Przebudzenie Aurory

Okładka książki Przebudzenie Aurory
Alastair Reynolds Wydawnictwo: Mag Cykl: Prefekt Dreyfus (tom 1) Seria: Przestrzeń objawienia fantasy, science fiction
592 str. 9 godz. 52 min.
Kategoria:
fantasy, science fiction
Format:
papier
Cykl:
Prefekt Dreyfus (tom 1)
Seria:
Przestrzeń objawienia
Tytuł oryginału:
Aurora Rising
Data wydania:
2026-04-30
Data 1. wyd. pol.:
2010-11-26
Liczba stron:
592
Czas czytania
9 godz. 52 min.
Język:
polski
ISBN:
9788368591187
Średnia ocen

                7,9 7,9 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Przebudzenie Aurory w ulubionej księgarni i

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów), „Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oceny książki Przebudzenie Aurory

Średnia ocen
7,9 / 10
167 ocen
Twoja ocena
0 / 10

Opinia

avatar
295
105

Na półkach: ,

„Przebudzenie Aurory” czyli wznowienie książki "Prefekt" z 2010 roku, to według mnie jeden z najlepszych tomów w uniwersum Przestrzeni Objawienia. Reynolds świetnie łączy space operę z kryminałem i thrillerem, tworząc świat zarówno technologicznie rozbudowany, jak i ciekawy psychologicznie. Migotliwa Wstęga tętni życiem – każdy habitat i stacja mają swoje tajemnice, a śledztwo prefekta Dreyfusa wciąga od pierwszych stron.

Postaci są wyraźne i dobrze wykreowane. Dreyfus jest inteligentny, etyczny i konsekwentny, a jego decyzje mają realne konsekwencje. Obok niego pojawiają się inni bohaterowie – współpracownicy z Panoplii i mieszkańcy habitatów. Każda postać ma własne motywacje i sekrety, co sprawia, że świat Reynolds’a staje się jeszcze bardziej wiarygodny i wciągający. Relacje między nimi, konflikty i współpraca dodają historii dynamiki i emocji.

Podoba mi się, że autor pokazuje skutki technologii, manipulacji i przewagi superinteligentnych AI nad zwykłymi ludźmi – napięcie jest wyczuwalne, a fabuła spójna i dobrze poprowadzona. Wątki, które na początku wydają się luźno powiązane, Reynolds spina w logiczny i satysfakcjonujący finał.

„Przebudzenie Aurory” to książka obowiązkowa nie tylko dla fanów Revelation Space, ale dla każdego, kto lubi inteligentną, dobrze skonstruowaną space operę z elementami kryminału i thrillera. Reynolds pokazuje, że potrafi łączyć naukowy realizm, epicki kosmiczny świat i ciekawe postaci, nie zanudzając czytelnika zbędnymi detalami. Kawał dobrego hard sf.

„Przebudzenie Aurory” czyli wznowienie książki "Prefekt" z 2010 roku, to według mnie jeden z najlepszych tomów w uniwersum Przestrzeni Objawienia. Reynolds świetnie łączy space operę z kryminałem i thrillerem, tworząc świat zarówno technologicznie rozbudowany, jak i ciekawy psychologicznie. Migotliwa Wstęga tętni życiem – każdy habitat i stacja mają swoje tajemnice, a...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

483 użytkowników ma tytuł Przebudzenie Aurory na półkach głównych
  • 266
  • 214
  • 3
128 użytkowników ma tytuł Przebudzenie Aurory na półkach dodatkowych
  • 81
  • 14
  • 12
  • 9
  • 5
  • 4
  • 3

