Przed wielką pauzą

Okładka książki Przed wielką pauzą autorstwa Józef Hen
Okładka książki Przed wielką pauzą autorstwa Józef Hen
Józef Hen Wydawnictwo: Wydawnictwo MG Cykl: Teatr Heroda (tom 1) literatura piękna
300 str. 5 godz. 0 min.
Kategoria:
literatura piękna
Format:
papier
Cykl:
Teatr Heroda (tom 1)
Data wydania:
2024-08-29
Data 1. wyd. pol.:
1966-01-01
Liczba stron:
300
Czas czytania
5 godz. 0 min.
Język:
polski
ISBN:
9788382410488
Pierwsza powieść z cyklu Teatr Heroda (kolejne to Opór i Nikt nie woła). Wszystkie te książki cechuje tak charakterystyczna dla prozy Hena żywość, barwność, humor i zmysłowość. Nie jest to autobiografia, ale odniesienia do własnego życiorysu pisarza są niewątpliwe. Warszawa. Ostatnie miesiące przed wojną. Gwar kamienicy przy Nalewkach, klatka schodowa pełna mieszkańców, którzy spierają się czy Niemcy wejdą, czy nie. Argumenty racjonalne i te intuicyjne wzajemnie się przeplatają. Ale w gruncie rzeczy większość na koniec dnia myśli, że jakoś się to wszystko ułoży… Bożek, tuż przed małą maturą zakochuje się bez pamięci w koleżance, która jednak go nie zauważa, sąsiadka za to zaprasza go do siebie zbyt często. Siostrę Bożka próbują wydać za mąż a ona i tak kocha innego…. Życie toczy się z dnia na dzień, normalnie; śniadanie, praca, szkoła, sen. Jakby zbliżająca się rzeczywistość miała nigdy nie nadejść… Można naprawdę się wczuć w te dni ostatnie wolności i spokoju, w Warszawę wesołą, rozhukaną, pełną wigoru i nadziei na przyszłość.
Średnia ocen
6,4 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Przed wielką pauzą w ulubionej księgarniiPorównywarka z najlepszymi ofertami księgarń W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl. Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki. Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oceny książki Przed wielką pauzą

Średnia ocen
6,4 / 10
30 ocen
Twoja ocena
0 / 10

Opinie i dyskusje o książce Przed wielką pauzą

avatar
105
73

Na półkach:

Lubię JH ale to jest trochę nudnawe i jakby dla pensjonarek

Lubię JH ale to jest trochę nudnawe i jakby dla pensjonarek

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
1314
1270

Na półkach: , , , , ,

Pierwszy tom trylogii (a w pewnym momencie dylogii) Józefa Hena znanej jako „Teatr Heroda”. Aczkolwiek zamykający tryptyk ostatni tom – „Nikt nie woła” powstałe chronologicznie jako pierwszy.
Niewątpliwie książka ma charakter w znacznym stopniu autobiograficzny. Czytelnicy „Nowolipia”, gdzie mieszka Bożek, bez trudu rozpoznają rodziców i dwoje z czworga rodzeństwa autora, występujących jednak (z pewnym wyjątkiem) pod innymi imionami oraz jedna osobę mieszkającą za granicą. Brak jest także odniesień do konkretnego gimnazjum oraz innych postaci występujących we wspomnieniach.
Trzecioosobowa narracja powieści toczy się wyłącznie z punktu widzenia jej głównego bohatera, Bogdana Bergena, szesnastolatka żydowskiego pochodzenia, o czym ciągle ktoś mu przypomina. Miejscem akcji jest oczywiście Śródmieście północne Warszawy a czas to ostatni rok szkolny przed wybuchem II wojny światowej.
Tym niemniej tematyka książki to przede wszystkie okres dojrzewania szesnastoletniego chłopaka, pierwsze miłości i fascynacje erotyczne, nie tylko rówieśniczkami, pasje, jak np. teatr amatorski oraz przyjaźnie, rywalizacja i konflikty w grupie (gimnazja nie były wówczas jeszcze koedukacyjne). A to wszystko rozgrywa się w mieście, którego już nie ma. Z okolic Nowolipia i Leszna (w czasie wojny części getta) często opisywanego na kartach powieści ocalały tylko neogotycki kościół ewangelicko-reformowany oraz kościół tzw. przesuwany,nieco bardziej na wschód. Nie ma już kin, sklepów, kawiarni i cukierni, punktów usługowych ani żadnej kamienicy. Powojenna zabudowa Muranowa oraz poszerzona al. Solidarności (za komuny Świerczewskiego) zupełnie nie przypomina opisywanych miejsc.
Ale atmosfera szkolna daleka jest od przygodowych naiwnych powieści dla młodzieży. Męscy nastolatkowie są w pełni uświadomieni i oprócz romantycznych uniesień mają i te bardziej przyziemne. Ważna jest rywalizacja o miejsce w grupie ale i ukończenie szkoły, wówczas płatnej. Zresztą ceny i kwoty padają często, co oznacza, że każdy musiał liczyć się z wydawanymi wówczas – dosłownie i w przenośni – groszami. Jedni są twardzi, jak przystało na harcerzy, inni organizują bojówki a jeden z nich kryje swoja wiedzę i wrażliwość w nietypowy sposób.
Wielka historia odzywa się tylko w tle, w postaci przemówień, rozmów dorosłych o Czechosłowacji i Hitlerze, perspektywie wojny i powołania do wojska. Jak na powieść wydaną w latach sześćdziesiątych zaskakująco mało jest odniesień do polityki wewnętrzne. Brat bohatera trzyma z komunistami, tak jak brak autora opisany w „Nowolipiu”, ale to wszystko. Nie ma nazwisk, tytułów prasowych, zachwytów ani jakichkolwiek odniesień probolszewickich. Tak samo dość oględnie autor potraktował endeckie bojówki, po prostu o nich w ogóle nie pisząc.
Bowiem to książka nie o polityce, nie o historii lecz o młodych ludziach, takich samych zawsze i wszędzie, w wieku, z którego wspomnienia pozostają wiecznie żywe.

