rozwiń zwiń

Trzy kolory Bogini

Okładka książki Trzy kolory Bogini
Anna Kohli Wydawnictwo: eFKa Seria: Seria Boginiczna popularnonaukowa
223 str. 3 godz. 43 min.
Kategoria:
popularnonaukowa
Format:
papier
Seria:
Seria Boginiczna
Data wydania:
2007-01-01
Data 1. wyd. pol.:
2007-01-01
Liczba stron:
223
Czas czytania
3 godz. 43 min.
Język:
polski
ISBN:
9788391546031
Średnia ocen

                7,3 7,3 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Trzy kolory Bogini w ulubionej księgarni i

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów), „Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oceny książki Trzy kolory Bogini

Średnia ocen
7,3 / 10
22 ocen
Twoja ocena
0 / 10

Opinia

avatar
333
298

Na półkach: ,

„Kościół miał do wyboru dwie strategie: z jednej strony mógł próbować zakazać pogańskich świąt – z wyjątkowo mizernym rezultatem. Z drugiej strony sprytniejszą taktyką było wynalezienie liturgii zastępczej, która „obsadzała własnym personelem” naturalne punkty obrzędowości w kole roku. W ten sposób Boże Narodzenie i święto Trzech Króli zastąpiły Święto Narodzenia Słońca, Epifanię czy Kalendy styczniowe. Nowa liturgia przykryła bogactwo starej jak cienka, dziurawa chusta, przez którą prześwitują dawne rytuały i wierzenia”.

Zakup tej książki był moim marzeniem od chwili, gdy przeczytałam jej fragmenty na blogu autorki. Niestety jest praktycznie niedostępna. Ewentualnie można – jak ja to zrobiłam – wysłać do wydawnictwa maila z zapytaniem, czy mają jeszcze jakiś egzemplarz. „Trzy kolory Bogini” to najcenniejsza pozycja w mojej kolekcji. Wraz z książkami „Niesamowita Słowiańszczyzna” oraz „Seks. Odwieczny problem Kościoła” tworzy Wielką Trójcę, czyli tytuły niezmiernie dla mnie ważne.

To, jak istotne miejsce zajmuje na mojej liście, potwierdza też wysiłek włożony w pisanie recenzji. Zabierałam się za nią kilka razy. Poprawiałam, rozpisywałam się i skracałam. Walczyłam ze słowotokiem, póki nie dotarło do mnie, że i tak nie uda mi się użyć wszystkich zaznaczonych cytatów. Znam ból tych, którzy wrzucają do sieci niekończące się wstęgi komentarzy. Zasypują rozmówców argumentami, wyłuszczają im wszystko skrupulatnie, a finalnie frustrują się, widząc „TL;DR, XD”. Daremne żale – próżny trud, jak skwitowałby to Asnyk. Nic na siłę, jak kwituję ja.

Mój zachwyt budzi nie tylko treść „Trzech kolorów”. Podziwiam tytaniczną pracę oraz czas poświęcony przez autorkę na badania. Anna Kohli odwiedziła wiele krajów, odbyła mnóstwo rozmów, przeanalizowała masę tekstów i przyjrzała się przeróżnym dziełom sztuki. Dotarła do dziesiątek zapomnianych (a nierzadko celowo ośmieszonych) źródeł. Poznała miejsca dawnych kultów, te zagarnięte „łagodnie” przez zasiedzenie (jak jaskinie pustelnicze), a także brutalnie – przez chrystianizację mieczem i pochodnią. W swojej książce wymienia zburzone świątynie, przerobione rzeźby (typu Czarny Chrystus z Lukki) oraz życiorysy świętych zmontowane z dawnych wierzeń. Podaje liczne przykłady fałszowania mitów. Potwierdza, że niektórym legendom wystarczy jedno pokolenie, aby zakorzenić się w pamięci. Inne potrzebują więcej czasu, zwłaszcza gdy lud nie chce porzucić swojej wiary. Cytuje zapiski rozgniewanych biskupów o plebsie, który oddaje cześć starym bogom – oraz boginiom. Sięga do prac z zamierzchłych czasów, ale i do tych, którym stuknął ledwo wiek. I wciąż nie brak w nich wzmianek o kultywowaniu dawnych tradycji. O szacunku do bogiń, a przez to do natury.

