Tańczący jastrząb

Okładka książki Tańczący jastrząb
Julian Kawalec Wydawnictwo: Państwowy Instytut Wydawniczy literatura piękna
163 str. 2 godz. 43 min.
Kategoria:
literatura piękna
Format:
papier
Data wydania:
1984-01-01
Data 1. wyd. pol.:
1984-01-01
Liczba stron:
163
Czas czytania
2 godz. 43 min.
Język:
polski
ISBN:
8306011376
Średnia ocen

                6,1 6,1 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Tańczący jastrząb w ulubionej księgarni i

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów), „Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Opinia społeczności i

Tańczący jastrząb



książek na półce przeczytane 2917 napisanych opinii 1428

Oceny książki Tańczący jastrząb

Średnia ocen
6,1 / 10
83 ocen
Twoja ocena
0 / 10

Opinia

avatar
2112
2112

Na półkach:

Ciekawa książka i ciekawa historia.
Wydana w 1962 r., klasyczna powieść psychologiczno - społeczna wpisująca się w tzw. nurt chłopski w polskiej literaturze, ukazuje dramat społeczny związany z awansem najbiedniejszych warstw polskiego społeczeństwa.
Ale czy na pewno tylko ?
Po wybiciu przez Niemców i zdeklasowaniu przez komunistów polskiej inteligencji przyszedł czas na tworzenie nowych " elyt ".
Wyobcowanych ze swojego chłopskiego środowiska, systematycznie tracących swoją tożsamość, wiarę, tradycję, resztki jakiejś świadomości narodowej i patriotycznej itp.
Głównym ich celem staje się egoistyczna pogoń za wszelkiego rodzaju statusami materialnymi.
Powstała nowa klasa społeczna, obywateli polskojęzycznych, ale nie Polaków !!!
Tak, właśnie oni ich synowie i wnukowie to współczesne polskie " elyty ".
Wychowane bez polskiej świadomości narodowej, bez rodzinnych tradycji, bez poczucia wstydu i godności.
Gotowe za stanowiska, pieniądze, za poklepanie po plecach przez Helmuta czy Wańkę zrobić wszystko, nawet sprzedać Polskę !!!
Moim zdaniem, o tym jest ta książka, chociaż autor tego nie przewidział !!!
Tragiczna, smutna, ale warta przeczytania.
Może zmusić do refleksji.
POLECAM !!!

Ciekawa książka i ciekawa historia.
Wydana w 1962 r., klasyczna powieść psychologiczno - społeczna wpisująca się w tzw. nurt chłopski w polskiej literaturze, ukazuje dramat społeczny związany z awansem najbiedniejszych warstw polskiego społeczeństwa.
Ale czy na pewno tylko ?
Po wybiciu przez Niemców i zdeklasowaniu przez komunistów polskiej inteligencji przyszedł czas na...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

191 użytkowników ma tytuł Tańczący jastrząb na półkach głównych
  • 112
  • 79
50 użytkowników ma tytuł Tańczący jastrząb na półkach dodatkowych
  • 35
  • 3
  • 3
  • 3
  • 2
  • 2
  • 1
  • 1

