Prawo i pięść

Okładka książki Prawo i pięść autorstwa Józef Hen
Józef Hen Wydawnictwo: Replika powieść historyczna
196 str. 3 godz. 16 min.
Kategoria:
powieść historyczna
Format:
papier
Data wydania:
2012-07-10
Data 1. wyd. pol.:
1997-01-01
Liczba stron:
196
Czas czytania
3 godz. 16 min.
Język:
polski
ISBN:
978-83-76741-90-1
Rok 1945. Cichnie zawierucha II Wojny Światowej. Do miasteczka położonego na Ziemiach Odzyskanych wraz z licznymi osadnikami przybywa Henryk Koenig, były więzień obozu. Podobnie jak i oni pragnie rozpocząć nowe życie. Jednak opuszczone przez Niemców tereny przyciągają również bandy rabusiów i szabrowników. Jednej z nich Koenig będzie musiał stawić czoła.
Powieść okrzyknięta „polskim westernem” stała się kanwą scenariusza niezwykle popularnego filmu w reżyserii Jerzego Hoffmana i Edwarda Skórzewskiego z Gustawem Holoubkiem w roli głównej oraz gwiazdorską obsadą: Zofią Mrozowską, Hanną Skarżanką, Ewą Wiśniewską, Wiesławem Gołasem, Zdzisławem Maklakiewiczem.
Średnia ocen
6,8 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Prawo i pięść w ulubionej księgarni i Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl. Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów), „Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki. Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów), „Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oceny książki Prawo i pięść

Średnia ocen
6,8 / 10
59 ocen
Twoja ocena
0 / 10

Opinia

avatar
2377
2377

Na półkach:

O autorze już pisałem, należy do moich ulubionych polskich pisarzy.
Na podstawie książki został nakręcony świetny film fabularny w reżyserii J. Hoffmana i E. Skórzewskiego ze znakomitą obsadą aktorską. Premiera filmu odbyła się w 1964 r.
Książka ukończona przez autora w 1957 r. została przez cenzurę zablokowana. Oficjalnie wydana została dopiero w 1990 r.
Nawiązywała swoim tematem do westernów, czyli walki dobra ze złem, albo inaczej, prawo czy pięść ( to spłycenie tematu, ale co tu się rozpisywać, wiadomo o co chodzi ).
Wydawałoby się, że akcja książki, 1945 r. na opuszczonych przez Niemców tzw. Ziemiach Odzyskanych, dotyczy czasów minionych.
Tak nie jest, to pytanie - prawem, czy pięścią ? Jest ponad czasowe.
Wszędzie !!!
Najbliższy mi przykład to Polska, gdzie książkowi szabrownicy chcą wprowadzić prawo pięści, ale jak to w westernie bywa, przychodzi dobry szeryf, książkowy H. Koenig, były więzień obozu koncentracyjnego, przywraca prawo i porządek i znowu dobro zwycięża zło.
Tak się zawsze kończy, bo w dłuższej perspektywie, zło jeszcze nigdy nie wygrało, obojętne w filmie, czy w polityce !!!
Do następnego razu !!!

Proza autora to uczta dla czytelnika.
Z treścią książki zapoznasz się w opisie..
POLECAM.

O autorze już pisałem, należy do moich ulubionych polskich pisarzy.
Na podstawie książki został nakręcony świetny film fabularny w reżyserii J. Hoffmana i E. Skórzewskiego ze znakomitą obsadą aktorską. Premiera filmu odbyła się w 1964 r.
Książka ukończona przez autora w 1957 r. została przez cenzurę zablokowana. Oficjalnie wydana została dopiero w 1990 r.
Nawiązywała swoim...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

155 użytkowników ma tytuł Prawo i pięść na półkach głównych
  • 79
  • 76
40 użytkowników ma tytuł Prawo i pięść na półkach dodatkowych
  • 29
  • 4
  • 2
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1

