Szaleństwo katalogowania

Okładka książki Szaleństwo katalogowania
Umberto Eco Wydawnictwo: Rebis Seria: Historia sztuki sztuka
408 str. 6 godz. 48 min.
Kategoria:
sztuka
Format:
papier
Seria:
Historia sztuki
Tytuł oryginału:
La vertigine della lista
Data wydania:
2009-11-12
Data 1. wyd. pol.:
2009-11-12
Data 1. wydania:
2012-01-01
Liczba stron:
408
Czas czytania
6 godz. 48 min.
Język:
polski
ISBN:
9788375104042
Tłumacz:
Tomasz Kwiecień
Średnia ocen

                7,2 7,2 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Szaleństwo katalogowania w ulubionej księgarni i

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów), „Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oceny książki Szaleństwo katalogowania

Średnia ocen
7,2 / 10
146 ocen
Twoja ocena
0 / 10

Opinia

avatar
2101
2101

Na półkach:

Autor, erudyta.
Należy do pisarzy, których książki zostawiają u mnie zawsze niezapomniane wrażenie !!1
Nie gwarantuję Ci łatwego czytania, myślę, że jeśli zdecydujesz się na przeczytanie tej książki powinieneś być w duszy i przekonania - humanistą !!!
Dopełnieniem dla odpoczynku jest duża ilość obrazów wizualnych.
POLECAM !!!

Autor, erudyta.
Należy do pisarzy, których książki zostawiają u mnie zawsze niezapomniane wrażenie !!1
Nie gwarantuję Ci łatwego czytania, myślę, że jeśli zdecydujesz się na przeczytanie tej książki powinieneś być w duszy i przekonania - humanistą !!!
Dopełnieniem dla odpoczynku jest duża ilość obrazów wizualnych.
POLECAM !!!

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

912 użytkowników ma tytuł Szaleństwo katalogowania na półkach głównych
  • 671
  • 219
  • 22
166 użytkowników ma tytuł Szaleństwo katalogowania na półkach dodatkowych
  • 128
  • 11
  • 11
  • 5
  • 4
  • 4
  • 3

