Strach się bać

Okładka książki Strach się bać
Jerzy Bralczyk Wydawnictwo: Bosz publicystyka literacka, eseje
336 str. 5 godz. 36 min.
Kategoria:
publicystyka literacka, eseje
Format:
papier
Data wydania:
2022-03-24
Data 1. wyd. pol.:
2022-03-24
Liczba stron:
336
Czas czytania
5 godz. 36 min.
Język:
polski
ISBN:
9788375765830
Średnia ocen

                6,2 6,2 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Strach się bać w ulubionej księgarni i

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów), „Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oceny książki Strach się bać

Średnia ocen
6,2 / 10
25 ocen
Twoja ocena
0 / 10

Opinia

avatar
440
431

Na półkach:

Bardzo mnie smuci tak niska ocena książki "od A do Z" napisana przez wybitnego polskiego językoznawcę, Jerzego Bralczyka. Miałem przyjemność być w bibliotece na jego spotkaniu 14 listopada 2018 roku i zapytać się o gramatyczne pułapki, co oznacza dane słowo lub chociażby pytanie "Czy można cofać się do tyłu?". Okazało się, że można i jest na to łatwy sposób. Tego spotkania nie zapomnę, zawsze będę je miał w swojej pamięci. Ale wracając do książki - bardzo fajnie, że się dowiedziałem skąd pochodzi dane słowo, np. wojna, zgon, zaraza, zwłoki, baba jaga lub chociażby diabeł i szatan. Dużo słów z języka polskiego zostało wziętych lub zapożyczonych, jak zwał tak zwał, z języków praindoeuropejskich, słowiańskich a nawet z greki lub łaciny. I wtedy się okazuje, że świat jest globalną wioską, bo wszędzie można usłyszeć słowa, które są bardzo podobne do naszych.

Bardzo mnie smuci tak niska ocena książki "od A do Z" napisana przez wybitnego polskiego językoznawcę, Jerzego Bralczyka. Miałem przyjemność być w bibliotece na jego spotkaniu 14 listopada 2018 roku i zapytać się o gramatyczne pułapki, co oznacza dane słowo lub chociażby pytanie "Czy można cofać się do tyłu?". Okazało się, że można i jest na to łatwy sposób. Tego spotkania...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

101 użytkowników ma tytuł Strach się bać na półkach głównych
  • 66
  • 32
  • 3
20 użytkowników ma tytuł Strach się bać na półkach dodatkowych
  • 11
  • 3
  • 2
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1

