Pół wieku czyśćca. Rozmowy z Tadeuszem Konwickim

Okładka książki Pół wieku czyśćca. Rozmowy z Tadeuszem Konwickim
Stanisław Bereś Wydawnictwo: Aneks biografia, autobiografia, pamiętnik
247 str. 4 godz. 7 min.
Kategoria:
biografia, autobiografia, pamiętnik
Format:
papier
Data wydania:
1986-01-01
Data 1. wyd. pol.:
1986-01-01
Liczba stron:
247
Czas czytania
4 godz. 7 min.
Język:
polski
ISBN:
0906601304
Średnia ocen

                7,5 7,5 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Pół wieku czyśćca. Rozmowy z Tadeuszem Konwickim w ulubionej księgarni i

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów), „Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oceny książki Pół wieku czyśćca. Rozmowy z Tadeuszem Konwickim

Średnia ocen
7,5 / 10
38 ocen
Twoja ocena
0 / 10

Opinia

avatar
130
18

Na półkach: ,

Moim zdaniem wspaniała rozmowa z nieprzeciętnym człowiekiem.
Mądra, spokojna, inspirująca.
Pamiętam, że czytałam tę książkę nocami i kiedy odkładałam ją na stolik nocny myślałam o Konwickim jak o dziadku, z którym właśnie skończyłam rozmowę bo przysnął na fotelu i teraz wypadałoby okryć go kocem i zdjąć z nosa okulary.
Polecam z całego serca.

Moim zdaniem wspaniała rozmowa z nieprzeciętnym człowiekiem.
Mądra, spokojna, inspirująca.
Pamiętam, że czytałam tę książkę nocami i kiedy odkładałam ją na stolik nocny myślałam o Konwickim jak o dziadku, z którym właśnie skończyłam rozmowę bo przysnął na fotelu i teraz wypadałoby okryć go kocem i zdjąć z nosa okulary.
Polecam z całego serca.

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

86 użytkowników ma tytuł Pół wieku czyśćca. Rozmowy z Tadeuszem Konwickim na półkach głównych
  • 46
  • 40
16 użytkowników ma tytuł Pół wieku czyśćca. Rozmowy z Tadeuszem Konwickim na półkach dodatkowych
  • 9
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1

Inne książki autora

Okładka książki Twórczość na zamówienie Przemysław Benken, Stanisław Bereś, Zbigniew Bereszyński, Daniel Czerwiński, Sławomir Formella, Piotr Franaszek, Łukasz Jastrząb, Piotr Kardela, Monika Komaniecka, Cecylia Kuta, Rafał Łatka, Stefan Pastuszewski, Michał Mieszko Podolak, Tadeusz Paweł Rutkowski, Marcin Tunak, Maciej Urbanowski
Ocena 5,7
Twórczość na zamówienie Przemysław Benken, Stanisław Bereś, Zbigniew Bereszyński, Daniel Czerwiński, Sławomir Formella, Piotr Franaszek, Łukasz Jastrząb, Piotr Kardela, Monika Komaniecka, Cecylia Kuta, Rafał Łatka, Stefan Pastuszewski, Michał Mieszko Podolak, Tadeusz Paweł Rutkowski, Marcin Tunak, Maciej Urbanowski
Okładka książki Wojaczek wielokrotny Katarzyna Batorowicz-Wołowiec, Stanisław Bereś
Ocena 8,0
Wojaczek wielokrotny Katarzyna Batorowicz-Wołowiec, Stanisław Bereś

