Godziny włoskie

Okładka książki Godziny włoskie
Henry James Wydawnictwo: Próby Seria: Wędrowiec publicystyka literacka, eseje
444 str. 7 godz. 24 min.
Kategoria:
publicystyka literacka, eseje
Format:
papier
Seria:
Wędrowiec
Tytuł oryginału:
Italian Hours
Data wydania:
2021-06-15
Data 1. wyd. pol.:
2021-06-15
Liczba stron:
444
Czas czytania
7 godz. 24 min.
Język:
polski
ISBN:
9788395903687
Tłumacz:
Anna Arno
Średnia ocen

                6,9 6,9 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Godziny włoskie w ulubionej księgarni i

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów), „Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oceny książki Godziny włoskie

Średnia ocen
6,9 / 10
25 ocen
Twoja ocena
0 / 10

Opinia

avatar
173
25

Na półkach: ,

Styl pisania - bardzo dobry. Ale dawno żadna książka mnie tak nie męczyła i nie nudziła. Pomimo pięknych opisów i możliwości przeniesienia się do Włoch z początku XX wieku, nie mogłam się na niej skupić, nic z niej nie zapamiętam. Nie posłuży mi też ona za przewodnik, bo informacje sprzed 100 lat zdążyły się w dużej mierze zdezaktualizować. Mimo to przyjemnie było poznać Włochy z tej dawniejszej perspektywy.

Styl pisania - bardzo dobry. Ale dawno żadna książka mnie tak nie męczyła i nie nudziła. Pomimo pięknych opisów i możliwości przeniesienia się do Włoch z początku XX wieku, nie mogłam się na niej skupić, nic z niej nie zapamiętam. Nie posłuży mi też ona za przewodnik, bo informacje sprzed 100 lat zdążyły się w dużej mierze zdezaktualizować. Mimo to przyjemnie było poznać...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

228 użytkowników ma tytuł Godziny włoskie na półkach głównych
  • 194
  • 31
  • 3
24 użytkowników ma tytuł Godziny włoskie na półkach dodatkowych
  • 13
  • 3
  • 2
  • 2
  • 2
  • 1
  • 1