Inne książki autora

Okładka książki Cukier na języku. Rozmowy o cukrzycy Jerzy Bralczyk, Leszek Czupryniak, Artur Mamcarz
Ocena 7,2
Cukier na języku. Rozmowy o cukrzycy Jerzy Bralczyk, Leszek Czupryniak, Artur Mamcarz
Okładka książki Słowa pierwsze Jerzy Bralczyk, Jarosław Mikołajewski, Ewa Poklewska-Koziełło
Ocena 7,7
Słowa pierwsze Jerzy Bralczyk, Jarosław Mikołajewski, Ewa Poklewska-Koziełło
Okładka książki Zdrowy język. Dla lekarza, dla pacjenta Jerzy Bralczyk, Artur Mamcarz
Ocena 5,8
Zdrowy język. Dla lekarza, dla pacjenta Jerzy Bralczyk, Artur Mamcarz
Okładka książki Bralczyk o sobie Jerzy Bralczyk, Paweł Goźliński, Karolina Oponowicz
Ocena 7,1
Bralczyk o sobie Jerzy Bralczyk, Paweł Goźliński, Karolina Oponowicz
Jerzy Bralczyk
Jerzy Bralczyk
polski językoznawca, profesor nauk humanistycznych, specjalista w zakresie języka mediów, reklamy i polityki.
Zobacz stronę autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Pałace na wodzie. Tropem polskich bobrów Adam Robiński
Pałace na wodzie. Tropem polskich bobrów
Adam Robiński
Książka Adama Robińskiego, „Pałace na wodzie. Tropem polskich bobrów”, to pozycja, która obiecuje czytelnikowi niszową, niemal mistyczną podróż do świata jednych z najbardziej fascynujących inżynierów polskiej przyrody. Moja ocena to rzetelne 6/10 – to lektura estetyczna i pełna pasji, jednak momentami zbyt mocno dryfująca w stronę osobistych dygresji kosztem konkretnej wiedzy o tytuleowych bohaterach. Zawartość: Bóbr jako lustro człowieka Robiński nie pisze klasycznego atlasu przyrodniczego. Zamiast tego, serwuje nam esej podróżniczy, w którym bóbr staje się pretekstem do rozważań nad polskim krajobrazem, historią i naszą skomplikowaną relacją z naturą. Autor wędruje wzdłuż rzek, zagląda w rozlewiska i analizuje, jak te zwierzęta modelują przestrzeń, w której żyjemy. Najważniejsze rady i wnioski płynące z tej lektury to: Pokora wobec inżynierii natury: Robiński uczy nas, że bobry to jedyne stworzenia (poza ludźmi), które potrafią świadomie zmieniać ekosystem na tak ogromną skalę. Ich „pałace” to lekcja zrównoważonego budownictwa. Uważność na detale: Najważniejszą radą dla czytelnika jest zmiana optyki – autor zachęca, by podczas spaceru nad rzeką szukać śladów zgryzów i tam, bo to one opowiadają historię o kondycji naszej wody. Akceptacja dzikości: Książka przypomina, że konflikt człowiek-bóbr jest nieunikniony, ale to my musimy nauczyć się koegzystencji, a nie tylko eksploatacji. Recenzję muszę zacząć od przytłaczającej atmosfery, którą Robiński kreśli po mistrzowsku. To duszność parujących bagien, gęstych trzcinowisk i wilgotnego mroku, w którym słychać jedynie plusk ogona o lustro wody. Czytelnik niemal fizycznie czuje lepkość błota i ciężar wilgotnego powietrza nad Narwią czy Biebrzą. Ta duszność ma w sobie coś pierwotnego – to klimat świata, który istniał przed nami i który przetrwa w zakolach rzek, o ile pozwolimy bobrom budować ich „pałace”. Autor świetnie oddaje ten klaustrofobiczny, a jednocześnie kojący spokój dziczy. Dlaczego 6/10? To dobra książka, ale niepozbawiona wad. Robiński pisze pięknym, niemal poetyckim językiem, co jest ogromną zaletą, ale bywa też pułapką. Momentami narracja staje się zbyt rozmyta – autor poświęca wiele stron na własne przemyślenia, spotkania z ludźmi i opisy wędrówek, przez co sam bóbr schodzi na dalszy plan. Brakujące punkty wynikają z pewnego chaosu kompozycyjnego. Czytelnik spodziewający się głębokiej analizy biologicznej lub ekologicznej może poczuć się zawiedziony przewagą formy nad treścią. To raczej literacki reportaż o „szukaniu bobra” niż o „samym bobrze”. Jeśli szukasz nastrojowej prozy o polskiej przyrodzie, będziesz zachwycony, ale jeśli liczysz na konkretne, nowe fakty naukowe, możesz odnieść wrażenie, że autor ślizga się po powierzchni wody, zamiast zanurkować do żeremia. „Pałace na wodzie” to książka dla marzycieli i wędrowców, którzy cenią klimat bardziej niż twarde dane. Adam Robiński stworzył literacki hołd dla polskiej wody, choć sam główny bohater mógłby być w tej opowieści nieco wyraźniejszy.
