Rum Doodle. Zdobycie najwyższego szczytu świata

Okładka książki Rum Doodle. Zdobycie najwyższego szczytu świata
William E. Bowman Wydawnictwo: Sklep Podróżnika Cykl: Binder (tom 1) satyra
158 str. 2 godz. 38 min.
Kategoria:
satyra
Format:
papier
Cykl:
Binder (tom 1)
Tytuł oryginału:
The Ascent of Rum Doodle (1956)
Data wydania:
2017-06-12
Data 1. wyd. pol.:
2017-06-12
Liczba stron:
158
Czas czytania
2 godz. 38 min.
Język:
polski
ISBN:
9788371361845
Tłumacz:
Grażyna Tłaczała
Średnia ocen

                6,4 6,4 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Rum Doodle. Zdobycie najwyższego szczytu świata w ulubionej księgarni i

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów), „Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oceny książki Rum Doodle. Zdobycie najwyższego szczytu świata

Średnia ocen
6,4 / 10
32 ocen
Twoja ocena
0 / 10

Opinia

avatar
534
401

Na półkach: ,

Podobna do "Trzech panów w łódce", parodiująca większość - także współczesnych - relacji z wypraw górskich. Można się uśmiechnąć, jest trochę fachowej terminologii, nie jest to jednak żadna literacko-parodystyczna petarda. Dobra, szybka, pozytywna.

Podobna do "Trzech panów w łódce", parodiująca większość - także współczesnych - relacji z wypraw górskich. Można się uśmiechnąć, jest trochę fachowej terminologii, nie jest to jednak żadna literacko-parodystyczna petarda. Dobra, szybka, pozytywna.

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

82 użytkowników ma tytuł Rum Doodle. Zdobycie najwyższego szczytu świata na półkach głównych
  • 46
  • 36
23 użytkowników ma tytuł Rum Doodle. Zdobycie najwyższego szczytu świata na półkach dodatkowych
  • 11
  • 3
  • 2
  • 2
  • 2
  • 1
  • 1
  • 1