Inne książki autora

Okładka książki Z duchami przy wigilijnym stole Grant Allen, John Day, Stefan Grabiński, Henry James, Jan Łada, Bolesław Leśmian, Eliza Lynn Linton, Margaret Oliphant, Maria Pawlikowska-Jasnorzewska, Henryk Rzewuski, Walter Scott, Ellen Wood
Ocena 6,5
Z duchami przy wigilijnym stole Grant Allen, John Day, Stefan Grabiński, Henry James, Jan Łada, Bolesław Leśmian, Eliza Lynn Linton, Margaret Oliphant, Maria Pawlikowska-Jasnorzewska, Henryk Rzewuski, Walter Scott, Ellen Wood
Okładka książki Opowieści niesamowite z języka angielskiego Edward Frederick Benson, Ambrose Bierce, Algernon Blackwood, Robert W. Chambers, Charles Dickens, Nathaniel Hawthorne, W.W. Jacobs, Henry James, Montague Rhodes James, Joseph Sheridan Le Fanu, H.P. Lovecraft, Arthur Machen, Charlotte Perkins Gilman, Edgar Allan Poe, John William Polidori, Walter de la Mare
Ocena 7,7
Opowieści niesamowite z języka angielskiego Edward Frederick Benson, Ambrose Bierce, Algernon Blackwood, Robert W. Chambers, Charles Dickens, Nathaniel Hawthorne, W.W. Jacobs, Henry James, Montague Rhodes James, Joseph Sheridan Le Fanu, H.P. Lovecraft, Arthur Machen, Charlotte Perkins Gilman, Edgar Allan Poe, John William Polidori, Walter de la Mare
Henry James
Henry James
Amerykańsko-brytyjski pisarz, krytyk i teoretyk literatury. Henry James urodził się w Nowym Jorku 15 kwietnia 1843, jako drugie z pięciorga dzieci (William, ur. w 1842, Garth Wilkinson, ur. w 1845, Robertson, ur. w 1846, i Alice, ur. w 1848) Henry'ego Jamesa seniora i Mary Robertson Walsh. Dzięki fortunie dziadka rodzina nie znała problemów finansowych. Brat Henry'ego Jamesa, William James, został profesorem Uniwersytetu Harvarda i jednym z prekursorów pragmatyzmu. Istniała między nimi pewna rywalizacja, mimo że więzi, które ich łączyły, były bardzo silne. Po 5-letnim pobycie w Europie rodzina przeniosła się do Nowej Anglii, gdzie pozostała do końca wojny domowej. We wrześniu 1862, Henry zapisał się na wydział prawa Uniwersytetu Harvarda, który później porzucił, poświęcając się twórczości literackiej. Pierwszą swą nowelę opublikował w 1864 anonimowo. The Story of the Year, jego pierwsze podpisane opowiadanie, ukazało się w marcu 1865 w Atlantic Monthly. Od lutego 1869 do wiosny 1870 James podróżował po Europie, udając się najpierw do Anglii, później do Francji, Szwajcarii i Włoch. Po powrocie do Cambridge opublikował Watch And Ward (1871). W 1915, zawiedziony postawą USA wobec Wielkiej Wojny, przyjął obywatelstwo brytyjskie. Umarł kilka tygodni później, 28 lutego 1916 roku, po dwóch atakach serca. Twórczość Henry'ego Jamesa dzieli się na trzy okresy. W pierwszym skupiał się na Amerykanach (np. A Passionate Pilgrim, Daisy Miller czy Portret damy (The Portrait of a Lady)), w drugim opisywał angielskie społeczeństwo (np. powieść What Maisie Knew, gdzie przedstawił społeczeństwo ówczesnej Anglii z perspektywy dziecka), w trzecim pisał najbardziej złożone powieści (np. Ambasadorowie (The Ambassadors) o europejskim i amerykańskim społeczeństwie).
Zobacz stronę autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Co mówią kamienie Wenecji Ewa Bieńkowska
Co mówią kamienie Wenecji
Ewa Bieńkowska