Pierwszy tom trylogii (a w pewnym momencie dylogii) Józefa Hena znanej jako „Teatr Heroda”. Aczkolwiek zamykający tryptyk ostatni tom – „Nikt nie woła” powstałe chronologicznie jako pierwszy.
Niewątpliwie książka ma charakter w znacznym stopniu autobiograficzny. Czytelnicy „Nowolipia”, gdzie mieszka Bożek, bez trudu rozpoznają rodziców i dwoje z czworga rodzeństwa autora,...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
312
312

Na półkach:

Akcja książki toczy się w Warszawie, na Nalewkach, w ostatnich miesiącach przed wojną. Miasto żyje jeszcze codziennym rytmem, wszystko zdaje się być normalne, jak kiedyś, mieszkańcy starają się nie dopuszczać do siebie myśli o nadchodzącej tragedii. Jednak to tylko pozory, a nieuniknione wisi w powietrzu.
Tym, co najbardziej zachwyciło mnie w trakcie lektury, jest główna bohaterka, Warszawa, z jej opisami miejsc, gwarą, kolorami i zapachami. To miasto, pełne ulic, kamienic, ludzi z różnych warstw społecznych. Hen świetnie uchwycił atmosferę Warszawy lat 30. XX wieku, przedstawiając ją jako miejsce pełne kontrastów. Jest to wspaniała podróż do przedwojennej, pełnej kolorytu i smaczków stolicy. Miasto jest nie tylko tłem, ale żywą istotą, w zasadzie główną bohaterką, która niezwykle mocno oddziałuje na bohaterów.
Józef Hen posługuje się narracją pierwszoosobową, co pozwala na głębsze wejście w psychikę młodego bohatera, nastoletniego Bożka, poznanie bohatera i sympatię do tej ciekawej postaci.
Narracja jest dynamiczna i wielowątkowa, zbudowana z obrazów i dialogów, które przyciągają i angażują czytelnika. Nasz bohater zmaga się z typową dla młodzieńczych lat codziennością. Na porządku dziennym sa bójki z kolegami, zawiedziona miłość, marzenia, sporty.
W większości scen nie czuje się nadchodzącej wojny. Są jednak pojedyńcze momenty, gdy bohaterowie zastanawiają się czy wojna wybuchnie, co się wydarzy. Bohaterowie choć odczuwają niepokój, wciąż próbują żyć normalnie, jakby nic się nie miało wydarzyć.
Z pozoru jest to błaha opowieść o życiu, dojrzewaniu. Jednak osoby znające życiorys autora, odnajdą w niej elementy biograficzne i zwrócą uwagę na coś więcej, na wymowę książki. Pewne sprawy, problemy sa ponadczasowe. Książka choć osadzona w konkretnym historycznym kontekście, ma także ponadczasowy wymiar, gdyż dotyczy uniwersalnych kwestii związanych z dorastaniem, tożsamością i przynależnością. Warto przeczytać i zastanowić się nad tym, jak uniwersalna to opowieść. Z pozoru zwyczajna opowieść, a tak niezwykła. Wiele scen można odnieść do obecnej, niepewnej na świecie sytuacji.
Tytuł Przed wielką pauzą może być interpretowany jako metafora chwili zatrzymania przed wielką zmianą, jaką przyniesie przyszłość – zarówno w kontekście historycznym, jak i osobistym.
Józef Hen to pisarz wyjatkowy, którego twórczość jest głęboko zakorzeniona w polskiej historii, ale także w psychologii postaci, które ukazuje. W Przed wielką pauzą udało mu się to znakomicie połączyć. Potrafił spleść elementy literatury historycznej z osobistą, psychologiczną opowieścią.
Książka niewątpliwie zmusza do refleksji nad historią, ale także nad tym, jak ta historia przekłada się na losy jednostki. Polecam.

