Pokój Vilhelma

Okładka książki Pokój Vilhelma
Tove Ditlevsen Wydawnictwo: Czarne Seria: nowa klasyka literatura piękna
184 str. 3 godz. 4 min.
Kategoria:
literatura piękna
Format:
papier
Seria:
nowa klasyka
Tytuł oryginału:
Vilhelms værelse
Data wydania:
2026-03-04
Data 1. wyd. pol.:
2026-03-04
Liczba stron:
184
Czas czytania
3 godz. 4 min.
Język:
polski
ISBN:
9788383962016
Tłumacz:
Iwona Zimnicka
Średnia ocen

                7,6 7,6 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Pokój Vilhelma w ulubionej księgarni i

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów), „Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oceny książki Pokój Vilhelma

Średnia ocen
7,6 / 10
38 ocen
Twoja ocena
0 / 10

Opinia

avatar
237
34

Na półkach:

Początek był raczej trudny, co kilka stron pojawiali się nowi bohaterowie...ciężko było znaleźć dla nich punkt odniesienia. Po 50 stronach zostałem wciągnięty na maxa. To wg mnie najbardziej refleksynja książka Tove Ditlevsen. Jednak nie polecałbym jej czytać jako pierwszą książkę autorki.

Początek był raczej trudny, co kilka stron pojawiali się nowi bohaterowie...ciężko było znaleźć dla nich punkt odniesienia. Po 50 stronach zostałem wciągnięty na maxa. To wg mnie najbardziej refleksynja książka Tove Ditlevsen. Jednak nie polecałbym jej czytać jako pierwszą książkę autorki.

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

338 użytkowników ma tytuł Pokój Vilhelma na półkach głównych
  • 289
  • 44
  • 5
37 użytkowników ma tytuł Pokój Vilhelma na półkach dodatkowych
  • 18
  • 7
  • 3
  • 3
  • 2
  • 2
  • 2