Muminka - awatar Muminka
oceniła na 6 1 miesiąc temu
J.R.R. Tolkien i jego światy. Miejsca, z których wyrosło Śródziemie John Garth
J.R.R. Tolkien i jego światy. Miejsca, z których wyrosło Śródziemie
John Garth
25 marca obchodziliśmy Dzień Czytania Tolkiena. Przy tej okazji zacząłem zastanawiać się jak wyglądałaby współczesna literatura fantasy bez twórczości brytyjskiego autora. Nie bez powodu po dziś dzień miłośnicy tego gatunku rozkładają na czynniki Władcę Pierścieni, Hobbita, czy Silmarilion, czerpiąc mnóstwo inspiracji z tych tytułów. A skoro już o niej mowa, to czy nie jesteście zafascynowani tym co zainspirowało pisarza do stworzenia tego niesamowitego uniwersum? W niesamowitą podróż, próbującą znaleźć odpowiedź na to pytanie zabiera nas książka J. R. R. Tolkien i jego światy. Wszyscy zainteresowani osobą Tolkiena z pewnością skojarzą Johna Gartha. Autor omawianego przeze mnie tutaj opracowania ma oprócz niego na swoim koncie trzy książki dotyczące legendy gatunku fantasy. W tej tematyce operuje od dawna i stara się zarażać czytelników swoją fascynacją. Tym razem próbuje odnaleźć miejsca, budynki, krajobrazy, które mogły posłużyć Tolkienowi za pierwowzór wielu znanych nam lokacji ze świata Śródziemia, ale nie tylko. Zabierzcie się w niezwykłą podróż J. R. R. Tolkien i jego światy to pięknie wydana i bogato ilustrowana książka, oddziałująca na naszą wyobraźnię. Mamy tu okazję nie tylko poznać powiązania między prawdziwymi miejscami, w których żył i na co dzień funkcjonował Tolkien, a znanymi nam z uniwersum Władcy Pierścieni lokacjami. To także podróż przez życie i doświadczenia brytyjskiego autora. Dowiadujemy się jaki wpływ na jego twórczość miała I wojna światowa, podróż z RPA do Wielkiej Brytanii we wczesnym dzieciństwie, czy nawet rozwój przemysłu. Oddając się lekturze widzimy jak w wyobraźni Tolkiena ewoluowały Mordor, Shire, czy Gondor. Trzeba jednakże podkreślić, że są to przypuszczenia Gartha poparte wieloma informacjami z życia twórcy Władcy Pierścieni. Ten nie wypowiadał się bowiem szczegółowo na temat swoich inspiracji. Przechodząc przez kolejne rozdziały powiązania między światem rzeczywistym, a fantastycznym stają się jednak coraz bardziej oczywiste. Miejsca, z których wyrosło Śródziemie Autor książki J. R. R. Tolkien i jego światy wykonał tu doskonałą robotę. I mam na myśli nie tylko jego dociekliwość i szczegółową analizę poszczególnych miejsc, budowli, czy krajobrazów. Doskonale wychodzi mu bowiem także zainteresowanie czytelnika. Tytuł ten oczywiście jest pozycją obowiązkową dla każdej osoby zakochanej w Tolkienie i wykreowanym przez niego uniwersum. Jednakże, nawet każdy kto jedynie przeczytał Władcę Pierścieni, czy Hobbita z ciekawości, albo obejrzał filmy stworzone na ich podstawie da się oczarować. Co nawet ważniejsze, lektura zachęca nas do własnych poszukiwań i badań. Nie da się ukryć, że kluczowym elementem są tutaj fotografie. Opisy Gartha działają co prawda na wyobraźnię, ale połączenie niektórych faktów zdecydowanie ułatwiają nam właśnie zdjęcia. W przypadku niektórych z nich już po jednym spojrzeniu widzimy oczywiste powiązania z magicznymi krainami stworzonymi przez Tolkiena. W innych jesteśmy zaskakiwani niezwykłą kreatywnością i tokiem myślenia Brytyjczyka. Będziecie mogli zawiesić oko na pięknych krajobrazach, czy zabytkowych budowlach. Znajdują się tu jednak również mapy, ilustracje samego Tolkiena, a także innych artystów. Podsumowanie Szkoda, że to tylko 208 stron lektury. J. R. R. Tolkien i jego światy jest bowiem niezwykle wciągającą, angażującą czytelnika pozycją. W bardzo klarowny i spójny sposób zabiera nas do kolejnych części umysłu Tolkiena. Od lasów, przez rzeki i morza, aż po góry. To też podróż śladami brytyjskiej historii, a także inspiracji m. in. nordyckimi, czy germańskimi podaniami. Myślę, że nie dało się w ciekawszy sposób przedstawić tych wszystkich powiązań między światem rzeczywistym, a fikcyjnym. Książka niewątpliwie zmusi każdego do docenienia jak niesamowitą i istotną dla fantastyki postacią był i wciąż pozostaje Tolkien.