Akcja książki toczy się w Warszawie, na Nalewkach, w ostatnich miesiącach przed wojną. Miasto żyje jeszcze codziennym rytmem, wszystko zdaje się być normalne, jak kiedyś, mieszkańcy starają się nie dopuszczać do siebie myśli o nadchodzącej tragedii. Jednak to tylko pozory, a nieuniknione wisi w powietrzu.
Tym, co najbardziej zachwyciło mnie w trakcie lektury, jest główna...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

88 użytkowników ma tytuł Przed wielką pauzą na półkach głównych
  • 53
  • 35
19 użytkowników ma tytuł Przed wielką pauzą na półkach dodatkowych
  • 6
  • 3
  • 2
  • 2
  • 2
  • 2
  • 1
  • 1

Inne książki autora

Józef Hen
Józef Hen
Józef Hen, właściwie Józef Henryk Cukier (ur. 8 listopada 1923 w Warszawie) – polski pisarz, publicysta, dramaturg, scenarzysta i reportażysta żydowskiego pochodzenia. Urodził się w Warszawie w rodzinie żydowskiej, jako syn Rubina Cukiera (1891-1945) i Ewy z domu Gampel (1894-1975). Wychowywał się na warszawskim Muranowie, gdzie również chodził do szkoły. Zadebiutował w Małym Przeglądzie w 1932; zetknął się też z Januszem Korczakiem. Po wybuchu II wojny światowej, w listopadzie 1939 uciekł z Warszawy do Lwowa i wojnę spędził w Związku Radzieckim. Pracował przy budowie szosy koło Kijowa, a potem trafił do Samarkandy w Uzbekistanie. Pomimo dobrej formy fizycznej nie został przyjęty do armii Andersa[1]. W 1944 wstąpił do Wojska Polskiego. Był korespondentem wojennym, opublikował też pierwszy wiersz (Łódź wierna, tłumaczony potem m.in. na chiński) w piśmie Głos Żołnierza. W czasie wojny stracił ojca, zabitego w 1945 w Buchenwaldzie, brata Mojżesza (ur. 1920),który zaginął w ZSRR oraz siostrę Mirkę (1917-1942),zabitą przez Ukraińców na Wołyniu[2]. Wojnę przeżyły matka i siostra Stella (ur. 1915). W 1944 zmienił nazwisko na Hen. Zaraz po wojnie był redaktorem tygodnika Żołnierz Polski. Ukończył szkołę oficerów i dosłużył się stopnia kapitana; służbę zakończył w 1952. Już w 1947 opublikował pierwszą książkę Kijów, Taszkent, Berlin. Dzieje włóczęgi, która została uznana za obiecujący debiut. Pisał reportaże, nowele, opowiadania, prozę historyczną i powieści dla dorosłych i młodzieży, a także scenariusze filmowe, które niekiedy też reżyserował, m.in. Autobusy jak żółwie. Na podstawie jego utworów nakręcono na początku lat 60. m.in. filmy Krzyż Walecznych, Nikt nie woła, Kwiecień oraz Prawo i pięść. Później sfilmowano też Crimen. Był także autorem scenariusza serialu historycznego Królewskie sny, opublikowanego później także w wersji książkowej. Opublikował też m.in. na łamach tygodnika Świat. W latach 1967-69 był zajadle atakowany przez środowisko tzw. "partyzantów". Nawiązał wówczas współpracę z paryską "Kulturą" Jerzego Giedroycia, w której opublikował trzy opowiadania pod pseudonimem Korab ("Western", "Oko Dajana", "Bliźniak"). Wydał m.in. powieść dla dzieci Bitwę o Kozi Dwór (1955),nawiązującą częściowo do Chłopców z Placu Broni Molnára, powieść wojenną Kwiecień(1960),dwie autobiograficzne powieści tworzące cykl "Teatr Heroda" o dojrzewaniu tuż przed II wojną światową i podczas oblężenia Warszawy w 1939 roku ("Przed wielką Pauzą" i "Opór"),liczne zbiory opowiadań, w tym Krzyż Walecznych (1964),literaturę historyczną Crimen. Opowieść jarmarczna (1975) oraz tomy esejów Nie boję się bezsennych nocy (1987) i wspomnień Nowolipie (1991). Inną pozycją w jego dorobku są beletryzowane biografie, wśród nich Ja, Michał z Montaigne (1978) – panorama XVI-wiecznej Europy ujęta na tle życiorysu francuskiego pisarza, myśliciela i eseisty Michela de Montaigne, oraz Błazen - wielki mąż (1998) – obszerny szkic postaci i wielostronnej działalności Tadeusza Boya-Żeleńskiego, przetykany refleksjami autora na temat epoki, która była jego dzieciństwem (powieść ta miała już trzy wydania). Hen przez lata doczekał się kilkunastu tłumaczeń, w tym na czeski, niemiecki, francuski i rosyjski. Przez długie lata (do 1982) był działaczem Związku Literatów Polskich. Był też członkiem komitetu wyborczego Włodzimierza Cimoszewicza w wyborach prezydenckich w 2005. Jest członkiem Stowarzyszenia Pisarzy Polskich. Mieszka w Warszawie. Z małżeństwa z Ireną z domu Lebewal (ur. 1922) ma dwoje dzieci: Magdalenę (ur. 1950) i Macieja (ur. 1955).
Zobacz stronę autora

