Słowiańscy królowie Lechii. Polska starożytna

Okładka książki Słowiańscy królowie Lechii. Polska starożytna
Janusz Bieszk Wydawnictwo: Bellona fantasy, science fiction
250 str. 4 godz. 10 min.
Kategoria:
fantasy, science fiction
Format:
papier
Data wydania:
2015-08-20
Data 1. wyd. pol.:
2015-08-20
Liczba stron:
250
Czas czytania
4 godz. 10 min.
Język:
polski
ISBN:
9788311138759
Średnia ocen

                3,9 3,9 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Słowiańscy królowie Lechii. Polska starożytna w ulubionej księgarni i

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów), „Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oceny książki Słowiańscy królowie Lechii. Polska starożytna

Średnia ocen
3,9 / 10
222 ocen
Twoja ocena
0 / 10

Opinia

avatar
551
551

Na półkach:

Czytając tą książkę można poczuć pasję autora do historii praprzodków czyli Słowian. Książka jedyna w swoim rodzaju nie pisana pod publiczkę a z miłości do własnych praojców i pramatek. Na pewno sięgnę jeszcze po inne książki tego autora bo warto znać historię swego pochodzenia nawet tą najdalszą.

Czytając tą książkę można poczuć pasję autora do historii praprzodków czyli Słowian. Książka jedyna w swoim rodzaju nie pisana pod publiczkę a z miłości do własnych praojców i pramatek. Na pewno sięgnę jeszcze po inne książki tego autora bo warto znać historię swego pochodzenia nawet tą najdalszą.

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

469 użytkowników ma tytuł Słowiańscy królowie Lechii. Polska starożytna na półkach głównych
  • 266
  • 193
  • 10
131 użytkowników ma tytuł Słowiańscy królowie Lechii. Polska starożytna na półkach dodatkowych
  • 106
  • 13
  • 3
  • 3
  • 2
  • 2
  • 2