Tagi i tematy do książki Przebudzenie Aurory

Inne książki autora

Alastair Reynolds
Alastair Reynolds
Jest doktorem astronomii. Przez wiele lat pracował w Europejskim Ośrodku Badań Kosmicznych w Holandii jako astrofizyk. Jego dorobek pisarski jest połączeniem solidnej wiedzy astronomicznej i talentu pisarskiego. Zalicza się go do nurtu hard SF. Autor bardzo ceni sobie twórczość J. Carrolla i S. Kinga, i te właśnie fascynacje kryminałem i powieścią sensacyjną dają się zauważyć w twórczości Reynoldsa. Jest laureatem nagrody Brytyjskiego Stowarzyszenia Pisarzy SF za najlepszą powieść 2001 roku Chasm City.
Zobacz stronę autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Kwarantanna Greg Egan
Kwarantanna
Greg Egan
„Kwarantanna” – cyberpunkowa zagadka rzeczywistości - to jedna z tych powieści science fiction, które wciągają nie tylko akcją, ale przede wszystkim intelektualnym ładunkiem. Greg Egan, znany z zamiłowania do twardej SF i spekulacji na temat natury świadomości, serwuje tu czytelnikowi futurystyczną zagadkę na pograniczu fizyki kwantowej, neurobiologii i filozofii. Akcja rozgrywa się w niedalekiej przyszłości, w świecie odizolowanym od reszty kosmosu przez tajemniczą „Bańkę” – nieprzenikalną barierę wokół Układu Słonecznego. Główny bohater, Nick Stavrianos, były policjant pracujący jako prywatny detektyw, zostaje wplątany w śledztwo, które szybko przeradza się w coś znacznie większego – intrygę na skalę całej ludzkości, a może nawet rzeczywistości jako takiej. Egan umiejętnie łączy wątki kryminalne z twardą, miejscami bardzo wymagającą nauką. „Kwarantanna” to nie lektura „do poduszki” – wymaga skupienia, ale nagradza czytelnika intrygującymi konceptami: od mechaniki kwantowej po pytania o wolną wolę i tożsamość. Pomimo skomplikowanej tematyki, powieść utrzymuje napięcie i tempo charakterystyczne dla klasycznego thrillera SF. To książka dla tych, którzy w literaturze szukają nie tylko rozrywki, ale też intelektualnej prowokacji. Nie każdemu przypadnie do gustu – styl Egana bywa chłodny, a dialogi oszczędne – ale ktoś ceni science fiction ambitne, filozoficzne i dalekie od banału, „Kwarantanna” z pewnością niejednego zaintryguje.
Grzech - awatar Grzech
ocenił na 10 8 miesięcy temu
Rozgwiazda Peter Watts
Rozgwiazda
Peter Watts
Gdy zdobywanie energii zostaje przeniesione w głębię oceanów, korporacje decydują, aby pracowników werbować spośród osób niedostosowanych do życia w społeczeństwie. Przyczyny tego mogą być różne. Po modyfikacjach w organizmie zostają osadzeni na dnie rowów głębinowych, gdzie muszą zmierzyć się z poważnym ciśnieniem, temperaturami, własnymi demonami, a także samotnością w grupie. No i jest jeszcze Archie Toothies. Pisarze rzadko sięgają dna oceanicznego, by je wykorzystać jako scenę swych powieści. Kino ma kilka swoich, nawet i wybitnych w swoich kategoriach, przedstawicieli. Watts rzucił się na głęboką wodę, i trzeba mu przyznać, że wyszedł z tego zwycięsko. Powieść, która zaczyna się jak thriller psychologiczny z elementami wręcz politycznymi, przechodzi w klaustrofobiczny horror, gdzie groza tkwi tuż za ścianą podwodnej stacji, ewentualnie w pokoju obok. Czy też w podwodnym wulkanie. Pisząc swoją powieść Watts chyba przeczuwał, jakie strachy będą nam towarzyszyć w przyszłości. Panoszące się korporacje, kształtujące politykę. Etyczne kwestie wykorzystania ludzi w ekstremalnych warunkach. Na, nawet sztuczna inteligencja, która tutaj jednak ma trochę inne korzenie. Jasnowidz? Nie, zdecydowanie człowiek nauki, potrafiący bardzo dobrze łączyć kropki i wyciagający odpowiednie wnioski. A do tego przedstawiający wszystkie swoje pomysły w sposób w miarę zrozumiały, owszem, nieraz zmuszający do sięgnięcia po słownik, ale to jednak nie jest literatura skierowana do przeciętnego czytelnika. Za dużo tu pesymizmu oraz rezygnacji. Główni bohaterowie, czyli ryfterzy, raczej nie są materiałem do