To nie jest przewodnik po mieście, a jednocześnie jest przewodnikiem niezwykłym, bo podąża się wraz z autorką wąskimi, przetykanymi kanałami uliczkami Wenecji w poszukiwaniu miejsc, na które patrzeć należy bez pospiechu, porzuciwszy turystyczny pęd i cyfrowy świat zdjęć, relacji i rolek. Hałas cywilizacji znika – zostają milczące kamienie. To książka malarska, bogata w barwy, którymi wymalowane są słowa. Bo Ewa Bieńkowska pisze o weneckich twórcach z pasją, oddaje się czystemu podziwowi. Nie narzuca swojej opinii, nie wyznaje jedynej prawdy. Wpatruje się w twarze świętych i pozwala, by światło bijące z fresków i płócien spłynęło na ziemię. Chce, by cząstka boskości i talentu mistrzów wniknęła w nasze postrzeganie piękna, pozostawiła w nas trwały ślad. Należy uprzedzić, iż nie znajdziemy w „Kamieniach” reprodukcji – należy się zatem wysilić, poszperać, a reszta ułoży się sama. Prócz obfitych informacji o losach bohaterów „Kamieni” dostajemy w dłonie rzecz poetycko-erudycyjną, iście humanistyczny esej, kondensację najwspanialszych czasów i chwały miasta na lagunie. Jeśli napisałbym, że rzecz to uduchowiona, popełniłbym opiniodawczą gafę, jakąś niezręczność, ale trudno inaczej wyrazić mi zachwyt nad pracą Ewy Bieńkowskiej, a jednocześnie oddać w pełni jej styl i umiejętność pisania o sztuce najdelikatniejszej, o wrażeniach i emocjach, które „przyłapywały” ją podczas obcowania z pracami Tycjana, Canaletta, Veronese czy Tintoretta, odwiedzania miejsc, które ozdobili, zostawiając swój ślad na murach kościołów, pałaców i scuoli. Dramatyczne renesansowe oddanie Bogu i barokowe lśnienie, zespolenie klasycznych linii z natłokiem i nagromadzeniem przesytu. Fasady Palladia i Napoleon, który przebudowuje Plac Św. Marka. Budowa i niszczenie, wilgoć i żar lejący się z nieba. Wenecja i jej kamienie to nieustanny ruch, to drżenie, pobłyski słońca na powierzchni wody, złoto i biel zmącone solnymi bąblami, zawilgocone i ciemne zakamarki obok ogromnych sal zapełnionych olśniewającymi malunkami. Piękno w czystej postaci, feeria wrażeń skrajnych. Ot, Wenecja.
Marcin Masłowski - awatar Marcin Masłowski
ocenił na 7 1 rok temu
Paradiso Adam Szczuciński
Paradiso
Adam Szczuciński
Drugie po książce Ewy Bieńkowskiej wydawnictwo o podróżach do Wenecji, a raczej miłości do miasta, zachłyśnięciu się jego historią i sztuką. Różnica tkwi w tym, że Adam Szczuciński, przechadzając się zacienionymi i wąskimi uliczkami miasta, podąża za Josifem Brodskim, który spoczął na cmentarzu położonym na wyspie San Michele, podczas gdy Ewa Bieńkowska w "Co mówią kamienie Wenecji" zachwycała się plastyczną oprawą, sztukateriami i obwiedzionymi w ramy historiami, które powstały dzięki sile talentu i sprawnej dłoni trzymającej pędzel wraz malarską paletą. „Paradiso” to wymieszana z impresjami autora, ubrana w formę kilkudziesięciu esejów opowieść o poecie, nobliście i twórcy słynnego eseju „Znak wodny”. Historia drobnych zauważeń i mgnień, poetyckich i ulotnych, odblasków słońca na tafli wody, światła wpadającego do wnętrz opustoszałych kościołów, pozłoceń wypełniających barokowe sale i pałace, intensywności zieleni wylewającej się z weneckich ogrodów i patrzących na przechodniów kamiennych oczu posągów. Tłok w vaporetto. Wspomnienie Barysznikowa, Mysz i kot Josif. Zachwyty, wspomnienia, raje. Daleko „Paradiso” do przewodnika. Szczuciński zachęca do swobodnej kontemplacji, bardziej snucia marzeń o mieście, niż jego realnego odczuwania. Jest czas na Canale Grande i jest czas, by spojrzeć w nocne niebo. Jest pora na pospiesznie wypitą przy barze kawę i na wspomnienie poety, który zachwycił się widokiem i odnalazł w sobie przeczucie. To czas na spotkanie z wierszem, niespieszne zadumanie, wyciszenie, oddanie się mocy poezji i odurzającemu pięknu miasta na wodzie. Chodząc po Wenecji, pisze Szczuciński, rozmawia się z Brodskim. To on właśnie nazwał miasto ziemskim rajem, gdzie oddycha się powietrzem, którym "niepodobna się znudzić, szczególnie pod koniec”. Na koniec cytat, który był dla mnie czymś w rodzaju objawienia: „Każdy ma dwa miasta rodzinne. Jednym z nich jest Wenecja” (Sándor Márai).