Po przeczytaniu można się gorzko uśmiechnąć na myśl o podwalinach naszej cywilizacji, tak chętnie przywoływanych przez katolików. Ponad 2000 lat, odmieniane przez wszystkie przypadki. Ponad 1000 lat historii kraju, w którym w imię nowej wiary ludzi okradano i mordowano. Wybijano im zęby, gdy nie przestrzegali postu. Zaganiano do kościoła, gdzie człowiek stojący do nich plecami przemawiał w dziwnym języku. Do lat 70. XX w. Kiedy dodamy do tego zakaz czytania Biblii w językach narodowych funkcjonujący do XIX w., pogłowie analfabetów w pierwszych dekadach XX w. czy przedmowę do wydania Biblii Wujka z 1962 roku (wolno już czytać PŚ, ale tylko to, które wolno), owo chlubne tysiąclecie katolicyzmu w Polsce „troszkę” się kurczy.

Autorka przekazuje czytelnikowi wszystkie te informacje, jakby wręczała mu pęk kluczy. „Masz, od ciebie zależy, co z tym dalej zrobisz. Ja wykonałam swoje zadanie”. Stworzyła pracę pękatą od cytatów i opartą na potężnej bibliografii. Przypomina podręcznik akademicki, więc miejscami nadmiar danych przytłacza. Można kręcić nosem na niektóre analizy, poddawać w wątpliwość wyciągane wnioski (np. o etymologii części nazw). Można odrzucić całą treść z prychnięciem „Matriarchat? Byzydura!” Można też zastanowić się choć przez chwilę. Przyjrzeć się symbolom na starych rzeźbach i obrazach (np. motyw węża lub trójcy), przypomnieć sobie baśnie z dzieciństwa, wsłuchać w ludowe przyśpiewki, ocenić z boku nierozumiane tradycje. Nie wiem, czy da się rozwinąć w sobie ciekawość takich rzeczy, jeśli wcześniej się jej nie miało. Głęboko wierzę, że można przynajmniej spróbować.

Co wyniosłam z tej lektury? Z pewnością zmieniła mi się perspektywa i podejście do tzw. zabobonów. Dotarło do mnie, że naszym bogactwem nie są księgi sakralne czy kroniki, lecz folklor. Dziś uśmiechnę się na widok czerwonej wstążeczki przy dziecięcym wózku czy podkowy nad drzwiami. Traktuję je teraz nie jak durny przesąd, lecz jak małe zwycięstwa nad okupantem. Nie chodzi przy tym o to, aby zamieniać jedną wiarę na drugą. Nie potrzebuję tego. Po prostu cieszy mnie, że umiem już inaczej patrzeć na kwestie, na które wcześniej nie zwracałam uwagi. Spędziłam długie godziny na grzebaniu w sieci. Przeanalizowałam historie ważnych synodów (nie tylko Trydenckiego czy Watykańskiego II). Nauczyłam się szukać informacji (Mickiewicz, żółwik!). Postawiłam sobie nowe cele. Mam w planie kilka wycieczek, w tym na Ślężę, Łysą Górę czy do Wambierzyc. Bynajmniej nie do sanktuarium.

„Okres należący do tzw. prehistorii ludzkości obejmuje 95% ogólnego czasu ludzkiej egzystencji na naszej planecie, a tzw. okres historyczny – jedynie 5%. Dyskutując o zagadnieniach związanych z wierzeniami i religią, chętnie o tych proporcjach zapominamy. Szczególnie ludziom wierzącym trudno jest przełknąć fakt, że monoteistyczne religie nie wprowadziły w zasadzie nic nowego, że są kontynuacją i transformacją dawniejszych mitów i wcześniejszej symboliki. Nasza kultura i myśl religijna nie powstały w Atenach, Jerozolimie czy Rzymie, ale sięgają korzeniami wczesnego neolitu”.

Polecam tę książkę osobom ciekawym świata, o otwartym umyśle. Może pozostaniecie sceptyczni wobec wyników tych badań, niemniej uważam, że warto. Zawsze warto spojrzeć na temat od innej strony. Pomyślałam też o badaczkach, którym zniszczono kariery, bo „ośmieliły się podważyć niejedno tabu świata naukowego, a szczególnie niezbite przekonanie, że patriarchalny porządek świata jest wszechobecny i odwieczny”. Jedna z nich to Marija Gimbutas. Nawet jeśli jedynym skutkiem mojej „recenzji” będzie poznanie przez Was jej nazwiska, było warto ją napisać.

