Rockowy armagedon

Okładka książki Rockowy armagedon
George R.R. Martin Wydawnictwo: Zysk i S-ka fantasy, science fiction
479 str. 7 godz. 59 min.
Kategoria:
fantasy, science fiction
Format:
papier
Tytuł oryginału:
The Armageddon Rag
Data wydania:
2005-01-01
Data 1. wyd. pol.:
2005-01-01
Data 1. wydania:
2013-02-01
Liczba stron:
479
Czas czytania
7 godz. 59 min.
Język:
polski
ISBN:
9788372987679
Tłumacz:
Michał Jakuszewski
Średnia ocen

                6,3 6,3 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Rockowy armagedon w ulubionej księgarni i

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów), „Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oceny książki Rockowy armagedon

Średnia ocen
6,3 / 10
259 ocen
Twoja ocena
0 / 10

Opinia

avatar
858
326

Na półkach: , ,

Po przeczytaniu tej książki mam bardzo mieszane uczucia. Jest to literatura znacznie różna od "Gry o tron" i mimo iż język i styl pasują do jednego autora, to ciężko mi przypisać go do obu tych pozycji. Fanką "Gry" jestem niezaprzeczalnie, tutaj natomiast nie byłabym już tak bezkrytyczna. Książka jest ciekawa i porywająco skonstruowana, ale brakuje jej tego elementu "WOW!". Jakby po drodze coś ciągle umykało. Niemniej autor trzyma klasę, więc przeczytać książkę warto.

Po przeczytaniu tej książki mam bardzo mieszane uczucia. Jest to literatura znacznie różna od "Gry o tron" i mimo iż język i styl pasują do jednego autora, to ciężko mi przypisać go do obu tych pozycji. Fanką "Gry" jestem niezaprzeczalnie, tutaj natomiast nie byłabym już tak bezkrytyczna. Książka jest ciekawa i porywająco skonstruowana, ale brakuje jej tego elementu...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

675 użytkowników ma tytuł Rockowy armagedon na półkach głównych
  • 343
  • 326
  • 6
114 użytkowników ma tytuł Rockowy armagedon na półkach dodatkowych
  • 81
  • 7
  • 7
  • 6
  • 5
  • 5
  • 3

Inne książki autora

George R.R. Martin
George R.R. Martin
Pisarz, twórca science fiction i fantasy, zarówno opowiadań jak i powieści, wielokrotny zdobywca nagród Nebula i Hugo oraz wielu innych (World Fantasy Award, Bram Stoker Award, Locus Award). Początkowo publikował pod nazwiskiem pozbawionym dwóch „R”, które dołączył, gdy zaczęto go mylić z menedżerem The Beatles. Jego utwory przetłumaczono na 14 języków, w tym polski. Jest autorem popularnej sagi fantasy „Pieśń Lodu i Ognia”, na której oparto serial i grę fabularną. Na podstawie jego innych prac nakręcono kilka filmów i odcinków serii telewizyjnych („Remembering Melody”, 1984; „Nightflyers”, 1987; „Sandkings”, 1995). Współpracował także przy tworzeniu różnych projektów telewizyjnych („Strefa mroku”, „Beauty and the Beast”, „Doorways”, itp.).