Inne książki autora

Okładka książki Mistrzowie opowieści. Skandynawskie lato Naja Marie Aidt, Hans Christian Andersen, Kjell Askildsen, Mikkel Bugge, Stig Dagerman, Tove Ditlevsen, Sophie Elkan, Karin Fossum, Lars Gustafsson, Jónas Hallgrímsson, Tove Jansson, Elísabet Kristín Jökulsdóttir, Juha-Pekka Koskinen, Selma Lagerlöf, Halldór Kiljan Laxness, Rosa Liksom, Astrid Lindgren, John Ajvide Lindqvist, Merethe Lindstrøm, Bodil Malmsten, Harry Martinson, Dorthe Nors, Cora Sandel, Raija Siekkinen, Amalie Skram, Hjalmar Söderberg, Tarjei Vesaas, Kjell Westö
Ocena 7,0
Mistrzowie opowieści. Skandynawskie lato Naja Marie Aidt, Hans Christian Andersen, Kjell Askildsen, Mikkel Bugge, Stig Dagerman, Tove Ditlevsen, Sophie Elkan, Karin Fossum, Lars Gustafsson, Jónas Hallgrímsson, Tove Jansson, Elísabet Kristín Jökulsdóttir, Juha-Pekka Koskinen, Selma Lagerlöf, Halldór Kiljan Laxness, Rosa Liksom, Astrid Lindgren, John Ajvide Lindqvist, Merethe Lindstrøm, Bodil Malmsten, Harry Martinson, Dorthe Nors, Cora Sandel, Raija Siekkinen, Amalie Skram, Hjalmar Söderberg, Tarjei Vesaas, Kjell Westö
Tove Ditlevsen
Tove Ditlevsen
Autorka Tove Ditlevsen (1917-1976) była wybitną duńską powieściopisarką i poetką, a zarazem znaną działaczką na rzecz feminizmu w Europie. Wydała dwadzieścia dziewięć utworów, w tym powieści, wiersze i pamiętniki. Duży wpływ na kształt jej twórczości wywarły przeżycia z dzieciństwa, doświadczenia wyniesione z kilku małżeństw i ciężka choroba, stale powracająca aż do samobójczej śmierci.
Zobacz stronę autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Dzień, w którym umarł Nils Vik Frode Grytten
Dzień, w którym umarł Nils Vik
Frode Grytten
To książka, którą zapewne inaczej odbiorą czytelnicy młodzi, tacy do trzydziestki. To wiek, kiedy człowiek czuje się niezniszczalny i niepokonany, kiedy ma plany, sny i marzenia. Oraz siłę do podejmowania prób ich realizacji. Dla nich decyzja Nilsa wyda się niezrozumiała, może dziwaczna, niepotrzebna. Zupełnie inaczej spojrzą na Nilsa i jego ostatni krok ci starsi, mocno starsi, kiedy zorientują się, że to, co mieli zrobić - zrobili, albo ...już nie zrobią. A marzenia? Ano, żeby nie bolało i dzieci odwiedzały nas częściej. No, i żeby jak najdłużej być samodzielnym. To także czas, gdy otacza nas więcej duchów i wspomnień, niż żywych… W takiej sytuacji znalazł się Nils Vik, bohater i zarazem narrator powieści. Autor stworzył dość niezwykłą postać. Nils, właściciel swego rodzaju taksówki wodnej na fiordzie norweskim właściwie stoi w miejscu a tylko świat się przetacza wokół niego. Mieszka w domu rodzinnym od pokoleń, używa przez kilkadziesiąt lat tej samej łodzi, którą przerobił z żaglówki na motorową, bo mus zawodowy był. Chodzi jedynie trasą z domu do przystani, w okolicznych miejscowościach bywa rzadko i z konieczności. I co? I jest szczęśliwy. Oraz spokojny niesłychanie. Raz się tylko wzburzy, czując się zagrożony w tym szczęściu i spokoju, jakie mu daje niewzruszona powtarzalność każdego dnia, tygodnia, miesiąca, roku. Jaki jeszcze jest Nils, możemy się przekonać z kilku zdań wypowiadanych przez innych, na końcu opowieści. Nie wiem, czy polubiłabym go, ale budzi szacunek. Jest jak taki stojący od wieków dąb, silny, nienaruszalny. Ale i drzewa się kiedyś starzeją... Dobrze się to czyta, mimo smutku, jaki budzi ten ostatni dzień Nilsa, mimo jego decyzji…
Mavia2033 - awatar Mavia2033
ocenił na 8 5 dni temu
Antropolodzy Ayşegül Savaş
Antropolodzy
Ayşegül Savaş
