rozwiń zwiń

Opowiadania nominowane do Nagrody Zajdla za rok 2013

Okładka książki Opowiadania nominowane do Nagrody Zajdla za rok 2013
Michał CetnarowskiAnna Kańtoch Wydawnictwo: Zajdel.art.pl fantasy, science fiction
238 str. 3 godz. 58 min.
Kategoria:
fantasy, science fiction
Format:
papier
Data wydania:
2013-01-01
Data 1. wyd. pol.:
2013-01-01
Liczba stron:
238
Czas czytania
3 godz. 58 min.
Język:
polski
Średnia ocen

                6,0 6,0 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Opowiadania nominowane do Nagrody Zajdla za rok 2013 w ulubionej księgarni i

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów), „Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oceny książki Opowiadania nominowane do Nagrody Zajdla za rok 2013

Średnia ocen
6,0 / 10
14 ocen
Twoja ocena
0 / 10

Opinia

avatar
298
55

Na półkach: , , , , ,

Bardzo trudno jest oceniać jakiekolwiek antologie tekstów, zwłaszcza, gdy opowiadania w nich zawarte mają różnych autorów i autorki. Najprościej jest zapewne ocenić każde z opowiadań oddzielnie, co właśnie uczynię:

1. Michał Cetnarowski – "Cyberpunk" ocena 1/10
2. Anna Kańtoch – "Człowiek nieciągły" ocena 7/10
3. Anna Kańtoch – "Okno Myszogrodu" ocena 6/10
4. Paweł Majka – "Grewolucja" ocena 7/10
5. Piotr Mirski – "Drobnoustroje" ocena 2/10
6. Marcin Podlewski – "Edmund po drugiej stronie lustra" ocena 7/10
7. Wojciech Szyda – "Popiołun" ocena 6/10

Bardzo trudno jest oceniać jakiekolwiek antologie tekstów, zwłaszcza, gdy opowiadania w nich zawarte mają różnych autorów i autorki. Najprościej jest zapewne ocenić każde z opowiadań oddzielnie, co właśnie uczynię:

1. Michał Cetnarowski – "Cyberpunk" ocena 1/10
2. Anna Kańtoch – "Człowiek nieciągły" ocena 7/10
3. Anna Kańtoch – "Okno Myszogrodu" ocena...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

32 użytkowników ma tytuł Opowiadania nominowane do Nagrody Zajdla za rok 2013 na półkach głównych
  • 20
  • 12
11 użytkowników ma tytuł Opowiadania nominowane do Nagrody Zajdla za rok 2013 na półkach dodatkowych
  • 4
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1