Tagi i tematy do książki Słowiańscy królowie Lechii. Polska starożytna

Inne książki autora

Janusz Bieszk
Janusz Bieszk
Janusz Bieszk - polski ekonomista, który w dorobku ma zarówno książki z gatunku fikcji literackiej, na temat alternatywnych koncepcji dziejów, jak "Cywilizacje kosmiczne na Ziemi" czy cykl publikacji o tzw. imperium Lechitów, jak i popularną monografię "Zamki Państwa Krzyżackiego w Polsce", kóra może posłużyć zarówno jako skarbnica wiedzy w formie leksykonu, jak i stanowić tradycyjny przewodnik. .
Zobacz stronę autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Legenda wikingów. Opowieści o Ragnarze Lodbroku, jego żonach i synach Artur Szrejter
Legenda wikingów. Opowieści o Ragnarze Lodbroku, jego żonach i synach
Artur Szrejter
Dekadę temu całkiem niezłą popularnością cieszył się serial telewizyjny „Wikingowie” autorstwa Michaela Hirsta, którego głównym bohaterem przez większość sezonów był legendarny Ragnar Lodbrok brawurowo zagrany przez Travisa Fimmela. Serial, co prawda nie cieszył się aż tak dużą sławą jak „Gra o Tron” od HBO, ale i tak zdobył serca ludzi na całym świecie oraz rozbudził wśród nich fascynację nieustraszonymi wojownikami z mroźnej północy. Również ja zaliczam się do grona jego fanów, aczkolwiek jestem zdania, że najlepsze sezony tego serialu to drugi i trzeci. Niestety w późniejszych odsłonach mieliśmy do czynienia z powolnym spadkiem jakości z okazjonalnymi momentami kiedy poziom serialu to wzrastał to znowu malał. Jednak uczciwie trzeba przyznać, że jego zakończenie i tak było dużo lepsze od wyżej przytoczonej "Gry o Tron" (chociaż poprzeczka była akurat wyjątkowo nisko). Głównym bohaterem omawianej pozycji również jest legendarny Ragnar Lodbrok, a także jego żony i liczni synowie. Napisana została przez Artura Szrejtera, czyli jednego z najlepszych specjalistów w naszym kraju jeśli chodzi o tematykę dotyczącą ludów germańskich i ich mitologii. Autor przyznaje w dedykacji, że do stworzenia tej książki namówiła go żona po obejrzeniu kilku sezonów serialu „Wikingowie” i zaintrygowana tym, na ile serialowy bohater jest podobny do postaci o której mówią różne legendarne podania i sagi, a także poematy skaldów, czy kroniki historyczne. Pozycja ta jest według mnie niezwykle cenna i wartościowa, ponieważ opiera się na dwóch najważniejszych zachowanych źródłach, w których przekazana została historia życia i czynów Ragnara Lodbroka, a także jego pięknych żon i walecznych synów. Są to następująco: islandzka „Saga o Ragnarze Lodbroku” z XIII wieku i historia opisana w IX księdze kroniki Saxona Grammaticusa „Gesta Danorum”. Po przeczytaniu tej książki niektóre osoby do tej pory znające Ragnara tylko z serialu mogą być mocno zaskoczone tym jak bardzo Hirst przekształcił podania dotyczące Lodbroka i bardzo często nie wykorzystywał historii zawartych w tych dwóch najważniejszych źródłach naszej wiedzy o tym skandynawskim herosie podczas tworzenia scenariuszy do kolejnych odcinków. Szrejter nie stworzył jednak dzieła naukowego, ale dwie fabularyzowane opowieści, które nazwał "Sagą z Noregu" i "Opowieścią z Danmörku". Bardzo ciekawe jest porównanie ze sobą tych dwóch historii, ponieważ posiadają one wiele punktów wspólnych, ale także bardzo się od siebie różnią. Głównie dotyczy to nie tylko liczby żon i synów Ragnara (czasami dany potomek ma także inną matkę w zależności od tego, którą opowieść czytamy), ale także jego dokonań jako Wikinga, przykładowo krain, które zdobył lub złupił. Artur Szrejter przy opracowaniu tej pozycji