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Wszystko, co najważniejsze Ola Watowa
Wszystko, co najważniejsze
Ola Watowa
To bardzo dobre uzupełnienie “Mojego wieku” Aleksandra Wata, nie sięgające jednak wyżyn tamtego arcydzieła, najlepszej książki o tym, jak się zostawało komunistą przed II wojną, i jak przechodziło się na przeciwstawne pozycje po poznaniu Sowiecji. Niesłabnącą wartością pozostaje opis dramatycznych losów na zesłaniu w Kazachstanie. Z oczywistych powodów Wat nie mógł ich opisać, siedząc wtedy na Zamarstynowie, a potem na samej Łubiance. Ale to również hymn na cześć piękna przyrody i urody świata, także tam, na gorących stepach - latem, a mroźnych - zimą Bardzo mi się to kojarzyło z dopiero co czytanymi wspomnieniami Nadieżdy Mandelasztam z tego samego czasu… To także kawał historii, takiej niekoniecznie znanej i uznawanej. Np. Andrzej, dziecko Watów, styka się z antysemityzmem już od maleńkości, na razie nieświadomie. “Bony, które przeważnie pracowały u Żydów, zbierały się w Parku Ujazdowskim, w pięknej alei bzowej, siadały na ławkach i rozprawiały na tematy żydowskie, a te dozorowane przez nie dzieci różnych adwokatów, inżynierów, lekarzy słuchały i nasiąkały tym wszystkim. I tak oto mój Andrzejek przyszedł zachwycony, że to świetnie, że wybijają szyby”. “+Czy kochasz mamusię?+. Odpowiedział: +Tak, bardzo+. +No to wiedz, że twoja mamusia jest Żydówką. No i co, kochasz Mamę?+. Na co mój Andrzejek zastanowił się, zawahał się chwilę i odpowiedział: +Tobym ją kochał jeszcze bardziej, gdyby nie była Żydówką+”. W 1931 r. Wat trafił jako - wówczas - komunista do więzienia, ale wyszedł z niego dzięki pomocy przyjaciół. “Całe to więzienie polskie ja przynajmniej wspominam teraz jako wielką sielankę. Widzenia, wałówki, umowy, że o określonej godzinie będę chodziła Daniłowiczowską pod więzieniem, a on wtedy będzie wypatrywał mnie przed zakratowane okno. Nie to co Lwów, co więzienia sowieckie. To przepaść”. Bo z Sowietami Watowie spotykają się we wrześniu 1939 r., gdy zajmują oni Lwów. “Chleb zaraz następnego dnia po wkroczeniu Rosjan zawijano w gazetę. Następnego dnia nie było już papieru”. Wat zaczyna we Lwowie pracować w sowieckiej gadzinówce „Czerwony Sztandar”, gdzie robiąc nocną korektę, zawsze miał obsesję, żeby w druku zamiast Stalin nie wyszedł Sralin. „Bo za to rozstrzeliwano” . W 1940 r. Wat wraz m. in. z Broniewskim zostaje aresztowany przez NKWD. Jego żona z synem jako rodzina “wroga ludu” zostaje wywieziona do Kazachstanu. Inni deportowani biorą ją za donosicielkę, bo ktoś ją kojarzy jako żonę komunisty (wtedy - już byłego). W związku z tym jest szykowana przez prawdziwych Polaków, także jako Żydówka. “I chociaż byłam na tym samym co oni dnie nędzy i poniewierki, nie znalazł się ani jeden człowiek, który by usiłował bodaj sprawdzić to, co usłyszał, pomówić ze mną na ten temat, przekonać się że może się mylą, że jestem tak samo jak i oni więźniem”. “Najstraszliwsza tortura ludzkiej niechęci, straszliwych podejrzeń, z dodatkiem obrzydliwego na tym dnie niedoli ludzkiej i osamotnienia antysemityzmu”. “Stłoczeni w wagonie byli wrodzy nie tylko w stosunku do mnie. Po kilku dniach wspólnej jazdy zaczęły wybuchać o byle co awantury nawet pomiędzy