Inne książki autora

Okładka książki Handlarze iluzji Aleksandra Cebo, Anna Kańtoch, Marta Magdalena Lasik, Joanna Nałęcz, Aleksandra Olma, Małgorzata Pudlik, Katarzyna Rupiewicz, Marta Ryczko, Alicja Tempłowicz
Ocena 7,4
Handlarze iluzji Aleksandra Cebo, Anna Kańtoch, Marta Magdalena Lasik, Joanna Nałęcz, Aleksandra Olma, Małgorzata Pudlik, Katarzyna Rupiewicz, Marta Ryczko, Alicja Tempłowicz
Okładka książki Opowiadania nominowane do Nagrody im. Janusza A. Zajdla za rok 2024 Aleksandra Janusz, Anna Kańtoch, Radek Rak, Paula Wanarska
Ocena 6,5
Opowiadania nominowane do Nagrody im. Janusza A. Zajdla za rok 2024 Aleksandra Janusz, Anna Kańtoch, Radek Rak, Paula Wanarska
Anna Kańtoch
Anna Kańtoch
Anna Kańtoch (ur. 1976) z wykształcenia orientalistka, autorka książek fantasy dla dorosłych i młodzieży. Pięciokrotna laureatka Nagrody im. Janusza A. Zajdla, w 2013 roku wyróżniona także Nagrodą Literacką im. Jerzego Żuławskiego. Łaska (2016), jej pierwsza książka pozbawiona elementów fantastycznych, została nominowana do Nagrody Wielkiego Kalibru oraz zdobyła nagrodę Kryminalna Piła. Wiara (2017) otrzymała podczas Międzynarodowego Festiwalu Kryminału 2018 Nagrodę Specjalną im. Janiny Paradowskiej.
Zobacz stronę autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Ostatni Dzień Pary (Tom 1) Anna Kańtoch
Ostatni Dzień Pary (Tom 1)
Anna Kańtoch Krzysztof Piskorski Ida Żmiejewska Karolina Cisowska Grzegorz Piórkowski Adam Podlewski Bartosz Szczygielski
Książka trafiła do mnie lata temu. Zacząłem ją czytać zaraz jak dostałem... ale potem przeleżała kilka dobrych lat obok łóżka, służąc za podstawę stosu dla innych książek. Całkiem fajna antologia. Są w niej opowiadania lepsze i słabsze... a może raczej takie które podobały mi się bardziej lub mniej. Zbiorek łączy w sobie opowiadania steampunk oraz postapo... za którym nie przepadam. Są jednak w nim perełki które świetnie łączą obie konwencje. Zatem skupię się raczej na tych opowiadaniach które podobały mi się najbardziej: "Małpiarnia" Krzysztofa Piskorskiego - świetne połączenie steampunk i postapo. To jedno z najlepszych opowiadań zbiorku. Nic dziwnego w końcu Piskorski wyrósł na ikonę polskiego steampunka... a jego książki jeszcze przede mną. Ale zapowiada się uczta :). "Pierwszy człowiek w eterze" Adama Podlewskiego - bardzo przyjemne opowiadanie, napisane z pazurem i ciekawymi nawiązaniami. "Ostatni dzień pary" Karoliny Cisowskiej - także udana próba połączenia obu gatunków (rewolucja to też apokalipsa). Watek podróży w czasie bardzo fajny. Ciekawe jak by to się mogło rozwinąć. "Dni naszej hańby" Bartosza Szczygielskiego - nie przepadam za postapo ale to opowiadanie przypominało mi połączenie "Numeru" Wolskiego z Zajdlem. "Wojna adaptacyjna" Marii Dunkel - kolejne postapo ale napisane bardzo zgrabnie. Przypomniało mi Mad Maxa :) "Owieczki" Aleksandra Daukszewicza - niemal humoreska, udatnie połączyła postapo i steampunka. Bardzo fajne. "Kolebka" Filipa Laskowskiego - coś na kształt kroniki łączącej steampunka i postapo. Bardzo dobre opowiadanie. Przypomniało mi niektóre obrazy z Blade Runner'a II. "Apokanibalipsa" Kornela Mikołajczyka - mocne i odważne postapo, bardzo dobre literacko i bardzo wciągające. Mo mógłby być początek na prawdę dobrej książki. "Golem z Festung Krakau" Daniela Nogala - świetne opowiadanie steampunk nawiązującej do legendy Golema a w tle walka wywiadów. Warto jeszcze wspomnieć o: "Doktor Dietl ratuje świat" Marcina Podlewskiego - za przywołanie mojej ulubionej postaci: Twardowskiego oraz "Steampark jurajski" Przemysława Zańko za świetny pomysł i opracowanie literackie opowiadania. Polecam ten zbiorek, zwłaszcza w wersji papierowej jako perełkę do biblioteczki. To chyba jedyna antologia z Krakonu wydana drukiem (?).