„Antropolodzy” autorstwa Ayşegül Savaş - najgłośniejsza powieść 2024 roku, podbija obecnie polski rynek czytelniczy. Książka wydana nakładem Wydawnictwa Filtry, w przekładzie Agnieszki Walulik przyciąga wzrok i zdumiewa swoją skondensowaną formą. Ale na czym polega jej fenomen? Asya i Manu to para migrantów, którzy przybyli do Europy Zachodniej, by zdobyć wykształcenie, a potem tu zostali i stopniowo wrastają w miejscową kulturę. Nie chcą wracać tam, skąd przybyli, dlatego wybierają miasto. Tylko, czy tak naprawdę można poczuć się jak u siebie w miejscu, w którym nie do końca jesteśmy sobą? „Antropolodzy” to proza, która działa ciszą. Nie znajdziemy tu dramatycznych zwrotów akcji ani spektakularnych wydarzeń - zamiast tego dostajemy uważną (jak na dokumentalistkę przystało) obserwację codzienności, drobnych gestów i napięć, które narastają gdzieś pod powierzchnią. To literatura, która wymaga skupienia, ale odwdzięcza się subtelną głębią. Asya i Manu funkcjonują trochę jak tytułowi antropolodzy: analizują otaczającą ich rzeczywistość, próbując ją zrozumieć i jednocześnie dopasować się do niej. Problem w tym, że im bardziej się starają, tym bardziej oddalają się od samych siebie. Ich poszukiwania własnego mieszkania, które w istocie poszukiwaniami nie są, to kwintesencja współczesnego podejścia młodych dorosłych do życia, do świata i do otaczających ich ludzi. Miasto, w którym żyją, nie ma konkretnej nazwy, co tylko potęguje uniwersalność tej historii. To może być Paryż, Berlin, Amsterdam - każde miejsce, które obiecuje nowy początek, ale nie daje pełnego zakorzenienia. Autorka świetnie pokazuje ten stan zawieszenia: między językami, kulturami i różnymi wersjami samych siebie. „Antropolodzy” to opowieść o poszukiwaniu tożsamości, o ciągłym negocjowaniu tego, kim jesteśmy i gdzie jest Nasze miejsce na ziemi. Subtelna proza, a jednak trafia w samo sedno. 👌
z_kultury_ - awatar z_kultury_
ocenił na 10 10 dni temu
Blisko domu Michael Magee
Blisko domu
Michael Magee
„Miasto pamięta więcej, niż ludzie chcieliby przyznać.” W swojej pierwszej powieści Michael Magee kreśli autentyczny obraz młodych ludzi z robotniczych środowisk, należących do pokolenia urodzonego już po zakończeniu konfliktu w Belfaście. Pokazuje ich niespełnione marzenia, trudną codzienność, narastającą frustrację oraz poczucie braku przyszłości. “Blisko domu” to także swoisty hołd dla miasta naznaczonego śladami dawnych walk, gdzie wciąż pobrzmiewają echa bolesnej i brutalnej historii. W tej historii najmocniej uderzyło mnie poczucie ‘odziedziczonego ciężaru’ – bohaterowie sami nie przeżyli The Troubles, a jednak żyją w ich cieniu. Nie ma tu bezpośredniej przemocy, jest coś bardziej podskórnego: napięcie, które przenika codzienność, sposób myślenia, ograniczenia, których nikt wprost nie nazywa. W debiucie Magee porusza też bezradność młodych ludzi – to, jak bardzo chcą czegoś więcej, a jednocześnie czują, że startują z miejsca, z którego naprawdę trudno się wyrwać. Nie ma tu wielkich dramatycznych zwrotów, raczej powolne osuwanie się w frustrację, w gniew, który staje się niemal naturalnym stanem. Brak perspektyw niesie za sobą upust wszelkiej energii, powodując stan, który zaczyna przybierać kształt w destrukcji, zobojętnienia. Nie dlatego, że bohaterowie są słabi, tylko dlatego, że systemowo są przyblokowani. Miałam wrażenie, że Sean i jego koledzy utknęli w pewnym rodzaju smutnego stygmatyzmu - jakby ich życiorysy były z góry naznaczone, jakby startowali z etykietą, której nie da się odkleić. I nawet jeśli próbują coś zmienić, świat wokół wciąż przypomina im, skąd są i ile to znaczy. Nie ma tu jednak wyraźnego momentu buntu czy przełomu. To raczej powolne wypalanie ambicji, nadziei, a z czasem nawet relacji. Jest w tym coś głęboko przygnębiającego… i przywodzi na myśl klimat “Shuggie Bain” Douglasa Stuarta- tam również wyraźnie czuć ciężar środowiska i poczucie, że możliwości są od początku ograniczone. W powieści istotny jest również sam