Tagi i tematy do książki Prawo i pięść

Inne książki autora

Józef Hen
Józef Hen
Józef Hen, właściwie Józef Henryk Cukier (ur. 8 listopada 1923 w Warszawie) – polski pisarz, publicysta, dramaturg, scenarzysta i reportażysta żydowskiego pochodzenia. Urodził się w Warszawie w rodzinie żydowskiej, jako syn Rubina Cukiera (1891-1945) i Ewy z domu Gampel (1894-1975). Wychowywał się na warszawskim Muranowie, gdzie również chodził do szkoły. Zadebiutował w Małym Przeglądzie w 1932; zetknął się też z Januszem Korczakiem. Po wybuchu II wojny światowej, w listopadzie 1939 uciekł z Warszawy do Lwowa i wojnę spędził w Związku Radzieckim. Pracował przy budowie szosy koło Kijowa, a potem trafił do Samarkandy w Uzbekistanie. Pomimo dobrej formy fizycznej nie został przyjęty do armii Andersa[1]. W 1944 wstąpił do Wojska Polskiego. Był korespondentem wojennym, opublikował też pierwszy wiersz (Łódź wierna, tłumaczony potem m.in. na chiński) w piśmie Głos Żołnierza. W czasie wojny stracił ojca, zabitego w 1945 w Buchenwaldzie, brata Mojżesza (ur. 1920), który zaginął w ZSRR oraz siostrę Mirkę (1917-1942), zabitą przez Ukraińców na Wołyniu[2]. Wojnę przeżyły matka i siostra Stella (ur. 1915). W 1944 zmienił nazwisko na Hen. Zaraz po wojnie był redaktorem tygodnika Żołnierz Polski. Ukończył szkołę oficerów i dosłużył się stopnia kapitana; służbę zakończył w 1952. Już w 1947 opublikował pierwszą książkę Kijów, Taszkent, Berlin. Dzieje włóczęgi, która została uznana za obiecujący debiut. Pisał reportaże, nowele, opowiadania, prozę historyczną i powieści dla dorosłych i młodzieży, a także scenariusze filmowe, które niekiedy też reżyserował, m.in. Autobusy jak żółwie. Na podstawie jego utworów nakręcono na początku lat 60. m.in. filmy Krzyż Walecznych, Nikt nie woła, Kwiecień oraz Prawo i pięść. Później sfilmowano też Crimen. Był także autorem scenariusza serialu historycznego Królewskie sny, opublikowanego później także w wersji książkowej. Opublikował też m.in. na łamach tygodnika Świat. W latach 1967-69 był zajadle atakowany przez środowisko tzw. "partyzantów". Nawiązał wówczas współpracę z paryską "Kulturą" Jerzego Giedroycia, w której opublikował trzy opowiadania pod pseudonimem Korab ("Western", "Oko Dajana", "Bliźniak"). Wydał m.in. powieść dla dzieci Bitwę o Kozi Dwór (1955), nawiązującą częściowo do Chłopców z Placu Broni Molnára, powieść wojenną Kwiecień(1960), dwie autobiograficzne powieści tworzące cykl "Teatr Heroda" o dojrzewaniu tuż przed II wojną światową i podczas oblężenia Warszawy w 1939 roku ("Przed wielką Pauzą" i "Opór"), liczne zbiory opowiadań, w tym Krzyż Walecznych (1964), literaturę historyczną Crimen. Opowieść jarmarczna (1975) oraz tomy esejów Nie boję się bezsennych nocy (1987) i wspomnień Nowolipie (1991). Inną pozycją w jego dorobku są beletryzowane biografie, wśród nich Ja, Michał z Montaigne (1978) – panorama XVI-wiecznej Europy ujęta na tle życiorysu francuskiego pisarza, myśliciela i eseisty Michela de Montaigne, oraz Błazen - wielki mąż (1998) – obszerny szkic postaci i wielostronnej działalności Tadeusza Boya-Żeleńskiego, przetykany refleksjami autora na temat epoki, która była jego dzieciństwem (powieść ta miała już trzy wydania). Hen przez lata doczekał się kilkunastu tłumaczeń, w tym na czeski, niemiecki, francuski i rosyjski. Przez długie lata (do 1982) był działaczem Związku Literatów Polskich. Był też członkiem komitetu wyborczego Włodzimierza Cimoszewicza w wyborach prezydenckich w 2005. Jest członkiem Stowarzyszenia Pisarzy Polskich. Mieszka w Warszawie. Z małżeństwa z Ireną z domu Lebewal (ur. 1922) ma dwoje dzieci: Magdalenę (ur. 1950) i Macieja (ur. 1955).
Zobacz stronę autora