Lis Gracki - awatar Lis Gracki
ocenił na 7 6 lat temu
Rok po końcu świata Anna Kańtoch
Rok po końcu świata
Anna Kańtoch Milena Wójtowicz Wojciech Szyda Michał Protasiuk Paweł Ciećwierz Paweł Majka Michał Cetnarowski Joanna Skalska Emil Strzeszewski Jakub Nowak Stanisław Truchan
Antologie mają to do siebie, że poziom opowiadań zawartych w nich jest różny. Czasem znajdziemy w nich perełki jak i całkowite gnioty. W Rok po końcu świata tych ostatnich nie ma. Większośc opowiadań jest całkiem dobra. Najbardziej spodobały mi się opowiadania osadzone pod koniec XIX wieku. Post mortem Mileny Wójtowicz, Okno Myszogrodu Anny Kańtoch, Prawie Michała Protasiuka, Miotlarka Stanisława Truchana. Przy tym ostatnim warto dodać, że autor w pewien sposób odnosi się do mojej ulubionej powieść z epoki pozytywizmu - Lalki Bolesława Prusa. Mam na myśli postać profesora Geista. Nie chcę zdradzać szczegółów zapraszam do lektury tego opowiadania. Z opowiadań, które rozgrywają się w drugiej połowie XIX najsłabsze jest opowiadanie Pawła Majki Koniec/ początek wieku. Nie przypadło mi do gustu. Pomysł ciekawy jednak czegoś mi zabrakło. Przypadły mi do gustu dwa opowiadania osadzone w przyszłości ( ¥ b 3 r p µ n |\'7b ! Michała Centrowskiego oraz Dwa do dwóch Joanny Skalskiej. Pierwsze z wymienionych opowiadań jest bardzo pokręcone jednak warto je przeczytać. Drugie natomiast jest trochę pouczające jak mogę się tak wyrazić. Opowiadanie Iskry w wodzie.. Zdecydowanie mi nie weszło. Nie moja bajka. Znudziło mnie. Zwykle się nie czepiam okładek. Jednak tutaj wyjątkowo coś nie pykło. Nawet nie chodzi tu o pana w słoniu i w pilotce. Jest zwyczajnie mdła i mało czytelna. Oceniając całkowicie antologię wydaną przez Powergraph można powiedzieć o niej, że nie jest zła. Na kilka godzin spokojnie zapewni rozrywkę czytelniczą, jednak bez dużych fajerwerków.
Gekon - awatar Gekon
ocenił na 6 3 lata temu
Multirzeczywistość David Louis Edelman
Multirzeczywistość
David Louis Edelman
Prawdę mówiąc nic mnie tak nie irytuje w cyklach książkowych jak niemożność przeczytania w całości rozpoczętej opowieści. Nie żebym zawsze czytała cały cykl do końca, ale wybór powinien należeć do mnie. A tu masz babo placek! Kolejna historia, z której nie mogę się dowiedzieć o co "come on". Droga "Fabryko Słów", jak się powiedziało A i B, to człowiek spodziewa się C (skoro wie, że takowe istnieje). Co z Geosynchronem? Czy aż tak źle się sprzedają cyberpunkowe powieści? Chyba tak... Przy opisie "Kronik Atopii" nawet nie ma wzmianki o tym, że jest jakaś druga część. A jest: "Kroniki Dystopii". Halo, "Czwarta Strono"! Co, mogę sobie zażywać dalszej lektury w języku oryginału, jeśli tak bardzo chcę, tak? W rzeczy samej to i tak betka. Przynajmniej mogę się postarać wraz z moją kulawą angielszczyzną, poznać koleje losów postaci ze wzmiankowanych książek. Zdecydowanie gorzej jest gdy autor zarzuci całkowicie temat. Jakieś 4 lata temu poświęciłam 3 miesiące życia na zdobycie i przeczytanie wszystkich wydanych części "Pieśni lodu i ognia". Namówił mnie do tego kolega z pracy, bo "takie fajne". Zastanawiam się, czy nie powinnam