Belfast, pokazany nie tylko jako tło, ale niemal żywy organizm. Stolica Irlandii Północnej jest tu miastem pełnym sprzeczności: z jednej strony próbuje iść do przodu, z drugiej nie potrafi odciąć się od przeszłości. To napięcie czuć w każdej relacji, w każdej decyzji bohaterów. “Blisko domu” to historia o pochodzeniu, tożsamości i traumach, które w nas zostają. O młodym pokoleniu szukającym zapalnej iskry nowego początku - takiej, która nie odcina się od ciężaru przeszłości, lecz tli się pomimo środowiska, historii i ograniczeń. Magee nie podsuwa swoim bohaterom konkretnego rozwiązania, nie zmienia nagle rzeczywistości, ale daje nadzieję na swego rodzaju ‘minimalne przesunięcie’. Takie poczucie, że może jednak istnieje inna ścieżka, choćby w zalążku. Można wręcz odnieść wrażenie, że to nie tyle szansa na ‘lepsze jutro’, co raczej pierwsza próba wyobrażenia sobie, że jutro w ogóle może być inne. I to w tej historii naprawdę dużo. Mocno polecam!
Park2Read - awatar Park2Read
ocenił na 8 1 dzień temu
Vaim Jon Fosse
Vaim
Jon Fosse
Wszystko zaczyna się od igły i nici. Jatgeir przypływa do Bjørgvin na swojej łodzi Eline, nazwanej tak na cześć jego nastoletniej miłości. Cel jest jasno określony: musi kupić brakujące przyrządy do przyszywania guzików i wrócić. Do tej małej miejscowości przyjeżdżał już wcześniej, więc nie jest to jego pierwsza wyprawa. Tym razem jednak nie wraca do siebie od razu. Postanawia zostać na noc. Niespodziewanie budzą go odwiedziny prawdziwej Eline na jego łodzi. Kobieta ma własny plan. Chce uciec od męża i jest gotowa zrobić to natychmiast. W tej bardzo krótkiej opowieści, podzielonej na trzy części, poznajemy historię mężczyzn biernych, nieśmiałych, płynących z falą wydarzeń, oraz kobiety dominującej, wprowadzającej własne scenariusze wszędzie tam, gdzie się pojawi. To też opowieść o tym, jak drobne zdarzenia potrafią namieszać w życiu kilku osób. Nie jest to moja pierwsza styczność z twórczością tego autora, więc spodziewałam się podobnego klimatu. Fosse pisze w sposób, który dla jednych będzie fascynujący, wręcz elektryzujący, a dla innych zbyt spokojny, niemal hipnotyczny. Przypomina to słuchanie wewnętrznych monologów, takich, które nie zawsze muszą mieć sens ani prowadzić do wyraźnego celu. Fabuła jest prosta, wręcz oszczędna, ale sposób narracji sprawia, że wszystko wydaje się głębsze. Nie jestem ogromną fanką takiej formy opowiadania, ale było to dla mnie ciekawe doświadczenie literackie. Zaskoczyło mnie też, że momentami wzbudziła we mnie silne emocje, czy to w ostatniej części, przy decyzjach Franka, czy w chwilach, gdy próbowałam zrozumieć, jaka tak naprawdę jest Eline. Jeśli macie ochotę na nietypową prozę, Vaim może wam się spodobać. Do moich ulubieńców ta książka raczej nie dołączy, ale zostawiła po sobie kilka refleksji. [współpraca barterowa]
bibliotekaliv - awatar bibliotekaliv
ocenił na 6 4 dni temu
Pierwsze wspomnienie Ana María Matute
Pierwsze wspomnienie
Ana María Matute
„Nie wiem, czy świat jest rzeczywiście okrutny, lecz jest co najmniej niezrozumiały”. Na pewno dla czternastoletniej narratorki tej wrażliwej prozy. Prozy z wygnania z beztroskiego życia. Matia, zostaje wyrwana z dotychczasowego życia i trafia na Majorkę, do chłodnego, surowego domu babki. To wygnanie ma wymiar zarówno dosłowny, jak i egzystencjalny, jest wyrzuceniem z dzieciństwa. Ana María Matute to jedna z tych pisarek, których twórczość silnie wyrasta z doświadczenia historii. Urodziła się w 1925 roku w Barcelonie i dorastała w czasie wojny domowej w Hiszpanii oraz późniejszego frankizmu. Te wydarzenia odcisnęły wyraźne piętno na jej pisaniu. Interesowało ją przede wszystkim dzieciństwo – ale nie jako czas beztroski, tylko moment, w którym człowiek