Marcin Masłowski - awatar Marcin Masłowski
ocenił na 6 11 miesięcy temu
Księga gaju laurowego i inne eseje Béla Hamvas
Księga gaju laurowego i inne eseje
Béla Hamvas
Cudowna. Jak perła. Odkrycie. Niech zaświadczy jeden tylko fragment tego dzieła: „Najpóźniej zrozumiałem słowika. Każdego ptaka można pojąć jedynie metafizycznie, z przestrzeni, która przekracza człowieka. Stamtąd, skąd zrozumieli je Orfeusz i święty Franciszek. Ale do tego zrozumienia trzeba uczynić jeszcze jeden krok. Wiersze o słowikach Wordswortha, Shelleya czy Keatsa nie odpowiadają rzeczywistości. Kto nie zaznał pokoju, nie zdoła pojąć słowika. Dlatego młody człowiek może go tylko podziwiać. Dopiero kiedy namiętności się wypalą, kiedy już minie wiek radości i cierpienia, dopiero gdy człowiek nie chce już niczego od siebie i dla siebie i pogodzony składa głowę na dłoni Boga, dopiero gdy obudzi się w nim tęsknota ostatecznego powrotu do świata wolnego od „ja”, wówczas może usłyszeć, co i dlaczego śpiewa słowik. W jego pieśni nie ma ani bólu, ani cierpienia, nie ma bohaterskiej siły ani śmiechu, nie ma radości ani triumfu. Kiedy człowiek ma życie poza sobą i już niczego nie pragnie, a jedyne, co go jeszcze zajmuje, to oczekiwanie ostatecznego wezwania, wówczas spędza czas na modlitwie. Ta spokojna, cicha, pełna pokoju modlitwa oczekiwania to właśnie pieśń słowika, to pieśń męczeńska, kryształowo czyste oczekiwanie śmierci i tamtego świata–pożegnanie z przepiękną ziemią, z upojeniem, jakie przynosi słodkie życie, i prośba do niebios, by otwarły bramę” (Śpiew ptaków). Jakimi słowami opisać tę książkę? Że jest ona zapisem fenomenów „życia nie-agonistycznego”, będących efektem dobrowolnego wybrania „ogrodów i bibliotek” i odwrócenia się od „ambon i placów boju” (Złote dni)? A może: to opowieść przesycona życiem? I wdzięcznością? To wszystko prawda, ale nie do końca. Bo jeszcze trzeba by dodać: subtelna, mądrościowa, uważna, erudycyjna... I tak mnożyłbym prawdopodobnie w nieskończoność tę laudację, a że recenzja nie powinna być długa, to kończąc ją dodam tylko: dawno tak łapczywie nie chłonąłem kolejnej strony. I dlatego polecam serdecznie: Béla Hamvas, Księgę gaju laurowego i inne eseje.
Lemon - awatar Lemon
ocenił na 10 1 rok temu
Praga magiczna Angelo Maria Ripellino
Praga magiczna
Angelo Maria Ripellino
Rozwlekły esej włoskiego slawisty i miłośnika grodu nad Wełtawą. Pisany w latach siedemdziesiątych minionego stulecia, po zdławieniu praskiej wiosny, w trakcie komunistycznej „normalizacji” ekipy Husaka. Co ciekawe, Ripellino nie kryje swojego negatywnego stosunku do tej ekipy w sytuacji, gdy we Włoszech elity intelektualne w tym czasie były zdecydowanie prokomunistyczne. To duży plus. Należy jednak zaznaczyć, że książka posiada niesamowicie wysoki próg wejścia. Czytelnik powinien znać historię Czech i Pragi, lokalną literaturę oraz przede wszystkim … dzieła niemieckojęzycznych mieszkańców tego miasta. Tymczasem u progu I wojny światowej stanowili oni tylko 7,5% mieszkańców miasta, z czego 72% stanowiła ludność żydowskiego pochodzenia. No ale oczywiście w każdym zachodnim kraju wydano więcej tłumaczeń z niemieckiego niż z któregokolwiek z języków słowiańskich, więc są oni w „Pradze magicznej” nadreprezentowani. O ile w przypadku Kafki jest to zrozumiałe (aczkolwiek teza o znaczeniu jego praskości jest dyskusyjna), o tyle różni Weinerowie, Adlerowie, Meyrinkowie