Czytelnicy Prawo i pięść przeczytali również

Pomocnik Bernard Malamud
Pomocnik
Bernard Malamud
Brooklyn, Nowy Jork, lata 50. XX wieku. Przenosimy się w czasie i przestrzeni do nowojorskiej dzielnicy biedoty, do podupadającego sklepu spożywczego prowadzonego przez żydowskich imigrantów z Rosji, w wietrzny listopadowy ranek wciągamy do sklepu ciężkie skrzynki z mlekiem, przesypujemy bułki z torby do drucianego kosza, sprzedajemy jedną z nich za trzy centy siwowłosej Polce, zapalamy grzejnik gazowy, parzymy kawę w sczerniałym emaliowanym garnku, liczymy skromne dochody, zastanawiamy się, gdzie podziała się nasza młodość, dlaczego zmarnowaliśmy życie i jak przetrwać do pierwszego, czekamy na klienta, choć nie nadchodzi i uśmiechamy się ponuro przeglądając żydowską gazetę, jednym słowem, dzielimy troski i aspiracje bohaterów powieści. „Tyle się spodziewał po Ameryce, a dostał tak mało.” Jest w tej książce sporo biedy, cierpienia i trosk, ale niewątpliwie jest to powieść wysokiej duchowej urody, dodająca otuchy moralnej, a do tego czyta się świetnie, dlatego cenię, szanuję, uważam, admiruję i wysoko stawiam, Bernard Malamud, amerykański pisarz pochodzenia żydowskiego, wychowany na Brooklinie w rodzinie imigrantów z Rosji, wierzy, podobnie, jak Dostojewski, że szansę na odkupienie win ma największy nawet grzesznik i ta wiara jest w tym utworze czytelna, jest „zbrodnia”, jest „kara” i jest „nadzieja na odkupienie win”, jest także napięcie pomiędzy światem duchowym a materialnym, tak charakterystyczne dla najważniejszych dzieł Marca Chagalla oraz mnóstwo refleksji o tym, jak trudno jest zmienić kierunek życia. Powieść spodoba się czytelnikom czułego i niepomnego uraz serca. Książka wydana w roku 1957. „- Moja mama pyta - powiedziała prędko - czy pan mógłby jej dać na kredyt do jutra funt masła, bochenek żytniego chleba i małą butelkę octu jabłkowego. Kupiec znał matkę. - Nie będzie więcej kredytu. Dziewczynka wybuchnęła płaczem. Morris dał jej ćwierć funta masła, chleb i ocet. Odnalazł na podniszczonym kontuarze, obok kasy, pokreślone ołówkiem miejsce i dopisał liczbę pod pozycją „Pijaczka”. Suma ogólna wyniosła teraz dwa dolary i trzy centy, których nie miał nadziei nigdy zobaczyć. Ale Ida zrzędziłaby, gdyby zauważyła nową kwotę, więc zmniejszył sumę do jednego dolara i sześćdziesięciu jeden centów. Jego spokój - ta odrobina spokoju, jaką miał - wart był czterdzieści dwa centy.” Przewrotnie rzecz ujmując, można zaryzykować stwierdzenie, że jest to powieść również o tym, że z wiekiem spada zapotrzebowanie na zysk, a rośnie na święty spokój. ; )
Jeanne - awatar Jeanne
ocenił na 8 1 rok temu
Anioł milczał Heinrich Böll
Anioł milczał
Heinrich Böll
Mało jest takich książek, co nie dziwi, skoro Niemcy to nie Polacy. My – jak pisał nieodżałowany Adam Zagajewski - „naprawdę umiemy żyć dopiero w klęsce”. Oni zaś wręcz przeciwnie…. Dlatego o maju 1945 r. i o tym, co zaraz po tym, ani nie pisali za bardzo książek, ani filmów nie robili - do czasu oczywiście, do czasu… Ale szlak przetarł właśnie noblista Böll, choć tę książkę wydano już „post mortem”. Nie przypadkiem jest nam obca skala powojennej nędzy w Niemczech – wszak bliższa koszula ciału. Tak czy inaczej to jednak interesująca nowość czytać choćby takie zdania: „Jadł powoli, jak ludzie którzy pragną odsunąć straszliwą chwilę, kiedy nic już nie będzie do zjedzenia, a wiedzą, że będą jeszcze głodni”. Świat przedstawiony to niemal wyłącznie ruiny - nie tylko budynków, bo ci, co przeżyli „mają puste wnętrza”. Narracja zaczyna się zresztą od samotnego człowieka przemierzającego ruiny miasta, „które miało niegdyś wiele kościołów”; gdzie „gruz i śmieci wznosiły się aż po pierwsze pietra wypalonych fasad, a z niektórych ulic wydobywały się jeszcze duże, gęste i ciężkie chmury dymu” (chodzi o Kolonię, skoro mowa o Renie i Trzech Królach, a i ruiny nie byle jakie, bo romańskie…). Bohater (żaden z niego naziol, ot zwykły Niemiec - cokolwiek wtedy to znaczyło) to „ocalony prowadzony na rzeź”, bo miał być w ostatnich dniach III Rzeszy rozstrzelany za dezercję. „Miałem żyć, a nawet chciałem żyć – a on mi chciał to życie podarować, teraz widzę, że można darować komuś życie, kradnąc mu jego śmierć” – mówi do wdowy po człowieku, któremu zawdzięcza życie. Największym przysmakiem jest kilkudniowy chleb i połówka papierosa. To ważniejsze niż wieść o końcu wojny. „Mógł uczcić nastanie pokoju, siedząc na kuble od śmieci, zajadając powoli i uroczyście kromki chleba i licząc w zamyśleniu resztę, jaką wydała mu piekarzowa”. Porusza obraz dworcowej poczekalni w nocy (jakże podobny do opisu Kapuścińskiego z „Imperium”). Jak zawsze i wszędzie, zwłaszcza po każdej wojnie, zwłaszcza przegranej, nie brakuje cwaniaków żywiących się krzywdą innych. Tutaj jest nim zaufany miejscowego arcybiskupa, który zawczasu wystawił mu zaświadczenie, że wstąpił do NSDAP na jego polecenie, aby” wypełnić zadanie religijne”. Dla niego nastanie pokoju to jeszcze lepszy czas, a już wcześniej był przekonany, że „politycznie zawsze okaże się on poprawny - bez względu na ład, jaki nastanie”. I wykrakał sam sobie: „Odkąd wojny już nie było, wszystko toczyło się tak gładko, że aż nieprzyjemnie: zarabianie pieniędzy stało się tak proste”. A zarazem ktoś mu powie prawdę w oczy: „Myślę, że cała masa dobrych chrześcijan biła po twarzy ludzi podobnych po ciebie i że to wcale nie było nie po chrześcijańsku”. I znowu (jak gdyby specjalnie dla mnie) nielinearna narracja i różne plany czasowe, w stan klęski wpasowane. Co tu jeszcze? Ano to, co zawsze po każdej wojnie, zwłaszcza przegranej: desperacka próba dwojga rozbitków, czyli Mężczyzny i Kobiety. Wyciszona, uczciwa książka autorstwa uczciwego Niemca. A ja? Cóż, ja mam odwagę napisać, że czytając tę niezwykle humanistyczną książkę, nie czułem żadnej, by tak powiedzieć... satysfakcji. Bo to rzecz o Człowieku …. PS Jeszcze taka uwaga: gdyby nie plan Marshalla i pomoc USA, zwłaszcza po tzw. I kryzysie berlińskim z 1948 r. (precedensowy w historii „most powietrzny”!), być może Niemcy tak szybko i łatwo nie związaliby się z Zachodem. Zrozumieli, ze Amerykanie robiąc coś dla siebie, robią coś (czyli bardzo wiele) dla nich…. Nieco cytatów…. „Przyszła tylko pocztówka, zupełnie zwyczajna pocztówka, a jedynym napisanym na niej odręcznie słowem, był nieczytelny bazgroł jakiegoś majora”. „- Na Boga, mamo – powiedział głośniej – bądźże rozsądna, to tylko osiem tygodni. (…) - Tak, tak – powiedziała – osiem tygodni. Oboje wiedzieli, że to kłamstwo; kłamali nie wiedząc, dlaczego kłamią. I nie mogli wiedzieć, a jednak kłamali, wiedząc że kłamią. Wiedzieli, że on musi wyjechać nie tylko na osiem tygodni”. „Szary napój bez smaku przełykany co sekundę: Czas….”. „Być może nuda bywa pożyteczna, tak jak zło może w tajemniczy sposób służyć dobru”.
Łukasz Starzewski - awatar Łukasz Starzewski
ocenił na 8 2 lata temu
Nie boję się bezsennych nocy... Józef Hen
Nie boję się bezsennych nocy...
Józef Hen
wersja audio Notatki, małe eseje, urywki myśli, wspomnienia, a czasami niemal kompletne artykuły Pana Hena o wszystkim... Mamy tu jego wspomnienia osobiste i te zawodowe, są także wydawnicze (bardzo ciekawe były te z okresu gdy na rynek trafiło "Nowolipie"). Mamy refleksje o świecie zastanym i minionym. Mamy wspomnienie ludzi, którzy w życiu autora odegrali jakąś ważną w danym okresie rolę, ale są też wspomnienia wielkich, których przez swoje długie życie miał okazje spotkać jak np to o Pani Nałkowskiej. Jest tu trochę dywagacji politycznych. Bywa też ciut zgryźliwie, bo Pan Hen lubi się czasami zdenerwować na świat. Tych wspomnień i refleksji jest wiele i bywa, że jedno przechodzi w drugie, a to daje poczucie chaosu..., ale z drugiej strony czy takie nie jest nasze życie? Czy nie jest historią, która przepływa z jednej