członkami rodzin. Nikła warstewka kultury spełzła ze wszystkich w czasie nieprawdopodobnie krótkim”. A już na miejscu nie jest lepiej…. “Zbliża się do mnie pani pułkownikowa Wenclowa i przemiłym głosem proponuje, żebym so​bie poszukała innego miejsca w baraku, bo +tutaj będziemy się modlić, a to i nam, i zapewne pani będzie przeszkadzać+. Na miejscu ciężka praca w kazachskim stepie, marne warunki, głód, brud, ale i piękna natura. I miejscowi, do których Autorka generalnie nie odczuwa niechęć, bo nie ma podstaw. “Byli niewolnikami, każdej chwili zagrożeni więzieniem albo łagrem. Od tej pory twierdzę, że jest to jeden z najnieszczęśliwszych narodów na świecie, O czym świadczą miliony ludzi ginących w łagrach i w więzieniach (...). To nie naród, to ustrój jest zbrodniczy”. “Kazachowie mówili, jak żyją w strachu i nędzy i bez żadnej nadziei na lepsze jutro. Czuło się ich nienawiść do tego ustroju, do komunizmu. Nie tylko za utracony dobrobyt, ale przede wszystkim za utraconą wolność, tak pięknie teraz przez nich wspominaną. Czuło się ich bezsiłę. Zaraz po rewolucji znaleźli się w więzieniu, bo tym więzieniem stał się cały ich świat, te stepy, w których zdawało się, czuje się jeszcze ducha wolności i swobody”. “Nigdy się nie bałam spotkanego przypadkowo w stepie Kazacha. Bałam się natomiast ludzi sowieckich. Kazachowie, jak nauczyło mnie potem doświadczenie, mieli i zachowali swoją wiarę, swoje wierzenia, swoje przykazania moralne”. “Było południe, słońce piekło z okrutną obojętnością i nie było nadziei na błogosławieństwo ochłody świeżego wieczoru ani na rosę przedświtu. Stałam przed naszą lepianką i czekałam na powiew wiatru, który niezmiennie jest tu suchy i gorący, czekałam nieświadoma czasu, który mijał, ponieważ godziny przestały tu być realne, dnie przechodziły w mękę nocy, poranki w piekło południa i nic się nie zmieniało w tej ciekłej, nie kończącej się, żadnymi zmianami nie znaczonej egzystencji”. Albo taka czuła wzmianka o młodym Kazachu, który wrócił z wojny bez nogi : “Położono go na prawdziwym łóżku. Pierwszy raz w życiu leżał na prawdziwym łóżku, a nie na szmatach na klepisku. Leżał na białych prześcieradłach. Pielęgniarka w białym czepeczku i fartuchu podawała mu posiłki, jakich do tej pory nie jadał, opatrywała jego rany. Błogostan. Firanki w oknach. Ciepło, przytulnie, syto, pięknie. Jakiż piękny jest świat, gdzie się tak śpi, je mieszka i gdzie ludzie są tacy dobrzy i grzeczni jak jego pielęgniarka, jak jego lekarz. Bajka z tysiąca jednej nocy. Cudowne przeżycie. I gdyby nie wojna, nigdy by nie dowiedział się, że istnieje taki świat”. Potem już w Ałmaty, już po cudownym spotkaniu z mężem, grozi im śmierć głodowa Wtedy pomaga im Wiktor Szkłowski, ten sam który wspierał wcześniej Mandelsztamów, “przynosząc mi cały woreczek ryżu. Był to jego przydział na miesiąc. Nie śmiałam daru tego przyjąć, ale on ze łzami w oczach twierdził, że nie mam prawa mu tego odmawiać”. Są tam też Paustowski i Zoszczenko. “Pisarze o których wspominam, nienawidzili ustroju, w którym przyszło im życiu tworzyć”. Niestety, Autorka nie może powiedzieć wiele dobrego o miejscowej Delegaturze rządu RP w Londynie. “Ludzie tam pracujący wraz z naszym delegatem myśleli przede wszystkim o