polubienia. Modyfikacje medyczne pozwalają im pływać w mrocznych głębinach, są odporni na ciśnienie, słoną wodę, temperaturę. Wybrano ich spośród wyrzutków społecznych lub przestępców. Często to była “decyzja nie do odrzucenia”. Zamknięci w sobie, aspołeczni, nieraz niebezpieczni. Ale jako pracownicy działający w specjalnych warunkach mogą być niezastąpieni. A może właśnie dlatego są łatwiejsi do wpisania w słupek potencjalnych start. Książka jest mroczna, nie tylko ze względu na miejsce akcji, klaustrofobiczna, ale zarazem intrygująca i wciągająca, jak prądy zstępujące. Watts ma niezwykłą wyobraźnię, jego wiedza umożliwia mu tworzenie światów niezwykłych, ale wiarygodnych. Warto się zanurzyć w tym świecie bez nadziei.
Machno - awatar Machno
ocenił na 7 3 dni temu
Gwiazda Pandory: Inwazja Peter F. Hamilton
Gwiazda Pandory: Inwazja
Peter F. Hamilton
Polski wydawca rozbił „Gwiazdę Pandory” na dwa tomy, a „Inwazja” to drugi z nich. Ma on wszystkie przypadłości pierwszej części, z rozwleczonymi do granic absurdu opisami na czele. Hamilton z niemal nabożną czcią celebruje każdy detal swojego – trzeba mu oddać – misternie wykreowanego świata. Autor nie przepuści żadnej okazji, by opisać fason ubrania, rysy twarzy czy zawartość talerza. Momentami to droga przez mękę, ale ma też w sobie specyficzny urok, który sprawia, że ta upierdliwość paradoksalnie staje się zaletą. Warsztatowo wszystko gra tutaj pod linijkę. Powieść łączy kilka wątków angażujących z dwadzieścia różnych stronnictw (albo pojedynczych bytów, bo taka planetarna SI to technicznie jedna osoba). Polityki jest tu od groma. Przykład? Scena, w której arystokracja kontrolująca Wspólnotę Ludzką przez dobre czterdzieści stron dzieli między sobą stołki jeszcze przed wyborami. Ot, uroki fasadowej demokracji. Hamilton czuje te gierki bezbłędnie, ale jeśli ktoś nie lubi polityki w SF, to momentami poważnie się wynudzi. Największy plus? Wspomniane światotwórstwo. Masa pomysłów, od klasyków gatunku po totalnie świeże patenty, a wszystko to spięte w jedną, spójną wizję. Do tego dochodzą wyraziści, często polaryzujący bohaterowie, obok których trudno przejść obojętnie. Cała „Ekspedycja” i jakieś 400 stron „Inwazji” to w gruncie rzeczy mozolne rozstawianie bierek na szachownicy. Ale kiedy dojeżdżamy do setnej strony przed końcem... dzieje się magia. Punkt kulminacyjny i finał to absolutna bomba, dosłownie i w przenośni. Serio, to jeden z najlepszych domykaczy, jakie czytałem – wszystko nagle wskakuje na swoje miejsce z odpowiednią dawką epickości. Trochę szkoda, że zostajemy z cliffhangerem, ale hej, to w końcu dylogia, więc przynajmniej jest pretekst, żeby od razu łapać za kontynuację.
Tomek - awatar Tomek
ocenił na 9 1 miesiąc temu
Odtrutka na optymizm Peter Watts
Odtrutka na optymizm
Peter Watts
Tytuł głupi niemożebnie. Niczego tak dzisiaj nie potrzebujemy, jak optymizmu. "Ślepowidzenie" w pierwszym wydaniu kurzy się na półce od lat nieczytane, na pierwsze wydanie "Rifterów" się nie załapałem, więc jest to moje pierwsze spotkanie z Wattsem. Watts jest biologiem jakimś tam, a więc siedzi w hard science, zatem nic dziwnego, że pisze hard s-f , a ja hard s-f nie lubię z dwóch powodów. Mniej ważny, to ten, że twarde nauki mnie zupełnie nie interesują, a drugi ważniejszy, to taki, że twórczość z tego nurtu jest zazwyczaj literacko marna, ponieważ bohaterowie w takich tekstach stają się po prostu tubami do wygłaszania poglądów kosztem jakiejkolwiek literackiej wartości. Dlatego o wiele bardziej lubię nową falę oraz wszystko to, co z niej wyrosło, aniżeli opowiadania dla etatowych przykręcaczy śrubek po politechnikach. Odkrył to zresztą sam Lem, który w pewnym momencie stwierdził, że pisanie literatury przez kogoś chcącego rozpatrywać problematykę naukową mija się z celem i zajął się felietonami. Zanim jednak to zrobił, dostaliśmy "Powrót z gwiazd", którego bohater jest tak świetnie