Tagi i tematy do książki Tańczący jastrząb

Inne książki autora

Okładka książki Lirycznie Danuta Babicz-Lewandowska, Andrzej Banaś, Józef Baran, Edmund Borzemski, Barbara Brandys, Joanna Cieślicka, Anna Dominiak, Harry Duda, Andrzej Dyga, Eligiusz Dymowski, Jerzy Fiutowski, Sonia Franczak, Daria Gierszewska, Oliwia Gierszewska, Janina Glanowska, Jerzy Harasymowicz, Dima Hołowenko, Witold Hreczaniuk, Jadwiga Jaśkowiak, Janusz Jedynak, Teresa Kamieniecka-Hreczaniuk, Julian Kawalec, Wojciech Kawiński, Anna Kędzia-Kupiec, Aneta Kielan-Pietrzyk, Barbara Kocela, Dariusz Kulej, Asja Łamtiugina, Wiesław Leszczyński, Leszek Lisiecki, Jan Lohmann, Jacek Lubart-Krzysica, Ewa Maj-Szczygielska, Andrzej Mazur, Renata Mazur, Teresa Nietyksza, Ewa Niezgoda-Gierszewska, Alfreda Helena Nowak, Leon Zdzisław Pokorski, Bożena Pomian-Leszczyńska, Aarne Puu, Walter Pyka, Zuzanna Radek, Joanna Rzodkiewicz, Agnieszka Safińska, Manfred Słaboń, Tadeusz Śliwiak, Weronika Śliwiak, Tadeusz Soroczyński, Jerzy Stasiewicz, Dorota Suder, Teodozja Świderska, Jan Szczurek, Monika Sznaucer-Telka, Magdalena Wiącek, Karol Wierzbicki, Oleksa Zdzisława Zacharska, Aleksandra Zamorska, Piotr Żarczyński, Marian Zębala, Agnieszka Zięba, Adam Ziemianin
Ocena 10,0
Lirycznie Danuta Babicz-Lewandowska, Andrzej Banaś, Józef Baran, Edmund Borzemski, Barbara Brandys, Joanna Cieślicka, Anna Dominiak, Harry Duda, Andrzej Dyga, Eligiusz Dymowski, Jerzy Fiutowski, Sonia Franczak, Daria Gierszewska, Oliwia Gierszewska, Janina Glanowska, Jerzy Harasymowicz, Dima Hołowenko, Witold Hreczaniuk, Jadwiga Jaśkowiak, Janusz Jedynak, Teresa Kamieniecka-Hreczaniuk, Julian Kawalec, Wojciech Kawiński, Anna Kędzia-Kupiec, Aneta Kielan-Pietrzyk, Barbara Kocela, Dariusz Kulej, Asja Łamtiugina, Wiesław Leszczyński, Leszek Lisiecki, Jan Lohmann, Jacek Lubart-Krzysica, Ewa Maj-Szczygielska, Andrzej Mazur, Renata Mazur, Teresa Nietyksza, Ewa Niezgoda-Gierszewska, Alfreda Helena Nowak, Leon Zdzisław Pokorski, Bożena Pomian-Leszczyńska, Aarne Puu, Walter Pyka, Zuzanna Radek, Joanna Rzodkiewicz, Agnieszka Safińska, Manfred Słaboń, Tadeusz Śliwiak, Weronika Śliwiak, Tadeusz Soroczyński, Jerzy Stasiewicz, Dorota Suder, Teodozja Świderska, Jan Szczurek, Monika Sznaucer-Telka, Magdalena Wiącek, Karol Wierzbicki, Oleksa Zdzisława Zacharska, Aleksandra Zamorska, Piotr Żarczyński, Marian Zębala, Agnieszka Zięba, Adam Ziemianin
Okładka książki Światło w chmurach. Fény a fellegekben Józef Baran, Wit Jaworski, Anna Kajtochowa, Julian Kawalec, István Kovács
Ocena 0,0
Światło w chmurach. Fény a fellegekben Józef Baran, Wit Jaworski, Anna Kajtochowa, Julian Kawalec, István Kovács
Julian Kawalec
Julian Kawalec
Prozaik, publicysta i poeta. Pracę literacką rozpoczął w 1957 r. tomikiem opowiadań "Ścieżki wśród ulic". Do chwili obecnej wydał 22 książki, zbiory opowiadań oraz dwa tomiki poezji. Przetłumaczono je na ponad 20 języków. Najwięcej tłumaczeń miały powieści: "Ziemi przypisany", "W słońcu", "Tańczący jastrząb", "Wezwanie", "Przepłyniesz rzekę", "Szara aureola". W powieści biograficznej "W gąszczu bram" zamieścił m.in. wspomnienia z okresu nauki w sandomierskim Gimnazjum. W 1999 roku wydał utwór pt. "Harfa Gorców". Na podstawie powieści powstały filmy, sztuki teatralne oraz liczne słuchowiska radiowe. Należy do Związku Literatów Polskich (od roku 1960) oraz międzynarodowej organizacji pisarzy PEN-CLUB i Stowarzyszenia Kultury Europejskiej SEC.
Zobacz stronę autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Głosy w ciemności Julian Stryjkowski
Głosy w ciemności
Julian Stryjkowski