sobie, o swoich wygodach, a nawet o luksusie. Nie została tam poczęstowana niczym z suto zastawionego stołu. I co za paradoks: to pisarze, intelektualiści moskiewscy dokarmiali nas, przygarnęli nas do siebie jako współcierpiących z nimi ludzi”. To krótki czas, gdy Polacy związani z Delegaturą, w tym i Wat, relatywnie nie mieli źle, w przeciwieństwie do zwykłych Kazachów: “Na ulicy stał tłum ludzi w ogonku do jakiegoś sklepiku, w którym wydawano zgniłe pomidory. Sklep dla nas mieścił się w podwórzu w ukrytym lokalu. Trudno było uwierzyć w tym czasie, kiedy tylu ludzi umierało z głodu, co przydzielano uprzywilejowanym. Delegaturę w owym czasie zaliczano właśnie do tej kategorii.(..) Dostawało się absolutnie wszystko, łącznie z kawiorem, tortami, winem, czekoladą. (...) Na dnie tej szczęśliwości było prawie że uczucie wstydu, że korzystamy, że żywimy się z tego splugawionego nędzą powszechną źródła”. Po zerwaniu w 1943 r. przez Sowietów stosunków dyplomatycznych z RP wszystko wraca do “normy”, a nawet jest jeszcze gorzej…. Dramatyczny, znany szczegółowo z “Mojego wieku”, opis tak zwanej paszportyzacji czyli zmuszania Polaków w Sowietach do przyjmowania sowieckiego obywatelstwa po zerwaniu stosunków z rządem RP. I w tym kontekście Autorka wspomina o czymś, co nie jest powszechną wiedzą: “Wszyscy Polacy ze Związku Patriotów razem z całą armią i z całym sztabem tych wielkich patriotów weszli przecież do Polski jako obywatele sowieccy. Paszportyzacja i zalegalizowanie Związku Patriotów było jednoczesne i należało do jednego planu: obrócić milion czy półtora miliona Polaków w poddanych sowieckich i jednocześnie dać im nadzieję powrotu do Polski” I to nikt inny, tylko Wat - polski Żyd, zarządził wśród Polaków bojkot przyjmowania paszportów wroga. W reakcji Sowieci aresztują wszystkich. Trafiają do więzienia, gdzie kryminalne więźniarki biją Autorkę, wściekłe, że ma czelność gardzić sowieckim paszportem. Po tym kobiety biorą paszporty obcego, wrogiego państwa - ale nie sam Wat. A to dzięki hersztowi bandytów którzy mieli go bić do skutku, wrzuconego im przez NKWD do celi “na pożarcie”. Ruski kryminalista Walentyn na to jednak nie pozwolił - zaimponowała mu postawa Wata, który powiedział przed frontem kryminalnych, że woli zginąć niż wziąć sowiecki paszport. Zdaje się, że jako jedyny Polak na coś takiego się poważył…. Ostatecznie Watowie wracają do Polski w 1946 r. i od razu deklarują niezainteresowanie budowaniem komunizmu. O dziwo, jest to uszanowane, prawdopodobnie z powodu jego przedwojennej działalności. Po 1956 r. Watowie coraz więcej czasu spędzają na Zachodzie, w związku z leczeniem jego ciężkiej choroby. W tych staraniach zahaczają m. in. o osławionego Padre Pio. “Wydał mi się prymitywny, brutalny, a także w uśmiechu jego było coś chytrego. Następnego dnia Aleksander miał stawić się w kościele do spowiedzi. Na pierwsze pytanie, kiedy się spowiadał po raz ostatni, odpowiedział, że do tej pory nigdy. I wtedy Padre Pio ujrzał jakby piekło, które się przed nim rozwarło i szatana w postaci Aleksandra. Zaczął się od niego opędzać i po prostu wypędzać z kościoła”. Taki to był z niego święty… Niezwykłą osobą była siostra Wata Seweryna Broniszówna, aktorka i wielbicielka