Zobacz stronę autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Legendy II Anne McCaffrey
Legendy II
Anne McCaffrey Robert Silverberg Robin Hobb Elizabeth Haydon Neil Gaiman Tad Williams Raymond E. Feist George R.R. Martin Orson Scott Card Terry Brooks Diana Gabaldon
Druga część ,,Legend" jest bardzo podobna do poprzedniczki. Ponad połowa autorów z poprzedniego tomu, pojawia się również w następnym. W drugiej części zabrakło tekstów Stevena Kinga, Terrego Pratchetta, Terrego Goodkinda, Ursulii LeGuin i Nicka Jordana. Wszystkie pozostałe teksty są częścią tych samych sag co wcześniej, dlatego klimat jest bardzo podobny. Opowiadanie Robina Hobba ,,Powrót do domu", będące częścią cyklu ,,Kraina najstarszych" to świetna historia grupki kolonistów wysłanych na podbój tropikalnej krainy. Nowy świat nie okazał się jednak zielonym rajem, a bagnistym piekłem, w którego głębi kryją się tajemnicze, złowrogie siły... Ta opowieść, przedstawiona w formie pamiętnika, to ciekawa opowieść o chciwości, walce człowieka z naturą oraz tego, jak niebezpieczeństwa wpływają na normy społeczne. Jestem pod wrażeniem. Klasę pokazał również G. Martin, przedstawiając dalszy ciąg przygód ser Dancana wysokiego, legendarnego rycerza z czasów na sto lat przed wydarzeniami z ,,Gry o tron". Akcja opowiadania rozgrywa się w czasach teoretycznego pokoju, jednak nawet wtedy siedem królestw jest dalekie od spokoju. Drobny sąsiedzki konflikt jest okazją do intryg nie ustępujących w niczym ,,Grze o Tron" i, nawiasem mówiąc, dużo bardziej podobało mi się od stylu sagi. Opowiadanie Orsona Carda, z ,,Opowieści o Alvinie Stwórcy" jest bliźniaczo podobne do poprzedniczki - tym razem poruszony zostaje motyw niewolnictwa i zbliżającej się wojny secesyjnej (chociaż w stanach Carda Ameryka jest podzielona od samego początku istnienia). Główny bohater znowu spotyka znane osoby - tym razem są początkujący prawnik Abraham Lincoln oraz były kowal Dawid Bowie. Opowiadanie jest nieco poważniejsze od tego z pierwszej części - w końcu porusza poważniejszy temat niż sprawę nieuczciwego młynarza, ale forma nadal nie przypada mi do gustu. Przede wszystkim, irytuje mnie główny bohater, dysponujący niemal boską mocą, a mimo to próbujący (niezbyt udolnie) silić się na pomysłowość. ,,Lord John i sukkub" Diany Gabeldon to ciekawe pomieszanie gatunków. Chociaż jest częścią cyklu fantasy, jednak opowiadanie jest... kryminałem. Rozgrywającym się w XVIII wieku, na froncie francusko-niemieckim, ale jednak. Interesujące rozwiązanie, chociaż fabuła rozwija się powoli, a kończy błyskawicznie. ,,Księga zmian", napisana przez autora zbioru, ponownie przenosi nas do Majipooru. Tym razem jest to historia genialnego eposu i okoliczności jego powstania. Morał jest taki - sztuka wymaga wyrzeczeń. Lepsze od poprzedniego, ma swój głęboki sens, ale do serii nadal nie jestem zbytnio przekonany... ,,Chłopiec który znalazł szczęście po śmierci" to historia umierającego dzieciaka, którego osobowość została przeniesiona do wirtualnego świata. To dosyć pesymistyczna (a może nie?) opowieść o tym, jak traci on powoli kontakt z dawnym światem, zadaje również pytania na temat wirtualnego świata. Tyle, że fabuła nie rzuciła mnie na kolana. ,,Poza pomiędzy" Anny McCaffrey przedstawia historię z perspektywy jeźdźców smoków. Zwierzęta te znały niezwykłą sztukę teleportacji, jednak nie było to niebezpieczne, gdyż groziło uwięzieniem pomiędzy wymiarami. I właśnie to spotyka główną bohaterkę. Muszę przyznać że historia Morety, podobnie jak całe uniwersum, nie przypadła mi do gustu. Nie dosyć, że jest bardzo niekonsekwentny, to jeszcze nic się w nim nie dzieje. Jeżeli ,,Legendy" miały przekonać mnie do Pern, to im się nie udało. Bohater opowiadania Raymonda E. Feista również jest kurierem. I chociaż ma o wiele bardziej banalny środek