przestać się do niego odzywać. Chociaż po czterech latach... Tak czy owak, nie dość, że facet pozabijał mi prawie wszystkich pozytywnych bohaterów w zamian wprowadzając kolejne wątki i nowe światy, to jeszcze stracił zainteresowanie tą historią, w efekcie czego przestał ją pisać! Minęło 4 lata, a ja dalej nie wiem co z tą kobitką od smoków, z małą Aryą, jej siostrą, z karłem (którego imienia też już nie pamiętam), co z murem , itp.,itd. Podobno powinnam podłączyć sobie telewizję, żeby się o tym przekonać. Mimo, że może nie jest to wybitna pozycja literatury sci-fi, to i tak chcę się dowiedzieć co się stanie z kodem multirzeczywistości Margaret Suriny. I dowiem się tego tak czy siak.
qcdorota - awatar qcdorota
oceniła na 7 9 lat temu
Odtrutka na optymizm Peter Watts
Odtrutka na optymizm
Peter Watts
Tytuł głupi niemożebnie. Niczego tak dzisiaj nie potrzebujemy, jak optymizmu. "Ślepowidzenie" w pierwszym wydaniu kurzy się na półce od lat nieczytane, na pierwsze wydanie "Rifterów" się nie załapałem, więc jest to moje pierwsze spotkanie z Wattsem. Watts jest biologiem jakimś tam, a więc siedzi w hard science, zatem nic dziwnego, że pisze hard s-f , a ja hard s-f nie lubię z dwóch powodów. Mniej ważny, to ten, że twarde nauki mnie zupełnie nie interesują, a drugi ważniejszy, to taki, że twórczość z tego nurtu jest zazwyczaj literacko marna, ponieważ bohaterowie w takich tekstach stają się po prostu tubami do wygłaszania poglądów kosztem jakiejkolwiek literackiej wartości. Dlatego o wiele bardziej lubię nową falę oraz wszystko to, co z niej wyrosło, aniżeli opowiadania dla etatowych przykręcaczy śrubek po politechnikach. Odkrył to zresztą sam Lem, który w pewnym momencie stwierdził, że pisanie literatury przez kogoś chcącego rozpatrywać problematykę naukową mija się z celem i zajął się felietonami. Zanim jednak to zrobił, dostaliśmy "Powrót z gwiazd", którego bohater jest tak świetnie skonstruowany, że większość pisarzy głównonurtowych mogłaby ojcu współczesnej polskiej fantastyki tylko pozazdrościć. I wierz tu pisarzom. Watts nie jest wolny od tej maniery, na szczęście tylko troszeczkę. Niektóre teksty w tym zbiorku opowiadań z połowy lat 90. oraz początku nowego wieku faktycznie są płaskim wykładem pomysłów autora, ubranych w szczątkową fabułę. Na szczęście to minimum. Watts prezentuje pozytywistyczną antropologię, gdzie człowiek poddany jest ciągłej presji świata bezdusznej natury. Rządzi nami po prostu w jego wizji świata biologiczny determinizm. Szczególnie widać to w opowiadaniu "Fraktale" poruszającym problem naszej niechęci do imigrantów. Tekst dzisiaj bardziej aktualny, niż w 1995 roku, opowiada o Kanadyjczyku, który wp*erd*lił imigrantowi z Chin. Okazuje się jednak, powiada autor opowiadania, że za jego zachowanie odpowiadają proste mechanizmy biologiczne. Gdzie zatem spoczywa wina ? Kiedy liberałowie mówią o homoseksualistach "born this way" , to jest to wesołe oraz inkluzywne, ale jeśli powiedzieć tak o nacjonalistach, to ocieramy się już o herezję przeciwko liberalnemu światopoglądowi. Sam bohater natomiast jest postacią tragiczną. Rozdarty pomiędzy świadomością, że jego czyn motywowany jest naturalnie, a więc nie powinien polegać ocenie moralnej, a czysto ludzkim , etycznym odruchem winy za pobicie, próbuje jakoś zrozumieć, co zrobił. Można byłoby ten tragizm Antygony rozdartej między prawem boskim i ludzkim nieco podkręcić i pewnie tak zrobiłby np. Silverberg, ale