„Kościół miał do wyboru dwie strategie: z jednej strony mógł próbować zakazać pogańskich świąt – z wyjątkowo mizernym rezultatem. Z drugiej strony sprytniejszą taktyką było wynalezienie liturgii zastępczej, która „obsadzała własnym personelem” naturalne punkty obrzędowości w kole roku. W ten sposób Boże Narodzenie i święto Trzech Króli zastąpiły Święto Narodzenia Słońca,...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

121 użytkowników ma tytuł Trzy kolory Bogini na półkach głównych
  • 96
  • 25
23 użytkowników ma tytuł Trzy kolory Bogini na półkach dodatkowych
  • 10
  • 3
  • 3
  • 2
  • 2
  • 1
  • 1
  • 1

Tagi i tematy do książki Trzy kolory Bogini

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Tryumf śmierci. Antropologia żałoby Alfonso Maria di Nola
Tryumf śmierci. Antropologia żałoby
Alfonso Maria di Nola
Dziś chciałabym przedstawić Wam trochę nietypową książkę. „Tryumf śmierci” autorstwa Alfonso M. Di Nola, to przegląd świadectw żałoby dotyczących różnych kultur. Przebędziemy długą wędrówkę od prymitywnych społeczności nieznających pisma do czasów współczesnych i przyjrzymy się podobieństwom i różnicom w przeżywaniu bolesnego doświadczenia jakim jest śmierć. O śmierci często możemy wiele usłyszeć w mediach, jednak temat żałoby jest już znacznie rzadziej poruszany. Jak będziemy się mogli przekonać podczas czytania tej publikacji, zachowania związane z czasem żałoby i opłakiwaniem zmarłych bardzo zmieniły się w perspektywie czasowej i przestrzennej. W książce zawarto historię, ewolucję i przemianę odczuwanej i pojmowanej przez różną ludność żałoby a także symbolikę świec, wyposażanie zmarłego w przedmioty szczególne, które miały pomóc mu w jego wędrówce lub też rodzinie. Bardzo intrygujących informacji można się dowiedzieć np. o archaicznym sposobie rozumienia żałoby. I tak np. niektóre ludy uważały żałobę jako zwycięstwo i wyprawiały ucztę, weseliły się i radowały. Dla innych natomiast był to ogromny ciężar i straszna tragedia, jakby kara za ich przewinienia. Książka opisuje dokładnie, z psychologiczną dokładnością poszczególne etapy żałoby, typy opłakiwania i charakterystykę psychosomatycznych reakcji na żałobę. Oprócz tego wiele miejsca poświęcono zachowaniu przy zmarłym, różnym typom postrzegania nieboszczyka przez żyjących czy symulowaniu żałoby. Żałoba w różnych kulturach i czasach wyglądała inaczej. Rytuały, hołdy z kwiatów, różne kolory zależenie od kraju symbolizujące okres straty czy np. różnice w żałobie zależne od płci to zaledwie ułamek poruszanych kwestii. W książce omówiono również obrzedy, które miały zatrzymać duszę na Ziemi lub przeciwnie, pozwalały „odlecieć” duszy do lepszych miejsc. Mało osób wie dlaczego m.in. stawiamy dziś nagrobki. Wywodzi się to z dalekiej tradycji, kiedy to starano się zatrzymać duszę przy najbliższych. Trumnę przykrywało się płytą nagrobną, aby dusza nie mogła oddalić się i na zawsze pozostała na Ziemi. Także strach przed nieboszczykami i nękaniem żywych był przedmiotem tej książki. Dowiemy się, że w dawnych czasach podstawiano misy z ziarnami maku, aby dusze zajęte ich liczeniem nie straszyły np. swoich rodzin. Nie wspomnę już o wiązaniu nóg, aby potem takiemu zmarłemu było trudniej wrócić do swojego domu... „Tryumf śmierci” to książka bardzo ciekawa i intrygująca. Bogata bibliografia i materiały źródłowe z pewnością gwarantują rzetelną i fachową wiedzę, przekazaną przystępnym językiem. Polecam wszystkim osobom zainteresowanym tym tematem, a zwłaszcza antropologią, historią, medycyną sądową czy też psychologią do sięgnięcia po tę publikację. Z pewnością się nie zawiedziecie. Polecam i pozdrawiam!! Moja ocena: 4,5/6
kasandra_85 - awatar kasandra_85
ocenił na 7 15 lat temu