Tagi i tematy do książki Szaleństwo katalogowania

Inne książki autora

Umberto Eco
Umberto Eco
Włoski semiolog, filozof, bibliofil i mediewista, powieściopisarz, autor felietonów i esejów. Sławę przyniosła mu powieść Imię róży (1980), dzieło łączące w sobie elementy semiotyki, badań biblijnych, analizy kultury średniowiecza i teorii literatury. Jego kolejne powieści, m.in. Wyspa dnia poprzedniego (1994) i Cmentarz w Pradze (2010), także stały się światowymi bestsellerami. Eco pisał także prace naukowe, książki dla dzieci i młodzieży, oraz eseje na temat teorii literatury, świata współczesnego, kondycji współczesnych mediów i nauki. Był profesorem na Uniwersytecie we Florencji oraz na Uniwersytecie w Bolonii. Zajmował się semiotyką/semiologią, procesami komunikacji i estetyką. Rozsławiła go twórczość beletrystyczna. Jego wielopłaszczyznowe i kunsztownie skonstruowane powieści mają cechy dzieła otwartego, stymulują odbiorcę do własnej interpretacji. Był także autorem felietonów, pierwotnie publikowanych w mediolańskim tygodniku „l’Espresso”, a następnie wydanych w zbiorach Zapiski na pudełku od zapałek. Był założycielem wydziału studiów medioznawczych w Uniwersytecie San Marino, a także wieloletnim dyrektorem Scuola Superiore di Studi Umanistici oraz członkiem honorowym Kellogg College na Uniwersytecie Oksfordzkim. Od 2010 był członkiem zwyczajnym Accademia dei Lincei. Eco został uhonorowany licznymi tytułami doktora honoris causa (do 2005 było ich 32), między innymi przez Akademię Sztuk Pięknych w Warszawie (1996) i Uniwersytet Łódzki (2015). Zmarł na raka trzustki. Jego pogrzeb odbył się 23 lutego 2016 w Zamku Sforzów w Mediolanie. Był wielokrotnym kandydatem nominowanym do Nagrody Nobla w dziedzinie literatury. Jego żoną była Renate Ramge, z którą miał dwójkę dzieci.
Zobacz stronę autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Interpretacja i nadinterpretacja Umberto Eco
Interpretacja i nadinterpretacja
Umberto Eco Richard Rorty Jonathan Culler Christine Brooke-Rose Stefan Collini
Bezwzględną wartością tej pracy jest zestawienie tekstów Eco z odpowiedziami takich osobistości jak Rorty, Culler czy Brooke-Rose. Wstęp Collini’ego także robi robotę, choć trochę miesza – byłby na pewno wspaniałym dopełnieniem wszystkich zebranych tutaj esejów, niekoniecznie wstępem do nich. O czym właściwie jest ten dyskurs? To próba zrozumienia, które interpretacje można uznać za trafne, a które nie. Jak to ocenić? Czy powinno się to robić? Czy do poprawnego przeczytania danej pozycji potrzebny jest jakiś klucz interpretacyjny, a jeśli tak, to gdzie go szukać? Czy ma go autor? A może społeczność badaczy? W książce ścierają się ze sobą różne autorytety. We wstępie (i tylnej stronie okładki) widać jednak, że redaktor stoi mocno po stronie Eco, trochę promując nim całą pozycję. Czy słusznie? Raczej nie. Tym bardziej że nie sądzę, by podejście tego akurat badacza było tym najrozsądniejszym i „jedynym właściwym”. W swoim ostatnim tekście raczej broni się przed zarzutami innych, niż podsumowuje całość oglądów na zagadnienie interpretacji. Bardzo polecam tę pozycję dla wszystkich, którzy są zainteresowani zagadnieniami literatury i nie tylko. To świetny przegląd różnorakich opinii i poglądów, który zbliża do stronnictw filozoficznych takich jak pragmatyzm, dekonstruktywizm czy strukturalizm. Dobrze jest zapoznawać się z tak obszernymi – nomen omen – interpretacjami świata właśnie poprzez przykłady, a ta pozycja zdecydowanie jest takim przykładem.
Adrian Pezda - awatar Adrian Pezda
oceniła na 7 5 lat temu
Trzy opowieści Umberto Eco
Trzy opowieści
Umberto Eco Eugenio Carmi