Piłsudskiego. Jak pisze Autorka, miała ona przyjaciół wśród najbliższych mu ludzi, Wieniawa-Długoszowski, Stpiczyński, Beck, Miedziński i inni. “Przygotowania do wypadków majowych w 1926 roku odbywały się w jej mieszkaniu. +Byli moimi przyjaciółmi do objęcia władzy+. Potem odeszła od nich. +Nie lubię ludzi sprawujących władzę, a poza tym wiedziałam, że się nie nadają się do rządzenia Polską+”. W młodości była ona zaręczona z Andersem. Przebywając na Zachodzie, Watowie mieli problemy z przedłużaniem paszportów, w końcu wybrali wolność. “Zmuszono nas do tego, jak tylu innych Polaków, którzy gdyby mieli swobodę wyjazdów i powrotów do kraju, na pewno nie musieliby tej wolności wybierać, ponieważ byliby po prostu wolni. Zresztą zerwanie z komunizmem nie wiązało się z +wybraniem wolności+. Zerwanie z komunizmem nastąpiło wiele lat wcześniej”. Nie ma tego dobrego, co by na dobre nie wyszło: wszak dzięki temu z rozmów z Czesławem Miłoszem nagrywanych w Ameryce powstał “Mój wiek”, jedna z najlepszych książek nt. komunizmu. Książce Watowej tylko niewiele ustępuje znakomity film Roberta Glińskiego z niezapomnianym Krzysztofem Globiszem w roli Wata. Wstyd powiedzieć, odtwórczyni roli jego żony zupełnie już nie kojarzę, bo i aktorka chyba jej nie udźwignęła…
Łukasz Starzewski - awatar Łukasz Starzewski
ocenił na 8 1 miesiąc temu
Lawina i kamienie. Pisarze wobec komunizmu Joanna Szczęsna
Lawina i kamienie. Pisarze wobec komunizmu
Joanna Szczęsna Anna Bikont
Powróciłem do książki Bikont i Szczęsnej po lekturze 'Domu pisarzy w czasach zarazy' Tomasza Jastruna, pozycji traktującej o zaczadzeniu polskich pisarzy komunizmem po wojnie. No cóż, na tle dość zdawkowej pozycji Jastruna rzecz dwóch autorek wygląda imponująco. Mamy tu świetnie opisane i udokumentowane historie ludzi, którzy najpierw zwariowali (wedle słów Adama Ważyka) a potem, w 1956 r. albo wcześniej, przejrzeli na oczy. Niektóre życiorysy, to temat na powieść czy film. Weźmy Jerzego Andrzejewskiego, który przed wojną był zaangażowanym katolikiem, po wojnie zaprzysięgłym komunistą. Po 1956 r. został opozycjonistą i utwory odrzucone przez cenzurę zaczął drukować w prasie emigracyjnej. Drugi ciekawy życiorys to Wiktor Woroszylski, który mając pochodzenie żydowskie, przeżył piekło wojny w Grodnie, kursując pomiędzy gettem i aryjską stroną, po wojnie stał się wojującym komunistą, prawdziwym fanatykiem i inkwizytorem, koledzy pisarze się go bali, bo potrafił ich niszczyć na zebraniach partyjnych. Pisał też okropne wiersze, jak ten z 1950 r. sławiący ubeków: „Towarzysze moi, silni i twardzi, przyjaciele moi, niezawodni i pewni – wybrano was, najlepszych z klasy partii, byście Rewolucji jak córki strzegli.” Potem, po pobycie w ZSRR w połowie lat 50., Woroszylski trochę przejrzał na oczy. Ostatecznie odszedł od komunizmu po tym jak był naocznym świadkiem rozstrzelania przed sowieckie czołgi rewolucji w Budapeszcie w listopadzie 1956 r. Został bardzo zaangażowanym opozycjonistą, ale do końca życia nie mógł pozbyć się garbu swojego stalinowskiego zaczadzenia. Mamy jeszcze opisane losy bohaterów książki po 1956 r., ale te są już mniej interesujące. W sumie jest to fascynujący przyczynek do historii PRL-u. Napisane to z nerwem, czyta się lekko