Antropologia kultury wsi polskiej XIX wieku oraz wybrane eseje Ludwik Stomma
Antropologia kultury wsi polskiej XIX wieku oraz wybrane eseje
Ludwik Stomma
Antropologia kultury wsi polskiej XIX w to wspaniała publikacja, która przenosi nas w zapomniany, tajemniczy, pełen przesądów, uprzedzeń i zabobonów świat polskiej wsi z XIX wieku (wiecie co stosowano zanim Aleksander Fleming odkrył penicylinę? Zwilżony chleb zmieszany z pajęczyną.). Zauważyłam, że dopóki te różnego rodzaju przesądy i wierzenia opierają się tylko i wyłącznie na pogaństwie lub wierzeniach zaczerpniętych od Słowian, dopóty są po prostu przerażające lub obrzydliwe. Ale kiedy w te przesądy i rytuały wkrada się Chrześcijaństwo - zaczyna się robić co najmniej śmiesznie. Przykład: skąd wzięły się niedźwiedzie? Kiedy Bóg odwiedził wieś, pewien mężczyzna ubrał kożuch futrem do góry i chciał go wystraszyć. Stanął na czterech kończynach i zaczął ryczeć - za co Bóg zamienił go w niedźwiedzia. Dalej - dlaczego osika dygocze? Bo powiesił się na niej Judasz. Dlaczego nie zabijamy pająków? Bo kiedyś jeden pająk uciszył muchę która nie dawała spać Dzieciątku Jezus. Ale według mnie to spowiadające się skowronki przebijają wszystko inne. Podsumowując - książkę, chociaż jest publikacją popularnonaukową (z dziedziny antropologii) - czyta się bardzo dobrze. Autor często odwołuje się do innych znanych antropologów jak Mircea Eliade czy Margaret Mead, co wcale nie przeszkadza w odbiorze ludziom nie zaznajomionym z tematem antropologii czy etnografii. Przyznam, że czytając ją bawiłam się świetnie - wiele faktów, o które nawet nie podejrzewałabym gatunek ludzki (a już zupełnie nie żyjący w nie tak odległym XIX wieku) mnie bardzo zaskoczyło. "Antropologia kultury..." to książka przypominająca współczesnym o naszej tożsamości kulturowej - bo choćbyśmy nie wiem jak bardzo chcieli odciąć się od tych przedziwnych przesądów i wyobrażeń - już od czasów naszych słowiańskich przodków jesteśmy z nią związani. (thebooksspot.blogspot.com)
margoz - awatar margoz
ocenił na 9 9 lat temu
Wagina. Nowa biografia Naomi Wolf
Wagina. Nowa biografia
Naomi Wolf
Lubię czytać książki popularnonaukowe, a te , które dotyczą bezpośrednio kobiety tym bardziej. Kiedy byłam młodsza marzyła mi się medycyna, a , że niestety jestem za słaba z biologii czy chemii ten kierunek studiów był dla mnie nie osiągalny. Miałam też inne marzenie, chciałam skończyć psychologię, by być seksuologiem. I tu, w tym miejscu zaznaczam , że jest to recenzja dla świadomych i pełnoletnich osób.Nie zamierzam propagować seksu wśród nieletnich i broń boże do niego zachęcać. "Wagina. Nowa biografia" nie jest pozycją za krzty nachalną , określoną na kierunek seks. Zwaca ona raczej uwagę na fizjologiczną budowę każdej kobiety i na jej znaczenie w naszym życiu emocjonalnym , seksualnym oraz społecznym. "Wagina. NOwa biografia" napisała Naomi Wolf.. Jest ona Amerykanką. Pisarką, dziennikarka, intelektualistką, konsultantką polityczną . Ukończyła Uniwersytet Yale oraz New College. Jest autorką takich światowych bestsellerów , jak: " Mit piękności", "Antropologia ciała". Jest współzałożycielką ośrodka Woodhall Institut for Ethical Leadership. którego celem jest szkolenie młodych kobiet na świadome liderki. Naomi Wolf napisała tę pozycję nie z pobudek populistycznych, choć walczy ona o lepsze i godniejsze traktowanie kobiet. Autorka postanowiła zebrać materiały natury medycznej, naukowej, historycznej, socjologicznej oraz psychologicznej, gdyż od zawsze interesowała się kobiecą seksualnością oraz jej historią. Przebadała , jak kobieta jest postrzegana przez męski świat ze względu na posiadanie tego organu, który większości z nas kojarzy się