po raz pierwszy styka się z lękiem, niesprawiedliwością i samotnością. Interesują ją przede wszystkim postaci słabe, niedojrzałe, wykluczone – dzieci, które zostają wrzucone w świat rządzony przez brutalne, niezrozumiałe reguły. „Pierwsze wspomnienie” jest idealnym odzwierciedleniem jej prozy. To powieść inicjacyjna, ale inicjacja nie prowadzi tu do żadnej stabilnej wiedzy ani pojednania ze światem. Wręcz przeciwnie, bo jest doświadczeniem dezorientacji. Wyspa, na którą trafia, nie jest azylem. To przestrzeń przesycona napięciem, „oleistym bezruchem” i „obłudnym spokojem”. Wojna pozostaje pozornie daleko, ale jej obecność jest nieustanna, podszeptana, niemal organiczna Matute konstruuje Majorkę jako mikrokosmos świata ogarniętego konfliktem. To miejsce, gdzie przemoc nie musi być widoczna, by była odczuwalna. To, co historyczne, przenika tu codzienność. W gazetach babki, w opowieściach, w półsłówkach, w obrazach, które docierają do dzieci i których nie potrafią jeszcze zrozumieć. Relacje między bohaterami, Matią, Borją i Manuelem, odtwarzają logikę tego świata. Borja, starszy i bardziej cyniczny, wprowadza Matię w obszar lęku i okrucieństwa. Ich wspólne dni są pozornie puste, wypełnione nudą i drobnymi rytuałami, ale to właśnie w tej pustce rodzi się niepokój. Tutaj padają zdania, w których Matute osiąga niezwykłą intensywność zmysłową. Ważne jest to, że wojna nie pojawia się tu jako wydarzenie, lecz jako atmosfera. „Okropieństwa wojny domowej […] czają się w podszeptach, atmosferze, przemycanych dowodach” – i właśnie to „czające się” jest kluczowe. Młodzi bohaterowie nie rozumieją do końca tego, co się dzieje, ale odczuwają skutki. Frustrację, lęk, smutek, samotność. Nie mają też języka, by o tym mówić. „Nie mieliśmy śmiałości przyznać się do smutku”. Narracja Matíi ma charakter retrospektywny, co nadaje jej szczególną głębię. To głos kogoś, kto próbuje po latach zrozumieć własne dzieciństwo, ale nie upraszcza go ani nie porządkuje, ale po mistrzowsku zachowuje jego niejasność. Matia jest zarazem dzieckiem i kimś, kto patrzy na siebie z dystansu. Dzięki temu powieść unika sentymentalizmu. Zamiast nostalgii mamy tu raczej analizę, próby nazwania świata z perspektywy krat własnego jestestwa. Język Matute jest jednym z największych atutów tej książki. To proza niezwykle sensualna, operująca obrazami światła, cienia, ciepła i chłodu. Krajobraz Majorki, tutaj skały, morze, słońce nie jest dekoracją, lecz nośnikiem emocji. Jednocześnie Matute potrafi budować frazy o niezwykłej delikatności i gęstości znaczeń. „Pierwsze wspomnienie” to dla nie książka o samotności nie tylko dziecięcej, ale egzystencjalnej. „Dlaczego mnie tak zostawili samą na świecie, opuszczoną i niemającą o niczym pojęcia?” – to pytanie wykracza poza sytuację bohaterki i staje się pytaniem o kondycję człowieka w świecie pozbawionym jasnych reguł. Matute nie daje odpowiedzi. Jej siła polega właśnie na tym, że pozostaje przy tym pytaniu, rozwija je, pogłębia. To także powieść o utracie złudzeń. Dzieciństwo nie jest tu przestrzenią niewinności, lecz raczej stanem nieświadomości, który musi zostać przekroczony. Proces dojrzewania oznacza konfrontację z przemocą, niesprawiedliwością, złożonością relacji międzyludzkich. Ale nie prowadzi do żadnego ocalenia, a raczej do świadomości, że świat pozostaje „co najmniej niezrozumiały”. Po tej książce zostaje coś w rodzaju cichego pęknięcia. W sposobie widzenia, w języku, którym opisujemy rzeczywistość. Matute nie epatuje okrucieństwem, nie buduje wielkich scen. Jej domeną są mikroobrazy przemocy drobne gesty, spojrzenia, przemilczenia. A to tego rodzaju proza zostaje we mnie najdłużej, pracuje emocjami, obrazami i kunsztem językiem, końcem niewinności.