Czytelnicy Przed wielką pauzą przeczytali również

Ostatni pisarz Marek Krajewski
Ostatni pisarz
Marek Krajewski
Wrocław, rok 2079. Miastem rządzi mroczna, bezwzględna Sztuczna Inteligencja, a społeczeństwo funkcjonuje w cieniu wszechobecnych technologii. To właśnie w tej dystopijnej rzeczywistości doświadczony policjant musi zmierzyć się ze sprawą sprzed lat — sprawą, która na zawsze odcisnęła piętno na jego karierze i życiu osobistym. Kiedy w mieście dochodzi do brutalnych, tajemniczych morderstw, śledczy po raz kolejny trafia na trop, który prowadzi w mrok, a bezradność organów ścigania zdaje się narastać z każdą kolejną zbrodnią. Do tej pory Krajewski był kojarzony przede wszystkim z kryminałami retro, ale tym razem serwuje nam odważną podróż… w przyszłość. I, co zaskakujące, ta zmiana konwencji wypada niezwykle naturalnie. Autor bawi się konwencją noir, przenosząc ją do świata neonów, technologicznych nowinek i systemów, które wiedzą o człowieku więcej, niż wiedziałby o sobie sam. Akcja jest dynamiczna, tempo szybkie, a same zabójstwa — zaskakująco nieszablonowe. Do tego dochodzą nietypowe metody prowadzenia śledztwa, możliwe tylko w tak zaawansowanej, choć złowieszczej przyszłości. Świetnym smaczkiem jest wizja wrocławskiego metra. Jako częsty bywalec Wrocławia łatwo można uśmiechnąć się na myśl o tym, jak bardzo taka inwestycja poprawiłaby codzienne życie — szczególnie, gdy obecnie częściej stoimy tam w korkach, niż jedziemy. Bohaterowie są wyraziści, pełnokrwiści i wiarygodni. Mają charakter, charyzmę oraz determinację, którą natychmiast da się wyczuć. Nie poddają się, nawet gdy wszystko obraca się przeciwko nim. Zakończenie? Absolutnie satysfakcjonujące — zwłaszcza dla fanów autora. Zaskakuje, domyka, ale też zostawia lekki niepokój, jak przystało na dobre dystopijne kryminały. Polecam wszystkim, którzy lubią mroczne thrillery, futurystyczne klimaty i niesztampowe podejście do gatunku. To zupełnie inna książka niż dotychczasowe powieści Krajewskiego — i właśnie dlatego warto po nią sięgnąć.
myszaczyta - awatar myszaczyta
oceniła na74 miesiące temu
To tylko dżuma Ludmiła Ulicka
To tylko dżuma
Ludmiła Ulicka
Gdybyś nagle znalazł się w zatłoczonym wagonie metra i dowiedział się, że pasażer obok niesie w sobie wyrok śmierci, co poczułbyś najpierw? W świecie Ulickiej to nie śmierć jest najstraszniejsza, lecz niepewność. Ludzie znikają z domów w środku nocy, a sąsiedzi nie wiedzą, czy zostali aresztowani za „zdradę ojczyzny”, czy zabrani na oddział zakaźny. Granica między kwarantanną a gułagiem zaciera się całkowicie. To historia o tym, jak państwo, które na co dzień dusi swoich obywateli ideologią, nagle staje się ich „wybawcą” za pomocą bagnetów. Czy można ufać władzy, która ratuje ci życie, jednocześnie trzymając cię na muszce? Ulicka pokazuje, że w systemie opartym na kłamstwie, nawet prawda o epidemii staje się narzędziem represji. Maier, pacjent zero, staje się mimowolnym sprawcą chaosu, a jego tragizm polega na tym, że jako naukowiec rozumie biologię, ale jako człowiek radziecki – boi się polityki. Książka jest galerią postaci, które w obliczu ostatecznego zagrożenia zdejmują maski. Mamy tu lekarzy, którzy z heroicznym poświęceniem decydują się na izolację, ryzykując życie dla pacjentów, których nazwisk nawet nie znają. Mamy też biurokratów, dla których ważniejszy od ludzkiego życia jest brak