transportu, to całe opowiadanie ,,Kurier" jest w całości wypełnione akcją. Wszystko zaczyna się, gdy w związku z nadejściem zimy armie Kelewanu rozpoczynają odwrót na leża zimowe. Jak się okazuje, moment ten został uznany za dogodny moment do ataku. Opowiadanie jest klasyczną historią drogi, chociaż wątek wojenny również jest nie bez znaczenia. Szybka, łatwa i przyjemna lektura. Opowiadanie ,,Próg" Elizabeth Haydon to jeden z najlepszych fragmentów zbioru. To epicka historia świata skazanego na zagładę.Czekające na największą w dziejach tragedię królestwo opuszczają prawie wszyscy mieszkańcy. Prawie, bo nad przebiegiem ewakuacji czuwać ma kilku ochotników. W ostatniej chwili okazuje się, że możliwe jest ocalenie. Ale za jaką cenę? Akcja opowiadania Neila Gemaina ,,Władca górskiej doliny" rozgrywa się w świecie powieści ,,Amerykańscy bogowie". Cień, jego główny bohater, trafia do Szkocji, gdzie ma odbyć się pojedynek decydujący o losach rywalizacji dobra ze złem. Szybko jednak się okazuje, że nie określenia ,,dobro" i ,,zło" są czysto umowne. Wymowa opowiadania jest ciekawa, podobnie jak odwołania do szkockich legend, ale fabuła rozwija się raczej mozolnie i sporo się wynudziłem podczas lektury. Ten naprawdę dobry tomik zakończony został słabym opowiadaniem ,,Niepokonany" Terrego Brooksa. Strasznie się przy nim męczyłem: najpierw główny bohater nie chcę ratować świata, potem ci którzy go do tego namówili chcą go zniechęcić, a potem wszyscy ruszają w drogę, martwiąc się że to niebezpieczne... W zasadzie mogłoby zajmować dwie strony. Podsumowując, drugi tom ,,Legend" jest dobrą kontynuacją poprzedniej części i z pewnością spodoba się wszystkim, którym przyjemność sprawiła lektura poprzedniego tomu. Z tego samego powodu, nie spodoba się tym, którzy ,,jedynka" do gustu nie przypadła. Kilka opowiadań jest na naprawdę wysokim poziomie, ale kilka nie wypadło najlepiej. Największą niespodzianką było dla mnie opowiadania ,,Próg" i ,,Powrót do domu" bo wstęp nie wyglądał zachęcająco. Ponownie jak w poprzedniej części autor zamieścił obszerne wstępy, zawierające dużą ilość, często niepotrzebnych, spoilerów.
Xarthras - awatar Xarthras
ocenił na 7 9 lat temu
Ostatni rejs Fevre Dream George R.R. Martin
Ostatni rejs Fevre Dream
George R.R. Martin
Przeczytane, jak zwykle, w oryginale. Kiedyś to książki były - wzdycham, bo jakkolwiek mam uwagi, to "Fevre Dream" wciągnęło mnie jak żadna z niedawno czytanych nowości. Po pierwsze, kunszt literacki się nie umywa. Władza GRR Martian nad słowem przypomina władzę mistrza wampirów nad swoimi podwładnymi. Jest to jego starsza pozycja, sprzed "Gry o Tron," a mimot to pozostawia współczesnych pisarzy daleko w tyle. Z samego tego faktu polecam lekturę. Po prostu czyta się dobrze. Do tego dochodzą niesamowicie dobrze zarysowane postacie (uwielbiałam Joshuę, ale lubiłam też naszego gburowatego kapitana), ciekawe tło historyczne - i na ile wiem, wiernie oddane - a także wartka fabuła... przez pierwsze 70%. A potem? No tutaj pojawiają się moje uwagi, że jednak parę zwrotów fabularnych było dla mnie zbyt wywrotowych. Nie chcę wchodzić w spoilery - ale myślę, że jak ktoś do tego miejsca dojdzie, to łatwo się zorientuje, że to o nie chodziło. Ponadto, epilog. Finalna potyczka trzymała w napięciu i rozegrana została znakomicie, ale zabrakło mi tego momentu wypuszczenia długo wstrzymywanego oddechu. Książka... W zasadzie kończy się zaraz po finale. Dwie strony epilogu i tyle, a ja chciałam jednak mieć lepszy wgląd w to, co bohaterowie robili przez kolejne lata. No i dla mnie książki o wampirach, jeśli są faktycznie dobre, są jednak trochę dołujące. Bo wampiry są wieczne młode a ja nie ;) Ale tak no, tyle. Ogółem, polecam - szczególnie jeśli ktoś poszukuje czegoś z wampirami przypominającymi nieco "Wywiad z Wampirem" - ale jednak inaczej.