z doznaniem przyjemności w czasie stosunku seksualnego. Ale autorka skupia się nie tylko fizjologii, ale na ścisłym powiązaniu waginy z działaniami mózgu. I pomijając wszystkie medyczne wywody, dowody i spostrzeżenia, to mnie interesowały dwa późniejsze rozdziały. Mianowicie , jak mężczyźni wykorzystują nasz organ , by nas krzywdzić , upodlić i upokorzyć. Pisząc my, mam na myśli kobiety. I nie wrzucam facetów , to jednego wora. Mam na myśli czasy wojny, konfliktów zbrojnych itp. działań. Wówczas mężczyzna, stojący po przeciwnej stronie barykady stają się oprawcami, gwałcicielami i katami. Autorka udowadnia bezpośrednią zależność między kobiecą waginą, a przemocą seksualną. Jest to tak naprawdę jedyny, nadzwyczaj okrutny, aczkolwiek skuteczny sposób na to, by kobietę złamać. Poczucie godności i wartości tak bestialsko skrzywdzonej ofiary spada do zera. Udowodniono, że przemoc fizyczna jest w stanie kobietę zmotywować do działania, a przemoc seksualna czyni zupełne spustoszenie w pracy mózgu kobiety. Zapada się ona w sobie, traci grunt pod nogami, a w czasie wojny taki wróg jest oczekiwany. Drugim ciekawym aspektem badań Naomi Wolf było cofnięcie się do czasów starożytnych, gdzie boginię były właśnie przedstawiane , jako posiadaczki wagin, które świadczyły o płodności , bogactwie i dobrodziejstwie płci pięknej. Starożytni czcili kobiety i ich fizjologię, by wraz z upływającym czasem wszystko się zmieniło. Jest to ciekaw pozycja. Przeszkadzały mi trochę wstawki typu: byłam, zobaczyłam,przeczytałam itp. Książka otrzymała ode mnie status dobrej, gdyż rozdziały poświęcone sferze seksualnej nie były dla mnie nowością. Znałam już niektóre teorię , doświadczenia naukowców z innych podobnych publikacji. Większą uwagę przyciągnęły fakty historyczne. Ale podsumowując , mogę polecić zainteresowanym taką tematyką.
figlarna24 - awatar figlarna24
ocenił na 6 12 lat temu
Historia urody Georges Vigarello
Historia urody
Georges Vigarello
W opisie umieszczonym na tylnej okładce tej książki przeczytałam, że "tytułowa „uroda” oznacza tu kanon piękna ciała odzianego, a w autorskim wstępie, że w książce chodzi raczej o historię społeczną, gdzie poprzez codzienne gesty i słowa odsłaniają się kryteria bezpośrednio doświadczanej estetyki fizycznej, kryteria atrakcyjności i smaku". Te informacje były zgodne z moimi oczekiwaniami, ponieważ tematykę obnażonego ciała ludzkiego poznałam niedawno w Historii nagości Philipa Carr-Gomma, dzieje ubioru przy okazji zajęć z historii malarstwa, a fizjologię i psychologię zauroczenia pięknem człowieka z dominującą i bezwzględną teorią atrybucji, na zajęciach z psychologii społecznej. Czułam się przygotowana (nie do końca, jak się potem okazało) do odbioru treści książki, patrzącej tym razem na zjawisko urody od strony społecznej, opartej na historii modeli płci kulturowej i tożsamości, dla której sztuka jest tylko obszarem jej uwidocznienia się, efektem w postaci powszechnie znanych i uznanych dzieł. W przypadku tej książki, przede wszystkim w malarstwie i literaturze, ponieważ to na nich, jako źródłach swojej wiedzy, w głównej mierze autor oparł swoją wiedzę. Zwłaszcza na początku swojej opowieści. Ta moja pewność i gotowość do zmierzenia się z umysłem autora, bardzo szybko ulotniła się w zderzeniu z jego ogromną pasją erudyty, który zapomniał, że ma przed sobą przeciętnego odbiorcę, a nie równego sobie w wiedzy z historii sztuki. Jednak o tym napiszę później. Autor przygodę z urodą nie zaczął od starożytności. Doszedł do wniosku, że te czasy wraz ze średniowieczem spowite były nie tylko mrokiem, ale i szatą, tym samym na tyle nieciekawe, że niegodne większej uwagi. Z tych obfitych draperii kształty ciała wydobył