Marek Wasiński - awatar Marek Wasiński
ocenił na 8 3 lata temu
Znikająca Polska Piotr Witwicki
Znikająca Polska
Piotr Witwicki
Już na pierwszy rzut oka widać, jaka będzie narracja „Znikającej Polski”. Wystarczy otworzyć książkę – czarno-białe zdjęcia pustych lokali, witryn zabitych dechami i opuszczonych przestrzeni jasno sugerują, że autor zamierza skupić się wyłącznie na tym, co najgorsze. To celowy zabieg – pokazanie Włocławka i innych miast w jak najbardziej ponurym świetle. Owszem, w latach 90. i na początku 2000 rzeczywiście dochodziło do upadku wielu przedsiębiorstw i fabryk. Był to trudny czas, który mocno dotknął także Włocławek. Jednak dziś to zupełnie inne miasto. Powoli, ale konsekwentnie podnosi się – dzięki inwestycjom, nowym inicjatywom i przede wszystkim energii mieszkańców. Wystarczy przejść się po ulicach, aby zobaczyć, jak wiele zmieniło się na lepsze. Wystarczy zobaczyć zielone Zazamcze i Południe. To jak ludzie spędzają aktywnie czas. Autor książki zdaje się tego nie dostrzegać. Skupia się na ruinach i pustostanach, jakby były one wizytówką miasta. A przecież takie miejsca znajdziemy wszędzie – nawet w pięknej Warszawie czy Krakowie. Tymczasem Włocławek żyje, rozwija się i nie jest tym „znikającym miastem”, które próbuje nam się przedstawić. Książka może zainteresować czytelnika, który chce przypomnieć sobie trudne lata transformacji, ale trzeba mieć świadomość, że jest to obraz wycinkowy, pełen przesady i czarno-białych klisz. Włocławek zasługuje na pokazanie w pełni – nie tylko przez pryzmat tego, co stracone, ale także tego, co zbudowane na nowo.
Ula - awatar Ula
oceniła na 6 7 miesięcy temu
Ślepa kuchnia. Jedzenie i ideologia w PRL Monika Milewska
Ślepa kuchnia. Jedzenie i ideologia w PRL
Monika Milewska
Lektura „Ślepej kuchni” Moniki Milewskiej przywołała obrazy znane z mojego dzieciństwa, spędzonego w czasach powszechnego niedoboru wszystkiego, kolejek, etykiet zastępczych, kartek, które zmuszały moją matkę i matki moich koleżanek do kreatywności nie tylko kulinarnej (lizaki robione na patelni, czekolada na blasze do pieczenia, czy ciasto z marchwi), ale i w innych dziedzinach życia (przerabianie ubrań, farbowanie, naprawianie sprzętów). Wynikało to z pustych sklepowych półek i braku możliwości zorganizowania niezbędnych produktów, o luksusowych nie wspominając. Jako dziecko nie byłam świadoma przyczyn tej sytuacji, a dzięki zaradności rodziny nawet niezbyt dotkliwie odczuwałam trudności życia w PRL-u. Praca Moniki Milewskiej to monumentalna, solidnie udokumentowana i dobrze napisana monografia dotycząca wszelakich zagadnień związanych z zagadnieniami jedzenia w czasach Polski Ludowej. Autorka wnikliwie i ciekawie opisuje politykę rządu komunistycznego, której celem było kontrolowanie społeczeństwa przy pomocy dostępu do żywności. Poczynając od upaństwowienia rolnictwa i prób narzucenia chłopom norm i obowiązkowych dostaw, przez nieudane próby wprowadzenia wśród robotników zwyczaju korzystania z żywienia zbiorowego, manipulacji nastrojami społecznymi poprzez rzucanie do sklepów pożądanych towarów w okresach świątecznych, wprowadzanie drakońskich podwyżek cen, aż po przyjrzenie się diecie więźniów i internowanych, upodobaniom kulinarnym pierwszych sekretarzy i innych dostojników, a nawet analizę przepisów i porad skierowanych do gospodyń domowych w książkach kucharskich i czasopismach. Autorka zdecydowanie wychodzi poza problematykę jedzenia, omawia zagadnienia okołożywieniowe, co czyni jej pracę jeszcze bardziej wartościową. Jest w niej mnóstwo ciekawostek, anegdot, cytatów z przemówień, dokumentów, czy wywiadów przeprowadzonych z ludźmi pamiętającymi PRL. O rzetelności tego opracowania niech świadczy ilość przypisów zawartych na każdej stronie, kilkustronicowa bibliografia i indeks nazwisk pojawiających się w treści. Czyta się to znakomicie, bo Milewska potrafi opowiadać. Czytałam kiedyś jej powieść „Latawiec z betonu” (też