Elwira - awatar Elwira
oceniła na 9 13 dni temu
Oto słońce Gunnhild Øyehaug
Oto słońce
Gunnhild Øyehaug
Zanim fabuła zacznie się rozwijać, odczuwamy puls. Delikatne drżenie powietrza, jak wtedy, gdy zasłona unosi się od ciepła kaloryfera. Powieść nie rozpoczyna się od zdarzenia, a od wrażliwości. Od napięcia skóry, od myśli, która jeszcze nie ma wyraźnego kształtu, tylko temperaturę. W samym centrum tego drżenia znajduje się Helga— pisarka, kobieta u progu menopauzy, intelektualistka przyzwyczajona do analizowania świata, która nagle staje się zjawiskiem do analizy. Nie jest naiwną bohaterką romansu. Jest osobą, która zna literaturę, mechanizmy narracji i własne przyzwyczajenia. Jednak nie rozumie nowego przyspieszenia, które ogarnia ciało, gdy zakochuje się w sąsiedzie, również pisarzu, zwyczajnym i przez to niemal nieprawdopodobnym.To zakochanie nie jest dla niej „przygodą”. Jest zakłóceniem struktury. Helga żyje w dwóch rejestrach jednocześnie: jako kobieta w wieku eleganckim, która czuje — i jako pisarka, która natychmiast zaczyna analizować to rozbrajające ją uczucie. Rozkłada na części własne reakcje, bada język, którym mogłaby je opisać, poddaje w wątpliwość autentyczność swoich impulsów. Czy to jeszcze życie, czy już materiał literacki? Czy pragnienie jest spontaniczne, czy podszyte wyobraźnią karmioną lekturami i chęcią zobaczenia, jak to jest w alkowie z żonatym mężczyzną? W tej podwójności kryje się coś poruszającego. Helga nie pozwala sobie na czystą emocję, ale nie potrafi jej też powstrzymać. Jej ciało, które wchodzi w czas zmian hormonalnych, reaguje gwałtownie, niemal młodzieńczo. Staje się polem napięcia między przemijaniem a nagłym przypływem energii. Øyehaug nie romantyzuje tego stanu: ukazuje pot, wstyd, niepewność, nadwrażliwość. A jednocześnie pozwala Heldze być kimś więcej niż matką i „kobietą w kryzysie wieku średniego”. Główna bohaterka jest świadoma swojej śmieszności i powagi. Potrafi jednocześnie wyobrażać sobie sceny pełne patosu i demaskować je w tej samej chwili. W jej myśleniu pojawiają się literackie odniesienia, filozoficzne dygresje, gry z konwencją. Ona wie, że każda historia miłosna została już kiedyś opowiedziana .Jednak pragnie ją przeżyć, nawet jeśli ma to być historia z przypisami, auto cytatem i autoironią. Najbardziej przejmujące jest to, że nie szuka tylko mężczyzny,a potwierdzenia własnej widzialności. Czy można być pożądanym, gdy ciało się zmienia? Czy można być bohaterką romansu, gdy przestajemy mieścić się mieścić w jego klasycznych ramach? Jej uczucia są więc także buntem przeciwko narracyjnemu wykluczeniu.Forma powieści — rozszczelniona, skręcająca, chwilami niemal oniryczna, odzwierciedla stan jej świadomości. Pojawiają się przesunięcia rzeczywistości, szczeliny w porządku świata, jakby sama struktura fabuły ulegała hormonalnym wahaniom. To nie jest kaprys formalny. To sposób, by pokazać, że Helga funkcjonuje w świecie, który nagle stał się niestabilny, poruszony od środka. A jednak pod tą migotliwą konstrukcją kryje się czułość widoczna w wiadomościach do przyjaciółki. Helga nie jest ironicznie zdystansowaną figurą. Jest krucha. Jej potrzeba bliskości jest realna i niezwykle uniwersalna w wyrazie, nawet jeśli natychmiast zostaje przefiltrowana przez intelekt. To napięcie między refleksją a instynktem czyni ją postacią tak współczesną: kobietą, która nie może już „po prostu” kochać, bo wie zbyt wiele, ale która mimo to ryzykuje. Po lekturze pozostaje pod powiekami obraz jednostki, która pozwala sobie na przesunięcie. Na zmianę kąta padania światła. Helga Mork nie odzyskuje młodości. Nie przechodzi spektakularnej przemiany. Ona przesuwa granicę tego, co uważała za możliwe. Słońce w tej powieści nie jest metaforą szczęścia, a ekspozycji.W jego świetle Helga dostrzega swoje ambicje, złudzenia i potrzebę bycia dotkniętą — dosłownie i symbolicznie. Ostatecznie lektura kończy się pytaniem, które kobieta zostawia także nam: czy odważymy się jeszcze raz stanąć w świetle, nawet jeśli wiemy już, jak działa cień?