nie zasługują na przyćmienie braci Čapków czy Vladislava Vančury. Lepiej wygląda poezja, gdzie często są cytowani Vítězslav Nezval czy Jaroslav Seifert (późniejszy noblista). No i duży plus za streszczenie i omówienie „Labirynty świata” Jana Amosa Komensky’ego (nam pozostaje zazdrość, że w tym czasie nie mieliśmy równie dobrego pisarza). Nic nie wnosi cytowanie fragmentów lub omówień dzieł twórców w Polsce (i pewnie wszędzie poza Czechami i Niemcami jeśli chodzi o niemieckojęzycznych) nieznanych i nie tłumaczonych. Taki zwyczajny snobizm. Do najciekawszych rozdziałów należą te o Hašku i Szwejku i o klęsce pod Białą Górą. Najnudniejszy jest początek i poniekąd koniec. Ripellino lubi się powtarzać i przekazywać te same treści kilkukrotnie. Zajmuje się tylko tym, co go interesuje i imponuje mu. I okresami w dziejach i ludźmi oraz ich dziełami. Książka stanowi zbiór impresji i w zasadzie powinna być zatytułowana – „co w Pradze może zaciekawić przybysza zza żelaznej kurtyny”. Okazuje się, że zdecydowanie zbyt mało. Można powiedzieć, ze to, co ukazało się oryginalnie lub w tłumaczeniu po niemiecku, co jest bardzo smutne – chronologicznie są to Rudolf II, rabbi Löw i Golem, Josefuv, czyli praskie getto, Kafka i jego krąg, niemieckojęzyczni pisarze z Pragi, wizyta w Pradze Apolinaire’a oraz Hašek i Szwejk. I magia, czyli … to samo. Ani słowa o czeskim odrodzeniu narodowym, o dylematach z tym związanych (język, rewizja historii, antyniemieckość i antyaustriackość (jedna uwaga, że w odróżnieniu od Schulza i Rotha u Czechów nie ma tęsknoty za C.K. monarchią), panslawizm i rusofilia (widoczna np. u Haška), historia budowy Teatru Narodowego (Narodni Divadlo), Masaryk i przywiązanie do wartości demokratycznych, egalitaryzm, kultura ludowa, wspaniałą sztuka pierwszej połowy XX wieku od Muchy poprzez kubizm i rondokubizm do czeskich fotografów (wspomniana jest jedynie Toyen oraz krąg Devetsil) czy wreszcie praska wiosna, gdzie odwilż w polityce została zapoczątkowana odwilżą w kulturze (Kundera, Hrabal, Fuks w literaturze, Miloš Forman, Jaroslav Papoušek, Jiri Menzel, Jan Kadar i Elmar Klos, Juraj Herz i inni w filmie). Poza nieśmiertelnym autorem Szwejka i Seifertem oraz wyjątkowo Vančurą z tłumaczonych na polski autorów wspominani są Hrabal oraz Ladislav Fuks, a konkretnie jego znakomity „Palacz zwłok”. No i wstyd dla wydawnictwa i jego właściciela,znanego czechofila Mariusza Szczygła i redaktora książki, jeśli takowy był - autorka przekładu - Halina Kralowa - przetłumaczyła niemieckie słowo Moldau jako rzekę ... Mołdawę (nie ma takiej). Tymczasem Moldau to po niemiecku ... Wełtawa! Dobrze, że Czesi nie pisali o Genui - po czesku Janov - wówczas tłumaczka wraz z wydawcą wysłaliby czytelników do jakiegoś Janowa. Jednym słowem rzecz co najwyżej dobra, mocno zdezaktualizowana i niewiele wnosząca nowego dla czechofili. Lepiej czytać Piotra M. Majewskiego, Mariuszy Surosza i Szczygła (alfabetycznie), Petra Jokeša, a nawet (poza fragmentami autopromocyjnymi) Aleksandra Kaczorowskiego. No i przede wszystkim czeską literaturę. Dodatkowa gwiazdka za sprzeciw autora (wtedy we Włoszech był to akt odwagi) wobec komunistycznej normalizacji po zdławieniu praskiej wiosny. Przeczytane w ramach listopadowego wyzwania – książka z pomarańczową okładką (obejmującą kopułę kościoła św. Mikołaja na Malej Stranie).
Aguirre - awatar Aguirre
ocenił na 6 1 rok temu
Nieskończoność w papirusie. Fascynujące dzieje książki od czasów starożytnych Irene Vallejo
Nieskończoność w papirusie. Fascynujące dzieje książki od czasów starożytnych