Wyzwanie czytelnicze LC na czerwiec - książka dla dzieci. Mistrz Umberto Eco. Wymęczył mnie „Imieniem róży”, zaskoczył „Zapiskami na pudełku od zapałek”, a teraz zachwycił „Trzema opowieściami”, czyli utworami dla dzieci (?). Nieziemskie to historyjki, nieziemskie klimaty, absolutnie świetne i nowoczesne bajki. Trzy różne historie, połączone wspólnym mianownikiem dotyczą problemów współczesnego świata: * wojny nuklearnej, bomb i rakiet, przywódców ogarniętych manią zdobywania coraz to nowych ziem, * ludzkiej nietolerancji, rasizmu i oceniania innych na podstawie pozorów, * wreszcie ekologii i globalnej świadomości, o której wiedziano już niby wszystko, a tu okazuje się, że niekoniecznie. Trzy oklepane, zdawałoby się, zagadnienia trapiące ludzkość, a dzięki wyjątkowemu podejściu autora - oswojone, obłaskawione i będące znakomitym wstępem do późniejszych dyskusji z dziećmi na te tematy. „Generał i bomba" to historia o atomach, które się zbuntowały i uciekły z bomb uniemożliwiając Złemu Generałowi wywołanie wojny i atomowej zagłady, gdzie zginęliby ludzie, pieski, kotki, kwiatki i w ogóle wszystko.Co się stało z opustoszałymi bombami i jaką karę poniósł czarny charakter - nie domyślicie się, w życiu! „Trzej kosmonauci” : Amerykanin, Rosjanin i Chińczyk zostali wysłani na Marsa, by go poznać, a potem podbić. Nie znali się, mówili różnymi językami, każdy chciał zwyciężyć w wyścigu i pierwszy stanąć na obcej planecie, więc nic dziwnego, że szczerze się nie cierpieli. Zdarzyło się jednak coś takiego, że panowie doznali wewnętrznej przemiany, a ich wzajemna nienawiść skończyła się w jednej chwili, gdy… no właśnie. Czemuż to nauczyli się tolerancji? „Karły z planety Gnu” to opowieść o Badaczu Galaktyk, który odkrył w kosmosie nieznaną nikomu i piękną planetę Gnu i na rozkaz Cesarza postanowił ją ucywilizować po naszemu. Sympatyczni i proekologiczni mieszkańcy Gnu mieli inną koncepcje kto tu kogo powinien cywilizować, a między nami mówiąc - był to pomysł dużo lepszy. Jest oczywiście czarny charakter, rzecz jasna przykładnie ukarany, jest i morał, niestety nam ziemianom nie przynoszący chluby. Nie jestem pewna kto jest bardziej adresatem tych bajek, dziecko, czy dorosły. Młody czytelnik znajdzie w nich ciekawe historyjki, a jego mama ( nauczyciel ) inspirację do zapoznawania dziecka ze światem. Dorosły doceni piękno, pomysłowość i niekonwencjonalność oraz odnajdzie w „Opowieściach" wiele odniesień, jak choćby do Hiroszimy, aneksji Krymu, czy wyścigu w podboju kosmosu. To samo dotyczy uroczych wyrafinowanych ilustracji, a właściwie pełnych symboli kolaży, które na pewno zachwycą dorosłych. Obawiam się, że pisanie tej opinii trwało dłużej niż czytanie książeczki, ale jest ona warta poświęconego jej czasu. Bo to prawdziwa bajkowa petarda.
Ewa Kowalska - awatar Ewa Kowalska
oceniła na 9 3 lata temu
Gargantua i Pantagruel. tom I i II. François Rabelais
Gargantua i Pantagruel. tom I i II.
François Rabelais
Kolejny raz sięgam do skarbnicy dzieł światowej literatury klasycznej. Kolejny zaś raz - dzięki książkom audio - do dzieł, których przeczytać ze względu na rozmiar nie sposób. Długo schodzi mi już na słuchaniu, co tym razem ma i zalety, i wady. Sama postać autora jest niezwykła, bo o ile prowincjonalni księża z racji ubóstwa musieli parać się różnymi zawodami dodatkowymi, to te Rabelais wybrał sobie niecodzienne stając się i lekarzem, i pisarzem o wyobraźni wręcz niepohamowanej. Z jednej strony Europa dopiero zrzuca z siebie jarzmo i kaganiec średniowiecza, a już we Francji staje olbrzym prawdziwie renesansowy! Jest powieść Rabelaisa przede wszystkim pochwałą życia i użycia we wszelkich dostępnych człowiekowi formach. Jest opisem prawdziwym do fizjologicznego szczegółu owej korony stworzenia, jaką się mieni. Jest też wielce zjadliwą satyrą na autorowi współczesnych: paryżan, uczonych, zakonników. Pod płaszczem rubasznej opowieści przemyca nam Rabelais prawdę i tylko prawdę, w której jej współcześni przeglądali się niechętnie, jak i my dziś w postaciach “Świata według Kiepskich”. Wszystko jest w tym świecie olbrzymów niezrównane i mocarne; miary - gigantyczne, ilości - gargantuiczne, wydarzenia - fantastyczne. Jak demiurg - to Merlin, jak możny opiekun - to Król Artur. A do tego dogłębna znajomość dzieł starożytnych (greckich