Rachel3 - awatar Rachel3
ocenił na 7 5 miesięcy temu
Wielkie sekretne widowisko Clive Barker
Wielkie sekretne widowisko
Clive Barker
Pełna rozmachu fabularnego i nieokiełznanej wyobraźni mieszanka dark fantasy i horroru, prezentacja możliwości twórczych i talentu Clive Barkera, ale jednocześnie ujawnienie słabości tkwiących w jego prozie; zapowiedź niebezpieczeństw i mielizn, które ujawnią się w niej w kolejnych latach. + Dwaj czarodzieje toczą przez dekady nieustające zmagania do dostęp do Quiddity, Morza Snów, nadwymiaru ukrytego za granicą ziemskiej rzeczywistości (Kosmosu). Po jednej z toczonych w przestrzeni bitew, złączeni w morderczym uścisku spadają i, otoczeni gwałtowną burzą, wbijają się w ziemię w pobliżu kalifornijskiego miasteczka Palomo Grove. Na miejscu ich upadku w ciągu nocy powstaje chłodne, czyste jezioro. Dzień później w jeziorze kąpie się czwórka młodzych dziewcząt. Opętane przez schowane w jeziorze duchy magów, dziewczęta gwałtownie usiłują zajść w ciążę. Jedna z nich, bezpłodna popada w obłęd, druga po urodzeniu dziecka morduje je i popełnia samobójstwo, trzecia po urodzeniu syna wyprowadza się do Chicago, czwarta, ta, która pozostała w Palomo Grove rodzi piękne bliźnięta, chłopca i dziewczynkę. Mija osiemnaście lat. Do Grove powraca z Chicago syn trzeciej dziewczyny, Howie Katz. W mieście poznaje bliźniaczkę, Jo-Beth; obydwoje zakochują się w sobie do szaleństwa od pierwszego wejrzenia. Ich uczucie wybucha nie tylko metaforycznie, doprowadza bowiem, dosłownie do wstrząsu tektonicznego uwalniającego z podziemi obu magów. „Zły” czarodziej, Jaffe (dżaff) zamierza otworzyć w rzeczywistości przejście do Quiddity, dobry chce uchronić krainę snu przed zbrukaniem, obaj zatem zaczynają gromadzić siły do dalszej walki. Dżaff potrafi przemienić ludzkie strachy w armię odrażających, obrzydliwych potworów zwanych terata, ten „dobry” - Fletcher dla przeciwstawienia się mocy dżaffa wykorzystuje ludzkie marzenia - hallucigenia. Ale gorzka prawda jest taka, że otępiali codziennością przedstawiciele klasy średniej z Palomo Grove bardzo rzadko o czymś marzą, natomiast każdy z nich skrywa w głębi duszy paskudne, mroczne lęki. W tym starciu Fletcher wydaje się bez szans, by zatem ożywić wyobraźnię growian, poświęca się w rytuale magicznego samospalenia. W rozpadlinie, która uwolniła obu magów, zginął znany komik telewizyjny zamieszkujący Grove. Dziennikarz tabloidu, który wraz ze swą przyjaciółką przybył do Palomo Grove, by napisać reportaż o życiu celebryty wkręca się na przyjęcie pożegnalne, które w jego posiadłości wydaje piękna wdowa. Nikt nie wie, że na przyjęciu pojawi się również dżaff z armią swych terata… + „Wielkie Sekretne Widowisko” to powieść graniczna. Zamyka ona wczesny, „angielski” okres jego twórczości, symbolizowany przez Księgi Krwi, Hellraisera czy Cabala, otwiera zaś czas rozbudowanych, opasłych powieści modern fantasy, próbujących zaadaptować drapieżną, nieokiełznaną fantazję Clive Barkera do standardów amerykańskiego rynku wydawniczego. Zacznijmy od wyjaśnienia dwu pojęć. „Plotter” (od „plot”- fabuły) to autor, który siadając do powieści ma ułożony jej konkretny plan, wszystkie wydarzenia są poukładane, i pozostaje mu tylko przelać wszystko na papier. Przeciwieństwem plottera jest „pantster” (od „pants”, spodni, które „wysiaduje” podczas pisania), autor siadający do pisania książki tylko z ogólną