plamy w raporcie dla Stalina. Ulicka mistrzowsko operuje kontrastem: intymne dramaty jednostek (pożegnania przez szybę, niedokończone rozmowy) zderzają się z bezduszną machiną państwową. Autorka sugeruje, że dżuma biologiczna jest w pewnym sensie mniej groźna od „dżumy umysłów”. Wirusa można zwalczyć szczepionką i izolacją, ale jak wyleczyć społeczeństwo z paranoi, donosicielstwa i ślepego posłuszeństwa? Ulicka nie daje prostych odpowiedzi, ale jej diagnoza jest bolesna. Epidemia w „To tylko dżuma” jest katalizatorem, który wyciąga na wierzch to, co w człowieku najszlachetniejsze i to, co najbardziej podłe. Mimo ciężkiej tematyki, powieść czyta się z zapartym tchem. Styl Ulickiej jest oszczędny, niemal suchy, co tylko potęguje grozę opisywanych wydarzeń. Krótkie rozdziały, szybkie cięcia montażowe i wielość punktów widzenia sprawiają, że lektura przypomina oglądanie dynamicznego thrillera medycznego, w którym stawką jest nie tylko przeżycie, ale i zachowanie resztek godności. Podsumowując, „To tylko dżuma” to lektura obowiązkowa dla tych, którzy chcą zrozumieć mechanizmy władzy i psychologię tłumu w sytuacjach granicznych. Larisa Ulicka udowodniła, że literatura potrafi być prorocza, a lekcje, których nie odrobiliśmy w przeszłości, mają tendencję do powracania w najmniej oczekiwanych momentach. To mocna, mądra i przerażająco aktualna książka, która zostaje pod skórą znacznie dłużej, niż trwa proces inkubacji jakiegokolwiek wirusa.
Muminka - awatar Muminka
oceniła na83 miesiące temu
Miasto Walerian Pidmohylny
Miasto
Walerian Pidmohylny
Świetnie przetłumaczona i opracowana, pięknie zilustrowana i wydana powieść Pidmohylnego ukazała się w oryginale w 1928 r. Autor to jeden z najważniejszych ukraińskich powieściopisarzy i intelektualistów okresu międzywojnia. Padł ofiarą stalinowskich czystek: aresztowany i skazany w 1934 r., zamordowany w 1937 r. Powieść psychologiczna i obyczajowa w nurcie Bildungsroman opowiada dzieje awansu społecznego i rozwoju młodego Stepana Radczenki, który z rodzinnej wsi przybywa do Kijowa i zanurza się w tytułowym mieście: adaptuje się do niego, zachwyca nim, nienawidzi go i wreszcie zdobywa. Jest to Kijów po zamęcie rewolucji, wojny domowej, komunizmu wojennego w okresie stabilizacji NEP-owskiej. Powieść jest arcyciekawa, ale nierówna. Piękne są malownicze opisy kijowskich przestrzeni, ciekawe realia sowieckiego życia, motyw romansu młodzieniaszka z dojrzałą Musiną, wnikliwość psychologicznych obserwacji bohatera. On sam pozostaje postacią niejednoznaczną: ambitny chłopak okazuje się aż nazbyt często bezwzględnym egoistą. Za słabość uważam jednak topienie głównej postaci w nudnym światku literackim (feler wielu inteligenckich utworów),przedziwne filozofowania o sztuce i życiu, wreszcie wątki romansowo-seksualne (swoją drogą odważnie pokazane jak na ten czas). Nieoczekiwanie to one okazują się głównymi motorami działania naszego ambicjonera, tymczasem tak mocny początkowo kontekst społeczny, dziejąca się historia i tytułowe Miasto rozmywają się jak słabe tło, niestety.
Vincentius - awatar Vincentius
ocenił na72 miesiące temu
Pod prąd Oleg Serebrian
Pod prąd
Oleg Serebrian
