierunek, gdzie patrzeć, gdy nie patrzy się tylko na pieniądze. Dla dobra ludzkości W tym opowiadaniu Cixin Liu kontynuuje swoją krytykę społeczną. Tym razem jego obiektem jest bardziej rozwarstwienie społecznego – na poziomie intelektualnym, majątkowym i edukacyjnym. Zakończenie tego opowiadania jest absurdalne, ale nie w optymistyczny sposób jak poprzednie dwa. Zaczynamy bowiem od zlecenia trzech morderstw. Morderstw „dla dobra ludzkości”. Gdy nasz bohater ich dokonuje, widzimy tam bardzo dużo człowieczeństwa, a pytanie „dlaczego?” dudni nam w głowach. W końcu te trzy osoby są bardzo dziwnym wyborem. Stety niestety nasza ciekawość zostaje zaspokojona w typowej rozmowie-ekspozycji, która podkreśla tylko wydźwięk opowiadania. Pewni ludzie są zaślepieni pieniędzmi i można zadać pytanie, czy na pewno ludzkość nie zasługuje na swój los? Co ciekawe to opowiadanie jest kontynuacją „Opieka nad bogiem”, które jest dalej w tym zbiorze. Nie trzeba go czytać najpierw, bo oba teksty są zamkniętymi historiami i dzieją się tylko w tym samym świecie. Jednak ktoś może chcieć przeczytać je w innej kolejności, niż zamieszczenie w tej książce. Klątwa 5.0 Po lekkim absurdzie poprzedniego opowiadania czas na prawdziwą komedie. Jednak Cixin Liu, podobnie jak Terry Pratchett, utrzymuje opowiadanie w poważnym tonie. Świat jest całkowicie poważny, ale to z naszej perspektywy i narracji dostajemy czystą komedie. Klątwa to wirus komputerowy, który infekuje inteligentne urządzenia, by szkodziły wybranemu użytkownikowi. Początkowo był ograniczoną geograficznie zemstą za zdradę, ale stał się zabawką hakerów. Na szczęście jego cel pozostał jednostkowy, do czasu. W środek akcji wplątani zostają także dwaj ambitni przyjaciele – pisarz science fiction Cixin Liu, autor „Problemu trzech tysięcy ciał”, i pisarz fantasy Pan Dajiao, autor „Dziewięćdziesięciu tysięcy światów”. Już tu wychodzi komizm, choć nie wiem kim jest drugi autor. Całe opowiadanie to dzieło, które świetnie wpasowałoby się w konwencje antologii animacji „Love, Death & Robots” (2019-). I prawdopodobnie dzięki swojemu klimatowi i absurdowi to moje ulubione, choć niekoniecznie najlepsze opowiadanie, w „Wędrującej Ziemi”. Mikroera To klasyczna opowieść łącząca Liliputów z „Podroży Guliwera” Jonathana Swifta z motywem powrotu rodem z „Powrotu z Gwiazd” Stanisława Lema. Nasz bohater powraca na Ziemię, która jest już zupełnie obca. Natrafia na niej na utopię i ma wybór. Proste przewidywalne, ale przyjemne opowiadanie w tonie melancholijnego optymizmu. Pożeracz Pożeracz znów prezentuje nam wizję pierwszego kontaktu. Tym razem jest on dużo bardziej w stylu Arthura C. Clarke’a, jednak nie jest wyłącznie pesymistyczna, ma w sobie nutę refleksji i melancholijnego optymizmu, z poprzedniego opowiadania. Jeśli nas nie będzie, to zawsze coś po nas pozostanie. W kierunku Ziemi leci obcy statek, który niczym Galactus z komiksów sieje tylko śmierć i zniszczenie. Nie jest ona jednak bezmyślna, w końcu ta grabież do cna utrzymuje ich statek przy życiu. To samo pewnie można powiedzieć o Galactusie. Krótko mówiąc mamy ciekawe opowiadanie w nurcie katastroficznym i o próbie ocalenia ojczystej planety. Jednak jego rdzeniem jest pytanie o to, co po sobie zostawimy i motywy ekologiczne, niczym w „Bugonii” (reż. Yorgos Lanthimos, 2025). W końcu sposób w jaki żyjemy, jak wygląda nasz świat, odpowiada nam na pytanie, czy przypadkiem my też nie jesteśmy takim pożeraczem. A ostateczny wniosek z tego opowiadania można przedstawić jako: człowiek mrówce dinozaurem, a dinozaur mrówka. Być może to opowiadanie łączy się z „O mrówkach i dinozaurach”, ale to jeszcze przede mną. Opieka nad bogiem To opowiadanie można ugryźć od bardzo wielu stron. Stosunek do boga? Relacje rodzinne? Obowiązki państwa wobec obywateli? Krytyka konfucjanizmu? Z