jej wizją w głowie, autor, który nie wie, dokąd go opowieść zaprowadzi. Pisząc „Wielkie Sekretne Widowisko” Barker prawdopodobnie oddał się właśnie sztuce improwizacji i swą powieść po prostu „wysiedział”. Jako punkt wyjścia obrał on historię Romea i Julii, opowieść o miłości dwojga bohaterów ze zwaśnionych stron fantastycznego konfliktu, ale w trakcie pisania okazało się nagle, że ci bohaterowie są zupełnie nieciekawi, ,i ta, w zamyśle, Wielka Amerykańska Love Story, nie ma w sobie pary i energi, a na dodatek ze strony na stronę tracić zaczął na atrakcyjności wątek demonicznego dżaffa. I nagle powieść została przejęta przez innych bohaterów, pojawiły się inne wątki, inne przestrzenie fabularne, inni villaini a wraz z nimi apokaliptyczne zagrożenia i Kosmiczny Horror (Iad Uroboros - a co!). Podejrzewam, ze z zaskoczeniem dla samego Barkera. Barker generalnie lepiej wypada w krótkich formach, gdzie główną rolę odgrywa jego niezwykła wyobraźnia, umiejętność kreowania szokujących obrazów i efektów, mogąca z całą mocą uderzyć w czytelnika. Do pisania dużych powieści obok wyobraźni konieczne są jednak również dyscyplina i techniczna sprawność narracji, a z tym Barker miewa czasami problemy. Ale „Wielkie, Sekretne Widowisko” - rozbudowane dark fantasy, z okazjonalnymi jump scare’ami i scenami rodem z ejtisowych horrorów z ery VHS potrafi, mimo pewnych mielizn i słabości fabularnych, mimo pretensjonalnych fragmentów ocierających się wręcz o grafomanię, na koniec uwieść czytelnika rozmachem i tym charakterystycznym barkerowskim drivem. Co ciekawe i potwierdzające teorię „pantsingu” Barker na właściwe koleiny trafia dopiero w trakcie opowieści. Na początku trochę irytują chaotyczne koncepty i taka, jakby „nieuporządkowana” wyobraźnia autora. Do tego dochodzi dość czerstwym stylem i kiepsko wykreowane postaci bohaterów. To ostatnie jest chyba jednak efektem świadomego założenia Barkera twórczego - Barkera nie interesuje człowiek jako osobowość, charakter, jego interesuje człowiek wyłącznie jako ciało. Być może Barker, pisząc Wielką Amerykańską Powieść Fantasy zamierzał rzucić wyzwanie Stephenowi Kingowi, ale, o ile potęgą wyobraźni dystansuje on mistrza z Maine, o tyle w opisie magii codzienności, w tym wciągającym czytelnika bajaniu, w snuciu opowieści jako takiej nie ma z Kingiem żadnych szans. Tam, gdzie King poleciałby na szeroko rozpostartych skrzydłach swego talentu, tam Barker wpada w poślizg i buksuje, ratując się tylko tylko co jakiś czas obrzydlistwami w rodzaju (tworzonych z kału i spermy) liksów. No ale nie w samym stylu rzecz. Liczy się jednak na koniec moc kreacji, intensywność fantazji. W tej z kolei Barker Kinga nokautuje. Warto dla porównania przywołać tu kingowską „Historię Lisey”, powieść niektórymi rozwiązaniami fabularnymi zdumiewająco podobną do „Widowiska”. O ile u Kinga jest rozlewna opowieść obyczajowa z genialnymi postaciami głównych bohaterów, tam u Barkera jest pulsujący energią i plot twistami kolorowy videoclip. Ostatni dobry Barker, i jednocześnie zapowiedź gorszych czasów. Parę lat później Barker napisał okropeczną, nudną jak flaki z olejem, niemożebnie rozdętą kontynuację „Widowiska” - „Everville”. Zapowiedział nawet część trzecią (całość miała się nazywać „Trylogia Sztuki”) ale litościwie porzucił ten pomysł. Niemniej „Widowisko” naprawdę warto. To - minor, ale jednak - classic, fantastycznej grozy.