Tym razem trafiła w moje dłonie powieść mołdawskiego pisarza. Pomijając zapewnienia przedstawicielki Wydawnictwa, od której w ciemno kupuję książki, że to wielowątkowa i przejmująca historia z wielkimi wydarzeniami w tle, zdałem sobie sprawę, że jeszcze Mołdawianina ani Mołdawianki nie czytałem. No to hop. Czasy współczesne i wyspa Uznam (i już się „robi ciekawie”, bo z Bukowiny na wyspę to jednak spory kawałek drogi). Przyjeżdża na nią Woldemar Skawronsky, który poszukuje informacji o swoich przodkach, a właściciel jednym – znanym w jego rodzinie, pochodzącym z Bukowiny baronie Aleksie von Randa. A zatem już same nazwiska bohaterów i miejsca, w których "dzieje się akcja” (Berlin, Świnoujście, Estonia i północna Bukowina) podpowiadają, że mamy do czynienia z niezwykłą mieszanką kultur i narodowości. Im głębiej Woldemar wchodzi w opowieść o wuju, tym bardziej powieść staje się zagmatwana. Skoro jednak autor ujawnia, jak skończyła się historia Randy, powstaje pytanie, co musi się wydarzyć, aby powieść wciągnęła? I wówczas Serebian wyciąga asa z rękawa – baron okazuje się genialnym matematykiem, który pracował w owianym złą sławą Peenemünde. Ciągnął się za nim obyczajowy skandal, który w czasach III Rzeszy mógł skończyć się dla niego śmiercią z różowym trójkątem na ramieniu (czyżby nawiązanie do postaci Alana Turinga?). Właśnie wtedy w dłonie Woldemora trafiają dzienniki Randy, a opowieść zaczyna się od nowa. Jest to zatem historia o miłości zakazanej, odkrywaniu własnej tożsamości i duszy „skażonej” geniuszem. Von Randa daje się uwieść nazistom ale – i tu muszę trochę pogrymasić – ten wątek został przez Serebriana potraktowany nieco po macoszemu. Aleks zdaje się nie dostrzegać okrucieństw wojny, i choć nie darzy wojskowych sympatią, zbyt łatwo „daje się namówić” na to, by dla nich pracować. Wiążą się z tym przywileje, to jasne, ale Aleks to nie materialista (choć wychowany w luksusach),raczej marzyciel, wieczny chłopiec. Dodatkowo dzięki wprowadzeniu wątku jego przyjaciela żydowskiego pochodzenia, udało się autorowi „uratować” duszę barona przed ostatecznym czytelniczym potępieniem. Randa zachowuje honor. Wciąż jednak mam wrażenie, że Serebrian „prześlizgnął się” nad motywami, którymi kierował się bohater, by wziąć udział w badaniach nad cudowną bronią szaleńca z wąsikiem. Ale to drobiazg. Wielowymiarową „Pod prąd” czyta się piorunująco szybko. Bo Serebrian potrafi przykuć czytelnika do kart powieści. Jest to zdecydowanie wzruszająca książka o przyjaźni przeradzającej się w miłość, opowiadająca o nostalgicznych zachwytach nad prostotą życia, długich spacerach po wydmach, podczas których obrazy układają się w całość, na twarzy czuć promienie słońca, a głowę wypełnia muzyka Vivaldiego. Gdzieś pobrzmiewa mannowska „Śmierć w Wenecji” – baron to Gustaw von Aschenbach, jest też chłopięcy odpowiednik Tadzia, są plaże i prażące słońce. Polecam! Przekład Radosławy Janowskiej-Lascar, okładka z bzem - Urszula Koza
Marcin Masłowski - awatar Marcin Masłowski
ocenił na72 miesiące temu
Szesnaście na Bourbon Bartosz Sadulski
Szesnaście na Bourbon
Bartosz Sadulski