jakiejkolwiek strony nie podejść jest to ciekawe opowiadanie, które nie przepuści też okazji dać pstryczka w nos kapitalizmowi. Na Ziemię przybywają bogowie – gatunek, który zasiał życie na naszej planecie. Są oni starzy i przybyli do swoich potomków, by ci ich przygarnęli. Bogów jest bardzo dużo, ale zamiast stłoczyć ich w jakimś domu starców lub obozie dla uchodźców, rządy rozdysponowują ich po poszczególnych rodzinach. W oczywisty sposób daje to okazję do powyższych podejść. Co zaskakujące wbrew kontynuacji tego opowiadania „Dla dobra ludzkości”, tu Cixin Liu decyduje się na pozytywną diagnozę ludzkości. Na własne oczy Na końcu dostajemy krótką historię o udostępnianiu zmysłów. Jest to motyw rodem z cyberpunku, jak „Neuromancer” Williama Gibsona, ale nie ma w nim nic niepokojącego. Mężczyzna udostępnia odizolowanej kobiecie swoje zmysły, by ta mogła doświadczać świeżego powietrza. Prosta ludzka historia, której napędem narracyjnym jest tajemnica, gdzie kobieta jest zamknięta. Kula armarnia Na koniec dostajemy ciekawą opowieść wykorzystującą wiedzę o działaniu broni atomowej w celach cywilnych. Zaadaptowanie bomb atomowych do przemysłu cywilnego nie jest łatwe, tak samo jak jej budowy do opowiadania science fiction. Nie jest to jednak jedyny znany mi przykład, bo ta wiedza pojawia się choćby w „Kamelonie” Rafała Kosika. Jednak nie róbcie tego w domu. W fantastyczny sposób ojciec głównego bohatera przekopuje tunel przez jądro planety. W tym czasie niczym w „Futuramie” (1999-2003) lub Bobiverse Dennisa E. Taylora bohater hibernuje i podróżuje w przyszłość, bez działania żadnej z teorii Einsteina. Shen Huabei budzi się dwa razy. Sytuacja w która się wplątuje wydaje mi się nieco absurdalna. Choć ma za zadanie w dynamiczny sposób pchać bohatera i pozwolić, by tłumaczono mu nowy świat, jest jego najsłabszym elementem. Tak samo działa sztuczne tworzenie zagrożenia i kontrastu między dwoma wybudzeniami. W porównaniu z poprzednim opowiadaniem, które dzieje się w tym samym świecie, to wypada blado. Warstwa naukowa, ponownie wykorzystująca jego wiedzę geologiczną, jest bez zarzutu. Jednak to opakowanie nie pozwala mi zanurzyć się w zawieszenie niewiary. A wszystko by opisać konsekwencje i potencjał wielkiej dziury w Ziemi. Ad astra et finitum Po krótkim skomentowaniu lub omówieniu poszczególnych opowiadań, można stwierdzić, że Cixin Liu nie potrafi się zdecydować, czy chce pisać przaśne teksty katastroficzne, czy poważne analizy koncepcji w stylu xkcd. Gdy pozostaje przy warstwie naukowej, krytykuje swój system i społeczeństwo lub po prostu opowiada o człowieczeństwie, udaje mu się lśnić. Niestety, gdy próbuje odejść zbyt daleko i zgłebić się w socjologie lub psychologię, otoczka naukowa upada i trudno utrzymać wiarę w świat przedstawiony. Nie znaczy to, że nie jest on nadal wpływowym pisarzem. Choć to nie jego bezpośrednia adaptacja, to koncept małych ludzi zawitał z nieco innej perspektywy choćby w „Pomniejszeniu” (reż. Alexander Payne, 2017). „Wędrująca Ziemia” dostała swój katastroficzny film w 2019 roku, a „Kula armatnia” i jej tunel zainspirował chyba podobny w „Pamięci absolutnej” (reż. Len Wiseman, 2012). W dodatku otrzymał on za niektóre z zawartych tu opowiadań chińską nagrodę SF – Galaxy Award (https://sf-encyclopedia.com/entry/yinhe_award): „Wędrująca Ziemia” (2000), „Słońce Chin” (2002), „Dla dobra ludzkości” (2005), „Na własne oczy” (1999), „Kula armatnia” (2003). Nagroda ta jest z pewnością warta zachodu, bo uświetnił ją swoją obecnością choćby Rafał Kosik w zeszłym roku. Nie muszę się zgadzać z wszystkimi wygranymi, ale z pewnością Cixin Liu prezentuje w tym zbiorze wysoki poziom, mimo wad. Gdyby porównać poszczególne opowiadania pewnie znalazłoby się więcej problemów. Choćby w „Wędrującej Ziemi” z łatwością spychają Księżyc i naszą