Tagi i tematy do książki Rum Doodle. Zdobycie najwyższego szczytu świata

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Upadek i wzlot Reginalda Perrina David Nobbs
Upadek i wzlot Reginalda Perrina
David Nobbs
Każdy z nas chciałby spojrzeć sobie w oczy i odnaleźć tam tego człowieka, którego kiedyś – z lękiem – podziwiał. Czy to starego profesora, przyjaciela rodziców, czy tego dystyngowanego dziadka, który codziennie pije kawę w kawiarni na rogu. Kogoś, kto miał być wizją wyidealizowanej dojrzałości. Każdy marzył kiedyś o porzuceniu wszystkiego i zostaniu, choć na moment, kimś innym, kim wydawało mu się, że powinniśmy być. Jednak mimo wszystkich starań, zawsze pozostajemy sumą naszych lęków i porażek. Niezależnie od tego, jak bardzo staramy się udawać, zawsze na koniec popadamy w szaleństwo, które każe nam choćby na chwilę zmienić skórę, kupić motor, uprawiać garncarstwo. Ale – tak jak nasz tytułowy R.I.P. (rest in peace), czyli najważniejszy żart językowy, ale i jawna gra nadawcy z czytelnikiem – jedyne, co tym przeistoczeniem osiągamy, to zniszczenie wszystkiego co znaliśmy. Upokorzenia Reginalda Perrina trudno znieść. Trudno je także wybaczyć czy mu zaprzeczyć. Ludzie zwykle uciekają w mniej symboliczne realizacje własnych młodzieńczych fantazji, lub wypierają je tak skutecznie, że nawet najmniejsza sugestia powoduje z ich strony agresję. I może właśnie to jest największą wadą tej opowieści – zderzenie naszych oczekiwań wobec siebie i bliskich z brutalną rzeczywistością? Bo czy nasze własne manie różnią się od tych bohatera w samym zarodku? Tak naprawdę chyba chcielibyśmy, aby nasi towarzysze byli lepsi. Byśmy i my potrafili przejść przez to wszystko, co nazywamy życiem, z podniesioną głową. Niestety, jesteśmy tylko ludźmi. I nie zawsze udaje nam się zachować czystą twarz po wpadnięciu w błoto. Bo w tych próbach tracimy część ludzi i sporo godności, a zostają nam na niej tylko nasze własne odromantyzowane brudy. Wyleniałe lwy to jeden z bardziej poruszających symboli tej powieści, moim zdaniem lepiej oddają stan bohatera niż jego ciągły, chociaż tak bliski mi, gniew. Zmizerniałe, a niegdyś (no, nie tak dawno temu) potężne zwierzęta też nie chcą już zabawiać gawiedzi, a jednak są zmuszone do swojej roli: społecznej, zawodowej czy egzystencjalnej.
Klaudiusz Książki-Koniecznej - awatar Klaudiusz Książki-Koniecznej
ocenił na 8 2 miesiące temu
Emigracja  Malcolm XD
Emigracja
Malcolm XD
Bardzo dobrze spełnia swoją rolę – humorystycznego, prostego czytadła. Naprawdę zabawne, lekkie. To zapewne literacki grzech tak stwierdzać, ale mi osobiście bardziej przypada do gustu właśnie takie coś, niż chociażby nagrodzone „Ten się śmieje, kto ma zęby" Zyty Rudzkiej, a do tego jest to bardzo solidny punkt odniesienia. W „Ten się śmieje" też mieliśmy przygody „zwykłego, nieidealnego człowieka", jednak tam całość była ponura, smętna, i chociaż samo w sobie to nie jest wadą (wszakże te książki są zupełnie różne), to po prostu mam wrażenie, że przez autorkę i bohaterkę przemawia nieprzyjemna, bezproduktywna gorycz i cynizm. Dla kontrastu „Emigracja" ma w sobie duszę lekką, chociaż mankamentem jest operowanie na tych samych zabiegach językowych, tzn. na przykład trochę zbyt duże nagromadzenie porównań, czyli warsztat pisarski rzeczywiście jeszcze może się znacznie polepszyć. Same w sobie fragmenty są rzeczywiście zabawne, ale przez ich częstotliwość tracą na sile. Styl nieidealny, ale bezpretensjonalny, książka z przymrużeniem oka patrzy na wszystkie sytuacje i ma do nich ludzki dystans, jest w tym jakiś zachwyt po prostu ludzkim istnieniem włącznie z tymi wszystkimi głupotami. Sympatyczny klimat anegdoty snutej przez jakiegoś wujka czy kumpla. Gdyby jakiś znamienity autor napisał dokładnie to samo, to by dostał nagrodę, że „O rety, jakieś innowacyjne jest wprowadzenie internetowego stylu do literatury, cóż to za eksperyment, ta niesamowita, współczesna adaptacja szlacheckiej gawędy obnaża przywary i kompleksy Polaków!". A to po prostu śmieszna, prosta książka.
Kangurowski - awatar Kangurowski
ocenił na 7 1 miesiąc temu