samo pokazanie problemu jest wystarczająco ciekawe, żebym po przeczytaniu ostatniego zdania miał gęsią skórkę. Konflikt na linii determinizm - wolna wola jest w zasadzie lejtmotywem większości tych opowiadań, a przynajmniej tych w mojej opinii najciekawszych. Czy będzie to problem mężczyzny chcącego wskrzesić swoją żone przepisując do komputera jej świadomość, czy , jak w opowiadaniu "Wyspa", załogi statku kosmicznego odkrywającej myślącą istotę oplecioną wokół czerwonego karła, wszędzie będzie mniej lub bardziej uwypuklony ten sam problemat zależności naszego rozumu od naszych biologicznych uwarunkowań. I to rozdarcie, ten tragiczny w gruncie rzeczy los bohaterów, stanowi o ponadprzeciętności opowiadań Wattsa. Poza tym dostajemy również satyrę na ekologów oraz świetne opowiadanie "Cosie" , w którym wydarzenia z książki "Coś" Campbela oraz filmu Camerona ukazane są z perspektywy obcego. Na minus - opowiadania "o religii". Tutaj Watts nie mówi nic, czego nie mówiłby już Wolter. Racjonaliści będą uchachani, ale to faktycznie rzecz biorąc nudne. Ogółem jednak całość wypada ekstraordynaryjnie. Siedzą mi te teksty jeszcze w głowie i drapią, na pewno też do nich kiedyś chętnie wrócę. Zdecydowanie warto.
Czytacz - awatar Czytacz
ocenił na 8 2 miesiące temu
Gwiazdozbiór Psa Peter Heller
Gwiazdozbiór Psa
Peter Heller
(8,5pkt) --- Historia pilota Higa, zamieszkującego samotnie z psem Jasperem małe lotnisko Erie, opowiadana pierwszoosobowo w pamiętnikarskiej formie zlepku postrzępionych myśli, kolejnych ważniejszych zdarzeń, refleksji na temat samotnego życia 9 lat po globalnej epidemii grypy dziesiątkującej ludzkość. Hig na skutek dwutygodniowej gorączki doznał uszczerbku na zdrowiu, jego umysł nie funkcjonuje już jak przed pandemią, stąd tekst jest przerywany, zdania często nieskładne, z błędami, powtórzeniami, dialogi wplecione w narrację bez myślników... --- Jedynym sąsiadem Higa jest małomówny, tajemniczy samotnik Bangley (Pan Śmierć), który strzeże swej prywatności bronią palną z laserowymi celnikami i noktowizorami. Agresywni nieznajomi, potencjalni roznosiciele zaraźliwej choroby, którzy sporadycznie pojawiają się w okolicy, są bez emocji przez niego zabijani... --- Głównym motywem tego postapo jest mała cesna Bestia i codzienne loty zwiadowcze Higa nad terenem wokół lotniska. Wypatrywanie zagrożeń z tytułu pojawienia się innych ludzi, trudy życia w samotności po stracie najbliższych, skomplikowana relacja z Bangley'em... --- O ile w "Drodze" McCarthy'ego niewyodrębnione dialogi i ściana tekstu mi przeszkadzały i utrudniały czytanie, tak tu kwestia dialogów i fragmentaryczny tekst wprowadzają dodatkowy czynnik stałego napięcia i niepewności. Zresztą korekta też się nie popisała - sporo błędów w tekście. Reasumując dobre postapo, takie skrzyżowanie nieśpiesznego "Ziemia trwa" z akcyjnym "Jestem legendą".
WissQuek - awatar WissQuek
ocenił na 8 6 dni temu
Ambasadoria China Miéville
Ambasadoria
China Miéville