i z napięciem, prawie jak powieść sensacyjną. Książka jest pięknie wydana, zawiera masę ciekawych zdjęć, sporo cytatów z utworów ówczesnych. Końcowa część jest poświęcona polemikom z innymi autorami, którzy napisali książki o literatach zaczadzonych komunizmem w latach 50.: Jackiem Trznadlem (Hańba domowa) i Bohdanem Urbankowskim (Czerwona msza, czyli uśmiech Stalina). Moim zdaniem ta część osłabia wymowę książki, autorki winny skończyć swoją historię na roku 1989 i nie wdawać się w niepotrzebne pyskówki.
almos - awatar almos
ocenił na 8 10 miesięcy temu
Iwaszkiewicz. Pisarz po katastrofie Marek Radziwon
Iwaszkiewicz. Pisarz po katastrofie
Marek Radziwon
Doceniam kunszt z jakim tworzył opowiadania, niemal każde jest dla mnie perłą gatunku. Dużym uznaniem darzę też Sławę i chwałę, epopeję o wierności ziemiaństwu, inteligencji, sztuce. Fascynują mnie początki jego życia, dzieciństwo w Kalniku na Ukrainie, wakacje u Szymanowskich w Jelizawetgradzie, praca nauczyciela u Branickich w potężnym majątku Stawiszcze. Iwaszkiewicz obserwował rodzącą się rewolucję bolszewicką, przeżył obie wojny. Widział zmierzch wielkich fortun kresowych, ginięcie tego idyllicznego, sielankowego świata. Sam o osobie mówił, że jest człowiekiem z innej epoki. Historia rodziny, a przede wszystkim ojciec uczestniczący w powstaniu styczniowym, dziadek zaś w listopadowym, stanowili o niezwykłości i sentymencie do minionych epok. Marek Radziwon skupia się na życiu literackim pisarza, odnotowuje najważniejsze wydarzenia w jego życiu, próżno tu jednak szukać wnikliwej analizy życia prywatnego. Jest za to geneza powstawania utworów, ich odniesienia do rzeczywistości, krótkie streszczenia. Poza tym cała gama doświadczeń zawodowych twórcy "Matki Joanny od Aniołów": jego sprawowanie funkcji sekretarza marszałka Rataja, praca w dyplomacji, wreszcie wojenne próby przetrwania, czy wciąż dyskusyjna powojenna publiczna aktywność. Biograf odnosi się do literackich fascynacji i sympatii Iwaszkiewicza. Pisze o jego stosunku do historii, władzy, społeczeństwa. Zaznacza też emocjonalne podejście do życia, liczne zachwiania, rozterki, depresje. Odsłania człowieka wielowymiarowego: i wrażliwego twórcę, i wyniosłego sybarytę, ale także negocjatora w konfliktach pisarskich z komunistycznym reżimem, który nade wszystko chciał ocalić polską kulturę. Bogate i różnorodne życie Iwaszkiewicza broni się samo. Mimo to biografia Radziwona nadąża za podmiotem swoich dociekań. Co więcej, tworzy obraz człowieka, którego nie da się jednoznacznie ocenić. Fascynująca lektura. buchbuchbicher.blogspot.com
BuchBuch - awatar BuchBuch
ocenił na 7 7 lat temu
Alfabet wspomnień Antoni Słonimski
Alfabet wspomnień
Antoni Słonimski
Trudno nie polubić „Alfabetu wspomnień”, w którym autor robi subiektywny przegląd swoich bliższych i dalszych znajomych, uwzględniając też paru takich, których osobiście nie spotkał lecz wspomnienia są warci, na przykład w anegdocie. Anegdot zresztą - jak to u Słonimskiego - jest sporo, a bardzo osobiste podejście do przywoływanych osób i zjawisk, od laurek poprzez wątpliwości aż po potępianie w czambuł, stanowią o atrakcyjności książki. Czy mam jakieś zastrzeżenia - owszem, pominięcia, choćby wynikające z przyjętej