w drugą i stapia się w pewną całość? Czy życie, a co za tym idzie, czy refleksja nad tym życiem może być czymś doskonale uporządkowanym? Ten chaos formy jest namacalny, pojawia się natychmiast, nie jest zgrzytem w narracji, nie wynika on z nieumiejętności poprowadzenia rzeczy inaczej, jest oczywisty i choć jest on nieco (przyznam) męczący chwilami, to chyba tak właśnie miało być. Wersja audio jest przeczytana wybitnie, ale nadal w tym przypadku, ze względu na konstrukcję tekstu, ze względu na mnogość tematów i nazwisk, mimo wszystko polecam raczej wersję papierową lub e book.
NiegdyśNatalia - awatar NiegdyśNatalia
oceniła na 7 6 miesięcy temu
Każdemu, co mu się należy (od mafii) Leonardo Sciascia
Każdemu, co mu się należy (od mafii)
Leonardo Sciascia
Sycylijski sierpień 1964 roku. Aptekarz Manno otrzymuje anonimowy list przepowiadający jego śmierć. Mieszkańcy miasta traktują to jako żart. Następnego dnia doktor Manno i jego kompan Roscio giną w czasie polowania. Zagadkę postanawia rozwiązać profesor Paolo Laurana. Śledztwo policji stanęło w miejscu. Miasto zaczyna żyć spekulacjami. Laurana zaczyna pytać napotkanych ludzi o coraz niebezpieczniejsze tematy. Roscio podobno miał mieć kompromaty na wysoko postawioną osobę. Rozmówcy doradzają mu wycofanie się ze śledztwa, wytykając mu jego naiwność i zepsucie społecznego systemu. Laurana był czterdziestolatkiem uzależnionym psychicznie od matki. Jego relacje z kobietami polegały na czystej fantazji. To ostatecznie było jego upadkiem, bo zaufał wdowie po Roscio, która chciała się go pozbyć. Bowiem w domu prałata wychowywała się siostrzenica, pani Roscio i jego bratanek Rossi. Kochali się od dzieciństwa. Roscio ich nakrył, ale nie zrobił z tego skandalu. Zabójstwo Rosciego było sposobem na zamknięcie mu ust i usankcjonowanie małżeństwa tej dwójki, a Manno był tylko wabikiem. Laurana za węszenie został usunięty przez tych samych ludzi. Sciascia ukazuje zepsucie włoskiego społeczeństwa. Miasto zadowala się pierwszym lepszym wytłumaczeniem zabójstwa, a jednocześnie każdy wie, co tak naprawdę się wydarzyło. Ci, którzy nie są obojętni, są umoczeni w zbrodni. Najbardziej świadomi wiedzą o swojej bezradności, a Laurana wydaje im się dzieckiem we mgle. Religia została pokazana jako podpora dla szemranych działań. Miłość Roscio i Rossiego nie mogła być akceptowana; dopiero po zabójstwie jej męża ponowne wyjście za mąż, tym razem za Rossiego, postrzegane było jako akt poświęcenia. Tym samym teraz religia zezwoliła na małżeństwo kuzynostwa. Ksiądz został księdzem dla spadku rodzinnego, a w wolnym czasie czyta Casanovę. Obraz potencjalnie pięknego i spokojnego sycylijskiego miasteczka kontrastuje z niebezpieczeństwem, które powstaje, gdy mówi się zbyt głośno na forum o sprawach oczywistych. Zakłamanie i dwójmyślenie były konieczne w nierównej walce z mafią. https://www.instagram.com/metakonteksty/
Metakonteksty - awatar Metakonteksty
ocenił na 6 6 miesięcy temu
Dżamila Czingiz Ajtmatow
Dżamila
Czingiz Ajtmatow
Lubię akcje czytelnicze za to, że zachęcają mnie do sięgnięcia do literatury z rejonów, na które inaczej pewnie nie zwróciłabym uwagi. Tym razem w literacką podróż udałam się do Kirgistanu. "Dżamila" to nowelka rozgrywająca się na stepach na granicy Kirgisko-Kazchskiej, wśród pracujących w kołchozie potomkach nomadów. Wydarzenia poznajemy przy pomocy pierwszoosobowej relacji artysty. Punktem wyjścia opowieści jest namalowany przez niego obraz, przedstawiający widok z dzieciństwa. Nowelka ma mocno nostalgiczny klimat. Mężczyzna wspomina bowiem dzieciństwo, a konkretnie jednej krótki okres związany ze swoją bratową — tytułową Dżamilą. Nie chcę zdradzać fabuły, bo utwór jest krótki. Powiem więc jedynie, że opowieść kręci się wokół wspomnianej kobiety i mężczyzny, który przybywa do wioski. Trzeba przyznać, że jest to książka mocno retro. Fragmenty o pracy w kołchozie, gdzie każdy pracuje z zapałem, z dzisiejszej perspektywy są trochę koślawe. "Dżamila" broni się jednak ciekawym przedstawieniem dziecięcej psychiki. Opisy życia na stepie mają sporo uroku i uczą o tym, jak wygląda(ło) życie w aule. Sam wątek uczuciowy mnie nie porwał, ale chyba nie ma w tym nic dziwnego. Rzecz w końcu ma około 90 stron i wszystko dzieje się bardzo szybko. Nie jest to literatura wybitna, ale z powodzeniem przybliża nieznany większości z nas świat. https://www.instagram.com/kiczcock/