China Miéville to bardzo kreatywny i pomysłowy pisarz. Po przeczytaniu Ambasadorii mam wrażenie, że może nawet za bardzo. W powieści jest właściwie wszystko. Dziesiątki ciekawych koncepcji, plejada interesujących postaci, kilkanaście wątków i intrygująca oś fabularna (unikalny obcy język) oraz komplementarne zabawy językowe ( świetne słowotwórstwo). Do tego odważne przetasowania chronologii i jeszcze odważniejsza narracja pierwszoosobowa prowadzona przez protagonistkę szczycącą się własną biernością. Na okładce można przeczytać, że Ambasadoria to dojrzałe dzieło sztuki i trudno się z tym nie zgodzić. Tyle, że powieścią mogła być lepszą. Ambasadoria jest przeładowana, przez co opowiedziana na jej kartach historia nie trzyma narracyjnego rytmu. Wątki i postacie giną pod natłokiem coraz to nowych wydarzeń. Pomysły i idee ledwo mieszczą się na stronach, ale tylko nielicznym z nich autor poświęcił wystarczająco uwagi, żeby przykuć uwagę czytelnika. Protagonistka została rozpisana z rozmachem i pewną dozą wiarygodności psychologicznej, ale co z tego, skoro Miéville sprowadził ją głównie do roli beznamiętnej, lakonicznej sprawozdawczyni. Ambasadoria to świetna rzecz, którą serdecznie polecam wszystkim, zwłaszcza miłośnikom kreatywnego światotwórstwa i ciekawych pomysłów. Fani klasycznych opowieści (tak pod względem formy jak i treści) powinni jednak uzbroić się w cierpliwość.
gary_joiner - awatar gary_joiner
ocenił na 7 5 miesięcy temu
Opowieści praskie Tomasz Bochiński
Opowieści praskie
Tomasz Bochiński Redakcja bookazine SF
(recenzja pierwotnie ukazała się na Szortal.com) Nasi prawobrzeżni, niesamowici Indianie… Hubert Przybylski Choć termin „urban fantasy” powstał dopiero pod koniec lat osiemdziesiątych XX wieku, to magiczno-miejskie historie są dużo, dużo starsze. Choćby takie opowieści o bazyliszku, czy złotej kaczce. Albo o budynkach, w których tajemniczo znikają ludzie, albo „coś straszy”. Spora część z nich ma korzenie w epoce wiktoriańskiej, gdyż to właśnie wtedy twórcy zauważyli w miastach potężny magiczny potencjał. Od tamtej pory opowieści tego typu nieustannie ewoluowały, po części wzbogacając się wraz z przybywaniem wydarzeń mniej lub bardziej historycznych, po części wraz z rozwojem nauki, a także nadążając za zmianami w gustach czytelników/słuchaczy. Ta ewolucja spowodowała, że czasami trudno jest dzisiaj wydzielić jednoznaczną granicę pomiędzy gatunkami literackimi i odróżnić urban fantasy od New Weird, paranormal fiction, powieści grozy czy zwykłego horroru. Ale akurat w przypadku „Opowieści praskich” Tomasza Bochińskiego takiego dylematu nie ma. „Opowieści praskie” to przedostatnia książka autorstwa Bochińskiego (ostatnią jest dopiero co wydana, a napisana w duecie z żoną, Agnieszką Chodkowską-Gyurics, powieść kryminalna „Pan Whicher w Warszawie”). Jest to zbiór opowiadań, których akcja toczy się na warszawskiej Pradze. Ostatniej dzielnicy miasta, która zachowała choć ślad ducha dawnej Warszawy. I to właśnie ten duch, ten zanikający dziś klimat Starej Pragi jest głównym bohaterem tekstów. Dzięki temu możemy poznać mieszkających tam ludzi, ich mentalność i zwyczaje, życie codzienne, stosunki społeczne i wierzenia. Nie brak w tych tekstach odniesień do wydarzeń historycznych, takich jak rzeź Pragi z 1794, obie okupacje, hitlerowska i sowiecka, czy do przemian ustrojowych po roku 1989, co pozwala nam troszkę lepiej zrozumieć stosunek mieszkańców Pragi do samych siebie i ludzi z zewnątrz, obcych. To, że głównym bohaterem zbioru jest zanikający duch Starej Pragi spowodowało, że książka jest niesamowicie nostalgiczna. Przez cały czas ciąży nad czytelnikiem widmo nieuchronnych zmian i odchodzenia „starych, dobrych czasów”. Ale nie jest to męczące, płaczliwe błaganie o cud, który sprawi, że te „stare, dobre czasy” wrócą, tylko raczej zaproszenie do tego, żeby sobie usiąść i w doborowym gronie, może przy kieliszku czegoś