planetę z orbity, a w „Pożeraczu” jest to poza zasięgiem ludzkości, mimo wyższego zaawansowania technologicznego. Z innej strony widoczny jest problem genderowy i przestawienia kobiet szczególnie w „Pożeraczu” i „Klątwie 5.0”. Jednak wydaje mi się, że autor potrafi je pisać mniej schematycznie i stereotypowo, co udowodnił „Piorunie kulistym”. Co do powiązań pozostaje też pytanie kolejności opowiadań w zbiorze. Jest to szczególnie interesujące z racji choćby na oddalenie i achronologie „Opieki nad bogiem” i „Dla dobra ludzkości”, gdy ostatnie dwa są obok siebie. Nie jest to też wybór w kolejności wydawania, co widać po nagrodach. Ani alfabetycznie, bo to oryginalna kolejność ze zbioru chińskiego. Mogłoby to być to coś z kolejnością chińskich znaków, ale wedle mojej szczątkowej wiedzy, to też nie to. Po moich opisach widać jakieś powiązania tematyczne między tekstami, ale to nigdy nie jest do końca satysfakcjonująca odpowiedz. Co do powiązań widać je też na poziomie naukowym. Jeśli zna się co nieco o geologii, na podstawie tej wiedzy może wysączkować kilka pomysłów. Czasem pokrywające się elementy tej wiedzy są bardziej widoczne, a czasem mniej, jednak gdy postawić je obok siebie, staje się to bardziej oczywiste. Jest to ciekawe i nie ujmuje nic pisarzowi, bo w końcu świadczy to o kreatywności. Ostatecznie, jeśli ciekawe koncepcje science fiction przewyższają komuś strach przed tekturowymi i głupiutkimi postaciami, to „Wędrująca Ziemia” jako zbiór jest porządną pozycją. Nie można powiedzieć tego o wielu zbiorach, ale jak zawsze, to które opowiadanie przypadnie komuś najbardziej do gustu jest już kwestią czysto subiektywną. Audiobook przesłuchany dzięki życzliwości Miejskiej Biblioteki Publicznej w Z.
Adam Słojewski - awatar Adam Słojewski
ocenił na 8 1 miesiąc temu
Per aspera ad astra Robert J. Szmidt
Per aspera ad astra
Robert J. Szmidt
„Per aspera ad astra” to tytuł prequela do cyklu powieściowego „Pola dawno zapomnianych bitew: Bukowski” pióra rodzimego współczesnego autora Roberta J. Szmidta specjalizującego się w fantastyce. Dotąd, o ile mnie pamięć nie myli, nie miałem do czynienia z jego twórczością, więc nauczony smutnym doświadczeniem z poziomem większości polskich żyjących pisarzy byłem pełen raczej obaw niż nadziei. Wybrałem wersję audio z głosem Wojciecha Masiaka. Rzecz cała dzieje się w przyszłości, nie baardzo odległej, ale tak w sam raz. Rzecz cała rozgrywa się na prekursorskim statku kolonizacyjnym wysłanym z Ziemi ku gwiazdom. Taka klasyczna space-opera. Temat nie jest już w historii literatury i filmu żadną nowością, lecz Szmidt zaskoczył oryginalnością fabuły, niepowtarzalnym klimatem i przekonującymi postaciami. Uniwersum, które wykreował, nie zgrzyta, akcja rozwija się dynamicznie, a intrygi również są mocną stroną powieści. Bardzo pozytywnie zaskoczyły mnie aspekty socjologiczne obfitujące w celne spostrzeżenia. Nie będę przybliżał tematu, gdyż lubię doznawać pozytywnych czytelniczych zaskoczeń i nie chcę innym odbierać tej przyjemności spojlerowaniem. Wojciech Masiak absolutnie nie należy do moich ulubionych lektorów. W zasadzie czyta poprawnie, ale to trochę za mało jak na profesjonalną, bądź co bądź, interpretację. I choć nie jestem nim zachwycony, i choć trafił mu się na przykład „kroku” zamiast „kroju”, to dzieło Szmidta mnie wciągnęło od początku do końca. W tym kanonie jest to jedna z lepszych pozycji, i nie mam na myśli dorobku rodzimego, ale światową czołówkę. Mam nadzieję, że cały cykl nie jest słabszy, gdyż prequel był rewelacyjny. Gorąco polecam
Andrew Vysotsky - awatar Andrew Vysotsky
ocenił na 8 3 miesiące temu

Cytaty z książki Wzlot Persepolis

Więcej
James S.A. Corey Wzlot Persepolis Zobacz więcej
James S.A. Corey Wzlot Persepolis Zobacz więcej
James S.A. Corey Wzlot Persepolis Zobacz więcej
Więcej