wykonał niesamowitą pracę, ponieważ przedstawił wszystkie wydarzenia o których mowa w materiałach źródłowych bez zniekształceń i w formie opowieści starego człowieka, który w zamian za strawę i nocleg odpłaca się gospodarzom ciekawymi klechdami. W kilku fragmentach tekstu, gdzie materiały źródłowe były zbyt mocno niejasne lub zagmatwane, autor dodał od siebie kilka wyjaśnień dzięki czemu mamy do czynienia ze spójnymi i zrozumiałymi historiami. Co ciekawe opowiadania te bardziej od podań mitycznych i legendarnych swoją formą przypominają raczej baśnie o czym autor przyznaje we wstępie. Dla niektórych taka forma może się wydać mało atrakcyjna i ciekawa, ponieważ brakuje w niej skomplikowanych portretów psychologicznych a także wyrafinowanych intryg. Jednakże mnie taki styl odpowiada, ponieważ dzięki niemu mogłem się przez chwilę poczuć jakbym nie był człowiekiem z XXI wieku, ale średniowiecznym Skandynawem, który podczas długich i mroźnych zimowych wieczorów z przejęciem słucha opowieści starego bajarza o dawnych pogańskich czasach. Kolejną dużą zaletą tej pozycji jest to, że Artur Szrejter nie kaleczy oryginalnych tekstów i zachował także fragmenty wyjątkowo niezrozumiałe dla nas -współczesnych ludzi (co ciekawe były one już niezrozumiałe dla średniowiecznych chrześcijan). Momentami serio można aż wytrzeszczyć oczy ze zdumienia, kiedy na przykład dowiadujemy się, że wśród twardych wojowników północy, którzy nie bali się wojen i śmierci w bitwie, popłoch potrafiła wywołać rycząca na nich święta krowa!!! Niesamowite jak mentalność pogańskich Skandynawów i ich postrzeganie świata w pewnych przypadkach różni się tak diametralnie od tego, do czego współcześni ludzie są przyzwyczajeni. Kończąc tę recenzję przyznam się jeszcze, że na przestrzeni ostatnich siedmiu lat jest to już trzeci raz kiedy przeczytałem tę książkę i nadal jestem z niej bardzo zadowolony. Zawsze wracam do niej z ogromną przyjemnością. Uważam, że jest to pozycja obowiązkowa dla wszystkich fanów i fanek Ragnara Lodbroka, miłośników i miłośniczek serialu "Wikingowie", a także osób uwielbiających wszystko, co wiąże się z nieustraszonymi wczesnośredniowiecznymi wojownikami z półwyspu skandynawskiego.
Mahtias TheMightyLibrarian - awatar Mahtias TheMightyLibrarian
ocenił na 9 2 miesiące temu
Stałe warianty gry Grzegorz Braun
Stałe warianty gry
Grzegorz Braun
Szczęść Boże! Wstyd przyznać, ale grube książki (650 stron) potrafią mnie zniechęcić nawet do tytułów, które koniec końców bardzo chcę znać. Nie chodzi tylko o to, że gruba książka jakoś od razu kojarzy się z męczącym czytaniem, ale samo noszenie ją przy sobie potrafi być niewygodne i uciążliwe. Jednak przy „Stałych wariantach gry" Grzegorza Brauna, o tej niewygodzie można szybko zapomnieć, bowiem lektura jest wciągająca, a jej specyficzny charakter — zbiór wcześniej opublikowanych tekstów w formie a to wywiadów, a to felietonów, czy nawet krótszych komentarzy — idealnie burzy monotonię. Każdy kto zna pana Grzegorza Brauna z krasomówczych wystąpień w mediach, powinien wiedzieć, że jego myśli czyta się lepiej na papierze — zresztą zauważyłem to na przykładzie innych autorów, takich jak Bronisław Wildstein, Stanisław Michalkiewicz albo Rafał Ziemkiewicz — mimo wszystko, lepiej się ich czyta, niż ogląda albo słucha. W ogóle tekst pisany ma tę moc, że trafia do nas dosadniej, a poza tym szybko możemy do niego wrócić. Właśnie przy tej książce złamałem swoją zasadę niemazania ołówkiem po tekście. Jest tu tak wiele linijek, akapitów, a nawet całych stron i