Galfryd - awatar Galfryd
ocenił na 8 4 lata temu
Beowulf Caitlín R. Kiernan
Beowulf
Caitlín R. Kiernan
Recenzja książki Caitlin R. Kiernan: Beowulf Caitlin R. Kiernan opowiada historię, która pulsuje pod czaszką; przesiąkniętą wonią krwi i miodu sagę, którą powinno się recytować o północy na bagnach i na samotnych górskich szczytach. Snuje opowieść o bohaterstwie, o płonącym ogniu i o złocie, naznaczoną miłością, tajemnicą oraz - chwilami - skrajnym okrucieństwem i gwałtem. Starą opowieść, która zasługuje na to, by ją powtarzać tak długo, jak długo ludzi fascynują bohaterowie, potwory i mrok. Opowieść dla każdego z nas. Wszyscy mamy swoje demony. Beowulf myślał, że jego demonem jest Grendel... -------------------------------------------------------- Książka na podstawie scenariusza, po niej najchętniej obejrzał bym film. Jest to gratka dla każdego fana mitologii nordyckiej takiego jak ja. Książka jest nią przesiąknięta. Poza mitologią masa tu akcji. Znajdziecie też zabawne momenty i teksty postaci. Książka wciąga o płynie się przez nią tak szybko jak Drakkar - łódź wikingów - płynęła przez wody Skandynawii. Uwielbiam wikingów i świetnie bawiłem się czytając tę książkę. Myślę, że światu jest potrzebne więcej książek z motywem mitologii nordyckiej. I mimo, że niektóre słowa jak np "Bifrost" były napisane inaczej niż powszechnie znane to i tak książka mi się podobała i moja ocena to 4/5 ⭐⭐⭐⭐⭐ #bookstagrampl #książki #books #book #książka #czytambolubie #książkoholik #maniakksiążkowy #recenzjaksiążki #książkiżyciem #książkomania #dobraksiążka
Nemo_BookFish - awatar Nemo_BookFish
ocenił na 7 1 rok temu
W hołdzie królowi Terry Pratchett
W hołdzie królowi
Terry Pratchett Robert Silverberg Andre Norton Emma Bull Patricia A. McKillip Mike Resnick Dennis L. McKiernan Stephen R. Donaldson Martin H. Greenberg Poul Anderson John Brunner Harry Turtledove Gregory Benford Peter S. Beagle Karen Anderson Charles de Lint Karen Haber Barry N. Malzberg Elizabeth Ann Scarborough Judith Tarr Jane Yolen
T. Pratchett, Trollowy most, [w: ] Praca zbiorowa, pod red. M. H. Greenberg, W hołdzie królowi Ciekawa książką jest ten zbiór opowiadań poświęcony Tolkienowi, zatytułowana jest "W hołdzie królowi". Opowiadań jest 20, wypowiadają się różni znani autorzy fantastyki, nie tylko fantasy. Jednym z nich jest Terry Pratchett i z tego co kojarzę twórczość tego autora to opowiadanie jest raczej wyjątkowe. Bo klimatem rzeczywiście jakoś tam pasuje do klimatu Tolkiena, bo tam są między innymi trolle. Pasuje też, może nawet bardziej do klimatu twórczości Sapkowskiego, bo jak wiemy trolli i całej armii dziwnych stworów w twórczości polskiego mistrza fantasy nie brakuje. Pod względem samych trolli gry Wiedźmin 2 i Wiedźmin 3 są niesamowite. W dwójce w parze trollowej była drama, bo facet troll znalazł czarodziejkę Triss, jak wyleciała z portalu, a jego samica, była okropnie zazdrosna. A trójka to już w ogóle cała masa genialnych questów z tymi sympatycznymi i wielkimi stworami, bywa, że groźnymi. Na porządku dziennym były teksty typu "takie duże bum i nie ma torfuna" są świetne. Albo jak Talar uczy trzy trolle Oga, Poga i Roga przeklinać, a te go przetrzymują, bo "my być wielkie pany i chcemy mieć buty jak człowieki", wzięło się to stąd, że przykrywką szpiegowską Talara był wóz z warsztatem szewskim i trafił na trollowe towarzystwo. Był