W epoce postsekularnej refleksji nad tożsamością, pamięcią zbiorową oraz kondycją podmiotu w przestrzeni aksjologicznie rozchwianej, powieść Głosy w ciemności Juliana Stryjkowskiego jawi się jako tekst o niebagatelnym znaczeniu epistemologicznym i antropologicznym. Ów monumentalny utwór – choć z pozoru skromny w zakresie narracyjnej scenografii – konstytuuje się jako jeden z najważniejszych głosów polskiej literatury XX wieku, sytuując się równolegle obok twórczości Izaaka Bashevisa Singera, Brunona Schulza czy nawet Thomasa Manna w jego żydowskich rejestrach symbolicznych. Stryjkowski – pisarz głęboko osadzony w idiomie europejskiego modernizmu – kreśli obraz społeczności chasydzkiej Galicji z pietyzmem godnym archiwisty duchowości. W mikrokosmosie prowincjonalnego sztetlu dostrzega jednak nie tylko pejzaż kulturowy jednej z najbardziej marginalizowanych grup etnicznych Europy Środkowo-Wschodniej, ale uniwersalne laboratorium duszy ludzkiej, rozpiętej między sacrum a profanum, między tradycją a subwersywnym pragnieniem emancypacji. Narracja powieści – prowadzona z perspektywy dojrzewającego Aronka – nabiera nie tylko wymiaru bildungsroman, lecz także przenikliwego traktatu o epistemologicznym rozdarciu pomiędzy dogmatem a intelektualną autonomią. Bohater, funkcjonując w cieniu patriarszej surowości swego ojca, reb Tojwego, przechodzi ewolucję egzystencjalną, która zaskakuje swoją filozoficzną głębią – ostatecznie wybrzmiewając jako dramat inicjacyjny o charakterze ontologicznym. Stryjkowski nie poprzestaje na wierności realiom historycznym – jego język, pełen subtelnych semantycznych aluzji, nasycony jest intertekstualnością i niemal liturgiczną powagą. To literatura totalna, w której każde zdanie, każdy dialog staje się aktem hermeneutycznym – wymagającym od czytelnika nie tylko kompetencji interpretacyjnych, ale i gotowości do kontemplacji. Narracja rozwija się nie tyle w czasie linearnym, ile w przestrzeni duchowego fermentu – tworząc wrażenie misterium, którego sens rozgrywa się na poziomie ontologicznym. W Głosach w ciemności zaskakuje także formalna dyscyplina. Stryjkowski stosuje polszczyznę o aksamitnej fakturze, ale też nie stroni od arameizmów, hebraizmów czy rytualnych zwrotów języka jidysz, co czyni tekst nie tylko świadectwem literackim, ale także dokumentem językowej heterogeniczności i kulturowego synkretyzmu. Styl, precyzyjny niczym sztych rytownika, wytwarza narracyjny rytm bliski modlitewnemu kadyszowi – smutny, elegijny, a przy tym pełen niezgody na wymazanie. Trudno nie dostrzec również, że Stryjkowski w swojej powieści wpisuje się w trajektorię myślenia post-Holocaustowego – mimo iż książka powstała przed traumą Zagłady. Jego świat – pełen bogactwa symboli, rytuałów i napięć duchowych – już w momencie pisania był światem umarłym, a sam akt pisania staje się tutaj formą nekrologu, liturgicznego wspomnienia i próby ocalenia sensu w świecie zatomizowanej pamięci. Z punktu widzenia filologa – a ściślej: badacza literatury porównawczej z silnym zakorzenieniem w hermeneutyce i tradycji filozoficznej dialogu (Buber, Levinas) – Głosy w ciemności to nie tylko powieść. To świadectwo, tekst aksjologiczny i egzystencjalny, który wymaga czytania nie przez pryzmat linearnej fabuły, lecz przez matrycę tekstu otwartego – wpisującego się w palimpsest kultury europejskiej. Stryjkowski zdołał uchwycić ów „ostatni oddech” świata, który miał już zniknąć – świata wspólnoty, w którym każde słowo, każdy gest był zanurzony w sacrum, ale też głęboko uwarunkowany społecznie i rytualnie. Jego bohaterowie – nieco teatralni, aforystyczni w swoich wypowiedziach, jakby już nieżywi – przypominają duchy przeszłości, mówiące