Przyznaję bez bicia: zanim zaczęłam czytać, jako matka nawigatora byłam przekonana, że tytułowe „szesnaście na Bourbon” to oznaczenie nawigacyjne, a powieść będzie dotyczyła podróży morskiej. Jak się okazało, rację miałam połowicznie. Owszem, bez podróży morskiej (dość długiej i pełnej przygód) nie byłoby tej powieści, jednak szesnaście było w niej kobiet, które w siedemnastym wieku wsiadły na statek gdzieś na francuskich wodach. Wydawca opisuje tę książkę jako „pełną brawury, jaskrawego humoru i skandali powieść spod znaku płaszcza i szpady” i wyjątkowo muszę przyznać, że coś w tym jest. Brawurowy jest na pewno Sadulski, który napisał coś w rodzaju powieści historycznej, co i rusz jednak zwodząc i zaskakując czytelnika, mieszając fakty (często sprawiające wrażenia wyssanych z palca głupot) z fikcją (przedstawioną zaskakująco poważnie). Niemal co stronę zatrzymywałam się w lekturze, sprawdzając czy opisane zdarzenia faktycznie miały miejsce (zazwyczaj miały). Wystarczyło jednak, bym na chwilę straciła czujność i bach! autor robił mnie w konia, niewątpliwie zaśmiewając się przy tym do łez. Po tym gdy okazało się, że owszem, jest ktoś taki jak święta Blezylla, na wszelki wypadek wolałam sprawdzić czy Rembrandt nie namalował „Kociego portretu w kapeluszu”, bo kto go tam w sumie wie. Fabuła teoretycznie skupia się wokół siedemnastowiecznego francuskiego pomysłu dostarczania kobiet do zamorskich terytoriów francuskich, tak aby osadnictwo mogło się tam, hm, rozwijać. Opisywany w książce rejs jest ostatnim z wielu, które się odbyły a tytułowa szesnastka kobiet została wybrana spośród pensjonariuszek cieszącego się już wówczas niekoniecznie dobrą sławą paryskiego Szpitala Salpêtrière. Snuta przez Sadulskiego opowieść nie ma jednak bynajmniej charakteru linearnego i nie skupia się na chronologicznym przebiegu rejsu – dygresja goni tu dygresję a ich zakres tematyczny jest ograniczony wyłącznie nieskrępowaną niczym wyobraźnią autora. Niewątpliwie nie ułatwia to czytania, jednak nie przeszkadzało mi to zbytnio. Gdy złapałam już konwencję, bawiłam się przednio, mając wrażenie, że słucham opowieści bardzo starszej pani, która zna wszystko i wszystkich, wszędzie była i tak naprawdę chce opowiedzieć o wszystkim naraz, nie zwracając uwagi na to czy jej słuchacz ma jakiekolwiek pojęcie o czym mówi. Dodatkowo, ewidentnie by nie zniechęcić polskiego czytelnika, autor dodał do historii Francji także trochę historii Polski, w wersji jakby nieco alternatywnej (po abdykacji króla Jana Kazimierza na tron polski wstąpił Wielki Kondeusz),za to jakżeż, jak się okazuje, dla fabuły istotnej! Wiadomo, bez Polski nic na świecie nie mogłoby się wydarzyć, nieprawdaż. Nie sądzę, aby „Szesnaście na Bourbon” było adresowane do szerokiego grona czytelników. Jeśli jednak lubicie dygresje, przewrotny humor i zabawę konwencjami, sięgajcie po nią śmiało!
momarta - awatar momarta
oceniła na74 miesiące temu
Sama radość David Sedaris
Sama radość
David Sedaris
W ten bodaj najbardziej wyczekiwany dzień w roku, warto sięgnąć po wyjątkową książkę, a taką z pewnością jest „Sama radość” pióra Davida Sedarisa, z oferty Wydawnictwa Filtry, w przekładzie Macieja Stroińskiego. Popularny amerykański komik, literat a przede wszystkim uważny obserwator rzeczywistości oferuje czytelnikom zbiór refleksji natury społecznej i indywidualnej utrzymanych niejako w trzech różnych przestrzeniach czasowych: przedpandemicznej, pandemicznej i postpandemicznej. To ciekawe zestawienie ludzkich postaw, pragnień i marzeń z tych trzech okresów pod piórem Sedarisa nabiera nowych znaczeń. Jego proza zdumiewa otwartością na drugiego człowieka, olbrzymim dystansem do siebie i swoich słabości a przede wszystkim niebywałą zdolnością łączenia pozornie błahych zdarzeń, które wiele mówią o Nas, społeczeństwie XXI wieku. Docenić należy nie