rozdziałów, które chciałbym znać na pamięć — jednocześnie zazdroszcząc autorowi umiejętności wyrażania swoich myśli w tak kolorowy sposób — że ostatecznie pomazałem całą książkę ołówkiem. Mam ostatnio szczęście do książek. Wybieram tak dobre, że bardziej niż o czytaniu ich, mogę mówić o delektowaniu się nimi. Krótkie rozdziały, ich urozmaicony styl, tylko pomagały mi w czytaniu całości na raty ale systematycznie, przez co całość skończyłem relatywnie szybko. Po zakończeniu miałem wrażenie, że to mogłaby być lektura na każdy tydzień. W sumie taka książka mogłaby się nie kończyć, bowiem każdy rozdział czegoś uczy, a większość lub wszystkie mówią o rzeczach, które ostatecznie wpisują się w tytułowe "stałe warianty gry", czyli zazwyczaj te same sztuczki ogólnie pojętego systemu, który zazwyczaj trzyma nas za przysłowiową mordę oraz mocarstw, które rządzą nami naprzemiennie od setek lat. Jak to z Grzegorzem Braunem bywa, czasem straszy nas niepotrzebnie, czasem prorokuje na zapas i nie trafia, ale jak sam się tu w książce usprawiedliwia — nie chodzi o zakłady, czyja przepowiednia się spełni, bo nigdy się nie przewidzi wszystkiego, jako że zmiennych jest zbyt wiele, ale o świadomość Polaków na temat zagrożeń, których zazwyczaj mogą nie zauważać. Te zagrożenia autor podkreśla przytaczając wydarzenia minione i dowodzi ich analogii z sytuacją teraźniejszą. Są to według mnie wspaniałe porównania. Ta trafność i moc owych analogii jest wynikiem stosowania prostych (chyba katolickich) zasad opisywania prawdy jako prawdy, a nie tylko punktu widzenia. Innymi słowy — "Niech wasza mowa będzie: Tak, tak; nie, nie. A co nadto jest, od Złego pochodzi". Właśnie to powoduje, że nieraz zatrzymywałem się i podkreślałem całe zdania i akapity, bo nasłuchawszy się przez lata medialnych bredni, gdzieś tam nawet niechcący przyswoiwszy sobie niektóre z nich niczym jakieś naukowe albo religijne dogmaty, byłem zszokowany prostym, jakby czarno-białym sformułowaniem, trafnym porównaniem, zmuszającym mnie do wybrania zła lub dobra — no bo niczego pomiędzy jednak nie ma. W takich autorach cenię sobie przede wszystkim szacunek do inteligencji czytelnika. Nie interesują mnie rzeczy, które starają się być na niskim poziomie, aby dopasować się do poziomu percepcji czytelnika, albo ze względu na ułomności samego autora, inne być po prostu nie mogą. Dobrze, zdarza mi się przeczytać i posiadać książki o bardziej felietonowym charakterze, polemicznym, które nieraz dopasowane są miejscami do niskiego poziomu pyskówek z wrogami patriotów, ale na dłuższą metę, to jest męczące, bo niczego się przy tym człowiek nie uczy. Dostaje co najwyżej chwilę ulgi, kiedy ktoś wykrzyczy się i wypluje za niego. Długie, złożone zdania Grzegorza Brauna zmuszają do skupienia, a jego bogate słownictwo mocno uprzyjemnia lekturę. Wierzę, że czytanie dobrze napisanych książek uczy nas samych wysławiania się. Mamy więc przyjemne z pożytecznym. Już to kiedyś napisałem przy okazji recenzji innej książki pana Grzegorza, w przeciwieństwie do innych — jak na przykład Wojciecha Cejrowskiego, który twierdzi, że taki człowiek jak Grzegorz Braun, który tak dobrze mówi i się nie zacina, albo jest geniuszem, albo wariatem — uważam, że to nie Grzegorz Braun jest jakimś geniuszem, tylko nasza klasa polityczna (także ludzie kultury) tak bardzo się zdegenerowała, że jak w komedii science-fiction pt. "Idiocracy", przeciętnie inteligentnego człowieka z przeszłości może uznać za geniusza albo ostatecznie za wariata i wydać na niego wyrok śmierci ze względu na brak zrozumienia jego słów. Miałem jeszcze zacytować jeden albo kilka akapitów z książki, ale wertując strony, widzę że pozaznaczałem tego tak wiele, że nie jestem w stanie wybrać rozsądnej ilości, która byłaby reprezentatywna. Niedowiarkom radzę otworzyć książkę albo e-booka na którejkolwiek stronie i prawie na pewno trafią na któryś z moim ulubionych momentów.