do nas zza granicy utraconego czasu. Powieść ta – jeśli spojrzeć na nią z perspektywy szerokiej panoramy literatury polskiej XX wieku – powinna być czytana jako jedna z najważniejszych prób nadania formy temu, co zostało zniszczone. Stryjkowski nie moralizuje, nie oskarża, nie sentymentalizuje – jego pisanie jest aktem pamięci, ale także świadomą kreacją estetyczną, która wznosi się ponad dokument, ponad esej, ponad publicystykę. Nie bez przyczyny Głosy w ciemności porównywane są do dzieł Tołstoja, Faulknera czy Joyce’a – choć stylistycznie i tematycznie Stryjkowski idzie swoją własną drogą. U Stryjkowskiego nie ma przypadkowych zdań – każde z nich funkcjonuje jak kantyczka, jak fraza zaginionego języka, który być może właśnie dzięki tej prozie nie zostanie zupełnie zapomniany. W epoce nadprodukcji tekstów literackich, w której dominują narracje zredukowane do banału, uproszczenia i natychmiastowej komunikatywności, Głosy w ciemności pozostają dziełem wymagającym, ale przez to tym bardziej wartościowym. To książka, którą się nie tylko czyta, ale do której się powraca – by medytować, by porządkować własne myślenie o historii, tożsamości, duchowości. Dla filologa, który traktuje literaturę jako formę poznania i jako medium pamięci zbiorowej – Głosy w ciemności są tekstem obowiązkowym. I nie waham się użyć słowa: arcydzieło. W sensie zarówno estetycznym, jak i etycznym. Moja recenzja z portalu "nakanapie"
Aleksy - awatar Aleksy
ocenił na 10 9 miesięcy temu
Zasypie wszystko, zawieje... Włodzimierz Odojewski
Zasypie wszystko, zawieje...
Włodzimierz Odojewski
Książka to przerażający obraz polsko-ukraińsko-rosyjsko-żydowskiego pogranicza. To wielowątkowe, monumentalne, najważniejsze dzieło autora, ukończone w 1967 r. ale wydane dopiero na emigracji w 1974 r. Saga rodzinna opowiadająca historię dwóch przyrodnich braci. Jeden z nich walczy w polskiej partyzantce, a drugi w ukraińskiej i w SS - Galizien. Jeden z wątków, o Katyniu, był głównym powodem, dla którego powieść nie mogła być oficjalnie wydana w Polsce. Patriota ??? Aż nie chce mi się pisać !!! No cóż, przed obowiązkiem nie ucieknę !!! Od lutego 1964 r. do grudnia 1965 r jeden z " bogów " polskiego literackiego olimpu był TW- tajnym współpracownikiem SB zarejestrowanym pod kryptonimem WO, WOd, W. Uważany za wzór moralnej bezkompromisowości i odwagi, który w swoich dziełach szarpie najboleśniejsze polskie rany. W książkach przetłumaczonych na ok. 20 języków i uważanych za arcydzieła... OKAZAŁ SIĘ ŚWINIĄ !!! Donosił na swoich kolegów po piórze, widząc w nich konkurentów. Swój status TW wykorzystywał dla zapewnienia sobie gwarancji nietykalności przy staraniach o zagraniczne tłumaczenia. Pomijał ZAiKS, który pobierał wysokie opłaty za wydawane książki. Kiedy zorientował się że jego książka nie zostanie w Polsce wydana, ale ponieważ była już przetłumaczona na język francuski i niemiecki, razem ze swoim wydawcą nagłośnił odmowę wydania mu paszportu, nawet radio " Wolna Europa " o tym huczało. Prezentowano go jako prześladowanego obrońcę prawdy, ofiarę wypadków marcowych, zdobył status " polskiego Sołżenicyna ". Z Polski wyemigrował w 1971 r. pracował w Monachium w Rozgłośni Polskiej Radia Wolna Europa gdzie był kierownikiem działu kultury. Do Polski wróciła stałe po 1989 r. Zmarł w 2016 r. wiadomości o jego obrzydliwej działalności wyszły na jaw już po jego śmierci. Książkę muszę polecić, ale charakteru i mentalności pisarza już... NIE !!! Komorowski udekorował Michnika w 2010 r. Orderem Orła Białego. Chociaż bardziej pasuje mu nagroda przyznana w 2022 r przez szwedzką organizacje Judisk Kultur za promocję kultury żydowskiej. Autor w 2007 r. został udekorowany Krzyżem Oficerskim Orderu Odrodzenia Polski. Wierzę, że przyjdzie kiedyś czas na weryfikację takich odznaczeń !!!