mocniejszego, powspominać przeszłość i nabrać przy tym sił, żeby następnego dnia, z podniesionym czołem, stawić czoła przyszłości. Gdybym miał klimat i wydźwięk ogólny tego zbioru do czegoś porównać, to chyba najbardziej by mi tu pasowały stare powieści o Indianach, takie jak „Ziemia Słonych Skał” Sata Okha (Stanisława Supłatowicza), cykl o Tacumsehu Longina Jana Okonia, czy „Złoto Gór Czarnych” Szklarskiego. Zwłaszcza, że w/w Autorzy, oprócz nostalgii za odchodzącymi czasami, identycznie jak Bochiński przedstawili ludzi –ze wszystkimi ich wadami i przywarami, ale bez jakiegokolwiek ich osądzania, pozostawiając to zadanie czytelnikom. Kolejną rzeczą wspólną, która łączy Bochińskiego z tymi Twórcami, jest łatwość w uśmiercaniu bohaterów. Choć może jest to bardziej wynik przyjaźni Autora z Feliksem W. Kresem, niż czytanych w młodości lektur. No tak, jest nostalgia, są postacie z krwi i kości i jest Praga, a gdzie jest w tym wszystkim fantasy? Właśnie o to chodzi, że jest dosłownie we wszystkim. Na kartach książki pojawiają się wiedźmy, bóstwa i bogowie, anioły i demony, czary i klątwy, duchy i potwory. Niesamowitość i groza na każdym kroku. Jednym słowem – jest wszystko to, czego urban potrzebuje, żeby zostać fantasy… Niestety, zbiór ma w sobie także trochę z rural fantasy, gdyż oprócz miodku jest też i dziegieć. Jedną z dwóch rzeczy, które mi się najbardziej w tym tomie opowiadań nie podobały, jest wykorzystanie starych tekstów. Zbiór składa się z czterech krótszych opowiadań i pięciu dłuższych i to właśnie trzy z tych ostatnich były już wcześniej opublikowane (jedno w „SFFiH”, dwa w antologiach). Daje to ponad sto stron tekstu, czyli prawie połowę zbioru. Dla kogoś, kto mało czyta, to może nie być przeszkodą, ale ja się do takich osób nie zaliczam. Podobnie miałem przy okazji czytania „Aparatusa” Andrzeja Pilipiuka i tak jak wtedy, muszę za to odjąć ocenie końcowej punktów. Drugą wadą zbioru, jest niechlujna korekta tekstu. Najgrubsze błędy pojawiają się w napisanym przez Tomasza Kołodziejczaka wstępie, ale jest ich stosunkowo mało i można je uznać za zwykłe przejęzyczenie. Natomiast powszechnie występujące w opowiadaniach literówki oraz braki przecinków i kropek może nie są poważne, ale jest ich naprawdę dużo. I przez to cokolwiek drażnią przy czytaniu. Dwa i pół punktu odpadło za „odgrzewanie” tekstów, pół za słaba korektę i stąd moja ocena końcowa to 7/10. A „Opowieści praskie” gorąco polecam, bo to świetny kawał swojskiej fantastyki i chyba raczej nikt się na nich nie zawiedzie.
ilcattivo13 - awatar ilcattivo13
ocenił na 7 9 lat temu
Krawędź czasu Krzysztof Piskorski
Krawędź czasu
Krzysztof Piskorski
Maksym trafia do świata obok – nieznanej sobie dzielnicy miasta, która od XIX wieku zapętlona jest w jednym, konkretnym momencie. Jest jednym z niewielu, którzy potrafią się z niego wyrwać. Gdy trafia do władającej dzielnicą księżnej, zostaje poproszony o pomoc w pozbyciu się niebezpieczeństwa, jakie jej zagraża. Krzysztof Piskorski nie bez powodu jest znany jako twórca fantastycznych światów. Nie tylko swego czasu prowadził na ten temat prelekcje, czy pisał artykuły do „Nowej fantastyki”, ale też stworzył kilka ciekawych konceptów. Zaczynając klasycznym, ale konkretnym high fantasy, jakim były „Opowieści piasków”, następnie zaczął swoje eksperymenty. „Krawędź czasu”, wydana w 2011 roku, obecnie jest książką trudno dostępną, ale jednocześnie – bez wątpienia pokazującą, jak