tylko lekkie pióro Sedarisa i jego swobodę mówienia o sprawach ważnych, ale również różnorodną tematykę, jaką porusza jego najnowsza książka. Amerykańskie spojrzenie na homoseksualizm, refleksje na temat roli i zadań współczesnego pisarza, czy wreszcie stosunek Amerykanów do przymusowej izolacji wywołanej pandemią pozwalają poznać nieco bliżej poglądy i przyzwyczajenia ludzi żyjących za oceanem, by móc skonfrontować je z tym, co znamy z polskiego podwórka. I, co trzeba przyznać, w tym zestawieniu Polacy wcale nie wypadają gorzej od swoich amerykańskich konkurentów. Lektura tej książki to, jak trafnie wskazuje jej tytuł, „Sama radość”, bo w trakcie czytania delikatny uśmiech niemal nie schodzi Nam z twarzy, pod warunkiem, że i my jako czytelnicy czasem potrafimy dostrzegać w codzienności więcej niż mogłoby się na pozór wydawać. Polecam tę znakomitą lekturę i cieszę się, że „Sama radość” trafiła w ręce polskiego czytelnika, a to wszystko za sprawą niezawodnego Wydawnictwa Filtry.
z_kultury_ - awatar z_kultury_
ocenił na91 rok temu
Święty Leonard z pól Marek Stokowski
Święty Leonard z pól
Marek Stokowski
Jeśli miałbym polecić książkę krzepiącą, przesiąkniętą – jakkolwiek ckliwie to nie zabrzmi – przystępnym, ziemskim (żeby nie napisać zwykłym, chłopskim i ludzkim) humanizem, w której słowa siąpią letnim deszczem, ciepłym, spokojnym i uspokajają hałasy dnia kojącym szumem (jego krople płyną po szybie drewnianego domu, stojącego gdzieś nad jeziorem, prawie na krańcach końców),a nasycenie miłością do człowieka i dobrocią wobec świata mieszkają w głównym bohaterze tak samo jak pająki i myszy jego domu, bo w rzeczywistości wszystko jest jednością, i to co żywe, i to co bliskie ziemi, to co pochodzi z nieba i czasami w nas przygasa, jak i to, co w innych świeci mocno łuną bijącą od czegoś niepojętego, to książka Marka Stokowskiego jest taką właśnie książką. To historia, która "może komuś uczynić dzień lepszym".* Niech nie drażnią Was moje słowa, nie irytują uniesienia – rzadko zdarza mi się odczuwać tego rodzaju „ciepłe” emocje podczas lektury (ale to nie cosy-pillow-książka ani słowa-przytulanki; daleko mi do tego rodzaju odniesień),to naprawdę mądre, człowiecze bajanie o współczesnym świecie, płynące z ust tytułowego Leonarda, któremu czasami daleko do prawdziwego świętego, ale znającego ludzką naturę jak nikt. Autorowi udało się zgrabnie połączyć wiejską gawędę z prostotą i całym pokręconym skomplikowaniem ludzkiego życia, tworząc postać sympatycznego lekarza człowieczej duszy. Jeździ zatem Leonard przez pola i lasy, odwiedza wieś i miasteczko, zaprzyjaźnia się albo skłóca, a jak trzeba tupnie nogą i w nos przyfasoli. Ociera się ta opowieść o magię (baśń raczej),nawiązuje do wojennej historii i ludzkich dramatów, każe zatrzymać się na rozstajach polnych dróg, zastanowić nad drogą, którą podążamy, nienachalnie zmusza do refleksji o młodości i starości ale wprowadza także wesołość, niekiedy nawet głupkowatość, a ta przecież też jest potrzebna i której wstydzić się nie można. A poza tym wciąga w fabułę, bo postaci i kłopotów tu w bród, więc trzeba zakasać nogawki (by nie wplątały się w rowerowy łańcuch) i w drogę! Okładka #PiotrTarasiuk *słowa autora
Marcin Masłowski - awatar Marcin Masłowski
ocenił na94 miesiące temu

Cytaty z książki Przed wielką pauzą

Bądź pierwszy

Dodaj cytat z książki Przed wielką pauzą