ando - awatar ando
ocenił na 10 18 dni temu
Siódmy krzyż Anna Seghers
Siódmy krzyż
Anna Seghers
„Trzeci głos, tak straszliwie blisko- przecież mogą mi zaraz nastąpić na głowę- pomyślał Georg – był głosem Meissnera, który nocą przychodził do baraku, wywoływał ich pojedynczo, a jego Georga, ostatnio wywoływał przez dwiema nocami. (…) Drugi napad strachu był jak pięść ściskająca serce, żeby nie żyć teraz człowiekiem, żeby zapuścić korzenie jak drzewo, stać się pniem wierzbowym między pniami, okryć się korą i wypuścić gałęzie zamiast ramion”. Anna Seghers, Siódmy krzyż, Przekł. M. Wołczacka i J. Marecka, Czytelnik, Warszawa 1984,s. 26. Dedykacja Umarłym i żywym antyfaszystom Niemiec książkę tę poświęcam Anna Seghers Dedykacja towarzysząca powieści nie pozostawia żadnych niedomówień, brzmi jasno i dobitnie, podobnie jak historia ucieczki Georga, jednego z siedmiu więźniów obozu koncentracyjnego w Westhofen. Dowództwo obozu, w osobie komendanta, poprzysięga karę w ciągu tygodnia (mają stać pod krzyżami i być torturowani). Pod sześcioma z nich znajdują się schwytani uciekinierzy. Co z tytułowym „siódmym krzyżem”? Sugestywna narracja A. Seghers czyni z Czytelnika również więźnia – uciekiniera, pragnącego za wszelką cenę przeżyć. który wobec nieludzkich systemów, chce zniwelować swe człowieczeństwo i przemienić się w nieruchome drzewo, na podobieństwo bohatera. Żaden ze stanów emocjonalnych takich, jak: niepokój, strach, lęk, obawa, przerażenie nie zostanie mu oszczędzone, podobnie, jak i pozostałym więźniom. Niemcy - u zarania faszystowskich idei, w ujęciu A. Seghers - to początek rozbudowanej machiny obozowej, której doświadczyła Europa XX w. Powieść A. Seghers – powinna znaleźć się na liście lektur XXI w. 10/10
zoe - awatar zoe
ocenił na 10 1 rok temu
Wyspa ocalenia Włodzimierz Odojewski
Wyspa ocalenia
Włodzimierz Odojewski
Powstała w 1950 roku książka autorstwa Włodzimierza Odojewskiego przedstawia kilka tygodni z życia Piotra Czerestwienskiego, który po długiej przerwie wraca do wschodniej Polski, aby - jak w dzieciństwie - spędzić wakacje u swoich dziadków. Jest rok 1943. Droga zdaje się być długa i męcząca, a sam bohater walcząc ze snem, gorączką i dręczącymi myślami o przeszłości, analizuje swoje dotychczasowe życie. Te dywagacje to gonitwa rozkładanych na czynniki pierwsze myśli i wewnętrzne dialogi bohatera, które ujawniają jego niezwykłą wrażliwość i wynikające z nich niepewność, rozstrojenie i wewnętrzne rozdarcie. Autor umiejscowił akcję książki na Podolu, ale poszczególnym miastom nadał fikcyjne nazwy: Nikorycza, Krzyżtopol, Gleby, tajemnicza miejscowość K. (miejsce z zamierzenia nienazwane) i wreszcie to najważniejsze - Czuprynia. To właśnie do niej udaje się Piotr po latach, do miejsca beztroskiego dzieciństwa, gdzie w towarzystwie dziadka Mikołaja, babci, stryja Teodora, piastunki Julii i tajemniczej Katarzyny, otoczony przez wszystkich troskliwą miłością, przeżywał szczęśliwe chwile i snuł beztroskie marzenia. Przyjazd, wbrew oczekiwaniom, przynosi rozczarowanie. Dom w Czuprynii nie jest bowiem dawnym, tak dobrze znanym mu z dzieciństwa światem, nic też nie jest tu takie jak przedtem. Bo choć zegar wciąż wybija te same tony, podłoga skrzypi jak dawniej a powietrze przepełnione jest tym samym zapachem kurzu i popiołu, to sielski kraj dzieciństwa odszedł gdzieś w zapomnienie. Piotr, odsunięty i chroniony przez opiekuńcze skrzydła matki przed okrucieństwem wojny, nieświadomy tego co