Irene Vallejo
„Nieskończoność w papirusie” Irene Vallejo to fascynująca podróż przez dzieje książki – od pierwszych zapisów na papirusach po rozwój bibliotek i znaczenie tekstu w kulturze. Autorka opowiada o tym z pasją i lekkością, dzięki czemu nawet najbardziej historyczne czy filologiczne detale stają się przystępne i żywe. Już od pierwszych stron czuć, że to książka pisana z miłością do słowa i z ogromnym szacunkiem dla tradycji czytelniczej. Widać również, że Vallejo włożyła ogrom pracy w zgromadzenie materiałów. Ilość ciekawostek, kontekstów i anegdot jest imponująca a jednocześnie podana w sposób nienachalny. Autorka łączy fakty historyczne z refleksjami osobistymi, tworząc opowieść pełną erudycji ale nigdy napuszoną. To sprawia, że lektura angażuje i daje poczucie uczestnictwa w wielkiej przygodzie książki przez wieki. Niestety, w drugiej części książki tempo wyraźnie słabnie. Im bliżej końca tym trudniej utrzymać uwagę – jakby autorka nie do końca wiedziała jak domknąć tę monumentalną opowieść. Narracja staje się mniej dynamiczna a wątki zaczynają się powtarzać, przez co lektura momentami nuży. Szkoda, bo początek zapowiada dzieło równomiernie świetne aż do ostatniej strony. Mimo tego zastrzeżenia „Nieskończoność w papirusie” pozostaje pozycją godną uwagi. To książka o niezwykle ciekawym temacie, napisana z wyraźną pasją i zrozumieniem dla historii czytania. Styl Vallejo zasługuje na uznanie a jej umiejętność popularyzowania wiedzy robi duże wrażenie. Zdecydowanie warto po nią sięgnąć – szczególnie jeśli kocha się książki i chce się lepiej zrozumieć ich długą, niezwykłą drogę.
Queequeg - awatar Queequeg
ocenił na 7 4 miesiące temu
Kąpiel w stawie podczas deszczu George Saunders
Kąpiel w stawie podczas deszczu
George Saunders
Dlaczego w dobie przebodźcowania i literatury instant wciąż warto wracać do tytanów rosyjskiej prozy? Odpowiedź, jaką serwuje nam George Saunders w swojej wybitnej książce Kąpiel w stawie podczas deszczu, jest prosta, a jednocześnie ożywcza: ponieważ wielka literatura to najczystsza forma empatii, jaką wymyślił człowiek. Powieści Tołstoja, Czechowa czy Dostojewskiego nie tracą na aktualności, ponieważ nie zajmują się dekoracjami epoki, lecz niezmienną, krwistą i często bolesną naturą ludzkiego serca. To nie są zakurzone eksponaty z muzeum idei, ale precyzyjne mapy naszych własnych lęków, pragnień i moralnych potknięć, które Saunders odczytuje z rzetelnością chirurga i wrażliwością poety. Moja ocena 8/10 wynika z faktu, że autor dokonał rzeczy niemal niemożliwej – zamienił akademicki wykład w porywającą przygodę intelektualną. Saunders wychodzi z założenia, że powieści o czytaniu klasyków są jednocześnie lekcjami czytania świata, rozumienia innych ludzi i odkrywania samych siebie. Książka ta stała się fenomenem czytelniczym właśnie dlatego, że zdejmuje literaturę piękną z piedestału, czyniąc ją dostępną dla każdego. Sięgają po nią nie tylko ci, którzy nie mają szansy wziąć udziału w elitarnych zajęciach pisarskich prowadzonych przez Saundersa na uniwersytecie Syracuse, ale wszyscy, którzy czują, że współczesna komunikacja staje się zbyt powierzchowna. Największym plusem tej publikacji jest jej struktura. Saunders bierze siedem rosyjskich opowiadań i analizuje je niemal zdanie po zdaniu, pytając: „Dlaczego to działa?”