zresztą traktującą o PRL-u) i cenię sobie swobodny, a jednocześnie kunsztowny sposób pisania. Dowiedziałam się dzięki tej publikacji wielu ciekawych rzeczy o epoce słusznie minionej, a załączone fotografie dopełniły obrazu. A że bardzo lubię tego typu opracowania, gdzie pokazuje się życie zwykłych ludzi na tle konkretnej epoki historycznej, więc „Ślepa kuchnia” bardzo przypadła mi do gustu. Doceniam to, że autorka nie trywializuje zjawisk, nie używa kabaretowej narracji ( a mogłaby!), posługuje się wyłącznie informacjami udokumentowanymi. Wielokrotnie wspomina o studentach Uniwersytetu Gdańskiego, którzy przeprowadzali ankiety, z których wnioski wykorzystała w swojej pracy. Aby uczynić swoją monografię bardziej dostępną dla czytelnika odwołuje się także do scen filmowych, tekstów piosenek, wierszy, scen kabaretowych, co daje wyobrażenie tego, jak w interesujących Milewską czasach reagowali ludzie na rozmaite problemy związane z polityką żywieniową partii. Mam wielką satysfakcję z tej lektury i serdecznie polecam ją wszystkim interesującym się historią PRL-u.
Anna-Maria - awatar Anna-Maria
oceniła na 9 10 miesięcy temu
Ostatni turnus. Pocztówki z wczasów w PRL-u Marcin Wojdak
Ostatni turnus. Pocztówki z wczasów w PRL-u
Marcin Wojdak
Melancholia to słowo, które najlepiej definiuje pierwsze spotkanie z książką Marcina Wojdaka „Ostatni turnus. Pocztówki z wczasów w PRL-u”. Autor zabiera nas w podróż po świecie, który niby wciąż istnieje w fizycznej formie betonu i szkła, ale mentalnie i kulturowo dawno już odpłynął w niebyt. Warstwa estetyczna tej publikacji jest wręcz hipnotyzująca – to hołd złożony architekturze modernizmu, która w czasach Polski Ludowej miała być obietnicą nowoczesności i powszechnego odpoczynku. Wojdak, znany z prowadzenia popularnego profilu „Cosmoderna”, udowadnia, że stare ośrodki wypoczynkowe, mimo łuszczącej się farby i powybijanych szyb, posiadają unikalną duszę, której próżno szukać w dzisiejszych, zunifikowanych hotelach. Książka zasługuje na solidne 7/10, będąc czymś pomiędzy albumem fotograficznym a sentymentalnym reportażem. Autor skupia się na dawnych ośrodkach Funduszu Wczasów Pracowniczych (FWP), które niegdyś tętniły życiem, zapachem stołówkowej zupy mlecznej i dźwiękiem dancingów. Dziś te obiekty to często straszące pustostany, monumentalne szkielety ukryte w lasach lub, co gorsza, bryły bezlitośnie wyburzane pod kolejne apartamentowce. Wojdak z czułością dokumentuje te „umierające” miejsca, zanim znikną na zawsze z polskiego krajobrazu. Opisuje m.in. ikoniczne ośrodki w Ustroniu czy Jastrzębiej Górze, pokazując, jak ambitne wizje architektów tamtej epoki zderzyły się z brutalnością wolnego rynku i upływem czasu. Największym atutem tego tomu jest jednak sposób, w jaki autor łączy obraz z tekstem. To nie jest suchy katalog budynków. Wojdak pisze z lekkim przymrużeniem oka, wplatając w opisy anegdoty o wczasach pod gruszą, regulaminach korzystania z kąpielisk i specyficznej estetyce wnętrz typu „wczesny Gierek”. Fotografie zawarte w książce nie są tylko dokumentacją zniszczeń – to artystyczne kadry, które wydobywają piękno z geometrycznych form, mozaik i finezyjnych konstrukcji klatek schodowych. Autor ma niezwykłe oko do detalu, potrafiąc dostrzec poezję w zardzewiałej balustradzie czy opuszczonej recepcji, wyszukanych mozaikach lub awangardowych stołówkach czy świetlicach. Mimo wyraźnej fascynacji autora, książka pozostawia pewien niedosyt informacyjny – chciałoby się czasem dowiedzieć więcej o samych twórcach tych budowli lub o losach konkretnych miejsc po transformacji. Niemniej, „Ostatni turnus” to przepiękny, wizualny zapis tęsknoty za pewną epoką i doskonałe studium przemijania. To lektura, która skłania do refleksji nad tym, jak traktujemy nasze architektoniczne dziedzictwo i czy potrafimy docenić wartość budynków, które nie pasują do współczesnych kanonów piękna.
Muminka - awatar Muminka
oceniła na 7 1 miesiąc temu

Cytaty z książki Strach się bać

Bądź pierwszy

Dodaj cytat z książki Strach się bać