przeżywają jego najbliżsi, zderza się nagle z brutalną rzeczywistością. Przytłoczonymi makabrycznymi opowieściami krewnych o bratobójczych walkach, z trudem próbuje odbudować nową rzeczywistość. „Pożary, mord, rabunek” - słyszy z ust babki, a zgliszcza spalonych domów i strach ludzi przed tym, co może przynieść kolejny dzień odkrywają przed nim nową, nieznaną mu dotąd rzeczywistość. Świat, do którego powrócił po latach, nagle rozpada się i niweczy jego dotychczasowe wartości. Od dziadków dowiaduje się o grasujących w okolicy bandach ukraińskich nacjonalistów i ofiarach ich barbarzyńskich mordów. Mordów dokonywanych nawet na ich najbliższych. Słyszy o hordach pijanych, żądnych krwi i gwałtów oprawcach. O roztrzaskanych szybach, łomocie kolbami w drzwi po nocach i dzieciach, w przerażeniu kryjących się na cmentarzach. Widzi luny pożarów i spalone w sąsiedztwie domostwa ludzi. Strach oddalić się od domu, strach położyć się spać. Kto kolejny pożegna się z życiem? I tylko krótkie chwile po przebudzeniu stwarzają pozory, że idylla toczy się jak dawniej, podczas wakacji - budzący Piotra blask wczesnego poranka, wlewający się do pokoju ptasi gwar, śniadanie na stoliku i miednica z zimną wodą do umycia - wszystko to trwa niezmiennie, na przekór nowej rzeczywistości. Ta „wyspa ocalenia”, którą miała stać się na kilka wakacyjnych tygodni Czuprynia i w której zapragnął ponownie odnaleźć radosne ślady beztroskiego dzieciństwa, odkrywa przed nim rodzinną, trudną do udźwignięcia dla młodego człowieka tajemnicę. To też sprawia, że nie znajduje tu oczekiwanego wytchnienia. Niepokój nie ustępuje, koszmary senne wracają każdej nocy a ból i żądza zemsty, zrodzone w nim po odkryciu tajemnicy narastają. Wszystkie te okoliczności sprawiają, że chłopak w przyspieszonym tempie dojrzewa, budzi się w nim też odpowiedzialność za los najbliższych. Skąpe, niemal niewidoczne dialogi i rozbudowane zdania tworzą idealne ramy dla spokojnej narracji, które pozwalają jej się toczyć w swym powolnym tempie. Jednak historia, choć płynie niespiesznie, nie jest pozbawiona emocji. Zaskakująco ciekawie wypada kontrast pomiędzy bolesnymi wydarzeniami i przeżyciami a sielskim portretem natury - emocje od strachu i nienawiści przechodzą miękko do idyllicznych opisów przyrody, która łagodzi dramatyczne chwile, nadając pozory kontynuacji przedwojennego życia. Obrazom malowanym przez Odojewskiego brakuje ostrości. Są zawoalowane i zamglone, a bohaterowie w transie, niczym zahipnotyzowani, poruszają się na pograniczu snu i jawy co sprawia, że narracja powieści łagodnieje. Porwała mnie ta piękna, odchodząca już w zapomnienie polszczyzna, iście poetycka proza, która opisując niezwykle sugestywnie wydarzenia i doznania bohaterów ukazuje niezwykłą umiejętność autora w operowaniu językiem.
zuszka - awatar zuszka
oceniła na 10 7 miesięcy temu
Lekcja martwego języka Andrzej Kuśniewicz
Lekcja martwego języka
Andrzej Kuśniewicz
William Faulkner był pisarzem postępującej katastrofy, toksycznego koloidu przeszłości oraz teraźniejszości. W „Rodzinnej Europie” Czesław Miłosz celnie zauważył, że to zaważyło na estymie, jaką amerykański literat cieszył się (na czas pisania swojego skądinąd znakomitego eseju, tj. 1959; bo kto dzisiaj wie kto to był Faulkner?) nad Wisłą. Oczywiście zaciążyło to – wg wielu znawców – na sukcesie Włodzimierza Odojewskiego czy (w bliższej nam perspektywie czasowej) „Golema” Macieja Płazy, ale jako wielbiciel Faulknera nie do końca się z tą tezą zgadzam. Zarówno Odojewski jak i Płaza nie są epigonami; przekonywanie o wielkości pisarstwa Odojewskiego jest zbyteczne, z kolei Płaza, mimo używania