. Jego język jest mięsisty i niezwykle obrazowy; autor nie boi się kolokwializmów, humoru i bardzo osobistych wtrętów. Wysoka nota należy się za brak pruderii w rozkładaniu na czynniki pierwsze błędów wielkich mistrzów oraz zero litości dla czytelnika, którego Saunders zmusza do aktywnego współtworzenia tekstu. Trawestując proces twórczy: czytanie według Saundersa to nie konsumpcja, to raczej wspólna „kąpiel w stawie podczas deszczu” – doświadczenie sensualne, odświeżające i pozwalające poczuć, że pod powierzchnią każdego zdania tętni prawdziwe życie. Nieliczne minusy wynikają z momentami zbyt silnego skupienia na technice pisarskiej, co może być wyzwaniem dla osób szukających jedynie czystej interpretacji filozoficznej. Jednak nawet te techniczne fragmenty Saunders podaje w sosie genialnej narracji, która udowadnia, że dobra opowieść ma moc zmieniania naszej percepcji rzeczywistości. Podsumowując, Kąpiel w stawie podczas deszczu to literackie rekolekcje. Saunders przypomina nam, że klasyka to nie obowiązek, lecz przywilej obcowania z umysłami, które potrafiły zajrzeć w otchłań i wrócić z niej z opowieścią. To książka mądra, pokorna i szalenie inspirująca, która sprawia, że po jej lekturze każde kolejne opowiadanie będziemy czytać z dziesięciokrotnie większą uwagą. George Saunders stworzył pomost między XIX-wieczną Rosją a współczesnością, pokazując, że w kwestii tego, co w nas ludzkie, czas praktycznie stoi w miejscu.
Muminka - awatar Muminka
oceniła na 8 1 miesiąc temu
Na ramionach olbrzymów Umberto Eco
Na ramionach olbrzymów
Umberto Eco
Zazdrość to uczucie niegodne podobno. Ale co mam zrobić, skoro zazdrość mnie zżera za każdym razem, gdy sięgam po książkę Umberto Eco? A czegóż zazdroszczę (celowo nie piszę nowomodnie „zazdraszczam”, mrugając okiem, że tak naprawdę to nie ma czego) temu zażywnemu włoskiemu brodaczowi? On co prawda opuścił już ten ponury padół pełen paradoksów, ale pozostawił po sobie na tyle bogaty i znaczący dorobek, że wystarczy go jeszcze na wiele, wiele czytelniczych lat, być może aż do nadejścia kolejnych od kilkunastu setek lat wieków średnich, bo jak ewidentnie widać – historia wcale się nie skończyła, ale skutecznie zawraca, co dobrego świadectwa ludzkości jednakowoż nie wystawia. Gdyby można było bez obciachu posłużyć się językiem patetycznym, rzekłbym, że czytanie Eco ubogaca. A na pewno inspiruje. Człowiek staje się w trakcie lektury mądrzejszy, lepszy, wartościowszy. Oczywiście, jest to jedynie efekt wspinania się po ramionach olbrzyma, ale lepsze to, niż pełzanie w błocie. Odpowiadam zatem – zazdroszczę mu mądrości. Tyle i tylko tyle. Zebrane w jednym tomie wykłady, które powstawały w ciągu pierwszych piętnastu lat XXI wieku, poświęcone przeróżnym, ale zawsze ważkim tematom, bardzo często stanowią odzwierciedlenie aktualnych zainteresowań autora. Bo jest i taki poświęcony pięknu, i taki poświęcony brzydocie, żeby wspomnieć o dwóch tylko najbardziej ewidentnych przykładach. W każdym jednak momencie ma się poczucie obcowania z Humanistyką - użyłem wielkiej litery wcale nie dlatego, że mi się caps lock zaciął. Umberto Eco wielkim humanistą był i jest to prawda niepodważalna, aksjomat w zasadzie. W dodatku nienadętym, niesztywnym. Typ rzadki – akademik z poczuciem humoru. Ale to chyba przejaw pychy, recenzować Olbrzyma. Dla mnie w każdym razie to wielka radość, móc czytać książki Eco znów i znów (bo nowe wszak już nie powstaną, niestety). I jest to radość otwarta, niezachłanna i nieegoistyczna, bo niezwykle chętnie dzielę się nią z innymi. Czyli lekturze towarzyszą uczucia ambiwalentne, ale szczere. Czytajmy zatem Eco na wiosnę, czytajmy na okrągło, bo razem z nim wzniesiemy się wyżej i znacznie więcej ujrzymy. I może jednak jakimś cudem uda się odwrócić bieg historii nie powrócić do wieków ciemnych.