Efemerycznoscchwil - awatar Efemerycznoscchwil
ocenił na 7 1 miesiąc temu
Wymieranie Ireny Rey Jennifer Croft
Wymieranie Ireny Rey
Jennifer Croft
Jennifer Croft to autorka angielskiego przekładu Ksiąg Jakubowych, Olgi Tokarczuk. Napisała tę powieść, w której zagadka kryminalna łączy się z satyrą i opowieścią o procesie przekładu. Do domu pisarki Ireny Rey w Białowieży przyjeżdża ośmioro tłumaczy na plenum translatorskie, by wspólnie pracować nad przekładem jej nowej powieści. Sami nazywają się między sobą od języków, na które tłumaczą: Serbska, Szwedzki i tak dalej. Nagle znika pisarka i jej mąż Bogdan. To punkt wyjścia, który uruchamia lawinę. Trudno pisać o tej książce bez wymienienia nieobecnego. W Polsce postać Ireny Rey będzie nieuchronnie przywodziła na myśl Olgę Tokarczuk — genialną, uwielbianą pisarkę, obiekt wręcz bałwochwalczego kultu, mieszkającą na prowincji, blisko natury, z wiedzą o niej, która ma w końcu dostać Nobla. Jeśli chodzi o formę, mamy tu do czynienia z prawdziwą wieżą Babel. W pierwszych zdaniach powieści dowiadujemy się, że czytany przez nas tekst jest tłumaczeniem na angielski zaginionego oryginału, napisanego po polsku przez Argentynkę. Poczucie zagubienia towarzyszy przez cały czas czytania i taki był cel Croft. Serce książki to jednak nie zagadka zniknięcia, lecz portret zbiorowy tłumaczy. Autorka od lat przekonuje, że o tłumaczeniu warto myśleć raczej jako o czymś z natury wspólnym . I jako felietonistka i aktywistka literacka stara się odkleić od tłumaczy łatkę tych „gorszych" rodziców tekstu. Powieść jest przedłużeniem tego manifestu w fikcji. Jest to odważna i bardzo ważna powieść o ludziach niewidzialnych. Tytułowe wymieranie ma wiele znaczeń. Croft z goryczą połączoną ze specyficznym poczuciem humoru zwraca uwagę na istotę pracy kogoś, kto często bywa niewidzialny. Kiedy Irena znika, tłumacze powoli uwalniają się spod jej toksycznego wpływu, zyskują sprawczość i na własną rękę zastanawiają się nad swoją pozycją w literackim ekosystemie. Czy są tylko pasożytami żerującymi na pracy prawdziwych twórców? A może przeciwnie — bywają od nich pożyteczniejsi? Niezwykle istotną rolę odgrywa Puszcza Białowieska, która jest tutaj czymś więcej niż tylko tłem. Jest to żywy, zagrożony organizm, którego los współgra z tematem wymierania języków i kultur. Croft umiejętnie łączy wątek ekologiczny z literacką zagadką, sugerując, że zniknięcie Ireny Rey jest nierozerwalnie związane z degradacją świata natury. Atmosfera jest gęsta od symboliki grzybów i grzybni. Croft pisze bowiem o tworzeniu, ale także o pasożytnictwie i niszczeniu, zarówno w świecie przyrody, jak i w tym, w jaki sposób postępujemy z językiem. Powieść zachwyca błyskotliwością konstrukcji i ironicznym poczuciem humoru. Zachwyca precyzją opowieści i meta-literackimi zabiegami, takimi jak sarkastycznie zabawne przypisy narratorki, które dodają opowieści głębi i ironii. Wymieranie Ireny Rey to debiut powieściowy nieoczywisty i odważny. Literatura o literaturze, tłumaczenie o tłumaczeniu, zniknięcie jako metafora niewidzialności. Croft napisała książkę, która bawi, prowokuje i uwiera, i która, paradoksalnie, najlepiej smakuje tym, którzy znają świat, z którego wyrasta.
magdalena - awatar magdalena
oceniła na 7 2 dni temu
Księga łabędzi Alexis Wright
Księga łabędzi
Alexis Wright