PaniKiczcock - awatar PaniKiczcock
ocenił na 6 1 rok temu
Pingpongista Józef Hen
Pingpongista
Józef Hen
W „Pingpongiście” wszystko jest tak jak trzeba. Poukładane myśli, wspomnienia i przeszłość. Współczesna opowieść o przebaczaniu, o wojnie, o śmierciach niezawinionych i tych, którzy strzelali. Brooklyński sędzia (Michał Dembina, obecnie Mike Murphy) przyjeżdża do Cheremca, by wziąć udział w odsłonięciu pomnika ku czci pomordowanych tu Żydów. I to, co u Hena nigdy nie zawodzi, to postaci, które, nawet jeśli pojawiają się na chwilę, zapadają w pamięć. Nauczycielka, ksiądz i jego gospodyni, Frajndla Wajnstein, a wszystkich i wszystko spaja przeszłość i żar bijący od podpalonej stodoły. Jest w „Pingpongiście” jakaś nadzieja, jakieś światło, mimo iż mrok nie chce odpuścić – ktoś zabija koty, ktoś inny nie zgadza się na upamiętnienie zbrodni. A Józef Hen jakoś pięknie, po mistrzowsku o tym wszystkim pisze: „ Antysemityzm to choroba trudna do wyleczenia... Bo choremu sprawia przyjemność”. Bo w książce Hena przeglądają się polskie strachy i polskie mity. Bo jeśli się pamięta, jeśli żałuje, nie jest jeszcze z nami tak źle, jak mówią, prawda? Dawno temu Michaś miał do zagrania mecz w ping-ponga. Nie zdołał jednak uratować swojego przeciwnika. „Obiecałem mu rewanż”, mówi i wsłuchuje się w słowa księdza: „…jeśli wracamy do pustki, z której wyszliśmy, jeśli jest tylko nieistnienie, to znaczy, że nie mamy nic cenniejszego od życia”.
Marcin Masłowski - awatar Marcin Masłowski
ocenił na 7 2 lata temu
Trismus Stanisław Grochowiak
Trismus
Stanisław Grochowiak
Przerażająca opowieść komendanta obozu dla tzw. “uprzywilejowanych” Żydów, a zarazem jeden z najlepszych obrazów esesmańskiej mentalności w polskiej literaturze. Wydawało mi się, że w zasadzie znam najważniejsze dzieła wartościowej (niestety - istotne to dziś zastrzeżenie) literatury obozowej, tymczasem okazało się, że przez lata pominąłem ważną pozycję. Wartością tej niezbyt obszernej opowieści z 1963 r. jest równie znakomity, jak i wiarygodny, portret psychologiczny istotnego trybika w hitlerowskiej maszynerii śmierci. A chodzi o obóz, którego więźniowie mogą być wykupywani przez rodziny lub organizacje z zagranicy. Początkowi hitlerowcy chcieli na Żydach zarabiać, zanim zaczęli ich systemowo zabijać… Zupełnie nie do wiary wydaje się fakt, że Grochowiak, wybitny wszak poeta, w wieku dwudziestu kilku lat napisał tak dojrzałą i wiarygodną rzecz (przy której jeszcze bardziej uwidacznia się mizeria tak dziś rozplenionej literaturki typu “holo-polo”). Zwraca uwagę wysokojakościowy charakter tej opowieści, której styl mógłby być wzorcem, gdyby nie to, co napisałem wyżej…. Według definicji słownikowej “trismus” to «kurczowe zwarcie szczęk». Bardzo to adekwatne w kontekście narratora, nieświadomego, że będąc buldogiem wobec “wrogów Rzeszy”, nie może być jednocześnie czułym pieseczkiem dla własnej żony… Retoryczne byłoby wszak pytanie, czy można mieć taką “pracę”, a jednocześnie być normalnym mężczyzną, czułym mężem, a w niedalekiej przyszłości troskliwym tatusiem… Gdy w 1943 r. Glückauf odwiedza Adolf Eichmann, szef komórki RSHA ds. żydowskich, z poleceniem likwidacji obozu, narrator początkowo próbuje “bronić swoich Żydów”, ale bynajmniej nie przed śmiercią - chodzi mu wyłącznie o własny prestiż komendanta. I tylko jeden drobny błąd rzeczowy: w konferencji w Wannsee nt. “ostatecznego