Michał Krzycki - awatar Michał Krzycki
ocenił na 8 4 lata temu
Złowrogi cień Marszałka Rafał Ziemkiewicz
Złowrogi cień Marszałka
Rafał Ziemkiewicz
Bohater? Zdrajca? Twórca kultu? Terrorysta z placu grzybowskiego? Zamachowiec? Socjalista? Zdolny by poświęcić wszystko? To fascynujące i zatrważające, że tak wiele różnych postaci kryje się w jednej osobie Większość dyktatorów ma tak jaskrawe cechy, że ludzie intuicyjnie wiedzą, z jaką osobą mają do czynienia. W przypadku Piłsudskiego nawet zamach stanu, był zamachem w jakiejś części iluzorycznym, zamachem po władzę, by tej władzy nie przejąć. Uratować Polskę, by jej nie uchronić przed potworem własnej partii. Wykorzystać socjalizm, by go porzucić na przystanku niepodległość. Czy my nie potrafimy inaczej? Czy Piłsudski to my? My piłsudczycy? Maurycy Mochnacki "W Polsce nigdy nic się nie kończy, ani nie zaczyna do końca" Czy Piłsudskiego trawiły wyrzuty sumienia, gdy wykonywał akcje sabotażowe? Czy martwił się o rodzinę? O dzieci? O kochankę? Czy widział w siebie konwertytę? Czy analizował swoje działanie przez pryzmat literatury ukochanego Słowackiego? Czy "wybrał zamiast domu gniazdo na skałach orła" Beniowskiego? Czy uważał się w jakiejś części za Króla-Ducha? Czy my Polacy musimy budować zawsze wewnętrzne kręgi? Swoiste kapliczki wpływów? Rozgrywać jeden krąg na drugi, tylko by je balansować? Czy my musimy kochać pieniądze i je jednocześnie nienawidzić? Czy nie możemy ich po prostu zarabiać, wydawać, oszczędzać i inwestować? Czemu ojcem narodu jest abnegat, którego partia była jedną wielką machiną korupcyjną, ale który sam musiał dorabiać w swojej, notabene podarowanej. willi w Sulejówku hodujac jedwabniki? Czy podpisując dekret na miliony samemu żyje się o herbacie i tytoniu? Czemu będąc Polakiem trzeba tworzyć mity? Czemu trzeba mieć swój mit grupy znajomych, grupy w szkole, grupy trzymającej władzę, w końcu mit legionu? Nawet legiony nie były jego, a ich twórcy zostali zapomniani, sam ich zapomniałem. Moja wiedza militarna jest znikoma. Nie wiedziałem, że praktyczny brak lotnictwa w WW2 był efektem niechęci marszałka do samego lotnictwa. Poza tym było ono rozwijane przez wroga Zagórskiego (oczywiście zamordowanego). Rozwadowski obrońca rządu w 1926 był twórcą skutecznej strategii artyleryjskiej w 1915 roku, która pozwoliła Niemcom wygrać wojnę w 1939r. Ponoć po jego śmierci sanatorzy wywoływali duchy i zjawa która się pojawiła miała wyzwać od najgorszych Rydza, według świadków wydarzenia było to najlepsze potwierdzenie sukcesu seansu.
TytkaNaKsiazki - awatar TytkaNaKsiazki
ocenił na 8 8 miesięcy temu
Życie polskie w dawnych wiekach Władysław Łoziński
Życie polskie w dawnych wiekach
Władysław Łoziński