444 wiersze poetów języka angielskiego XX wieku Thomas Hardy
444 wiersze poetów języka angielskiego XX wieku
Thomas Hardy Charles Simic Seamus Heaney Robert Frost Dylan Thomas Wystan Hugh Auden Edward Estlin Cummings Philip Larkin Elizabeth Bishop James Merrill
„444 wiersze” w przekładzie Stanisława Barańczaka to tom, który najlepiej czytać jako projekt wielogłosowy, a nie zbiór podporządkowany jednemu nazwisku czy jednej poetyce. Jego siła tkwi w różnorodności: autorów, temperamentów, sposobów myślenia o poezji i świecie. To książka, która nie proponuje jednej wizji liryki, lecz raczej pole napięć między stylami, tematami i rejestrami języka. Mamy tu wiersze skrajnie odmienne — od krótkich, skondensowanych zapisów egzystencjalnych po teksty bardziej narracyjne, ironiczne, intelektualnie rozgrywane. Poezja metafizyczna sąsiaduje z obserwacją codzienności, skupienie z humorem, powaga z dystansem. Ta zmienność sprawia, że tom czyta się fragmentami: kilka wierszy naraz, potem przerwa, powrót w innym nastroju. To nie jest książka do linearnej lektury, raczej do uważnego przeskakiwania między głosami. Rola tłumacza jest tu dominująca, ale dyskretna. Barańczak nie unifikuje tekstów pod własny styl, choć jego dbałość o rytm, sens i formalną precyzję jest wyczuwalna niemal na każdej stronie. Przekład trzyma w ryzach różnorodność, nie spłaszczając jej. Dzięki temu poszczególne wiersze zachowują swoją odrębność, a jednocześnie funkcjonują w ramach spójnego, dobrze przemyślanego tomu. Oczywiście przy takiej liczbie tekstów nie wszystko działa równie mocno. Są wiersze, które zapadają w pamięć na długo, i takie, które pozostają raczej ciekawostką albo zapisem chwili. Ta nierówność nie razi — przeciwnie, wydaje się uczciwa i wpisana w założenie książki. „444 wiersze” nie obiecuje kanonu w miniaturze, lecz szerokie pole lektury, w którym czytelnik sam wybiera, co dla niego najważniejsze. To tom wymagający uważności, ale dający dużo w zamian. Uczy porównań, czytania różnic, wsłuchiwania się w niuanse języka i tonu. Raczej laboratorium poezji niż reprezentacyjna antologia, raczej książka do ciągłych powrotów niż do jednorazowego domknięcia. W tym sensie pozostaje jedną z ciekawszych propozycji dla czytelnika, który w poezji szuka nie jednego głosu, lecz rozmowy wielu.
Voldemort - awatar Voldemort
ocenił na 9 3 miesiące temu
Księga miłosierdzia Leonard Cohen
Księga miłosierdzia
Leonard Cohen
Jako prawdziwa coheniara mam po tym zbiorze ogromny niedosyt. Nie mylić z wielkim głodem. No i jeszcze muszę się wytłumaczyć, bo choć niewinnam - mam irracjonalne zupełnie wyrzuty sumienia. Tylko ze względu na niego. 50 współczesnych psalmów, osadzonych w tradycji i napisanych przez NIEGO - czyż nie tak zapowiadają się przedsięwziwcia wybitne? Nie będę tu trzaskać wikipediowej perory, na którą już niektórzy, widzę, się porwali. Ja tylko dorzucę ciut krytyczniej i swobodniej, że po Cohenie spodziewałam się czegoś więcej. Są aluzje dawidowe, jest tradycja hebrajska, bogata symbolika biblijna, rozmodlenie, pewna nawet wizyjność, co więcej - jest tu prawda o Bogu i człowieku, ale... niezmiennie czegoś mi w tych psalmach brakowało. Niektórych nie czułam zupełnie. Są tu co prawda ogromne przebłyski i drobne ślady geniuszu (np. psalmy 1, 24, 35, 36, 39, 46, 49, 50) jednak całość cierpi na coś, co nigdy nie dotknęło albumów muzycznych Cohena - perełki ukryte są wśród nie jakichś złych, ale raczej przeciętnych, bo nieodkrywczych, zapychaczy. Chyba że... No przyznam, że chciałabym zobaczyć te teksty w oryginale, bo niby mają tę cohenowską prostotę, a jednak wciąż mam wrażenie, że to, co wyszło spod ręki samego Cohena, musi być jednak w swojej istocie jakieś takie... lepsze. Niemniej - Cohen Cohenem, uwielbiam go zapewne najbardziej z komentujących, ale wiele już różnych rzeczy przeczytałam i doszłam do wniosku, że również ocenie literatury i literackości nie można być przez nawet samą sympatię ślepym.
pannakotta - awatar pannakotta
oceniła na 6 2 lata temu

Cytaty z książki Rum Doodle. Zdobycie najwyższego szczytu świata

Bądź pierwszy

Dodaj cytat z książki Rum Doodle. Zdobycie najwyższego szczytu świata