PiotrEŚ - awatar PiotrEŚ
ocenił na 8 1 rok temu
Syrakuzańskie Jarosław Mikołajewski
Syrakuzańskie
Jarosław Mikołajewski
„Syrakuzańskie” Jarosława Mikołajewskiego to esej gęsty od znaczeń, a jednocześnie prowadzony z charakterystyczną dla autora uważnością i spokojem. Syrakuzy nie są tu opisywane jako miejsce do zwiedzania, lecz jako przestrzeń nawarstwień — historii, pamięci i obecności tych, którzy byli tu wcześniej. Jednym z mocnych punktów tekstu jest spotkanie z obrazem "Pogrzeb św. Łucji" Caravaggia. Mikołajewski nie traktuje go wyłącznie jako arcydzieła, lecz czyta przez pryzmat biografii malarza: ucieczek, przemocy, życia na marginesie. Obraz staje się świadectwem ciemności, ale też skupienia — czymś więcej niż ikoną, raczej śladem egzystencjalnego napięcia. Autor prowadzi czytelnika przez Ortygię (Otrigię), zatrzymuje się przy Źródle Aretuzy, przywołuje Archimedesa, pamięć Greków i Żydów — dawnych mieszkańców miasta, których obecność nie znika, lecz trwa w krajobrazie i nazwach, śledzi też z troską lądowanie w porcie przybyszów z Afryki i emocje Sycylijczyków z tym związane. Syrakuzy jawią się jako miejsce, gdzie przeszłość nie jest zamknięta w muzeum, lecz stale wchodzi w dialog z teraźniejszością. W tle pojawiają się też dyskretne literackie odniesienia — Jarosława Iwaszkiewicza, Wisławy Szymborskiej — nie jako cytaty dla ozdoby, lecz jako punkty rezonansu, pomagające uchwycić sens miejsca i doświadczenia. To esej pisany bez pośpiechu, z dużą kulturą myślenia i języka. „Syrakuzańskie” to jeden z tych tekstów Mikołajewskiego, które wysoko się ceni — za klarowność, za brak retorycznego nadmiaru, za umiejętność łączenia historii, sztuki i osobistej refleksji. Esej, który pokazuje, jak czytać miasto, nie próbując go posiąść.
Voldemort - awatar Voldemort
ocenił na 9 2 miesiące temu
Na ziemi Izraela Amos Oz
Na ziemi Izraela
Amos Oz
Na ziemi Izraela Autor: Amos Oz Moja ocena: ★★★★★★★★★☆ (9/10) „Na ziemi Izraela” to wyjątkowa i niezwykle wartościowa publikacja, w której Amos Oz podejmuje próbę opisania izraelskiej rzeczywistości w sposób daleki od uproszczeń i publicystycznych skrótów myślowych. Autor oddaje głos ludziom reprezentującym bardzo różne środowiska, poglądy i doświadczenia, dzięki czemu czytelnik otrzymuje wielowymiarowy obraz kraju naznaczonego konfliktem, historią i sprzecznościami. Siłą tej książki jest perspektywa — spokojna, refleksyjna i empatyczna. Oz nie moralizuje, nie narzuca interpretacji, lecz uważnie słucha i pozwala bohaterom mówić własnym głosem. To właśnie ta optyka, często niezrozumiała lub upraszczana w zachodnim dyskursie, czyni lekturę tak cenną. Autor pokazuje Izrael jako przestrzeń napięć, kompromisów i codziennych wyborów, a nie jedynie jako symbol konfliktu politycznego. Język książki jest klarowny, oszczędny i bardzo precyzyjny, co dodatkowo wzmacnia przekaz. Każdy rozdział wnosi coś istotnego i skłania do refleksji nad tożsamością, historią oraz trudnym procesem współistnienia różnych narracji w jednym państwie. To lektura wymagająca uważności, ale jednocześnie niezwykle satysfakcjonująca intelektualnie. „Na ziemi Izraela” to książka zdecydowanie warta przeczytania — szczególnie dla osób, które chcą zrozumieć Bliski Wschód nie przez pryzmat nagłówków, lecz ludzkich historii i rozmów. Jedna z tych publikacji, które zostają z czytelnikiem na długo po zakończeniu lektury. 📖 12:48 · 27.12.2025 · 117/2025
Paweł - awatar Paweł
ocenił na 9 3 miesiące temu

Cytaty z książki Godziny włoskie

Bądź pierwszy

Dodaj cytat z książki Godziny włoskie