też troll patriota, który służył w redańskim wojsku, wysyłał Geralta po farby, żeby namalować białoczerwonego redańskiego orła, który przypomina naszego, ale tego gracz/widz bez problemu się domyśla. To tak tytułem specyficznego, półżartobliwego wprowadzenia, bo o to też chodzi, żeby czasem wesoło było, przy okazji tego wirtualnego dyskursu o książkach. No ale zacznijmy, co tu się dzieje w tym opowiadaniu, które wybrałem do recenzji. Głównym bohaterem jest Cohen Barbarzyńca, właściwie nie ma konkretów kim on jest. Wiemy tylko, że jest awanturnikiem, charakternikiem, i jak napatoczą się jakieś potwory, to podobnie jak robią to wiedźmini w innym uniwersum, zabija je. Zapewne często bierze wynagrodzenie w jakiejś wartościowej walucie, za tego typu przysługi. Aż pewnego dnia w trakcie peregrynacji przez liczne fantastyczne krainy trafił na tytułowy trollowy most. Troll pilnujący mostu, był zachwycony, że taka wybitna osobistość się pojawiła, żeby go zgładzić. Kazał ściągnąć całą troll'ową rodzinę, żeby obejrzała tą batalię, której wynik był oczywisty do przewidzenia. No ale wydarzył się cud, troll otrzymał coś w rodzaju prawa łaski. Przeżył. No tutaj ten spojler jest konieczny, żeby wyjaśnić, co pojawiło się w głowie bohatera. Wynikło to w rozmowie z koniem, i tu mamy coś podobnego w Wiedźminie 3, a konkretnie w dodatku "Krew i wino". W polskim dubbingu Płotką był Wojciech Mann, znany dziennikarz radiowy i to zrobiło wrażenie jak się to oglądało. Nie ma wyjaśnienia jak to było z koniem Cohena, ale tak czy siak ten koń gadał ile wlezie. No ale wróćmy do tej pogaduszki z wiernym towarzyszem podróży Cohena, koniem. Obaj rozmawiali o tym, że świat się zmienia i duża w tym robota samego Cohena, że trolle, gobliny, z nim łatwego życia, nie miały, do tego stopnia że prawie wszystkie zostały uśmiercone. Cohen, mimo, że sam się do tego przyczynił, stwierdził, że ten świat się zmienił, stał się jakiś taki byle jaki. Pojawił się też motyw ekologiczny, bowiem było nie było potwory jako element ekosystemu świata fantastycznego broniły przyrodę przed nadmierną ekspansją ludzi, i co za tym idzie wyniszczenia przyrody. W prozie Sapkowskiego też było coś podobnego. Największy rwetes był o las Brokilon, bowiem driady nie dopuszczały okolicznych królów do tego, żeby zajmowali ich ziemie, a ludzie, którzy tam trafiali byli zabijani strzałami z łuku, bo driady były dobrze w tym wyszkolone. Upiekło się Geraltowi, został z poselstwem wpuszczony do lasu. Jak wiemy wiedźmin poznał tam Ciri i zaczęło się to całe zamieszenia z przeznaczeniem. Potwory, zarówno u Sapkowskiego, jak i Pratchetta były pożyteczne jak się okazuje, bo chroniły przyrodę przed niekorzystnymi zmianami klimatu. Szkoda, że tutaj w sensie dosłownym nie było mowy o jakiejś Ithlinie, no ale opowiadanie raczej jest krótkie i koncept autor miał cholernie intrygujący. No i dałem dowód na to, że jest ono cholernie treściwe. Czyta się je bardzo fajnie, daje do myślenia. Zaraz pojawiają się analogie do Tolkiena i Sapkowskiego. Bo przecież u Tolkiena też mamy drzewa entowe, z którymi czarodziej Saruman ma na pieńku. Czytelnik rozumiejąc te analogie literackie z pewnością docenia kunszt Pratchetta i innych twórców, którzy wzięli udział w projekcie jakim jest książka zatytułowana". W hołdzie królowi". Opowiadania są świetne, warto je przeczytać. Książka jest świetna.