dopiero Mantegna w Ukrzyżowaniu Masaccio. Wprowadzając nowe pojecie urody w epokę nowożytną, a tym samym czyniąc z tego faktu atrakcyjny i inicjacyjny moment dla autora, wart jego uwagi i rozważań. Stąd cezury czasowe tej monografii, ujęte w podtytule, rozpoczyna renesans, a kończy rok 2000, dzieląc automatycznie zawartą treść na pięć części odpowiadającym pięciu stuleciom. W każdej z nich powielał schemat, według którego analizował kolejno kanony urody zobrazowanej i opisanej słowem (stąd powołanie się na dzieła malarstwa i literatury), wpływie prądów filozoficznych danej epoki na postrzeganie urody, wpływie rozwijających się dziedzin nauki i wreszcie sposobach jej pielęgnacji. Dzięki tak podanemu materiałowi porównawczemu poszczególnych wieków mogłam śledzić fascynującą ewolucję postrzegania urody z różnego punktu widzenia i na różnych jej płaszczyznach. Od tej idealnej, objawionej, nienaruszalnej, nieskazitelnej, nadanej przez Boga do kreowanej, przez samego człowieka włącznie z wykorzystaniem do tego celu chirurgii plastycznej. Od jej przedmiotowego traktowania do podmiotowości. Od ograniczenia jej tylko do górnych partii ciała do zauważenia jej w stopniowo odkrywanych częściach dolnych. Od statycznej, nieruchomej, posągowej, powściągliwej i skrytej do dynamicznej, elastycznej, ekspresyjnej, w ciągłym ruchu. Od postawy pionowej, wyprostowanej do zmieniającej się w pożądane krzywizny. Od zakazu jej poprawiania do gwałtownego rozwoju przemysłu kosmetycznego już nie tylko poprawiającego i korygującego, ale stwarzającego ją na nowo. Od niewymierności i braku wyrażania jej w liczbach do kanonu piękna opartego na wymiarach ciała, wzrostu i wagi. Mogłabym tak wymieniać jeszcze długo, a i tak bogactwo ujęć tego zjawiska przedstawionych w tym opracowaniu, nie wyczerpałoby się tak szybko. A wszystko zilustrowane licznymi cytatami pochodzącymi z literatury, publicystyki i badań naukowych, których bibliografię wraz z przypisami autor umieścił na końcu książki. I tutaj wrócę do uwagi, na temat mojego nienadążania za erudycją i „kwiecistym” językiem autora, opanowanego pasją badanego zagadnienia. Dotyczyło to tylko malarstwa. Pierwszą przeszkodą był brak reprodukcji ilustrujących tekst. Autor, chcąc nie chcąc, nadał opracowaniu interaktywną formę przekazu, zmuszającą mnie do szukania ich w innych mediach. Nie przeszkadzało mi, kiedy autor powoływał się na ogólny obraz kobiety w pracach na przykład Albrechta Dürera czy na szkołę innego mistrza albo na konkretne płótno, choćby Panny dworskie Diego Velázqueza. Jednak podawanie tylko i wyłącznie nazwiska nieznanego mi artysty, skutkowało zaskakującymi „sukcesami” w obszarze naukowym, a nawet sportowym. Jednak akurat te przeszkody były do pokonania. Internet jest niezgłębiony w swoich zasobach, a ja jestem cierpliwa i potrafię poszukiwać, zwłaszcza kiedy byłam nagradzana takimi „odkryciami”, że dech zapierało! Dyskomfort frustracji nie do pokonania pojawiał się wtedy, gdy autor powoływał się na rycinę umieszczoną w książce wydanej tylko we Francji lub na francuskie katalogi mody z początków XX wieku. Dla mnie nie do odszukania i nie do zobaczenia. Trochę żałowałam, że moja niewystarczająca wiedza i ograniczenia fizyczne oraz techniczne, wpływały na zawężenie przekazu ikonograficznego. Na koniec zostawiłam sobie zagadnienie urody męskiej. Z premedytacją pisałam tylko o urodzie utożsamianej z kobietą, bo i w książce niewiele jest o jej męskim odpowiedniku. Autor już w pierwszym rozdziale wyraźnie zdeterminował urodę płcią "z dwiema przeciwstawnymi cechami: siła dla mężczyzny, uroda dla kobiety". Mężczyźni, najogólniej rzecz ujmując, zawdzięczają to Demetriuszowi synowi Antygona (nie wiem, dlaczego