przez autora zasady, że nie będzie pisał o nadal, czyli w roku 1975, żyjących ludziach. Czyli na przykład o Jarosławie Iwaszkiewiczu, Irenie Krzywickiej i kilku innych, także z młodszych pokoleń, których aktywność na pewno śledził i wiele ciekawego miałby do powiedzenia. Natomiast fakt, że osobnego hasła nie ma w „Alfabecie” Maria Morska* po prostu mnie wkurzył, zwłaszcza że wzmianki o niej są, a jej zdjęcie otwiera sekcję Pikadorczycy i Skamandryci. Nie chodzi jedynie o ich wieloletnią miłość, o której wiedzieli wszyscy im współcześni - choć niektórzy utrzymywali, że była platoniczna - ale o jej rolę aktorki, feministki i środowiskowej Muzy. Chętnie poczytałabym też o zdolnej plastyczce, Janinie Konarskiej, ale prawdę mówiąc na obecność żony Słonimskiego w jego „Alfabecie” za bardzo nie liczyłam. Hasła są bardzo różnej długości. Do tych najkrótszych należy Beck Józef. Słonimski przyznaje, że się z nim przyjaźnił, pisze: „… zerwaliśmy przyjaźń po sprawie brzeskiej. Po sprawie Zaolzia napisałem w Kronice ‚Mądry Polak po S k o d z i e’. Gdy Beck miał swoje słynne przemówienie w maju 1939r., uściskałem się z nim serdecznie. Nie piszę historii. Sprawy to dawne, zawiłe, bolesne. Nie mnie sądzić o nim jako o polityku.” Jest to, moim zdaniem, przykład tego, co wówczas o Becku można było napisać, dotykając choć nie interpretując zawirowań epoki. Z kolei inne króciutkie hasło, „Czeszer Mec. Pierwszy Polak pochodzenia mojżeszowego, który dostał literacką nagrodę Nobla: ożenił się z wdową po Reymoncie” ma enigmatyczno-sarkastyczny posmak. Jest wyrazem uszczypliwości pod adresem nagrody dla Reymonta (a nie dla Żeromskiego, któremu zdaniem środowisk literackich Nobel dużo bardziej się należał). Ale wobec zamordowanego w getcie żydowskiego prawnika, Czeszera, taki wpis specjalnie elegancki nie jest. Zwłaszcza że zanim trafił do getta, zapobiegawcza żona zdążyła się już z nim, swoim trzecim małżonkiem, rozwieść. W każdym razie Mecenas Czeszer literatem nie był. Za to z dużą estymą pisze Słonimski w „Alfabecie” o Itziku Mangerze, poznanym w Londynie, jak go nazywa „najwybitniejszym liryku piszącym w języku jidysz”. Pięknie opisuje jak się porozumiewali - on nie znał żydowskiego, Manger polskiego, choć kiedyś obaj mieszkali w tym samym mieście, Warszawie, jak tłumaczył jego lirykę, jak go ekspediował do Polski na uroczystość odsłonięcia pomnika bohaterów getta. Manger należał „do nie istniejących już plemion małomiasteczkowych Żydów Europy wschodniej”. Trochę o nim myślałem - wyznaje Słonimski - gdy w Elegii miasteczek żydowskich (1947 rok) pisałem: „Już nie ma tych miasteczek, gdzie szewc był poetą, zegarmistrz filozofem, fryzjer trubadurem”. Sam Słonimski duszy sentymentalnego liryka chyba nie miał. Był przede wszystkim, jak trafnie go nazwała autorka jego doskonałej biografii, heretykiem na ambonie.