rozwiązania kwestii żydowskiej” nie uczestniczyli, jak pisze Autor, “wszyscy komendanci obozów zagłady” - byli oni jedynie szczeblem wykonawczym, a nie decyzyjnym tej największej “zbrodni zza biurka”... “Byłem po prostu SS-obersturmfürerem pełniącym obowiązki komendanta małego obozu koncentracyjnego w Glückauf, który otrzymał wezwanie +Lebensbornu+ do uregulowania swoich spraw rodzinnych, aby z kolei umożliwić sobie awans i trwałą już nominację służbową”. “– Jest pan również komendantem obozu. Nie umówiliśmy tego aspektu w naszej rozmowie. W obozach dzieją się rzeczy godne tylko oczu mężczyzn. Fuehrer nie życzy sobie, aby synów naszego narodu rodziły kobiety o postrzępionych nerwach i ponurej wyobraźni. (...) Niech pan ją otacza zielenią, kwiatami dobrocią”. “Byłem narodowym socjalistą, ale to oznaczało tylko tyle, że nie przebudowując myślenia, przebudowałem jedynie uczucia. “Mając 24 lata, w tym trzy lata stażu w SS, byłem w gruncie rzeczy skautem, wychowanym na zasadach etyki z książek Amicisa, Molnara i Karola Maya”. “Powiedział mi coś więcej: choćby to, że architektura uczy także, jak jednym fachowym ciosem zwalić w gruzy katedrę w Reims i pałace Leningradu. Nie owijał w bawełnę faktu, że jako architekt będę fachowcem od niszczenia murów, jako esesman specjalistą od unicestwiania ciał”. “Nie odczuwałem żadnej dysharmonii: staliśmy nad brzegiem nowego, radosnego świata, do którego jednak nie było innej drogi, jak przez cierpienie nasze i cierpienie naszych ofiar. To było bezwzględnie okrutne, ale było i oczywiste”. “Kto chce rządzić, musi ograniczać wolność, musi prześladować i więzić. Prawdziwy humanizm (niech już będzie, wyjdę wam naprzeciw z tym obiegowym słowem) polega właśnie na uświadomieniu sobie tejże konieczności. (...) Myślę o uświadomieniu zimnym i trzeźwym, a czym będzie ono okrutniejsze, tym więcej przyniesie dobrodziejstw. Ten kto wie, że więzić musi, będzie więzić celowo i sposób zorganizowany, dbając o logikę więzienia i jego głęboko skryte piękno”. “Gdyby nie konieczność wojny, zwierzęcy upór nieprzyjaciół, uczuciowa świadomość krzywd wyrządzonych narodowi niemieckiemu wszędzie, gdzie tylko to było możliwe, gdyby - powtarzam – nie rosnący z dnia na dzień gniew i chęć zemsty, obozy koncentracyjne przeszłyby do historii jako niczym nieskalane krynice społecznego zdrowia”. “Obcując z Himmlerem, zawsze odczuwałem jakieś ciepłe fale, które zdawały się emanować z jego głosu (oczywiście gdy nie przemawiał), z jego gestu, łagodnych oczu, ukrytych za szkłami. To był człowiek do rdzenia dobry. I właśnie jemu idea powierzyła zadania najbardziej twarde, bezwzględne, często wręcz takie, że wzdragało się przed nimi serce”. Narrator i o sobie ma zdecydowanie zbyt dobre mniemanie: “Mały Żydek- intelektualista, którego naszedł z nagła dziwny pomysł buntu, też skorzystał na moim małżeństwie. Ukarałem go jedynie godzinną stójką pod zimnym prysznicem”. Nie jest też wolny od typowych racjonalizacji swych zbrodni: “A jednak nie chcę sprawiać wrażenia fanatyka, który czując się uskrzydlony obowiązkiem wierności sobie, nie liczy się całkiem z faktami”. W miarę klęsk na froncie wschodnim system, jak i komendant, stają się coraz bardziej krwiożerczy. “Straszny krzyk niemieckich matek biegł po całej niemieckiej ziemi. Co prawda gęsty śnieg uciszał te zawodzenia, ale wiedzieliśmy że tam – gdzieś, gdzie nawet myślą nie potrafiliśmy sięgnąć, tak samo napełnia wiecznym milczeniem otwarte usta i oczy naszych martwych synów i braci. Rozdzierający ból po każdej wieści z frontu, wzrastająca nienawiść wobec wroga, ale zarazem konieczność czujności wobec wszelkich objawów defetyzmu lub rezygnacji we własnych szeregach”. “Nie starczyło mi czasu, aby ocknąć się po wiadomości o śmierci jednego z przyjaciół, a już musiałem brać udział w posiedzeniu sądu dla zdrajców (często ojców i matek poległych chwalebnie żołnierzy), którzy z osobistej