Jednym z pierwszych smaczków, na które zwracam uwagę w książkach, są początkowe dedykacje. W tej symbolika łabędzi zostaje wyłożona właściwie od pierwszej strony. I od razu wiadomo, że nie będzie to historia opowiedziana wprost. Przedstawiony świat jest głęboko dotknięty zmianami klimatycznymi. Rdzenni mieszkańcy Australii zamieszkują skrajne obszary kraju w ekstremalnych warunkach, odseparowani od reszty społeczeństwa. Poznajemy historię Oblivii Ethelyne, niemej nastolatki o tragicznej przeszłości. Dorasta na bagnach wśród czarnych łabędzi i wraków statków. Krajobraz brzydki i piękny jednocześnie. Jedną z ważnych postaci jest też Bella Donna - opiekunka Oblivii, która uczy ją, opowiada o mitach, łabędziach i innych światach. Łabędzie, podobnie jak miejscowi, zostały zmuszone do przeniesienia się w to miejsce z innych części kraju. Z czasem pojawia się też Warren Finch, który w bardzo strategiczny sposób łączy swoje życie z Oblivią. Dla bohaterki wyjazd do nowego miejsca nie okazuje się zbawienny, to raczej kolejna forma zamknięcia. Czytanie tej książki było dla mnie naprawdę ciekawym doświadczeniem, bo tyle, ile było we mnie zachwytu nad językiem, tyle samo pojawiało się trudności w przebrnięciu przez kolejne rozdziały. Momentami miałam wrażenie, że fabuła rozmywa się w opisach. Trudno było mi się w nią wgryźć i potrzebowałam chwili, aby zrozumieć, w jakim kierunku to wszystko zmierza. Ta książka jest dosłownie naszpikowana symboliką, granica między snem a rzeczywistością co chwilę się zaciera, a język jest niezwykle plastyczny. Wiem jednak, że dla niektórych te same elementy mogą stać się minusem w odbiorze. To powieść o traumie osobistej, jak i zbiorowej. O politycznych manipulacjach, o walce aborygeńskiej społeczności o swoje prawa i o mocy opowieści. Ekologia, polityka i mit mieszają się tu tak bardzo, że trudno je od siebie oddzielić. Trudno też polecić ją jako lekturę „dla przyjemności”, ale to ważna książka i myślę, że warto poświęcić jej czas. [współpraca barterowa]
bibliotekaliv - awatar bibliotekaliv
ocenił na 6 1 miesiąc temu
Orlanda Jacqueline Harpman
Orlanda
Jacqueline Harpman
Lubię opowieści niewygodne, ciasne, klaustrofobiczne, które są dalekie od miękkich i bezpiecznych przestrzeni literackich. Taka jest opowieść "Orlando". Grząska, niebezpieczna, dotykająca newralgicznych i trudnych zagadnień jak tożsamość i granice, jakie sobie stawiamy i jakie jesteśmy gotowi przekroczyć. Okazją do rozważań jest "Orlando" Virginii Woolf, książką, z którą pracuje jedna z bohaterek książki, Aline. Drugi bohater to Lucien, młody chłopak, który zyskuje męską część osobowości Aline. Trochę jak dybuk, trochę jak dr Jekyll i mr Hyde, historia o tym jak dusza się dzieli i przekracza granice ciała. Obserwując działania i codzienność tej dwójki bohaterów Autorka daje pole do rozważań na temat krzyżowania się tożsamości, dwoistości ludzkiej natury, czy też kryzysów i wątpliwości dotyczącej wyborów i własnej drogi. Frapujące, nie dające spokoju, bolesne, czasem przerażające. Autorka, której biografię i jedną z przetłumaczonych na polski opowieści pamiętam, już przy pierwszym literackim spotkaniu szarpała duszę, powodowała dyskomfort, a jednocześnie wciągała, trzymała uwagę i nie pozwalała się oderwać od treści. Tutaj kobiecość jest dość nudna, zachowawcza, obarczona ograniczeniami, schowana za naukowymi tytułami. Męskość zaś jest dzika, wyzwolona, wyuzdana, wolna seksualnie i pełna energii oraz humoru, odwagi. Skorelowanie tych dwóch części osobowości pozwala na pełne spojrzenie na świat pełen pytań, wątpliwości, wyborów, czasem bardzo radykalnych i nieodwaracalnych. Bardzo interesująca, wymagająca rozważań książka.
BuchBuch - awatar BuchBuch
ocenił na 6 21 dni temu

Cytaty z książki Pokój Vilhelma

Bądź pierwszy

Dodaj cytat z książki Pokój Vilhelma