w szczególności) w konstrukcji świata, postaci, ich dialogów. Nasi bowiem “pantagrueliści”, to nie jedynie opoje i osiłki, ale i już ludzie właśnie Renesansu, z przyjemnością rozprawiający o poglądach filozofów. Trochę to taka nieustająca “Uczta” Platona, ukazana nam poprzez filtr epoki. O ile jednak początkowo jestem zachwycony lekturą powieści, to w miarę przechodzenia do kolejnych jej ksiąg czuję chyba nieco przesytu. Coraz mniej potrafię się skupić na treści i coraz mniej ona atrakcyjna. Może gdyby każdą z ksiąg powieści traktować - tak jak powstawały - jako osobne dzieło i czytać w jakimś oddaleniu czasowym?.. A może początkowe jowialne i beztroskie (acz waleczne) życie Gargantui i Pantagruela zdaje mi się bardziej pociągające (i przypominają mi jako żywo późniejsze rojenia Don Quichote’a, tyle że w wersji ciągłej), niż późniejsza podróż po niezwykłych wyspach z księgi V, która przypomina mi bardziej opowieść o podróży Guliwera niż dalsze losy postaci z pierwszych ksiąg powieści. Zresztą ostatniej księgi autorstwo Rabelaise’a jest dość kontrowersyjne, a już na pewno jego wpływ na ostateczny jej kształt, skoro wydana została na dziewięć lat po jego śmierci. Zdecydowanie polskiemu wydaniu życia dodaje kongenialne tłumaczenie z francuskiego autorstwa Boya-Żeleńskiego, a nieźle też wersji audio przysługuje się lektura Zapasiewicza (choć słychać, że nagranie ma czterdzieści lat i dziś pewnie zostałoby zrealizowane nieco inaczej).
MarWinc - awatar MarWinc
ocenił na 8 3 lata temu
Pegaz zdębiał Stanisław Barańczak
Pegaz zdębiał
Stanisław Barańczak
Najwyraźniej zatęsknił Stanisław Barańczak na obczyźnie za chrzęstem i szumem polskich źdźbeł i szuwarów… A że był mistrzem, dał upust językowej wirtuozerii – żonglował słowami i literami między polskim a angielskim tworząc arcyśmieszne nierzadko efekty. I chwała mu za to, bo zbyt często ostatnio gardzimy naszymi nosówkami, zbyt łatwo klecimy wypowiedź z obcymi słowami, zbyt mało uwagi przywiązujemy do jakości słowa i jego znaczenia. Dlatego tę książkę cenię niezmiernie: za piękno wyciągnięte z języka polskiego, za zręczność i swobodę w łączeniu wyrazów, za tworzenie nowych: z lekkością, humorem i wdziękiem (słychać tu anty-”mankamęt” na cześć polskich nosówek?). W dodatku (założę się, że nie ja jedna) pod wpływem Autora poczułam impuls do słowotwórczej aktywności (choćby skromnej, ale własnej). Dlatego dodam jeden, dość oczywisty co prawda „onanagram”, powstały na cześć Stanisława Barańczaka (niewykluczone, że znalazł się taki wśród 5 400 stworzonych przez niego samego auto-anagramów): WASIŁ STAŃCZAK-BARAN. Czyż nie świetna zabawa? Zabawa „słowem, dźwiękiem, zwrotem frazeologicznym, zdaniem”, która wśród pląsów prowadzi do konkluzji: polski jest świetny, „polszczyzna potrafi zakasować dźwięcznością nawet włoszczyznę”! Na szczęście Stanisław Barańczak przewidział zachwyt rzeszy swoich wielbicielek (wielbiciele muszą niestety stworzyć własny pean), więc nie pozostaje mi nic innego jak zacytować fragment z „Poezji nonsensu…”: „Oddalona o eony - O, idolu, pieję ja o Tobie pean nieuczony.” I tu zamilknę.
SumErgoCogito - awatar SumErgoCogito
ocenił na 9 3 lata temu
Alchemia słowa Jan Parandowski
Alchemia słowa
Jan Parandowski
„To książka pełna najpiękniejszych zdań na temat literatury, jakie kiedykolwiek zostały spisane po polsku. ” Mariusz Szczygieł Książka stała się bestsellerem, była wielokrotnie wznawiana i jest uważana za biblię i lekturę obowiązkową dla miłośników literatury i warsztatu pisarskiego !!! Pisarz był dwukrotnie nominowany w latach 1957 i 1959 do Nagrody Nobla. Niestety, nie był komunistą, jak chociażby Szymborska, czy działaczkom, jak ta druga "gwiazda" antychrześcijańsko - tęczowo - lewackiego odchylenia i d.... zbita, jak to się mówi. O tym, że autor był świetnym historykiem i obserwatorem niech świadczy fakt, że w 1947 r. w " Odrodzeniu " napisał: " Niebawem rozpoczną Niemcy wielką ofensywę moralną przeciw tym, których wczoraj