klęski ważyli się wróżyć klęskę Führera”. “Egzekucję zarządzono na godzinę 12:00 w południe, a już o świcie do Glückauf ściągały podwody i autokary z widzami. Często zjeżdżano całymi rodzinami, nie wyłączając dzieci, wszyscy odświętnie ubrani, z odświętnym podnieceniem, nieprzekraczającym jednakże granic powagi”. “Nigdy nie potępiałem i nie mogę potępiać masowych pacyfikacji, o ile wynikają one z historycznej konieczności, a nie z sadyzmu”. “Polacy to naród brudny, przykry w bliższym kontakcie, krnąbrny. Thomas skarży się na nostalgię, dręczy go (podobno choroba wśród Niemców w Guberni powszechna!) nacisk wrogiego, pełnego nienawiści otoczenia”. Toksyczność związku narratora i Dunki ujawnia się bardzo prędko, dla niego na tle niemożności zajścia żony w ciążę, czyli - jak to mówili tacy jak on - “dania dziecka Fuehrerowi”. Jeśli do tego dodamy względy, jakie Nelli, kierowana obcym mężowi poczuciem ludzkości, okazuje Astrid, żydowskiej dziewczynce z obozu…. Wszystko staje się jasne w notatkach dla żony, umieszczanych we wspólnie prowadzonym przez obojga dzienniku, a pisanych przez niego w stylu poleceń kaprala dla rekrutów. “Jestem narodową socjalistką, nie lubię Żydów i boję się ich, ale Astrid jest tylko biednym i bezradnym dzieckiem. Czy mamy prawo być aż tak surowi? Nie, nie rozumiem tego”. “Nazwać zachowanie się mojej żony normalnością byłoby śmieszne. W tym jest jakiś bunt, ale jaki?”. “Fakt, że żona tego urzędnika zanosi Żydówce pomarańcze, że spędza u jej łóżka długie kwadranse, nie jest objawem dobrej woli, ale karygodnej głupoty i nieodpowiedzialności. Nie wspominam już o wyraźnych zaniedbaniach w gospodarstwie domowym, o całkowitym rozprzęgnięciu się atmosfery rodzinnej”. “Jestem kobietą, której codziennie wypomina się jej bezpłodność. Specjaliści z Monachium stwierdzili mimo wszystko coś innego. Jeśli szuka się z kobietą kontaktu jedynie w celu jej zapłodnienia, gdy ona o tym wie i pamięta, być może paradoksalnie nie jest wtedy zdolna spełnić tak gorliwych oczekiwań”. “Przyjmijmy, że nigdy nie będę miała dzieci. Czy powinna więc dziwić kogokolwiek moja skłonność do obcego dziecka, choćby nawet urodziła je Żydówka? Ale nie! Astrid nie ma nic żydowskiego. Jest po prostu śliczna i mądra. Zebrała się wokół niej nienawiść świata, której nie potrafię zrozumieć”. “Ostateczne rozwiązanie kwestii żydowskiej (zwłaszcza na wschodzie) nabiera tempa. (...) Niełatwo dokonać takiej roboty, a jednak ktoś musi się jej podjąć. Trafiło na nas. Być może, iż wnukowie nie będą myśleć o nas w tonacji sielankowej, ale tylko dzięki nam będą szczęśliwi. Nelli nie chcę tego niestety pojąć. Mój Boże, jest ostatecznie kobietą”. “Niech wie, że on też może być ohydny. Upił się dla Gizelli Ratke! Gizela Ratke zgłosiła się do monachijskiego Domu Matki (suka!), a on się upił do nieprzytomności (głupiec)”. “Pozostało kilka miesięcy do końca wojny, te kilka miesięcy możemy jakoś przetrzymać. Czas wojny nie jest odpowiednim okresem dla przeprowadzania rozwodów. Potem jednak będziemy mieli rozwiązane ręce”. “- A choćby i zdechła! Przecież wreszcie jesteśmy razem!”. “Więźniowie-Niemcy otrzymali łaskę śmierci przez rozstrzelanie. Śmierć w samochodzie-komorze gazowej była zarezerwowana wyłącznie dla Żydów”. “Kiedy zwłoki bezwolnie stoczyły się z platformy auta, można było rozpoznać kobietę, obronnym gestem zaciskającą w ramionach kilkunastoletnią dziewczynę”.
Łukasz Starzewski - awatar Łukasz Starzewski
ocenił na 9 5 dni temu

Cytaty z książki Prawo i pięść

Więcej

Jedyny sposób, żeby żyć z ludźmi, to żyć bez nich.

Jedyny sposób, żeby żyć z ludźmi, to żyć bez nich.

Józef Hen Prawo i pięść Zobacz więcej

Masz rację! Z dzieciakami, za psie grosze - to nie dla nas. My musimy sobie, psiakrew, pożyć!

Masz rację! Z dzieciakami, za psie grosze - to nie dla nas. My musimy sobie, psiakrew, pożyć!

Józef Hen Prawo i pięść Zobacz więcej
Więcej