** Lubił pouczać, wyzłośliwiać się, dogryzać, wykłócać się o swoje … Nawet jeśli kogoś darzył głęboką sympatią, starał się nadmiernie nie rozczulać. Czy kogoś w „Alfabecie” skrzywdził? No cóż, pisząc na przykład o Ferdynandzie Goetlu nie szczędzi słów obrzydzenia przytaczając jego faszystowskie pogróżki, kierowane bezpośrednio do niego. Ale choć o kolaborację z hitlerowcami go wprost nie oskarża, także go z tego zarzutu nie oczyszcza, jak robi to na przykład hasło w Wikipedii. Ograniczyłam się do paru, nietypowych moim zdaniem, przykładów, bo „Alfabet” każdy musi sam smakować, najlepiej wielokrotnie, po pewnym czasie - już niekoniecznie ciągiem, lecz wedle zapotrzebowania, na wyrywki. Na koniec jeszcze dwa cytaty z dość obszernego hasła Powrót. Dlaczego po jedenastu latach emigracji, pod koniec pobytu piastując prestiżowe i intratne funkcje w UNESCO i w londyńskim Polskim Instytucie, podjął Antoni Słonimski decyzję o przeprowadzce do zrujnowanej i nie całkiem niepodległej ojczyzny? Jest to interesująca, wieloaspektowa opowieść. Wybrałam z niej argumenty dla mnie bardzo przekonujące: „Obracałem się w Londynie w środowisku ludzi wybitnych i atrakcyjnych, ale nie jako partner równorzędny, lecz jako intruz. Niebłahą stanowiła przeszkodę bariera językowa. Mówiłem po angielsku poprawnie, ale bez finezji” „Przez pięć lat od 1946 do 1951 r. nie pisałem. Pogrążałem się coraz beznadziejniej w rutynę i obowiązki życia urzędniczego. Czułem, że jeszcze rok, dwa a zabraknie mi nie tylko siły wyrwania się z tego trybu życia, ale przestanę być pisarzem.” * Moją irytację na nieobecność w „Alfabecie wspomnień” Marii Morskiej (1895-1945) wzmogły daremne próby dotarcia do jej jedynej biografii, Hanna Faryna-Paszkiewicz: Opium życia. ** Joanna Kuciel-Frydryszak: Słonimski. Heretyk na ambonie.
Nina - awatar Nina
oceniła na 8 1 rok temu
Mahatma Witkac Joanna Siedlecka
Mahatma Witkac
Joanna Siedlecka
Joanna Siedlecka wykonała kawał świetnej pracy zbierając jeszcze żyjące osoby z otoczenia Witkacego i oddała im głos. Nie oceniała, nie podpowiadała, niczego nie sugerowała. Zebrała głosy, wspomnienia, wyimki, epokę, której nie ma z perspektywy osób, których epoka przeminęła. Opowieści o Witkacym są lekko nostalgiczne, ale częściej pokrywa je patyna niezrozumienia, interesowności, kompensacji własnej osoby. Witkacy jest tylko cieniem, który niejednej osobie mocno przemodelował życie, ale który jednak jawi się bardzo osobnym, niezrozumiałym, a przecież rozmówcami byli mu najbliżsi. To jest kolejna książka, do której wróciłem po latach i oceniłem ją dużo lepiej. Moje pierwsze obcowanie z nią było po lekturze Jaśniepanicza o Gombrowiczu, o którym to pisarzu wiedziałem praktycznie wszystko i sporo innych rzeczy czytałem na jego temat. W przypadku Witkacego zrobiłem błąd, ponieważ założyłem, że reportaż biograficzny może być również dobrym wprowadzeniem do życia głównej postaci. Oj, trochę trudna sprawa. Mało tego, nie warto również próbować spamiętać i uporządkować sobie rozmówców, jest ich zbyt wielu i prędzej czy później tworzą trochę nijaką i szarą masę, z której wyłaniać się poczynają cechy wspólne, które niestety nie są zaletami. Oczywiście jest kilka wyjątków, o jak żona Witkacego, czy przyjaciel, który również ratował jego spuściznę. Świetna lektura, która mnie oczarowała, do której na pewno jeszcze wrócę. Po więcej zapraszam do mojej recenzji na kanale Sola Fabula
Jacek Kafel - awatar Jacek Kafel
ocenił na 8 1 miesiąc temu

Cytaty z książki Pół wieku czyśćca. Rozmowy z Tadeuszem Konwickim

Bądź pierwszy

Dodaj cytat z książki Pół wieku czyśćca. Rozmowy z Tadeuszem Konwickim