zabijali i tępili z zamiarem całkowitej zagłady. W coraz już śmielszej propagandzie ludność polska, nawet księża polscy są przedstawiani jako nieludzcy oprawcy na Ziemiach Odzyskanych, Można być pewnym, że w niedalekiej przyszłości znajdą się pióra dość nikczemne, by, najpierw zohydzić męczeńskie narody, następnie zaryzykować rehabilitację katów Europy. Nie wystarczy protestować, karcić, oburzać się, trzeba zmusić do myślenia, trzeba także pióra złamać wstydem. Może to zaś uczynić tylko ciągła naoczność faktów " No tak, wszystko przewidział, tylko jednego... nie. Nie połączył faktów związanych z rozbiorami Polski i z tym, że należy do Wielkiego Narodu IDIOTÓW. Powinien przewidzieć, że kilka dekad później, Polską będzie rządził niemiecki namiestnik !!! Książkę POLECAM !!!
ando - awatar ando
ocenił na 10 1 miesiąc temu
Listy do młodego pisarza Mario Vargas Llosa
Listy do młodego pisarza
Mario Vargas Llosa
Nigdy nie chciałam i nadal nie chcę zostać pisarzem, więc nie zmartwiłam się pierwszymi słowami autora w tej książce, że "nie jest to podręcznik sztuki literackiej – jej prawdziwi pisarze uczą się sami, bo nikt nikomu nie wytłumaczy, jak się tworzy dzieło – co najwyżej pomoże zdobyć umiejętność pisania i czytania". Natomiast zawsze, odkąd pamiętam, chciałam być dobrym czytelnikiem. Miałam tylko problem z określeniem zawartości i granic tego pojęcia. No bo, co to właściwe znaczy być dobrym w odbiorze tego, co napiszą inni? W przeciwieństwie do piszących, poradników dla czytelnika, o ile mi wiadomo, nikt jeszcze nie napisał. Świat przyjął powszechny standard, że czytelnikiem się jest lub nie. Mało kto zastanawia się nad tym (udało mi się wysłuchać tylko jednej wypowiedzi na ten temat, nieżyjącego już krytyka literackiego), a tym bardziej nie rozpisuje się, JAKIM się jest tym odbiorcą. I nie mam tutaj na myśli profesjonalistów, jakimi są krytycy literaccy, ale całe rzesze odbiorców, dla których i z myślą, o których pisarze tworzą, dla których dają się zjadać przez wewnętrznego solitera (właśnie takich zapomnianych słów używa autor) oraz mitycznego katoblepasa, tak sugestywnie przedstawionych zwierzęcych odpowiedników powołania i doświadczeń życiowych w pierwszych dwóch esejach, czyniących z pisarzy niemalże męczenników sztuki pisarskiej. Dlatego bardzo ucieszyło mnie jedno zdanie noblisty: "Być może zapamiętałym czytelnikom powieści posłuży do czegoś wiedza, że za zmyślonymi przygodami, które ich poruszają, rozpalając wyobraźnię, kryje się nie tylko intuicja, fantazja, inwencja twórcza tudzież odrobina szaleństwa, ale także wytrwałość, dyscyplina, porządek, strategia, chwyty i przemilczenia, cała skomplikowana struktura budująca i utrzymująca w napięciu fikcję". To były ożywcze słowa, kojące odwieczną tęsknotę mojej czytelniczej duszy za samookreśleniem się. Słowa, które mnie zauważyły. Mnie, zwykłego, przeciętnego czytelnika. Bo i może są to listy do pisarza, jak określił swoje dwanaście esejów autor, ale dla mnie było to bliskie spotkanie pisarza ze swoim czytelnikiem, ze mną, które zawsze rozpoczynał od ciepłego zwrotu – "Drogi Przyjacielu". Każdego z nich słuchałam trochę jak wykładu, a trochę jak rozmowy (czasami domyślał się moich pytań, odpowiadając na nie), otwierających przede mną osobisty i intymny świat człowieka umiejącego oczarować słowem. Pozwalający zajrzeć do swojego serca i sanktuarium powstawania jego powieści. Pomógł mi nie tylko nazwać to, co do tej pory określałam własnymi słowami, usystematyzować wiedzę na temat struktury powieści, której poświecił pięć esejów, zwrócić uwagę na stosowane przez pisarzy środki nadające siłę przekonywania (wiedza dostępna każdemu studentowi literaturoznawstwa i kierunków pokrewnych), ale przede wszystkim opowiedział mi o czynniku X (wiedza niedostępna na żadnej, nawet najbardziej prestiżowej uczelni). Tajemniczym składniku, który wymyka się rozumowi oraz nawet najbardziej sumiennej i trafnej krytyce literackiej. Nieuchwytnym czynniku