w tekście imię ojca – Antygon, odmieniono jak imię żeńskie – syn Antygony?), który "miał w sobie naraz wdzięk i straszliwość. Tę piękność i straszność" chętnie przejął świat nowożytny i pomimo upływu kilku wieków, z krótkim epizodem dandysa pod koniec XVIII wieku, ten kanon urody obowiązuje do dziś. Jego współczesnym ucieleśnieniem jest David Beckham, który łączy w sobie siłę i agresywność wykonywanego zawodu z urodą mężczyzny „metroseksualnego”. Chociaż dla mnie zawsze to był, jest i będzie Gary Oldman. Wnioskuję z tego, że podstawowe kanony urody mężczyzny nie zmieniły się od czasów starożytnych, a w znanym powiedzeniu – kobieta zmienną jest – brzmi wiele prawdy. I wcale nie świadczy to źle o kobiecie, a raczej o jej inteligentnym wykorzystywaniu i dostosowywaniu swojej urody do wywalczenia sobie w patriarchalnym społeczeństwie własnego, niezależnego, równego mężczyźnie miejsca. Ta walka, wbrew pozorom, właściwie trwa do dziś! naostrzuksiazki.pl
Maria Akida - awatar Maria Akida
oceniła na 9 4 lata temu
Barbie jako ikona kultury Mary F. Rogers
Barbie jako ikona kultury
Mary F. Rogers
Lalka Barbie to najbardziej rozpoznawalna lalka świata. Nic dziwnego, że interesuje socjologów z perspektywy popularnonaukowej. Mary Rogers, uznając ją za kulturowy artefakt, rzetelnie bada jej ikoniczny wymiar. Co symbolizuje ta lalka i w jaki sposób jest ucieleśnieniem epoki konsjumpcjonizmu można się dowiedzieć z poszczególnych rozdziałów. Autorka odwołuje się do najważniejszych dwudziestowiecznych teorii kultury, m.in. Rolanda Barthesa. Próbuje dowieśc, iż ikony kultury to najniższy wspólny mianownik kultury masowej. Nie możńa zapomniec, że :ikony kultury są tym, co czynią z nich ludzie uwikłani we własną rzeczywistość.” W kolejnych rozdziałach czytelnik zapoznaje się z historią marki, kreacją wizerunku Barbie, zmianami, jakie zachodziły w lalkach na przestrzeni kilkudziesięciu lat, dowiaduje się o negatywnych skojarzeniach z Barbie, głównie o zarzutach uprzedmiotowienia kobiecości. Lalka Barbie ma wielorakie znaczenie, jest wyznacznikiem statusu, przedmiotem pożądania, a zawodowi kolekcjonerzy Barbie mają z tytułu swojej pasji zbieractwa duże majątki. Niszowe wydania lalek i akcesoriów ciesza się dużą popularnością i stanowią nie lada okazję, a nawet lokatę kapitału. Autorka przedstawia socjologiczne implikacje posiadania Barbie, opisuje wpływ tej lalki nie tylko na najmłodszych konsumentów, ale i dorosłych, którzy dopiero jako jednostki niezależne finansowo niejako rekompensują sobie pozbawione Barbie dzieciństwo. Pod obstrzałem dociekań autorki znalazła się przesadnie akcentowana kobiecość i wygląd fizyczny u Barbie, jej pochodzenie etniczne , wiek i przewidywane zajęcia, idea lalki jako przedstawicielki WASP-ów, zagadnienia takie jak (hetero)seksualność lalki czy świadome sterowanie rynkiem i manipulacja konsumpcyjnością dzieci i młodzieży. Kopalnia wiadomośći o infantylizacji społeczeństwa, o marketingu przemysłu zabawkarskiego, o powierzchownych wartościach, kórym hołduje amerykańskie społeczeństwo, czego odbiciem jest właśnie sztuczność i plastyczność Barbie per se. Ta lektura uświadomiła mi jak kształtuje się proces tworzenia ikony przez korporację, jak koncerny sterują pragnieniami przeciętnego konsumenta, jak rozbudzają pragnienia. Obsesja na temat własnego ciała i poprawiania wizerunku, plastyczność ludzkiego ciała, upowszechnienie operacji plastycznych to pokłosie „wynalazku” Barbie. Rzetelna, wciągająca, intrygująca lektura odsłaniająca wymiar fizyczny i psychologiczny tego symbolu. Niektóre treści zadziwią czytelnika, dużo tu ciekawostek i faktów z życia Barbie więc esej ten jest kompletnym studium przedmiotu i zasługuje na naszą uwagę.