Krzysztof Baliński - awatar Krzysztof Baliński
ocenił na 7 3 lata temu
Trzynaście kotów Jacek Dukaj
Trzynaście kotów
Jacek Dukaj Eugeniusz Dębski Andrzej Sapkowski Marcin Wolski Ewa Białołęcka Tomasz Kołodziejczak Andrzej Zimniak Konrad T. Lewandowski Włodzimierz Kalicki Piotr Goraj Maciej Żerdziński Iwona Żółtowska
„KOTY, stwierdził w końcu. KOTY SĄ MIŁE” miała rzec personifikacja śmierci, bohater Świata Dysku sir Terrego Pratchetta. Są miłe. Są tajemnicze, nigdy do końca nie ułożone i nieprzewidywalne, a przy tym uwodzicielskie, zwinne, szybkie i magiczne – generalizując, oczywiście. Nic dziwnego, że od lat inspirują twórców fantastyki do wplatania ich w swoje historie. Zebrano zatem trzynaście – wszak tylko tak przewrotna liczba pasowała do tych istot – kocich opowiadań w antologię, która przyciągać ma czytelnika czarnym futrzakiem umieszczonym na okładce i nazwiskiem Andrzeja Sapkowskiego. Czy warto sięgnąć po ten zbiór? Krótkie historie mają to do siebie, że są krótkie, co ma swoje plusy i minusy. Są świetnym wyborem, kiedy chcemy sięgnąć po coś na chwilę. I rzeczywiście, gdy tak o tym myślę, stwierdzam jedno – opowiadania są trochę jak koty. One też pozwalają nam się głaskać tylko przez określony czas i towarzyszyć sobie podczas swoich kocich podróży na własnych warunkach. „Trzynaście kotów” to zbiór treści bardzo różnych i dziwnych, a ich poziom jest także nierówny – od świetnego opowiadania Andrzeja Sapkowskiego „Złota dolina” w dość przewrotny sposób opisującego losy Alicji z Krainy Czarów, po naprawdę mierny jak na moje subiektywne gusta twór jakim jest „Ale kyno” Piotra Goraja (przepraszam). Reprezentują odmienne gatunki i sposoby pisania. Nie w sposób włożyć ich do jednego wora, tak jak nie w sposób ujarzmić gromady kocurów. Wszystkie łączy jednak (oprócz kotów oczywiście) świat metafizyczny – czy to reprezentowany przez motywy horroru, czy mistycyzm. Wypadałoby napisać – dobre, niedobre. Nie mogę. Z całą pewnością jednak stwierdzam, że opowiadania te są warte uwagi, choć nie dla każdego. Wiele z nich budzi swego rodzaju niepokój i cechuje dość mrocznym klimatem. Uderzają w nuty nostalgiczne, bardzo romantyczne, ale nierzadko smutne. Nie brak w nich brutalności – czy to dosłownej, czy w kontekście surowości świata. Zbiór ten z całą pewnością nie jest dla wrażliwców – uprzedzam, ostrzegam, odradzam. Kto nie zniesie opisów brutalnych morderstw i nieszczęścia – niech nie czyta. Kocie pazurki, choć urocze, potrafią drapać do krwi. Komu polecam? Tym, których powyższe motywy nie odstraszają, a którzy lubią fantastykę. Nie powiem, czy w antologii się zakochacie, na pewno jednak znajdziecie w niej coś dla siebie i niejeden tytuł skłoni was do refleksji nad naszym postępowaniem wobec zwierząt i siebie nawzajem, a także życiem – i tym kocim, i ludzkim.
Vejne - awatar Vejne
ocenił na 7 4 lata temu

Cytaty z książki Rockowy armagedon

Więcej
George R.R. Martin Rockowy armagedon Zobacz więcej
George R.R. Martin Rockowy armagedon Zobacz więcej
George R.R. Martin Rockowy armagedon Zobacz więcej
Więcej