spajającym całą strukturę powieści, nadającym jej zniewalający czytelnika urok. O kluczu otwierającym poziom emocji niedostępny racjonalizmowi, w którym najistotniejszą rolę odgrywa "intuicja, wrażliwość, domyślność, a nawet przypadek – wymykające się sieci, choćby o najbardziej gęstych okach, krytycznego badania". Na co "przemądrzalcy wymyślają niezliczone określenia na określenie czegoś, co każdy czytelnik chwyta bez najmniejszego problemu". I za te słowa jestem autorowi niezwykle wdzięczna. Za docenienie zwykłego, szarego, przeciętnego czytelnika. Ba! Za podkreślenie jego wyjątkowości emocjonalnej, która dzieła z poprawną strukturą powieści skazuje na zapomnienie (wystarczy wymienić, chociażby wielu laureatów literackiej nagrody Nobla), a kiepskie warsztatowo powieści wstawia na półkę kultowych. Sam pisarz zresztą nie ukrywa własnych sympatii i antypatii literackich, nawet wobec tych znanych i uznanych przez krytykę literacką, wymieniając z nazwiska tych, których uważa za miernych twórców. Pozwoliło mi to zrozumieć na przykład fenomen bardzo krytykowanej sagi Zmierzch czy dychotomię odbioru twórczości Paulo Coelho i wysnuć jeden wniosek – każdy czytelnik ma swojego pisarza, a każdy pisarz swojego odbiorcę. Różnica w tych zależnościach jest tylko ilościowa, a ilość, w tym przypadku, nie świadczy o jakości. W literaturze nie obowiązują prawa demokracji i zasady statystki. Słuchałam tego człowieka i czułam, jak cały dotychczasowy chaos zaczyna się powoli porządkować, nabierać sensu i określonego kształtu, który wyłaniał się w miarę czytania i wynotowywania najważniejszych haseł na skrawku papieru, który ostatecznie przybrał bardzo skomplikowaną formę podobną do metaplanu. Te pozorne bazgroły są dla mnie bardzo, bardzo klarowne, a pod każdym słowem kryje się mnóstwo treści. Dobrze je zapamiętałam, bo wszystkie listy czytałam dwa razy, inne trzy, niektóre więcej, a przy pierwszym i ostatnim zgubiłam rachubę. I wiem, że będę do nich wracać, kiedy znowu się pogubię w czytelniczych doznaniach i rozterkach. Byłam taka dumna z tego naszkicowanego przeze mnie planu, odnoszącego się do merytorycznej warstwy esejów, dopóki nie przeczytałam pożegnalnego zdania – "Drogi Przyjacielu, chcę Ci powiedzieć, żebyś zapomniał o wszystkim, co przeczytałeś w moich listach na temat formy powieściowej, i wreszcie zabrał się do pisania powieści". W moim przypadku „do czytania powieści”, w którym czynnik X jest najważniejszy, a moje merytoryczne notatki już mniej. Jednak nie posłucham się mojego mentora. Nie wyrzucę ich. Będę je trzymała na biurku wśród innych ważnych fiszek, by w chwilach zagubienia i zapomnienia, przypomnieć sobie, co jest najważniejsze podczas czytania powieści, czym się kierować wchodząc w ich wykreowaną rzeczywistość i jak potem porównywać je z innymi powieściami i ich odbiorem przez innych czytelników, pielęgnując w sobie bezcenny czynnik X. To pozycja obowiązkowa dla: – Pisarzy (pisanych dużą literą), którzy chcą zrozumieć istotę powołania i talentu, – pisarzy, którzy chcą się dowiedzieć, dlaczego mała ilość wielbicieli nie świadczy o jakości ich twórczości, – krytyków literackich ku pamięci, że „rozum i szkiełko” to nie wszystko, – czytelników, którzy mogą nareszcie odpowiedzieć sobie na dwa nieśmiertelne pytania: dlaczego opowieść mnie pochłonęła, chociaż była o niczym oraz jak nazywa się to coś, czego zabrakło mi w powieści?, – blogera piszącego o książkach, który chce pisać zgodnie z własnym sumieniem, nie krzywdząc przy tym powieści i jej autora, – studenta literaturoznawstwa i kierunków pokrewnych, żeby wiedzą nie oślepili duszy, – wykładowców, żeby pokazać, że wykłady nie muszą być nudne, – i wreszcie dla każdego, komu wydaje się, że pisanie, czytanie i pisanie o tymże czytaniu to tylko rozrywka. naostrzuksiazki.pl
Maria Akida - awatar Maria Akida
oceniła na 9 4 lata temu

Cytaty z książki Szaleństwo katalogowania

Bądź pierwszy

Dodaj cytat z książki Szaleństwo katalogowania