skonstruowany, że większość pisarzy głównonurtowych mogłaby ojcu współczesnej polskiej fantastyki tylko pozazdrościć. I wierz tu pisarzom. Watts nie jest wolny od tej maniery, na szczęście tylko troszeczkę. Niektóre teksty w tym zbiorku opowiadań z połowy lat 90. oraz początku nowego wieku faktycznie są płaskim wykładem pomysłów autora, ubranych w szczątkową fabułę. Na szczęście to minimum. Watts prezentuje pozytywistyczną antropologię, gdzie człowiek poddany jest ciągłej presji świata bezdusznej natury. Rządzi nami po prostu w jego wizji świata biologiczny determinizm. Szczególnie widać to w opowiadaniu "Fraktale" poruszającym problem naszej niechęci do imigrantów. Tekst dzisiaj bardziej aktualny, niż w 1995 roku, opowiada o Kanadyjczyku, który wp*erd*lił imigrantowi z Chin. Okazuje się jednak, powiada autor opowiadania, że za jego zachowanie odpowiadają proste mechanizmy biologiczne. Gdzie zatem spoczywa wina ? Kiedy liberałowie mówią o homoseksualistach "born this way" , to jest to wesołe oraz inkluzywne, ale jeśli powiedzieć tak o nacjonalistach, to ocieramy się już o herezję przeciwko liberalnemu światopoglądowi. Sam bohater natomiast jest postacią tragiczną. Rozdarty pomiędzy świadomością, że jego czyn motywowany jest naturalnie, a więc nie powinien polegać ocenie moralnej, a czysto ludzkim , etycznym odruchem winy za pobicie, próbuje jakoś zrozumieć, co zrobił. Można byłoby ten tragizm Antygony rozdartej między prawem boskim i ludzkim nieco podkręcić i pewnie tak zrobiłby np. Silverberg, ale samo pokazanie problemu jest wystarczająco ciekawe, żebym po przeczytaniu ostatniego zdania miał gęsią skórkę. Konflikt na linii determinizm - wolna wola jest w zasadzie lejtmotywem większości tych opowiadań, a przynajmniej tych w mojej opinii najciekawszych. Czy będzie to problem mężczyzny chcącego wskrzesić swoją żone przepisując do komputera jej świadomość, czy , jak w opowiadaniu "Wyspa", załogi statku kosmicznego odkrywającej myślącą istotę oplecioną wokół czerwonego karła, wszędzie będzie mniej lub bardziej uwypuklony ten sam problemat zależności naszego rozumu od naszych biologicznych uwarunkowań. I to rozdarcie, ten tragiczny w gruncie rzeczy los bohaterów, stanowi o ponadprzeciętności opowiadań Wattsa. Poza tym dostajemy również satyrę na ekologów oraz świetne opowiadanie "Cosie" , w którym wydarzenia z książki "Coś" Campbela oraz filmu Camerona ukazane są z perspektywy obcego. Na minus - opowiadania "o religii". Tutaj Watts nie mówi nic, czego nie mówiłby już Wolter. Racjonaliści będą uchachani, ale to faktycznie rzecz biorąc nudne. Ogółem jednak całość wypada ekstraordynaryjnie. Siedzą mi te teksty jeszcze w głowie i drapią, na pewno też do nich kiedyś chętnie wrócę. Zdecydowanie warto.
Czytacz - awatar Czytacz
ocenił na 8 2 miesiące temu
Dysfunkcja rzeczywistości: Początki Peter F. Hamilton
Dysfunkcja rzeczywistości: Początki
Peter F. Hamilton
Zmęczyłem pierwszy tom i raczej nie zamierzam kontynuować serii. Do mniej więcej trzech czwartych książki widziałem w niej jeszcze potencjał - była nadzieja, że rozproszone, mniej i bardziej interesujące wątki ostatecznie złożą się w spójną, mocną całość. Niestety w pewnym momencie autor skręca w stronę mistyki, która nie tylko nie wynika z wcześniej ustanowionych zasad świata, ale wręcz im przeczy. Tego zabiegu nie kupuję. A szkoda, bo sam świat jest tu bezsprzecznie fascynujący i rozumiem, dlaczego autor zdecydował się rozbudować go do wielotomowej sagi. Problem polega na tym, że już w obrębie jednego tomu nagromadzono materiału wystarczającego na dwie albo trzy osobne książki. Zamiast pogłębiania i porządkowania wątków dostajemy ich nieustanne mnożenie, często bez wyraźnego kierunku. Konstrukcja świata sprawia wrażenie posklejanej z elementów, które nie do końca do siebie pasują, a ja liczyłem, że narracja będzie konsekwentnie trzymać się raz ustalonych reguł. Tymczasem tuż