oryginalnym twórcą na polskim rynku jest tenże autor. Podobnie jak „Zadra” czy „Czterdzieści i cztery”, „Krawędź czasu” jest utrzymana w steampunkowej stylistyce. Kluczowe jest jednak to, że Piskorski wykorzystuje właśnie ową stylistykę, a nie steampunk jako steampunk. Sięga do XIX wieku, tworzy estetykę tamtych czasów, ale pary jako pary zbyt wiele tu nie ma, bo też nie zawsze w tym nurcie o to chodzi. Autor miesza przy tym kabałę, magię, sięga do baśni i tworzy powieść z pogranicza fantastycznych podgatunków, choć chyba gdybym musiała ją zakwalifikować, uznałabym, że jednak mamy do czynienia z fantasy. To nie jest powieść, która stoi bohaterem czy fabułą samą w sobie. Nie mam tu wprawdzie nic do zarzucenia, ale w tym przypadku istotniejszy jest sam koncept związany z zabawą z czasoprzestrzenią. Przyznaję, zwykle motywu podróży w czasie nie lubię, a przynajmniej nie w chwili, w której jest wykorzystywany w „klasyczny” sposób, związany z konkretnymi przeskokami w czasoprzestrzeni. Tu jednak pomysł Piskorskiego jest najzwyczajniej w świecie po prostu intrygujący i ciekawy. Przyznać jednak muszę, że potrzebowałam dłuższej chwili, aby wskoczyć do tego świata i „zaczaić” o co autorowi chodziło. Bo całość zaczyna się stosunkowo baśniowo, nieco dziwnie i niepokojąco. Czytelnik, który o książce wcześniej nie słyszał i być może sięgnął po nią tylko przez wzgląd na okładkę, czy tytuł, może czuć się nią wręcz zszokowany czy nieco zniesmaczony. Ten pomysł, by zaczął działać potrzebuje trochę czasu. Dlatego nawet jeśli ta historia nie wciąga od pierwszej strony – polecam dać jej chwilę. Może dwie. A może nawet czas mniej więcej do połowy powieści, bo prawdziwa zabawa w jej przypadku zaczyna się, gdy wszystko zaczyna wskakiwać na swoje miejsce. Muszę wspomnieć też o stylu oraz o masie pracy, jaką Piskorski musiał w tę historię włożyć. Język, jakim się posługuje, zdaje się być „w sam raz”. Jest odpowiednio stylizowany, ma dobry klimat. Jest w miarę przystępny, ale nie brakuje w nim inteligentnych czy czasem wręcz poetyckich zwrotów, stwierdzeń, metafor. Ponadto napisanie takiej książki wymaga wiedzy, i to nie tylko z samej XIX-wiecznej polski, ale również z judaistycznych wierzeń, których – przyznaję – przed lekturą w tej powieści w ogóle się nie spodziewałam. Znam trochę polskiej fantastyki i muszę przyznać, że to dość unikatowa powieść. Steampunku nie mamy zbyt wiele. Podróży w czasie, i to dobrze rozpisanych – również nie. Nawiązań do żydowskiej kultury, która przecież jest szalenie ciekawa także brakuje. Tą powieścią Piskorski wypełnił pewną lukę wśród polskiej literatury, a przecież o to części chodzi. Fantastyka ma nie tylko bawić samą historią, ale także zachwycać kreatywnymi pomysłami. „Krawędź czasu” jest zaś po prostu dość konkretnym pomysłem, który został zamknięty w sensownie dopasowanej fabularnie powieści. Dobrze wiem, że czytelnik szukający zwykłej i rozrywkowej fantastyki może się od niej odbić. „Krawędź czasu” wymaga jednak odrobiny cierpliwości i kredytu zaufania, a także chęci poznania czegoś ponad kompletnie klasyczną opowieść. Ale nie zmienia to faktu, że chciałabym jej wznowienia. Bo szkoda, że tak dobra rzecz jest obecnie zapomniana i trudno dostępna.
Katrina - awatar Katrina
oceniła na 8 4 lata temu

Cytaty z książki Opowiadania nominowane do Nagrody Zajdla za rok 2013

Bądź pierwszy

Dodaj cytat z książki Opowiadania nominowane do Nagrody Zajdla za rok 2013