Praca polskiego historyka i popularyzatora historii sprzed ponad stu lat. Stąd błędny tytuł,nie zapowiadający tak naprawdę zawartości. Jest to bowiem de facto życie magnaterii i bogatej szlachty w dawnych wiekach. Ledwie parę zdań jest poświęcone szlachcie zaściankowej (zagrodowej), czyli większości tej grupy społecznej, o czym autor wspomina wprost, ale dzisiaj się zapomina. Podkreśla też, że ci szaraczkowie tym się różnili od chłopów, że byli wolni od pańszczyzny i poddaństwa, ale żyli równie biednie. Ale nie chce się nimi zajmować. Wynika to z dostępności źródeł w czasach autora, wspominanych w tekście. A te traktowały niemal wyłącznie o magnaterii (późniejszej arystokracji) i bogatej szlachcie. Było to wspomnienia, opisy podróży, listy osób z tych sfer lub kontaktujących się z ludźmi wyłącznie z tych sfer. Podział na rozdziały – zamki i pałace, dwory i dworki, ubiory i splendory oraz dom i świat pokazuje, na czym koncentrował się Władysław Łoziński. Otóż jest to oficjalne życie tych warstw najbogatszych i jednocześnie najlepiej wykształconych. Dotyczy to zatem śladów materialnych mody- oficjalnej, a nie codziennej oraz stylu życia i obyczajów. Widać, jak magnaci szastali pieniędzmi i po kom dzisiejsi mieszkańcy wsi i małych miasteczek odziedziczyli afekt do wesel z setkami gości. A nasza bogata szlachta i magnateria uwielbiała wydatki na takie imprezy, ale również na efektowne pogrzeby i stypy. Bardzo ciekawe są też spostrzeżenia na temat jadła i napojów, ich przygotowywania, mody oraz kosztów wytworzenia i podania. I znowu zastaw się, a postaw się. Ciekawa pozycja, napisana archaiczną, ale bardzo ładną polszczyzną, pokazująca jak żyła najbogatsza część społeczeństwa Rzeczpospolitej Obojga Narodów (szlacheckiej).
Aguirre - awatar Aguirre
ocenił na 6 7 miesięcy temu
Tajemnice Historii #4 Piraci z Karaibów Henryk Mąka
Tajemnice Historii #4 Piraci z Karaibów
Henryk Mąka
Książka była naprawdę ciekawa i zawiera wiele interesujących faktów na temat piractwa, ale jej wydanie jest po prostu koszmarne. Zdaje się, jakby książka w ogóle nie przeszła redakcji, a już tym bardziej korekty. Rozumiem, że zdarza się przeoczyć przecinek czy dwa, nie czepiałabym się kilku takich niedopatrzeń, bo nie istnieją książki "czyste", ale ilość błędów interpunkcyjnych i zdań, w których po prostu coś "nie gra", jest porażająca. Brakowało przecinków w miejscach, które są naprawdę podstawową znajomością polskiej interpunkcji. Ale dość o tym. Samą treść książki oceniam dobrze. Uważam, że na początek przygody z tą tematyką nadaje się doskonale. Bardzo zależało mi na tym, żeby zagłębić się trochę w ten temat, ale też bez rzucania na głęboką wodę i przytłaczającej ilości suchych faktów. Dokładnie to dostałam. Sam styl pisania (pomijając błędy) jest naprawdę przyjemny. Co prawda w paru miejscach wydawało mi się, że można by temat troszkę rozwinąć albo wręcz przeciwnie, skrócić (przede wszystkim segment o odkryciu Ameryki, który jest według mnie za długi), ale moje ogólne wrażenie o ilości faktów jest pozytywne. Nie podobał mi się tylko rozdział o współczesnym piractwie, ale to moja osobista preferencja, bo po prostu mnie to nie interesuje. Jednak jeśli ktoś jest zainteresowany tym, jak piractwo ma się w naszych czasach, to znajdzie tutaj dość długą odpowiedź. Podsumowując, uważam, że książkę warto było przeczytać. Jeśli kogoś ten temat interesuje i chce się wdrożyć, to jak najbardziej ,,Piraci z Karaibów" nadadzą się doskonale. Tylko trzeba jakoś opanować sztukę czytania z zamkniętymi oczami, żeby nie widzieć błędów (może audiobook, ktoś coś??).
zwiadoFFczyni - awatar zwiadoFFczyni
ocenił na 6 8 miesięcy temu
Zapomniane narody Europy Jerzy Strzelczyk
Zapomniane narody Europy
Jerzy Strzelczyk