Muminka - awatar Muminka
oceniła na 6 10 lat temu
Saturn i Melancholia. Studia z historii, filozofii, przyrody, medycyny, religii oraz sztuki Erwin Panofsky
Saturn i Melancholia. Studia z historii, filozofii, przyrody, medycyny, religii oraz sztuki
Erwin Panofsky Raymond Klibansky Fritz Saxl
Po obejrzeniu obrazu Goyi „Saturn pożerający własne dzieci" , nikt nie może mieć wątpliwości, że mamy do czynienia z bóstwem groźnym, nieprzyjaznym i mącącym ludziom szyki. W miarę upływu wieków ta postać stała się hybrydą łączącą cechy Saturnusa – bóstwa siewu, tytana Kronosa, boga czasu – Chronosa i planety Saturn. Widać to na ilustracjach obrazujących Saturna i jego dzieci, gdzie roi się od pozornie przedziwnej sieczki – od oraczy i siewców, przez wisielców, więźniów, kaleki , wędrowców, kopaczy aż do budowniczych tam czy wszystkich pracujących przy przelewaniu wody albo rąbaniu drzewa. Jest też Saturn bliskim kuzynem melancholii, a ta z kolei była rozumiana i jako choroba, i jako usposobienie człowieka, i jako chwilowy nastrój i jako etap w rozwoju ludzkiej natury. Na przestrzeni lat różnie rozumiano to pojęcie, czasem kojarząc je z głęboką mądrością, czy wręcz geniuszem, czasem z dojrzałym wiekiem, czasem mądrą refleksją nad okrutnym światem a nierzadko też… z ponuractwem, nieprzyjazną postawą wobec świata, niechlujstwem, skąpstwem, wrednym charakterem i brzydkim zapachem! Widać też, że dla człowieka starożytności, średniowiecza i również późniejszych epok, liczba cztery stanowiła jeden z fundamentów wiedzy o życiu - cztery żywioły, cztery temperamenty, cztery płyny w żywym ciele, cztery etapy życia ludzkiego, cztery humory, cztery pory roku - wszystko to na przestrzeni lat splatało się w ludzkiej świadomości w harmonijny obraz świata i ludzkiej kondycji. Ta książka szczegółowo omawia ludzkie rozumienie Saturna w filozofii, medycynie, astrologii, literaturze i sztuce, ze szczególnym ukłonem w stronę durerowskiego tajemniczego arcydzieła – „Melencolia I”, i to jest chyba najciekawszy i najbardziej frapujący rozdział całej książki. Z punktu widzenia estetyki to bardzo ładnie wydany tom, twarda okładka, porządne bialutkie karty, dobry druk do czytania, czytelne reprodukcje; można go wielokrotnie wertować bez strachu, że się rozleci. Lecz od strony czytelnika – sporo zadziorów! Przypisy zaśmiecają po połowie stron albo więcej. Ilustracje nie korespondują z tekstem jakby porozsiewano je w książce od sasa do lasa. Czasem odwołanie do ryciny znajdzie się kilkadziesiąt stron dalej, czasem nie ma go wcale. Nierzadko ilustracje mijają się z tekstem o kilkaset lat, co daje poczucie przyglądania się niechlujnej redakcji albo kompleks niezrozumienia intencji Twórców. Publikacja mocno zyskałaby gdyby wszystkie przypisy i ilustracje zostały wywalone na sam koniec. Już nie będę wynosić własnej ignorancji i narzekać, że bez dobrej znajomości łaciny i starożytnej greki, odbiór tekstu jest niepełny, bo to przecież dobrze, że przytaczane są źródła tekstów. Ale język samej pracy jest tak suchy, nudny, bezosobowy, kostyczny i kompletnie wyprany z wszelkich uczuć, że możemy tę książkę traktować wyłącznie jako pomoc w nauce i solidne opracowanie ale na pewno nie jako przyjemność obcowania z dobrą literaturą. Jakież to inne pisanie niż MBC Łysiaka czy Historie piękna i brzydoty Eco! Summa summarum – to bardzo dobry fachowy skrypt ale moje największe tegoroczne czytelnicze rozczarowanie. Z bólem serca nie mogę dać więcej niż 6/10.
Katarzyna Anna - awatar Katarzyna Anna
oceniła na 6 1 rok temu

Cytaty z książki Trzy kolory Bogini

Więcej
Anna Kohli Trzy kolory Bogini Zobacz więcej
Anna Kohli Trzy kolory Bogini Zobacz więcej
Więcej

Ciekawostki historyczne