podobnych narzędzi literackich co amerykański noblista, w przywołanej wyżej powieści jest też silnie singerowsko-lovecraftowski (to moja opinia, a także komplement). Dzięki temu obie pozycje operują w innych rejestrach, jakkolwiek serwują czytelnikowi podobnie przygnębiającą aurę postępującej degeneracji świata. Kuśniewicz na pierwszy rzut oka jest kolejnym z pogrobowców Faulknera. Obawiam się, że dla wielu literaturoznawców wystarczy stosowanie długich zdań, zredukowanie dialogów do absolutnego minimum (niekiedy oznaczającego zero) oraz poruszanie się w technice strumienia świadomości, by wysnuć takie porównanie. Cóż za krzywdzące uproszczenie; długimi zdaniami posługiwał się też Tomasz Mann, można pozornie zachować dialogi, które dialogami nie są (Witkacy w „Pożegnaniu jesieni),z kolei każdy strumień świadomości, z racji silnego intersubiektywizmu, jest czymś odrębnym od innego strumienia. „Lekcja martwego języka” to unikat, bowiem w swej strukturze tworzy pewien łańcuch impresji powiązanych dość luźną więźbą (np. gdy porucznik Kiekeritz widzi torbę konduktorską w przedziale wodzi ją daleko w przestrzeń i czas, po czym z kolejnego skojarzenia idzie w kolejne skojarzenie, itd. – dlaczego, zdradza niestety skandaliczny opis serwisu, który odsłania prawie wszystkie karty jeszcze przed lekturą, jak tak można). Jest unikatowa, bowiem tworzy kalejdoskopiczny obraz psychicznej i moralnej degradacji, nie wwiercając się tak głęboko w strukturę psychiczną bohatera (Odojewski),nie odnosi się ze szczególarskim pietyzmem do postaci drugoplanowych (Faulkner),nie wyjaśnia hermetycznego świata jego własnymi terminami (Płaza). Pejzaże okrucieństwa wymieszane z pełnymi wdzięku impresjami natury czy mitami tworzonymi w głowie porucznika (niewątpliwego estety w wąskim tego słowa sensie) to zaledwie migawki, piękne miniatury, szkatułka wspomnień i szkiców wspomnień pojawiających się niby bez celu, a tak naprawdę by naświetlić, z jak drobnych okruchów składa się człowiek stojący u progu gnijącego świata. „Lekcja martwego języka” przez obraz społecznego bankructwa I wojny światowej, podeptanych idei i skundlonych ludzi stawia pytanie ile po nas zostanie, ile warta jest sztuka, ludzkość, jednostka w kontekście Wielkiej Erozji. Kuśniewicz, poza pieczołowitym, do granic perfekcji wymuskanym językiem, doskonale opanował również technikę inwersji czasowej (i tu wreszcie można zestawić go z Faulknerem). Bo ile człowiek ma minut wiedząc że wszystko ginie i o czym myśli, licząc ostatnie sekundy? Czy w głowie zostają wielkie idee, figura efeskiej Diany, czy też pozornie bezcelowe migawki, które nie mają początku, końca, związku ani znaczenia? Co rodzi się w obliczu wszechogarniającej klęski? Dlaczego język, którym mówimy całe życie nagle okazuje się martwy? Upadek nie musi być stopniowy, jak w „Marszu Radetzky’ego” Rotha lub jedynie sygnalizowany jak w „Soli ziemi” Wittlina (powołując się na inne świetne pozycje dot. I wojny w cesarsko-królewskiej monarchii). Może być taki, że człowiek dosłownie w ostatniej chwili uświadamia sobie, że przegapił własne istnienie. „Andrzej Kuśniewicz swą pasję literacką realizował dwutorowo: lewą ręką ochoczo spisywał donosy na swoich kolegów, prawej używał zaś do tworzenia literatury rozumianej bardziej tradycyjnie” – że przytoczę cytat z jednego z wpisów na portalu. Prawicą uczynił przynajmniej jedną wybitną rzecz.
Yarek44 - awatar Yarek44
ocenił na 9 1 rok temu

Cytaty z książki Tańczący jastrząb

Więcej
Julian Kawalec Tańczący jastrząb Zobacz więcej
Julian Kawalec Tańczący jastrząb Zobacz więcej
Julian Kawalec Tańczący jastrząb Zobacz więcej
Więcej