Zapomniane Lisioły Europy . W historii Europy i świata nie brakuje narodów, a właściwie ludów, które odcisnęły swoje piętno, po czym zniknęły, pozostawiając po sobie ledwie garść informacji oraz popiołów. Autor Jerzy Strzelczyk podjął się w książce „Zapomniane narody Europy” opowiedzenia 10 takich historii. W ten sposób czytelnik ma okazje poznać: Wenetów, Swebów, Alanów, Piktów, Longobardów, Wiślan, Chazarów, Obodrzytów, Jaćwięgów oraz Drzewian Połabskich. . I tak Lisioł leżakował na rzymskiej sofie z winogronami w łapce, piszcząc: *Tacycie, którzy barbarzyńcy się lepsi?* I wtedy mądry rzymski historyk odpowiedział „Peucynowie są lepsi, ale Wenedowie również nie najgorsi, nie to, co Fennanie”, po czym wtrąca się Ptolemeusz ze stwierdzeniem „Nie ma jak wielkie ludy Sarmacji” i w tym momencie Lisioł już tyłem wycofuje się w stronę Piktów. Futrzak musi przyznać, że budowanie mostów nie było mocną stronę tego ludu – *Lisioł patrzy na most zrobiony z ciał martwych Piktów*. Widać król Northumbrii koniecznie nie chciał zamoczyć sobie butów w rzece na swojej angielskiej wyprawie karnej w 672 roku. . Chodzenie za Longobardami może się skończyć odciskami na łapkach. Potrafili pozostawać w ruchu przez całe stulecie. Cóż jedni dużo chodzą, inni więcej podbijają – dlatego lepiej nie wpadać pod Chazarów. Ci to nawet w Bizancjum potrafili wywołać ból głowy. Niełatwo jest też być władcą Chazarów. 40 lat panowania i ani jeden dzień dłużej. Dlaczego? Otóż osąd takiego władcy jest już zmącony, dlatego należy go zabić, ewentualnie odsunąć od stanowiska, w zależności od decyzji rodziny. . Książka jest pisana językiem akademickim i ma już swoje lata, co trzeba wziąć pod uwagę. Informacje w niej zawarte są wciąż niezwykle interesujące, ale nie jest to najnowszy stan badań. Trzeba jednak przyznać, że autor analizuje każdą znaną sobie wzmiankę o danym ludzie, po czym stara się na tym zbudować realny obraz, podkreślając np. animozje strony opisującej. W końcu historię piszą zwycięzcy, a zwycięzcy w tamtych czasach rzadko byli porządni.
Lisiołczyta - awatar Lisiołczyta
oceniła na 6 11 miesięcy temu
Hubal Jacek Komuda
Hubal
Jacek Komuda
Mam lekko mieszane uczucia co do te ksiazki. Podzielę ją na dwie części. Sama książka: grubas. 750 stron i w większości ściana tekstu. Czyta się płynnie, ale miejscami monotonnie. Idą, śpią, warta, niemcy, nocleg. Idą, śpią, warta, wódka, karty, niemcy. Nadaje to klimatu i czujesz obławę na Majora i wyczekiwanie wiosny ale tak ciutkę tego za dużo. Spokojnie 100 stron możnaby uciąć bo nie wnoszą nic szczególnego. Hubal: no i tu mam największy zgryz. Z jednej strony bohater, bo nie poddał się w miejscu gdzie poddali się wszyscy. Od początku wiadomo, że jego próba jest wręcz absurdalna i niemożliwa, ale sam bym tak zrobił. Z drugiej strony tego bohaterstwa i walki z niemcami to jak na lekarstwo...chyb że sr*nie po krzakach, picie wódki i granie w brydża przez pół roku jest bohaterskie. Jeszcze z innej perspektywy...jak walczyć z tak dużą przewagą wroga? Zwłaszcza że dostał wytyczne od Góry jak ma działać, czyli unikać konfliktu. Rozmawiałem kiedyś z ekipą historyków i mówili że ta książka to 'nie bardzo' bo 'Hubal taki nie był'. Ile jest tu prawdy,a ile grafomaństwa? Jedno wiem na pewno. Jeśli nienawiść do niemców i ruskich masz wyssaną z mlekiem matki i wpojoną przez dziadków to niemców o ruskich znienawidzisz jeszcze bardziej. Dobry niemiec to martwy niemiec. Reasumując. Warto przeczytać dla samego rysu historycznego, przelać przez sitko tą historie, doczytać inne i wyciągnąć średnią. Polecam
Sithwlf - awatar Sithwlf
ocenił na 7 1 miesiąc temu

Cytaty z książki Słowiańscy królowie Lechii. Polska starożytna

Bądź pierwszy

Dodaj cytat z książki Słowiańscy królowie Lechii. Polska starożytna