przed finałem zasady gry nagle się zmieniają, co podważa sens wcześniejszego budowania napięcia. Do tego dochodzą fragmenty erotyczne napisane w konwencji taniego romansu, które wyraźnie odstają od reszty i rozbijają ton opowieści. Samo zakończenie pierwszego tomu jest nagłe i pozostawia więcej frustracji niż ciekawości. Gdybym miał choć cień pewności, że całość zmierza do przemyślanego, satysfakcjonującego domknięcia, być może dałbym tej serii jeszcze szansę. Na ten moment jednak nie widzę powodu, żeby inwestować w kolejne tomy. Być może kiedyś do niej wrócę ale raczej nie w tym dziesięcioleciu.
Maciek - awatar Maciek
ocenił na 6 15 dni temu
Kontakt Carl Sagan
Kontakt
Carl Sagan
To moja druga lektura tej książki. Film jest oczywiście klasykiem mojego dzieciństwa i parę lat temu pierwszy raz przeczytałem powieść Sagana (bo w końcu kiedyś trzeba). Wtedy bardzo mi się podobała. Jako, że po 30 latach zdecydowano się na reedycję tej książki, to ciężko o lepszy powód do ponownej lektury. Ale czasem okazuje się, że może to nie być najłatwiejsze doświadczenie. Przeczytałem tych kilka słów, jakie skreśliłem 14 lat temu i raczej nie napisałem nieprawdy. Ale tym razem czytało mi się to opornie. Z kilkoma sprawami naprawdę ciężko mi się pogodzić. 1. Mocne skupienie się na konflikcie religia-nauka. Momentami czułem się jakby czytał jakieś dyskusje na internetach. A uważam je za absolutnie jałowe. Widać nic się od 1985 roku nie zmieniło. Historia finalnie próbuje oddać sprawiedliwość obu stronom tego sporu (jakby było warto zaprzątać sobie tym głowę), ale, cholera, chciałem przeczytać porywającą książkę, a nie drogę autora do wewnętrznej równowagi... 2. Wielokrotne umniejszanie ludzkości :D Wiem, że mamy wiele za uszami; wystarczy poczytać wiadomości z dowolnego dnia. Ale skąd u licha można wiedzieć, czy w ogóle da się porównać dwie cywilizacje wyrosłe z zupełnie innego gruntu? Znów finalnie Sagan stara się jakoś stonować te wszystkie "jesteśmy biednymi krewnymi, zwierzętami w zoo, robactwem, bakteriami" (zabawne, że to eskalowało wraz z lekturą), ale jakoś miałko i niezbyt przekonująco to wyszło... 3. ...bo kwestie techniczne, które miały nas odrobinę zrehabilitować są dość dyskusyjne, cienkie jak barszcz. Że niby obcy nie potrafili dostrzec tego, o czym sami nam mówią i jeszcze, co mamy zrobić żeby to odkryć? Wątek z liczbą Pi jest ciekawy, ale właściwie nie ma znaczenia. 4. W ogóle zresztą sam sygnał, to jak nam go podano na tacy i jak szybko poszło nam jego zdekodowanie, pachnie mocno startrekową naiwnością. Po prostu zwykła bajka. Sorry, no już w tamtych latach i wcześniej powstawały wizje kontaktu znacznie bardziej frapujące, a przede wszystkim nie tak... łatwe. Bo obcy tutaj właściwie nie są obcy. To swojaki z fajnymi zabawkami, rzeczywiście: bogaci sąsiedzi z miasta. Wątków osobistych nie czepiam się, mimo że wypadają dość telenowelowo. Ciekawe są opinie innych czytelników. Jednym książka podobała się, bo była naukowa i porywająca, a innych odrzucało to, że była zbyt naukowa i postacie były niezbyt sympatyczne. A do tego parę głosów o tym, że tej naukowości było za mało :D Biorąc pod uwagę moją własną zmianę stosunku do "Kontaktu", pozostaje to podsumować dość górnolotnie: na wszystko jest w życiu czas. Zapewne ktoś, kto nie styka się z SF za często, ale ma słabość do tego gatunku, może się w powieści Sagana zakochać. Ci, którzy swoje w życiu już przeczytali, mogą się czuć rozczarowani, bo jest to jednak dość cukierkowa wizja. Jedno jest pewne - nie jest to książka przygodowa, ale czuć że to już nie jest rzecz z awangardy gatunku. Na pewno warto znać, ale po lekturze odstawić na półkę "klasyka", gdzie kurzy się wiele wartościowych dzieł, do których nie bardzo ma się chęć wracać.
mrpriv - awatar mrpriv
ocenił na 7 1 miesiąc temu

Cytaty z książki Przebudzenie Aurory

Bądź pierwszy

Dodaj cytat z książki Przebudzenie Aurory